Dodaj do ulubionych

Jeszcze raz fryzjer

12.11.03, 13:14
Różnie się tu wypowiadano o książce Mendozy "Przygoda fryzjera damskiego".
Przeczytałam i szczerze mówiąc nie rozumiem, jak można się zmęczyć taką
konwencją, a szczególnie takim językiem. To tak jakby się zmęczyć filmami
braci Marx - owszem, wiem, że istnieją ludzie, którzy ich nie lubią, ale
absolutnie nie mogę pojąć, jak to możliwe. W ogóle miałam silne skojarzenia
ze starymi komediami hollywoodzkimi, a w wyobraźni fryzjer zyskiwał laseczkę
i melonik, chociaż jako żywo, o takich rekwizytach autor milczy ;-) Według
mnie fryzjer jest żywcem wyjęty z klasycznych filmów Chaplina o nieudaczniku
o gołębim sercu, który chcąc uszczęśliwić wszystkich, pakuje się w kompletnie
zwariowane sytuacje, a na koniec, po odkręceniu całej sprawy, odchodzi sobie,
poczciwina w dal, wymachując laseczką.


Obserwuj wątek
    • gph Re: Jeszcze raz fryzjer 12.11.03, 15:14
      e_wok napisała:

      > Różnie się tu wypowiadano o książce Mendozy "Przygoda fryzjera damskiego".
      > Przeczytałam i szczerze mówiąc nie rozumiem, jak można się zmęczyć taką
      > konwencją, a szczególnie takim językiem. To tak jakby się zmęczyć filmami
      > braci Marx - owszem, wiem, że istnieją ludzie, którzy ich nie lubią, ale
      > absolutnie nie mogę pojąć, jak to możliwe. W ogóle miałam silne skojarzenia
      > ze starymi komediami hollywoodzkimi, a w wyobraźni fryzjer zyskiwał laseczkę
      > i melonik, chociaż jako żywo, o takich rekwizytach autor milczy ;-) Według
      > mnie fryzjer jest żywcem wyjęty z klasycznych filmów Chaplina o nieudaczniku
      > o gołębim sercu, który chcąc uszczęśliwić wszystkich, pakuje się w kompletnie
      > zwariowane sytuacje, a na koniec, po odkręceniu całej sprawy, odchodzi sobie,
      > poczciwina w dal, wymachując laseczką.

      wszystkim się można zmęczyć, jeżeli jest w nadmiarze, a trzeba przyznać
      Mendozie, że pojęcie umiaru w warstwie językowej i nagromadzeniu absurdu jest
      mu raczej obce.
      A skojarzenie ze starymi komediami hollywodzkimi - hm.. może trochę, niemniej
      raczej czułem tą książkę mocno nowocześnie...
      • panchovilla Re: Jeszcze raz fryzjer 13.11.03, 13:11
        mnie najbardziej męczy wymądrzanie się gph
        pancho
    • Gość: truskawa Re: Jeszcze raz fryzjer IP: *.internetdsl.tpnet.pl 12.11.03, 20:46
      ja też odebrałam tę książkę w sposób jak najbardizje nowoczesny:) To właśnie
      dzięki tak dużej dawce absurdu książka jest niesamowita.J aod czasu do czasu
      wybuchałam śmiechem czytając opisy niektórych sytuacji, zdarzało mi sie również
      śmiać sie z samej siebie , gdyż nie rouzmiałam pewnych wyrazów:)Nie zawsze
      język ojczysty jest tak prosty i łatwy jak by się mogło wydawać:)
      Moim zdaniem książkę naprawdęwarto przeczytać , napisan jest bowiem w ciut
      niekonwencjonalny , jak dla mnie , sposób.
      Pozdrówka
    • Gość: l Re: Jeszcze raz fryzjer IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 13.11.03, 23:14
      Głupiutkimi filmikami można się zmęczyć - nawet powinno - ale to nie zmienia
      faktu, że choć głupiutkie, są one na jakiś tam swój sposób potrzebne i zrobione
      jak należy. Gorzej, gdy za narzędzie bierze się słowo. Obrazy - nawet jeśli
      głupie, z idiotyczną fabułą, marnym aktorstwem itp. - są jednak obrazami,
      takimi jakimi są w rzeczywistości. Żeby mnie dobrze zrozumieć - to co widzimy
      na ekranie widzimy jakim było faktycznie, wiadomo: jest jakaś rzeczywsitość,
      bierze się kamerę i gotowy obraz. A jak się człowiek weźmie za litereaturę to
      na dzień dobry nic nie ma. Żeby osiągnąć jakiś efekt, nawet gdy absurd i
      groteskę stawia sobie za cel, potrzebna jest jakaś rzeczywsitość, jakaś
      normalność, coś co może być punktem odniesienia, kontrastem. A jeśli tego nie
      ma - jak w książce Wielce Szanownego Pisarzyny Mendozy - to pozostaje nam tylko
      głupia paplanina, słówka, słówka, słówka, zdania "takie niby do śmichu". Taka
      strawa dla ludzi, którzy mając minimalne wymagania, zadowolić się
      potrafią "literaturą", która literaturą nie jest - co gorsza, jest tylko kpiną,
      nie z świata czy czego tam sobie WSP Mendoza założył, ale z literatury, ba,
      nawet nie z niej, ale z postaci samego autora i jego czytelników, grupki raczej
      niewymagającej i miernej.
      Pozdrawiam.
      • cecyl Re: Golono strzyżono 14.11.03, 01:01
        Mendoza - wbrew temu cholernemu fryzjerowi - nie jest pisarzyną. Też jestem
        zdumiony sukcesem w Polsce akurat tej książki (przy porażkach wszystkich jego
        poprzednich), bo jest to ewidentnie wygłup pisarski, na którym w Hiszpanii dość
        szybko się poznano i odwrotnie niż w Polsce była to najgorzej przyjęta książka
        Mendozy (bo i krótko widniała na listach bestsellerów). Ale swoje chyba Mendoza
        osiągnął - bo odniósł sukces u czytelników, którzy raczej nie sięgnęliby po
        jego inne książki, a tu dali się skusić parodią, która w dużej mierze wyśmiewa
        ich własny świat. Dla mnie polski sukces Mendozy jest sukcesem wydawcy, który
        przeprowadził nader sprawną akcję handlową równiez wśród wszystkich pożal się
        Boże recenzentów, którzy bez najmniejszej żenady większość swych notek spisali
        z materiałów przygotowanych przez wydawcę, bo dziwnie się powtarzały całe
        akapity. U czytelników zaś (a książkę ponoć kupiło kilkanaście jesli nie więcej
        tysięcy nabywców)wzbudził skrajne reakcje uwidaczniane w forach i blogach.
        Opinia "I" jest mi bliższa niż zachwyty i szkoda mi Mendozy, bo np. "Rok
        potopu" to niezwykła opowieść o niezwykłym uczuciu. A przy okazji
        zastanawiające czy rzeczywiście jest tak jak uważam, że to wyłącznie świetna
        promocja tak pomogła tej kiepskiej książce, a brak promocji "położył"
        poprzednie przekłady Mendozy czy też lepsze o całe lata świetlne książki jego
        hiszpańskich kolegów, bo i zmarły niedawno Manuel Vazquez Montalban jakoś tak w
        Polsce nie jest w stanie zaistnieć, i Manuel Rivas (niewiarygodnie
        piękny "Ołówek stolarza")przepadł, i Javier Marias (cztery przekłady, cztery
        polskie katastrofy, a szkoda, bo to wielki pisarz). Zdaje się, ze jedynie Jose
        Carlos Somoza z "Jaskinią filozofów" jakoś się przebija. No i Reverte, ale to
        inna bajka.Oj żal dupę ściska.
    • e_wok Taaaa 14.11.03, 14:23
      właśnie czegoś mi tu brakowało - oczywiście brakowało mi "jego czytelników,
      grupki raczej niewymagającej i miernej." To zawsze jest obowiązkowe w takich
      przypadkach. No i wychwalanie twórców, którzy akurat sukcesu nie odnieśli.
      Jakby odnieśli - to można byłoby wygrzebać innych, którzy nie odnieśli i
      chwalić ich tak długo, aż by wreszczcie odnieśli... i tak to się kręci.
      No to lećmy całości, ja proponuję jako pierwszy zestaw Grassa, Marqueza,
      Saramago i tę przereklamowaną wierszokletkę Szymborską - tak skromnie, cztery
      osoby na początek, które łączy to, że nie tylko są, o zgrozo, wydawane, to
      jeszcze ludzie chcą to czytać, a książki tych autorów stają się, aż trudno
      wyksztusić, mmmmmodne ! To oczywiście dyskwalifikuje ich jako PRAWDZIWYCH
      TWÓRCÓW, stawiając w jednym rzędzie z literackimi szmatami typu J.K. Rowling.
      To jest już zupełnie niedopuszczalne, a jeszcze te nagrody...! Po
      przeanalizowaniu wszystkiego spokojnie można stwierdzić, że w zasadzie nie ma
      żadnej różnicy pomiędzy Grassem a Grocholą i nazwać czytelników obydwojga
      autorów miernotą najgorszego sortu. Bo przecież, przebóg, nie można pozwolić na
      to, żeby ludzie wybierali sobie książki według własnego gustu. Jezusmario, co
      to by się porobiło...
      • Gość: l Fryzjer skraca o głowę IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 14.11.03, 22:42
        Szkoda, że nie odpowiadasz na moje zarzuty, że się tak brzydko
        wyrażę, "merytorycznie", a brniesz tylko w jakąś absurdalną figurę, wedle
        której sukces (rankingowy i pewnie finansowy) jednej książki WSP Mendozy w
        Polsce, to to samo co Szymborska, Grass itp. Otóż nie. Z Mendozy poznałem tylko
        to, co mi podsunięto pod nos, tzn. przetłumaczono i rzucono do najbliżej
        księgarni. Trudno wymagać ode mnie więcej, zwłaszcza, że po przeczytaniu
        Fryzjera (przepraszam, po niedoczytaniu!) po nic więcej WSP Mendozy sięgać nie
        będę. O nie, tym razem nawet hymny pochwalne wszystkich jak jeden mąż
        recenzentów ospiewane wieczorną porą pod mym oknem nie wyłudzą ode mnie
        kolejnych klikudziesięciu złotych. A Szymborska - jak najbardziej, bronić jej
        będę z taką siłą jak obrzydzać Fryzjera. Więc mi tu z Wisławą nie wyskakuj i
        Sztucznego Człowieczka z Nożyczkami z Chwilą nie zestawiaj!
        Pozdrawiam.
        • e_wok Re: Fryzjer skraca o głowę 14.11.03, 23:44
          Mam w takim razie utyskiwac tu na wydawcow nastawionych na zysk, ktorzy z
          uporem maniaka staraja sie nie stracic na publikacjach ksiazek w kraju, gdzie
          ksiazek sie nie czyta? Nawiasem mowiac "Lekka komedia" nie podobala mi sie,
          ale doczytalam ja do konca - nie wyobrazam sobie, ze moglabym sie wypowiadac
          na temat czegos, co porzucilam w polowie. Nie podoba mi sie wiele ksiazek i
          wielu autorow, ale mam zwyczaj przedstawiac swoje poglady jako poglady
          wlasnie, a nie jako jedynie sluszna prawde objawiona. I ciekawa jestem jakich
          merytorycznych argumentow oczekujesz od osoby z gory zakwalifikowanej do grupy
          miernych czytelnikow, na ktorych nie splynelo wspomniane objawienie.
    • Gość: truskawa Re: Jeszcze raz fryzjer IP: *.internetdsl.tpnet.pl 15.11.03, 22:58
      mam jedna prosbę , przy krytykowaniu książki nie obrażajcie tych , którym
      książka się podobała.Jak można pisać , że ktoś ma minimalne wymagania ,
      dlatego może się zadowolić literaturą , która literaturą nie jest...ja poczułam
      się obrażona zlekceważona i zaklasyfikowana do jakieś gorszej grupy
      czytelników.Przeczytałam mnóstwo książek w życiu , jedne uważałam za doskonałe
      inne za niewarte czytania ,ale nigdy nie oceniałam gorzej tych ludzi , którym
      się ta książka podobała.
      Jak możecie oceniac , co naprawdę jest literaturą a co nie? Skąd niby to wiecie?
      Książki pisane są w róznym celu tak samo jak i czytane są z róznych przyczyn i
      dla innych powodów.Jedne maja nas czegos nauczyć , inne rozbawić jeszcze inne
      mają dac nam do myślenia.Najważniejsze jest to by zapadła w naszej pamięci ,
      nie tlko jej treść ,przesłanie ale właśnie forma.Nie chcę niczego obrażać , ale
      może po prostu nie rozumiecie tej książki..A moze po prostu nie odpowiada wam
      ta forma pisania , ale nie mówcie o kimś , że nie wie co to literatura...
      • Gość: l Re: Jeszcze raz fryzjer IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 16.11.03, 00:25
        Cieszę się, że każdy może mieć swoje zdanie, tak jak każdy decydować może, co,
        w jego mniemaniu, zasługuje na określenie "literatura" a co nie. Ale dajmy
        sobie spokój z lukrem i grzecznościami, kiedy chcemy mówić o książkach i mówić
        tak, by coś powiedzieć i się jakoś tak nawzajem zdopingować do myślenia i
        polemiki. Więc jeśli tłumaczę, w czym leży mierność tej książki i podumowując
        określenie to ("mierność") przywołuję - także w odniesieniu do zauroczynych
        czytelników, których nie potrafię zrozumieć - liczyłby na to, że nie tylko owe
        słowo )"mierność") zostanie zauważone, ale i moja - choć skromna - argumenacja.
        Więc nie róbmy tu sobie popołudniowej herbatki u znajomych, gdzie się tylko
        przytakuje główkami, plecie banały i powtarza "piękne, piękne, wspaniałe".
        Pozdrawiam.

        PS:
        "Jedne (książki - l) maja nas czegos nauczyć , inne rozbawić jeszcze inne
        mają dac nam do myślenia". Zatem Fryzjer to nie książka, powiadasz!
        • Gość: fan? Re: Jeszcze raz fryzjer IP: *.internetdsl.tpnet.pl 16.11.03, 02:13
          Podziwiam zafascynowanych tą prozą.I ja pchniety reklama rzuciłem sie do
          czytania tego kolejnego literackiego objawienia. Cóż,nie dla psa
          kiełbasa.Szybko zrezygnowałem.Co żadko mi sie zdarza nie doczytałem,ba
          poprzestałem na kilkunastu stronach.Dało mi to wyobrazenie o stylu/manierze
          opowiesci i wystarczyło.Nie moja to bajka męczył sie nie będę,ale de
          gustibus.... .
          Podziwiam Was jednak wielbiciele tej ksiązki bo macie w sobie dar dostrzenia
          tego czego ja sie niedopatrzyłem.Gratuluje acz nie podzielam.
          • Gość: czapski Przepraszam za czepialstwo- "żadko" ?? IP: *.utp.pl 21.11.03, 10:24
    • peter.steele Re: Jeszcze raz fryzjer 16.11.03, 12:06
      Mi się ona pobodła. Ona była głupia w swojej głupocie. Zwłaszcza jak fryzjer
      chował wszystkich swoich gości po katach. Dawno nie słyszałem o takim
      absurdzie.
      Taki dla mnie przyjemny „kryminał”.
      • Gość: l Re: Jeszcze raz fryzjer IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 19.11.03, 23:39
        W pewnym sensie zazdroszczę Ci - niezbyt wygórowane stawiasz wymagania
        literaturze ("Ona była głupia w swojej głupocie")

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka