Dodaj do ulubionych

Być wabikiem

05.11.02, 09:04
1.

"Najlepsza z książek, które przeczytałem w zeszłym roku. Jonathan Carroll"

- tak właśnie wydawca napisał na pierwszej stronie okładki "Pocałunków na
Manhattanie" Davida Schicklera. Trudno ocenić, ile realnej zachęty jest w
takim przytoczeniu. W końcu nic nie wiemy o stawce, w jakiej Pocałunki
zdobyły ten wątpliwie zaszczytny tytuł najlepszej z książek, które JC
przeczytał w zeszłym roku. Może JC w ogóle niewiele czytał w zeszłym roku, bo
na przykład w zeszłym roku JC tylko pisał kolejnego gniota?

Abstrahując od samych pocałunków na Manhattanie, chciałbym pociągnąć dyskusję
w kierunku sztuki kuszenia przez podstawienie.


2.

Sam padłem ofiarą takiej manipulacji, choć może "ofiara" nie jest tu dobrym
słowem. Byłem w pełni świadomy, co w recenzji książki może oznaczać taki oto
reklamiarski bełkot: "Wyobraźcie sobie Kurta Vonneguta jr. grającego rocka na
4/4, a otrzymacie właśnie tę książkę" (Bradley Denton - "Buddy Holly żyje i
pozdrawia z Ganimedesa"). Byłem jednakowoż ciekawy, jak dalece można posunąć
się w kłamstwie, żeby coś sprzedać. Merkantylizacja to fascynujące zjawisko.
Choć nie ukrywam, że mimo wiary we własny dystans do spraw, liczyłem po cichu
na to, że książka coś z ducha KV będzie jednak w sobie miała.

Nie miała.


3.

Czasem jeden atlant, choćby z pozoru poważny, wydaje się być zbyt słabą
gwarancją dla wydawcy asekuratora. Montując rusztowanie dla Lisy Jewell ów
pamięta, że co dwie głowy, to nie jedna, a atlantowi dorzuca kariatydę (lub
kariatydzie atlanta, żeby nie było, że jestem seksistą):

O książkach Lisy Jewell mówi się, że stanowią doskonałe połączenie pisarstwa
Helen Fielding i Nicka Hornby’ego, i są dobrze odbierane zarówno przez
kobiety, jak i mężczyzn. (Lisa Jewell - "Trzydziestka na karku").


4.

A czasem i dwa podpieradła to za mało.

Od Carrolla podpierającego zacząłem ten wątek, więc tutaj Carroll podparty
będzie stanowił znakomitą klamrę kompozycyjną. Oto na jego... samej "Krainie
Chichów" (tak!) możemy znaleźć misterny wabik, sam w sobie będący arcydziełem
tego osobnego, znamiennego mikrogatunku:

"Czułem się tak, jakbym czytał Buszującego w zbożu, który wyszedł spod pióra
C.S. Lewisa. Stephen King".


A może spotkaliście się kiedyś z jeszcze bardziej rozbudowaną sekwencją
znanych nazwisk i dzieł zaprzęgniętych w kierat doraźnej promocji?


5.

Czy zwracacie uwagę na takie wydawnicze podchody? Czy to na Was działa?
Co o tym sądzicie?
Obserwuj wątek
    • martolka Re: Być wabikiem 05.11.02, 11:27
      Nawiążę jeszcze do pana Carrolla - ja się załapałam, ale to było jeszcze w
      czasach kiedy mnie nie nudził. A załapałam się nie tylko na Pocałunki na
      Manhattanie, ale i na trylogię Richardsona Daviesa - i nie żałuję. Pewnie nie
      zwróciłabym uwagi na te książki gdyby nie Carroll. Trylogia jest jedną z serii,
      do których na pewno wrócę, a i Pocałunkom nie mam nic do zarzucenia. Co zmusza
      mnie do zastanowienia się nad tym, czy kupiłabym jakąś następną książkę
      reklamowaną nazwiskiem J.Carrolla. Jego samego obecnie niezbyt cenię, nudzi
      mnie, ale co, jeżeli mamy ten sam gust jeśli chodzi o lektury? Może jednak to
      co on reklamuje akurat mi bardzo odpowiada czytelniczo. Hmm...
      Widziałam kiedyś żarcik rysunkowy (nie pamiętam jakiego autora konkretnie
      dotyczył), przedstawiający okładkę książki, której pół strony zajmowało
      nazwisko sławnego pisarza, a pod spodem maciupeńkim nie-do-odczytania druczkiem
      napisano, że zachęca on do lektury książki pana X.
      Z trochę innej półki: widziałam też okładkę jakiegoś kryminaliku, którą zdobił
      wielki napis Piękna i Bestia, pod spodem zaś widniało zdanie sprowadzające się
      do tego, że w środku znajduje się tak samo fascynująca historia jak ta z tej
      baśni.
      Mam tylko nadzieję, że pisarze reklamujący książki wiedzą co reklamują. Gorzej
      kiedy nie czytali, nie znają, a zachęcają, bo zobowiązuje ich umowa z
      wydawnictwem.
      • staua Re: Być wabikiem 05.11.02, 22:19
        Na mnie nie dziala to zupelnie. Nowosci czytam po recenzjach z gazet
        (najczesciej kilku) lub po przeczytaniu Forum badz uslyszeniu opinii kogos,
        kogo cenie.
        A mam do przeczytania tylu klasykow, ze i tak nie musze czytac reklamowanych
        bestsellerow... Swoja droga, ciekawe, jak teraz zareklamowanoby "Boska
        komedie..."
        • martolka Re: Być wabikiem 05.11.02, 22:43
          staua napisała:

          > Na mnie nie dziala to zupelnie. Nowosci czytam po recenzjach z gazet
          > (najczesciej kilku) lub po przeczytaniu Forum badz uslyszeniu opinii kogos,
          > kogo cenie.

          Przypuśćmy, że "opinia kogoś" to właśnie zachęta twojego naukochańszego pisarza
          wydrukowana na okładce czegoś bliżej ci nieznanego. Trudno sprawdzić całą
          książkę w sklepie. Dałabyś się skusić na kupienie?
          • staua Re: Być wabikiem 06.11.02, 09:31
            Nie, raczej nie, musze powiedziec, ze raczej potraktowalabym to podejrzliwie.
            Co innego, gdyby pisarz sam mi to powiedzial...
            A na okladce "Slownika chazarskiego" Pavicia, ktory czytam teraz, jest
            napisane, ze to drugie "Imie rozy".(nie kupilam tej ksiazki z powodu
            tej "opinii", tylko dlatego, ze dawno temu ktos mi o niej opowiedzial). Na
            razie jedyne podobienstwo to zatruta ksiazka.
        • ydorius Re: Być wabikiem 06.11.02, 14:00
          staua napisała:

          Swoja droga, ciekawe, jak teraz zareklamowanoby "Boska
          > komedie..."

          Może tak?
          "To najlepsza książka drogi od czasów >>w drodze<< Jacka Kerouaca" - Daily
          Telegraph
          "Dante Alighieri w cudowny sposób łączy romantyzm z awanturniczym trybem
          życia" - Newsweek
          "Czułem się, jakbym czytał > mil podmorskiej żeglugi<< napisanej przez
          Johna Miltona" - John Grisham

          :-))

          modrzew,
          .y.

          ----------------------------------
          What is home without Plumtree's Potted Meat?
          Incomplete.
          • staua Re: Być wabikiem 21.11.02, 21:36
            Ha, super! dopiero teraz, jak reptar podciagnal watek, to zauwazylam odpowiedz.
            Z grubej rury: mozna by reklamowac tez Biblie...
            • ydorius Re: Być wabikiem 22.11.02, 16:57

              To co? ruszamy do zabawy? Ale jak robimy, tak, żeby wyszło na to, że recenzent
              w ogóle nie przeczytał / nie skumał o co chodziło ("Znakomite uwspółcześnienie
              losów Odyseusza. Joyce dokonał rzeczy niemożliwej - pokazał, że mitologia jest
              wciąż żywa" - Jerzy Pilch")? Czy oddajemy cześć autorowi powołując się na
              autorytety, ale tak, by w trzech góra zdaniach coś tam z prawdy zawrzeć ("Pod
              przykrywką spokojnego życia w sanatorium otrzymujemy spranie zaserwowany wykład
              z filozofii. Dla każdego, kto lubi książki czytać, a nie tylko przeglądać" -
              The Observer)?

              :-P

              modrzew,
              .y.

              P.S. A może jeszcze inaczej. Wątek pod tytułem: "z czego to recenzja". Piszemy
              jedną recenzję, podpierając się autorytetem dowolnym, ale nie podajemy ani
              autora, ani tytułu... Żeby było trudniej, kto wie, pisze "wiem", ale nie pisze
              rozwiązania..?

              :-)))

              m,
              .y.

              ----------------------------------
              What is home without Plumtree's Potted Meat?
              Incomplete.
          • Gość: jena Re: Być wabikiem IP: *.infonet.gda.pl / 192.168.6.* 10.09.03, 11:42
            ydorius napisał:

            > staua napisała:
            >
            >
            >
            > Może tak?
            > "To najlepsza książka drogi od czasów >>w drodze<< Jacka Kerouaca"
            > - Daily
            > Telegraph

            O wlasnie poszukuje W drodze Kerouaca - nie wiesz gdzie mozna to dostac
    • reptar Re: Być wabikiem 21.11.02, 20:48
      Ja tylko chciałem jeszcze dodać, że cytaty dotyczące książek Lisy Jewell i
      Bradleya Dentona wziąłem z Internetu, z witryny właściwego im wydawnictwa,
      a nie z okładek książek (to adresy www.zysk.com.pl/store/binf.asp?nr=939
      i www.zysk.com.pl/store/binf.asp?nr=934 ). To tak dla porządku
      wspominam, bo jak ktoś napatoczy się na książki, to tych cytatów na nich
      nie znajdzie. Właśnie się spostrzegłem.


      Staua, Ydorius!
      Wasza zabawa bardzo mi się podoba (to "jak teraz zareklamowano by").
      Może ktoś ją jeszcze podłapie ;)
    • Gość: Nu! Re: Być wabikiem IP: *.polsl.gliwice.pl / *.bmj.net.pl 21.11.02, 23:23
      A ja często kupuję książki pod wpływem notek reklamujących.

      Przykład: przeróżne ksiązki teoretyczne, na przykład literaturoznawcze.
      Kilka ksiązke kupiłem tylko dlatego, że z tyłu Błoński zachwalał
      ją z jakiegoś powodu. Zakładam, że Błoński zakalca by nie reklamował...

      Z tymi reklamami i zachętami to chyba jest tak, że decydujące jest
      kto się wypowiada, co mówi, jakie wydawnictwo ksiązkę publikuje
      jaki jest przysłowiowy target książki, itd.

      Inaczej to wygląda w literaturze pięknej, inaczej w fachowej.
      Przykład reklamy ksiązki Masłowskiej poczynionej przez Świetlickiego,
      a następnie zmultiplikowanej przez prawie wszystkie a może wszystkie
      księgarnie internetowe wskazuje, że jest ona w stanie odegrać niebagatelną
      rolę promocji danej pozycji...
    • trzcina Re: Być wabikiem 24.11.02, 19:42

      Złapałam się na to ze dwa razy, zaraz na początku "rewolucji wydawniczej" w
      Polsce, początek lat dziewięćdziesiątych.

      A teraz, tylko j.w. - liczę sie z rekomendacją fachowca - autorytetu w danej
      dziedzinie.
      Wpadłabym natomiast w pułapkę mniej typową;)Kto by sie zresztą oparł?
      Np.
      Na romansidle - "Popłakałam się. Czyż nie po to istnieje literatura - M.Janion"
      Na thrillerze - "Fiszki poszły w kąt. Nie mogłem sie oderwać - W.Kopaliński"
      Na tomiku poezji - "...streszcza wszechświat, spaliłem moje książki - S.Lem"
      Na opracowaniu historycznym - "Narodziła się nowa ironia - S.Mrożek"

      Uff, dobrze, że to nieprawdopodobne.

      t.))

    • reptar Re: Być wabikiem 01.01.03, 22:30
      martolka napisała:

      > Nawiążę jeszcze do pana Carrolla - ja się załapałam, ale to było jeszcze w
      > czasach kiedy mnie nie nudził. A załapałam się nie tylko na Pocałunki na
      > Manhattanie, ale i na trylogię Richardsona Daviesa - i nie żałuję. Pewnie nie
      > zwróciłabym uwagi na te książki gdyby nie Carroll.


      Hej, Martolko!
      A ja ostatnio wpadłem na książkę „Zod Wallop” Williama Browninga Spencera
      i dopiero po jej kupieniu (tak tak, to już było po) przeczytałem, w tejże
      książce zresztą, że „pisarstwo Spencera (...) często jest porównywane z
      twórczością Jonathana Carrolla (zwłaszcza z jego Krainą Chichów)”.

      Krainę Chichów do dzisiaj darzę dużym sentymentem i bardzo żałuję, że J. Carroll
      przestał pisać po jakichś trzech czy pięciu książkach. Brakuje mi czegoś takiego
      jak kolejne Krainy Chichów. I właśnie „Zod Wallop” daje nadzieję, że będzie
      czymś takim. Na razie przeczytałem 32 strony - a liczba to nieprzypadkowa,
      książka bowiem ma składki po 32 strony. Po 32 następuje 65, a po 96 znowu 65.
      Cóż, wydawca pokpił sprawę, a inny egzemplarz nie tak łatwo znaleźć w
      księgarniach (wydanie z 1999), zwłaszcza jeśli się szuka w Sylwestra około 15.
      Na razie więc mam nieplanowany przestój, ale pierwsze 32 strony są świetne i
      coś z klimatu tamtej Krainy Chichów rzeczywiście mają.
      Co będzie dalej - się zobaczy, jak zdobędę sprawny egzemplarz.
      • martolka Zod Wallop 05.01.03, 23:48
        Zod Wallop może dlatego jest reklamowany jako Kraina Chichów właśnie przez te
        brakujące strony i ogólne w nich zamieszanie - strony tajemniczo znikają, po
        czym za parę dni pojawią się znienacka gdzieś na końcu książki lub w innym
        miejscu, ale na pewno nie tam gdzie powinny być. :-)

        Mnie ostatnio zachęcają do nowości tylko amatorsko znajomi i rodzina, a teraz i
        Ty do tego Zoda - też poszukam.

        pozdrawiam noworocznie
        • reptar Re: Zod Wallop 06.01.03, 08:18
          Jak tylko przeczytałem, co napisałaś, to zaraz poleciałem sprawdzić, czy się te
          brakujące strony znienacka nie pojawiły, ale niestety, dalej jest jak było :(
          (na końcu książki też ich nie ma; patrzyłem nawet pod światło).

          Tymczasem zamówiłem sobie książkę przez Internet bezpośrednio u wydawcy
          www.zysk.com.pl/     Piszą, że jeszcze jest. Czekam. Może dziś?
    • Gość: ryża małpa Re: Być wabikiem IP: *.szel-sat.com.pl 01.01.03, 22:36
      Ostatni zwabiłam sie na " Białe zęby" - fajne, nie żałuje ,że czytałam ale
      równie dobrze nic by sie nie stało jak bym nie przeczytała. Przeważnie nie
      czytam jednak pień pochwalnych na obwolucie a zwłaszca jeżeli są na książkach z
      serii bodjaże " Salamandra" - tam każda książka jest "objawieniem" , a z
      kilkunastu rzeczy z tej serii które miałam w ręku podobały mi się ( zaledwie
      podobały) ze 2.
    • tosia_ Re: Być wabikiem 06.01.03, 19:48
      Bywają jeszcze rekomedacje typu: "Najnowsza książka autora powieści xxx na
      podstawie której reżyser yyy nakręcił film z aktorem zzz"
      Albo finansowe - prawa do sfilmowania tej książki zakupiono za ileś tam
      milionów dolarów.
    • a.b.c Re: Być wabikiem 08.01.03, 01:38
      Cuż moim zdaniem nie doceniacie wydawnictwa Rebis mnie nabrali na "Zmianę
      skóry" Carlosa Fuentesa (chociaż nie do końca dzięki omówieniu-zareklamowaniu
      przez nich treści wiem co sie stało po tym jak jednemu facetowi przestały
      dokuczać wrzody ponieważ po kilkudziesięciu stronach książke odłożyłam i leży
      już dobre parę lat).
      Teraz to już ogólnie nie sugeruję się tego typu wabikami szczeglnie jeśli idzie
      o pozycje amerykańskie lub takowych recenzentów. A do pytania które tu padło
      jak zareklamowali by "Boską Komedię" to byłoby coś w stylu: ,,Genialny off"owy
      literacki pierwowzór Matrixa, Główny Bohater (pierwowzór Neo) wyrwany ze
      złudnej "rzeczywistości" rusza w podróż po realnym w świecie w towarzystwie
      kolejnych przewodników m.in. Wergiliusza-Morfeusza by dotrzeć do miasta Raj-
      Zion i statku Beatrycze.Twórca dzieła kryjący się pod pseudonimem (nick'iem):
      dante nawiązuje do stylistyki forów intenetowych i gier komputerowych: wędrówka
      bohateów przez kolejne poziomy. Autor spisując tę porywającą historię wierszem
      stara się przekazać zagrożenia niesione przez postęp technologiczny i wyzwania
      współczesności np. kult ciała i problem obsesyjnej diety odchudzającej w
      epizodzie z Ungolino...."(tu wstawić tytuł dowolnego czasopisma najlepiej
      zagranicznego)
    • reptar Do kolekcji - - - [Gdyby Woody Allen...] 28.01.03, 21:19
      Do kolekcji, z IV str. okładki „Résumé z potworami” W.B. Spencera:

      Gdyby Woody Allen napisał powieść w stylu Lovecrafta, otrzymalibyśmy coś na
      podobieństwo „Résumé z potworami”.
    • reptar Do kolekcji - - - [tarantino fiction] 27.07.03, 19:32
      Tarantino fiction - taki tekst jak nagłówek widnieje na okładce "Przygody
      fryzjera damskiego" Eduarda Mendozy.
      • Gość: juna Re: Do kolekcji - - - [tarantino fiction] IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.07.03, 12:17
        reptar napisał:

        > Tarantino fiction - taki tekst jak nagłówek widnieje na okładce "Przygody
        > fryzjera damskiego" Eduarda Mendozy.

        Taaak. A wydawca dołącza jeszcze zakładkę w kształcie żółtego grzebienia.
        Zresztą pomysł dołączania zakładek podoba mi się. Dzięki reptar za
        podciągnięcie watku, interesujący i zmuszający do zastanowienia się nad tym i
        owym.
        Czy wierzycie w totalny obiektywizm i rzetelność dziennikarzy piszących o
        książkach w gazetach i czasopismach? Tzn. nie twierdzę, że piszą z uznaniem o
        czymś, czego nie trawią, dlaczego wszak recenzują tę, a nie inną książkę? Skąd
        pewność, że recenzja nie jest zamieszczona na (nieformalne) zamówienie
        wydawnictwa?

        I jeszcze o nośności autorskich rekomendacji - co Masłowska zawdzięcza
        Świetlickiemu, Gretkowska zawdzięcza Miłoszowi, który swego czasu wychwalał
        bardzo jej pierwszą powieść "My zdies' emigranty". Magia nazwiska działa. No i
        dobrze.

        Zdecydowanie odstrzaszająco działają na mnie hasła finansowe - zaliczka taka i
        taka, prawa do ekranizacji za tyle i tyle...W tej kategorii bardzo rozczarował
        mnie "Impresjonista". Zaczynam sadzić, że im wyższe kwoty na okładce, tym
        większe ryzyko rozczarowania. Bo kto wierzy w dobry gust Hollywoodu?
    • Gość: juna Re: recenzje wewnętrzne IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.07.03, 12:05
      Świetne są Wasze recenzje klasyków, podobne zabawy uprawia Umberto Eco
      w "Diariuszu najmniejszym", gdzie zamieścił kilka recenzji wewnętrznych,
      zamówionych przez wydawców, dzieł wiekopomnych, m.in. Biblii, Szekspira,
      Joyce'a...dobra rozrywka lecz nie lepsza od Waszych tekstów. Szczególnie
      podobała mi się recenzja "Boskiej komedii" z analogiami do Matrixa.

      Przy okazji- kto przypomni tytuł książki Dunin-Wąsowicza z recenzjami
      nienapisanych książek?


      • Gość: juna Re:Dunin-Wąsowicz odnaleziony IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.07.03, 13:49
        Odpowiadam sama sobie, bo natknęłam się na poszukiwany przeze mnie tytuł na
        innym wątku. A pytałam o "Widmową bibliotekę", która niekoniecznie zresztą jest
        zbiorem recenzji z książek nienapisanych, tylko katalogiem fikcyjnych książek
        występujących w literaturze. To musi być fascynujące!
        • reptar Widmowa biblioteka czyli... ... ... ... ... ... 31.07.03, 12:20
          Paweł Dunin-Wąsowicz
          Widmowa biblioteka czyli Książki urojone albo Wypisy o xięgach, których nigdy
          nie było, ale ktoś o nich napisał

          www.merlin.com.pl/sklep/sklep/strona.towar?oferta=41031&zet=lafwoagersylzxhbuffullemkqjyup&ret=wys28854481
    • agrafek Re: Być wabikiem 29.07.03, 13:56
      "Wyobraź sobie powieść Zelaznego i Howarda napisaną w stylu Chandlera" - albo
      jakoś tak, przeczytałem kiedyś, dawno temu. Już połączenia Zelaznego i Howarda
      niespecjalnie potrafiłem sobie wyobrazić...
      A potem przeczytałem pierwsze zdanie tej powieści i towarzyszyła mi ona (z
      kontynuacjami) przez najbliższych kilka lat.
      To była "Czarna kompania" Cooka i nawet, nawet 'wabik" nie był tak znów daleki
      od prawdy:).
      pozdrawiam
    • reptar Azolski, Androulakis 10.09.03, 10:21
      Za jedno z większych osiągnięć w kategorii WABIENIE (bez weryfikacji jakąś tam
      skutecznością; chodzi tylko o nęt-art) uważam ostatnio książkę "Komórka" Anatola
      Azolskiego, nazwaną "wydarzeniem na miarę Mistrza i Małgorzaty", a jakby to
      było za mało, to podpartą jeszcze pięcioma nazwiskami rosyjskich klasyków.

      Zwróciłem też uwagę na książkę "M do potęgi N" Mimisa Androulakisa, którą
      próbują nam sprzedać jako nowe "Ostatnie kuszenie Chrystusa". Ciekaw jestem,
      ile w tym sensu, ale nie będę czytał tylko po to, żeby znaleźć odpowiedź na tak
      nieistotne pytanie - poza tym bowiem książka nie zdobyła sobie mojej ciekawości.
    • Gość: Druss Re: Być wabikiem IP: 81.210.22.* 11.09.03, 11:21
      Witam,
      Chciałbym dziś tak jakoś optymistycznie i z przekorą: jest bowiem seria "z
      wabikiem" pod tytułem "Andrzej Sapkowski poleca" wydawnictwa MAG, która
      stanowi IMHO wyjhątek od reguły. Zadziwiająco duży w niej procent naprawdę
      godnych uwagi książek (oczywiście pod warunkiem, że klimat fantastyczny z
      miejsca nie odrzuca wabionych ;-))) Bo jest tam 5 książek Patricii McKillip
      oraz kilka Neila Gaimana...

      Ukłony,
      Druss
      PS. A potwierdza regułę zajawka w "Kościarzu" Rhinemana: "ta książka może
      zmienić Twoje życie". Nie dajcie się nabrać i nie bierzcie nawet do ręki... :-
      )))))
    • a.b.c Re: Być wabikiem 25.09.03, 20:42
      Ostatnio w Polityce w rubryce Niskie Loty ukazał się następujący tekst:

      Ale rodzynek!

      Polscy wydawcy szybko odrobili lekcję wolnego rynku i dziś wiedzą, jak ważna
      jest odpowiednia zachęta na okładce książki. Stosują więc marketingową dewizę,
      którą nazwać można 4Z: (1) Zachwalać (produkt), (2) Zestawić (autora z bardziej
      znanym autorem), (3) Zacytować (czyjąś pozytywną opinię), (4) Zdefiniować
      (gatunek) tak, by brzmiało to ekscytująco. Wydawnictwo Noir Sur Blanc zachwala
      na przykład wydaną przez siebie powieść jako „ekothriller lub filozoficzny
      zoothriller”. Tytuł dzieła „Kobieta i małpa” trafnie oddaje fabułę (romans żony
      pewnego naukowca z szympansem). Autor Peter Heg, jak czytamy, „bywa
      porównywany” do samego Conrada.

      Wszystkich bije na głowę wydawnictwo Solaris, które w serii „Kosmiczny
      rodzynek” opublikowało „Kod jedwabiu” Paula Levinsona. Wydawca powołuje się na
      Joe Haldemana (pewnie i państwo nie wiecie kto to) zachwalającego
      ten „imponujący debiut” i poleca książkę tym, którzy chcieliby się
      dowiedzieć, „co łączy eksperymenty Amiszów nad wyhodowaniem roślin
      zawierających leki, prawdziwe cuda biotechnologii, z chińską wyprawą w VIII
      wieku do Europy w poszukiwaniu mitycznych śpiewaków i tajemniczymi
      zmumifikowanymi zwłokami mężczyzn datowanymi na 30 000 lat, ale zmarłymi
      współcześnie w Nowym Jorku, Toronto i Londynie”. Książki nie czytałem, ale
      domyślam się, że łączy je kosmiczny rodzynek.
      Autor: Juliusz Kurkiewicz

      Jak widać problem wabienia staje się coraz poważniejszy :)
      • Gość: Druss Re: Być wabikiem IP: 81.210.22.* 26.09.03, 10:53
        Tak! Tylko szkoda, że autor tekstu z "Polityki" jawi się jako totalny
        ignorant. Kto ma się wypowiadać na okładce ksiazki SF, jesli nie autor SF??? I
        dlaczego dziennikarz zakłada, że czytelnicy są takimi samymi ignorantami, jak
        on ("pewnie i państwo nie wiecie kto to")??? A Peter Hoegg również nie jest
        pisarzem, którego twórczość można pomijać (nawet jeżeli "jest porównywany do
        Conrada"). Tymczasem wystarczy przeczytać teksty z 2 okładek, nie zaglądać
        nawet do środka, nie zainteresować się kim jest Haldeman (o przeczytaniu
        takiej "Wiecznej wojny" już nawet nie wspomnę) i zgarnąć honorarium za tekst w
        Polityce...

        Ukłony,
        Druss
    • Gość: yaga Re: Być wabikiem IP: *.chello.pl 29.09.03, 11:58
      Tak, zwracam uwagę na takie wydawnicze podchody, odkąd sama padłam ich ofiarą.
      Kiedyś przeczytałam w GW, że "Pieśń Łowcy" Tada Williamsa to takie "Wodnikowe
      Wzgórze", tylko o kotach. Kiedy już obleciałam całe miasto i zdobyłam tę
      książkę, okazało się, że są to co najwyżej siódme popłuczyny w takim sobie
      przekładzie. Drugi raz sprawa była poważniejsza. Otóż uwielbiam powieści
      Clavella, przeczytałam wszystkie w oryginale jeszcze przed jego śmiercią. A tu
      nagle widzę na straganie nieznany mi dotąd tytuł "Ucieczka" i czytam na
      skrzydełku, że jest to "rozwinięcie" wątków z "Operacji Whirlwind" (to polski
      tytuł, z którym się zresztą nie zgadzam). Kupiłam, i co? To po prostu
      spadkobiercy pisarza, którzy nie mogli się pogodzić, że zdechła kura znosząca
      złote jajka, zrobili bryk z Whirlwind", wykroiwszy z liczącej ponad 1500 stron
      powieści jeden z kilku (oczywiście romansowy) wątków. I polski wydawca
      ("Albatros") to kupił, w dodatku wprowadzając w błąd czytelników.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka