e_wok
12.11.03, 13:14
Różnie się tu wypowiadano o książce Mendozy "Przygoda fryzjera damskiego".
Przeczytałam i szczerze mówiąc nie rozumiem, jak można się zmęczyć taką
konwencją, a szczególnie takim językiem. To tak jakby się zmęczyć filmami
braci Marx - owszem, wiem, że istnieją ludzie, którzy ich nie lubią, ale
absolutnie nie mogę pojąć, jak to możliwe. W ogóle miałam silne skojarzenia
ze starymi komediami hollywoodzkimi, a w wyobraźni fryzjer zyskiwał laseczkę
i melonik, chociaż jako żywo, o takich rekwizytach autor milczy ;-) Według
mnie fryzjer jest żywcem wyjęty z klasycznych filmów Chaplina o nieudaczniku
o gołębim sercu, który chcąc uszczęśliwić wszystkich, pakuje się w kompletnie
zwariowane sytuacje, a na koniec, po odkręceniu całej sprawy, odchodzi sobie,
poczciwina w dal, wymachując laseczką.