cecyl
20.04.05, 13:46
Spotkały się na rynku polskim powieści dwóch autorów, którzy znani są (a
nawet bardzo sławni) z działalności nieco innej: Michael Palin to jeden z
Monty Pythonów, a Chico Buarque de Hollanda to niezwykła i wielka postać
brazylijskiej piosenki. „Krzesło Hemingwaya” napisał Palin. Chico Buarque
napisał „Budapest”. Powieść Palina o takim angielskim Piotrze Płaksinie,
który miast grać na klarnecie, zaczytuje się wszystkim co Hemingwaya, o
Hemingwayu, i skrzętnie wszelakiego rodzaju pamiątki po Hemingwayu zbiera.
Świetna angielska proza z odlotowym finałem. Chico Buarque pisze o fascynacji
brazylijskiego ghost writera językiem węgierskim, który jest dlań czarną
magią totalną. Fajerwerk, również myślowy. Ale obie powieści są właściwie
niezwykłymi opowieściami o wyjściu z cienia, z anonimowości, z nijakości. I
napisali to ludzie, którzy są właśnie zaprzeczeniem anonimowości i nijakości.
Jednocześnie się zastanawiam czy książkę Palina kupią przede wszystkim fani
Monty Pythona? Bo w takim razie Chico Buarque nie ma na kogo liczyc, bo w
Polsce jest chyba zupełnym zerem (tylko w dobrej Trójce sprzed lat wielu jego
piosenki można było usłyszeć w jednym z nocnych już niemal programów).