Dodaj do ulubionych

Czy sie myle?

IP: *.pomorzany.v.pl 25.04.05, 21:54
Od pewnego czasu sklaniam sie ku opinii, ze czytanie ksiazek, jest jedynie
etapem posrednim rozwoju intelektualnego czlowieka :)
Wydaje mi sie, ze na pewnym etapie jego rozwoju czynnosc ta staje sie zbyt
malo tworcza (zbytnio nudna), analogicznie jak to ma miejsce z wieloma innymi
upodobaniami.
Dla pozytku wewnetrznego dobrze jest wowczas wykorzystac czas poswiecany
dotychczasowej lekturze angazujac sie w cos innego.
Mam tu siebie na mysli w obecnym czasie.
Macie moze podobne refleksje??
Obserwuj wątek
    • hrabalek Re: Czy sie myle? 25.04.05, 22:04
      ...."Cheba nie"

      .......u mnie jest "na odwyrtke".......po czasie tępego gapienia się w tv,
      zaczęłam czytać,nudno nie jest.......


      ......mam nadzieję ,że wzywający do odpowiedzi obecnie zajął się robieniem
      kasy, jak się znudzi .......niech wróci jako Wielki Gatsby

      czego szczerze życzę;)


      -
      "Piszę,że to w głowie się nie mieści jak prześlicznie jesz naleśnik lub sok
      sączysz swój co dzień"
      • Gość: itek Re: Czy sie myle? IP: *.pomorzany.v.pl 25.04.05, 22:18
        Dziekuje za szczere zyczenia :)

    • balbinia Re: Czy sie myle? 25.04.05, 22:15
      Nie zgadzam sie. Przestane czytac ksiazki, jesli sama bede w stanie stworzyc
      takie dzielo, ktore przewyzszy badz bedzie rownie dobre, jak dziela juz
      napisane.(czyt. nie w tym zyciu) Ogarnelo Cie chyba pewne znuzenie ksiazkowe,
      moze po prostu czas siegnac po ksiazki ambitniejsze lub powiesci zastapic
      dzielami mp filozoficznymi czy naukowymi, ktore wrecz zmuszaja do wlasnej
      oceny, refleksji, zmiany swiatopogladow. Np polecam lektury Petera Singera,
      ktore niekiedy szokuja (np: neguje religie i wartosc zycia ludzkiego jako cos
      najwartosciowszego - a co ciekawe, ma swietne argumenty popierajace jego tezy)
      badz polecam np "No Logo" Naomi White - jestem w trakcie tej lektury a moje
      podejscie do spraw konsumpcji uleglo diametralnej zmianie. Rozumiem, ze po
      angielsku lub niemiecku czytasz plynnie, skoro byles na tyle odwazny aby
      sklonic sie do takiej tezy, jaka wysunales.. ;))
      "Wieczna Treblinka" Charlesa Pettersona rownie Cie wzburzy, wkurzy i zaszokuje.
      Poczujesz sie maly i zmanipulowany a ta swiadomosc moze pobudzi Cie do dalszego
      czytania, a wowczas moze stwierdzisz: dluuuga pokretna droga przede mna..
      • hrabalek Re: Czy sie myle? 25.04.05, 22:23
        Nie zgadzam się ! Droga Balbino, toż mam wrażenie,że chcesz przyłożyć łopatą w
        tyłek stojącego nad dołem,proponując taki kaliber dzieł pisanych!:)

        No , ale pewnie się mylę, ja wróciłam do książek-czytając na dobry początek
        "Dzieci z Bullerbyn" i przeglądając książki z ilustracjami Szancera, no cóż
        pewnie dziecinnieję.
        • balbinia Re: Czy sie myle? 25.04.05, 22:34
          Eee tam :) Sam pisze, ze wzniosl sie ponad padol zwyklych czytelnikow-
          smiertelnikow.
          A moja najnajlublejsza to "Karolcia". Pewnie na starosc znow do niej wroce :)))
      • Gość: itek Re: Czy sie myle? IP: *.pomorzany.v.pl 25.04.05, 22:28
        Moje, zycie nie ogranicza sie jedynie do czytania ksiazek, a moje pole dzialania
        to nie wylacznie tworczosc literacka :)
        Uwierz mi, ze czytalem ksiazki tzw. ambitniejsze niz ten P.Singer :)
        Zupenie pudlujesz ze swymi koncowymi radami :)
        Zapewne jestes na innym etapie niz ja.
        Ujmujac skrotowo problem powiem, ze zaczela mi uwierac rola tzw. czytelnika :)
        Pozdrawiam :)

        • hrabalek Re: Czy sie myle? 25.04.05, 22:31
          Gość portalu: itek napisał(a):

          > Moje, zycie nie ogranicza sie jedynie do czytania ksiazek, a moje pole
          dzialani
          > a
          > to nie wylacznie tworczosc literacka :)
          > Uwierz mi, ze czytalem ksiazki tzw. ambitniejsze niz ten P.Singer :)
          > Zupenie pudlujesz ze swymi koncowymi radami :)
          > Zapewne jestes na innym etapie niz ja.
          > Ujmujac skrotowo problem powiem, ze zaczela mi uwierac rola tzw. czytelnika :)
          > Pozdrawiam :)
          >


          ........ale dla kogo ta odpowiedź?
          • Gość: itek Re: Czy sie myle? IP: *.pomorzany.v.pl 25.04.05, 22:33
            Oczywiscie ze dla balbiny :) (Usaw sobie drzewko)
            • hrabalek Re: Czy sie myle? 25.04.05, 22:36
              Gość portalu: itek napisał(a):

              > Oczywiscie ze dla balbiny :) (Usaw sobie drzewko)


              O.k. sorry! ide usawić drzewko! (co to do diaska znaczy? czy ja o czymś nie
              wiem?usawić, usawić?)
        • balbinia Re: Czy sie myle? 25.04.05, 22:38
          nom ja dobrze chciala :)))
          Ale skoro tak zdefiniowales swoj "problem" to dlaczego nie jestes w stanie
          dojsc do dalszych konkluzji..? A moze widzisz jakies rozwiazanie? A moze to
          tylko proba dyskusji? A jaka rola bardziej by Ci odpowiadala?
          • hrabalek Re: Czy sie myle? 25.04.05, 22:41
            balbinia napisała:

            > nom ja dobrze chciala :)))
            > Ale skoro tak zdefiniowales swoj "problem" to dlaczego nie jestes w stanie
            > dojsc do dalszych konkluzji..? A moze widzisz jakies rozwiazanie? A moze to
            > tylko proba dyskusji? A jaka rola bardziej by Ci odpowiadala?



            .......bo jeśli to jest "Utrata spontaniczności w czytaniu III"- to sobie chyba
            w łeb strzelę!
          • Gość: itek Re: Czy sie myle? IP: *.pomorzany.v.pl 25.04.05, 22:44
            > dlaczego nie jestes w stanie
            > dojsc do dalszych konkluzji..?
            To wymaga czasu ...
            > A moze widzisz jakies rozwiazanie?
            Widze wiele rozwiazan ...
            > A moze to
            > tylko proba dyskusji?
            Nie tylko ...
            A jaka rola bardziej by Ci odpowiadala?
            Bardziej tworcza ...



    • Gość: ann Re: Czy sie myle? IP: *.chello.pl 25.04.05, 22:42
      czyżbyś szykował się do własnego debiutu na literackiej niwie?
      • Gość: itek Re: Czy sie myle? IP: *.pomorzany.v.pl 25.04.05, 22:44
        Tego jestem pewien-NIE
    • b_belcia Re: Czy sie myle? 25.04.05, 22:45
      eh itek, sprawdz sobie puls czy jeszcze zyjesz, bo to wyglada na objawy
      wyczerpania przedsmiertnego :)
      a powaznie to nie wiedzialam, ze takie mysli moga dopasc kiedys czytelnika,
      zaczne sie chyba o siebie obawiac...
      a moze to wogole bylo inaczej, kreowalas sie zawsze w duchu i przed innymi na
      czytacza, a twoj prawdziwa natura , ktora tlumiles, a ktora teraz sie ujawnila
      jest z tym sprzeczna, czyli innymi slowy moze zawsze miales zadatki na kowala
      np, a nie chciales tego dostrzec. no nie wiem, jak widac rozne w zyciu bywa:)))
      pozdro :)
      • Gość: itek Re: Czy sie myle? IP: *.pomorzany.v.pl 25.04.05, 22:50
        > a powaznie to nie wiedzialam, ze takie mysli moga dopasc kiedys czytelnika,
        > zaczne sie chyba o siebie obawiac...
        Nie musisz sie o siebie obawiac, no chyba ze jestes homo czytelnicus :)
        Mozna z tym zyc :)
        Wiecej wyobrazni :)
        • Gość: daria13 Re: Czy sie myle? IP: *.crowley.pl 26.04.05, 13:34
          Drogi Itku! Myślę, że wchodzisz w kolejną fazę czytactwa i jeśli jest to faza
          druga, to jest jeszcze dla Ciebie nadzieja, ale jeśli to faza ostatnia,
          czwarta, to ja to czarno widzę i będziesz rzeczywiście musiał zadowolić się już
          tylko tym oglądaniem przepływających patyków, a najgorsze jest to, że zachodzi
          obawa, że jeśli znalazłeś się już w czwartej fazie, to prawdopodobnie ominąłeś
          fazę drugą, która jest tak niezbędna dla nas, maniaków książkowych:)
          Jeśli nie masz bladego pojęcia o tym, co tu wypisuję, to niestety będziesz
          musiał podjąć wysiłek przeczytania mojego postu w wątku o utracie
          spontaniczności w czytaniu, będącego swoistym podsumowaniem i zawierającym
          teorię faz, nie strun;).
          A tak poważnie, jeśli jest choć trochę prawdy w tym, co piszesz, to
          kategorycznie doradzam przejście do fazy drugiej, choćby to początkowo było dla
          kogoś takiego jak Ty, niezwykle trudne. Masz tyle gatunków do wyboru; ja
          optowałbym albo za dobrymi kryminałami, albo za dobrym SFi fantasy, bo z
          romansami mógłbyś już sobie nie dać rady i niepotrzebnie zrazić się do fazy
          drugiej na dobre;), choć kto Cię tam wie. Ale , jeśli nie ma w Tobie dość
          silnej woli, żeby przekonać się do literatury lekkiej, łatwej i przyjemnej, to
          chyba szukaj sobie malowniczej rzeczki i zbieraj zapas patyków;))))
          Bardzo ciepło pozdrawiam:o) Czy u Ciebie też tak dzisiaj zimno?
          Nie wiedzieć czemu uradowana D.
          • Gość: itek Re: Czy sie myle? IP: *.wi.tuniv.szczecin.pl 26.04.05, 15:51
            U mnie dzis jest superwiosennie :) sloneczko przygrzewa, ptaszki pieknie
            swiergola, chce sie zyc :)))

            Odnosnie problemu poruszonego w tym watku, to chce podkreslic, ze ze mna jest
            inaczej niz z Toba.
            Jak juz wspomnialem dochodze do wniosku, ze czytanie ksiazek (takich (ambitnych)
            czy innych (mniej ambitnych), to bez znaczenia) to etap przejsciowy rozwoju
            intelektualnego, owszem dajacy pewne mozliwosci rozwoju, jednak prawdziwie
            efektywny jedynie na pewnym etapie rozwoju (majac kilka badz nascie lat).
            Przestaje powoli odnajdywac sie w roli czytelnika :), a cale spektrum jego
            mozliwosci jawi mi sie niezwylke ubogo: zachwyty na przeczytanym slowem,
            roznorakie narzkania, subtelne analizy, wywazone sady, niesprawiedliwe opinie,
            porownania do przeczytanych juz slow, etc. Pytam sie zdroworozsadkowo: co mi to
            daje. Nie znajduje zadawalajacej (usprawiedliwiajacej) odpowiedzi.
            A alternatywa naprawde nie polega na czytaniu lub ogladaniu patykow :)
            Pozdrawiam wiosennie
            (i)


            • Gość: daria13 Re: Czy sie myle? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.04.05, 18:46
              Przepraszam, ale z racji straty czasu na dojazd do domu nieco pogubiłam się w
              Waszych wywodach i muszę je na spokojnie przemyśleć. Nurtowało mnie jednak
              przez całą drogę pytanie (zupełnie nie mogłam się przez to skupić na Starym;(
              jaką w takim razie masz na myśli Itku alternatywę? Moje pytanie odnosi się do
              zdania: "A alternatywa naprawde nie polega na czytaniu lub ogladaniu
              patykow :)". Obawiam się, że jej nie masz, lub nie możesz jej sobie uświadomić
              i stąd wziął się ten wątek. Należałoby się jednak zastanowić, czy warto szukać
              tej alternatywy, jeśli kochamy książki i tak jak w moim przypadku jesteśmy
              czytelnikami nałogowymi, beznadziejnie nałogowymi?
              Pozdrawiam. U mnie na szczęście też teraz wyjrzało słońce:)
              • Gość: itek Re: Czy sie myle? IP: *.pomorzany.v.pl 26.04.05, 19:52
                > jaką w takim razie masz na myśli Itku alternatywę?

                Rozwiazanie jest dostosowane do indywidualnych uwarunkowan.
                Generalnie rzecz sie sprowadza do tworczosci (nie znajduje w chwili obecnej
                lepszego slowa, chociaz odczuwam maly zgrzyt ), ale w b.szerokim znaczeniu tego
                slowa (nie musi chodzic tutaj o tworczosc literacka).
                Pozdrawiam :)
    • Gość: Hubi Re: Czy sie myle? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.04.05, 14:36
      Alez to trzeba plodozmian stosowac - nie wciaz literatura piekna i piekna ( jak
      sie non-stop lody pistacjowe je, to tez zemdlic moze).Troche filozofii,
      historii, socjologii, cos o religiach, troche basni, o dalekich kulturach...

      I rozwoj wydaje sie pelniejszy, i przesyt niemozliwy, a i tym chetniej sie do
      lodow pistacjowych na deser wraca.

      Pozdr.

      • Gość: itek Re: Czy sie myle? IP: *.wi.tuniv.szczecin.pl 26.04.05, 16:14
        > Alez to trzeba plodozmian stosowac

        Sluszna uwaga, ale mi juz lody, czy to pistacjowe, czy to truskawkowe nie wydaja
        sie odpowiednie :)
    • staua Re: Czy sie myle? 26.04.05, 16:14
      A mnie sie wydaje, ze rozumiem Itka (Itku popraw mnie, jezeli sie myle). Tez w pewnym momencie
      doszlam do takiego wniosku (czy tez: co jakis czas go sobie przypominam). Czytanie jest etapem
      posrednim, wedlug mnie w tym sensie, ze wiedzie (lub moze, czy powinno) do innego spojrzenia na
      swiat, ktore moze zmienic perspektywe czytajacego, pozwalajac mu na odkrycie w sobie czegos wiecej,
      wiekszych mozliwosci tworczych (tak!) w jakiejkolwiek dziedzinie. I jesli udaje sie to wykorzystac, to
      wtedy wchodzi sie na wyzszy poziom rozwoju (sory za ten patos) dzieki oczytaniu. Oczytanie samo w
      sobie nie jest wartoscia, erudycja z nim zwiazana moze, ale jej wykorzystanie jest chyba potrzebne,
      zeby znalezc sens tego.
      Czytanie dla przyjemnosci to inny temat jednak :-)
      Pozdrawiam!
      • Gość: itek Re: Czy sie myle? IP: *.wi.tuniv.szczecin.pl 26.04.05, 17:00
        Do pewnego momentu zgadzam sie z Toba.

        Nasze myslenie w pewnym momencie jednak sie rozmija.
        Chodzi mi o to, ze chyba jednak przesadzasz (w moim odczuciu), mowiac ze dzieki
        oczytaniu uswiadamiamy sobie nasze mozliwosci i wchodzimy na kolejny etap
        swojego rozwoju. Nasze czytanie moze byc tylko jednym z bodzcow, moze nas
        kierowac w dobra strone (lecz moze byc tez bodzcem negatywnym, utrwalajacym
        nasza stagnacje)- to wszystko zalezy od nas samych, nie dzieje sie tu nic
        automatycznie.

        Jestem zdania, ze w miare swego rozwoju inaczej spogladamy na rzeczywistosc, a
        literatura MOZE (jako jeden z wielu bodzcow) nam pomagac w tym rozwoju
        (szczegolnie jak mamy pare lub kilkanascie lat), ale jej wplyw na nas jest
        jednak ograniczony do pewnej fazy, po przekroczeniu ktorej dobrze jest rozwazyc
        swoje dotychczasowe postepowanie i je zweryfikowac.

        Twoje wypowiedzi zawsze daja mi do myslenia (bo sa konkretne i z reguly mamy
        inne poglady), za co szczerze dziekuje.

        Pozdrawiam serdecznie
        • staua Re: Czy sie myle? 26.04.05, 17:09
          Jeszcze i tak nie udalo mi sie dokladnie sprecyzowac tego, co mam na mysli. Zgadzam sie z Toba, ze
          oczytanie pomaga w pewnym (wczesnym) etapie, ale jakos wprowadza na jakas droge zyciowa... Mam
          przynajmniej nadzieje, ze w moim przypadku tak bylo. Wydaje mi sie, ze dzieki temu potrafie w
          konkretnej sytuacji spojrzec na nia w szerszym kontekscie. Rzeczywiscie, czasem to przeszkadza, bo
          jest niepotrzebne. Moze tez nadchodzi moment, ze czytanie zabiera czas potrzebny na rozwoj w
          kierunku, w ktorym chcemy sie rozwijac? Bo jestesmy na poziomie , na ktorym, zeby osiagnac wiecej,
          trzeba poswiecic temu czemus (specjalizacji, umownie) maksymalna ilosc uwagi, a ksiazki tylko ja
          rozpraszaja?
          Tez bardzo lubie Twoje posty, i tez chyba dlatego, ze sa dla mnie zastanawiajace. Dobrze, ze nie
          zgadzamy sie do konca, inaczej byloby nudno. Ale chyba jestes jedna z osob z forum, ktora chcialabym
          kiedys poznac (zupelnie nierealna sprawa, takie tylko mysli chodza mi po glowie)
          Pozdrawiam!
          • Gość: itek Re: Czy sie myle? IP: *.wi.tuniv.szczecin.pl 26.04.05, 17:28
            > ...czytanie zabiera czas potrzebny na rozwoj w
            > kierunku, w ktorym chcemy sie rozwijac? Bo jestesmy na poziomie , na ktorym,
            > zeby osiagnac wiecej,
            > trzeba poswiecic temu czemus (specjalizacji, umownie) maksymalna ilosc uwagi,
            > a ksiazki tylko ja
            > rozpraszaja?

            Nie chodzi tylko o nasza specjalizacje, chociaz o to tez oczywiscie chodzi.
            Chodzi o nasz rozwoj jako ludzi (!)(trzeba sie zastanowic czy po przeczytaniu
            np. 3000 ksiazek warto jest czytac nastepne 3000 (to zabiera bezcenny czas!) i
            co to nam da oprocz jakiejs tam erudycji, ktora nota bene, dla mnie sama w
            sobie nie ma zadnej wartosci.)
            Pozdrawiam
            • broch fenomenologia czytania 26.04.05, 17:51
              oboje zdajecie sie nie brac pod uwage iz czytanie jest wtorne wobec
              bezposredniego doswiadczenia. Czytanie z pewnoscia nie jest decydujacym
              czynnikiem w "przejsciu na wyzszy etap"(?). Do tego aby "przejsc na wyzszy etap"
              nawet pierwsze 3000 moze nie byc potrzebne. Czytanie jest wylacznie jednym z
              wielu rodzajow "cwiczenia intelektualnego" ktore moze byc zastapione szeregiem
              innych intelektualnych cwiczen.
              Erudycja jest jedynie produktem posrednim i absolutnie nie jest istotna dla
              faktycznego rozwoju intelektualnego.
              • staua Re: fenomenologia czytania 26.04.05, 18:02
                Odpowiedzialam Itkowi zanim przeczytalam Twoj post...
                Dla niektorych czytanie jest wtorne (i tak powinno byc - tutaj chyba sie wszyscy zgadzamy), ale dla
                niektorych to esencja zycia, glowne doswiadczenie, na ktorym opieraja sie w dalszym odbiorze swiata...
                Wydaje mi sie jednak, ze wzbogaca ono wszystkie inne doswiadczenie i pomaga w innego typu
                cwiczeniach intelektualnych (procz matematyki)
            • staua Re: Czy sie myle? 26.04.05, 17:59
              Oczywiscie, ze erudycja sama w sobie nie ma zadnej wartosci, jezeli nie ulega ekpresji :-) Dlatego m.in.
              wyzywamy sie na forum w rozmowach, mniej lub bardziej inteligentnych. W ogole bez rozmow z innymi
              ludzmi nie ma sensu mowic o erudycji, to chyba cecha, ktora mozna okreslic u kogos tylko na
              podstawie jego wypowiedzi. Wlasnie zaczelam (piszac to) zastanawiac sie, czym rozni sie erudycja od
              wiedzy, i chyba tym wlasnie - erudycja to umiejetnosc spoleczna, wiazaca sie ze swoboda wypowiedzi,
              mozna wiedziec wiele, a nie byc erudyta. No, ale odbieglam od tematu.
              Moze i mozna dojsc do momentu, ze stwierdzamy, ze juz czytajac nastepne ksiazki nie rozwijamy sie,
              bo nic nowego w nich nie bedzie. A nawet jesli bedzie, powiedzmy pod wzgledem formalnym, to
              mozemy to przewidziec. Wtedy rzeczywiscie nie ma po co czytac (literatury pieknej). Oczywiscie, jesli
              czytanie nadal jest przyjemnoscia, to brak rozwoju nie przeszkadza (tak jak czerpanie przyjemnosci z
              seksu albo jedzenia specjalnie nie jest rozwijajace)
              Pozdrawiam
              • broch Re: Czy sie myle? 26.04.05, 19:51
                W historii znalazloby sie sporo niezlych bandytow z zamilowaniem do literatury.
                Czy archeolog najznakomitszy musi miec pojecie o literaturze aby osiagnac
                "wyzszy" poziom rozwoju intelektualnego?
                "wyzywamy sie na forum w rozmowach, mniej lub bardziej inteligentnych."
                Ludzie pisza tutaj poniewaz sa extrawertykami w mniejszym lub wiekszym stopniu.
                Rownie dobrze moglaby to byc rozmowa a budowie silnika.
                Pisza o ksiazkach poniewaz wlasnie to ich interesuje nie oznacza to iz osiagneli
                wyzszy poziom. Wrecz przeciwnie wylacznie czytanie jest forma ograniczenia z
                definicji ktore jest zaprzeczeniem osiagniecia wiecej.
                Jesli czytanie dla kogos nie jest wtorne, to jedynie dlatego iz "he/she does not
                know better" co faktycznie jest niezwykle subiektywne poniewaz to iz o czyms nie
                wiem nie znaczy iz cos tam nie istnieje. Swiat z ksiazek wylacznie jest dosc
                biedny, ponadto poznanie swiata wylacznie za pomoca ksiazek gwarantuje na 100%
                niezrozumienie tresci tychze.
                Literatura jest "przy okazji" osiagania wyzszego stopnia wtajemniczenia. Nie
                jest do tego wymagana.

                Itek myli sie juz w pierwszym poscie poniewaz definiuje literature jako cel nie
                srodek:
                "Wydaje mi sie, ze na pewnym etapie jego rozwoju czynnosc ta staje sie zbyt
                malo tworcza (zbytnio nudna), analogicznie jak to ma miejsce z wieloma innymi
                upodobaniami. Dla pozytku wewnetrznego dobrze jest wowczas wykorzystac czas
                poswiecany dotychczasowej lekturze angazujac sie w cos innego."

                Literatura jest wylacznie narzedziem, jednym z wielu ktorymi mozna na przmian
                zaglowac (jesli wie sie jak)
                Oczywiscie czytanie nie jest tworcze(?)

                "Wydaje mi sie jednak, ze wzbogaca ono wszystkie inne doswiadczenie i pomaga w
                innego typu cwiczeniach intelektualnych"
                hmmm. lubie muzyke i wole odwiedzic muzeum niz czytac ksiazki, poniewaz gra
                kolorow jest blizsza moim doswiadczeniom muzycznym i wzbogaca mnie w znacznie
                wiekszym stopniu niz literatura.
                Doswiadczenie jest zdeterminowane (rowniez) typem wrazliwosci. Dla kogos
                literatura moze byc po prostu strata czasu choc rozumie zainteresowanie ksiazkami.
                • Gość: itek Re: Czy sie myle? IP: *.pomorzany.v.pl 26.04.05, 20:09
                  Wydaje mi sie ze mnie nie zrozumiales mowiac, ze dla mnie celem jest literatura.

                  Mam opinie dokladnie przeciwna.

                  Nadrzedna sprawa jest rozwoj intelektualny.
                  Ksiazki pojawily sie na pewnym etapie mojego rozwoju, jako jeden z elementow
                  sprzyjajacych temu rozwojowi (wczesniej byly np. szachy).
                  Na innym etapie znikna, bez straty, a z zyskiem dla mego rozwoju :)

                  Pozdrawiam
                  • broch Re: Czy sie myle? 26.04.05, 20:24
                    Nie wiem jaka obecnie masz opinie ale w pierwszym poscie napisales:

                    "Od pewnego czasu sklaniam sie ku opinii, ze czytanie ksiazek, jest jedynie
                    etapem posrednim rozwoju intelektualnego czlowieka :)
                    Wydaje mi sie, ze na pewnym etapie jego rozwoju czynnosc ta staje sie zbyt
                    malo tworcza (zbytnio nudna), analogicznie jak to ma miejsce z wieloma innymi
                    upodobaniami."

                    "Etap" to cos co sie osiaga a nie do czegos uzywa. Jak wspominalem czytanie nie
                    jest tworcze oczywiscie.

                    Rozwoj intelektualny rowniez nie jest uwarunkowany czytaniem czy graniem w
                    szachy, pomysl o sporej rzeszy pustelnikow (bez ksiazek szachow i tym podobnych
                    akcesorow) ktorych idee w dalszym ciagu obowiazuja na wydzialach filozofii.
                    Natomiast mysli milionow czytelnikow sa raczej nieznane (bo faktycznie malo
                    atrakcyjne).

                    W dalszym ciagu Twoje tlumaczenie jest bledne.
                    • Gość: itek Re: Czy sie myle? IP: *.pomorzany.v.pl 26.04.05, 20:37
                      Czytanie ksiazek, podobnie jak gra w szachy jest w jakims stopniu tworcze,
                      oczywiscie w stopniu ograniczonym.
                      • broch Re: Czy sie myle? 26.04.05, 20:53
                        "Czytanie ksiazek, podobnie jak gra w szachy jest w jakims stopniu tworcze"
                        Jesli opublikujesz nowe otwarcie w pismie szachowym, jesli po przeczytaniu Jadra
                        ciemnosci czy Traumnovelle stworzysz nowe dzielo.
                        Poza tym czytanie nie rozni sie tak bardzo od zbierania znaczkow.
                        • Gość: itek Re: Czy sie myle? IP: *.pomorzany.v.pl 26.04.05, 22:29
                          W szachach tworczosc nie ogranicza sie jedynie do nowego debiutu.
                          Poza debiutem to juz nie mozna wymyslic nic nowego??
                          wydaje mi sie, ze troche sie pogubiles w argumentacji :)
                          • broch Re: Czy sie myle? 27.04.05, 12:52
                            "W szachach tworczosc nie ogranicza sie jedynie do nowego debiutu."
                            to byl przyklad, waskotorowe myslenie ktorym wlasnie sie podzieliles oznacza
                            koniec dyskusji.
                            • Gość: itek Re: Czy sie myle? IP: *.pomorzany.v.pl 27.04.05, 13:30
                              Nie mysle waskotorowo, poniewaz wbrew pozorom nie odnosze sie jedynie do
                              szachow, ale do szerszego problemu- tworczosci w ramach scisle okreslonych zasad
                              (jako czytelnik, jako szachista, czy cokolwiek innego).
                    • Gość: itek Re: Czy sie myle? IP: *.pomorzany.v.pl 26.04.05, 20:49
                      < Mysli milionow czytelnikow sa raczej nieznane (bo faktycznie malo
                      atrakcyjne).

                      To jest b.ciekawe spostrzezenie.
                • staua Re: Czy sie myle? 26.04.05, 20:54
                  Bandyci moga miec wysoki poziom rozwoju intelektualnego, tutaj gra role moralnosc, czesto ludzie
                  bardzo wyrafinowani intelektualnie sa kompletnie amoralni :-)
                  Piszemy tu, bo jestesmy "zwierzetami spolecznymi". Chyba nie jest mozliwe, zeby bawilo kogos
                  nabywanie jakichs umiejetnosci i brak wymiany mysli na jej temat lub brak mozliwosci wykazania sie
                  nia... Nie wierze nawet, jesli ktos mowi, ze nauczyl sie powiedzmy suahili "dla siebie" (sam fakt, ze o
                  tym mowi, temu przeczy). To tylko wyrazenie w inny sposob tej samej mysli o erudycji, ktora opisalam
                  powyzej.
              • Gość: itek Re: Czy sie myle? IP: *.pomorzany.v.pl 26.04.05, 20:13
                > ... jesli
                > czytanie nadal jest przyjemnoscia, to brak rozwoju nie przeszkadza (tak jak cze
                > rpanie przyjemnosci z
                > seksu albo jedzenia specjalnie nie jest rozwijajace)

                Jednak przeszkadza, bo zabiera duzo wiecej czasu niz sex, a jesc i tak musimy :)
                • staua Re: Czy sie myle? 26.04.05, 20:56
                  No dobra, to ogladanie telewizji :-)
                  Wydaje mi sie, ze czynnosci objete szerokom mianem kulturalnych tez juz musimy wykonywac. Inaczej
                  nie bylibysmy ludzmi (obowiazek cywilizacyjny ?), bo jedzenie nie rozni nas od zwierzat.
                  • Gość: itek Re: Czy sie myle? IP: *.pomorzany.v.pl 26.04.05, 21:20
                    > czynnosci objete szerokom mianem kulturalnych tez juz musimy
                    > wykonywac. Inaczej
                    > nie bylibysmy ludzmi (obowiazek cywilizacyjny ?),


                    Obowiazek obowiazekiem, ale mozemy bardziej tworczo podejsc do swego zycia
                    wykorzystujac czas przeznaczony na czytanie ksiazek.
                    • staua Re: Czy sie myle? 26.04.05, 21:22
                      Ale jak?
                      Ja czytam czesto jak juz nie mam sily robic nic innego :-) (tutaj przyznaje sie do czytania w chwilach
                      biernosci)
                      • Gość: item Re: Czy sie myle? IP: *.pomorzany.v.pl 26.04.05, 21:25
                        To wymaga indywidualnego glebokiego przemyslenia. Innej rady nie mam i nie dam.
                        • staua Re: Czy sie myle? 26.04.05, 21:26
                          No, ale co Ty bedziesz robil? Zdecydowales juz?
                          • Gość: itek Re: Czy sie myle? IP: *.pomorzany.v.pl 26.04.05, 21:29
                            Wolalbym nie pisac o sobie w tym kontekscie.
                            Pozdrawiam
                            • staua Re: Czy sie myle? 26.04.05, 21:49
                              Chcialam miec jakis przyklad, ale juz sie wycofuje :-) Bo masz racje - dla mnie moze to byc
                              bezuzyteczna informacja, ktorej i tak nie wykorzystam.
    • Gość: Nu! Re: Czy sie myle? IP: *.gce.gliwice.pl 26.04.05, 18:49
      Dla mnie ten problem jest zbyt szeroki (i głęboki)
      żeby dało się go zamknąc w jakiejś prostej, zwięzłej
      czy nawet "trafnej" frazie.

      Bo czym jest ostatecznie książka? - to tekst. Złożony z słów.
      Przemyślanych, będacych owocem czyjegoś doświadczenia często skrajnie
      różnego od naszego własnego.
      Autor tych słów bywa osobą nie tylko "oryginalną", ale wręcz geniuszem.
      W dodatku, aby skomponowac swój przekaz włożył on w ów tekst najlesze swoje
      siły i wykonał ogromną "pracę".
      Powiedzmy sobie szczerze, ile razy w życiu mogliśmy (mieliśmy szansę) wymienić
      myśli z kimś genialnym lub po prostu bardzo mądrym?

      Powiedzmy, że jacyś legendarni Żydzi mogli sobie pójść do rabina
      czy innego cadyka, i uzysakć satysfakcjonujący ich komentarz do ich sytuacji,
      lub wręcz konkretną, jasną odpwiedź na dany problem.

      A Książka stanowi rodzaj takiego zewnętrznego odniesienia do nas samych.

      Prwadę mówiąc też bywam zmęczony czytaniem, miewam stracha przed
      kolejną "lekturą", ale co zrobić, skoro w realu wymiana myśli z bliźnimi jest
      raczej mało satysfakcjonująca. Można więc nawet powiedzieć o "skazaniu na
      książki". W pewnym sensie.

      Nu!


      p.s.

      Powyższe dotyczy aspektu czytania jako myślenia i rozmowy.
      • Gość: itek Re: Czy sie myle? IP: *.pomorzany.v.pl 26.04.05, 20:20
        W moim odczuciu gleboko sie myslisz.
        1.Kontakt z zywym czlowiekiem moze byc bardzo inspirujacy (a przy okazji
        straszny pesymista z Ciebie :)) przy ktorym wszelkie ksiazki wysiadaja.
        2.To co przeczytales w jakis sposob jest w Tobie (np. Gombrowicz z Dziennika
        jest we mnie i nawet czasem rozmawiam z nim :)).
        3.Inny czlowiek (nie ksiazka!!!) stanowi rodzaj takiego zewnętrznego odniesienia
        do nas samych.

        Pozdrawiam
        • hrabalek Szanowny Panie Itku! 26.04.05, 20:37

          Ośmielam się wtrącić w powyższą dyskusję, na usprawiedliwienie mając jedynie
          troskę o stan Pana ducha i ciała. Grzesząc inteligencją młodej lekarki
          wiejskiej chciałabym zapytać(zdając sobie sprawę z wszelkich konsekwencji
          postawienia tego pytania) czy Panu coś dolega, czy to może perystalktyka nie ta
          ( z powodu braku ruchu podczas czytania), lub migdałki zaczerwienione i
          temperatura jaka?

          ....myślę,że jeśli to wszystko jest w porządku- to proponuję długi spacer_
          (słowiki już śpiewają),a skoro świt -przekopanie sporego zagonu.Gwarantuję,że z
          bąblami , odciskami na palcach, powrócisz Pan z radością na łono literatury-
          czego jak zwykle szczerze życzę.
    • braineater Re: Czy sie myle? 26.04.05, 20:48
      Czy za bardzo przypadkiem nie skupiamy się na czytaniu jako krynicy mądrości,
      spiżarni wiedzy o świecie? Itek ma już tego dość i choć sam nie miałem jeszcze
      takich objawów, trwających dłużej niż kilka miesięcy to jestem chyba w stanie
      to zrozumieć. Itek uznaje kontakt ze słowem pisanym za pewną fazę w rozwoju,
      która powowoli ma się ku końcowi, co jak dla mnie jest troszeczkę postawą na
      wyrost, bo (uwaga, to nie zarzut, wycieczka osobista czy coś podobnego, tylko
      próba postawienia jakiejś hipotezy) ma wrażenie, że to co go miało z literatury
      rozwinąc, to już go rozwinęło i teraz czas sięgnąć po inne źródła, lub też
      samemu dac wyraz exspresji w tej czy innej formie. Widzę tu jeden podstawowy
      bład, który równie dobrze może wynikać z źle postawionej hipotezy jak i z osoby
      itka (sorry, że traktuję cie jako ideowy konstrukt ale tak mi troszke łatwiej
      to poskładac w całośc). Przede wszystkim bład polegający na założeniu, że czyta
      sie po coś, w jakimś celu - czy to pragmatycznym czy abstrakcyjnym - i stąd
      wynika takie stwierdzenie: "wydaje mi sie, ze na pewnym etapie jego rozwoju
      czynnosc ta staje sie zbyt malo tworcza (zbytnio nudna)"*. Nuda związana z
      lekturą dośc często wynika po prostu z naszego nastawienia oraz z kumulacji
      poznanych wcześniej idei (notabene, najczęsciej poznanych za pomocą ksiązek) -
      ot siadamy z żelaznym postanowieniem albo rodzi sie ono po kilku pierwszych
      akapitach - nie zaskakuje mnie to, to już znam, o tym mówił ten, ten i tamten i
      to ciekawiej. To jakby pierwsza warstwa, kiedy juz po okresie pierwszych
      intensywnych doświadczeń jako odbiorcy, pojawia się zniechęcenie i stagnacja.
      Tworzy się syndrom, odrobinkę megalomański, odrobinke snobistyczny (ale całkiem
      przy tym zrozumiały i naturalny) - JA juz jestem ponad to, JA mam już jakiś
      ugruntowany obraz świata. I pojawia sie jednocześnie mechanizm obrony tego
      świezo zbudowanego światopoglądu. Nie czytam tego, tego i tego, bo to zupełnie
      nie odpowiada mojej wewnętrznej prawdzie, ideologii, religii, czy jak tam kto
      lubi sobie swoje introspekcje okreslać i mam przekonanie, że autor/autorka po
      prostu bredzi jak w malignie. W skrajnych przypadkach zaczyna sie ten system
      rozciągać na całościową ocenę danej sztuki. JA wiem lepiej, JA też mogę swoje
      idee zawrzeć w jakims dziele sztuki i ujawnić je światu (dośc często zresztą z
      dodatkiem "a wtedy wszyscy zobaczycie"). I fajnie jeśli tego typu podejście
      prowadzi do jakiś interesujących kreacji i ujawnień, gorzej jesli (a to
      niestety przypadek najczęstszy) jeśli zmienia sie to w pusty gest, w negację
      bez katharsis w postaci własnego aktu twórczego, po prostu w puste wpatrywanie
      się w horyzont i oczekiwanie, że świat kiedyś dorośnie do MOJEGO światopoglądu.
      I na to jest w sumie jedno lekarstwo, w dodatku w pełnym tego słowa znaczeniu
      homeopatyczne - podobne zwalczaj podobnym, czyli po okresie glątwy i
      przedawkowania liter, uderzyć w własny mózg jeszce większa, jeszcze bardziej
      zmasowaną ilością liter i znaków. I nie zważając na ból, krew pot i łzy,
      poddawać samego siebie brutalnej wiwisekcji za pomocą tekstów z którymi nie
      chcemy się zgadzać, które uznajemy za banalne i nie warte zainteresowania. Po
      prostu poddawać własną ideologię nieustającej próbie, łamaniu kołem
      racjonalizmu i dyskutowania, nie pozwolić jej zastygnąc, osiągnąc jakiś
      okreslony kształt, tylko non-stop ją podważać i patrzeć na siebie od strony
      własnych ideologicznych przeciwników. Wtedy nie zostaje miejsca na nudę, nie ma
      czasu na wahanie, trzeba działac i z każda przeczytaną ksiązką, obejrzanym
      obrazem, filmem, przesłuchaną płytą, odkrywac siebie ne nowo, definiowac swoje
      JA, JA itek, JA braineater, JA staua, czy JA broch. Takie ja przynajmniej widze
      lekarstwo:)
      Pozdrowienia:)
      • Gość: itek Re: Czy sie myle? IP: *.pomorzany.v.pl 26.04.05, 21:07
        Posumowujac proponujesz mi piaskownice (podworko, miasteczko, etc.), ktore
        poznalem (oczywiscie zawsze mozna lepiej), a z ktorego potrzebuje sie wyrwac :)
        Moze sie nie powiesc (wowczas wroce na lono literatury :) ), ale jak to mowia:
        It's better to have tried and failed than not to have tried at all.

        Ja czytam dla wlasnych korzysci (w tym zawiera sie tez przyjemnosc), Ty masz
        inaczej?? Bardzo to intrygujace...

        Pozdrawiam (troche zaklopotany)

        • staua Re: Czy sie myle? 26.04.05, 21:08
          Itek: to co zamierzasz teraz robic (zamiast czytania)?
      • staua Re: Czy sie myle? 26.04.05, 21:07
        Krotko mowiac, koncowe wnioski Twojego postu mozna sprowadzic do tego (trywializujac), ze
        wszystko trzeba odnosic do siebie. Sama nie wiem, czy podoba mi sie taka recepta, bo dosc duzo czasu
        zajelo mi pozbycie sie takiego egocentryzmu (a i tak ciagle skads tam wylazi).
        Mysle, ze wlasnie fakt, ze ksiazki sa jakims (jednym zwielu i pawdopodobnie nie najlepszym, jak to juz
        przedmowcy zauwazyli) sposobem na poznanie innych punktow widzenia, jest tu najcenniejszy. Nie
        musza byc zrodlem wiedzy, nawet na pewno nie! (nie liczac wiedzy O ksiazkach!)
        • broch Re: Czy sie myle? 26.04.05, 21:17
          "Mysle, ze wlasnie fakt, ze ksiazki sa jakims (jednym zwielu i pawdopodobnie nie
          najlepszym, jak to juz przedmowcy zauwazyli) sposobem na poznanie innych punktow
          widzenia, jest tu najcenniejszy."

          Literatura jest wylacznie wizualizacja/ekstrapolacja mysli czytelnika ktory nie
          potrafi "tak ladnie" swoich idei wyrazic. Dlatego sa ksiazki ktore sie podobaja
          lub nie. Czytelnik jednak nigdy nie wyjdzie poza swoja (lepiej przez powiesc
          wyrazona) mysl. Oznaczaloby to stworzenie nowego dziela.
          • staua Re: Czy sie myle? 26.04.05, 21:25
            Tu mnie zaskoczyles. Naprawde tak sadzisz? Mnie sie wiele razy zdarzylo nie zgadzac czy polemizowac
            w myslach z autorem, wiele razy tez teorie pojawiajace sie w roznych ksiazkach byly dla mnie nowe,
            byly czyms, co przedtem nie przezlo mi przez mysl. Wydaje mi sie, ze czytajac mozna odkrywac cos
            nowego (jasne, ze nie kompletnie nowego, bo odkryl to przed nami chociazby tylko autor, ale nie
            istniejacego dotychczas w naszej swiadomosci, a tym samym nie bedacego jedna z naszych gorzej czy
            lepiej wyrazonych idei.
            • broch Re: Czy sie myle? 26.04.05, 21:42
              Nigdy nie zastanawialas sie nad wlasnymi reakcjami, sadami? To jest wlasnie
              polemika z "samym soba". Literatura pozwala lepiej zdefiniowac to o czym myslisz
              a brak jest gwozdzia. Nowe teorie (mowimy o literaturze) realizuja jedynie to co
              zobaczylas uslyszalas i do czego Ty (i inni) jestes gotowa dzieki doswiadczeniu.
              • staua Re: Czy sie myle? 26.04.05, 21:51
                No, ale przeciez jesli pierwszy raz dowiaduje sie o czyms z literatury, to niekoniecznie dlatego, ze
                jestem na to gotowa. Ustosunkowuje sie tez do ksiazek, ktore mi sie nie podobaly (bo rozumiem, ze
                uwazasz, ze jesli cos mi sie podoba, to jestem na to gotowa, na to zgoda, ale przeciez cos moze mi
                wpasc w rece zupelnie przypadkowo), a bylo w nich cos zupelnie dla mnie nowego, czego nie znalam, a
                nie tylko nie potrafilam okreslic swojego stosunku to tego.
                • broch Re: Czy sie myle? 26.04.05, 22:02
                  Oczywiscie ze ksiazka moze wpasc do reki przypadkowo, mozliwe nawet iz autor
                  jest nie znany, ale tak czy siak jestes gotowa na te nowosci. Dotyczy to
                  powiesci ktore Ci sie podobaja lub nie. Jaka bylaby recepcja (dzisiaj tak
                  prostej lektury) "Starego czlowieka i morza" 500 lat temu? Wowczas czytelnicy
                  nie byli gotowi, nie mieli okreslonego doswiadczenia indywidualnego i zbiorowego
                  aby zaakceptowac Hemingwaya.
                  Czasem zdarza sie iz ktos napisze rzecz "spoza", ta rzecz, aby uzyskac
                  zrozumienie, musi czekac na swoje czasy, tak juz przeciez bywalo. Czasem takie
                  dzielo znajdzie natychmiast mala zwolennikow ktorzy rowniez sa "spoza",
                  generalnie jednak powiesc musi czekac na lepsze czasy, i jesli ma szczescie,
                  doczeka sie takowych.
                  • staua Re: Czy sie myle? 26.04.05, 22:11
                    A, no dobrze, nareszcie zrozumialam, ogolnokulturowo z historycznej perspektywy pewnie jestem
                    przygotowana na wiekszosc tego, co mi w rece wpada...
      • broch braineater na trybune! 26.04.05, 21:09
        "Tworzy się syndrom, odrobinkę megalomański, odrobinke snobistyczny"
        Zgadza sie, wystarczy odrobine trzezwosci aby wstawic manie czytania na polke z
        innymi maniami: zbierania kapsli, modeli samolotow itp ktore maga tak samo
        rozwijac nawiasem mowiac.

        A na trybune za to:
        "I nie zważając na ból, krew pot i łzy, poddawać samego siebie brutalnej
        wiwisekcji za pomocą tekstów z którymi nie chcemy się zgadzać, które uznajemy za
        banalne i nie warte zainteresowania."

        Ale teorii etapologii nie uznaje, to znaczy jak: skonczylem czytac, ten etap mam
        za soba a teraz czas na Ligetiego? U podstaw tej teorii lezy zarozumiala wiara
        (podswiadoma) ze juz sie wspiales, i mozesz jeszcze wyzej.
        Na pewno (byc moze) ale nie tedy droga.
        • braineater Re: braineater z trybuny:) 26.04.05, 21:35
          Wiedziałem, że na jednym pszemondszałym poście by braineater sie nie skończy:)


          Autor: Gość: itek IP: *.pomorzany.v.pl
          Data: 26.04.2005 21:07 + dodaj do ulubionych wątków

          -------------------------------------------------------------------------------
          -
          Posumowujac proponujesz mi piaskownice (podworko, miasteczko, etc.), ktore
          poznalem (oczywiscie zawsze mozna lepiej), a z ktorego potrzebuje sie wyrwac :)
          Moze sie nie powiesc (wowczas wroce na lono literatury :) ), ale jak to mowia:
          It's better to have tried and failed than not to have tried at all.

          Dokładnie tak z jednym zastrzeżeniem. Wróc na to podwórko nie jako dzieciak
          który w tej piaskownicy lepił babki i zagrzebywał bezpańskie psie kupy, wróc do
          miasteczka nie jako syn swojej ulicy i obywatel, wróć do domu nie jako sąsiad,
          mieszkaniec, tylko jako osoba zuppełenie obca. Patrz na to wszystko jak na
          widziany raz pierwszy marsjański krajobraz, filtruj to przez wiedzę która
          zdobyłes od momentu odejścia, przestawiaj znane sobie elementy w takie
          konfiguracje, których wczesniej nie zauważyłeś. I w tym pomóc Ci moga własnie
          kolejne przeczytane teksty, kolejne kontakty ze sztuka i filozofią.

          Ja czytam dla wlasnych korzysci (w tym zawiera sie tez przyjemnosc), Ty masz
          inaczej?? Bardzo to intrygujace...

          Ja czytanie traktuje jako czynnośc naturalną, czasami prawie że świadomie
          bezrefleksyjną, przepuszczam tekst przez siebie i czekam, czy sfermentuje w
          jakieś wino interesujących myśli czy skwasnieje jak ocet. To jest chyba nałóg,
          to znaczy to na pewno jest nałóg i po prostu czuję się fizycznie źle gdy jestem
          przez dłuższy czas pozbawiony lektury. I tak jak pisałem już w innym wątku jest
          mi z gruntu obojętne, czy jest to jakaś sieka czy Principia Moralia. Każdy
          tekst wchodzi w jakąs interakcję z moim ja i po to czytam. Czy mam z tego
          jakies korzyści, obiektywnie ocenić nie umiem.



          Autor: staua
          Data: 26.04.2005 21:07 + dodaj do ulubionych wątków


          --------------------------------------------------------------------------------
          Krotko mowiac, koncowe wnioski Twojego postu mozna sprowadzic do tego
          (trywializujac), ze
          wszystko trzeba odnosic do siebie. Sama nie wiem, czy podoba mi sie taka
          recepta, bo dosc duzo czasu
          zajelo mi pozbycie sie takiego egocentryzmu (a i tak ciagle skads tam wylazi).
          Mysle, ze wlasnie fakt, ze ksiazki sa jakims (jednym zwielu i pawdopodobnie nie
          najlepszym, jak to juz
          przedmowcy zauwazyli) sposobem na poznanie innych punktow widzenia, jest tu
          najcenniejszy. Nie
          musza byc zrodlem wiedzy, nawet na pewno nie! (nie liczac wiedzy O ksiazkach!)

          Widzisz stauo, egocentryzm jest moja podstawową formą komunikowania się ze
          światem i nie potrafię się go pozbyć w praktycznie żadnej sytuacji i czytania
          się to niestety/stety też dotyczy. Zawsze jest ten niezbywalny prymat mojego
          własnego ja i zawsze to równanie wygląda JA +tekst, JA + obraz etc. Może to
          chore ale dla mnie nader wygodne.

          Autor: broch
          Data: 26.04.2005 21:09 + dodaj do ulubionych wątków


          A na trybune za to:
          "I nie zważając na ból, krew pot i łzy, poddawać samego siebie brutalnej
          wiwisekcji za pomocą tekstów z którymi nie chcemy się zgadzać, które uznajemy za
          banalne i nie warte zainteresowania."

          Ale teorii etapologii nie uznaje, to znaczy jak: skonczylem czytac, ten etap mam
          za soba a teraz czas na Ligetiego? U podstaw tej teorii lezy zarozumiala wiara
          (podswiadoma) ze juz sie wspiales, i mozesz jeszcze wyzej.
          Na pewno (byc moze) ale nie tedy droga

          Ja zdecydowanie odbieram swoje życie w etapach, broch. Mam swiadomośc że jestem
          inny niż byłem lat temu kilka i mam swiadomośc, że za kilka lat będę jeszcze
          inny. Nie wartościuje jednak, bo to tak troszkę z Twojego postu
          wynika "wspiąłeś się wyżej" - nie, po prostu poszedłem w inne miejsce, potem
          pójde w jeszcze inne, a na końcu w całkiem inne. I ksiązki, sztuka, filozofia,
          stanowią w tym wypadku pewnego rodzaju drogowskazy, z których można skorzystac
          lub które mozna zanegować.
          Pozdrowienia:)
          • broch Re: braineater z trybuny:) 26.04.05, 21:47
            "Ja zdecydowanie odbieram swoje życie w etapach, broch. Mam swiadomośc że jestem
            inny niż byłem lat temu kilka i mam swiadomośc, że za kilka lat będę jeszcze
            inny."

            cyt, cyt, troche nie na temat
            Nie mowimy o rzyciu tylko o literaturze ktora jest etapem..
            Etapy rzycia to roczej normalka nie do unikniecia ktorej kazdy ma swiadomosc
            lepiej lub gorzej zdefiniowana.
            • braineater Re: braineater z trybuny:) 26.04.05, 21:49
              Cięzko mi rozgraniczyc, my dear, rzycie i literaturę, bo to co myślę, co robie
              i co wydaje mi sie że wiem dokładnie własnie z literatury wynika. nie twierdzę
              że to zdrowe itp ale tak jest:)
              Pozdrowienia:)
              • staua Re: braineater z trybuny:) 26.04.05, 21:54
                Braineater, z natury jestesmy egocentrykami i jasne, jesli to akceptujesz, to rozumiem Twoj punkt
                widzenia. Sama jestem zwolenniczka jogi, wiesz, wyjscia poza siebie itd., dlatego z tym walcze od
                dawna. I dlatego ten argument o odnoszeniu wszystkiego do siebie (choc instynktownie tak robie, np.
                w tym poscie) nie podoba mi sie.
          • Gość: itek Re: braineater z trybuny:) IP: *.pomorzany.v.pl 26.04.05, 22:12
            > Wróc na to podwórko nie jako dzieciak
            > który w tej piaskownicy lepił babki i zagrzebywał bezpańskie psie kupy, wróc do
            >
            > miasteczka nie jako syn swojej ulicy i obywatel, wróć do domu nie jako sąsiad,
            > mieszkaniec, tylko jako osoba zuppełenie obca. Patrz na to wszystko jak na
            > widziany raz pierwszy marsjański krajobraz, filtruj to przez wiedzę która
            > zdobyłes od momentu odejścia, przestawiaj znane sobie elementy w takie
            > konfiguracje, których wczesniej nie zauważyłeś

            Twoje rady sa dobre, ale sa nieskuteczne w moim przypadku :)
            Potrzebuje wyboru piaskownicy, a nie zmiany swiadomosci :) (Nie poznam np.Indii
            jesli tam nie pojade, a wizyta w sasiednim miasteczku (chcbym nie wiem jak sie
            staral) nie bedzie dla mnie wizyta w Bombaju) :)

            > Ja czytanie traktuje jako czynnośc naturalną, czasami prawie że świadomie
            > bezrefleksyjną, przepuszczam tekst przez siebie i czekam, czy sfermentuje w
            > jakieś wino interesujących myśli czy skwasnieje jak ocet

            To takie abstrakcyjne co piszesz, dla mnie jest wewnetrznie sprzeczne. Chyba Cie
            nie rozumiem :(

            > I tak jak pisałem już w innym wątku jest
            >
            > mi z gruntu obojętne, czy jest to jakaś sieka czy Principia Moralia. Każdy
            > tekst wchodzi w jakąs interakcję z moim ja i po to czytam. Czy mam z tego
            > jakies korzyści, obiektywnie ocenić nie umiem.

            Wydaje mi sie, ze powinienes poczytac harlequiny lub jeszcze lepiej- ksiazki z
            dziedziny matematyki teoretycznej, chocby tylko przez 2 lata, bez przerwy
            (zadnych zmian!), aby zweryfikowac swoj osad nt.obojetnosci wchlanianych przez
            Ciebie tekstow oraz korzysci z tego wynikajacych.

            Pozdrawiam
            • braineater Re: braineater z trybuny:) 26.04.05, 22:30
              Gość portalu: itek napisał(a):

              > > Wróc na to podwórko nie jako dzieciak
              > > który w tej piaskownicy lepił babki i zagrzebywał bezpańskie psie kupy, w
              > róc do
              > >
              > > miasteczka nie jako syn swojej ulicy i obywatel, wróć do domu nie jako są
              > siad,
              > > mieszkaniec, tylko jako osoba zuppełenie obca. Patrz na to wszystko jak n
              > a
              > > widziany raz pierwszy marsjański krajobraz, filtruj to przez wiedzę która
              > > zdobyłes od momentu odejścia, przestawiaj znane sobie elementy w takie
              > > konfiguracje, których wczesniej nie zauważyłeś
              >
              > Twoje rady sa dobre, ale sa nieskuteczne w moim przypadku :)
              > Potrzebuje wyboru piaskownicy, a nie zmiany swiadomosci :) (Nie poznam
              np.Indii
              > jesli tam nie pojade, a wizyta w sasiednim miasteczku (chcbym nie wiem jak sie
              > staral) nie bedzie dla mnie wizyta w Bombaju) :)

              I tu chyba nigdy sie nie dogadamy, bo ja to tak bardziej jestem slimakiem i
              nienawidzę się ruszać z domu:)Odwołując się do mojego aktualnego
              intelektualnego faworyta, idola czy też autorytetu (wolę go sobie jednak
              nazywac 'kolesiem z którym się zgadzam' by tych naznaczonych słów uniknąc:)
              Baudrillarda, jestem facetem który zyje w świecie odbić, ekranów i innych
              przetworzeń, zwanych przezeń symulakrami. Rzeczywistośc materialna,
              doświadczalna, weryfikowalna empirycznie niezbyt mnie interesuje i wole ją
              odbierac w wersjach przetworzonych, odbitych od jakiegoś pośredniczącego
              medium, jak ksiązka czy obraz. Wtedy właśnie uruchamia się we mnie mechanizm
              zabawy, polegający na filtrowaniu tego co jest "rzeczywiście rzeczywiste"
              (tautologia nieunikniona) a co jest Autorem i jego ideami. Oczywiście jest to
              dośc bezproduktywne, bo mając nikłe pojęcie o rzeczywistej rzeczywistości, nie
              moe obiektywnych kryteriów wprowadzac praktycznie żadnych ale zabawa (w sensie
              takim jak u Hunzingi i Calloise'a) jest przednia. Jest to w sumie poszukiwanie
              własnego egocentryzmu w dziełach Innych (tu kłania się Barthes z Fragmentem
              dyskursu miłosnego, bo czytanie jest niczym innym jak kopulacją dwóch umysłow,
              nie zawsze zresztą zakończoną orgazmem)
              >
              > > Ja czytanie traktuje jako czynnośc naturalną, czasami prawie że świadomie
              > > bezrefleksyjną, przepuszczam tekst przez siebie i czekam, czy sfermentuje
              > w
              > > jakieś wino interesujących myśli czy skwasnieje jak ocet
              >
              > To takie abstrakcyjne co piszesz, dla mnie jest wewnetrznie sprzeczne. Chyba
              Ci
              > e
              > nie rozumiem :(

              Nie jesteś jedyny, bo sam czasem to nie dokońca rozumiem:) tak jak napisałem
              czytam od zawsze i jest to dla mnie naturalne jak oddychanie i inne czynności
              biologiczne, którym tez na codzień nie poswięcam zbyt wielu refleksji. Dopiero
              kiedy złapie mnie bezdech, a wypadku czytania coś sieknie mnie centralnie po
              zwojach, zaczynam się zastanawiać dlaczego tak, co zrobiłem czy co w tekście
              było takiego by ten wstrząs wywołać. i to może trochę rozjaśnia obraz, choć jak
              na to patrzę co powypisywałem, to chyba niezbyt:)
              >
              > > I tak jak pisałem już w innym wątku jest
              > >
              > > mi z gruntu obojętne, czy jest to jakaś sieka czy Principia Moralia. Każd
              > y
              > > tekst wchodzi w jakąs interakcję z moim ja i po to czytam. Czy mam z tego
              > > jakies korzyści, obiektywnie ocenić nie umiem.
              >
              > Wydaje mi sie, ze powinienes poczytac harlequiny lub jeszcze lepiej- ksiazki
              z
              > dziedziny matematyki teoretycznej, chocby tylko przez 2 lata, bez przerwy
              > (zadnych zmian!), aby zweryfikowac swoj osad nt.obojetnosci wchlanianych przez
              > Ciebie tekstow oraz korzysci z tego wynikajacych.

              Touche:) Co prawda harlequiny nie sa mi obce i kilka mam 'zaliczonych' ale co
              do matematyki masz pełną rację. Choć, trochę desperacko się broniąc, (acz
              pozycja do obrony cięzka, nie byłbym sobą gdybym nie spróbował) to wydaje mi
              się, bez żadnych dowodów, że gdybym poświęcił dwa lata zycia na czytanie na
              temat Twierdzeń Fermata (czy jak mu tam było:) tudzież innych cyfrowych
              hardkorów, to pewnie wpłynęło by to jakoś na mój swiatopogląd.
              >
              > Pozdrawiam:)
        • Gość: daria13 Re: braineater na trybune! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.04.05, 21:57
          Drodzy Panowie Itku i Brochu! Oczywiście zwracam się też do reszty uczestników
          tej dyskusji, ale zarówno Staua,jak i Braineater potrafią jeszcze czytć dla
          przyjemności (na szczęście dla nich i dla nas)natomiast Itek i Broch stanowią
          nieco kuriozalny przypadek. Z góry przepraszam - zaraz rozwinę. Jesteście
          aktywnymi uczestnikami tego forum (Forum Książki, jakby ktoś zapomniał;).
          Rozmowa o ksiązkach z Wami to czysta przyjemność, dla mnie i wielu innych osób.
          Aż tu nagle w tym wątku (choć u Brocha już wcześniej były tego symptomy)nie
          dość, że ujawniacie niemal niechęć do literatury, to jeszcze deprecjonujecie
          jej wartość w rozwoju duchowym człowieka (tylko do pewnego momentu, a potem won
          z lekturami?). Jeśli ja zostałam wyzwana od snobów, bo przyznałam się, że
          oceniam i poddaje analizie czytane książki, to jak należałoby Was nazwać?
          Myślę, że popełniacie grzech pychy. NIE jest to oskarżenie i nie jest moim
          celem obrażenie Was, broń Boże,gdybyście zrezygnowali z udziału w tym forum,
          nie byłoby ono już nigdy takie samo, takie, hmmm twórcze:).
          Tymczasem muszę kończyć,ale to nie wszystkie moje przemyślenia. Proszę Was o
          wybaczenie, jeśli w czymś uraziłam:) Najbliżej jest mi do przemyśleń
          Braineatera, aczkolwiek tego poziomu jaki on reprezentuje swoją osobą i swoimi
          wypowiedziami, obawiam się nie osiągnę nigdy:(
          Pozdrawiam serdecznie wszystkich:)

          • hrabalek Re: braineater na trybune! 26.04.05, 22:02
            Gość portalu: daria13 napisał(a):

            > Drodzy Panowie Itku i Brochu! Oczywiście zwracam się też do reszty
            uczestników
            > tej dyskusji, ale zarówno Staua,jak i Braineater potrafią jeszcze czytć dla
            > przyjemności (na szczęście dla nich i dla nas)natomiast Itek i Broch stanowią
            > nieco kuriozalny przypadek. Z góry przepraszam - zaraz rozwinę. Jesteście
            > aktywnymi uczestnikami tego forum (Forum Książki, jakby ktoś zapomniał;).
            > Rozmowa o ksiązkach z Wami to czysta przyjemność, dla mnie i wielu innych
            osób.
            >
            > Aż tu nagle w tym wątku (choć u Brocha już wcześniej były tego symptomy)nie
            > dość, że ujawniacie niemal niechęć do literatury, to jeszcze deprecjonujecie
            > jej wartość w rozwoju duchowym człowieka (tylko do pewnego momentu, a potem
            won
            >
            > z lekturami?). Jeśli ja zostałam wyzwana od snobów, bo przyznałam się, że
            > oceniam i poddaje analizie czytane książki, to jak należałoby Was nazwać?
            > Myślę, że popełniacie grzech pychy. NIE jest to oskarżenie i nie jest moim
            > celem obrażenie Was, broń Boże,gdybyście zrezygnowali z udziału w tym forum,
            > nie byłoby ono już nigdy takie samo, takie, hmmm twórcze:).
            > Tymczasem muszę kończyć,ale to nie wszystkie moje przemyślenia. Proszę Was o
            > wybaczenie, jeśli w czymś uraziłam:) Najbliżej jest mi do przemyśleń
            > Braineatera, aczkolwiek tego poziomu jaki on reprezentuje swoją osobą i
            swoimi
            > wypowiedziami, obawiam się nie osiągnę nigdy:(
            > Pozdrawiam serdecznie wszystkich:)
            >
            >

            Rany Boskie , ale mamałyga ! idę stąd w cholerę!
            • Gość: daria13 Re: braineater na trybune! IP: *.crowley.pl 27.04.05, 12:14
              > Rany Boskie , ale mamałyga ! idę stąd w cholerę!

              Hrabalku! Pnieważ bardzo Cię lubię i cenię, chciałabym dowiedzieć się co miałaś
              na myśli; bo jeśli mdłość mojej wypowiedzi pod względem merytorycznym, to tego
              chyba nie zmierzam tłumaczyć (powiem tylko, że cały czas czułam na plecach
              gniewny oddech mojego małżonka, który jest zazdrosny o czas, jaki wykrada nam
              czasami forum). Jeśli chodziło Ci o moje komplementy w stronę różnych osób z
              tego forum, to po pierwsze chciałam jakoś złagodzić zarzut pychy, jaki
              postawiłam, a po drugie mówienie miłych rzeczy leży w mojej naturze, a to co
              powiedziałam w odniesieniu do Braineatera nie jest w najmniejszym stopniu
              kokieterią ani tym, co kiedyś określił Broch włażeniem.... Jeśli zostało to
              inaczej odebrane, to ja nie biorę za to odpowiedzialności, aczkolwiek obiecuję
              dołożyć starań, żeby to się nie powtarzało, skoro tak to jest odbierane:)
              Pozdrawiam.
          • braineater Re: braineater na trybune! 26.04.05, 22:05
            Gość portalu: daria13 napisał(a):
            Najbliżej jest mi do przemyśleń
            > Braineatera, aczkolwiek tego poziomu jaki on reprezentuje swoją osobą i
            swoimi
            > wypowiedziami, obawiam się nie osiągnę nigdy:(

            Strasznie mi miło ale musze sie przyznac, że czuję sie jak zagłaskiwany pudel:)
            Pozdrowienia:)
            • Gość: daria13 Re: braineater na trybune! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.04.05, 22:26
              > Strasznie mi miło ale musze sie przyznac, że czuję sie jak zagłaskiwany
              pudel:)

              Przepraszam, postaram się, żeby to się nie powtórzyło. Nie chciałam jedynie by
              ktoś pomyślał,że się pod Ciebie podpinam;). Ja niestety zawsze jestem tak
              głupio szczera. Będę nad sobą pracowała, obiecuję:)
              Pozdrawiam:)
          • broch Re: braineater na trybune! 26.04.05, 22:24
            droga dario, obawiam sie ze kompletnie nie zrozumialas o czym pisalem a co
            absolutnie nie ma nic wspolnego z przyjemnoscia czytania ktore lubie i
            kontynuuje choc masochista nie jestem.
            Jesli zaobserwowalas u nie niechec do literatury, to byc moze wynika to z faktu
            niezdrowej checi do psychologizowania (bez naleznego doswiadczenia) prowadzace
            do wnioskow dalekich od realiow.

            Literatura nie jest etapem, jest wyborem w zyciu na ktory sie zdecydujesz lub
            nie. Ten wybor moze wzbogacic lub nie. Rowniez inny wybor moze byc rownie
            istotny, lub wazniejszy niz literatura.
            Nie jestes nawet w stanie ocenic czy wczesniejsze rozpoczecie wedkowania nie
            wzbogaciloby Cie bardziej. Nie jestes w stanie powiedziec czy czas na
            zaprzstanie czytania czy tez nalezy je kontynuowac. Uznanie literatury za etap
            jest absurdem z dworu krola Ubu.


            W kazdym razie osobiscie lubie pomylone posty. Pomylone posty nie obrazaja.
            • Gość: daria13 Re: braineater na trybune! IP: *.crowley.pl 27.04.05, 11:51
              Bo może ja w ogóle pomylona jestem:PPP. Pomylona, uzależniona, wręcz
              nieuleczalnie chora na książki. Aczkolwiek może jest jeszcze dla mnie ratunek,
              bo o ile miłość do książek jest u mnie ślepa, to nie monogamiczna i oprócz
              książek mam w życiu jeszcze jakieś inne zaiteresowania (patrz-TWA) i
              zamiłowania, jak też obowiązki i radośći (patrz-potomstwo).
              Przepraszam za swoje wszystkie pomylone, miałkie i mamałygowate wypowiedzi, ale
              ja inaczej odbieram świat, jestem niezdrowo szczera, reaguje zbyt emocjonalnie
              i ogólnie jestem mało rozgarnięta, a do tego straszny ze mnie snob:(
              Niemniej jednak pozdrawiam:)
              • broch Re: braineater na trybune! 27.04.05, 13:11
                "Pomylona" to nie byl komplement, raczej brzmiał jak z komedii absurdu. My
                rozmawiamy o rybach a Ty przychodzisz z zarzutem że ja mam kaczuszkę, której
                faktycznie nie mam, ale Ty sobie "wywnioskowałaś".

                Bardzo ładnie iż potrafisz wszystko obrócić na swoją korzyść nawet w tak naiwny
                sposób, ale to znowu zupełnie nie na temat. Twoja poprzednia wypowiedź, świadczy
                wyłącznie o kompletnym niezrozumieniu użytych argumentów niezależnie od tego
                czym jeszcze się interesujesz oraz ile masz potomstwa (?). To ostatnie to już
                kompletna bzdura.
                • Gość: daria13 Re: Broch IP: *.crowley.pl 27.04.05, 13:35
                  O ile ja mam świadomość, że jestem może zbyt głupia i zbyt pomylona, żeby
                  zrozumieć Ciebie, to Ty jenakowoż zdecydowanie nie bierzesz pod uwagę tego, że
                  może Ty nie rozumiesz mnie, mimo mojej całej naiwności, płytkości i
                  nieokrzesaniu. Pisząc o innych zainteresowaniach i potomstwie, miałam na myśli
                  to, że mimo, iż jestem chorobliwie uzależniona od odpowiedniej ilości
                  dostarczanych do mózgu bodźców w postaci słowa pisanego, ciekawego rzecz jasna
                  słowa, to nie jest to li tylko jedyna rzecz, która mnie pochłania. Jenoczesnie
                  zastanawiałam się, czy może nasz założyciel wątku nie postawił kiedyś zbyt
                  wiele na tę własnie jedną kartę, jaką jest rozwój poprzez literaturę,
                  zapominając o innych bodźcach czy aktywnościach. Wiem skądinąd, że Itek
                  interesuje się malarstwewm, ale może skoro nie odpowiada mu rada Braineatera co
                  do pozostania mimo wszystko na tym samym podwórku w zmienionej roli, to może
                  jednak niech on, przynajmniej na jakiś czas, poszuka atrakcji na zupełnie, ale
                  to zupełnie innym podwórku, a jest ich przecież wiele.Ja mam po prostu bardziej
                  babskie, emocjonalne i proste podejście do tego typu problemów.
                  Bez wzgledu na opinię, jaką masz o mnie, spróbuj jednak wziąć pod uwagę to, że
                  Ty mnie też możesz nie rozumieć.
                  Pozdrawiam.
                  Ps
                  Nie wyobrażasz sobie, jak dobrze zrowumiałam określenie "pomylony post", aż za
                  dobrze, czego i Tobie życzę.
    • Gość: Nu! Czas to pieniądz... IP: *.gce.gliwice.pl 27.04.05, 11:45
      Własnie - jak ktoś tak myśli, jest stracony dla "czytania".

      Hipoteza:
      Egoiści (ludzie starający sie maksymalnie wyzyskać czas i sytuacje na
      swoją korzyśc)nie czytają.

      Czytanie pochłania czas. Z punktu osoby skupionej wyłacznie na "zamienianiu
      wszystkiego na swoją korzyśc", czytanie jest wielkim marnotrawstwem i czynnością
      pozbawioną sensu.

      W pewnym wieku ludzie "przestają mieć czas".

      Na czym to polega... Ano na tym, że całkowicie, od pewnego momentu w życiu,
      skupiają się na "dbaniu o siebie".

      Ponieważ pole "dbania o siebie" jest nieskończone, nigdy czasu mieć już nie bedą
      na czynności inne niż powyższe.

      Dla "czytania" są już straceni. Ich czas jest zbyt cenny, aby go tracić na
      czytanie. Prawdopodobnie przykrość płynąca z poczucia "tracenia czasu", jaka im
      towarzyszy przy "lekturze", niszczy przyjemność płynącą z "czytania", a może i
      nawet ją całkowicie uniemożliwia.

      Aby "czytanie" przełożyło się na jakiś wręcz materialny bonus społeczny,
      konieczne jest zaistnienie określonego środowiska, które, na tle ogółu, jest
      jednak czymś wysoce egzotycznym. Mam tu na myśli na przykład uniwersytety czy
      (teoretycznie) szkoły.

      W praktyce "czytanie" to czynność bezinteresowna.

      Oczywiście, często ci, co "nie czytają", posądzają czytaczy o snobizm, chęć
      wywyższenia się, "bycia interesującym", a więc kierowanie się "interesem", ale
      (ponieważ nie czytają) nie wiedzą o czym mówią.


      Wracając do tematu; faza "znudzenia czytaniem" może mieć takie własnie podłoże:
      w pewnym wieku zmieniają się priorytety. Bonus z czytania, jaki ma miejsce w
      wieku szkolnym (a więc i silna motywacja do czytania) znika, co się odbija na
      jakości lektury i satysfakcji z niej płynącej.

      Na razie tyle.

      Nu!

    • Gość: Nu! Bodźcowanie... IP: *.gce.gliwice.pl 27.04.05, 12:27
      Wiele napisano o tym, że czytanie to rodzaj
      przyjęcia postawy biernej i otwartej na treści i "dzianie się" książki (tekstu
      literackiego).

      Upraszczając, "czytanie" to rodzaj stuporu, medytacji, jogi.

      Istnieniu tego (dominującego) momentu biernej aktywności towarzyszy jednak i,
      konieczny przecież, moment aktywny i reaktywny.

      Lektura jest szczególnie interesująca i "pobudzająca", kiedy odbywa się na
      jakimś społeczym tle. Kiedy (przykład) stanowi przyczynek do dyskusji albo z
      niej wynika, kiedy towarzyszy rozmowom, kiedy zachodzi w jakimś, ważnym dla nas,
      społecznym kontekście. [ Dotyczy to oczywiscie nie tylko "czytania", ale i
      ogladania tv czy kina.]

      Aby "czytanie" było czymś, co pobudza nas do życia (w sensie wzbudzania emocji,
      aktywowania) oraz napędza do dalszych lektur, konieczne jest istnienie owego
      zewnetrznego czynnika ludzkiego. Jeżeli taka sytuacja zachodzi, nie widzę
      niebezpieczeństwa wygaśnięcia zainteresowania "czytaniem".

      W przeciwnym wypadku czytanie staje się czymś niezwykle prywatnym, osobistym
      i... dziwnym. Tak jak oglądanie TV w samotności czy chodzeniem do kin i kawiarń
      samemu.

      Dziwnym, w sensie, że dobór tekstów lekturowych traci związek z naszą sytuacją
      zewnętrzną... jest dyktowany tajemnym impulsami płynacymi z naszego mózgu. Nie
      ma w tym oczywiscie nic złego, ale ...

      Dziwnym także i w tym sensie, że lektura "sobie a muzom" a lektura "pod jakimś
      kątem", w "związku z czymś" bardzo się od siebie różni.

      Na swoim przykładzie wiem, że jak czytam "dla siebie", czytam zupełnie inaczej.
      Na przykład nie staram się zapamiętać, co i gdzie czytałem, co się potem mocno
      odbija, gdy przychodzi do jej (na przykład) referowania.


      Na razie tyle.

      Nu!
      • braineater Re: Bodźcowanie... 27.04.05, 13:04
        Gość portalu: Nu! napisał(a):

        > Wiele napisano o tym, że czytanie to rodzaj
        > przyjęcia postawy biernej i otwartej na treści i "dzianie się" książki (tekstu
        > literackiego).
        >
        > Upraszczając, "czytanie" to rodzaj stuporu, medytacji, jogi.

        fajna teoria ale chyba nie do końca prawdziwa. W medytacji przecież przede
        wszystkim chodzi o wyciszenie, o wyhamowanie własnych myśli, o kontemplację
        abstrakcyjnej pustki i próbę zobaczenia własnego odbicia w tejże. Natomiast
        czytanie to nie jest cisza, tylko nader ozywiona dyskusja, bezustanne ścieranie
        się odbiorcy z autorem, permanentny stan wyśrubowanych emocji od zachwytu do
        wnerwienia. Czytanie nie zostawia miejsca na ciszę, to jest dyskusja nie
        kontemplacja.
        >
        > Istnieniu tego (dominującego) momentu biernej aktywności towarzyszy jednak i,
        > konieczny przecież, moment aktywny i reaktywny.
        >
        > Lektura jest szczególnie interesująca i "pobudzająca", kiedy odbywa się na
        > jakimś społeczym tle. Kiedy (przykład) stanowi przyczynek do dyskusji albo z
        > niej wynika, kiedy towarzyszy rozmowom, kiedy zachodzi w jakimś, ważnym dla
        nas
        > ,
        > społecznym kontekście. [ Dotyczy to oczywiscie nie tylko "czytania", ale i
        > ogladania tv czy kina.]

        Społeczna teoria odbioru, czyli wracamy do czytania "po coś", z jakimś
        pragmatycznym założeniem? Czy możemy w takim razie przyjąc ryzykowną hipotezę,
        że spora częśc uczestników tego forum lub też jakiegokolwiek forum publicznego
        poświeconego literaturze, czyta, ogląda, słucha tylko po to by móc o tym
        porozmawiać? Bo wydaje mi się, że raczej nie, albo inaczej, nie jest to
        podejście aż tak powszechne. Częstsze chyba jest zainteresowanie sztuką
        wypływające z pobudek czysto hedonistycznych, przyjemnościowych - robię to bo
        lubię, bo mnie to interesuje, bo jest to dla mnie ciekawe (z naciskiem na
        zaimki osobowe).

        > Aby "czytanie" było czymś, co pobudza nas do życia (w sensie wzbudzania
        emocji
        > ,
        > aktywowania) oraz napędza do dalszych lektur, konieczne jest istnienie owego
        > zewnetrznego czynnika ludzkiego. Jeżeli taka sytuacja zachodzi, nie widzę
        > niebezpieczeństwa wygaśnięcia zainteresowania "czytaniem".
        >
        > W przeciwnym wypadku czytanie staje się czymś niezwykle prywatnym, osobistym
        > i... dziwnym. Tak jak oglądanie TV w samotności czy chodzeniem do kin i
        kawiarń
        > samemu.

        Zwierciadła, lustra, odbicia. Po prostu poszukiwanie potwierdzenia własnych
        przeczuć, intuicji i przemyśleń wynikających z odbioru sztuki w Innych. Coś w
        rodzaju zasady, że jeśli czegoś sobie nie zwerbalizuję, nie poddam procesom
        racjonalizacji i nie upublicznię tego w jakimś zakresie, to nie mam pewności,
        że naprawdę to wiem. Czytanie dla siebie samego nie jest aż tak niespotykane i
        dziwne, jakby mogło się wydawać. Niektórzy ludzie nie czują potrzeby
        potwierdzania się publicznie, po prostu czytają, zapamiętują, korzystają ze
        swojej wiedzy, nie poddając jej metateoretycznemu oglądowi i refleksji. (co
        bynajmniej nie oznacza, że się do nich zaliczam:)

        > Dziwnym, w sensie, że dobór tekstów lekturowych traci związek z naszą sytuacją
        > zewnętrzną... jest dyktowany tajemnym impulsami płynacymi z naszego mózgu. Nie
        > ma w tym oczywiscie nic złego, ale ...
        >
        > Dziwnym także i w tym sensie, że lektura "sobie a muzom" a lektura "pod jakimś
        > kątem", w "związku z czymś" bardzo się od siebie różni.
        >
        > Na swoim przykładzie wiem, że jak czytam "dla siebie", czytam zupełnie
        inaczej.
        > Na przykład nie staram się zapamiętać, co i gdzie czytałem, co się potem mocno
        > odbija, gdy przychodzi do jej (na przykład) referowania.

        Od pamiętania szczegółów typu tytuły, autorzy, bohaterowie, mamy najlepszą
        pamięc zastępczą świata, czyli internet. Dużo ważniejsze są chyba te ukryte
        wnioski do jakich dochodzimy w trakcie lektury, zbudowane właśnie w oparciu o
        prywatny i intymny dyskurs z autorem. Te wnioski, które są czysto subiektywne,
        jednostkowe i nie poddające się żadnej empirycznej weryfikacji. Natomiast
        lektura "po coś", dla mnie przynajmniej, jest zazwyczaj pańszczyzną na ugorze,
        próba potwierdzenia prawd znanych i uznanych i w związku z tym całkowicie
        obojętnych na to czy jakiś tam mały miś mojego pokroju zechce je sobie
        potwierdzić. To właśnie pomaga przezwycięzyc metoda chaotycznego doboru,
        programowego ignorowania recenzji i krytyki (co nie oznacza oczywiście nie
        czytania tychże). Przynajmniej wtedy mam tą megalomańsko przyjemną swiadomośc,
        że to co wiem o danej ksiązce filmie itp wynika ze mnie i tekstu a nie, jak
        zazwyczaj z całej otoczki, tekstu i na końcu ze mnie.

        Na razie tyle.
        Pozdrowienia:)
        > Nu!
        • stella25b Re: Bodźcowanie... 27.04.05, 17:18
          To ja sie przyczepie do spolecznej teorii odbioru ;)
          Najlepiej byloby przeprowadzic ankiete wsrod czytelnikow z pytaniem "dlaczego,
          po co czytasz".
          Wiesz, ja nie jestem taka pewna czy rzeczywiscie wiekszosc czyta dla
          przyjemnosci.
        • Gość: Nu! Re: Bodźcowanie... IP: *.gce.gliwice.pl 28.04.05, 14:21
          "fajna teoria ale chyba nie do końca prawdziwa. [...]"

          W teorii komunikacji, która przypisuje każdemu komunikatowi określone "warstwy"
          bądź funkcje [niewiele juz z tego pamietam] wyróżnia się [prócz np. funkcji
          informującej] funkcję, polegającą (tak to zapamietałem) na tym że kazdy
          komunikat ma za zadanie ZMIANĘ stanu odbiory. Czyli jakoś chce zmodyfikować
          odbiorcę.

          Nazwałbym to "funkcją manipulacyjną".

          Teksty literackie widziałbym własnie, w tym , kontekscie jako ekstremalnie
          subtelne, "bezinwazyjne" narzędzia do manipulacji ich odbiorcą.

          Piszesz o "ścieraniu się odbiorcy z autorem", tymczasem ja czytanie widzę
          raczej jako rodzaj prestigiditatorskiego spektaklu, na którym którym widz siedzi
          z otwartą gębą, i rodzajem stuporu właśnie.


          Czytanie (dobrego oczywiście) tekstu lit. a szczególnie powieści, porównałbym do
          operacji na mózgu, gdzie pacjent w stanie narokzy (fikcja, narracja), otoczony
          skomplikowaną aparaturą nieznanego przeznaczenia, leży uśpiony z otwartą
          czaszką, a dookoła kręci się tłum specjalistów, wykonujacych intensywne zabiegi
          i manipulacje przeróżnymi instrumentami, których przeznaczenia możemy się
          jedynie domyslać.


          Kiedy jest już "po wszystkim", możemy oczywiście oddać się studiowaniu tego co
          sie wydarzyło, itd., ale nie jesteśmy w stanie zmienić faktu, że operacja
          została wykonana, i nasze studia są jakoś tą operacją zdeterminowane.

          Zauważ pewną sprzeczność w twoim (czy Brocha)(także moim) twierdzaniu o tym, że
          literatura nie służy wymiany prostych dyskursywnych informacji, gdyż do tego
          używamy innych środków, ze zdaniem o "dyskusji odbiorcy z autorem"...

          Poruszamy się oczywiście tutaj na terenie grząskim.

          Ad rem.

          Masz rację, że czytanie jako pretekst do rozmowy to pomyłka. Ale - z drugiej
          strony - brak szansy na (choćby hipotetyczną) wymianę zdań o przeczytanym
          tekście czy autorze jest bardzo demobilizujący (przynajmniej dla wielu) i wpływa
          na sama lekturę oraz motywację do jej podjęcia.


          Popatrzmy zreszta na to forum...

          Jak wyglada przeciętna "rozmowa" o ksiązkach tutaj?

          Czy są to jakieś kilometrowe wątki, w którch autorzy postów toczą niekończące
          się dyskusje "merytoryczne" do upadłego????

          Nie!!

          Raczej są to proste komunikaty, typu "czytałeś? Tak!", itp.

          Są to najczęściej krótkie komunikaty, w których piszacy utwierdzają się w
          istnieniu "wspólnoty czytelniczej", "lekturowej".
          I o to chodzi!

          Intymność i prywatnośc lektury dobrze się na tym forum potwierdza, tak jak i
          potrzeba (+ pożyteczne skutki z tego płynące) ich, choćby symbolicznego,
          społecznego odniesienia.


          I na koniec:

          Piszesz:
          "Od pamiętania szczegółów typu tytuły, autorzy, bohaterowie, mamy najlepszą
          pamięc zastępczą świata, czyli internet. Dużo ważniejsze są chyba te ukryte
          wnioski do jakich dochodzimy w trakcie lektury, zbudowane właśnie w oparciu o
          prywatny i intymny dyskurs z autorem. Te wnioski, które są czysto subiektywne,
          jednostkowe i nie poddające się żadnej empirycznej weryfikacji. Natomiast
          lektura "po coś", dla mnie przynajmniej, jest zazwyczaj pańszczyzną na ugorze,
          próba potwierdzenia prawd znanych i uznanych i w związku z tym całkowicie
          obojętnych na to czy jakiś tam mały miś mojego pokroju zechce je sobie
          potwierdzić. To właśnie pomaga przezwycięzyc metoda chaotycznego doboru,
          programowego ignorowania recenzji i krytyki (co nie oznacza oczywiście nie
          czytania tychże). Przynajmniej wtedy mam tą megalomańsko przyjemną swiadomośc,
          że to co wiem o danej ksiązce filmie itp wynika ze mnie i tekstu a nie, jak
          zazwyczaj z całej otoczki, tekstu i na końcu ze mnie."


          Nie wchodzac w szczegóły, (recenzje i gazetowe analizy są rzeczywiście niezwykle
          powierzchowne) ja mam inaczej: Uwielbiam wręcz profesorskie cegły polonistyczne,
          pełne przypisów i odniesień do innych książek (im grubsza i mniej zrozumiała-
          tym lepsza).

          Dla mnie to inny rodzaj literatury rozrywkowej, którą czytam wręcz
          hedonistycznie. Takie jakby literackie pornosy, gang bang, czy cuś.Perwersja...
          hihihi
          • braineater Re: Bodźcowanie... 28.04.05, 15:55
            Gość portalu: Nu! napisał(a):

            > "fajna teoria ale chyba nie do końca prawdziwa. [...]"
            >
            > W teorii komunikacji, która przypisuje każdemu komunikatowi
            określone "warstwy"
            > bądź funkcje [niewiele juz z tego pamietam] wyróżnia się [prócz np. funkcji
            > informującej] funkcję, polegającą (tak to zapamietałem) na tym że kazdy
            > komunikat ma za zadanie ZMIANĘ stanu odbiory. Czyli jakoś chce zmodyfikować
            > odbiorcę.
            >
            > Nazwałbym to "funkcją manipulacyjną".

            >
            > Teksty literackie widziałbym własnie, w tym , kontekscie jako ekstremalnie
            > subtelne, "bezinwazyjne" narzędzia do manipulacji ich odbiorcą.
            >
            > Piszesz o "ścieraniu się odbiorcy z autorem", tymczasem ja czytanie widzę
            > raczej jako rodzaj prestigiditatorskiego spektaklu, na którym którym widz
            siedz
            > i
            > z otwartą gębą, i rodzajem stuporu właśnie.
            >

            > Czytanie (dobrego oczywiście) tekstu lit. a szczególnie powieści, porównałbym
            d
            > o
            > operacji na mózgu, gdzie pacjent w stanie narokzy (fikcja, narracja), otoczony
            > skomplikowaną aparaturą nieznanego przeznaczenia, leży uśpiony z otwartą
            > czaszką, a dookoła kręci się tłum specjalistów, wykonujacych intensywne
            zabiegi
            > i manipulacje przeróżnymi instrumentami, których przeznaczenia możemy się
            > jedynie domyslać.
            >
            >
            > Kiedy jest już "po wszystkim", możemy oczywiście oddać się studiowaniu tego co
            > sie wydarzyło, itd., ale nie jesteśmy w stanie zmienić faktu, że operacja
            > została wykonana, i nasze studia są jakoś tą operacją zdeterminowane.

            Jeśli z De Saussure'a nie zrobiła mi sie już totalna sieczka w głowie, to chyba
            nazywa się to 'funkcją perswazyjną' o róznych stopniach natężenia. I oczywiście
            masz rację, że wykorzystuje sie ową funkcję w wielu tekstach literackich (albo
            szerzej - wielu tekstach kultury). Dla Ciebie jest to znak, że czytelnik
            danego dzieła jest stawiany w pozycji odbiorcy biernego, nieświadomie
            przyjmującym treści zawarte w takim komunikacie. I do pewnego stopnia masz
            rację, przynajmniej jeśli chodzi o pierwszy odbiór danego tekstu, kiedy
            bardziej skupiamy się na emocjach jakie w nas wywołuje, zachwycamy się fabułą,
            bohaterami, opisami i innymi klasycznymi elementami tworu literackiego. Wtedy
            treści perswazyjne przenikają do odbiorcy jak gdyby ukradkiem, czasami nawet
            wbrew woli czytelnika. Przykład z moich lektur - bynajmniej nie jestem
            konserwatystą, raczej wręcz przeciwnie ale zachwyciła mnie wizja świata w
            ksiązkach Hollebecequa - totalnie właśnie prawicowa i antyliberalna, będąca w
            gruncie frontalnym atakiem na rzeczy i zjawiska, które ja uznaję za pozytywne.
            Czyli co? Zadziałała funkcja perswazyjna właśnie. I chyba duża cżęść uroku
            czytania polega na tym, żeby uświadomić sobie, że ktoś nami manipuluje, próbuje
            przerobic na swój obraz i podobieństwo i spróbować przeanalizować te elementy
            tekstu, które nas tak urzekają. Nie da się tego najczęsciej zrobić w trakcie
            jednokrotnej lektury, ale ksiązek, tak jak i ludzi, chyba nie powinno się
            osądzać według pierwszego wrażenia jakie na nas wywarły. Tak więc nadal bedę
            sie upierał przy stanowisku, że z tekstem warto dyskutować, spierać się,
            obnażac jego słabości, ale z drugiej strony starać się zrozumieć dlaczego chce
            nas przekonac do takiej a nie innej wizji. Prównanie do operacji na mózgu acz
            fajne bardzo, chyba nie do końca mnie przekonuje, bowiem po nabraniu pewnej
            wprawy w czytaniu tekstów literackich (lub też po poznaniu odpowiednich
            narzędzi służacych analizie tegoż), człowiek nie poddaje się tak łatwo
            narkozie, a wręcz przeciwnie, zaczyna z duża dozą nieufności podchodzić do
            tekstów 'zapierających dech w piersi, porywających od pierwszego akapitu' - tak
            jest przynajmniej w moim wypadku - nie podoba mi się, że coś mi sie podoba a ja
            nie wiem czemu:)I zaczyna się drążenie, patrzenie na ręce lekarzom, pytania
            typu 'a czy ten skalpel akurat musi być wbity w ta część przodomózgowia, a co
            by było gdyby wrazić go w móżdżek?'. Z jednej strony wygląda to na
            mordowanie "przyjemności tekstu', sadystyczne znęcanie się nad literaturą, ale
            co ja mogę za to, że lubię własnie tak:)

            > Zauważ pewną sprzeczność w twoim (czy Brocha)(także moim) twierdzaniu o tym,
            że
            > literatura nie służy wymiany prostych dyskursywnych informacji, gdyż do tego
            > używamy innych środków, ze zdaniem o "dyskusji odbiorcy z autorem"...

            Dyskusja z autorem nie musi kończyć się na prostych dyskursywnych środkach w
            stylu ' jezusmaria, ale ten koleś bredzi' albo 'jakie to miałkie naiwne etc'.
            Dyskusja polega, a przynajmniej powinna, na ustawieniu się w pozycji
            równouprawnionego partnera a nie biernego pochłaniacza i nieco mniej biernego
            komentatora treści. Oczywiście, jest to zajęcie jednostronne i dość, w
            społecznym sensie, bezproduktywne, ponieważ my o tekście pomyslec możemy sobie
            wszystko a Autor nie ma możliwości zmodyfikowania swojego przekazu
            (przynajmniej jeśli chodzi o literaturę w stylu klasycznym) i nijak nie może
            nam odpowiedzieć, chyba, że po prostu zaspamujemy mu skrzynkę hatemailami.
            Także jest to w sumie jednostronne znęcanie się i do niczego nie prowadzi, o
            ile nie towarzyszy temu szersza refleksja nad samym sobą i własnymi odczuciami,
            co wymaga pewnego dystansu do własnej osoby. Gdybym miał to jakoś doprecyzować,
            to schemat takiej debaty wyglądał by mniej więcej tak (przytrzymam się
            Hollebecequa, bo już o nim mowiłem): ja jako czytelnik 'Platformy'+ Hollebeceque
            + ja jako braineater. I to te trzy osoby w sumie dyskutują o tekście, przy czym
            najbardziej biernym elementem tego równania jest Autor, gdyż pozbawiony jest
            prawa głosu innego, niż wyczytanego w tekście.
            (Tak swoją droga nie wiem czy dobrze widzę ale zaczynam się obawiac, że nadmiar
            lektur grozi schizofrenią:P)

            Poruszamy się oczywiście tutaj na terenie grząskim.
            Nader grząskim:)

            > Ad rem.
            >
            > Masz rację, że czytanie jako pretekst do rozmowy to pomyłka. Ale - z drugiej
            > strony - brak szansy na (choćby hipotetyczną) wymianę zdań o przeczytanym
            > tekście czy autorze jest bardzo demobilizujący (przynajmniej dla wielu) i
            wpływ
            > a
            > na sama lekturę oraz motywację do jej podjęcia.
            >
            >
            > Popatrzmy zreszta na to forum...
            >
            > Jak wyglada przeciętna "rozmowa" o ksiązkach tutaj?
            >
            > Czy są to jakieś kilometrowe wątki, w którch autorzy postów toczą niekończące
            > się dyskusje "merytoryczne" do upadłego????
            >
            > Nie!!

            > Raczej są to proste komunikaty, typu "czytałeś? Tak!", itp.
            >
            > Są to najczęściej krótkie komunikaty, w których piszacy utwierdzają się w
            > istnieniu "wspólnoty czytelniczej", "lekturowej".
            > I o to chodzi!
            >
            > Intymność i prywatnośc lektury dobrze się na tym forum potwierdza, tak jak i
            > potrzeba (+ pożyteczne skutki z tego płynące) ich, choćby symbolicznego,
            > społecznego odniesienia.
            >

            86 postów metaliterackiej refleksji, to nie do końca takie proste komunikaty:)
            Ale oczywiście w szerszym ujęciu masz rację. Tyle, że ja, po pierwsze
            generalizuje, a po drugie uznaję, że swiat jest fajny, gdy ludzie są tacy jak
            ja:) Czyli, skoro ja nie koniecznie musze przedyskutować każdy przeczytany
            tekst, każdy obejrzany film, to inni pewnie też nie muszą - w końcu jesteśmy
            tacy sami:)Nigdy też nie demobilizował mnie fakt, że nie mam sobie z kim o
            ksiązkach pogadać - po prostu przyjąłem w pewnym momencie, chyba słuszne
            założenie, że czytam dla siebie, dla siebie też czerpię jakieś wnioski i
            niekoniecznie musze się nimi dzielić a czasem nawet nie powinienem, bo być może
            moje wnioski są błędne i wyjdę na głupka. Wstyd:) Wiem, że samo pisanie na tym
            forum jest poniekąd zaprzeczeniem tego co napisałem wyżej, ale też w żadnym
            miejscu nie piszę, że jestem prosty i bez wewnętrznych sp
            • braineater Re: Bodźcowanie...cd:) 28.04.05, 18:50
              bo zeżarło pół postu a pisałem na zywca i bez backupu i musze sobie przypomniec
              o co mi chodziło:)

              Poprzedni akapit, zakończenie:
              rzeczności.

              Nu! napisał:

              I na koniec:
              (...)
              Nie wchodzac w szczegóły, (recenzje i gazetowe analizy są rzeczywiście niezwykle
              powierzchowne) ja mam inaczej: Uwielbiam wręcz profesorskie cegły polonistyczne,
              pełne przypisów i odniesień do innych książek (im grubsza i mniej zrozumiała-
              tym lepsza).

              Dla mnie to inny rodzaj literatury rozrywkowej, którą czytam wręcz
              hedonistycznie. Takie jakby literackie pornosy, gang bang, czy cuś.Perwersja...
              hihihi

              Doskonała perwersja jeśli mogę ocenić:) tyle, że ja wcale nie pisałem, żeby
              krytyków zupełnie nie czytać, wręcz przeciwnie, wierzę, że wbrew obiegowym
              opinią parę inteligentnych osób parało się krytyką literacką (Ignacy Fik
              rulezzz!!!:P) i warto do nich sięgać i czytać, tylko że nalezy zrobić to po
              lekturze a nie przed. Inaczej, jesli nie zignorujemy krytyki, nie mamy szans na
              bezstronne, nieuprzedzone podejście do tekstu i zabieramy się za książkę, z
              góry wiedząc co o niej mysleć - a to chyba największa krzywda jaką można
              ksiązce wyrządzić. Czyli podsumowując - czytac ale z dystansem, nie pozwalając
              sobie na zbytnie przejęcie opinią krytyki.
              Amen:)

              To chyba na razie tyle pretensjonalnego bredzenia by braineater:)
              Pozdrowienia:)
              • Gość: Nu! Re: Bodźcowanie...cd:) IP: *.necik.pl / *.necik.pl 02.05.05, 23:10
                Oczywiście, czytanie analiz i krytyk PRZED lekturą jest czymś nagannym, ale czy nie nie jest tak, że informacja o danej książce czy autorze dociera do nas po raz pierwszy przy okazji czytania takich właśnie analiz...?

                Czy nie jest tak, że wielu krytyków czytamy dla nich samych, w związku z czym, dopiero poprzez nich nabieramy zainteresowania do twórczości tego czy innego autora?


                Bardzo rzadko dostajemy do ręki surowe dzieło. Najczęciej, zostało juz nam przez kogoś upichcone.


                Najfajniej mają ci, którzy wychowali się, dorastali w domu pełnym książek. Nie ma sensu nawet pisac - dlaczego.

                To wtedy mamy namiastkę samodzielnych odkryć literackich, a krytyk wtedy się jeszcze nie czyta.

                Ale, nawet w tym wypadku, mamy do czynienia ze staranną selekcją (ktoś te książki musiał wybrać, kupić, według jakiegos krytycznego klucza).

                Pisałem kiedyś gdzieś tu o tym, więc się powtórzę:

                Problem samodzielnego "odkrycia pisarza", "dzieła" jest do dyskusji.
                Pewien... krytyk (hihi) słusznie orzekł, że to jest wielkie złudzenie, iz ktoś może "odkryć" jakiegokolwiek twórcę, w sensie, że jemu należy przypisac owo odkrycie dla ludzkości czyjejś osoby i jego twórczości. Napisał to a propos marszandów, którzy funkcjonują jako "odkrywcy" "zapomnianych", "zapoznanych" malarzy.

                Ów krytyk stwierdza - o ile pamiętam dobrze - że niemal zawsze da sie łatwo ustalić osoby, które wcześniej się na wartości czyjejś twórczości poznały.


                W naszym przypadku, mamy do czynienia z dłuuuugim szeregiem tradentów, którzy doprowadzili daną książkę pod naszą rękę.

                Dla tego topiku jest ważne nie tyle to, że zawsze ktoś sie już poznał wcześniej, ale że proces selekcji i "promocji" danej książki zachodzi praktycznie zawsze.

                p.s.

                Dobrym przykładem jest spór, jaki się przetoczył przez media, o to kto "tak naprawdę" odkrył Masłowską. Zdaje mi się że doszli w poszukiwaniach do mamki czy niańki.
    • Gość: nienietoperz Re: Czy sie myle? IP: *.nottingham.ac.uk / *.nottingham.ac.uk 27.04.05, 13:34
      W odroznieniu od stalych bywalcow tego forum czytam stosunkowo niewiele (nie
      liczac matematyki teoretycznej, uklony dla braineatera). Niemniej jednak zycia
      bez czytania nie wyobrazam sobie absolutnie, czytac to znaczy myslec, sluchac
      historii, poznawac - jesli mialby to byc tylko etap rozwoju intelektualnego, to
      w ktorym momencie mozna uznac, ze rozwoj na tym etapie juz sie skonczyl?
      Jesli chodzi o
      a) czytanie
      b) myslenie o tym, co sie przeczytalo
      c) dyskusje z kims,
      wydaje mi sie bardzo trudnym rozdzielenie a), b) i c) - przeciez ksiazka nie
      wchodzi do Twojego zycia tylko na czas kiedy gapisz sie w literki!

      Wracajac do poczatku: czytam bo lubie, bo wspomniane juz tu budowanie
      sieci skojarzen, odwolan i tradycji sprawia przyjemnosc kiedy potem sie z tej
      sieci korzysta, bo uzyskiwane przez czytanie zludzenie rozumienia wiecej albo
      inaczej jest pyszne!
      Pozdrowienia,
      Wasz
      nienietoperz
      • staua Nienietoperz -OT 27.04.05, 16:18
        Czy zajrzalbys czasem moze na forum Polscy Naukowcy za Granica? Sadzac po poscie w kombinacji z
        adresem, moze chcialbys?
        Pozdrawiam
        • Gość: nienietoperz staua -OT IP: *.nottingham.ac.uk / *.nottingham.ac.uk 27.04.05, 16:41
          Dziekuje za wskazowke, zajrze chetnie.
          Gratuluje zdolnosci dedukcyjnych, choc zadanie nie bylo chyba nader trudne :-)
          Pozdrowienia,
          nienietoperz
          • staua Re: staua -OT 27.04.05, 17:28
            Nie bylo :-) Ale jak napisalam, to pomyslalam, ze moze juz tam byles, a ja nie zauwazylam. W kazdym
            razie - ciesze sie, ze zajrzales!
            Pozdrawiam
            • daria13 Re: obiecana recenzja:) 01.05.05, 00:20
              • daria13 Re: obiecana recenzja:) 01.05.05, 00:35
                Przepraszam, coś mi nie wyszło;)
                Zacznę więc od początku.
                Stary podobał mi się bardziej niż Dzikie palmy i nie do końca zgadzam się z
                tezą, że obie te powieści stanowią integranlną całoś, bo w moim odczuciu mogą
                funkcjonować równie dobrze oddzielnie, aczkolwiek Stary rzeczywiście stanowi
                niezły kontrast w stosunku do Palm,swoisty kontapunkt. Czytając Starego
                odczułam na nowo przyjemnośc czytania powieści egzystencjalnej, bo przecież
                postawa głównego bohatera jest na wskroś zgodna z regułami egzystencjonalistów.
                I chyba główną cechą łączącą obie te powieści jest fatalizm i nieodwołalna
                konieczność podążania za przeznaczeniem. Dzikie palmy są powieścią o miłości, a
                ja mam jakiś dziwny uraz do tego typu problematyki. Jest ona dla mnie zawsze w
                jakiś sposób zafałszowana i trącąca banałem, aczkolwiek fragment mówiący o
                przeżyciach głównych bohaterów związanych z pobytem w kopalni rzeczywiście jest
                doskonały.Ale te wszystkie wielkie prawdy o miłości, wolności i prawdzie, dla
                mnie, są zbyt jaskrawe i manieryczne. Co do wymowy tych powieści trudno mi się
                wypowiedzieć akurat teraz, bo jest okropnie późno i jeszcze nie do końca udało
                mi się to wszystko uchwycić.
                Faulknerowi zawdzięczam bez wątpienia bardziej krytycne podejście do lektury,
                nie tak emocjonalne, jakie miało miejsce u mnie do niedawna.
                Dziękuję za rekomendację.
                Nieco zmęczona D.
                Ps.
                • Gość: itek Re: obiecana recenzja:) IP: *.pomorzany.v.pl 01.05.05, 10:13
                  > I chyba główną cechą łączącą obie te powieści jest fatalizm i nieodwołalna
                  > konieczność podążania za przeznaczeniem.

                  Dla mnie te dwa opowiadania sa opowiadaniami o ucieczce (kochankowie uciekaja od
                  tego, do czego dazy Stary (Stary ucieka od tego, do czego daza kochankowie))
                  oraz o niemozliwosci zrealizowania w zyciu idealow.
                  Azeby je glebiej zrozumiec trzeba, moim zdaniem, czytac je razem.

                  > Czytając Starego
                  > odczułam na nowo przyjemnośc czytania powieści egzystencjalnej, bo przecież
                  > postawa głównego bohatera jest na wskroś zgodna z regułami
                  > egzystencjonalistów.

                  Nie wiem o jakich regulach piszesz:)
                  Dla mnie regula jego postepowania jest ucieczka od wartosci, a raczej ucieczka
                  od kleski, ktora moze go spotkac jesli by chcial o nie walczyc, to taki tchorz &
                  konformista (w przeciwienstwie do pary kochankow), dla mnie nedzna kreatura.
                  Nie wiem czy egzystencjalisci podpisaliby sie pod jego postepowaniem :)


                  > Dzikie palmy są powieścią o miłości, a
                  >
                  > ja mam jakiś dziwny uraz do tego typu problematyki. Jest ona dla mnie zawsze w
                  > jakiś sposób zafałszowana i trącąca banałem,

                  Dzikie palmy czytalem z sympatia dla glownych bohaterow (Stary (jako osoba) mnie
                  meczyl).
                  Dzikie palmy sa opowiadaniem o milosci, ale opowiadaniem
                  symboliczno-realistycznym (np.symboliczny czarny wiatr) (podobnie jak Stary),
                  nie czysto realistycznym (warstawa symboliczna jest nadrzedna, realizm jest jej
                  podporzadkowany) i trzeba podczas czytania miec to na uwadze.
                  Poza tym wszystkim opowiadania te laczy np.zlosliwosc autorska w stosunku do
                  konformistow (bajeczny opis doktora i jego zony z Dzikich palm).
                  Dziwne sa dla mnie Twoje slowa niecheci do ksiazek o milosci, poniewaz wiem, ze
                  uwielbiasz Marqueza, u ktorego jest to jeden z centralnych tematow (patrz
                  np.Milosc w czasach cholery).

                  Pozdrawiam lekko pochmurnie (ale z tendecja sloneczna) :)

                  PS. Ciesze sie, ze zaczelas czytac Faulknera :)
                  • Gość: daria13 Re: obiecana recenzja:) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.05.05, 10:41
                    W odbiorze literatury wspaniałą rzeczą jest to, że pozwala na ogromne
                    rozbierzności:) We mnie bohater Starego budził od początku do końca bardzo
                    ciepłe uczucia i jego postawy nie odbierałam ani przez chwilę jako tchórzostwo.
                    Niestety nie mam teraz czasu rozwinąć tej myśli, ale obiecuję to zrobić przy
                    najbliższej nadarzającej się sposobności.
                    I dla takich nieraz możliwości konfrontacji naszych doznań ze spotkania z
                    kisążką, między innymi, fajnie jest czytać:)
                    U mnie też pogoda nie może się wyklarować, ale wreszcie jest zdecydowanie
                    ciepło, tak więc pozdrawiam:)
                    Ps.
                    Miłosza też przeczytałam, za co już dziękowałam:)
                  • Gość: daria13 Re: obiecana recenzja, cd:) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.05.05, 23:29
                    W moim odczuciu to Wilbourne jest tchórzliwy, bierny, szamoczący się z
                    przeznaczeniem, niezdolny do podjęcia najważniejszych decyzji, natomiast
                    bohater Starego to nieustraszony pogromca krokodyli, ktoś odpowiedzialny i
                    uczciwy do granic paranoi. Dramat obydwu bohaterów jest dramatem rozbitków i to
                    ich łączy, ich wspólnym wrogiem jest społeczeństwo, posługujące się takimi
                    środkami, jak pieniądz i opinia publiczna. Bohater Starego znalazł spokój, a
                    nawet pewne zadowolenie w swojej egzystencji,wbrew społeczeństwu, ale właśnie
                    to społeczeństwo mobilizuje wszystkie siły, żeby mu powrót do tej egzystencji
                    uniemożliwić. Wysoki więzień jest do bólu konsekwentny i pogodzony z losem,
                    oczywiście jego upór zakrawa na szaleństwo, ale w tym szaleństwie jest metoda.
                    Masz rację, że momentami jego postawa jest drażniąca, ale dla mnie nie świadczy
                    ona o jego małości, a wręcz przeciwnie.
                    Stary nawiązuje, w moim odczuciu do teorii egzystencjalizmu z racji całkowitej
                    niechęci do podjęcia wysiłku zmiany swojego życia, bezwolności i poddania się
                    prądom tego życia. I być może, gdyby wysoki więzień nie był obarczony
                    odpowiedzaialnością za kobietę, którą uratował, nie byłby bohaterem tak godnym
                    sympatii. Ja tam go lubię:)
                    Faulkner jest pisarzem hermetycznym, ale jego skomplikowane formy literackie
                    nie są sztuką dla sztuki i mają swoje wewnętrzne pokrycie, którego po
                    przeczytaniu pierwszej połowy Dzikich palm zupełnie jeszcze sobie nie
                    uświadamiałam. Rzeczywiście obie te opowieści w jakiś sposób tłumaczą jedna
                    drugą, aczkolwiek myślę, że osobno też by się obroniły. Dzikie palmy zalatują
                    momentami melodramatem, dlatego początkowo trochę mnie drażniły, ale po
                    przeczytaniu całości, wiem że były to zabiegi zamierzone przez autora. Ogólna
                    ocena wysoka, a jednocześnie od dawna nie czytałam książki tak krytycznie, a
                    przez to głęboko. Dziękuję Ci, chyba po raz kolejny.
                    Na zakończenie odnośnie Marqueza. Jego książki rzeczywiście często poruszają
                    temat miłości, ale tam miłość jest jednym z elementów całości, a nie
                    najważniejszym podmiotem, dlatego mnie to nie drażni:)
                    Pozdrawiam dobranockowo:)
                    • Gość: itek Re: obiecana recenzja, cd:) IP: *.pomorzany.v.pl 02.05.05, 09:41
                      > W moim odczuciu to Wilbourne jest tchórzliwy, bierny, szamoczący się z
                      > przeznaczeniem, niezdolny do podjęcia najważniejszych decyzji,

                      W moim odczuciu Harry nie jest tchorzliwy, ale niekonsekwentny, a ta
                      niekonsekwencja sprawia, ze jest bierny i sie szamoce. Mimo tego, ze odrzuca typ
                      moralnosci reprezentowanej np. przez doktora to jednak ma w zwiazku z tym
                      glebokie poczucie winy, oczekuje kary i ja prowokuje. Jest jednak otwarty na
                      wartosci, czego nie mozna powiedziec o starym wiezniu, ktory jest do bolu
                      konsekewntny w swoim dazeniu, do stabilizacji i bezpieczenstwa, a wszelkie
                      koszty (samograniczenie,szalenstwo,slepota,etc.)sie nie licza.

                      • Gość: daria13 Re: obiecana recenzja, cd:) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 02.05.05, 10:04
                        Hmmm. Muszę to przemyśleć. Co do Harry'ego, to może rzeczywiście powinnam
                        zrewidowć swoje stanowisko, może byłam dla niego za mało wyrozumiała:), ale
                        wysoki więzień nadal jawi mi się raczej w roli heroicznej, a już z pewnością
                        nie konformistycznej. Przemyślę to sobie jeszcze, bo trochę mi teraz
                        namieszałeś:).
                        Tymczasem:)
                        Lekko skonfudowana D.
                        • Gość: itek Re: obiecana recenzja, cd:) IP: *.pomorzany.v.pl 02.05.05, 23:56
                          Jestem naprawde ciekawy Twoich przemyslen:)
                          Co do mnie, to podtrzymuje swoje zdanie na temat wieznia.
                          W miedzyczasie przypomnialem sobie (btw.czytalem to juz jakis czas temu, ale
                          obecnie, dzieki Twojej recenzji dosc intensywnie mysle o tych 2 historiach), ze
                          kluczowym (jednym z kuczowych) tematów (btw.2.ta ksiazka jest dosyc krotka, ale
                          b.gesta,znajduje sie tam wiele tematow do przemyslen) jest tutaj kwestia
                          pamieci, a raczej stosunek do niej dwoch bohaterow, a jeszcze precyzyjnej ich
                          motywy w tym zakresie (tj.stosunku do pamieci).
                          Koncze, bo skleily mi sie oczka :)
                          Pozdrowienia :)
                          • Gość: daria13 Re: obiecana recenzja, cd:) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 03.05.05, 21:54
                            Im więcej myślę o naszych różnicach poglądowych w kwesti odbioru Dzikich palm i
                            Starego, tym bardziej mnie nurtuje czy:
                            a) nie mylą Ci się te opowieści, bo dawno je czytałeś,
                            b) czy mnie nie podpuszczasz.
                            Postawy obydwu bohaterów: Harrego i wysokiego więźnia są jednak w moim odczuciu
                            wyrażnie na nie i na tak. Są tak oczywiste i jednoznaczne, że różnica
                            diametralna w ich odbiorze jawi mi się niemal jak prowokacja. Toż Harry nie
                            dość, że nie umiał walczyć o swoja kobietę i swoje dziecko, a w efekcie braku
                            zdecydowania doprowadził do śmierci obojga, to więzień, nie dość, że bez
                            jakichkolwiek umiejętności, czy doświadczeń, przyjął na świat dziecko, uratował
                            życie kobiecie i zaopiekował się nimi od początku do końca. Był
                            nieprawdopodobnie konsekwentny i odpowiedzialny. Może aż do bólu, ale jednak
                            prawdziwie. Czy wyobrażasz sobie przeciętnego mężczyznę obierającego poród w
                            takich warunkach, w jakich zrobił to bohater Starego, przecinający pępowinę
                            przy pomocy pociętej puszki? Bo ja nie. Dla mnie to jest coś nadzwyczajnego i
                            co by nie powiedzieć heroicznego. Im więcej o nim myślę, tym bardziej go
                            podziwiam.
                            Muszę kończyć, ale jutro postaram się rozwinąć obronę więżnia:)
                            U mnie zanosi się na niezłą burzę, a u Ciebie?
                            Pozdrawiam przedburzowo:))))
                            • Gość: itek Re: obiecana recenzja, cd:) IP: *.pomorzany.v.pl 03.05.05, 23:27
                              > Im więcej myślę o naszych różnicach poglądowych w kwesti odbioru Dzikich palm i
                              >
                              > Starego, tym bardziej mnie nurtuje czy:
                              > a) nie mylą Ci się te opowieści, bo dawno je czytałeś,
                              > b) czy mnie nie podpuszczasz.

                              Nie jest ze mna tak zle :P -nie myla mi sie opowiadanka i nie podpuszczam :)
                              Jesli juz mowisz o podpuszczaniu to wg mnie Mr.Faulkner podpuszcza (robi to
                              b.dyskretnie).
                              Dla mnie (oraz obawiam sie, ze dla Mr.F.) wazniejsze sa motywy dzialania
                              bohaterow, dla Ciebie chyba sama aktywnosc glownych sprawcow, stad moze roznica
                              w odczuciach i ocenie.

                              > Postawy obydwu bohaterów: Harrego i wysokiego więźnia są jednak w moim
                              > odczuciu wyrażnie na nie i na tak.

                              U mnie jest na odwrot, wiezien mnie odstrecza (powody juz podalem-nie liczy sie
                              dla niego wolnosc, sprawiedliwosc, milosc, ale jedynie jego dobre samopoczucie,
                              mozliwe jedynie w warunkach wieziennej stabilizacji (bo to chory gosciu), zycie
                              pozbawione uczuc oraz nadziei), Harry'emu kibicuje (jest oczywiscie
                              niedosokonaly (jak kazdy z nas) i niestety slaby, jednak tkwi w nim pragnienie
                              przemiany swojego zycia, nadania mu wartosci, wzniesienia sie ponad swoje
                              ograniczenia i co tam jeszcze), co w pewien sposob mu sie przeciez udaje.
                              Oczywiscie ponosi kleske, jednak czy to jest kleska ostateczna? To jest pytanie!
                              Stary odnosi sukces. Jednak jest to (wg mnie)zalosny sukces.

                              > Toż Harry nie
                              > dość, że nie umiał walczyć o swoja kobietę i swoje dziecko, a w efekcie braku
                              > zdecydowania doprowadził do śmierci obojga, to więzień, nie dość, że bez
                              > jakichkolwiek umiejętności, czy doświadczeń, przyjął na świat dziecko, > uratował
                              >
                              > życie kobiecie i zaopiekował się nimi od początku do końca. Był
                              > nieprawdopodobnie konsekwentny i odpowiedzialny. Może aż do bólu, ale jednak
                              > prawdziwie. Czy wyobrażasz sobie przeciętnego mężczyznę obierającego poród w
                              > takich warunkach, w jakich zrobił to bohater Starego, przecinający pępowinę
                              > przy pomocy pociętej puszki? Bo ja nie. Dla mnie to jest coś nadzwyczajnego i
                              > co by nie powiedzieć heroicznego. Im więcej o nim myślę, tym bardziej go
                              > podziwiam.

                              Patrzac pod tym katem masz moze i racje, jednak dla mnie wazniejsze sa motywy
                              niz samo dzialanie.

                              Powtorze, ze uwazam, ze bardzo wazny jest (moim zdaniem) obok ich stosunku do
                              wartosci rowniez ich stosunek do pamieci; tutaj znajduje sie wg mnie klucz do
                              wlasciwej oceny ich postepowania.

                              Pozdrawiam:)
                              PS. Burze z piorunami byla wczoraj, dzis jest cisza.

                              • Gość: daria13 Re: obiecana recenzja, cd:) IP: *.medical / *.crowley.pl 04.05.05, 14:56
                                > U mnie jest na odwrot, wiezien mnie odstrecza (powody juz podalem-nie liczy
                                sie
                                > dla niego wolnosc, sprawiedliwosc, milosc, ale jedynie jego dobre
                                samopoczucie,
                                > mozliwe jedynie w warunkach wieziennej stabilizacji (bo to chory gosciu),
                                zycie
                                > pozbawione uczuc oraz nadziei)

                                Zupełnie się z Tobą nie zgadzam, jesteś niezwykle okrutny w ocenie więźnia.
                                A najbardziej niesprawiedliwy jest Twój zarzut, że nie liczy się dla niego
                                sprawiedliwość;) Toż on właśnie w imię sprawiedliwości rezygnuje z wolności. O
                                nieliczeniu się z miłością też trudno tu mówić, bo ewidentnie, od początku
                                wiadomo było, że z uratowaną przez niego kobietą nie połączy go uczucie, nawet
                                nie do końca wiem dlaczego, ale dla mnie było to jakoś oczywiste.
                                Dla mnie więzien jest z pewnością ułomny, ograniczony umysłowo i przez to
                                dziecinnie naiwny i nieprzystosowany. Stąd się bierze jego brak zdecydowania,
                                uległość wobec zrządzeń losu, ogólnie poddanie, ale nie z wygodnictwa, tylko z
                                ograniczenia.On działa instynktownie, dla nas często irracjonalnie, ale
                                jednocześnie umie dokonać wyboru, kiedy od niego zależy los drugiej osoby. To
                                taki prostaczek boży, może godny politowania z punktu widzenia człowieka
                                rozumnego i cywilizowanego, ale na pewno nie konformista. A może jestem w
                                błędzie;)
                                W świetle tego wszystkiego, to właśnie Harry, wykształcony, inteligentny, choć
                                nie błyskotliwy, powinien bardziej odpowiadać za siebie i za kobietę, która w
                                końcu oddała się jego opiece, porzucając dla niego wszystko. Piszesz o
                                motywach; dobrymi intencjami piekło jest wybrukowane (czy jakoś tak;).
                                Być może idziesz dobrym tropem, próbując rozważyć ich stosunek do pamięci. Oni
                                obydwaj jakby nie mieli pamięci,dla mnie są jakby ludźmi bez przeszłości, Harry
                                przez swój brak umiejętności jakiegokolwiek angażowania się uczuciowego, do
                                momentu poznania Charlotte, więzień chyba przez to, że nie zdążył tak naprawdę
                                osiągnąć dojrzałości, nabrać doświadczeń życiowych innych niż w rzeczywistości
                                więziennej. I znowu jakby usprawiedliwia to więźnia a nie Harrego. To prawda,
                                że miłość do Charlotte obudziła w nim pragnienia przemiany życia, nadania mu
                                wartości, tylko dlaczego jest przy tym wciąż taki bierny i niezdecydowany.Jego
                                heroizm, z jakim odrzuca oferowaną przez męża Charlotte pomoc, też jakby
                                niczemu nie służy i też zwalnia go z dalszego decydowania o sobie. Dla mnie
                                Harry jest jakoś mimo wszystko nijaki i jego wielka, romantyczna miłość też
                                taka nijaka jest.Choć może skądinąd nie było nikogo, kto mógł go wcześniej
                                nauczyć odczuwania, ale świat pełen jest ludzi niekochanych w dzieciństwie,
                                którzy wyrośli na pełnokrwistych i pełnowartościowych osobników. Sama już nie
                                wiem;(
                                Podejrzewam, a właściwie jestem pewna, że Faulkner celowo tak skonstruował
                                swoich bohaterów, żebyśmy się tak męczyli, próbując ich rozgryźć, a być może
                                nie jest w ogóle możliwe jednoznacznie i jasno potępić lub usprawiedliwić
                                jednego lub drugiego. I o to właśnie chodzi:))))
                                Przydałaby się jeszcze jakaś postronna i obiektywna ocena osoby trzeciej, ale
                                nikt z moich znajomych nie czytał tych akurat powieści, a z naszymi problemami
                                interpretacyjnymi najwyraźniej zostaliśmy w tym wątku sami:)))
                                Pozdrawiam w strugach ulewnego deszczu:)))
                                • Gość: itek Re: obiecana recenzja, cd:) IP: *.pomorzany.v.pl 04.05.05, 22:02
                                  > jesteś niezwykle okrutny w ocenie więźnia.

                                  Staram sie stosowac jedynie rowna miare w ocenie obydwu skazanych. Twoja obrona
                                  wieznia ze Starego sprowadza sie dla mnie do stwierdzenia, ze nie mozemy od
                                  niego zbyt wiele wymagac, bowiem jest to czlowiek ograniczony, postepujacy
                                  instynktownie. Ten argument jest dosyc fatalny, bo wlasciwie zamyka dyskusje.

                                  > A najbardziej niesprawiedliwy jest Twój zarzut, że nie liczy się dla niego
                                  > sprawiedliwość;) Toż on właśnie w imię sprawiedliwości rezygnuje z wolności.

                                  On sprawiedliwosc ma w d...uzym powazaniu- dlatego bedzie siedzial kolejne 10
                                  lat, a co mu tam, wygodnie mu, bo przyzwyczail sie, dla niego to wszystko jedno
                                  ile bedzie siedzial.

                                  > ewidentnie, od początku
                                  > wiadomo było, że z uratowaną przez niego kobietą nie połączy go uczucie, nawet
                                  > nie do końca wiem dlaczego, ale dla mnie było to jakoś oczywiste.

                                  Mnie intryguje natomiast to pytanie, dlaczego? Mam taka odpowiedz, to byloby dla
                                  niego niewygodne, moglby stracic swoja mala stabilizacje i absurdalny komfort.

                                  > umie dokonać wyboru, kiedy od niego zależy los drugiej osoby.

                                  Nie chce zaangazowac sie emocjonalnie, to mu sie nie oplaca.

                                  > Oni
                                  > obydwaj jakby nie mieli pamięci

                                  Alez nie.
                                  Jednakze tutaj jest istotna roznica pomiedzy wiezniami.
                                  Harry bedzie wspominal przeszlosc z Szarlotka i bedzie heroicznie nieszczesliwy,
                                  w imie swojej milosci. Pamiec go w jakis sposob oczyszcza.
                                  Wiezien natomiast bedzie obwinial swoja dziewczyne o to, ze zrealizowal swoj
                                  obledny plan i wpakowal sie do wiezienia oraz bedzie obwinial wszystkie kobiety,
                                  ze sa okrutne (i wychodza za maz za innych). Ostatni, pogardliwy okrzyk jest
                                  symptomatyczny. Pamiec go pograza. Jest zalosny.

                                  Pozdrawiam :)
                                  • Gość: daria13 Re: obiecana recenzja, cd:) IP: *.medical / *.crowley.pl 05.05.05, 13:19
                                    Dobrze, kolejne przemyślenia. Zmusiłeś mnie do przyjrzenia się Harremu i
                                    dlatego przeczytałam raz jeszcze informacje dotyczące jego przeszłości sprzed
                                    Charlotte. I rzeczywiście muszę przyznać, że jego wczesna młodość jawi się tak
                                    nieszczęśliwie i jałowo, że zaczynam rozumieć dlaczego tak bez reszty oddał się
                                    nieszczęsnej miłości do nie mniej nieszczęsnej Charlotte. On po prostu miał
                                    pecha, że trafił na niezrównoważoną emocjonalnie kobietę, bo za taką mam
                                    Charlotte.Zbyt trudne i wymagające uczucie spadło na człowieka całkowicie
                                    pozbawionego doświadczeń, więc to może moja ocena jego postępowania jest zbyt
                                    okrutna.
                                    Co do więźnia, mam do Ciebie pytanie: dlaczego on tak obsesyjnie pilnował łodzi?
                                    Ja mam swoją koncepcję, ale interesuje mnie Twoja.
                                    Ostatnie zdanie ze Starego to jednakowoż nie pogardliwy okrzyk:
                                    - Kobiety - powiedział wysoki więzień.
                                    Można to interpretować na wiele sposobów.
                                    Swoją drogą intryguje mnie, dlaczego on jest bezimienny. Czy to tylko maniera
                                    pisarska, czy może coś więcej.
                                    I jeszcze rzecz, która mnie niezwykle frapuje: czy tak diametralna różnica w
                                    interpretacji tych powieści wynika z zamierzonej przez Faulknera komplikacji
                                    charakterów głównych bohaterów i ich losów, czy może ze znacznej różnicy
                                    naszych (Twojego i mojego, znaczy;)charakterów i postaw, hmmmm:)
                                    Pozdrawiam:)
                                    • sutekh1 Re: obiecana recenzja, cd:) 05.05.05, 13:30
                                      niestety czytanie książki a pisanie książki to przepaść różnicy.
                                    • Gość: itek Re: obiecana recenzja, cd:) IP: *.wi.tuniv.szczecin.pl 05.05.05, 14:15
                                      Teraz mam malo czasu wiec nt. oczywistosci:

                                      > Ostatnie zdanie ze Starego to jednakowoż nie pogardliwy okrzyk:
                                      > - Kobiety - powiedział wysoki więzień.
                                      > Można to interpretować na wiele sposobów.

                                      U Faulknera mamy:
                                      "Women, shit," the tall convict said.

                                      Jest w tym duzo pogardy, chyba sie zgodzisz? Inaczej ta scena wg mnie w ogole
                                      nie ma sensu.

                                      Pozdrawiam
                                      • Gość: daria13 Re: obiecana recenzja, cd:) IP: *.medical / *.crowley.pl 05.05.05, 16:00
                                        To diametralnie zmienia cały kontekst. Ja czytałam tłumaczenie pani Kaliny
                                        Wojciechowskiej i niewykluczone, że jako kobieta postanowiła ominąć to małe
                                        słówko:)))
                                        To kategorycznie namieszało mi teraz w głowie; jak jedno słowo może zmienić
                                        wymowę sceny, a może nawet całej powieści. Zakończenie w moim tłumaczeniu było
                                        dla mnie mało znaczące, teraz widzę, że może ominęłam bardzo ważny wątek.
                                        Dla mnie od początku wątek kobiecy w Starym był jednak drugoplanowy. Weź pod
                                        uwagę, że więzień od początku złożeczył pismakom, których wskazówkom uwierzył
                                        przy planowaniu napadu na pociąg.Wątek z niedoszłą narzeczoną też w moim
                                        odczuciu był bardzo marginalny, autor poświęcił mu bodajże pół strony, no może
                                        jedną. Myślę, że te niektóre moje problemy interpretacyjne mogą też wynikać z
                                        nieznajomości stylu Fauknera, który czasami najważniejsze informacje umieszcza
                                        właśnie tak niby na marginesie. Spotykam się z tym po raz pierwszy i jeszcze
                                        trudno mi się z tym pogodzić:).
                                        Dawno już żadna książka nie zabiła mi takiego ćwieka, choć to po części też
                                        trochę Twoja wina;). Muszę się przyznać, że mi się to nawet bardzo podoba.
                                        Pozdrowienia pochumrne i zimne (to odnośnie, rzecz jasna, pogody na zewnątrz:)))
                                    • Gość: itek Re: obiecana recenzja, cd:) IP: *.pomorzany.v.pl 05.05.05, 19:34
                                      > On po prostu miał
                                      > pecha, że trafił na niezrównoważoną emocjonalnie kobietę, bo za taką mam
                                      > Charlotte.

                                      Szarlotka po prostu ma silniejsza osobowosc niz Harry i dominuje w ich zwiazku
                                      przeforsowujac swoje poglady na milosc- "Love and suffering are the same thing,
                                      and that the value of love is the sum of what you have to pay for it and any
                                      time you get it cheap you have cheated yourself." (Tak przeciez mowi do Harrego).
                                      Nie jestem pewien czy mamy tu do czynienia z niezrownowazeniem emocjonalnym.
                                      Zaintrygowalas mnie tym stwierdzeniem :)), jestem zatem ciekawy jak oceniasz
                                      kobiete ze Starego (ciekawe czy Twoj poglad jest rownie zdecydowany ?).

                                      > Co do więźnia, mam do Ciebie pytanie: dlaczego on tak obsesyjnie pilnował łodzi?

                                      Musze sie troche nad tym zastanowic, zeby uzasadnic swoj poglad. Wrocimy do
                                      tego, dobrze?

                                      > Swoją drogą intryguje mnie, dlaczego on jest bezimienny. Czy to tylko maniera
                                      > pisarska, czy może coś więcej.

                                      To ma znaczenie, Faulkner jest pod tym wzgledem (ale nie tylko) podobny do
                                      Dostojewskiego. Wydaje mi sie, ze on (tj.wiezien ze Starego) ma po prostu
                                      rozmaite braki :) (jednym z nich jest brak nazwiska). Ma takze niewatpliwie
                                      znaczenie nazwisko Harrego- Willbourne (bliskie- will born).

                                      > czy tak diametralna różnica w
                                      > interpretacji tych powieści wynika z zamierzonej przez Faulknera komplikacji
                                      > charakterów głównych bohaterów i ich losów, czy może ze znacznej różnicy
                                      > naszych (Twojego i mojego, znaczy;)charakterów

                                      Wydaje mi sie, ze Faulkner nie zamierza niepotrzebnie komplikowac swoich
                                      opowiesci, daje przeciez nam trop w postaci splecionytch ze soba 2 opowiesci,
                                      dzieki czemu mozemy glebiej przyjrzec sie bohaterom (na zasadzie luster: Harry
                                      jest lustrem dla wieznia i vice versa) i wlasnie z uwagi na glebokosc wejrzenia
                                      Faulknera zarysowaly sie u nas roznice w odbiorze.
                                      A swoja droga charaktery pewnie mamy rozne :)
                                      Pozdrawiam:)
                                      Sloneczko swieci, ale nie grzeje-dziwna rzecz :)

                                      • Gość: daria13 Re: obiecana recenzja, cd:) IP: *.medical / *.crowley.pl 06.05.05, 14:35
                                        O kobiecie ze Starego nie da się właściwie nic powiedzieć, bo autor nie dał
                                        nam prawie żadnych informacji o niej, ani o jej charakterze, myślę, że
                                        dlatego, iż te informacje nie są w tym przypadku potrzebne. Ona zaistniała
                                        wyłącznie po to, żeby więzień mógł się wykazać heroizmem i odpowiedzialnością.
                                        Kobieta jest całkowicie bezbronna, bezwolna i zdana na jego łaskę, której on
                                        jej nie odmawia.
                                        Próbując odnaleźć jakąkolwiek informacje o kobiecie znalazłam fragment, w
                                        którym po raz pierwszy pada pytanie, dlaczego więzień nie chce uciekać:
                                        "Ale przede wszystkim myślał o swoim charakterze (dwa lata temu proponowano mu
                                        objęcie funkcji grupowego. NIe potrzebowałby już orac ani karmić bydla, tylko
                                        chodziłby za tymi, którzy to robią, z nabitą strzelbą. Odmówił. "Wolę zostać
                                        przy pługu - powiedział bez najmniejszej zgryźliwości. - Już raz próbowałem
                                        użyć karabinu, o jeden raz za dużo"), o swoim dobrym imnieniu,
                                        odpowiedzialności, nie tylko wobec tych, którzy byli za niego odpowiedzialni,
                                        ale wobec samego siebie, o własnym honorze, który wymagał zrobienia tego, czego
                                        od niego żądano, o dumie, że potrafi to zrobić bez względu na trudności".
                                        Myślę, że ten fragment świadczy o nieco innych motywach więźnia niż wygodnictwo
                                        i konformizm. Co Ty na to?
                                        Pamiętam też jego upór przy tym, żeby nikogo o nic nie pytać, bo to równałoby
                                        się proszeniu o pomoc, a w jego mniemaniu o pomoc się nie prosi, można ją
                                        przyjąć z wdzięcznością, jeśli ktoś ją okaże, ale nigdy nie prosić. To postawa
                                        mało praktyczna, ale w moim odczuciu bardzo męska i imponująca.
                                        Choć rzeczywiście jego stosunek do kobiet pozostawia wiele do życzenia.

                                        Pozdrawiam wciąż czekając na słońce, choćby nawet nie grzało, ale niech
                                        wreszcie zaświeci:)
                                        • Gość: itek Re: obiecana recenzja, cd:) IP: *.wi.tuniv.szczecin.pl 06.05.05, 16:43
                                          Powyzszy fragment wlasnie swiadczy (wg mnie) o jego wygodnictwie. To czlowiek,
                                          ktory nie chce wybierac (funkcja grupowego wiazalaby sie z koniecznoscia
                                          dokonywania wyboru), bo pewnie ma swiadomosc, ze to bedzie go cos kosztowac,
                                          chce natomiast sluchac (i jest z tego na dobitke dumny), bo to go mniej kosztuje
                                          (a moze nawet nic nie kosztuje).

                                          Za oknem pada nie pada pada nie pada pada nie...
                                          Zupelne wariactwo :)

                                          • Gość: daria13 Re: obiecana recenzja, cd:) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 06.05.05, 19:15
                                            Nie, nie, nie!!! przytoczyłam chyba najlepszy fragment popierający moją
                                            interpretację, a Ty wybrałeś z niego jedno zdanie, które przeinacza i wypacza
                                            całą wymowę tej sceny! On nie chciał przyjąć funkcji, ponieważ był skromny,
                                            niepewny siebie, zżyty ze współwięźniami. Nie chciał nikim dowodzić, ani się
                                            wywyższac. To człowiek totalnie skromny i uczciwy. I właśnie głównie o jego
                                            uczciwości mówi ten fragment. Jak możesz tego nie widzieć?
                                            Ok. poniosło mnie trochę, sorry:) Muszę w takim razie rozszerzyć ten fragment o
                                            jego początek, choć myślałam, że tyle wystarczy:):
                                            "Myślał o tym, co było jego domem, w którym żył prawie od dzieciństwa, o
                                            kolegach do których przywykł i którzy przywykli do niego, o miłych sercu polach
                                            i do pracy, którą nauczył się dobrze wykonywać, o mułach, których charaktery
                                            znał i szanował, tak jak znał i szanował pewnych ludzi (...)".
                                            Najbardziej go lubię za te muły:).
                                            Cały poprzednio przeze mnie cytowany fragment świadczy o jego niemal
                                            patologicznej uczciwości. Gdybyś pominął kawałek o propozycji grupowego (który,
                                            moim zdaniem bardzo błędnie zinterpretowałeś, wybacz;), czy nie tak należałoby
                                            spojrzeć na ten fragment?
                                            U mnie konstans; zimno i pochmurno, jednym słowem do bani;(
                                            Pozdrowienia:)
                                            • Gość: itek Re: obiecana recenzja, cd:) IP: *.pomorzany.v.pl 06.05.05, 19:59
                                              On ma cos z tego mula, pewnie wsrod mulow czulby sie lepiej niz wsrod ludzi.
                                              Gdyby byl mulem bylby pewnie uczciwym mulem :), ale jest czlowiekiem, zatem
                                              konformista uciekajacym od decyzji.


                                        • Gość: itek Re: obiecana recenzja, cd:) IP: *.pomorzany.v.pl 06.05.05, 18:01
                                          > O kobiecie ze Starego nie da się właściwie nic powiedzieć, bo autor nie dał
                                          > nam prawie żadnych informacji o niej, ani o jej charakterze,

                                          O tej kobiecie ze Starego da sie jednak cos powiedziec, ona dowodzi wiezniem
                                          (wiezien caly czas wykonuje jej rozkazy) i jest od niego na pewno
                                          inteligentniejsza i trzezwiejsza. Pomiedzy nimi jednak

                                          > Pamiętam też jego upór przy tym, żeby nikogo o nic nie pytać, bo to równałoby
                                          > się proszeniu o pomoc, a w jego mniemaniu o pomoc się nie prosi, można ją
                                          > przyjąć z wdzięcznością, jeśli ktoś ją okaże, ale nigdy nie prosić. To postawa
                                          > mało praktyczna, ale w moim odczuciu bardzo męska i imponująca.

                                          Postawa, w ktorej potrzebujacy pomocy nie prosi o pomoc jest glupia, a nie
                                          meska. To jest dewiacja meskiej postawy, ktora ma miejsce wowczas, gdy mozemy
                                          (lub mamy realne przeslanki) poradzic sobie sami i nie wzywamy zbytecznie
                                          pomocy. Czy uznasz za postawe godna mezczyzny sytuacje w ktorej weze ukasilyby
                                          wieznia (mogloby sie tak przeciez stac; co ciekawe bylo mu to obojetne- czy w
                                          tym momencie tez jest wg Ciebie meski, czy moze glupi?), a on nie szukalby
                                          pomocy i zginal marnie. A swoja droga ciekawa jest ta scena na wyspie pelnej
                                          wezy-symboliczna, no nie? Jak ja wytlumaczysz?

                                          Pozdrawiam


                                          • braineater Itek 06.05.05, 19:00
                                            jak na człowieka cokolwiek znudzonego literaturą, to nader kreatywnie sie
                                            nudzisz:)
                                            Pozdrowienia:)
                                          • Gość: daria13 Re: obiecana recenzja, cd:) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 06.05.05, 19:27
                                            W którym momencie kobieta dowodzi więźniem? Ja sobie nie przypominam.
                                            >Pomiedzy nimi jednak..
                                            Coś Ci chyba urwało w poprzednim poście:))))A tak się ciekawie zaczynało.
                                            Polecam się:)
                                            Co do postawy zakładającej nieproszenie o pomoc, to napisałam, że jest ona
                                            niepraktyczna, a nawet nie bójmy się użyć tego słowa, głupia (bo więzień jest
                                            głupi, już o tym wcześniej pisałam)ale jednak jakoś tak honorowa, w tym nieco
                                            wiejskim, a właściwie chłopskim, tego słowa znaczeniu. I jednak w moim odczuciu
                                            świadcząca o jego twardym charakterze. Mentalność głupia, ale honorowa.
                                            Scenę z wężami muszę sobie przemyśleć, tak jak Ty musiałeś sobie przemyśleć
                                            kwestię łódki, a którymi to przemyśleniami nie byłeś jeszcze łaskaw się
                                            podzielić, bo chyba nie chodzi o to, że nic jeszcze nie wymyśliłeś:)))))))
                                            Pozdrawiam zmierzchem majowym:)
                                            • Gość: itek Re: obiecana recenzja, cd:) IP: *.pomorzany.v.pl 06.05.05, 19:52
                                              1.Kobieta mowi mu co ma robic, bo jest trzezwiejsza, a on bez szemrania wykonuje
                                              jej polecenia, bo jest glupi (jesli chodzi o porod, ale nie tylko). Tak to widze.
                                              2.Urwalo sie przypadkowo. Chodzilo mi o to, ze on marzy o kobiecie (przyznaje
                                              sie przeciez w ktoryms miejscu, ze 10 lat bez kobiety to dla niego problem :)),
                                              ale o ironio losu, ona za chwile bedzie rodzic i wielka lipa, jego marzenia sa
                                              nie spelnia.
                                              3. Nie mam niestety zadawalajacej interpretacji kurczowego trzymania sie lodki
                                              przez wieznia, ale wydaje mi sie, ze on na niej przezyl cos, czego nie chce
                                              utracic (cos w zwiazku z kobieta), a tak sie stanie (zapomni) jesli straci te lodke.
                                              Czekam na Twoj komentarz :)

                                              Pozdrawiam
                                              • Gość: daria13 Re: obiecana recenzja, cd:) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 06.05.05, 20:20
                                                1. Kobieta instruuje go tylko w kwestii porodu, bo trudno żeby facet, który
                                                zatrzymał się na etapie nie do końca rozwinietego dziewiętnastolatka umiał
                                                sobie sam z siebie poradzić w takiej sytuacji. Powiem więcej, prawdopodobnie
                                                żaden facet nie umiałby sobie poradzić w takiej sytuacji i w takich warunkach:)
                                                2. Każdy, w miarę normalny mężczyzna pragnie kobiety po długiej przerwie, więc
                                                trochę trudno winić go za odrobinę rozczarowania, jaką niesie ze sobą jej
                                                stan:)))
                                                3. Więzień trzyma się kurczowo łódki, bo jest obsesyjnie uczciwy. Porzucenie,
                                                czy utrata łódki obciążyłaby jego konto, była to własność państwowa, za którą
                                                czuł się odpowiedzialny, bo została powierzona jego opiece. Była w jakimś
                                                sensie jego gwarancją, że nie zostanie posądzony o ucieczkę i przywłaszczenie
                                                sobie czyjejś własności,była też łącznikiem wiążącym go z jego życiem, takim do
                                                jakiego przywykł i jakie, nie bójmy się użyć tego słowa, pokochał, hough!!!!
                                                (jak to właściwie mówili Indianie?).
                                                Pozdrawiam:)
                                                • Gość: daria13 Re: obiecana recenzja, cd:) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 06.05.05, 21:02
                                                  Aha, jeśli idziemy tropem zwierciadlanych odbić,to łódka jest odbiciem
                                                  znalezionego przez Harrego portfela, jak sądzę:)
                                                  Jeszcze nie miałam niestety czasu przemyśleć węży, ale zrobię to na pewno.
                                                  Tymczasem:)
                                                • Gość: itek Re: obiecana recenzja, cd:) IP: *.pomorzany.v.pl 06.05.05, 21:51
                                                  1.Kobieta instruuje go nie tylko w kwestii porodu (np. mowi mu co ma zrobic,
                                                  zeby mogla zejsc z drzewa, on nie podejmuje sam zadnej decyzji).
                                                  3.To co nazywasz uczciwoscia moze byc przeze mnie jedynie nazwane unikaniem
                                                  klopotow, unikaniem nieprzyjemnosci. Idac Twoim sladem moglbym powiedziec, ze
                                                  wiezien nie chce miec nieprzyjemnosci w zwiazku z przywlaszczeniem lodki (w tym
                                                  rowniez przejawia sie jego choroba).

                                                  Pozdrawiam
                                                  • Gość: daria13 Re: obiecana recenzja, cd:) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.05.05, 12:21
                                                    > 3.To co nazywasz uczciwoscia moze byc przeze mnie jedynie nazwane unikaniem
                                                    > klopotow, unikaniem nieprzyjemnosci. Idac Twoim sladem moglbym powiedziec, ze
                                                    > wiezien nie chce miec nieprzyjemnosci w zwiazku z przywlaszczeniem lodki (w
                                                    tym
                                                    > rowniez przejawia sie jego choroba).
                                                    Przepraszam, ale jaka choroba? Dla Ciebie przecież jest on wygodnickim
                                                    konformistą, a moja interpretacja jego zachowań polegająca na przypisaniu mu
                                                    ograniczeń umysłowych była dla Ciebie pójściem na łatwiznyę, uproszczeniem i
                                                    zamykała dalszą dyskusję:)O jakiej więc myślisz chorobie?
                                                    Jesteś strasznie uparty;) Nie znam prozy Faulknera, ale odnoszę wrażenie, że
                                                    facet jednak pisał książki bardziej w nurcie męskim, niż na przykład
                                                    romansowym. Myślę więc, że bliższy jemu jest mężczyzna zabijający krokodyle
                                                    gołymi rękami niż rozlazły, nieszczęsny i bierny Harry, nie sądzisz?
                                                    Harry szamocze się z przeznaczeniem, a więzień cały czas za nim podąża (znaczy
                                                    za swoim przeznaczeniem;), za życiem, które sobie wybrał i w którym się
                                                    odnalazł, choćby nam wydawało się ono absurdalne, dla niego takie nie jest.
                                                    Uważam, że właśnie motyw portfel-łódka jest koronnym dowodem na stosunek autora
                                                    do swoich bohaterów. I tu powstaje w naszej dyskusji podstawowe pytanie, czy my
                                                    rozważamy problem : co poeta miał na myśli pisząc te słowa, czyli jaki był
                                                    stosunek Faulknera do swoich bohaterów, czy o to, jaki jest nasz stosunek do
                                                    nich?
                                                    U mnie kolejny dzień pochmurny i deszczowy, zaczynam mieć tego powoli
                                                    serdecznie dosyć, jedyna pociecha, że jest roślinność wciąż bujnienje:)
                                                    Pozdrawiam zielono:)
                                                  • Gość: itek Re: obiecana recenzja, cd:) IP: *.pomorzany.v.pl 07.05.05, 21:54
                                                    Nie moge przyjac Twojej koncepcji- uczciwosci wieznia. Chce on "uczciwie pozbyc
                                                    sie kobiety". Czy nie sadzisz, ze brzmi to nonsensownie w danym przypadku-
                                                    uczciwe pozbycie sie. Zauwaz, ze nigdzie nie ma mowy o uratowaniu jej, tego on
                                                    nie zamierza zrobic, ale wylacznie pozbyc sie (zgodnie z zasada jego
                                                    postepowania- zrobic wszystko, zeby nie miec klopotow). Nie ma tutaj miejsca na
                                                    takie cos jak odpowiedzialnosc wieznia, ktora jest (w moim przekonaniu)
                                                    warunkiem koniecznym uczciwosci wzgledem drugiej osoby oraz wzgledem siebie samego.

                                                    > Nie znam prozy Faulknera, ale odnoszę wrażenie, że
                                                    > facet jednak pisał książki bardziej w nurcie męskim, niż na przykład
                                                    > romansowym. Myślę więc, że bliższy jemu jest mężczyzna zabijający krokodyle
                                                    > gołymi rękami niż rozlazły, nieszczęsny i bierny Harry, nie sądzisz?

                                                    Ja mam odczucie, ze sympatia autora jest po stronie Harrego- zwroc uwage na
                                                    final obydwu opowiesci- to wg mnie jest koronny dowod, a nie problem lodki
                                                    portfela. Proza Faulknera to wg mnie ani proza meska, ani romansowa, ale
                                                    egzystencjalna,a takie (meska,romansowa) okreslenia nie maja wg mnie w tym
                                                    przypadku sensu (podobnie jak np. w przypadku Daostojewskiego). Proza meska to
                                                    Celine,Hemingway,Bukowski,etc.Romansowa to chyba harlequiny, ale nie mialem
                                                    przyjemnosci :)))

                                                    > I tu powstaje w naszej dyskusji podstawowe pytanie, czy my
                                                    >
                                                    > rozważamy problem : co poeta miał na myśli pisząc te słowa, czyli jaki był
                                                    > stosunek Faulknera do swoich bohaterów, czy o to, jaki jest nasz stosunek do
                                                    > nich?

                                                    W przypadku ksiazek z tzw.gornej polki oprocz wlasnego osobistego stosunku do
                                                    bohaterow, ktory doprecyzowuje sie m.in. w wyniku dyskusji na tym forum :) wazny
                                                    jest dla mnie takze stosunek autorski.

                                                    Pozdrawiam podwieczornie :)
                                                  • Gość: daria13 Re: obiecana recenzja, cd:) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 08.05.05, 18:35
                                                    Według mojej interpretacji postawy więźnia, to że jak to nazywasz "chciał się
                                                    pozbyć kobiety" jest właśnie miarą jego odpowiedzialności. Jak on,
                                                    więzień,uznany za uciekiniera, bez zadnych widoków na przyszłość miałby zająć
                                                    się kobietą, ale właściwie on to robi, ratuje ją, obiera jej dziecko, a potem
                                                    przez wiele tygodni zapewnia jej byt, ciężko o to walcząc. Czy uważasz, że
                                                    miałby prawo nie chcieć się jej pozbywać, cały czas dążąc do powrotu do
                                                    więzienia?
                                                    Taki właśnie jest Harry; jedynym rozwiązaniem, aby zapewnić Charlotte
                                                    egzystencję jest przywłaszczenie sobie portfela, później, kiedy traci pracę,
                                                    zamiast aktywnie poszukiwać innej, przesiaduje na ławce w parku. Tej postawie
                                                    przeciwstawia Faulkner sposób zarobkowania więżnia: walkę i zdobywanie skór
                                                    krokodyli, jak i wszystkie ciężkie prace, których się ima po drodze.
                                                    Jeśli nie przekonał Cię fragment, który wcześniej umieściłam o ogromnym
                                                    poczuciu uczciwości więźnia i jego umiłowaniu życia, jakie prowadził na
                                                    więziennej farmie (troche chore, to fakt), jeśli nie przekonał Cię motyw łódki,
                                                    to ja doprawdy nie wiem, co mogłoby Cię jeszcze przekonać.
                                                    Czy nie współczułeś więźniowi, kiedy jego kruchą równowagę i szansę na nowe
                                                    życie, kiedy pierwszy raz miał okazję pracować i zarabiać pieniądze, co go tak
                                                    cieszyło, zburzyło wysadzenie tamy? Czy nie byłeś wtedy po jego stronie, bo ja
                                                    bardzo.
                                                    Jesteś bardzo trudnym i upartym przeciwnikiem, ale może nie powinnam się
                                                    dziwić, bo jeśli kiedyś odebrałaeś tę książkę w taki a nie inny sposób, to
                                                    bardzo trudno byłoby Ci się teraz przestawić, ale ja im dłużej o tym myślę, tym
                                                    bardziej utwierdzam się w przekonaniu, że Faulkner i ja jesteśmy jednak
                                                    bardziej po stronie więźnia, który nota bene, też pozostawia wiele do życzenia,
                                                    nie powiem.
                                                    A tak przy okazji, nie odpowiedziałeś na pytanie, o jakiej myślałeś chorobie u
                                                    więźnia, a ja niestety kapituluję, jeśli chodzi o symbolikę węży na wyspie.
                                                    Byłabym wdzięczna za oświecenie:)
                                                    Musiałam dzisiaj napalić w kominku, bo było pioruńsko zimno;( Czy u Ciebie też
                                                    tak jest?
                                                    Pozdrawiam mimo wszystko ciepło:)
                                                  • Gość: itek Re: obiecana recenzja, cd:) IP: *.pomorzany.v.pl 08.05.05, 21:02
                                                    > to że jak to nazywasz "chciał się
                                                    > pozbyć kobiety"

                                                    Slowa "uczciwie chciał sie pobyc kobiety" sa nie moje, ale Faulknera. Zwrocilem
                                                    juz raz uwage na roznice pomiedzy pozbyciem sie kobiety i jej uratowaniem, ale
                                                    jak widze nie bylem przekonywujacy, moze dlatego, ze dla mnie jest oczywistoscia
                                                    gleboko niemoralna postawa wieznia i oczywiscie bardzo niemeska.

                                                    > Taki właśnie jest Harry; jedynym rozwiązaniem, aby zapewnić Charlotte
                                                    > egzystencję jest przywłaszczenie sobie portfela, później, kiedy traci pracę,
                                                    > zamiast aktywnie poszukiwać innej, przesiaduje na ławce w parku.

                                                    > A tak przy okazji, nie odpowiedziałeś na pytanie, o jakiej myślałeś chorobie u
                                                    > więźnia

                                                    > im dłużej o tym myślę, tym
                                                    >
                                                    > bardziej utwierdzam się w przekonaniu, że Faulkner i ja jesteśmy jednak
                                                    > bardziej po stronie więźnia

                                                    Harry nie jest doskonaly, ale potrafi to co nie potrafi wiezien- zdac sobie
                                                    sprawy ze swojej malosci, pamietac o kobiecie, wybierajac smutek, a nie nicosc
                                                    (to jest domena wieznia- jego choroba- wybor nicosci i optymistyczne poczucie,
                                                    ze jest sie cool, a inni sa beee-doskonaly gosciu we wlasnych oczach) i za to go
                                                    potrafie szanowac, a wiezien jest dla mnie jedynie zalosny.
                                                    Dla mnie jest oczywistoscia, ze Faulkner sympatyzuje z Harrym- wynika to dla
                                                    mnie z tekstu opowiesci.Przekonuja mnie o tym koncowe sceny obu opowiesci oraz
                                                    sam tytul: The Wild Palms :If I Forget Thee, Jerusalem (to po dwukropku to
                                                    fragment psalmu 137, ktory mowi, ze dzien zniszczenia Jerozolimy (w powiesci-
                                                    smierc Szarlotki) byl szczesliwym dniem, gdyz prowadzil do nawrocenia). Nie
                                                    umiem juz tlumaczyc jasniej :)

                                                    > ja niestety kapituluję, jeśli chodzi o symbolikę węży na wyspie.
                                                    Ma to np. na pewno odniesienie biblijne-poczatek czlowieka i waz.

                                                    Dzisiaj probowalem wycieczki rowerowej, ale odpuscilem, co jest prawdziwym
                                                    ewenementem (wietrzysko probowalo zdmuchnac mnie z siodelka).
                                                    Pozdrawiam
                                                  • daria13 Re: obiecana recenzja, cd:) 09.05.05, 14:53
                                                    Harry wybrał smutek, bo on taki właśnie smutas był.Wybrał smutek wspomnienia,
                                                    bo to była jedyna rzecz w życiu, jaka mu się naprawdę przytrafiła, ale on to
                                                    nie bójmy się tego słowa spie..., to jak nie miał być smutny. Oczywiście
                                                    trywializuję, ale ta jego szamotanina, to ciągłe ocieranie się o sedno i
                                                    niemozność uchwycenia go mnie jakoś irytowało. Więzień, mimo, że w pojęciu
                                                    cywilizowanego człowieka niemądrze, wybrał coś konkretnego, prawdziwego,
                                                    wiedział czego chce i dażył do tego z uporem maniaka, ale był konsekwentny.
                                                    Przemyślałam zakończenie Starego i zastanawiam się nad (tylko się nie śmiej;)
                                                    przecinkiem. Może to nie było obraźliwie o kobietach, tylko z żalem; może on
                                                    pomyślał: no dobra jestem tam gdzie lubię być i dokąd dążyłem, ale zapomniałem,
                                                    że jednak będzie mi brakowało kobiet. Gdyby chodziło o to, że kobiety to gó..,
                                                    to powiedziłby: Women - shit, a nie refleksyjnie :women, shit. Powiedz to sobie
                                                    głośno robiąc pauzę:)))))))))
                                                    Interpretacja wyspy z wężami jakoś zupełnie dla mnie jest niezrozumiała, albo
                                                    trochę pojechałes, albo może spróbuj dokładniej mi wyjaśnić, bo nie wiem, co
                                                    właściwie miałes na myśli, sorry;)
                                                    Swoją drogą, zastanawiam się nad tym, że nasza odmienna interpretacja jest
                                                    jakaś dziwna; Ty -mężczyzna bronisz miękkiego i słabego Harrego, a ja- kobieta
                                                    bronię przygłupiego siłacza. To tym bardziej dziwne, że w życiu prywatnym wcale
                                                    tacy mnie nie pociągają;) A może podświadomie;) Ja w więźniu cały czas wyczuwam
                                                    jakąś taka bardzo chropowatą, chamską, ale jednak dobroć. Hmm, bardzo to
                                                    wszystko intrygujące i KONTROWERSYJNE:))))))))
                                                    Pozdrawiam ciepło, żeby ogrzać trochę ten zimny i wietrzny dzień:)
                                                  • Gość: itek Re: obiecana recenzja, cd:) IP: *.pomorzany.v.pl 09.05.05, 17:32
                                                    > Harry wybrał smutek, bo on taki właśnie smutas był.

                                                    Twoje slowa swiadcza, ze w ogole nie dostrzegasz przemiany Harrego.Bardzo
                                                    prosze, nie obraz sie, ale mam wrazenie,ze rozmawiam ze slepym o kolorach.

                                                    > Przemyślałam zakończenie Starego i zastanawiam się nad (tylko się nie śmiej;)
                                                    > przecinkiem. Może to nie było obraźliwie o kobietach, tylko z żalem; może on
                                                    > pomyślał: no dobra jestem tam gdzie lubię być i dokąd dążyłem, ale zapomniałem,
                                                    >
                                                    > że jednak będzie mi brakowało kobiet. Gdyby chodziło o to, że kobiety to gó..,
                                                    > to powiedziłby: Women - shit, a nie refleksyjnie :women, shit.

                                                    Znow nie moge sie z Toba zgodzic. Twoje slowa swiadcza wg mnie o zupelnym
                                                    niezrozumieniu postaci wieznia: on (w swoim odczuciu)jest samowystarczalny i nie
                                                    mogl o niczym zapomniec, bo niczego nie pamieta :) On to mowi z pogarda do
                                                    kobiet. Inaczej nie byloby przecinka. Inaczej ta scena nie ma sensu. Jest ona
                                                    skontrastowana z koncowa scena (jakze odmienna) z Dzikich palm.

                                                    Za oknem wyklarowala sie nareszcie pogoda :)
                                                    Pozdrawiam slonecznie

                                                  • Gość: daria13 Re: obiecana recenzja, cd:) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.05.05, 19:39
                                                    Ok. Przyznaję się, że jestem zbyt mało wyrozumiała dla Harrego, ale to dlatego,
                                                    że chcę go skontrastować z postacią więźnia. To jest biedny, nieszczęśliwy
                                                    człowiek, który ma rzeczywiście dobre chęci, pragnie przemiany, ale brakuje mu
                                                    zdecydowania, zaradności, siły przebicia, jakbyśmy to dziś powiedzieli. Z
                                                    pewnością nie jest zły i z pewnością należy mu współczuć.
                                                    Ale o ile ja mogę się przyznać do tego, że oceniałam Harrego zbyt krytycznie,
                                                    to wydaje mi się, że Ty jednak za dużo wymagasz od więźnia. On chce "uczciwie
                                                    pozbyć się kobiety" (może to nie sarkazm u Faulknera), bo przecież nie może jej
                                                    zabrać do więzienia i nie może jej nic zaoferować. Wiem, że zakończenie Starego
                                                    celowo złagodziłam, pojechałam jak to się mówi, ale to było trochę w formie
                                                    żartu a trochę, żeby spróbować Ci uświadomić, że on nie jest taki zły do końca:)
                                                    Myślę, że nie uda nam się rozstrzygnąć kwestii po czyjej stronie stał Faulkner,
                                                    bo może tak naprawdę i do końca to on nie był tak na sto procent za i przeciw,
                                                    może powinniśmy pójśc na jakiś kompromis i podejść do obu tych postaci z
                                                    większym zrozumieniem,czy choćby z próbą zrozumienia, może Faulkner przedstawił
                                                    nam dwóch facetów, o dwóch różnych postawach życiowych i im obu sugeruje nam
                                                    współczuć, bo obaj mają w sumie przechlapane, tylko każdy inaczej, z innego
                                                    powodu, ale oni obaj przecież znaleźli jakieś ukojenie w tym cholernym
                                                    więzieniu stanowym?
                                                    Zakończenia obu powieści są różne, utrzymane w zupełnie różnym tonie i
                                                    nastroju, bo opowiadają o bardzo różniących się między sobą bohaterach i
                                                    historiach, ale w sumie obaj kończą tak samo, bo Harry nie wygląda na takiego
                                                    do końca przegranego, będzie mógł kontemplować swój smutek do końca dni swoich.
                                                    Ta koncepcja zrodziła się w mojej głowie teraz, znienacka i odruchowo, więc nie
                                                    jest do końca przemyślana, ani przeanalizowana, ale wyniknęła ona w moim
                                                    przypadku z chęci dojścia z Tobą do jakiegoś kompromisu, ale może nie jest ona
                                                    aż tak głupia;)Czy naprawdę ani przez chwilę nie współczułeś więźniowi, nie
                                                    chciałeś, żeby skończył się jego koszmar walki z żywiołem i z ludźmi , którzy
                                                    go nie rozumieją? Ja czytając Dzikie palmy w sumie nie pogardzałam Harrym, ani
                                                    go nie obwiniałam, tylko mu współczułam.
                                                    Czy mógłbyś sprawę przemyśleć pod tym kątem, czy jednak pójdziesz w zaparte z
                                                    tym nieszczęsnym więźniem? Jeśli to drugie, to zrozumiem, ale nie poprę i chyba
                                                    wtedy nie dojdziemy do porozumienia, co zresztą wcale nie jest konieczne:)))
                                                    U mnie też się trochę wypogodziło, może jest jeszcze jakaś nadzieja;)
                                                    Pozdrawiam pełna wiary w poprawę (pogody, znaczy:)))
                                                  • Gość: itek Re: obiecana recenzja, cd:) IP: *.pomorzany.v.pl 10.05.05, 22:00
                                                    Postawa wieznia jest mi krancowo obca i generalnie mnie on odpycha. Jednak nie
                                                    da sie zaprzeczyc, ze to wlasnie on uratowal zycie ludzkie (sorry za patos), a
                                                    Harry przyczynil sie ... wiadomo do czego. Jedna z refleksji, ktora chcialbym
                                                    sie z Toba podzielic w ramach dialogu nt. tej ksiazki (nie wiem czy sie
                                                    zgodzisz) jest uswiadomienie sobie okrutnej niesprawiedliwosci jaka sie moze
                                                    zdarzyc na swiecie (i ktora sie faktycznie zdarza (czasem)), ze osoba pragnaca
                                                    szczescia osoby najblizeszej i kochajaca ja na swoj (zawsze niedoskonaly) sposob
                                                    moze przyczynic sie do nieszczescia, a nawet smierci ukochanej osoby, natomiast
                                                    ktos inny, zupelnie obcy, niechetny, majacy nawet w pogardzie drugiego czlowieka
                                                    (i caly swiat) moze rownie dobrze (zgodnie z ta pokrecona zasada) byc jego
                                                    wybawicielem, zdobywajac sie na heroizm i ratujac w potrzebie. To taki paradoks,
                                                    mozna to rozwijac, podawac cytaty, analogie (ale mysle ze nie ma potrzeby
                                                    kontynuowac-wszystko wiadomo). To dla mnie nie jest literatura, ale samo zycie...

                                                    Pozdrawiam refleksyjnie
                                                  • Gość: daria13 Re: obiecana recenzja, cd:) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.05.05, 22:44
                                                    Wow, to było rzeczywiście refleksyjne! I w jakimś sensie jeszcze bardziej
                                                    udowodniło tezę, że Faulkner wielkim pisarzem był! Chyba masz rację, że takie
                                                    sytuacje są możliwe i to nie tylko hipotetycznie i umiejętne, intrygujące
                                                    opisanie tego jest naprawdę nie lada sztuką.
                                                    Myślę, że gdyby nie dyskusja z Tobą nigdy nie znalazłabym w tych powieściach
                                                    tylu znaczeń, do niektórych doszłam sama, ale przez Ciebie sprowokowana,
                                                    niektóre uświadomiłeś mi dopiero Ty i mimo, że do końca nie mogę się z Tobą
                                                    zgodzić, co do potepienia więźnia, to Twój ostatni post jest chyba odpowiednim
                                                    podsumowaniem naszych jakże różnych interpretacji. Może jedynie należałoby się
                                                    zastanowić, co suma sumarrum jest istotniejsze; dobre chęci czy dobroczynne
                                                    działania, nawet jeśli niezamierzone.Ale to już zupełnie inna bajka:)
                                                    Cieszę się, że jesteś, bo już się bałam, że znowu mnie zostawisz:))))
                                                    Może dla odmiany Ty skusisz się na jakąś moją propozycje i potem sobie
                                                    podyskutujemy, choć oczywiście jeśli temat Faulknera jeszcze cię nurtuje i
                                                    będziesz chciał się podzielić kolejną refleksją, jestem zawsze do dyspozycji:)
                                                    Oglądałam przed chwilą ciekawy film, który jakoś bardzo kojarzył mi się z
                                                    Dzikimi palmami, Rekonstrukcja,film szwedzko-duński w reżyserii niejakiego
                                                    Christofera Boe. Gorąco Ci polecam, jeśli zdołasz go namierzyć. Jestem pewna,
                                                    że by Ci się podobał.
                                                    Pozdrawiam bardzo sennie i w nadziei, że jeszcze pogadamy:)
                                                  • Gość: daria13 Re: obiecana recenzja, cd:) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 11.05.05, 22:56
                                                    Szkoda, że doszło w sumie do podsumowania naszej dyskusji, ale to musiało
                                                    nastąpić wcześniej czy później, bo ile można dyskutować o dwóch krótkich
                                                    powieściach Faulknera;(. Ale mam propozycję,że może zawsze możemy się tutaj
                                                    spotkać, jeśli coś nam się przypomni w związku z poprzednimi polecankami:).
                                                    Polecam się i pozdrawiam tęczowo, bo u mnie dziś deszczyk przeplatał się ze
                                                    słoneczkiem (uff, jak ja nie lubię zdrobnień;) i co i rusz tworzyły się tęcze,
                                                    dość kiczowate, ale jakie piękne!:)
                                                  • Gość: itek Re: obiecana recenzja, cd:) IP: *.pomorzany.v.pl 12.05.05, 07:18
                                                    > Ale mam propozycję,że może zawsze możemy się tutaj
                                                    > spotkać, jeśli coś nam się przypomni w związku z poprzednimi polecankami:).


                                                    Pozdrawiam i dziekuje za mila pogawedke :))

                                                    Rozmowa z Toba zacheca mnie do glebszego wejscia w swiat opisywany przez
                                                    Faulknera. Jesli cos przeczytam na pewno dam znac i podziele sie refleksjami.

                                                    U mnie slonce swieci jak oszalale, a mimo tego temperatura osiagnela zaledwie 5
                                                    stopni C.
    • kr_kap Re: Czy sie myle? 11.05.05, 23:05
      > Macie moze podobne refleksje??

      Taaaaak, jeśli chodzi o beletrystykę, bo tyle innych fascynujących książek do
      przeczytania :) Co nie oznacza, że jeśli wychodzi jakiś nowy Carroll, to nie
      wciągam ;)
      • Gość: daria13 Re: Nie mylisz się, IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.05.05, 15:32
        pytanie tylko dlaczego?
        Często myślę o Twoim przypadku i mam pewne refleksje. Myślę, że Twój problem
        polega na tym, że jesteś zbyt wybredny, jeśli chodzi o lektury. A skąd to się
        wzięło? Ano stąd, że prawdopodobnie nie przeszedłeś typowych faz czytelniczych.
        Wiem, że już o tym pisałam, ale potem nie rozwinęliśmy, więc teraz przytoczę
        dla przypomnienia i pozwolę sobie omówić szerzej:
        "Osoby, które od dzieciństwa lubią czytać, przechodzą, w większości przypadków,
        cztery podstawowe fazy czytactwa. Pierwsza w liceum; zachłanne czytanie
        klasyków, najlepiej najtrudniejszych i najoryginalniejszych. Faza strasznie
        krytykancka;) Po tym okresie następuje przesyt, spowolnienie procesów
        intelektualnie rozwojowych i odkrywamy przyjemnośc czytania dla rozrywki;
        odkrywamy fantasy, SF, romanse, kryminały i horrory. Faza - bezkrytyczna, jakże
        urocza i miła:))). Lecz w pewnym momencie, kiedy wszystkie elfy i czarodziejki,
        lub androidy, lub detektywi znudzą nam się do cna, przypominamy sobie, że ja
        jeszcze przecież Czarodziejskiej góry nie przeczytałam, albo odkrywamy takie
        Forum Książki i stwierdzamy, że o tylu świetnych książkach nie miałam pojęcia,
        a tu czasu jakoś zamiast przybywać, cholera, ubywa i zaczynamy selekcjonować
        lektury i znów włącza się ten zmysł krytykanctwa i analizowania.Ja jestem
        właśnie, jak już wszyscy zauważyli, właśnie na tym etapie i w sumie, mimo
        wszystko sobie go chwalę:). Ostatni, czwarty etap to dr Krisk:)" - koniec
        cytatu:)
        Myślę, że Ty zatrzymałeś się w pierwszej fazie i przeczytałeś już taką ilość
        książek rzeczywiście najlepszych, że teraz trudno Ci znaleźć coś, co mogłoby Ci
        zaimponować, poruszyć Cię, wciągnąć. Może jesteś już znużony lekturą dzieł
        ciężkiego kalibru, wymagających maksimum skupienia, zmuszających do ciągłego
        analizowania, a że minął już czas, kiedy mógłbyś dać się wciągnąć w świat
        Śródziemia, Ziemiomorza, alternatywnych światów, czy zagadek kryminalnych,
        jesteś już na to zwyczajnie, przepraszam za słowo, za stary (niekoniecznie w
        sensie biologicznym), a przede wszystkim za mądry, to teraz zwyczajnie
        zaczynasz odczuwać znużenie książkami.
        I w sumie nie byłoby problemu,bo mógłbyś się teraz oddać innym aktywnościom
        umysłowym, lub rozrywkowym, ale Ty jesteś jak narkoman; musisz sięgać ciągle po
        kolejne dawki/książki, bo bez tego już nie umiesz się obejść, ale to stało się
        bardziej przymusem niż przyjemnością. Taka jest moja diagnoza.
        Ja przeszłam we wzorcowej niemal kolejności etapy czytelnicze; od 7 roku życia
        czytalam dużo, najpierw bajki, potem książki o zwierzętach, głównie ukochanego
        wtedy Curwooda (nie pamiętam pisowni, ale Szarą wilczycę lub Włóczęgi północy
        chyba każdy kojarzy), potem książki o Indianach i oczywiście wszystkie Tomki,
        jeszcze później książki młodzieżowe, Siesicka, Jurgielewiczowa, no i
        nieuchronnie okres licealny i cała literatura tzw. ambitna. Dalsze fazy
        opisałam i myślę, że to jest naturalna kolej rzeczy, która pozwala zachować
        równowagę intelektualną;). Ty z jakiegoś powodu nie wszedłeś nigdy w drugą fazę
        i dlatego nie mogłeś znaleść odpowiedniego dystansu do procesu czytania.
        Przedziwnym przypadkiem, ale też w sumie bardzo zdrowym jest Braineater, który
        bez przerwy znajduje się we wszystkich fazach jednocześnie;)
        Jeśli postawiłam diagnozę (nie upieram się, że prawidłową), to powinnam
        poszukać odpowiedniego lekarstwa, ale myślę, że będzie to niezwykle trudne, bo
        w typowym przypadku, mimo wszystko zaleciłabym sięgnięcie po odpowiadający Ci
        najbardziej nurt literatury tzw. mniej ambitnej, ale obawiam się, że Ciebie do
        typowych przypadków zaliczyć nie można, więc będzie ciężko:(. Muszę nad tym
        jeszcze pomyśleć. Tymczasem zalecam pilną inhalację Borisem Vianem. To z
        pewnością Ci nie zaszkodzi:))))))
        Pozdrawiam ze słonecznego i ciepłego podwarszawia:)
        • daria13 Re: Nie mylisz się, 14.05.05, 15:49
          Aha, zapomniałam powiedzieć, że od poniedziałku zaczynam Lamparta:).
          Przepraszam za nieco niezręczne określenie "myślę, o Twoim przypadku". Miałam
          na myśli to, że myślę o poruszonym przez Ciebie na wstępie problemie:)
          Pozdrawiam niemal gorąco:o)
          • Gość: itek Re: Nie mylisz się, IP: *.pomorzany.v.pl 14.05.05, 20:59
            > Aha, zapomniałam powiedzieć, że od poniedziałku zaczynam Lamparta:).

            Jestem bardzo ciekawy Twoich wrazen i bardzo chetnie porozmawiam z Toba o tej
            ksiazeczce. Ale uwaga- w gre wchodza uczucia i nie bede obiektywny.
            Pozdrawiam :-( )
        • Gość: itek Troche się mylisz:) IP: *.pomorzany.v.pl 14.05.05, 20:51
          Jestem wybredny co do ksiazek, ktore czytam, bo nie znosze straty czasu i w
          zwiazku z tym nie mam ochoty zaglebiac sie w radosna tworczosc jakichs modnych
          obecnie miernot :)
          Co do faz to roznica pomiedzy nami jest taka, ze w szkole podstawowej
          zaczytywalem sie lzejszymi rzeczami:kryminalkami(Doyle,Chandler,Christie,etc.),
          ksiazkami przygodowymi(May,Verne,Pan Samochodzik), a dopiero potem mialem faze
          powaznych lektur (u mnie w liceum krolowali: Witkacy-Gombrowcz-Mrozek,
          Brodsky-Kundera, Milosz-Herbert, Bulhakow).
          Kolejna faza (aktualna) to pewna modyfikacja poprzedniej fazy.

          > Ty jesteś jak narkoman; musisz sięgać ciągle po
          >
          > kolejne dawki/książki, bo bez tego już nie umiesz się obejść, ale to stało się
          > bardziej przymusem niż przyjemnością.

          To nie jest tak. Nie odczuwam jakchs przymusow,bo nie jestem masochista :)
          Po prostu przechodze do innego etapu.
          (Btw.kontakt ze slowem pisanym mi sie nie konczy, bo taka jest specyfika mojego
          zawodu,ze musze czytac:) i pisac:))) )
          Nie zaprzestane oczywiscie zupelnie lektury dla przyjemnosci (tak jak nie
          zaprzestalem zupelnie gry w szachy- grywam sobie od swieta,ze starymi
          znajomymi(ale nie z uwagi na to,ze jestem narkomanem szachowym!)), ale sadze, ze
          bede wracal do ksiazek juz mi znanych z duzo mniejszym obciazeniem czasowym niz
          dotychczas (ewentualnie poznam w szczegolach (bo lubie cos poznac doglebnie)
          tworczosc kogos kogo cenie, a ktorego w calosci nie znam, np.Faulknera).

          Dzisiaj mielismy piekna pogode, ale obciazony bylem obowiazkami i nie
          skorzystalem:( Mam zamiar jutro sobie to odbic urzadzajac ciekawa eskapade rowerowa.

          Pozdrawiam bardzo, bardzo serdecznie :) (swiadomy, ze moja odpowiedz nie jest
          satysfakcjonujaca).
          • Gość: daria13 Re: Troche się mylisz:) IP: *.medical / *.crowley.pl 16.05.05, 10:08
            Dlaczego uważasz, że Twoja odpowiedź nie jest dla mnie satysfakcjonująca? Jest
            jak najbardziej:)Różnice w naszych lekturach z okresu szkoły podstawowej są
            minimalne; nigdy nie lubiłam kryminałów, ale przygodowe przez Ciebie
            wymienione, w stu procenatch tak. Kochałam zwłaszcza książki o Indianach, ich
            los przejmował mnie niewymowna troską:), ale bez Verne mój rozwój intelektualny
            nie byłby pełny:). Za to zestaw licealny znacznie bardziej różny; Mrożek tak,
            Gombrowicz - niebardzo, u mnie królowali głównie egzystencjaliści i
            iberoamerykanie. Btw. lubisz Ionesco i Becketta? A najśmieszniejsze jest to, że
            Kunderę poznałam dopiero jakieś trzy lata temu i teraz nie mogę odżałować, że
            przeczytałam już wszystko i mam to za sobą, ale jest szansa, że facet napisze
            jeszcze coś dobrego:). W sumie różnice gatunkowe w naszych preferencjach z
            młodośći nie są takie znaczące.
            Nie rozumiem do końca Twojej teorii straty czasu. Piszesz, że nie chcesz go
            marnować na lektury modnych miernot, ale skąd masz pewność, że to same
            miernoty. Nie mówię oczywiście o takim Brownie, czy nie daj Boże Cohelo, ale to
            są autorzy, co do których wartości można przekonać się prawdopodobnie po
            przeczytaniu kilkunastu powiedzmy stron, myślę o rzeczach nieco bardziej
            interesujących, czy kontrowersyjnych;))) i ja uważam, że wolę spróbować znaleźć
            coś nowego, intrygującego w nowościach (dla mnie nowością będą niekoniecznie
            modne miernoty, ale literatura japońska, której do tej pory jeszcze nie miałam
            okazji zgłębić)niż tracić czas na ponowne lektury dawniej przeczytanych
            książek, bo ja mam cały czas jednak odczucie, że czeka na mnie nieskończona
            ilość ciekawych książek do poznania i że prawdopodobnie i tak nie zdążę ich
            wszystkich przeczytać, choć w moim przypadku jest ich z pewnością więcej, bo
            miałam długą przerwę w czytaniu dzieł ważnych, która przypadła na fazę drugą,
            której jednak nie traktuję jako stratę czasu, bo pozwoliła mi na odpowiednie
            zystansowanie się do lektur i teraz zaostrzyło to mój apetyt na poważne i ważne
            książki. W końcu jest przede mną cały Mann:). Myślę, że nie powinienieś się
            zrażać do nowości, bo wśród nich mogą się też znaleźć perełki:)
            Jak udała się wycieczka rowerowa, u nas po południu była niezła ulewa, mam
            nadzieję, że ominęła Twoje okolice:)))
            Pozdrawiam nie mniej serdecznie:)
            • Gość: itek Re: Troche się mylisz:) IP: *.wi.tuniv.szczecin.pl 16.05.05, 14:53
              > Dlaczego uważasz, że Twoja odpowiedź nie jest dla mnie satysfakcjonująca? Jest
              > jak najbardziej:)

              Ciesze sie :) To jest taki temat-rzeka, stad sie braly moje watpliwosci.

              > Btw. lubisz Ionesco i Becketta?

              Nie przepadam,powiem wiecej- odczuwam do nich niechec. Znam Czekajac na Godota,
              Ostatnia tasme i Samotnika. Takie pisanie jest dla mnie bez sensu. Wole
              Szalamowa, jest bardziej depresyjny :) , a przy tym blizszy zyciu.

              > Nie rozumiem do końca Twojej teorii straty czasu. Piszesz, że nie chcesz go
              > marnować na lektury modnych miernot, ale skąd masz pewność, że to same
              > miernoty.

              Po prostu istnieje prawdopodobienstwo graniczace z pewnoscia, ze obecne gwiazdy
              rynku ksiazkowego nie dorownuja Mannowi czy Dostojewskiemu. A biorac to pod
              uwage, zapytuje siebie,czy jest sens to czytac kosztem (bo jak slusznie
              zauwazylas, nie ma czasu na przeczytanie wszystkiego) tego.

              > ja uważam, że wolę spróbować znaleźć
              >
              > coś nowego, intrygującego w nowościach (dla mnie nowością będą niekoniecznie
              > modne miernoty, ale literatura japońska, której do tej pory jeszcze nie miałam
              > okazji zgłębić)niż tracić czas na ponowne lektury dawniej przeczytanych
              > książek

              Tu sie z Toba nie zgodze- ponowna lektura naprawde wartosciowej pozycji nie jest
              nigdy strata czasu :) Lektura hiciora to z reguly strata czasu.

              > Jak udała się wycieczka rowerowa, u nas po południu była niezła ulewa, mam
              > nadzieję, że ominęła Twoje okolice:)))

              Nie przypominaj mi wczorajszego dnia, nie bylem na rowerku :((( (deszcz,
              wiatr,zimno)- glowna wczorajsza rozrywka bylo picie goracej herbaty z cytryna :)

              Pozdrawiam cieplo :)
              PS.Czy mialas juz przyjemnosc poznac ksiecia Fabrizio Salina??


              • daria13 Re: Troche się mylisz:) 16.05.05, 15:51
                Dlaczego utożsamiasz współczesną literaturę tylko z hiciorami? Obawiam się, że
                w ten sposób generalizując, pozbawiasz się szansy poznania czegoś
                wartościowego, co przecież ma szansę zaistnieć. Przecież geniusz literacki nie
                jest zjawiskiem bezpowrotnie umarłym. Ja jestem z natury niepoprawną
                optymistką, ale Twoja negacja nadziei na odkrycie czegoś wartościowego w
                nowościach zakrawa na defetyzm;(
                Z księciem nie miałam jeszcze przyjemności, bo moje czytanie zaczyna się
                dopiero w autobusie powrotnym z pracy, ale obawiam się że dzisiaj mogę jeszcze
                nie mieć okazji, bo liczyłam na to, że skończę ostatniego Marqueza w niedzielę,
                a to mi się niestety nie udało, mimo, że książeczka bardzo lichej objętośći,
                ale dziś w drodze powrotnej z pewnością skończę i spróbuje sięgnąć po Lamparta
                może jeszcze przed snem:)
                Btw. czy czytałeś już o smutnych dziwkach?
                U mnie dzisiaj po ciepłym weekendzie znowu zimno, a i słońce gdzieś się
                schowało:( Czy już nigdy nie będzie ciepło, buuuu?
                Na rozgrzewkę do gorącej herbaty ciepłe pozdrowienia:)Jak Ci się znudzi herbata
                z cytryną, polecam malinową z miodem, jeszcze lepiej rozgrzewa. Ale to swoją
                drogą paranoja, żeby takich rad udzielać w połowie maja;(
                • Gość: itek Re: Troche się mylisz:) IP: *.pomorzany.v.pl 16.05.05, 22:13
                  > Dlaczego utożsamiasz współczesną literaturę tylko z hiciorami? Obawiam się, że
                  > w ten sposób generalizując, pozbawiasz się szansy poznania czegoś
                  > wartościowego, co przecież ma szansę zaistnieć. Przecież geniusz literacki nie
                  > jest zjawiskiem bezpowrotnie umarłym. Ja jestem z natury niepoprawną
                  > optymistką, ale Twoja negacja nadziei na odkrycie czegoś wartościowego w
                  > nowościach zakrawa na defetyzm;(

                  Nie jestem defetysta, ale jesli juz, to odkrywca znaczacych dziel juz dawno
                  zapomnianych. Jednym z nich jest Lampart Tomasiego.
                  Btw.najnowsze produkty ksiazkowe (celowo tak to nazywam) z reguly mnie nie
                  zachwycaja. Przyczyn jest wiele, a jedna z nich jest to, ze mamy do czynienia z
                  masowka, a ilosc oslabia jakosc. Istnieja jednak wyjatki (potwierdzajace
                  regule): Coetzee, Ishiguro, Kundera, Marquez, jednakze nawet oni niewiele maja
                  do zaoferowania (przynajmniej dla mnie) w porownaniu do Dostojewskiego,
                  Tolstoja, Faulknera czy Manna.

                  Nie przekonuje Ciebie o slusznosci moich sadow. Jedynie wyjasniam :)

                  PS.Marqueza zostawie sobie na upaly (ale nie wiem czy nie bede musial udac sie w
                  ich poszukiwaniu :) ).

                  Pozdrawiam
                  • Gość: daria13 Re: Troche się mylisz:) IP: *.medical / *.crowley.pl 17.05.05, 11:15
                    Mój drogi! Nie wiem, czy pamiętasz początek naszej poprzedniej dyskusji, w
                    której ja zachwycałam się prozą Marqueza, a Ty stwierdziłeś, że nie lubisz, gdy
                    ktoś ma swojego jednago boga literatury, tymczasem Ty może nie masz jednego
                    boga ale cały pantenon bogów i ewentualnie pomniejszych bóstw, a cała reszta to
                    plebs, pospolici śmiertelnicy;) Wiem, że nieco przerysowuję Twoje podejście,
                    ale coś w tym jest, nieprawdaż?
                    Przypomniało mi sie jak używaliśmy porównań odbioru literatury do stosunków
                    damsko-męskich i teraz też nasuwa mi się takie porównanie. Dla mnie jesteś
                    trochę jak wdowiec, którego obumarła cudowna żona, najpiękniejsza, najczulsza,
                    najmądrzejsza i choć mineło wiele lat i jest mu ciężko żyć samemu, a będąc
                    wciąż atrakcyjnym mężczyzną ma duże powodzenie u kobiet, on jednak wszystkie
                    kandydatki wciąż ocenia miarą zmarłej, porównuje każdą i żadna tego porównania
                    nie wytrzymuje, w związku z czym jest odrzucana i biedak musi żyć w samotności;(
                    Obawiam się , że Twoje nastawienie bardzo Cię ogranicza i myślę, że to właśnie
                    powoduje u Ciebie przesyt czytaniem, o którym piszesz w wątku otwierającym.
                    Traktujesz lektury szalenie poważnie, metodycznie i trochę bez dystansu. Jak
                    często czytasz dla czytej rozrywki, bez potrzeby analizowania, po prostu
                    bezrefleksyjnie? Myślę, że wcale, a w moim odczuciu jest to konieczne czasami
                    dla tzw. higieny intelektualnej (ha, sama to wymyśliłam;). I choćbyś uważał to
                    za stratę czasu powinieneś zrobić taki eksperyment, choć oczywiście nie powinny
                    to być tak przez Ciebie pogardzane hiciory, jest wiele różnych możliwości i
                    propozycji książek lekkich, ale niekoniecznie głupich.
                    Zaznaczam, że jeśli jest Ci dobrze tak jak teraz i nie odczuwasz w ogóle pokus,
                    żeby szukać wśród współczesnych pisarzy czegoś wartościowego, bo to co już
                    poznałeś i zaakceptowałeś Ci wystarcza to nie ma sprawy.
                    Jestem ciekawa, czy zaczytanie jednego autora, może powodować podobne skutki,
                    jak słuchanie jednej płyty na okrągło, co powoduje po pewnym czasie efekt taki,
                    że musisz natychmiast zaprzestać tego słuchania, bo zwyczajnie nastąpił przesyt
                    aż do odrzucenia, żeby nie powiedzieć gorzej;).
                    U mnie pogoda coraz gorsza z dnia na dzień i jak tak dalej pójdzie, będziesz
                    zmuszony wyjechać do ciepłych krajów, żeby przeczytać o smutnych dziwkach.
                    Jednakowoż, gdybyś zechciał zmienić postanowienie, co do aury,jaka konieczna
                    jest do percepcji Marqueza, to byłabym wdzięczna, bo ja jestem na świeżo po i
                    bardzo bym chętnie podzieliła się wrażeniami, a jak dobrze pójdzie, to może
                    znowu rozgorzałaby między nami jakaś dyskusyjka, czego sobie i Tobie życząc
                    pozdrawiam ciepło:)
                    • Gość: itek Re: Troche się mylisz:) IP: *.pomorzany.v.pl 17.05.05, 20:46
                      > Obawiam się , że Twoje nastawienie bardzo Cię ogranicza i myślę, że to właśnie
                      > powoduje u Ciebie przesyt czytaniem, o którym piszesz w wątku otwierającym.

                      Kazdy z nas ma jakies nastawienie, ktore go ogranicza (to jest nieuniknione), bo
                      nie jestesmy w stanie przeczytac wszystkiego. A porownanie do wdowca jest wg
                      mnie nietrafione z uwagi na to, ze nie ograniczam sie do jednego pisarza ("jest
                      ich caly panteon" (wciaz poznaje nowych, ale nie bedzie to gwiazda ostatniego
                      nru Polityki :) )).

                      > Traktujesz lektury szalenie poważnie, metodycznie i trochę bez dystansu.

                      Owszem, traktuje lektury powaznie, ale rownoczesnie staram sie miec do nich
                      dystans :) (nie wiem dlaczego stawiasz taka diagnoze).

                      > Jak
                      > często czytasz dla czytej rozrywki, bez potrzeby analizowania, po prostu
                      > bezrefleksyjnie?

                      Nigdy (szanuje wzrok), nawet czytajac kryminaly wciaz mysle i kombinuje :)
                      Moj sposob na higiene intelejktualna jest inny- swieze powietrze (najlepiej, ale
                      nie koniecznie) i wysilek fizyczny (to koniecznie), bez zadnych ksiazek
                      (bezwzglednie koniecznie) :)

                      Gorace pozdrowienie w ten wyjatkowo chlodny majowy tylko z nazwy wieczor :)
                      • daria13 Re: Troche się mylisz:) 17.05.05, 21:07
                        Niestety nie mam czasu wnikliwie skomentować Twojej wypowiedzi,ograniczę się
                        więc tymczasem do krótkiej informacji; zaczęłam Lamparta i jestem pod wrażeniem
                        już od pierwszych stron, really:) Jutro napiszę więcej. Widzę cały czas Burta
                        Lancastera w roli księcia, czy to dobrze?
                        U mnie jest w tej chwili 8 stopni, czyli zimnica, ale będąc przed chwilą na
                        spacerze z Frodem wysłuchałam tak obłędnego koncertu ptasich treli, że nie jest
                        możliwe, żeby nie były one zapowiedzią poprawy pogody. Nie mogę się doczekać
                        upałów:))))
                        Nie odpowiedziałeś czy zweryfikowałeś swoją decyzję co do Marqueza. Polecam się
                        i pozdrawiam serdecznie:)
                        • Gość: itek Re: Troche się mylisz:) IP: *.pomorzany.v.pl 17.05.05, 21:34
                          Fajnie, ze zaczelasz Lamparta, a raczej Geparda :)
                          Twojej reakcji co do niego sie spodziewalem :)
                          Czekam na 1 komentarz.
                          Ja mialem szczescie czytac, zanim zobaczylem film, choc musze powiedziec, ze
                          Lancaster mnie nie drazni (ale nie pamietam dokladnie filmu).
                          Marqueza czytac i marznac- to profanacja! Poczekam na ciepelko (juz dobrze, nie
                          bede czekal na upaly :) )

                          Pozdrowienia
                          • Gość: daria13 Re: Troche się mylisz:) IP: *.medical / *.crowley.pl 18.05.05, 11:41
                            Z komentarzem na temat początku lektury Lamparta wolałabym się powstrzymać do
                            wieczora, kiedy będę już miała za sobą większy fragment, bowiem wczoraj nie
                            było mi dane czytać wieczorem, bo oglądałam do 1 w nocy doskonały niemiecko-
                            turecki film Głową w mur - gorąco polecam!
                            Odniosę się więc do Twojego poprzedniego posta. Napisałam o braku dystansu do
                            lektur z Twojej strony, bo traktujesz czytanie niezwykle serio, a to kojarzy mi
                            się właśnie z brakiem dystansu, ale teraz rozumiem, że byłam w błędzie i
                            przepraszam:)
                            W porównaniu do wdowca chodziło mi o kwestię porównywania z niedościgłym
                            ideałem, stwierdzenie było odległe i subtelne;)))
                            I jeszcze pytanie; czy mówiąc o gwieździe ostatniej Polityki miałeś na myśli
                            Andruchowicza, bo ja prawdę rzekłszy nie znam i nie wiem dlaczego tak się
                            odżegnujesz. Czy jest jakiś konkretny powód?
                            Cieszę się, że postanowiłeś nie czekac na upały, ale z tym ciepełkiem, to też
                            może być krucho; u mnie nadal paskudnie zimno i pochmurno, brrr.
                            Pozdrawiam więc cieplutko:)
                            • Gość: itek Re: Troche się mylisz:) IP: *.pomorzany.v.pl 18.05.05, 14:33
                              > I jeszcze pytanie; czy mówiąc o gwieździe ostatniej Polityki miałeś na myśli
                              > Andruchowicza, bo ja prawdę rzekłszy nie znam i nie wiem dlaczego tak się
                              > odżegnujesz. Czy jest jakiś konkretny powód?

                              Ach te tygodniki... Pomylilem szacowny tygodnik Polityka z rownie szacownym
                              tygodnikiem Newsweek Polska. Na pierwszej stronie ostatniego nru tego drugiego
                              widnieje jakze interesujace oblicze najwiekszej gwiazdy literackiej naszych
                              czasow w naszym kraju, o ktorej jest glosno i nie watpimy w to, dalej bedzie
                              rownie glosno (a moze nawet glosniej). Ale juz dosc podpowiedzi, zgadnij, kto to
                              (to nie jest Andruchowycz). :)

                              Pozdrawiam
                              • Gość: daria13 Re: Troche się mylisz:) IP: *.medical / *.crowley.pl 18.05.05, 14:57
                                Szczerze mówiąc od początku podejrzewałam, że masz na myśli naszą genialną
                                Dorotkę, ale po sprawdzeniu Polityki trochę zwątpiłam;) Jestem ogromnie
                                ciekawa, czy masz uraz na fali, czy podjąłeś trud sprawdzenia osobiście prozy
                                tak głośnej ostatnimi czasy. Znając już trochę Twoje gusy literackie domyślam
                                się, że i tak by Ci się nie spodobało, ale ja staram się krytykować coś, co
                                choć próbowałam poznać. Możesz rzecz jasna powiedzieć, że nie czytałeś, bo z
                                góry wiesz, że Ci się nie spodoba, ale żeby odrzucić coś rzeczywiście z
                                przekonaniem należałoby choć trochę to poznać. Ja czytałam i nie żałuję, ale
                                nie jestem jakąś wielką fanka. Nasze gusty, choć w wielu miejscach się stykają,
                                są jednak raczej odmienne, więc nawet nie próbuję Cię namawiać, a nawet gdybym
                                próbowała, to wiem, że bezskutecznie;).
                                Przyznaj czy choć próbowałeś dać Masłowskiej szansę, choćby tak z ciekawośći?
                                Pozdrawiam:)
                                • Gość: itek Re: Troche się mylisz:) IP: *.pomorzany.v.pl 18.05.05, 15:09
                                  Bez zainteresowania przeczytalem w necie fragmencik jej epopei i to mi musi
                                  wystarczyc-nie zainwestuje czasu oraz pieniedzy :)
                                  Nie zalezy mi ani na jej poznawaniu, ani na jej krytykowaniu :)

                                  Pozdr.:)
                                  • Gość: daria13 Re: Troche się mylisz:) IP: *.medical / *.crowley.pl 18.05.05, 15:58
                                    Ok. Przyjmuję do wiadomości i rozumiem:)
                                    Aczkolwiek zależy, jaki fragment czytałeś, z reguły kawałki wyrwane z kontekstu
                                    nie dają pojecia o całości i książka, wierz mi nie jest taka, jaką się wydaje
                                    na pierwszy rzut oka, ale naprawdę nie namawiam:)
                                    Jestem ciekawa, u kogo z nas pogoda okaże nie nieco łaskawsza wcześniej.
                                    Pozdrawiam w nadziei na poprawę, bo jak długo może być zimno w maju?
    • Gość: Jos Re: Czy sie myle? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.05.05, 13:01
      Mylisz się.
    • akondze Re: Czy sie myle? 18.05.05, 15:26
      Ciekawa dyskusja...
      Polecam notabene piękne opowiadanie Lampedusy 'Profesor i Syrena' ....tak mi
      się przypomniało jak przeczytałem o Lamparcie i o wdowcu...

      ------
      Co do meritum, to nie wiem - jeżeli stawiamy za cel rozwój intelektualny (a po
      co?), to czytanie może być jednym z etapów jego osiągnięcia.... chociaż raczej
      niekoniecznie beletrystyki - a przynajmniej sama ona nie wystarczy.....

      Strata czasu..... a czymże jest czas? Czas ucieka czy chcemy czy nie i ani się
      obejrzymy a będziemy starzy i później nas nie będzie (sorry za defetyzm :)
      Chodzi o to, żeby ten czas przyjemnie spędzić, czy to pijąc wino w krzakach,
      piwo w pubie, jeżdżąc na wrotkach czy rowerze, odwiedzając inne kraje czy
      czytając książki.....

      Jak kogoś czytanie książek nuży, to lepiej zabrać się /przynajmniej czasowo/ za
      inne aktywności, najlepiej związane z wysiłkiem fizycznym - jak się człowiek
      porządnie zmęczy, to czuje się wypoczęty :)
      • Gość: daria13 Re: Lampart 1 IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.05.05, 22:43
        Przepraszam, że tak póżno, ale kupiłam dzisiaj płytę ze skeczami Monty Pythona
        i nie mogłam się oprzeć pokusie obejrzenia:)))Jest na niej skecz z papugą, w
        moim odczuciu najśmieszniejszy fragment twórczości tych niemożliwych Angoli, do
        tej pory boli mnie brzuch ze śmiechu, a przecież widziałam to już z tysiąc razy
        (no może trochę mniej). Swoją drogą ciekawa jestem, co Ciebie śmieszy i czy
        masz na swoim koncie książki, które pobudziły Cię kiedyś do szczerego śmiechu.
        Tak a propos śmiesznych książek, miałam dzisiaj w ręce Abecadło Topora, całkiem
        świeżutkie wydanie, o którym jakoś wcześniej nie czytałam, a które niezwykle
        mnie pociąga, ale niestety chwilowo nie mogę sobie na nie pozwolić;( Jeśli nie
        znasz Topora,polecam bezwzględnie zapoznać się z jego opowiadaniami, ale o tym
        chyba już kiedyś pisałam. Wiesz mi, że nie pożałujesz, jeśli, mimo wszystko,
        możesz czasami poświęcić czas na lekturę czegoś, co nie tylko zmusi Cię do
        analizy, ale przy tym jednocześnie nieźle ubawi. Zaufaj mi:)
        A teraz do rzeczy. Z góry przepraszam, że nie będzie to wnikliwa analiza
        przeczytanego do tej pory tekstu, ale po pierwsze jestem już nieco zmęczona, a
        po drugie ten padający nieustannie deszcz, zwłaszcza przy tak niskiej
        temperaturze wyprał ze mnie resztki elokwencji, ale spróbuję dać z siebie
        wszystko;)
        Proza Lampedusy kojarzy mi się jako żywo z prozą Miłosza z Doliny Issy, którą
        miałam przyjemność czytać niedawno. Rzeczywiście niezwykle sugestywne są u
        niego opisy przyrody, celuje zwłaszcza w opisach woni wszelkich. Zasadniczo
        akcja jeszcze się nie zawiązała więc trudno mi ocenić warstwę fabularną, ale
        jedno jest pewne; księcia nie polubię nigdy! Charakterystyka postaci jest
        niezwykle wyrazista i celna, w tym też Lampedusa przypomina Miłosza, a
        właściwie raczej odwrotnie. Generalnie mogę z czystym sumieniem powiedzieć, że
        mi się podoba. Mam tylko maleńkie zastrzeżenie, które w sumie wynika bardziej z
        moich niedostatków; zaczynam się gubić w odniesieniach historycznych tamtego
        okresu i miejsca, a podejrzewam, że będzie tego jeszcze dużo więcej, ale może
        zmusi mnie to do przestudiowania tychże odniesień i wyniknie z tej lektury
        jeszcze jedna korzyść. Oby!
        Jeszcze raz dziękuję Ci za nakłonienie mnie do lektur, a odrobiłam już lekcje z
        trzech poleconych przez Ciebie. Szczerze mówiąc sprawiłbyś mi dużą przyjemność
        rewanżując mi się choćby jedną przeczytaną przez Ciebie moją propozycją. Na
        początek przypominam Borisa Viana, którego radziłabym zacząć od Piany złudzeń.
        Jeśli oczywiście nie uznasz tego za stratę czasu;)
        Czy synoptycy zapowiadają jakąś poprawę, bo ostatnio nie trafiam na prognozy w
        tivi?
        Pozdrawiam nieco sennie i polecam się nieśmiało:)
        • Gość: itek Re: Lampart 1 IP: *.pomorzany.v.pl 18.05.05, 23:47
          > Swoją drogą ciekawa jestem, co Ciebie śmieszy i czy
          > masz na swoim koncie książki, które pobudziły Cię kiedyś do szczerego śmiechu.

          Smieje sie do rozpuku z objawami bolu brzucha z opisow jakie funduje w kazdej ze
          swych ksiazek R.Chandler- to jest dla mnie mistrzostwo swiata.
          Btw.lubie kryminaly z mocnym akcentem komicznym.
          Bardzo mnie smieszy rowniez np.Gargantua i Pantagruel, Tristram Shandy,Don
          Kichot, Rekopis znaleziony w Saragossie,3 panow w lodce, Szwejk, Dyl, Gump,
          itp.,itd.

          Przechodzac do Lamparta:

          > jedno jest pewne; księcia nie polubię nigdy!

          Doprawdy?
          A czemuz to??
          Czym sobie biedny ksiaze na to zasluzyl???
          Prosze o odrobine wyrozumialosci :)

          > Mam tylko maleńkie zastrzeżenie, które w sumie wynika bardziej z
          >
          > moich niedostatków; zaczynam się gubić w odniesieniach historycznych tamtego
          > okresu i miejsca

          To przeczytaj note historyczna umieszczona na koncu ksiazki.

          > Szczerze mówiąc sprawiłbyś mi dużą przyjemność
          > rewanżując mi się choćby jedną przeczytaną przez Ciebie moją propozycją.

          Obiecuje przeczytac (i przedyskutowac) ostatniego Marqueza.

          W moich stronach pogoda majowa dalej marcowa.

          Pozdrowienia rownie senne :)
          • Gość: daria13 Re: Lampart 1 IP: *.medical / *.crowley.pl 19.05.05, 16:14
            Zestaw śmieszący niezły, jedynie Gump mnie nieco zdziwił, chyba, że to jkaiś
            inny, nie Forest.
            Co do księcia to nie dam się podpuścić, bo mimo, że znacznie różnimy się w
            ocenach postaw, to nie wyobrażam sobie nikogo, kto mógłby być wyrozumiały dla
            tego, za przeproszeniem, dupka;)Chyba, że później nastąpi jakaś cudowna
            metamorfoza, ale szczerze wątpie. To dla mnie jedna z bardziej odrażających
            postaci, jaka znam z literatury, rzeczywiście genialnie sportretowana przez
            Lampedusę.
            Co do decyzji o Marquezie - dzięki za łaskę, ale myślę, że nie będziesz
            żałował;).
            Za chwilę wyruszam z pracy i już się cieszę na długą podróż autobusem, na
            kolejny odcinek opowieści o paskudnym księciu:) Dobrze, że u mnie już dziś nie
            pada, to bedę mogła czytać na przystanku i nawet się nie zmartwię, jak mi
            ucieknie autobus, bo to kolejne 20 minut czytania:)))Chyba jestem lekko
            zboczona, bo zamiast śpieszyć się do domu, ja często cieszę się, że się
            spóźnię, zwyczajnie bzik:)))
            Pozdrawiam dzisiaj słonecznie:)
            • Gość: itek Re: Lampart 1 IP: *.pomorzany.v.pl 19.05.05, 20:21
              Hola, hola droga Pani!!!
              Czyzby miala Pani az tak mala wyobrazni w kwestii ksiecia? (smiem w to watpic :) ).
              Nie dosyc tego, ze Pani go po prostu nie lubisz (z czym moglbym moze ostatecznie
              sie pogodzic (ale nie wiem tego na pewno:) ) ), to raczylas jeszcze, Pani,
              okreslic go jednym, malo wykwintnym, ale jakze wymownym slowkiem zaczynajacym
              sie na literke d :)
              Tak byc nie moze!!
              Trza uzasadnic swoje, jakze zdecydowane sada (a swoja droga trzeba miec
              charakter(ek), zeby zdobyc sie na taka bezkompromisowosc :) )
              Postepujac metodycznie proponuje w zwiazku z tym przeanalizowac nastepujace
              mozliwosci:
              Ksiaze to:
              1. dupek + nie lubie- do czego sie przyznalas, a z czym ja z kolei nie moge sie
              pogodzic :)
              2. niedupek (=niepradawda.ze dupek) + nie lubie (mimo, ze niedupek)
              3. dupek + lubie (mimo, ze dupek)
              4. niedupek + lubie :)

              Pozdrawiam najgorecej wciaz liczac na wyrozumialosc :))

              PS.Pogoda zrobila znaczacy postep, wczoraj mielismy srodek marca, a dzisiaj juz
              mamy poczatek kwietnia, a tak w ogole to maj zbliza sie do czerwca.



              • daria13 Re: Lampart 1 19.05.05, 21:55
                Chętnie podejmę rękawice, pod jednym wszak warunkiem; muszę zdobyć absolutną
                pewność, że mnie waść nie podpuszczasz, jestem więc zmuszona zażądać
                odpowiedzi na pytanie, czy Pan szanowny lubi księcia i co ma na obronę tej (nie
                bójmy się użyć tego słowa), kreatury. Jeśli uznam, że odpowiedziałeś szczerze i
                zadowalająco, z przyjemnośćią uzasadnię i obronię swoją tezę o dupkowatości
                księciunia:)))). Wszystkie 4 możliwośći przeanalizuję wnikliwie dopiero po
                pańskiej wyczerpującej odpowiedzi. Obiecuję:). A tak w ogóle, to miałeś rację,
                że z Lampartem nie będzie lekko, już się zaczyna:))))
                Przejrzałam dzisiaj Newsweeka i jestem w kłopocie. Nijak nie mogę podjąć się
                obrony Masłowskiej, a to z tej prostej przyczyny, że zupełnie nie trawię hip-
                hopu i myśl o przeczytaniu 150 stron utrzymanych w tej tonacji napawa mnie
                największą odrazą.To jednak zupełnie nie moja bajka. Wojna naprawdę nie była
                zła, ale najnowsze dzieło Dorotki przerasta moje możliwośći percepcyjne. Choć
                może się mylę.
                U mnie po dość ciepłym dniu, znowu zimny wieczór, ale mam takie głębokie
                przeczucie, że to już ostatnie tak zimne wieczory tej wiosny, czego Tobie i
                sobie życzę:)
                • Gość: itek Re: Lampart 1 IP: *.pomorzany.v.pl 19.05.05, 22:54
                  Czy ja lubie ksiecia? To jest niezle pytanie, na ktore nie dam jednoznacznej
                  odpowiedzi, bowiem jest to osoba o zlozonym charakterze i w zwiazku z tym wymyka
                  sie jednoznacznym ocena.
                  Co mam na jego obrone? Ale w jakiej kwestii? Czekam Pani prokurator na akt
                  oskarzenia przeciwko ksieciu Salina. Przygotuje na jego podstawie stosowna mowe
                  obroncza :)

                  Pozdrawiam
                  PS.Dokad dotarlas (w powiesci)


                  • daria13 Re: Lampart 1 19.05.05, 23:47
                    W powieści dotarłam do listownego wyznania Tancreda, wujowi, wielkiej
                    namietności do Angeliki. W życiu prywatnym doszłam do konkluzji, że lubię
                    rozmowy z Tobą, choć jesteś wielkim prowokatorem;) Jeśli nie odpowiesz
                    jednoznacznie na pytanie o sympatię dla Fabrizia, ja nie przedstaię aktu
                    oskarżenia. Taka już jestem asekurantka;)
                    Czy w tej powieści pojawi się jakiś bohater pozytywny, bo Tancreda też nie
                    cierpię. A może ja mam jakiś uraz do arystokracji? To byłoby dziwne, bo ponoć w
                    moje krwi płynie trochę niebieskich krwinek:)))
                    Czekam na ripostę i życzę dobrej nocy:)
                    • Gość: itek Re: Lampart 1 IP: *.pomorzany.v.pl 20.05.05, 09:41
                      Wrrr,w tym miejscu po prostu przegielas! :)
                      Jesli ksiaze to postac niejednoznaczna, ktorego jednak nie sposob nie lubic, bo
                      jest dobrodusznym facetem (pierwsze slowo jakie mi przychodzi na mysl myslac o
                      nim- dobroduszny) i na swoj sposob niezwykle uczciwym, o ciekawych
                      zainteresowaniach, szerokich horyzontach (jak na miejsce i czas), z jakims tam
                      slabostkami oczywiscie, wlasciwymi dla wiekszosci z nas (mezczyzn), ktore nie
                      wplywaja decydujaco na moj do niego stosunek, to w przypadku Tancreda Twoj
                      komentarz ("nie cierpie") jest zdecydowanie nie do przyjecia, bo tego mlodzienca
                      trza po prostu uwielbiac, bo ma klase i... jaja.
                      Nie wiem czy tutaj mamy uraz do arystokracji, ale czy do pewnego typu mezczyzn,
                      takich, ktorych b.ciezko(lub wrecz nie sposob) wytresowac :)))

                      Pozdrawiam :)
                      • daria13 Re: Lampart 1 20.05.05, 10:18
                        Wiesz co? Myślę, że nasza dyskusja o Lamparcie powinna jednak zostać chwilowo
                        zawieszona, bo ja jestem dopiero w jednej trzeciej książki i teraz rzeczywiście
                        nie mogę jednoznacznie określić mojego stosunku do postaci, choć pierwsze
                        wrażenie jest dla mnie zdecydowanie negatywne. Urocza opowiastka Tancreda
                        podczas pierwszej kolacji w Donnafugacie o zdobyciu klasztoru zrobiła na mnie
                        kategorycznie odpychające wrażenie, ale może rzeczywiście jestem za mało
                        wyrozumiała dla męskich słabostek;)
                        Nie wyobrażam sobie, jak bedę mogła polubić faceta, który po zamordowaniu
                        dzikiego królika, głaszcze nieszczęśnika w stanie agonalnym i tym samym "łaczy
                        przyjemność zabijania z pokrzepiającą świadomością okazanego współczucia". Nie,
                        kategorycznie mi to nie pasuje.
                        A tak serio, myślę, że muszę tę książkę jak najszybciej skończyć, żeby wyrobić
                        sobie zdanie tak naprawę dogłębnie i bez uprzedzeń. Obiecuję, że postaram się o
                        maksimum obiektywizmu:)
                        Moje wczorajsze przeczucia co do pogody chyba sie sprawdzaja, bo u mnie na
                        niebie ani śladu chmurki:)))
                        Pozdrawiam super słonecznie:)
                        • wqrzona Do Darii:) 20.05.05, 12:04
                          Dario, czy PRZEczytałaś Masłowską, Browna i Coelho?
                          Pzodrowienia:)
                          • Gość: daria13 Re: Do Wqrzonej:) IP: *.medical / *.crowley.pl 20.05.05, 12:36
                            Przeczytałam Masłowską i nie żałuję, bo to ciekawy debiut, co do Pazia
                            królowej, to może być gorzej, ale o tym pisałam powyżej;). Cohelo czytałam
                            Alchemika i Nad rzeka Piedrą... I w sumie też nie żałuję, bo lektura ta
                            pozwoliła mi wyrobić sobie zdanie i mieć podstawy do krytycznych uwag, nawet
                            bardzo krytycznych.
                            Browna nie czytałam i nie mam zamiaru, bo mi szkoda zwyczajnie czasu.
                            A czemu koleżanka pyta i wzajemnie, czy czytałaś? Przy okazji polecam jednak
                            tego kontrowersyjnego Faulknera;)
                            Ha, właśnie wpadłam na szczwany plan; a jakbyś tak przeczytała Dzikie palmy i
                            Starego i potem podzieliła się z nami wrażeniami, bo jestem ciekawa, jak
                            rozsądziłabyś moją dysputę z Itkiem. Ale nie naciskam.
                            Bardzo serdeczne pozdrowienia:)
                            • wqrzona Do Darii:) 20.05.05, 13:37
                              Oj, więc COŚ tego Browna wypadałoby jeszcze jednak przeczytać, skoro się go
                              jako miernotę klasyfikuje. Wg mnie jako autor literatury sensacyjnej <której
                              stanowczo nie lubię>, rządzącej się pewnymi PRAWIDŁAMI, sprawdził się; jednak
                              swoje zdanie opieram wyłącznie na lekturze "Aniołow i demonów", a do reszty mi
                              się nie pali, bo - jak już wspomniałam - to zdecydowanie nie moje klimaty.
                              U mnie odwrotnie: nie przeczytałam nic Coelho ani Masłowskiej, i trochę mi
                              głupio, bo lubię WIEDZIEĆ, o czym się mówi, choćby to była litarutra
                              nienajwyższych lotów; to jest właśnie moje zboczenie - nie cieprię
                              krytykanctwa "bez korzeni". Z niecierpliwością wyczekuję na te pozycje w
                              kolejce w bibliotece, bo zrażona opinią ludzi, z których zdaniem się liczę, nie
                              odważyłam się wydać pieniędzy na zakup książek niepewnej wartości.
                              Co do szczwanego planu - a skąd koleżanka wpadła na pomysł, że nie przeczytałam
                              Palm i Starego, ha ha?:P Jednak przed przystąpieniem do rozsądzania sporu
                              między Wami czeka mnie sporo lektury, bo czuję się zobowiązana przygotować do
                              arbitrażu:)
                              Tymczasem wracam do Prousta (czy kogoś TEŻ rozśmiesza W poszukiwaniu...?) i
                              Rushdiego (Szatańskie wersety urzekły mnie od pierwszego zdania:)).
                              Pozdrawiam serdecznie:)
                              P.S. Gdzie się podziała Lipa55?... :(
                              • Gość: daria13 Re: Do Darii:) IP: *.medical / *.crowley.pl 20.05.05, 14:27
                                Browna nie czytałam z przyczyn dokładnie takich samych jak Ty i mam już tak
                                długa listę książek do przeczytania, że doprawdy nie uda mi się go już wcisnać,
                                ale zgadzam się z Twoją opinią, że żeby coś sponiewierać, trzeba temu wcześniej
                                dać choćby najmniejszą szansę;)Popieram metodę niekupowania książek, co do
                                których wartości ma się obawy, ale gdybym kierowała się tą zasadą, to mogłabym
                                długo czekać, bo w mojej biblitece bardzo krucho z ciekawymi pozycjami, na
                                szczęście mam sporo znajomych, którzy lubia być na czasie.
                                Wniosek o tym, że nie czytałaś Faulknera wyciągnęłam, ponieważ nie zajaknęłaś
                                się o na ten temat w wątku poruszającym między innymi tę kwestię, moja wina;)
                                Już się cieszę na Twój arbitraż:)))
                                Proust mnie nie śmieszył jedynie roztkliwiał i z taka reakcją jak
                                Twoja,przyznam, nie spotkałam się wcześniej. Natomiast co do Rushdiego, to
                                jestem na świeżo po Dzieciach północy i po tej lekturze wpisuję go na wysoką
                                pozycję w moim osobistym rankingu. Dla mnie pierwsza klasa!
                                Mam swoja teorię co do zniknięcia Lipy, której też mi bardzo brakuje i jeśli ta
                                teoria jest prawdziwa, to myślę, że ona robi wielki błąd znikając z forum. Ona
                                chyba się zwyczajnie obraziła:( A wszystko zaczęło się od tych nieszczęsnych
                                Kolumbów. Ktoś sobie zrobił głupi żart, a Lipa poczuła się urażona. Wielka
                                szkoda. Ja nawet zakładałam na forum wątek w poszukiwaniu Lipy, ale nie
                                zadziałało, buuu.
                                Pozdrawiam:)
                                • Gość: daria13 Re: do Itka:) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.05.05, 21:28
                                  Nie wiem jak u Ciebie, ale u mnie był dzisiaj prawie upał, a już na pewno
                                  ciepełko, więc jeśli jesteś człowiekiem honoru, w co nie wątpię, to mam
                                  nadzieję, że szybko spełnisz daną obietnicę. Czekam z niecierpliwością na
                                  wrażenia z Marqueza.
                                  Księcia jakoś nadal nie lubię, zwłaszcza, że zabił jeszcze jednego królika i
                                  dwie kuropatwy, a jestem już w połowie książki. Nadal nie wiem, czy Ty mnie
                                  przypadkiem nie podpuszczasz:))))
                                  Marqueza radzę czytać za dnia, bo wieczory jeszcze, psia kość, chłodne:(
                                  Pozdrawiam ciepło:)
                                  • Gość: itek Re: do Itka:) IP: *.pomorzany.v.pl 21.05.05, 08:08
                                    Z uwagi na to,ze ogoda robi stale postepy (obecnie jest kwietniowa) w nastepnym
                                    tygodniu zaopatrze sie w dzielko Marqueza :)

                                    Pozdrawiam
                                    PS.Co Ty tak ciagle piszesz o ksieciu w kontekcie zwierzaczkow. Czyzbys nie
                                    akceptowala jego niewinnego hobby :))
                                    • Gość: daria13 Re: do Itka:) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.05.05, 16:00
                                      Bardzo kocham zwierzęta i mordowanie ich dla przyjemności zawsze będę uważała
                                      za odrażające. Przedstawiłam historię z królikiem, bowiem idealnie określa ona
                                      charakter księcia; patrząc na agonię niewinnego stworzenia, którego zabicie
                                      sprawiło mu tyle przyjemnośći, głaszcze go, żeby pokazać samemu sobie, że nie
                                      jest zły, że umie współczuć. To szczyt hipokryzji i cała postać księcia,każdy
                                      jego czyn i odruch jest wciąż w ten sposób przez niego samego usprawiedliwiany,
                                      tłumaczony. Być może w dalszej części powieści Salina jeszcze się zrehabilituje
                                      jakimś heroicznym czynem, do tej jednak pory budzi moją odrazę.
                                      Pozdrowienia wciąż słoneczne:)
                                      • Gość: itek Re: do Itka:) IP: *.pomorzany.v.pl 21.05.05, 18:32
                                        To nie jest takie proste z tym "mordowaniem zwierzat dla przyjemnosci", jak to
                                        okreslasz w przypadku ksiecia.
                                        Przeciez przedstawione w tej scenie wspolczucie dla krolika (zaklocone
                                        samoswiadomoscia swojego wspolczucia i co za tym sklaniajaca do oceny samego
                                        siebie z dystansu) nie wyklucza przyjemnosci z polowania(!)- nie mordowania
                                        (!!). On ma skrupuly we wszystkim co robi i takie podejscie jest rowniez w tym
                                        przypadku- swiadczace paradoksalnie o tym, ze nie potrafi sie cieszyc nawet
                                        swoim hobby.
                                        Zatem po pierwsze to hobby sprawia mu przyjemnosc, a nie zadne mordowanie
                                        zwierzat (przeciez nie chodzi dajmy na to do kurnika i nie podrzyna dla
                                        przyjemnosci jakis kur czy innych gesi:)).
                                        Po drugie same okreslenie ksiecia-Lampart do czegos zobowiazuje:), nie moze byc
                                        chyba pomiedzy lampartem, a krolikem dobrych stosunkow:)).
                                        Po trzecie kocha zwierzeta-patrz jego ukochany Bendico.
                                        W zwiazku z powyzszym namawiam do weryfikacji sadu:)

                                        Pozdrawiam :)
                                        • daria13 Re: do Itka:) 22.05.05, 01:15
                                          Czy Ty naprawde nie łapiesz ironii Lampedusy w zdaniu:"(..)a ponadto don
                                          Fabrizio połączył przyjemność zabijania z pokrzepiającą świadomością okazanego
                                          współczucia.", czy tylko się ze mną droczysz?
                                          Dałam do przeczytania fragment z polowania dotyczący uśmiercenia królika osobie
                                          postronnej, młodej i niedoświadczonej życiowo i jej reakcja była absolutnie
                                          tożsama z moją. A może to ja jestem niedojrzała? Hmmmm.
                                          Wciąż wietrzę podstęp w Twojej obronie Saliny:)
                                          Pozdrawiam bardzo sennie, bo już po pierwszej:)
                                          • Gość: itek polowanie na krolika IP: *.pomorzany.v.pl 22.05.05, 10:10
                                            Wydaje mi sie, ze jednak przesadzasz z ta ironia Lampedusy w stosunku do ksiecia.
                                            Mamy tutaj do czynienia jedynie z relacja, a sekwencja wydarzen jest nastepujaca:
                                            1.strzal ksiecia i wynikajaca stad satysfakcja (i bede sie opieral nie z
                                            zabijania, ale z polowania)
                                            2.konanie krolika rodzace autentyczne wspolczucie ksiecia dla biednego zwierzaczka
                                            Wg mnie w zdaniu Lampedusy o polaczeniu przyjemnosci zabijania i swiadomosci
                                            okazanego wspolczucia, zabij, zamorduj, nie ma ironii w stosunku do ksiecia,
                                            jedynie jest podkreslenie,ze to autentyczne wpolczucie okazane krolikowi nie
                                            zaklocilo satysfakcji z polowania, ale ja wzmocnilo.

                                            Pozdrawiam

                                            • Gość: daria13 Re: polowanie na krolika IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.05.05, 10:45
                                              Oj, drogi kolego, plączecie się w zeznaniach:)Czy współczucie wzmocniło, czy
                                              osłabiło przyjemność z polowania?
                                              Pozwól, że przytoczę Twoje słowa:
                                              <On ma skrupuly we wszystkim co robi i takie podejscie jest rowniez w tym
                                              przypadku- swiadczace paradoksalnie o tym, ze nie potrafi sie cieszyc nawet
                                              swoim hobby.>
                                              <jedynie jest podkreslenie,ze to autentyczne wpolczucie okazane krolikowi nie
                                              zaklocilo satysfakcji z polowania, ale ja wzmocnilo>.
                                              To dwa cytaty z Twoich dwóch ostatnich postów;)
                                              Lampedusa na kolejnym przykładzie chciał nam pokazać hipokryzję Saliny.
                                              Pamiętasz jak jadąc do kochanki (zabierając w tę podróż jednocześnie
                                              księdza,żeby go upokorzyć, bo miał zły humor) odczuwał dyskomfort płynący z
                                              poczucia winy, grzechu, ale jednocześnie zgrabnie sobie swój postępek tłumacząc
                                              niedostatkami żony? To sytuacja w pewnym sensie analogiczna.
                                              Obawiam się, że tym razem to Ty musisz zweryfikować swoją opinię i zdecydować
                                              się na jednoznaczną interpretację.
                                              Przepaszam, że w tak piękny dzień każę Ci intensywnie myśleć, bo żeby wybrnąć z
                                              tej sytuacji będziesz chyba musiał trochę pogłówkować;)Ja tymczasem idę na
                                              konwalie. Wiem, że są pod ochroną, ale u mnie w okolicy rosną lasy
                                              konwaliowe,jest ich taka ilość, że urwanych kilka gałązeczek (bez korzeni) nie
                                              uszczupli tak bardzo ich zasobów.
                                              Pozdrawiam konwaliowo:)
                                              • Gość: itek Re: polowanie na krolika IP: *.pomorzany.v.pl 22.05.05, 12:55
                                                Te dwa moje komentarze sie nie wykluczaja, poniewaz jesliby ksiaze odczuwal
                                                prawdziwa przyjemnosc z polowania to nawet nie zainteresowalby sie krolikiem ,a
                                                na pewno nie myslaby o jego meczarniach (co by nie powiedziec to jest jakies
                                                zaklocenie):)
                                                Z drugiej strony poprzez te scene (ale nie tylko w tym miejscu i nie tylko w
                                                przypadku ksiecia(np.w przypadku Tancreda i Angelici)) Lampedusa pokazuje, ze
                                                skrupuly, ktore odczuwaja jego protagonisti -paradoksalnie-w jakims sensie-daja
                                                zyciu prawdziwy smak i przyczyniaja sie do glebokiej satysfakcji.
                                                Przejrzalem powtornie scene z polowaniam i nie widze w niej ironii w stosunku do
                                                ksiecia, a jedynie poblazanie i akceptacja dla takiego swiata w ktorym krolik
                                                musi zginac (podobnie jak czlowiek musi sie zestarzec i umrzec).

                                                Za oknem ciezkie chmury, ale trzeba zazyc ruchu:)
                                                Pozdrawiam:)

                                                PS.Ty to jakos nie masz serca do tych konwalii:) - tak je zrywac zakladajac, ze
                                                one nie maja nic przeciwko takiemu postepkowi :))
                                                • Gość: daria13 Re: polowanie na krolika i konwalie:)))) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.05.05, 22:07
                                                  Ależ Ty jesteś uparty. Nie pogodzimy się widzę z tym królikiem i pies go trącał
                                                  w takim razie,znajdę z pewnością wiele innych przykładów hipokryzji księcia,
                                                  już sobie ostrzę pazurki;)
                                                  Oglądałam dziś prognozę, musisz się śpieszyć z Marquezem, bo ma być chwilowe
                                                  załamanie podody, a skoro mówiłeś, że u Ciebie chmury, to ja to czarno widzę;(
                                                  Kolega to chyba ze Szczecina, bo dziś pokazywali, że tam burze.
                                                  Pozdrawiam nieburzowo:)
                                                  PS. Konwalie powiedziały mi, że doskonale się czują w wazoniku w wodzie, a na
                                                  dowód dobrego samopoczucia - pięknie mi pachną, ot co:)
                                                  • Gość: daria13 Re: polowanie na krolika i konwalie:)))) IP: *.medical / *.crowley.pl 24.05.05, 11:19
                                                    Z przykrością i lekkim zażenowaniem muszę się przyznać, że zaczynam weryfikowac
                                                    swoja ocenę księcia;( Scena jego odmowy przyjęcia zaszczytu stanowiska senatora
                                                    w dużym stopniu uswiadomiła mi przyczyny pasywność jego postawy, jego
                                                    rozgoryczenia i zniechęcenia. Lampedusa genialnie zagrał na naszych emocjach i
                                                    wrażeniach w pierwszej części książki przedstawiając Salinę w zdecydowanie
                                                    negatywnym świetle, jako despotę, tyrana i hipokrytę (będę się przy tym
                                                    upierała), po to żeby go uczłowieczyć, ukazać wszystkie jego słabośći, bo gdyby
                                                    tego nie zrobił stworzyłby postać nie do przyjęcia patetyczną. Myślę, że nigdy
                                                    nie powiem, że lubię Lamparta, ale nie jest mi on teraz tak przykry i
                                                    nieznośny, jak był na początku. A i Tacredi,jakby troche przestal mi działać na
                                                    nerwy. Sceny ze zwiedzania wszystkich zakamarków pałacu z Angeliką są dla mnie
                                                    mistrzowskie i niezwykle zmysłowe. Teraz wiem dlaczego poleciłeś mi,jako
                                                    miłośniczce zmysłowych opisów, lekturę Lamparta. Po raz kolejny winnam Ci
                                                    wdzięczność:)
                                                    Pozdrawiam w ten pochmurny i parny, ale zdecydowanie już letni dzień:)
                                                  • Gość: itek Re: polowanie na krolika i konwalie:)))) IP: *.pomorzany.v.pl 24.05.05, 20:41
                                                    Z pewnym niepokojem przeczytalem Twoje slowa wciaz liczac na to, ze nasze
                                                    poglady pomimo ich ewolucji pozwola nam dalej prowadzic ozywiona i pozyteczna
                                                    dyskusje ku chwale dziela Lampedusy:), nie dochodzac do momentu, w ktorym
                                                    bedziemy mieli identyczne poglady na wszystkie kwestie.
                                                    Dla mnie zasdniczym momentem ustawiajacym moj stosunek do ksiecia to 2 rozmowy z
                                                    1 rozdzialu- z Tancredem i z ojcem Pirrone w obserwatorium, w ktorych przestawia
                                                    swoje poglady powtorzone potem podczas rozmowy z Chevalleyem.

                                                    Pozdrawiam pogodnie:)
                                                    PS.Wczoraj byl u nas prawdziwy horror, rano burza, potem intensywny deszcz non
                                                    stop przez caly dzien:(((
                                                  • Gość: daria13 Re: Nieczuły, egoistyczny despota IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 24.05.05, 22:52
                                                    Twój triumf jest stanowczo przedwczesny;P. Przecież wyraźnie powiedziałam, że
                                                    księcia nie polubię, ja jedynie staram się go co nieco zrozumieć. Facet moim
                                                    idolem nie zostanie z pewnością nigdy, choćby z powodu swojego stosunku do
                                                    własnych dzieci. Mam przeczucie,że Concetta jeszcze pokażę na co ją stać, za to
                                                    jak została potraktowana i nie chodzi już tylko na Tancreda, ale właśnie o
                                                    całkowicie beztroski stosunek tatusia do jej uczuć. Gruboskórny despota, tyle
                                                    Ci powiem;)
                                                    Wyrazy głebokiego współczucia z powodu pogody. U nas cały dzień zapowiadało się
                                                    na burzę, ale w końcu obyło się bez niej, a na jutro zapowiadają piękną pogodę
                                                    i optymalną do pracy temperaturę,czyli 23 st.
                                                    Czego i Tobie życzę:)
                                                  • Gość: daria13 Re: Nieczuły, egoistyczny despota IP: *.medical / *.crowley.pl 25.05.05, 12:37
                                                    Książe umiera... jest mi przykro;(
                                                    To wyjątkowo piękna i przejmująca scena. Musiałam ją niestety przerwać, bo
                                                    autobus dojechał do celu i byłam zmuszona wysiąść. Próbowałam jeszcze czytać
                                                    dochodząc do pracy, ale cudem uniknęłam zderzenia i zaparkowanym w nietypowym
                                                    miejscu samochodem, więc chcąc nie chcąc musiałam zaprzestać. Teraz w każdej
                                                    wolnej chwili myślę o Salinie. Jest mi naprawdę smutno;(
                                                    Pozdrawiam i mam nadzieję, że uda mi się dzisiaj skończyć książkę i podzielić
                                                    się wrażeniami z całośći.
                                                  • Gość: itek Re: Nieczuły, egoistyczny despota IP: *.wi.tuniv.szczecin.pl 25.05.05, 15:41
                                                    Jestem ciekawy Twoich spostrzezen dokonanych juz (tuz) po zakonczeniu lektury.

                                                    Pozdrawiam nareszcie slonecznie i prawdziwie wiosennie

                                                    PS.Uwazaj na samochody, dolki i inne gadzety, bo ksiazka do samego konca bedzie
                                                    wciagajaca,a w Twoim przypadku to bardzo niebezpieczne:)
                                                  • Gość: daria13 Re: Skończyłam:((((((((( IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.05.05, 18:53
                                                    Właśnie zamknęłam książkę. Wczoraj niestety nie dane było mi dokończyć, ani na
                                                    siedząco, ani na stojąco, ani nawet na chodząco, bo niespodziewani goście nie
                                                    dość, że zabawili do późna, to jeszcze pozwolili sobie porwać mnie samochodem
                                                    do domu prosto z pracy;(
                                                    Jestem tak wypełniona mieszanymi uczuciami, że z pewnością nie pokuszę się
                                                    teraz o rzeczową ocenę. Mam na myśli ocenę treści, ocenę postaw i osób. Bo
                                                    jeśli chodzi o ocenę walorów literackich Lamparta, to moje zdanie jest bez
                                                    cienia wątpliwości jednoznaczne. To rzeczywiście wspaniała książka!!!
                                                    I co najdziwniejsze nie ma w niej właściwie żadnego nowatorstwa formalnego, nie
                                                    ma pierwiaska metafizycznego, którego zwykle tak pożądam w literaturze, ale jej
                                                    doskonała konstrukcja, barwny, piękny język, subtelność opisów i brak
                                                    jakiejkolwiek manierycznośći czy sztuczności sprawiają, że jest to jedna z
                                                    piękniejszych książek, jakie czytałam.
                                                    Lektura Lamparta pozostawiła po sobie jednak wielki i to podwójny niedosyt, ale
                                                    nie denerwuj się, niedosyt w pozytywnym tego słowa znaczeniu:)
                                                    Po jej skończeniu czuję się jakby skończyła się bezpowrotnie w moim życiu jakaś
                                                    frapująca przygoda, albo jakby odszedł na zawsze dopiero co poznany,
                                                    fascynujący człowiek, którego w momencie poznania już gotowa byłam uznać za
                                                    przyjaciela. Książki dzielą się chyba na te, których ukończenie napawa wielkim
                                                    smutkiem, że to już koniec i te które tego uczucia nie wywołują, są po prostu
                                                    kolejnym ciekawym, ale nie pozostawiającym śladu doznaniem. Jaka szkoda, że
                                                    tych pierwszych jest rzeczywiście nie za wiele:(
                                                    Drugą, bolesną konstatacją napawa mnie fakt, że Lampedusa oprócz Lamparta
                                                    pozostawił bodajże tylko jeszcze jedną pozycję i to jedynie zbiór opowiadań.
                                                    Toż to rozpacz. I podejrzewam, że nie będzie łatwo je zdobyć. Rozumiem, że Ty
                                                    czytałeś? Trzeba będzie poszukać, ale to stanowczo za mało, buuuuu:(
                                                    Co do oceny zawartości merytorycznej powieści, muszę, jak to już powiedziałam,
                                                    wnikliwie wszystko sobie przemyśleć i jak już sobie wszystko poukładam z
                                                    pewnością się podzielę:)
                                                    U mnie od dwóch dni upał niemal karaibski. Czekam niecierpliwie, wiesz na co:)))
                                                    Pozdrawiam naprawdę gorąco i dziękuję za troskę:)
                                                  • Gość: itek Re: Skończyłam:((((((((( IP: *.pomorzany.v.pl 26.05.05, 21:49
                                                    > Jestem tak wypełniona mieszanymi uczuciami, że z pewnością nie pokuszę się
                                                    > teraz o rzeczową ocenę. Mam na myśli ocenę treści, ocenę postaw i osób.

                                                    Musze zatem uzborpc sie w cierpliwosc i zaczekac, az mysli sie Tobie uloza.
                                                    Jesli chodzi o mnie najblizsza jest mi postawa Tancreda i jego oczyma ogladam
                                                    ksiecia w sposob naturalny:}
                                                    Ciekawy jestem, z czyjego punktu widzenia patrzysz na ksiecia oraz jaka postawa
                                                    jest Tobie najblizsza.

                                                    > I co najdziwniejsze nie ma w niej właściwie żadnego nowatorstwa formalnego, nie
                                                    >
                                                    > ma pierwiaska metafizycznego, którego zwykle tak pożądam w literaturze, ale jej
                                                    >
                                                    > doskonała konstrukcja, barwny, piękny język, subtelność opisów i brak
                                                    > jakiejkolwiek manierycznośći czy sztuczności sprawiają, że jest to jedna z
                                                    > piękniejszych książek, jakie czytałam.

                                                    Zgadzam sie z Toba z pewnym wyjatkiem-chodzi mi o ten pierwiastek metafizyczny.
                                                    Dla mnie rozdzial, w ktorym ksiaze umiera zawiera pierwiastki metafizyczne, ale
                                                    moze mamy nie to samo na mysli.

                                                    > Po jej skończeniu czuję się jakby skończyła się bezpowrotnie w moim życiu jakaś
                                                    >
                                                    > frapująca przygoda

                                                    Ze mna tak nie jest poniewaz powracam do lektury tej ksiazeczki odnajdujac za
                                                    kazdym razem cos nowego dla siebie.

                                                    > Drugą, bolesną konstatacją napawa mnie fakt, że Lampedusa oprócz Lamparta
                                                    > pozostawił bodajże tylko jeszcze jedną pozycję i to jedynie zbiór opowiadań.
                                                    > Toż to rozpacz. I podejrzewam, że nie będzie łatwo je zdobyć. Rozumiem, że Ty
                                                    > czytałeś?

                                                    W Polsce wydano oprocz Lamparta 3 opowiadania i jedno wspomnienie "Miejsca
                                                    mojego dziecinstwa"- bardzo interesujace, z opisami palacow-calosc ma 140 stron
                                                    i ukazala sie raz w 1964 w nakladzie 10tys.egz:((- polecam je z czystym
                                                    sumieniem. Oprocz tego wydano w 2001 szkic nt. zycia i tworczosci Szekspira oraz
                                                    w 2003 szkic o tworczosci Stendhala- calosc jest interesujaca i mowi duzo nie
                                                    tylko o Szakspirze czy Stendhalu, ale i o Lampedusie.

                                                    Pozdrawiam upalnieee :)

                                                    PS.We wtorek wyjezdzam nad Sekwane:) i zgadnij co wezme ze soba na droge do
                                                    poczytania?



                                                  • Gość: daria13 Re: Skończyłam:((((((((( IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.05.05, 20:33
                                                    Szczerze mówiąc nie patrzę na księcia z niczyjego punktu widzenia, bo też chyba
                                                    nie mam takiego zwyczaju zgłębiając jakąś lekturę, chyba, że autor stara się
                                                    takie czytanie narzucić. Lecz jeśli miałabym wybrać postać, której oczami
                                                    patrzyłam na księcia to wybrałabym Concettę. Może dlatego mam jednak tak
                                                    wyostrzony krytycznie obraz Saliny.
                                                    Zupełnie też nie podzielam Twojego entuzjazmu wobec Tancreda. To darmozjad,
                                                    bawidamek, utracjusz i nic więcej. Fragment listu do wuja z prośbą o
                                                    oświadczyny i komentarza odautorskiego Lampedusy świetnie charaktryzuje jego
                                                    postawę: "był od trzech miesięcy w szponach najgwałtowniejszej miłości; że
                                                    ani "niebezpieczeństwa wojny" (czytaj: spacery po parku w Casercie:),
                                                    ani "liczne atrakcje wielkiego miasta" (czytaj: "wdzięki baletnicy
                                                    Schwarzwald") nie zatarły na chwilę wyrytego w sercu obazu panny Angeliki
                                                    Sedara) - koniec cytatu. Ot cały nasz kochany siostrzeniec:)
                                                    Jestem ciekawa, dla jakich to przymiotów tak bardzo cenisz tego młodzieńca.
                                                    Niestety nie mam dziś czasu się rozpisywać, więc tylko narazie zaznaczam
                                                    problem różnicy w widzeniu Tancreda między nami.
                                                    Dzięki za informacje na temat reszty twórczości Lampedusy - będę się pewnie
                                                    nieźle musiała namęczyć, żeby to zdobyć, ale rozumiem, że warto.
                                                    Czy nad Sekwanę jedziesz w celach wypoczynkowych i czy na długo, bo to mogłoby
                                                    oznaczać, że będziemy musieli zawiesić naszą dyskusję o Lamparcie, a to byłoby
                                                    przykre, no i musiałabym czekać na Twoje wrażenia z lektury Marqueza, a to
                                                    byłoby jeszcze smutniejsze;(
                                                    Proszę mnie pocieszyć.
                                                    Pozdrawiam lekko zmęczona upałem:)
                                                  • Gość: itek Re: Skończyłam:((((((((( IP: *.pomorzany.v.pl 27.05.05, 21:56
                                                    No wlasnie! Obawialem tego, ze najblizsza postacia jest dla Ciebie ta biedna,
                                                    Concetta, ktora, chyba to przyznasz, kieruje sie w zbyt duzym stopniu
                                                    uczuciami,a w zbyt malym chlodnym osadem.
                                                    Co do Tancreda to wg mnie jest jej przeciwienstwem (stad to ich
                                                    przyciaganie:))- we fragmencie przytoczonym przez Ciebie jest on zwyczajnym
                                                    mlodziencem o typowych zainteresowaniach- mnie nie oburza jego postawa:)
                                                    Cenie za to jego tworczy stosunek do zycia, trzezwy osad rzeczywistosci (patrz 1
                                                    rozmowa z wujem), pozbawiony zludzen stosunek do ludzi, niezaleznosc, uczciwosc
                                                    (w ramach przyjetych zasad postepowania),wrazliwosc zmieszana z ironia, etc.
                                                    Zatem jest czyms wiecej niz tylko darmozjadem- a propos- kto nim nie
                                                    jest?Sedara?, bawidamkiem- czy to cos az takiego zlego:), utracjuszem-i bardzo
                                                    dobrze:)
                                                    Koncze, bo lulac mi sie chce, troche z powodu dzisiejszych upalow.

                                                    W ramach pocieszenia zdradze, ze nad Sekwana bede ok.tygodnia, najpierw w celach
                                                    niewypoczynkowych, nastepnie czysto wypoczynkowych, a po powrocie przedstawie
                                                    swoje opinie m.in. na temat ostatniego Marqueza (w tym watku).
                                                    Zatem,prosze sie juz nie smucic:)

                                                    Pozdrawiam



                                                  • Gość: daria13 Re: Skończyłam:((((((((( IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.05.05, 11:32
                                                    > No wlasnie! Obawialem tego, ze najblizsza postacia jest dla Ciebie ta biedna,
                                                    > Concetta, ktora, chyba to przyznasz, kieruje sie w zbyt duzym stopniu
                                                    > uczuciami,a w zbyt malym chlodnym osadem.
                                                    Tak! I wcale się tego nie wstydzę!
                                                    Typowe zainteresowania młodzieńcze Tancereda - kochanki i wielka miłość do
                                                    Angeliki (wielka miłość, phi), to dla mnie nic, co mogłoby mnie pociągać w tej
                                                    postaci, co najwyżej budzić odruch pobłażania. Niezależność - chyba żartujesz!
                                                    Uczciwość? Kochanki i Angelika, że się powtórzę. Ale najbardziej rozśmieszył
                                                    mnie w Twoim wykonaniu fragment: "utracjuszem i bardzo dobrze." Coś u ciebie
                                                    słabo z konsekwencją, kolego. Jak te wszystkie postawy mają się do Harrego z
                                                    Dzikim palm, którego tak lubiłeś? Nijak, niestety. Trzeźwy lekkoduch, utracjusz
                                                    i bawidamek i Harry? Halo, o co chodzi? Czy Tancredi nie jest typowym
                                                    oportunistą? Jak więć ma się do tego Twoja krytyka bohatera Starego, który choć
                                                    z innych pobudek, ale tez jest, w Twoim mniemaniu wygodnicki?
                                                    Proszę bardzo, tłumacz się teraz:))))
                                                    Dobrze, że mam okna na dwie strony świata, mogę przynajmniej porobić w całym
                                                    domu przeciągi, bo inaczej bym się chyba ugotowała. Czy u Ciebie też jest tak
                                                    gorąco?
                                                    Pozdrawiam serdecznie, pełna zazdrości, co do Sekwany. Czym będziesz podróżował?
                                                  • Gość: itek Re: Skończyłam:((((((((( IP: *.pomorzany.v.pl 29.05.05, 22:25
                                                    Twoje zarzuty do Tancreda sprowadzaja sie wg mnie do jednej podstawowej
                                                    trudnosci- chodzi o kochanki,masz mu za zle przede wszystkim te jego kochanki-
                                                    budzi to Twoje poblazanie w stosunku do jego osoby, nie ma mowy w zwiazku z nimi
                                                    o jego uczciwosci i (pewnie) niezaleznosci rowniez, z ich powodu jest on takze
                                                    paskudnym utracjuszem i wstretnym oportunista.
                                                    Otoz ja tak tego nie widze. On jest dla mnie, podobnie jak dla ksiecia, wielkim
                                                    (wybitnym) czlowiekiem porafiacym wlasciwie oceniac sytuacje i podejmujacym
                                                    wlasciwe kroki, lawirujacym w meandrach zycia ze zrecznoscia ekwilibrysty:). Z
                                                    Twoimi zarzutami sie nie zgadzam, z wyjatkiem moze tego utracjusza, choc gdybym
                                                    mial o to do niego pretensje czulbym sie jak osoba krytykujaca narratora Moskwy
                                                    Pietuszek z powodu spozywania przez niego %ow. A poza tym majateczek pomnozyl,
                                                    wiec doprawdy sie czepiasz:)
                                                    Sympatia do Harrego nie wyklucza sympatii do Tancreda, czy w zyciu darzymy
                                                    sympatia jedynie osoby o takich samych charakterach.
                                                    W moim pieknym miescie byly straszne upaly w sobote, znosne dzisiaj, ale nie
                                                    odczulem bo bylem nad duza woda.
                                                    Podroz-Citroen C8-pasazer:)

                                                    Pozdrowienia:)
                                                  • Gość: daria13 Re: Skończyłam:((((((((( IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.05.05, 18:08
                                                    Różnica w naszym odbiorze Tancreda wynika z różnicy płci (Twojej i mojej,
                                                    znaczy:). Ty w solidarności męskiej nie masz mu za złe wiarołomstwa, ja, jako
                                                    kobieta, takiego sposobu życia pochwalić nie potrafię, taka jestem jakaoś
                                                    staroświecka;). Na Ciebie działa jego niewątpliwy, czasami tylko nieco za
                                                    bardzo rubaszny, urok osobisty, ja nie znoszę takich, nie bójmy się użyć tego
                                                    słowa, gogusiów, jak mawiała moja Mama - picusiów-glancusiów (ale śmiszne
                                                    słowo, zwłaszcza jak jest napisane:). To facet, który nie zawdzięczał niczego
                                                    sam sobie, był całe życie od kogoś uzależniony i miał dzikiego farta, że jego
                                                    wybranka nie dość, że była wyjątkowo bogata, to jeszcze piękna przy tym, a że
                                                    pusta, to już taki szczególik. Kompletnie nie rozumiem, za co mamy go podziwiać
                                                    i określać mianem wybitnego człowieka. Umiejętności "lawirowania w meandrach
                                                    życia" ja nazywam sprytem a nie wielkością. Pokaż mi choć jeden przykład jego
                                                    wybitności, to może zrozumiem Twój punkt widzenia. No może chodzi Ci o to, że
                                                    umiał kupić pierścionek zaręczynowy za pieniądze od wuja, tak korzystnie, że
                                                    wystarczyło mu jeszcze kasy na drobny prezencik dla kochanki. O, to
                                                    rzeczywiście nie byle jakie osiągnięcie. Jestem w stanie od biedy zrozumieć, że
                                                    można lubić Tancreda, ale żeby go podziwiać, nijak nie rozumiem.
                                                    To, że książe go podziwia, bo daży go miłością ojcowska, to jestem jeszcze w
                                                    stanie zrozumieć, ale Twój podziw jest wciąż dla mnie niezrozumiały.
                                                    Proszę o konkrety z życia i zachowania Tancreda, które budzą Twój tak wielki
                                                    szacunek.
                                                    Książe jest postacią tak wielowymiarową i ciekawą, że o jego ocenę będę się
                                                    mogła pokusić dopiero jak zelżą te nieznośne upały, co pozwoli mi nieco jaśniej
                                                    myśleć i artykułować te myśli.
                                                    Pozdrawiam totalnie wyczerpana i ugotowana:)
                                                  • Gość: daria13 Re: Skończyłam:((((((((( IP: *.medical / *.crowley.pl 06.06.05, 14:40
                                                    "Ale tego wieczoru rozległo się od dawna juz nie słyszane groźne pobrzękiwanie
                                                    głebokiej łyżki o boki wazy: oznaka wielkiego, powściąganego jeszcze gniewu,
                                                    najbardziej przerażający dźwięk, jak utrzymywał nawet po czterdziestu latach
                                                    jeden z pozostałych przy życiu synów - ksiaże spostrzegł, że szesnastoletni
                                                    Francesco Paolo nie siedzi jeszcze na swoim miejscu. Chłopak wszedł zaraz
                                                    ("Proszę mi wybacyć, papo!") i usiadł. Nie został skarcony, lecz ojciec
                                                    Pirrone, który sprawował funkcję mniej więcej takie jak pies owczarski, zwiesił
                                                    głowę i polecił się Bogu. Grom nie uderzył, ale wietr, jaki się zerwał przy
                                                    nadchodzącej burzy, zmroził zgromadzonych przy stole i cała kolacja i tak była
                                                    zepsuta. Podczas posiłku niebieskie oczy księcia, zmrużone pod wpół
                                                    przymkniętymi powiekami, padały kolejno na wszystkie dzieci, które martwiały ze
                                                    strachu".
                                                    Jest to cytat, który w moim odczuciu doskonale powinien wytłumaczyć moją
                                                    początkowa niechęć do księcia. Okrutny despota i tyran. Kiedy później do tego
                                                    wszystkiego doszło jego wyrzeczenie się wartości dotyczących jego pozycji i
                                                    pochodzenia, poparcie dla rewolucji i namawianie swoich poddanych do głosowania
                                                    w referendum na korzyść nadchodzących zmian, uznałam go za hipokrytę i
                                                    oportunistę, którym przecież tak naprawdę jest. Wynika to wszystko oczywiście z
                                                    jego wnikliwośći i inteligencji, zrozumienia i mądrości życiowej, ale jednak
                                                    jest wyrazem zaparcia się siebie. Moje spojrzenie na księcia, jak juz to
                                                    wcześniej pisałam, zmieniło się jednak diametralnie po przeczytaniu jego
                                                    dialogu z wysłannikiem władz, w którym Salina daje diagnozę, bardzo wnikliwą i
                                                    bardzo krytyczną, społeczeństwa i historii Sycylii. Po tej rozmowie zaczynam
                                                    lepiej rozumieć cały sceptycyzm i przenikliwość księcia.
                                                    Sceny poprzedzające bezposrednio śmierć księcia są z pewnością nie dość, że
                                                    najpiękniejszymi i najbardziej poetyckimi (rzeczywiście z elementami
                                                    metafizyki,jaką zawsze niesie w sobie śmierć) w całej powieści, ale jeszcze
                                                    bardziej zbliżają czytalnika do Saliny, do jego duchowości i mądrości, a
                                                    jednocześnie do jego człowieczeństwa.
                                                    Lampedusa zagrał na moich emocjach, pokazując księcia najpierw jako despotę i
                                                    oportunistę, po to żeby przedstwiona przez niego postać, tak w sumie wielka
                                                    jako przedstawiciel odchodzącej arystokracji, nie stała się nieznośnie
                                                    patetyczna i monumentalna. To zwykły - niezwykły człowiek.
                                                    Mnie w sumie najbardziej zafrapowała też w Lamparcie postawa i ocena księcia
                                                    przez poddanych. Miałam zupełnie inny obraz ciemiężonych i wykorzystywanych
                                                    przez panów ludzi. Lampedusa pokazał mi inną, ciekawą i ludzką stonę tych
                                                    zależności, które mam nadzieję jeszcze z Tobą omówić, jeśli będziesz miał
                                                    ochotę:)
                                                    Jestem ciekawa, czy nad Sekwaną też tak pochmurno i zimno jak tutaj. Kolejny
                                                    miesiąc nie taki, jaki powinien być.Do bani z taką pogodą;(
                                                    Pozdrawiam z utęsknieniem:)
                                                  • Gość: itek Re: Skończyłam:((((((((( IP: *.pomorzany.v.pl 06.06.05, 21:43
                                                    Jestem juz w ojczyznie:) zmeczony & zadowolony. Nie mam teraz sil sie
                                                    rozpisywac, ale zawiadamiam telegraficznie, ze odpuscilem sobie po pierwszym
                                                    rozdziale dzielko Gabo i nie mam zamiaru zglebiac (wrazenia-gleboki niesmak dla
                                                    bohatera opowiesci(zapamietalem ze pali go w tylku od dluzszego czasu i ma
                                                    nasrane we lbie(sorry za slownictwo)) i zdziwienie ze Marquez tracil swoj cenny
                                                    czas na przyblizanie nam takiego obwiesia, jakby mie mial nic lepszego odo
                                                    opowiedzenia). W Paris pogoda byla OK. (czasem bylo ladnie czasem troche mniej,
                                                    ale to normalne), ale to co zastalem u nas to katastrofa-falszywe lato (jakby
                                                    powiedzial Hemingway).

                                                    Pozdrawiam b.spiaco :)
                                                  • Gość: daria13 Re: Skończyłam:((((((((( IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 06.06.05, 21:58
                                                    Cieszę się, że już jesteś:)
                                                  • Gość: itek Lampart itp. Part2 IP: *.pomorzany.v.pl 07.06.05, 19:07
                                                    Bardzo dobrze wytlumaczylas mi swoj zmieniajacy sie stosunek do ksiecia,
                                                    generalnie zgadzam sie z Toba, nawet z tym, ze mozna go traktowac jako
                                                    oportuniste, ale tylko do pewnego stopnia. Generalnie lubie bohaterow
                                                    wyobcowanych z otaczajacego ich srodowiska, jest on dobrym przykladem takiego
                                                    bohatera i generalnie dlatego rowniez wydawal mi sie od pierwszego momentu
                                                    sympatyczny (taka jest roznica miedzy nami).
                                                    Co do Tancreda to oczywiscie sie z Toba nie zgadzam-to wybitna osobowosc,
                                                    posiadajaca wiele zalet, a nie cienki spryciarz. Zauwaz, ze on pierwszy ocenil
                                                    wlasciwie sytuacje, byl zatem bardziej przenikliwy niz nawet Salina, nie mowic
                                                    juz o ojcu Pirrone (nawiasem mowiac fantastycznie go opisal Lampedusa- mimo
                                                    swoich licznych wad da sie jednak lubic- jedna z niewielu postaci w sutannie z
                                                    krwi i kosci:)), ktory potrzebowal z rok, zeby zrozumiec co ksiaze mial na mysli
                                                    po rozmowie (ksiecia) z Tancredem.
                                                    Jak Ty odebralas dziel(k)o Marqueza, jak juz meldowalem mnie odrzucilo i nie mam
                                                    ochote na zglebianie chorej psychiki wesolego staruszka:)

                                                    Pogoda w Szcz. do luftu, 0 slonca, malo swiatla, zimno-13st.C, a do tego non
                                                    stop deszczyk, brrrrrrrrrrrr

                                                    Pozdrawiam cieplutko:)
                                                  • Gość: wqrwiony Re: Lampart itp. Part2 IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.06.05, 19:28
                                                    Nie wiem co tu toztrząsaliście przez prawie dwie setki postów, odpowiedź jest przecież oczywista. Tak Itek jeśli nie jesteś Bogiem mylisz się
                                                  • Gość: daria13 Re: Do Pana W. IP: *.medical / *.crowley.pl 08.06.05, 12:28
                                                    Cześć:) Zanim postawisz tak kategoryczną diagnozę, może jednak pokusisz się o
                                                    przeczytanie wątku (choć wiem, że jest on być może interesujący wyłącznie dla
                                                    Itka i dla mnie;) i wtedy może rozstrzygniesz nasze spory o bohaterów
                                                    Faulknera, bo coś mi mówi, że czytałeś, a Twoje zdanie zawsze jest dla mnie
                                                    cenne:). A może się mylę (co do tego, czy czytałeś F.)?
                                                    Pozdrawiam:)
                                                  • daria13 Re: Jakże to tak? 07.06.05, 22:29
                                                    A gdzie obietnice, gdzie honor, gdzie w końcu lojalność wobec stałej
                                                    rozmówczyni i pilnej uczennicy, która tak grzecznie odrabia lekcje? Że o
                                                    odrobinie sympatii nie wsponmę:)Książeczka Marqueza w końcu nie jest obszerna i
                                                    choć wiem, jak cenisz sobie swój czas, stanowczo nalegam na przeczytanie w
                                                    całości, inaczej poczuję się całkowicie zlekceważona. No powiedz, nie zrobisz
                                                    tego dla mnie, lub choćby w ramach rewanżu, za moje pracowicie wymyślane
                                                    argumenty i kontrargumenty w naszych wszystkich dyskusjach?
                                                    Bardzo szybko się zrażasz, ale trochę Cię rozumiem, bo pamiętam jak odpychające
                                                    wrażenie zrobił na mnie książę po pierwszym rozdziale Lamparta i jak to
                                                    wrażenie ewoluowało w miarę czytania. Myślę, że w przypadku bohatera Dziwek,
                                                    rzecz może się mieć z Tobą podobnie, bo tak na zdrowy rozum i na pierwszy rzut
                                                    oka, nie jest on godny podziwu, ale, uwierz mi, później zmienisz o nim zdanie,
                                                    a jeśli nie zmienisz zdania, co do bohatera, to może jednak dasz się uwieść
                                                    poezji tej opowieści, bo jest to najbardziej, w moim odczuciu, poetycka powieść
                                                    mojego ukochanego M. Mnie oczarowała bez reszty. Być może Ciebie nie oczaruje,
                                                    ale daj jej szansę, proooooszę. Nie daj się zwieść pozorom i przede wszystkim
                                                    nie podchodź do tej pozycji dosłownie, bo przecież wiesz, że u Marqueza rzeczy
                                                    i ludzie rzadko okazują się tym, czego się po nich spodziewamy:)
                                                    Jeśli Szcz. to duże miasto, a nie jego zdrobnienie, to muszę Ci powiedzieć, że
                                                    to miasto, w którym się urodziłam, choć przeżyłam tam tylko dwa lata, ale
                                                    sentyment mam wielki:)
                                                    U mnie też nadal zimno. W niedzielę pan Podoga powiedział, że ludowe porzekadło
                                                    mówi, że jak na Norberta, Roberta i Medarda pada deszcz, to będzie jeszcze
                                                    padał przez sześć tygodni i pan przyznał, że nie jest to takie całkiem od
                                                    rzeczy. Jeśli to prawda, to ja się tak nie bawię.
                                                    Pozdrawiam sennie:)
                                                  • Gość: daria13 Re: Itku? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 08.06.05, 21:05
                                                    Twoje milczenie biorę za dobrą monetę, bo mam nadzieję, że czas poświęcasz
                                                    lekturze Dziwek, mimo niechęci, na moją prośbę:)
                                                    Czy się mylę?
                                                  • Gość: itek Re: Itku? IP: *.pomorzany.v.pl 08.06.05, 23:23
                                                    Milczalem, bo musze pare rzeczy zrealizowac b.pilnie (terminy!!!!!!!). Z Dziwek,
                                                    specjalnie i jedynie z uwagi na Ciebie:)) sprobuje przeczytac w najblizszym
                                                    czasie 2 rozdzial, ale nie recze, bo tematyka pedofilska jest mi obca i czuje do
                                                    tego obrzydzenie (z Lola mam to samo-nie zachwyca, pozostawia z uczuciami malo
                                                    pozytywnymi dla H.H i autora), taki juz jestem dziwny. Wiec jakby co to przebacz:)

                                                    Pozdrawiam:)
                                                  • daria13 Re: Itku? 09.06.05, 21:48
                                                    Drogi Itku! Twój argument dotyczący tematyki pedofilskiej jest doprawdy
                                                    zabawny. Czy nie czytujesz książek o, dajmy na to, mordercach, bo nie
                                                    pochwalasz zabijania ludzi, a taki Raskolnikow na ten przykład? Czyż nie lubisz
                                                    Harrego mimo, że dokonał zabiegów aborcji, a nie wydaje mi się żebyś był
                                                    gorącym zwolennikiem? Książka Marqueza nie jest osadona w tematyce
                                                    pedofilskiej, wierz mi. Choć jesteś w jednej trzeciej książki, nie doszedłeś
                                                    chyba jednak do jej sedna, więc daj drogiemu M. szansę. Musisz poza tym
                                                    zrozumieć, że w krajach, w których rozgrywa się akcja książek M. kobiety
                                                    dojrzewają znacznie szybciej i zresztą co jak co, ale mnie chyba nie
                                                    podejrzewasz o to, że pochwalam takie praktyki i musisz mieć świadomość, że
                                                    Marquezowi nie o to chodziło. To książka magiczna i największym grzechem byłoby
                                                    branie jej dosłownie, ale myślę, że znam CIę już na tyle dobrze, żeby się
                                                    zorientować, że trochę się za mną droczysz, (choć trochę na rzeczy też pewnie
                                                    jest), ale ja nie mam nic przeciwko temu, nawet to lubię, bo sama też miewam
                                                    takie skłonności:)
                                                    Czy rzeczywiście zanosi się u Ciebie dziś w nocy na te zapowiadane 0 stopni?
                                                    Jeśli tak, to pozdrawiam dziś wyjątkowo gorąco, na rozgrzanie:)))
                                                  • daria13 Re: Jakże to tak? 09.06.05, 12:36
                                                    FK mi dzisiaj kompletnie sfiksowało, nie wiem nawet czy ten post się pojawi,
                                                    ale jeśli tak, to wiedz, że teraz nie wiem, czy o mnie zapomniałeś z kretesem,
                                                    czy to tylko wina wadliwie działającego forum;( Wolałabym opcję drugą.
                                                    Wczoraj, po powrocie ze spaceru z psem poważnie się zastanawiałam nad
                                                    rozpaleniem kominka, tak było zimno, ale słyszałam, że ponoć u Ciebie
                                                    temperatura w nocy ma spaść do 0:(
                                                    Trzymaj się więc ciepło:)
                                                  • daria13 Re: Halo!?! 13.06.05, 12:08
                                                    Halo, halo! Daria13 do Itka! Odbiór!?!!!
                                                    Rozumiem, że zatkało Cię całkiem po przeczytaniu w całośći Dziwek i teraz
                                                    musisz przetrawić, żeby w pełni wyrazić swój zachwyt:)))
                                                    Bo, że nie dotrzymasz danej obietnicy nie mogę uwierzyć:)A w końcu nie wymagam
                                                    przeczytania jakiegoś współczesnego chłamu, hiciora, ale pozycję jakby nie
                                                    patrzeć klasyka i w dodatku nie jest to pozycja zbyt opasła:)
                                                    Btw. jestm na swieżo po przeczytaniu Głosu góry Kawabaty, bo postanowiłam
                                                    nadrobić zaległości z literatury japońskiej i jestem ogromnie ciekawa Twojej
                                                    opinii na temat tego pisarza, bo przeczucie mi mówi, że istnieje szansa, że go
                                                    lubisz:). Czytałeś Głos góry?
                                                    Pozdrawiam nareszcie ciepło:)))
                                                  • Gość: daria13 Re: Halo!?! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.06.05, 18:29
                                                    Wiesz, bardzo fajnie się z Tobą rozmawia, ale znacznie mniej fajnie milczy. Tym
                                                    bardziej, kiedy to zamilknięcie z Twojej strony, znowu odbywa się tak
                                                    nieoczekiwanie. Czyżbyś należał do gatunku chimerycznych facetów? A może to ja
                                                    należę do gatunku natarczywych bab?
                                                    Jeśli można wybieram opcję trzecią - jesteś obecnie bardzo zapracowany;-)
                                                    Pozdrawiam, mimo wszystko, w poburzowe,upalne popołudnie:)
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka