forevermore79 Próbkowanie 1 zdaniem- premiery Amouage z 2013 05.10.13, 18:24 Krotko o tegorocznych premierach Amouage- b. cenionej i wartosciowej marki, ktora pod kierownictwem Ch. Chonga przeszla transofrmacje z firmy oferujacej ciezkie, arabskie wonie do domu perfumeryjnego znanego z nowatorskich, ale nadal wciaz dosc klasycznych w wyrazie kompozycji. Zatem: - Amouage Beloved- damski zapach z luksusowej linii, wylansowany w 2012, ale dopiero rok pozniej dostepny w Quality. Piekny, ultratradycyjny kwiatowy szypr o porazajacej, niemal ekstraktowej trwalosci. Przypomina mi klasyki koncernu Lauder, ale w jeszcze bardziej wysublimowanej i mniej retro wersji. Przyjaciolka zakochala sie w tej kompozycji, nie obedzie sie pewnie bez flakonu. - Amouage Beloved Man- tegoroczny kompan Beloved. Rowniez ultratradycyjny i ultrameski, ciekawa gra jasminu, grejpfruta z bardziej drzewna baza. Dla mnie zbyt zachowawczy, ale sprawdzil sie idealnie na okazje wymagajace wiekszej klasyki i garnituru. - Amouage Opus VII- intrygujacy potwor ziejacy przedawkowanym galbanum idealnie kontrastujacym ze skora i dymnym oudem. Najciekawszy w koncowej fazie zapachu. Doceniam, ale i tak aromatyczna szostka jest nadal moim faworytem. - Amouage Fate Woman- duet Fate wg konceptu ma byc podsumowaniem obecnego cyklu marki Amouage (choc nie watpie, ze kolejne duety i tak beda sie ukazywac- rynek ma swoje prawa) i faktycznie umiejetnie wpisuje sie w trend poprzednich wielkich par. Na poczatek zachwyca cieplem chilli i cynamonu, nie wachalem dawno tak realistycznego oddania tychze woni, potem pieknie sie ociepla ukazujac rozne oblicza Orientu. Zapach, ktorego nie powstydziliby sie dawni perfumiarze Guerlain, czy Piguet. Bardzo dobra rzecz. - Amouage Fate Man- przyprawowe perfumy i zapach-kameleon. Wibrujacy niesmiertelnik dajacy efekt curry, swidrujacy szafran, dymne, charakterystyczne dla Amouage kadzidlo, ocieplajaca calosc wanilia. Kolejna dobra premiera, choc zabraklo tu elementu innowacyjnosci i zaskoczenia- ale czy zawsze musi byc zaskakujaco? Niech bedzie po prostu dobrze. Podsumowujac- swietny, plodny rok Amouage, jestem ciekaw, co przyniesie nastepny! Odpowiedz Link
furka_dusz Jesienne mini 1. zdaniem 05.10.13, 23:28 Krótkie, nieobiektywne podsumowanie testów i zdobyczy jesiennych podróży: Iris Prima Penhaligon's - fantastycznie wypośrodkowany irys, bez migrenogennego ciężaru kwiecia, ani też zbytniej ziemistości korzenia, na skórzanej kurtce. Grozi długotrwałym związkiem podobnym miłości do zamszowego jaśminu Bottegi Venety. Carpathian Oud Soivohle - kropla pozostała w fiolce pachniała na moim nadgarstku jak goździki z pastą buwi i choć to nie konotuje z tym, co prostacko sobie obiecywałam po nazwie, to nie pozwala przestać się zaciągać tym zajzajerem. Minimalizm w ilości składników, konstrukcji. Nieruchliwy i wredny. Lapis Philosophorum Durbano - mistrzowsko zmieszany blend, godny swojej nazwy i dowodzący rozwoju sprawcy zamieszania. Znacznie bliższy ziemi i śmiertelnikom, niż moje ulubione Rock Crystal i Black Tourmaline, gęsty, radosny, kojący. Sporo już powstało analiz niezwykłego zrównoważenia tutaj biegunowo oddalonych nut - jest o czym mówić, niewątpliwie, ale ja radośnie, niemal głupkowato odrzucam pokusę rozdzielania tego na atomy i po prostu się nim cieszę. Le Labo Cuir 28 - jak zwykle u Le Labo, nazwa zwodzi. Skóra jest tu niewątpliwie, i to w wydaniu gryzącym, wspaniałym, wygarbowanym ostro. Życia i ruchu nadaje jej jednak rządzący całością wetiwer, tutaj sprawca wrażenia jakie uwielbiam: wąchania rześkiego, lekko przymrozkowego powietrza. Na mnie rozgrzewa się to potem do czerwoności jak przystało na arabskie odwołanie i trwa w nieskończoność, dość płasko, niehucznie i bosko. Violette Fumee Mona di Orio - otwarcie bardzo dobrymi lawendowymi fiołkami, spód jest fiołkiem bardziej pudrowym, na miodowej bazie. Całość bardzo 'fumee', ale w znaczeniu struktury: snucia się leniwego i subtelności. Nawet miód przypomina tu raczej obłok tej nuty z osłodzonej nim herbaty. Dla mnie to naprawdę piękna kompozycja, choć fiołków Guerlainowych w moim rankingu nie pobije. Nie muszę mieć ;-) Zalew Phaedonów: Black Vetiver, Tabac Rouge, Black Vetiver, Sable Marocain, Antigua. Pierre w niezrozumiałym dla mnie i nie do przyjęcia wydaniu. Kłania się szmirowatym kwiatuszkom, paczulowym słodziakom jaki dzyliard litrów na półkach, ewentualnie rozwodnionym trawkom. Aż przykro to testować. Bosque Humiecki&Graef - mistrzowsko skonstruowana niepozorność. Ciche, niemal pospolite cytrusowate otwarcie z piżmem w tle. Łba ta zapowiedź nowatorstwem nie urywa, ale warto nie dać za wygraną. Dla mnie jedna z niewielu ostatnio 'świeżych' kompozycji, z jakich niemal od niechcenia mistzrowsko bije uroda. A nieprzeceniany raczej talent Sebastiana, zwłaszcza w tym, co zrobił tu z narcyzem, bije na głowę wymoczyny ogrodów Kiliana i innych paru jeszcze. Z ukochanej zaś 'taniochy' ostatnio: tarzam się w Chocomanii EdP z The Body Shop, która, choć żyje krótko jak muszka owocówka, to niepokojącą zwierzątkowatą nutą pokazuje Musc Maori co znaczy nie być zbyt dosłownym. Moja ostatnie przeżycia wśród półeczek Sephory pozwolę sobie wrzucić wkrótce oddzielnie. Odpowiedz Link
forevermore79 Re: Jesienne mini 1. zdaniem 06.10.13, 09:16 Swietna lektura do porannej kawy, dziekuje i czekam tez na czesc selektywna! Ja sobie tym razem obiecalem czestsze uzupelnianie tego watku po testach probkowego woreczka :) Jak lubisz Chocomanie, to i apetyczne White Musk Smoky Rose Cie zauroczy, mnie przynajmniej zachwycily juz jako EdT, a EdP pewnie poteguje te doznania. Pozdrawiam! Odpowiedz Link
forevermore79 Jesienne próbkowanie 1 zdaniem- różne :) 06.10.13, 10:51 Krotkich recenzji ciag dalszy: - L'Artisan Parfumeur Caligna- niby nic nowego, a cieszy. Spodziewalem sie nie polubic, czesciowo obrazony na L'Artisana za wycofanie koronnych kompozycji. A jednak Caligne nosi sie wdziecznie, z usmiechem. Raz pachnie na mnie cytrusami, innym razem mleczna figa (co akurat tu mnie nie drazni), czasem spowija go nagle struzka dobrego papierosowego tytoniu. Czy tam w ogole jest tyton? Raczej nie, ale cokolwiek tam dodano, efekt jest bardzo dobry. Polecam. -Maison Francis Kurkdjian Aqua Vitae- wachajac wiekszosc kompozycji domu MFK, odnosze wrazenie, ze Pan Francis kocha minimalizm. I dobrze, ta koncepcja zwykle sie broni, jednak w Aqua Vitae efefekt jest za prosty i przez to niezbyt zapamietywalny. Zaczelo sie, podobnie jak u Elve, od zachwytu, ktory jednak w miare noszenia opadal. Calosc to po prostu solidnie skomponowana cytrusowo-drzewna mieszanka o malej projekcji, zapach z gatunku, ktore lubie czasem nosic sam dla siebie- a to domowo, a to na silownie. Ale wiekszych emocji nie wywoluje, moglby spokojnie stac na polkach selektywnych. - Lorenzo Villoresi Aqua Maris- nie wiem, gdzie podzial sie talent Villoresiego do tworzenia kompozycji prostych, ale jednak niepokojacych. W Aqua Maris mamy wodne cytrusy i to na koncu pachnace bardzo chemicznie. Nie podoba mi sie niestety, licze, ze kolejne zapachy Mare Nostrum beda ciekawsze. Chyba ostatnim dobrym Villoresim byl Gucci Museo Forever Now- koncept, ktory rowniez ma byc kontynuowany. - Profumum Roma Rosae Mundi- roza prosta, ale arystokratyczna, dumna i szlachetna. Podbita duza dawka paczuli i wetiweru, przez co unika banalu. Uniseksowo, elegancko i wcale nie wtornie, co moga sugerowac nuty, podoba mi sie. - Olfactive Studio Flashback- czy z grejpfruta i rabarbaru mozna wyczarowac jeszcze cos dobrego i nowatorskiego? Okazuje sie, ze tak- Flashback nosi sie swietnie, w czym pomaga mineralno-drzewna, nieco "Ellenowo-Hermesowa" baza. Byl idealny na upaly, sprawdzilby sie takze i teraz. - Frapin Esprit de Fleurs- lubie koniakowe slodkosci Frapina, tu jednak mamy glownie herbaciane cytrusy, ktore z czasem sie na mnie bardzo rozmydlaja. Nie za bardzo. - Rosine Vive La Mariee- tym razem nietypowo, bo tematem przewodnim nie jest rosinowa roza, ale jasmin. Slodkie, upajajace kwiaty w transparentnym wydaniu, urocza koncowka zapachu. Uwaga- rozkwitnie tylko na kobietach i niekoniecznie na slubie. Wszystkie zapachy do nabycia w www.perfumeriaquality.pl/ Odpowiedz Link
forevermore79 Re: Jesienne próbkowanie 1 zdaniem- różne :) 06.10.13, 10:56 Widze, ze zrobilem skrot myslowy przy Villoresim- Aura Maris oczywiscie, co nie zmienia faktu, ze blizej mu do tych syntetycznych, meskich Aqua niestety. Ale jak powiedzial pan z Les Senteurs- Villoresi nie musi do konca zycia robic nic nowego, spokojnie moglby sie utrzymac z zyskow za Teint de Neige. Oby jednak sie zmobilizowal :) Odpowiedz Link
olaj.j Re: Jesienne próbkowanie 1 zdaniem- różne :) 06.10.13, 13:57 forevermore79 napisał: > - Rosine Vive La Mariee- (...) Uwaga- rozkwitnie tylko na kobietach i niekoniecznie na > slubie. Faktycznie chyba niekoniecznie, bo komentarze na temat tych perfum bywały takie, że, cytuję, jest to zapach "całkiem staropanieński". Odpowiedz Link
forevermore79 Re: Jesienne próbkowanie 1 zdaniem- różne :) 06.10.13, 18:39 Bezpieczny, romantyczny zapach- moze lepiej by brzmialo "wiktorianski"- tak moglyby pachniec panie popijajace herbatke na werandzie domu na angielskiej prowincji :) Odpowiedz Link
olaj.j Re: Jesienne próbkowanie 1 zdaniem- różne :) 06.10.13, 19:26 Obawiam się, że nie o taką wizualizację grupy docelowej tu chodziło, choć niewątpliwie brzmi lepiej.:) Ale dla porządku: mnie się ten jasminowo-anyżkowy zapach "vintage" również na swój sposób dosyć podoba, zwłaszcza baza, choć tak czy inaczej- jest zupełnie nie dla mnie.:) Odpowiedz Link
forevermore79 BdJ-1a internet. recenzja Hermessence Epice Marine 07.10.13, 14:08 boisdejasmin.com/2013/10/hermes-hermessence-epice-marine-perfume-review.html Odpowiedz Link
forevermore79 Re: BdJ-1a internet. recenzja Hermessence Epice M 11.10.13, 11:41 I ciekawa relacja: fashion.telegraph.co.uk/beauty/news-features/TMG10361987/First-look-at-Epice-Marine-the-new-fragrance-from-Hermes.html Odpowiedz Link
forevermore79 Próbkowanie 1 zdaniem- zapachy Jovoy 27.10.13, 10:49 Piec dostepnych w Polsce zapachow tej szacownej paryskiej firmy- czyli zarowno producenta zapachow, jak i jednej z wiekszych europejskich perfumerii. Zatem: Ambre Premier (nos- Michelle Saramitot). Ambra ambrowa w swej ambrowosci :) Jesienna, jednak noszaca ze soba liryczne wspomnienie lata w postaci slodkawych cytrusow. Paczula idealnie podkreca zapach, a baza ma w sobie bardzo komfortowa waniliowa slodycz. Mojego ambrowego panteonu nie zdobyla, kompozycja jednak jest b. interesujaca. La Liturgie des Heures (Jacques Flori). Koscielne kadzidlo, ale nie tchnace do konca smutkiem. Brak tu surowosci Avignon, majestatycznosci Cardinala i melancholii Zagorska. To raczej malenki zapomniany kosciolek gdzies daleko w gorach, gdzie procz kadzidla wyczujemy zielone, przestrzenne i surowe nuty plus dla mnie w tle piekny, realistycznie oddany wetiwer. Jest i zakonserwowane drewno tej swiatyni, nieco zbutwiale, dotkniete uplywem czasu. Warto poznac. L'Enfant Terrible-(Jacques Flori). Dziecie nie tak terrible, jak Damien z Omenow. To piekny przyprawowy Orient podkrecony skora. Slodycz dojrzalych owocow, egzotyczny kumin- nieco animalnie. Uniseks lekko przechyla sie tu ku kobiecosci. Zmyslowo. Les Jeux Sont Fait (Amelie Bourgeois). Mial byc hazard przy rumie i innych wyskokowych trunkach, tytoniowa aura, garnitury i uwodzenie. Dla mnie za to znow jest wyprawa ku naturze- bardziej wyczuwam surowosc labdanum, mocno ziemnista paczule. Slodkie alkohole sa w tle- jakby wedrowcy mieli rozgrzac sie po calodziennym znoju swego gorskiego marszu. Ciekawy zapach, choc kontrast pomiedzy nazwa a efektem wg mnie spory. Private Label (Cecile Zarokian). Taki nieco "Jovoyowy best-of". Znow mamy dym, skore, jeszcze wyrazniejszy wetiwer i mokra paczule. Wszystko podane bezkompromisowo i bez proby ugladzenia. Encre Noire, czy Sycomore w wersji nostalgicznej i bardziej zywicznej. To byl dobry tydzien testow Jovoy- wyraziste, bardzo dobrze skomponowane zapachy, kazdy o odpowiedniej projekcji i calodziennej trwalosci. Moze czasem "to juz bylo", ale wtornosc tu ciezko zarzucic. Wszystkie zakupimy w: www.perfumeriaquality.pl/jovoy00/ Pozostaje miec nadzieje, ze Quality sprowadzi z czasem i inne kompozycje z glownej linii Jovoy Paris. Brak bowiem poki co Duchafourowego Gardez-Moi, figowego L’Arbre de la Connaissance, Psychedelique oraz Rouge Assasin. Odpowiedz Link
forevermore79 Jesienne probkowanie 1 zdaniem- rozne roznosci :) 01.11.13, 22:15 Jak zwykle po slow pare, niekoniecznie do rzeczy, ale na pewno od serca lub tez nosa :) Tym razem kompletnie zapachowy misz-masz, a ze wyszlo tych zapachow tym razem az 10- to niech tak zostanie: CdG Black Najlepszy Comme des Garcons od lat. Smolita esencja czerni, z intrygujaca nuta slodkawego barbecue. Pieprz i lukrecja dodaja charakteru. Nosi sie wbrew opisowi bardzo komfortowo, cieszy powrot marki do formy po wielu Play'ach i inszych, ktorych mogloby najlepiej nie byc. Klasa. Esteban Cuir Malo skorzana, za to bardzo przyskorna ta skora. Bardziej to delikatne wywazone kwiaty i szczypta komfortowej wanilii na cieplym, ambrowo-skorzanym poszyciu. Nosi sie wdziecznie, choc latwo zapomniec, ze ma sie akurat na sobie jakikolwiek zapach. Esteban Patchouli Tu tez nie trzeba sie obawiac zlowrogiej, piwnicznej paczuli- mamy bowiem ja w towarzystwie slodkich roz, fiolkow i owocow. Paczulowo jest w bazie, emanacja niezbyt wyrazna. Milo. Esteban Tonka Slodki, tonkowy sandalowiec o minimalnej projekcji, sympatycznie, ale nieco bez charakteru. Frank Los Angeles- Frank No.2 EdP Meska klasyka we flakonie. Zapach skrojony rownie dobrze, co dobry garnitur. Duzo retro lawendy zmieszanej z nuta koniaku, sliwy i kawy. Wiele zapachow deklaruje probe odwzorowania aury brytyjskiego klubu dla gentlemanow- tu ta sztuka sie udala. Duze tak. Buxton Sleeping with Ghosts Nazwa adekwatna, bo noszenie tego zapachu to jak obcowanie z kiepskim horrorem. I dlaczego ktos bierze dobre stare jablkowe Joop All About Eve, rozciencza je jakims syntetykiem i zyczy sobie za nie n-razy wiecej kasy? Buxton Wood & Absinth Drewno jest kiepskie, z absyntem jeszcze gorzej. Nie za dobrze i za bardzo mainstreamowo. Buxtonowi do tej pory udalo sie glownie CdG2 Man, ktore by jednak nie powstalo, gdyby nie wczesniejsze Gucci PH. Agonist The Infidels Co za upojny nektar- jedynie kropla spowoduje, ze otula nas egzotyczna slodka aura bialych kwiatow, ambry i wanilii. Wielce udane perfumy. The Vagabond Prince- Enchanted Forest Zamiast do zaczarowanego lasu, Duchaufour zabiera nas do porzeczkowego ogrodu. Czarna porzeczka z calym jej miazszem, gorzkimi liscmi. Niewiele zmienia sie z czasem, to moglaby byc b. dobra swieca, jako perfumy- za eksperymentalnie. Ale i tak pomysl bardzo doceniam, a cierpko-zielone akordy potrafia niezle przebudzic. Przypomina mi wyprawy na dzialke, gdzie zamiast zbierac porzeczki, wybitnie sie lenilem. Stendhal Ambre Sublime Jest wysublimowanie, choc tytulowa ambra spelnia tu role waznego, ale jednakze tla dla przypraw, glownie cymanonu i miodowej slodyczy. Cos dla fanek ambry Hermessence, czy Dolcelisir- tu jednak jest bardziej dyskretnie i niestety nie za trwale. Odpowiedz Link
forevermore79 Przedrankingowe próbkowanie 1 zdaniem- typy z Q. 29.12.13, 20:17 Do corocznego rankingu sie juz przymierzam, ale zeby sobie to lekko usystematyzowac, dzis i jutro nieco mini-recenzji w paru slowach. Raz lepiej, raz gorzej- ale od serca. A zatem: Perris Monte Carlo- Rose de Taif Nazwa sugeruje orientalna, egzotyczna roze i roze owszem otrzymujemy, ale dla mnie za wilgotna, za zielona i za monotematyczna. Pragnalbym bardziej cieplego, zmyslowego stylu a la Mille et Une Rose, doceniam jednak jakosc skladnikow. Dla milosniczek rozy w prostej, surowej formie- Panom nie polecam. By Kilian- Playing with the Devil. Czwarta czesc "diabelskiego ogrodu" Kiliana jest o dziwo, co rzadko sie zdarza w seriach, duzym postepem w stosunku do pierwszego trio. Duza ilosc porzeczki i slodyczy tworzy musujacy, wcale nie typowo dziewczecy efekt przelamany pieprzem i uniseksowa roza. Jasmin dodaje uroku, brzoskwinia nie jest juz tak landrynkowa. Sympatycznie, ale dla mnie wciaz to nie jest zapach warty normalnie swej pelnej ceny. Jean-Charles Brosseau- Nymphea Jeden wdech i cofamy sie do poczatku lat 90-tych, kiedy to krolowaly wodne kwiaty od Miyake, czy Kenzo. Wiem, ze to zapach z linii kwiatowej, jednak dla takich plytkich kompozycji szkoda miejsca na polkach perfumerii niszowych. Jean-Charles Brosseau- Ombre Orientale. Oud na bardziej meska modle, przytlumiony przez duza doze przypraw, z pieprzem i szafranem na czele. Tworzony gruba kreska, nieco nieokrzesany, weglisty, ale nosi sie przyjemnie. Oliver Durbano- Lapis Philosophorum No nie zaczarowal mnie ten kamien. Durbano ma w Polsce rzesze wiernych fanow, chyba zreszta nasz kraj to jeden z wiekszych rynkow marki i tylko sie z tego cieszyc. Jednak w Lapis Philosophorum dzieje sie dla mnie mniej ciekawie, niz w Black Tourmaline, czy Rock Cristal. Przyprawy, wino, zywice, calosc kompletnie nie grala z moja skora, widzialbym ten zapach np. w formie perfumowanej swiecy. SoOud- Fatena Parfum Nektar Kompozycja ma pachniec "kobieta z Arabii", ale nie trzeba sie sugerowac- to idealny, bardzo trwaly, pelen bogacta i glebi upojny uniseks, gdzie kadzidlo, labdanum, wysokiej jakosci oud i kwiaty graja rownie istotna role. Duzo sie dzieje w tej kompozycji, a trwalosc w wersji Nektar calodzienna. Troche marce zajelo wylansowanie kolejnej nowosci (zapowiadane Leila i Kamal nie doczekaly sie poki co komercjalizacji), ale zdecydowanie bylo warto czekac. To mi przypomina zreszta, by poszukac kompozycji S-H Lucasa dla swej nowej marki 777, mam nadzieje, ze i jej sie w Polsce doczekamy. Histoires des Parfums- 1899 Hemingway O ile Fatene dedykuje sie kobietom, to targetem Hemingway'a sa mezczyzni (wiem, wiem- w niszy to podzial b. umowny i tez Panie znajda w nowym HdP zapewne wiele frapujacych elementow). To zapach szorstki, nieokrzesany, bardzo przyprawowy, ta surowosc jednak jest przelamana przez sympatycznie slodko-mleczna nute. Bardzo dobra premiera odbiegajaca stylem od poprzednich kompozycji HdP. Atelier Cologne- Golden Leather i Silver Iris Zaczynam chwalic i w tym tonie pozostane. Po swietnym Rose Anonyme- mieszance oudu i rozy, ktora zdetronizowala wersje od Malone, pora na dwie premierowe kompozycje z serii Metal. I nie dajcie sie zwiesc nazwie- to zadne Cologne, ale mocne wody perfumowane o niemalze ekstraktowych wlasciwosciach. Golden Leather to zapach "na bogato"- stateczny, malo zmienny w czasie i diablo trwaly, choc szkoda, ze nie mozna utrzymac w jego ewolucji pierwszych akordow: rumu i dojrzalej, pekajacej od slodyczy sliwki. Za to skora, dawana i odrobina agaru idealnie rownowaza calosc, nosi sie swietnie. Silver Iris zas- tu swiadomie troche przesadze, to dla mnie to "La Vie Est Belle goes Niche", czyli rownie slodki, owocowo-pudrowy irys, ale w duzo bardziej wysublimowanej, komfortowej formie. Ogrom jakosc i klasy. Znow nosi sie przez dlugie godziny, ale z czasem calosc nieco blednie. Wszystkie zapachy dostepne sa w Perfumerii Quality, ktorej to zreszta dziekuje za mozliwosc przetestowania tychze premier. www.perfumeriaquality.pl/ Cdn. jutro :) Odpowiedz Link
forevermore79 Przedrankingowe próbkowanie 1 zdaniem-typy z Q cz2 31.12.13, 11:19 Konczac watek premier jesieni/zimy 2013- duuzo tego bedzie :) Royal Crown- Habanos Marka przyzwyczaila nas do faktu, ze jej kompozycje maja sile i moc. Tak jest i tym razem. Sztuka jest stworzyc dobry tytoniowy zapach- udalo to sie w serii Nejma Puro (o tym trio wkrotce), w Aramis Havana, a Habanos wychodzi z tej proby jeszcze bardziej zwyciesko. Intensywna, bardzo realistyczna won kubanskiego, jeszcze nieco wilgotnego tytoniu o duzej sile razenia, powoduje u otoczenia bardzo skrajne reakcje. Polecam milosnikom tegoz akordu i nie tylko. Xerjoff JTC- Comandante Tyton w Habanos sie udal, zas w tymze Comandante juz niestety o wiele gorzej, syntetycznie i jakos malo trwalo. Seria JTC ma przenosic nas w dane miejsca i sytuacje, tu niestety wizja eleganckiego klubu dla gentlemanow nie do konca sie sprawdza. Xerjoff JTC- 40 Knots Lepiej za to jest zapachem, ktory transportuje nas na poklad jachtu. Czuje morska bryze, ale na szczescie daleka od oceanicznych zapachow lat 90-tych, wyczuwam gozdziki, cytrusy i nie ma dobrego zeglowania bez rumu- ten rozbrzmiewa calkiem realistycznie. Poczatek 40 Knots ma piekny, potem tez jest niezle. Xerjoff JTC- Birdie Zapach klubu golfowego. Zgoda, jesli wziac pod uwage tylko ziemnistosc i perspektywe dolkow. :) Bo w Birdie dominuje paczula przyproszona duza iloscia drewna. Ciekawa kompozycja, lepiej bronilaby sie poza seria JTC. Xerjoff JTC- Fatal Charme Won pokazu mody- dla mnie za kobiecy, za waniliowo-aldehydowy. Ale warto sprobowac. Penhaligon's Iris Prima I znow cofamy sie za kulisy, ale tym razem baletu- pudry, stroje, makijaze. Glownym bohaterem jest irys. Jak czytam "irys" mysle od razu "Prada" i ta premiera tego zdania nie zmieni- bo Penhaligon'sowy Iris jest za ulozony, za przymilny i niestety nie za trwaly, uroku jednak nie sposob mu odmowic. Duchaufoury x 5 :): Penhaligon's Vaara- orient dla kazdego, kto boi sie tych nut. Z piekna, przyprawowo-zielona roza i bez grama oudu. Bardzo transparentna, wywazona kompozycja- czuc, ze nos uczyl sie najpierw Indii przy kompozycjach Neeli Vermeire i do Penhalihon'sa przeniosl to, co z nich najlepsze, w odpowiednio jednak delikatniejszym wydaniu. Historiae Mystic Oud- agar dosyc pomijany i niezauwazany, a szkoda, bo to piekna mineralno-oudowa kompozycja. Jest i roza, jest i szafran- ale brak banalu. Duzy plus. L'Artisan Parfumeur- trio Explosion d'Emotions Jakze dziwny krok ze strony marki- najpierw wycofywac trudniejsze zapachy, potem wprowadzac rzesze kwiatow i b. udana Caligne, a teraz ta kolekcje, ktora z powrotem sprowadza firme na bardziej niszowe, nonkonformistyczne tory. Skin on Skin pachnie irysem, swiezo wyprawiona skora i ma dla mnie duzo ze szkicu Traversee, Amour Nocturne wyraza pierwotne emocje za pomoca wyjatkowego mleczno akordu niespotykanego w innych kompozycjach, Deliria jest za to przewrotnie metaliczno-slodka i dziwna w swej dziwnosci :). I o dziwo, kazdy z nich nosilo mi sie rownie dobrze. Puredistance Black Podoba mi sie ta premiera, ale jednoczesnie czuje spory niedosyt. Jak na ekstrakt, za malo tu mocy i trwalosci, calosc bardzo przyprawowa, w swidrujacy sposob- na pewno jest cynamon, kardamon i skora, ale za duzo tu ISO E-Super. Kojarzy mi sie z Equus i X For Men, ale do Puredistance M autorstwa Roja Dove mu niestety daleko. Maison FK - Oud Moods: trzy oudy na stricte arabska modle. Tu jest z kolei sila- obowiazkowa pozycja dla milosnikow agaru (uzyto odmiany z Laosu), choc niekoniecznie tych, ktorzy spodziewaja sie rewolucji. W Velvet Mood motywem przewodnim jest b. realistyczna i b. czerwona roza, Cashmere Mood jest przyjemnie labdanowy (tak sie mowi? labdanum- czystek, ok- czystkowy :) , zas Velvet Oud mocno kopci kadzidlem i wzbudza najwieksze emocje. Bond no.9 Perfumista Avenue Rozowa butelka sugerowala niemrawe kwiatki. Kwiatki owszem sa, ale na szczescie nie do konca niemrawe- roza przypomina ta ze Stelli, a w towarzystwie przypraw daje to efekt Mille et Une Roses, choc o stricte podobienstwie nie ma mowy- u Bonda wiecej jest jasminu, a im dalej, tym niestety nieco gorzej. Dla kobiet. Micallef Mon Parfum Cristal Zapach rowniez dla Pan- gourmandowy, upojny, nieco wieczorowy. Niby wszystko to juz bylo, ale kompozycja pachnie bardzo przyjemnie. Majda Bekkali Tendre Est La Nuit "Ta noc do innych jest niepodobna". Duzo sie dzieje w tym zapachu, od paczuli, nuty rozpuszczalnikow, sosne i wanilie. Przypomina mi nieco kompozycje marek typu indie. Jest sila, jest noc, ale lagodnosci nie- dla mnie to akurat plus. Wszystkie zapachy dostepne w: www.perfumeriaquality.pl/ Odpowiedz Link
forevermore79 Próbkowanie 1 zdaniem- Oriental Edition :) 05.02.14, 21:42 Edycja kolejna, moze to mnie skloni do regularnosci :) Zatem- dzis bardziej orientalnie: Odori Zafferano- glownym bohaterem mial byc szafran, ale mamy tu raczej oud i to ten najmocniejszy, najbardziej "szpitalny" oraz charakterny. Calosc jednak szybko sie ociepla tytulowym skladnikiem i przebijajaca sie momentami roza. Dla wielbicieli gatunku, ja czulem sie w nim calkiem dobrze. Bardzo unisexowo i nie za intensywnie. J. del Pozo Arabian Nights Woman- b. cenie meska wersje, choc niestety finalnie na mnie brak jej trwalosci. Wersja damska jest zdecydowanie bardziej zywa, ale z kolei wcale nie za arabska. W zasadzie to linearny jasmin i nieco przypraw, kobieco i nie za ciekawie. Illuminum Rose Oud- Illuminum to kolejna marka Pana M. Boadi znanego z tego, ze zaklada i potem opuszcza swoje niszowe firmy i ze w kazdej z jego kolekcji mamy po kilkadziesiat zapachow. Niektore brzmia ciekawie, ale Rose Oud ciekawie za to nie pachnie. Nie ma tytulowych skladnikow, jest za to zapach dobrego kwiatowego mydla i to z mdla konwalia. Bond no.9 New York Oud- calkiem przyzwoity, cieply zapach i to o fenomenalnej trwalosci a la Montale. Agar ustepuje tu momentami miejsca aksamitnej rozy, ze struzka wetiweru i kadzidla. Kolejny uniseks, choc to raczej agar skrojony i tak na europejska modle. By Kilian Musk Oud- chyba o nim juz wspominalem, ale jesli nie- to tu tez bohaterem jest ciepla, purpurowa roza zatopiona w odrobinie pizma, oudu i szczypty paczuli. Mialo byc animalnie, niegrzecznie, a efekt odwrotny. Za bezpiecznie i w sumie nieco w stylu powyzszego Bonda. Zdecydowanie, Kilian powinen poszerzyc swiatowa dostepnosc arabskich Black/Extreme/Gold Oud, bo jak na ostatni rozdzial oficjalnej serii, to nie jest to. Lancome L'Autre Oud- moj faworyt z calej dzisiejszej serii. Roza to symbol Lancome, a tu mamy ja w pelni glorii i chwaly, na modle Mille et Une Rose. Potraktowano ja jednak tchnieniem Orientu i tak mamy mocny, aksamitny zapach, z cieplym szafranem, mirra, drewnem i gwajakowa slodycza. To naprawde "inny oud", bo go w skladzie brak, wrazenie uzyskano jednak dzieki ferii ciekawie dobranych akordow. Nosilbym czesciej, mimo iz roza przechyla calosc na bardziej kobiece spektrum. Arabian Oud- Arabian Prestige Classic Tym razem nie agarowo, ale jednak wyraznie arabsko- czyli intensywnie, drzewnie i zarazem tez bardzo slodko. Duzo wanilii, czuje tez maliny. Sympatycznie. Arabian Oud- Durrat Al Arabia- wersja złota Drugi faworyt. Smakowity, dla mnie wyrazniejszy, bardziej korzenny i trwalszy klon Ambre Narguile. Moze nie jablka, ale cynamon, miod, wanilia i czekolada na pewno. Trwa godzinami, ociepla, poprawia humor, naprawde zmyslowa, ociekajaca slodycza mieszanka. Ciezka niestety do dostania w Europie. Kiedys zakupie. Odpowiedz Link
forevermore79 Próbkowanie 1 zdaniem- różne i różniaste :) 23.02.14, 19:43 Dzis nieco testow bez wspolnego mianownika- ciekawie, mniej ciekawie, ale zawsze jakos, w dodatku wyszla pelna dziesiatka :) Cristiano Fissore Cashmere For Men- duzo slyszalem, az poznalem. Ktos nie zalowal ISO E-Super :) Calosc daje efekt cedrowego, suchego olowka a la Gucci Pour Homme, z mniejsza iloscia drewna, a wieksza slodyczy. Bardzo "01 Molekulowy" i chyba zbytnio pozbawiony duszy. Bruno Acampora- Blu Eau de Bruno EdP. Blu jest... blekitne, niebieskie, wsciekle niebieskie pod wzgledem koloru plynu. A soczek to zaiste przewrotny- swidrujace biale kwiaty, duzo tuberozy, ylang-ylang i kwiatu pomaranczy. Tropikalnie, duszaco, ale nie nazbyt- calosc lagodzi umiarkowana trwalosc. Kobieco, ciekawe jak zagralby w upaly. Miller et Bertaux 3 Green, green and green. Tam blekitnie, tu zielono- w nazwie, juz nie w kolorze, ale skladzie owszem. Lato w butelce- zielone nuty laki, cytrusy, swiezo skoszona trawa- nie znajdziemy tu jednak goryczy zielska z Untitled MMM, czy Sisley Eau de Campagne. Poprawia humor, to pewnie przez werbene. Profumi di Pantelleria Tanit Mocno kwiatowo-owocowy, w egzotycznym wydaniu (od osmanthusa po magnolie) o finalnie mdlacym efekcie. Nie do konca do zapamietania, bywalo lepiej. Musk- Musk Collection (musk.ch) Pizmo ze Szwajcarii. I to w prawdziwie pizmowym, bialym, mydlanym i bardzo linearnym wydaniu. Klasyka, obok muskow od Lutensa, czy TBS. I niedrogo, dla milosnikow gatunku. Stephanie de Saint-Aignan- Voleur de Ciels Szkoda nieco tej marki- kreatorce sie nie udalo zawojowac niszowego rynku i firma stala sie juz wspomnieniem. Dlatego z przyjemnoscia przypomnialem sobie ostatnio Voleur de Ciels- skorzano-zamszowy, dla mnie tez nieco paczulowy, bardzo jednak dyskretny i komfortowy, zapewne dzieki lekkiej domieszcze mlecznych akordow. Zal tej kompozycji, bardzo komplementogennej zreszta. Missoni- Missoni Uomo Ach te dawne meskie klasyki- im cos jest bardziej retro i z klasa, tym wieksza pewnosc, ze zapach wycofano. I tak jest i w tym przypadku- zapomniany juz Missoni Uomo to cudna, zmyslowa skora w towarzystwie korzeni (cynamon!), przypraw, ambry i kadzidla. Cieplo, erotycznie, otulajaco, warto szukac na serwisach aukcyjnych. A Lab on Fire- What We Do In Paris Is Secret Ciekawym zawsze dokonan tej malej, enigmatycznej marki, jednak paryski sekret mnie nie zachwycil, a szkoda. Duzo pudrowej slodyczy otrzymanej z miksu wanilia/heliotrop/balsam tolu, nieco wisniowych akordow i w dodatku echo liczi. Niby wszystko, co czesto lubie, ale Ropion jednak tym razem zadnego sekretu mi nie zdradzil. Bond no.9 Madison Square Park Testowac takie perfumy zima to zbrodnia- Bond ten jest bowiem do cna zielony i kwiatowy, z hiacyntem w roli glownej. Nie moj klimat, za dziewczece i niestety, jak na marke czesto przystalo- za wtorne. Scent of Departure- Vienna Tyle jest destynacji, ktore chcialbym poznac w wykonaniu tej marki (Dubai, Doha itd.), na razie znam jedynie Wieden- obiecujacy duzo po pierwszych kawowo-gourmandowych nutach, potem nastepuje zwrot ku nutom zielonym i puff, calosc znika. Od poczatku byly nietrwale, to nie zapis echa zycia miasta, tylko wyblakla pocztowka lub przypadkowe notatki, ktore znajdujemy po latach w swoich miejskich przewodnikach. Cdn.- no, widzicie lekka poprawe czestotliwosci , prawda? P.S. Dziekuje wszystkim Dobrym Duszom za probki ww. zapachow, dzieki Wam pachna one czesto duzo lepiej :) Odpowiedz Link
forevermore79 Próbkowanie 1 zdaniem- edycja na M :) 02.03.14, 14:53 Dzis kolejna czesc krotkich wrazen- akurat padlo grupowo na trzy marki z M w nazwie- Keiko Mecheri, Montale Paris i Jo Malone. Zatem zaczynamy: Keiko Mecheri- trio Loukhoum. Niektorzy twierdza, ze Keiko Mecheri nie ma specjalnego talentu do tworzenia zapachow, dla mnie to lekkie naduzycie, ale fakt faktem- kreatorka moze pozwolic sobie na rzesze mniej lub bardziej udanych premier, bo w ofercie marki znajduje sie prawdziwy gourmandowy bestseller i kon pociagowy firmy, czyli trio Loukhoum. Klasyk to odurzajaca dawka slodko-gorzkiego migdala okraszonego spora doza pudru, miodu i rozy. Nuklearna trwalosc, swietny zimowy ocieplacz, nie sposob odmowic im uroku, choc do lekkich zdecydowanie nie naleza. Zdecydowanie nie dla mojej skory, ale doceniam. Wersja Eau Poudree jest z kolei lzejsza, bardziej zwiewna, w przeciwienstwie do klasyka- czuc fiolkowe akordy. No i Parfum de Soir- najbardziej unisexowy z calego trio Loukhoum. Jeszcze wiecej migdala i pudru, ale podkreconych benzoinem i delikatna struzka oudu. Jak sie mozna domyslac, najtrwalszy, najdojrzalszy i najbardziej orientalny z calej serii. Keiko Mecheri- Musc Niemal linearne pizmo z domieszka drzewnych nut, na mnie niestety mdle, szybko mnie znuzylo. Keiko Mecheri- Damascena Nazwa sugeruje roze, ale tu mamy znow niemal przytlaczajaca role pizma, ktora nadaje kwiatom pudrowego charakteru, calosci towarzyszy charakterystyczna nuta czarnej porzeczki. Nosilo mi sie ja zle, na meskiej skorze na pewno nie zagra, a i piekniejszych roz sa tysiace. Keiko Mecheri- Osmanthus Mdlaca mieszanka kwiecia i pizma, lubie egzotyczne klimaty, ale Osmanthus niestety drazni syntetycznym efektem. Znow nie dla mnie, ale swoje fanki na pewno posiada. Montale Paris- Sweet Oriental Dream Nikt chyba nie wie, ile zapachow ma w ofercie Montale- biorac jeszcze pod uwage, iz naraz dziala "oficjalna" paryska firma i jej arabski odpowiednik i obydwie marki walcza argumentami, ktora jest sluszna i prawdziwa. Ponizsze 4 zapachy naleza do frakcji francuskiej, czyli fikcyjnego Pierre'a Montale, ale nie mozna ich nabyc w Polsce, procz internetu i stacjonarnie- najblizej w Aus Liebe zum Duft. Sweet Oriental Dream to znow Loukhoum, ewidentna kopia, zwlaszcza wersji pudrowej. Rownie migdalowy, o dziwo jeszcze trwalszy i slodszy. Trwalosc gigantyczna, dawka slodyczy nawet mnie powalila- a pisze to milosnik wszelkich A*Menow (obecnie juz dawny- procz Pure Malt i Havane). Montale- Amandes Orientales Migdal po raz kolejny, ale tu kojarzacy sie z chemicznymi oddczynikami, gorzki, surowy, podany z mdlaca wanilia i pizmem. Znow za mocno i za duzo. Montale- Candy Rose Proba uchwycenia kwiecia przez Montale, bez szczypty oudu, co jest rzadkoscia. Slodkie roze, liczi, cala gama bialych kwiatow i znow waniliowa baza. Nie tak trwaly i w sumie malo odkrywczy i zbyt linearny. Nie. Montale- Sunset Flowers Dziwaczny. Swieze ziola i kwiecie rodem z letniej laki, ale w dawce surrealistycznie podkreconej. Rumianek daje niesamowicie realistyczny efekt. Wszystko byloby pieknie, ale po paru godzinach potrafi odezwac sie efekt, excuse-moi, kostki WC. Mozna to tylko moja skora, jednakze nie pokochalem Sunset Flowers, pomimo optymistycznego startu. Jo Malone- Amber and Lavender Tej firmy nadal prozno szukac w Polsce, co dziwi, bo koncern Lauder ma u nas spore portfolio marek. Nie zaluje, bo zawsze dostaje je przy okazji zagranica- jednak wsrod oferty mam tylko paru ulubiencow, zwlaszcza z serii Cologne Intense. Dzis o tych pozostalych, rzadszych i nieco zapomnianych. Amber and Lavender- mesko-unisexowa, calkiem trwala jak na EdC mieszanka tytulowej ambry i pieknie oddanej lawendy z domieszka lekkich cytrusow. Klasycznie do bolu, dla angielskich i wloskich dojrzalych gentlemanow. Doceniam Jo Malone- Blackberry & Bay Jedna z nowszych, ale jednoczesnie najlepszych kompozycji firmy. Soczyste jezyny, ziola i zapach szczesliwego dziecinstwa, gdy biegalo sie umorusanym owocowym sokiem po lesie i nie myslalo, co bedzie za lat nascie :) Ale dziecinstwo szybko przemija, tak samo jest niestety z trwaloscia tego zapachu. Chwilo trwaj, ale o to tu trudno. Jo Malone- English Pear and Freesia Gruszka calkiem realistycznie i soczyscie oddana, ale z frezja bym jej nie polaczyl. Glebi dodaje nieco paczula, ale calosc ciezko mi docenic- znika blyskawicznie i jest zbyt niemrawo, moze sprawdzilby sie jako zapach na 40+ stopniowe upaly. W takich chwilach brakuje mi gruszki z jednej z pierwszych letnich Escad- czyli Sunny Frutti. Jo Malone- Lime Basil & Mandarin Najmniej lubiany z calej opisywanej dzis czworki Malone. Na szczescie b. nietrwaly, ale jednoczesnie mdly i pachnacy detergentowo. Probki otrzymane roznymi drogami- od Quality (marka Mecheri), zakupow w salonach Jo Malone i od zyczliwych Forumowiczow, dziekuje :) Odpowiedz Link
forevermore79 Próbkowanie jednym zdaniem- różne :) 09.03.14, 22:10 Kolejny cykl zwiezlych mini-recenzji, tym razem bez stricte przewodniego tematu. Na poczatek pare nowosci tego sezonu przemieszanych z mniej znanymi kompozycjami- jeden wspolny mianownik- bedzie (prawie) pozytywnie :) Zatem: Xerjoff JTC More Than Words Tym razem ma zapraszac do literackiego klubu- ale rownie dobrze mozna by go przepakowac i zaprezentowac w stricte arabskiej serii, bo to propozycja bardzo orientalna, aromatyczna i trwala, z dominujaca nuta oudu, rozy, z wyrazna domieszka ambry i zywic. Jest ciekawie, najlepiej z serii, jest jakos. Les Parfums de Rosine Majalis Najnowsza roza od Rosine takze rosnie w orientalnym ogrodzie. I o dziwo, jest na mnie bardzo unisexowa. To roza pieprzna, cynamonowa, nieugrzeczniona, ale jednoczesnie zachowujaca pelnie zmyslowosci tego kwiatu. Odrobina wetiweru nadaje mocniejszego charakteru. Nosilem z przyjemnoscia, w upaly rozkwitnie zapewne jeszcze bardziej. Xerjoff Casamorati 1888- Dama Bianca Po opisie nut, to miala byc probka do jednego testowego psiku, a niespodziewanie zuzylem ja cala. Bo oto prawdziwe studium bieli, slodyczy i lagodnosci- Villoresi juz eksplorowal ten temat w puchatym Teint de Neige. Tu mamy prawdziwa, komfortowa i realistyczna wanilie, kwiaty, mimo, ze nie ma jej w nutach- znow czuje roze, jest i szlachetny irys. Bardzo pozytywny zapach. M. Micallef (dawniej G. Nejman)- Le Seducteur A tu kompletny kontrast- i rowna przyjemnosc i wrazenia otoczenia zgodne z nazwa, ha. To zdecydowanie meski, aromatyczny fougere, na modle lat 70/80tych, ale skomponowany z naprawde porzadnych skladnikow. Duzo bergamoty, duzo ziol, zwlaszcza rozmarynu, odrobina paczuli i lekko skorzana baza. Pachnie mocno przez 5-6 godzin, pozniej jest lzej, ale nadal wyczuwalny. Nosilem srodziemnomorsko i byl to swietny wybor. Klasa- brawo. Lubin- Black Jade Ten zapach nie ma zbytnio dobrej prasy, ale mi sie spodobal. Nie jest za odkrywczy, ale zawiera jedna z moich ulubionych nut, czyli kardamon, zestawiony z odrobina bialych kwiatow, kadzidla i rozy. Brzmi bardzo ciezko i kobieco, ale dla mnie efekt jest raczej odswiezajacy, letni i aromatyczny. Marketingowa otoczke- czyli historie Marii Antoniny oczywiscie lepiej odlozyc na polke. J.F. Schwarzlose Berlin- Trance To wskrzeszona przy talencie nosa- Veronique Nyberg marka, o ktora powinny bic sie polskie perfumerie niszowe, znalazlaby tu bowiem rzesze zwolennikow. Sam swoje sample dostalem przy zakupach w nomen omen berlinskim KaDeWe. Trance to jedna z lepszych kompozji firmy- trwala, dymno-oudowa, z mocno zaznaczona turecka roza, bez przesadnej pudrowosci, ale z ujmujaca nuta labdanum. Pachnie dlugo, ale nieco przyskornie. J.F. Schwarzlose Berlin- Rausch Rownie trwaly, ale wcale nie przyskorny- emanacja niesamowita. Rausch ma oddawac atmosfere klubowych nocy i cel zostal osiagniety na bogato. Niesamowita waniliowa slodycz przypominajaca mi bardziej szlachetna wersje Scent Story 24 Gold zestawiona z oudem, paczula, sandalowcem i cieplem ambry. Slodko, ciut linearnie ale wcale nie naiwnie. Ajmal- Carbon Na koniec meski zapach z serii Ajmal "En Vogue", czyli arabskich kopii europejskich trendow, ktore wychodza im jeszcze bardziej nuzaco i europejsko, niz zakladano :) Carbon jest tani i pachnie niestety nieco tanio i mlodziezowo. Troche swiezych cytrusow, troche drewna i duzo syntetykow, czyli to, co w perfumeriach sieciowych dominuje od lat wielu. Najciekawsza jest tylko fiolkowa baza, na szczescie mamy typowo arabskie Ajmale- do ktorych niedlugo powroce. C.d.n. Pierwsze piec kompozycji kupimy w sieci na: www.perfumeriaquality.pl , Schwarzlose- niestety najblizej nadal w Niemczech lub online na ALzD, Ajmal dostepny jest w polskich perfumeriach internetowych m.in. Luxury for Less. Za probki jak zwykle podziekowania- dla perfumerii i Forumowiczek :) Odpowiedz Link
forevermore79 Próbkowanie jednym zdaniem- różne cz.2 16.03.14, 14:27 Czyli probki roznej masci- dzis trzy marki i generalnie nieco gorace klimaty: Amorvero Uomo Zapach firmowany przez rzymski hotel Hassler, wciagniety w nisze znajomy kupil- i spryskalem sie przy okazji. Swietne doznanie- pelen klasy meski fougere, niby nic nowego, ale wykonanie i skladniki arcyszlachetne. Podobne odczucie mialem przy Le Seducteur, ale tu jest jeszcze lepiej, bardziej aromatycznie i trwale. Znow cytrusy, ziola, wetiwer i tyton i znow przed oczyma obraz eleganckich Wlochow w skrojonych na miare garniturach. Niedostepny w Polsce, ale cena nie odstrasza. Polecam. Pozzo di Borgo 8 Mars 1764 W Mediolanie wkrotce premiera dwoch kolejnych zapachow marki- a probki pierwszego duetu caly rok czekaly w pudelku na wydobycie :) W przypadku 8 Marca- nie ma czego zbyt zalowac, to woda kierowana bardziej dla panow- ale im dluzej ja nosilem, tym bardziej pachniala mainstreamowo i "wodniscie". Zalozenie- lekki orient, duzo przypraw, przy obfitej aplikacji robi sie wrecz nieco kawowo-koniakowo, ale wykonanie nieco rozczarowuje. Pozzo di Borgo 23 Janvier 1984 Tu jest juz lepiej- i bardzo letnio, optymistycznie. Prosta, sprawdzona konstrukcja- cytrusy i mieta a la mojito, ze szczypta kardamonu. W tropiki owszem, teraz zapach za szybko ucieka. Jak znajdziecie przy okazji- warto testowac, ale poki co to nieco trudne- najblizej marka w Niemczech (ALzD). Nejma Puro Nejma zna sie na dwoch rzeczach- oudach (od niedawna w nowych flakonach, a Nejma 1 po reformulacji, o nich niedlugo) i tytoniu. A tytoniowi poswiecona jest wlasnie linia Puro. Puro klasyczne (zupelnie niedawno przemianowane na Puro Sublime) to b. udane ujecie wciaz wilgotnego tytoniu (ale nie, to nie taka dawka jak w Habanos) polaczonego z rumem i wanilia. Przyjemnie, ale z uplywem czasu robi sie niestety juz mniej charakternie, chyba Sublime to zatem dobry nowy dodatek do nazwy. Nejma Puro Intense (tu nie ma zmiany nazewnictwa- ale jest zmodyfikowany flakon) Bardziej drzewnie, gleboko, wciaz tytoniowo. Wiecej rumu, jest i przyjemna kawa i gorzkie kakao. Brzmi to zawiesiscie, ale to pozory- mimo wszystko Puro Intense nie jest za trwale i za szybko gasnie. Nejma Puro Extreme (ja dostalem jeszcze przepremierowa probke- wtedy zapach zwal sie roboczo Puro Edmundo) Wszystko, co najlepsze z pierwotnej dwojki- dla mnie jeszcze podlane wisniowym aromatem i lodami waniliowymi :) Chyba moj faworyt z calej serii. www.puro-parfums.com/perfumes/ Odpowiedz Link
forevermore79 Próbkowanie jednym zdaniem- różne :) cz.3 06.04.14, 15:02 Czyli dalsze mini-recenzje zapachow roznej masci :) W nastepnych postach bedzie juz bardziej tematycznie :) Laura Tonatto Amir- mroczny, orientalny miks z wyraznnie wyczuwalnymi nutami drzewnymi, labdanum i kadzidlem. Ciekawa, lekko linearna kompozycja, obecnie juz jednak trudnodostepna. Rasasi Mukhallat Oudh Al Mubakhhar- syntetyczny rozany oud, nieco apteczny w odbiorze. Tani (ok. 50 zl za setke) i tak samo tanio pachnacy, nadaje sie jednak idealnie do miksowania z innymi arabskimi kompozycjami. Jako baza- owszem, solo- nie bardzo. Juliette Has A Gun Citizen Queen- ogrom aldehydow na zamszowo-irysowym poszyciu, w miare rozwoju zapachu wyraznie wyczuwalna sa pudrowa wanilia, skora i odrobina ambry. Niby unisex, ale nie czulem sie z komfortowo. Bardzo trwaly, z nutka retro. Polecam milosnikom gatunku. Neotantric I am a Sex Goddess - zapachy tej szwedzkiej firmy pamietam jeszcze wlasnie ze Szwecji, gdzie staly sobie na masowych polkach, bez pretendowania do niszowego rynku. I tak wlasnie pachna- selektywnie, nie za odwaznie. Nazwa na wyrost, to nie bogini seksu, a klasyczna owocowo-paczulowa mieszanka, nieinwazyjna, dziewczeca, bezpieczna, jakich na polkach pelno. Neotantric Parampara Peepshow- klasycznie meskie, cytrusy, duzo ziol i cedr. Przyjemne, ale niestety znow wtorne. Neotantric Manic Love For Her- kwiaty, soczyste zielone owoce, zielono, sympatycznie. Przyzwoity, wiekszych uczuc jednak nie wywoluje, nazwa znow nie pasuje do zapachu. Neotantric Manic Love for Him- moj faworyt, ewidentnie inspirowany Diorem Homme, pudrowo-waniliowy, ale przyjemny w noszeniu i porzadnie skomponowany, trwalosc tez calkiem si. Testowalem jeszcze jedne perfumy tej marki, ale tak mi jak widac zapadly pamiec, ze juz ich nie pomne :) Angel Schlesser Oriental Soul Pour Homme- jedna z ostatnich propozycji tej marki cenionej w krajach arabskich, a w Polsce dostepnej tanio przez internet. I to propozycja bardzo solidna- idealnie skomponowany, trwajacy godzinami oud w towarzystwie odrobiny rozy i drzewno-paczulowych elementow. Nosi sie b. komfortowo, zdecydowanie polecam. Odpowiedz Link
forevermore79 Re: Próbkowanie jednym zdaniem- różne :) cz.3 07.05.14, 09:17 Najnowsze "Muchy" na blogu Elve przypomnialy mi, co to za kolejny Neotantric mi umknal- to Inferno e Paradiso, tez kompletnie nie przystawal do opisu. Z poznanych, Manic Love for Him jedynie sie bronil. Odpowiedz Link
forevermore79 Meski kwartet od Franck Boclet 06.04.14, 21:40 Marka, ktora poznalem po raz pierwszy na targach w Mediolanie, choc to debiut 2013. Do niedawna byly to tylko cztery meskie zapachy, w tym roku dolacza do nich cztery kolejne- Ambre (mocno a la Ambre Sultan), Chypre, Heliotrope i Tobacco, o bardziej unisexowym zacieciu i limitowane ekstrakty. Ja dzis opowiem krotko o debiutanckim kwartecie sygnowanym przez tego znanego meskiego projektanta (wczesniej odpowiedzialnego za meskie linie ubraniowe u Kenzo, Smalto, czy Ungaro). Kazdy z nich zostal wykreowany przez nosa Melanie Leroux i jest poswiecony tytulowemu skladnikowi, choc bywa to czasem mylace. Leather- tu akurat jest skora, mocna i dominujaca, bardzo w stylu skor od Lutensa, Cuir Amethyste Armaniego i nieodzalowanej skory od Lancome. Towarzyszy jej ambra i kumin, reszty deklarowanych skladnikow, jak roza, czy jasmin i szaferan praktycznie na mnie nie czuc. Zapach prosty, unisexowy, linearny, wielbiciele tej nuty beda zachwyceni. Patchouli- bez watpienia paczula, pierwsze sekundy sugeruja jej wilgotne, mroczne i piwniczne oblicze, jednak po chwili od razu czujemy zmiane: zapach sie ociepla wanilia i sandalowcem, w bazie dochodzi dodatkowa slodycz ambry i benzoinu plus delikatna struzka dymu. Kremowo, komfortowo, na mnie jednak gasnie o wiele za szybko. Oud- tu z kolei agar potraktowano tylko jako dodatek do drzewno-imbirowej bazy. Bardzo oswojona kompozycja, w koncowej fazie oudowo-paczulowa i takze ciepla w odbiorze. Nic z typowo arabskich klimatow. Incense- jak wspominalem w kardamonowym watku, to wlasnie kardamon, nie kadzidlo gra pierwsze skrzypce w Incense. Nie mielony, ale ten z ziarenek, ktore przegryzam dodajac do kawy lub arabskich dan. Procz kardamonu mocno w nosie swidruje swiezo zmielony z kolei pieprz. Kadzidla typowego brak, procz koncowej, hebanowo-dymnej nuty. Zapach obiecuje na poczatku wiele swoja aromatycznoscia, ale koniec koncow- finisz rozczarowuje, po prostu obiecana magia szybko zanika. Podsumowujac- zapachy to idealny mariaz niszy podanej w bardziej mainstremowym wydaniu- dobrze skrojone, jak meskie garnitury Bocleta i biorace pod lupe znane juz tematy. Jednak nie sa to ani zapachy innowacyjne, ani trwale (choc niby koncentracja EdP 14%- ale pachna o wiele mniej intensywnie, niz wiekszosc EdT, ekstrakty maja byc o wiele mocniejsze, ale i drozsze). Wielbiciele danych akordow z pewnoscia moga wybierac lepiej, ale jesli ktos pragnie czegos uniwersalnego, to jest to jedna z opcji. Milo bylo potestowac i poznac idee marki. www.fragrantica.com/designers/Franck-Boclet.html Ubrania firmy: www.franckboclet.fr/index.php Odpowiedz Link
forevermore79 Re: Meski kwartet od Franck Boclet 11.04.14, 10:10 A dzis ten Oud sie b. mocno wyslodzil- efekt znany z 24Gold, choc w bardziej agarowym wydaniu. Komfortowo. Odpowiedz Link
forevermore79 Re: Meski kwartet od Franck Boclet 24.07.14, 09:44 I jeszcze wrazenia Elve- tym razem nasze nosy mialy nieco inne skojarzenia, ale w tym caly "fun" :) nosthrills.blox.pl/2014/07/Franck-Boclet-zbiorczo.html Odpowiedz Link
forevermore79 Testy: trzy z butikowych Loewe Un Paseo Por Madrid 08.04.14, 21:30 Dzis pare slow, ale tylko pozytywnych, tak dla odmiany i zarazem beda to opisy wiecej, niz jednym zdaniem, bo te zapachy na to zdecydowanie zasluguja. Trzy zapachy z madryckiej butikowej kolekcji Loewe Un Paseo por Madrid inspirowanej urokliwymi zakatkami tego miasta (za dlugosc nazewnictwa danych kompozycji nalezy sie Loewe osobna nagroda). Seria zaczynala w 2012 jako kwartet, zachwycila mnie od razu w Harrodsie, potem testowalem je tez w niemieckim KaDeWe, by zostac z nimi na dluzej (a raczej z trojka, tylko te trio udalo mi sie kupic) w postaci wygodnych miniatur-sprayow podroznych- wlasnie wykonczonych, czas o nich zatem wreszcie napisac. Pod koniec 2013 linia zreszta podwoila sie, nowych czterech jednak jeszcze nie poznalem, ale ich opisy brzmia juz bardziej kwiatowo i mniej orientalnie, niz pierwotne kompozycje. A sa to bez watpienia zapachy bogate, trwale, niezwykle starannie skomponowane z porzadnych skladnikow- trwalosc wielogodzinna lub calodzienna, az do kapieli, potrafia zostawic tlusty film na skorze. Wg rozmow w Harrodsie, najczesciej kupuja je klienci arabscy i to nie dziwi- to glowny target tej zapachowej historii laczacej srodziemnomorskie, aromatyczne klimaty z motywami Orientu. - El cielo sobre la Plaza de Oriente Przedziwne i niespotykane polaczenie, ktore idealnie zagralo: duzo neroli i kwiatu pomaranczy w otoczeniu bialych kwiatow, kadzidla i do tego rozgrzewajacej ambry i gorzkiego kakao. Slodycz, radosc, upojny efekt nektaru- to ciezkie cytrusy, ale zarazem niesamowicie pozytywne i do tego nie do pomylenia z innym zapachem. Nosilem przy upale nie w Hiszpanii, ale w Portugalii i zapach rozkwital. Unisexowo, choc mysle, ze na takie polaczenie najpierw zdecyduja sie Panie. - Atardecer en los Jardines del Buen Retiro Kultura Hiszpanii rozwijala sie pod arabskimi wplywami i tu juz to czuc- to oud, jeszcze nie mocarny, ale delikatnie zaznaczony i w ogole nie apteczny, piekna, jednakze daleka od wilgotnosci paczula, niesmiale rozkwitajaca roza, ambra i bob tonka. Kwiatowe elementy idealnie komponuja sie z drzewnym charakterem, kumin dodaje lekkiego animalnego sznytu. Komfortowy, luksusowy zapach. - Tras la tormenta en el Jardín Botánico Tu juz koncza sie kompromisy- jest chyba najbardziej niszowo i najbardziej trudnie, co nie znaczy, ze nieprzyjemnie. Wrecz przeciwnie- Ogrod Botaniczny kusi dymem, agarem, ale juz na duzo bardziej arabska modle, sa tez klasycznie orientalne elementy- szafran, pizmo i paczula. Calosc mocno zapada w pamiec, kopci, bucha zarem. Jest naprawde dobrze, choc o dziwo ten rozdzial Madrytu wg Loewe najmniej jest na mnie trwaly, a szkoda. Jesli bedziecie miec okazje przetestowac- polecam. Zapachy bywaly w polskiej sieci, w Harrodsie flakon 100ml EdP kosztuje 135 funtow, w tej chwili online jest 6 z 8 kompozycji: www.harrods.com/brand/loewe/collection www.fragrantica.com/designers/Loewe.html Odpowiedz Link
forevermore79 Test: włoskie premiery- dwa nowe Pozzo di Borgo 09.04.14, 11:40 Dzis krotko o dwoch najnowszych zapachach Pozzo di Borgo- zadebiutowaly na Esxence, a ich rynkowa premiera odbedzie sie w maju. Jak zwykle, to dalej historia rodu Pozzo di Borgo i zapachy o nazwach nawiazujacych do datu urodzin poszczegolnych czlonkow tejze familii- tu mamy akurat szacownego wujka-podroznika i mloda dziewczyne o polazjatyckich korzeniach. www.pozzodiborgo-parfums.com/en/ Pierwsze zapachy byly zachowawcze, teraz to nieco bardziej odwazne debiuty, o swietnym pierwszym wrazeniu i niestety nadal nieco rozczarowujacym rozwoju 19 Mai 1957 (nos- Sophia Constant) Psik i od razu wielkie zdziwienie: toz to Eau Noire! Ale oczywiscie w bardziej udomowionej i przytlumionej wersji. Sa wspolne elementy- duzo kocanki, lawenda, wanilia ustapila miejsca miekkiemu heliotropowi. Calosc brzmi klasycznie, mesko, ale fanki niesmiertelnika moga byc zadowolone. www.pozzodiborgo-parfums.com/en/perfums/15-parfum1.html 24 Octobre 1985 (nos- Mathilde Bijaoui) Alez otwarcie! Pierwsze akordy to wspaniale odwzorowane mojito. Wielu probowalo uchwycic ten akord, ale z marnym skutkiem. Tu mamy za to swiezo porwana miete, lekka slodycz brazowego cukru, wytrawny rum i grejpfrut zamiast limonek. W skladzie deklarowane sa tez gruszki, roze i porzeczki, na mnie jednak niewyczuwalne. To wielce kaprysna kompozycja- z czasem robi sie zbyt przyskorna, mieta ewoluuje w szamponowo-pastowa strone, calosc sie rozmydla. Rada? Reaplikowac dla poczatkowych nut glowy! Poza tym, to zapach zdecydowanie rozwkitajacy w upaly. W sloneczny dzien byl pelen usmiechu, w deszczowy- juz tak nie cieszyl. Tak czy siak, dobry dodatek do "zapachowego baru", gdzie Agonist Solaris idealnie oddaje tropikalny koktajl, a np. Penhaligon's Juniper Sling- wytrawny gin. www.pozzodiborgo-parfums.com/en/perfums/14-parfum1.html Odpowiedz Link
forevermore79 Próbkowanie jednym zdaniem- z elegancja i Orientem 21.04.14, 21:36 Czyli dalszy ciag mini-recenzji, bez zbednych wstepow: LM Parfums- Black Oud Slynny ekstrakt od LM Parfums- marki solidnej, ktora duzo obiecuje, ale i tychze obietnic w pelni dotrzymuje, musze zreszta przyjrzec sie na spokojnie reszcie oferty Laurenta Mazzone. Black Oud ma moze calodzienna trwalosc ekstraktu, ale nie posiada jego mocy- powracajace fale zapachu to jednak bardzo przyjemna chwile. A jak pachnie? Oud jest tu waznym aktorem, ale w wiekszosci bardziej tlem dla momentami drzewnej (mocno wyczuwalny sandalowiec), a chwilami ambrowo-waniliowej kompozycji. Calosc to mocno uzalezniajaca i jak widac zmienna mieszanka, wbrew pozorom raczej delikatna i faktycznie europejsko romantyczna. Przypomina mi bardzo stlumione Black Afgano lub Oud et Santal St. Duponta- o tym drugim jeszcze napisze. Warto poznac, moze uwiedzie. LM Parfums- Patchouli Boheme Znow romantyczne, europejskie ujecie paczuli jako dominujacego skladnika. Paczuli nigdy nie za piwnicznej, ale idealnie ocieplonej tonka, wanilia, skora i struzka suchego tytoniu. EdP o fantastycznej, calodziennej trwalosci. Pieknie. Amorvero (Acqua di Profumo Donna) - Eau de Toilette Debiutancki zapach marki Amorvero stworzonej przez luksusowy rzymski Hotel Hassler. Kompozycja wystepuje jako ekstrakt, EdP i EdT, niedawno testowalem wersje meska Uomo, teraz akurat probka damskiej wody toaletowej znalazla sie w goodie bag od Campomarzio 70. Ciezko uwierzyc, ze to kompozycja z 2000 r. - pachnie bowiem, jak porzadne damskie klasyki, czuc w niej i echa Miss Dior (tej pierwotnej, Orignale, zanim Dior probowal wmowic mlodszym pokoleniom, ze jedyna i sluszna MD to naprawde reformulowana Cherie) i nieco tez dawnych Lauder, Opium, czy Hermes 24 F. Mocno kwiatowa, z dominujacymi jasminem, roza i tuberoza podkreconymi oczywiscie obowiazkowymi aldehydami. Baza jest ciepla i bardziej orientalna, a calosc calodzienna. Tak powinny pachniec piekne, eleganckie kobiety w dobrych kostiumach. I tak najczesciej we Wloszech one zreszta pachna. Vero Kern- Kiki Voile d'Extrait Pisalem juz o Kiki jako EdP i perfumach i takze i ta koncentracja zasluguje na uwage. Jak zwykle u Vero Kern, to wiecej, niz dodatkowy procent zapachowej mocy- to reinterpretacja tematu. Udana, bo stworzenie lawendowo-ziolowego gourmand to prawdziwa sztuka. Efekt trwaly, ale bardzo komfortowy w noszeniu, pod warunkiem milosci do lawendy rzecz jasna. Les Nereides- Oriental Lumpur Subtelna gra orientalnych nut- mamy tu i korzenie i skore i tyton i paczule i kremowa wanilie. Duzo by wymieniac tych "i", ale calosc wspolgra ze soba idealnie. Warto testowac. Ajmal- Ambre Pimente Zapach Ajmal, z rzadszej, wpierw lotniskowej (w krajach arabskich oczywisc) linii. Unisexowy, bogaty i pewien przeciwienstw. Jest bardzo aromatycznie, korzennie, a zarazem chwilami slodko, wrecz kwiatowo pudrowo. Chwilami przypominal kompozycje C. Christiana, a to juz duzy komplement. Znow jest dobrze. Arabian Oud Kalemat Black Kalemat mnie oczarowal, a i wersja Black jest godna uwagi, choc opowiada juz inna historie. To mocna, znana z wielu Arabian Oud, slodkawa i bardzo trwala nuta uzyskana dzieki mieszance wanilii, pizma z odrobina przypraw i oudu. Jest upojnie, uniseksowo, bardzo komfortowo. Arabian Oud Arabian Prestige Classic Znow otulajaco slodko, ale bardziej drzewnie. W skladzie wanilia, szafran, wetiwer i paczula i dokladnie to czuc. Nosi sie swietnie, a takich skarbow Arabian Oud ma w swojej ofercie jeszcze wiele. Jak widac- ta samplowa garsc byla bardzo udana, zobaczymy jak z nastepna :) Za probki dziekuje Campomarzio 70 i Forumowiczom. Zapachy LM mozna kupic w Polsce w Lulua i Mood Scent Bar, Ajmal Ambre Pimente ma w ofercie polska perfumeria Luxury for Less, po reszte marek trzeba wybrac sie juz zagranice- Arabian Oud najpredzej w butiku w Londynie. Odpowiedz Link
forevermore79 Synestezja- recenzja Dior Mitzah 24.04.14, 11:39 Czyli po przerwie- kolejna wnikliwa recenzja autorstwa Toccaty, czyli forumowej Alixany :) synestezja.blogspot.com/2014/04/mitzah-dior-la-collection-privee.html Dodam tylko, ze Mitzah faktycznie jest wycofywana, ale bardzo powoli. Nie stoi na displayach Diora, trzeba o nia czesto pytac- np. w Mediolanie byla, ale ukryta w czelusciach szaf, w kazdej z pojemnosci. Co do Eau Noire- zaraz skrobne maila :) Odpowiedz Link
alixana Re: Synestezja- recenzja Dior Mitzah 27.04.14, 08:57 Strasznie miłe uczucie - być linkowanym ;) (ach ta próżność). Dzięki za ciepłe słowa. Na pw już odpisałam. Zacznę w takim razie odkładać na spory flakon, bo ta dziewczynka jest urzekająca, choć całkowicie nie dziwna. Po prostu znakomite, eleganckie perfumy. W przeciwieństwie do arcydziwnego Leather Oud, o którym będzie w tym tygodniu. Odpowiedz Link
forevermore79 Re: Synestezja- recenzja Dior Mitzah 27.04.14, 09:25 W Twoim przypadku proznosc to zasluzona, a skromnosc wrecz niepotrzebna ;-) Zaraz zerkne- mysle, ze jeszcze w ciagu roku Mitzah bedzie w miare latwa do dostania, ale potem juz zapewne gorzej. Ma wracac w postaci malych partii, ale gdzie i kiedy- tego Dior juz nie mowi. Butikowy Dior Vetiver juz praktycznie nieosiagalny, jednak nie zaluje, jest wiecej ciekawszych na rynku. Odpowiedz Link
forevermore79 Próbkowanie 1 zdaniem- Oriental Edition cz. 2 27.04.14, 12:10 I bynajmniej nie ostatnia :-) Dzis nieco Arabii- ale zarowno w lokalnym, jak i europejskim wydaniu. Zatem: Arabian Oud- Arabian Prestige Rose Widzialem, ze w tym watku wersje Black recenzowalem przypadkowo az 2 razy, za kazdym razem czujac slodycz, choc raz w bardziej owocowej odslonie.I w wariacji Rose rowniz jest mniej slodko, ale wlasnie bardziej owocowo-agarowo. To rozano-owocowo-chemiczno oudowe combo, na raczej arabska modle. Owoce sa cierpkie, calosci towarzyszy struzka olibanum. Unisexowo, w nieco bardziej damska strone. Arabian Attars - 88 Kolejna marka-widmo, pojawiala sie w Dubaju, teraz mozna ja w Polsce jak widze kupic takze w internecie (za bagatela 1499 zl za flakon setki), nuty to jednak wielka enigma. Przy 88 kontrast w stosunku do nazwy firmy jest spory- nie ma tu nic z Orientu, jest za to klasyczny, bardziej meski zapach z elementami fougere. Mocno ziolowo, nieco mydlanie, wyczuwam piolun, calosc kojarzy mi sie z gorzkawym charakterem Grey Flannel. Ciekawie, ale nie arabsko i na pewno nie za ta cene. Arabian Attars- 888 Niedobor egzotyki w 88 nadrobil z nawiazka 888- tu mamy bowiem dominujacy agar z pierwszym, bardzo realistycznym akordem... wysuszonego krowiego lajna, ktore zbieralem na lace jako dziecko do nawozenia kwiatow mojej Babci :) Z czasem te wrazenie znika, pojawia sie suchy sandalowiec, skora, wg mnie tez odrobina szafranu, a oud lagodnieje nie tracac jednak nieco animalnej poswiaty. Mocna rzecz, po miksie z TBS Rose Oud zrobilo sie noszalnie, solo to moze byc dla niektorych niezle wyzwanie. Reminiscence Oud Tu mamy za to agar w europejskim, bardzo szlachetnym i dalekim od banalu wydaniu. Jest niesamowicie harmonijnie, drzewnie i nieco pieprznie, a oudowi w bazie towarzyszy przyjemna ambrowo-paczulowa slodycz. Zapach niezwykle piekny, ale na mnie i niezwykle ulotny, szkoda. Angel Schlesser Oriental Edition II Kolejny swietny zapach od Schlessera. Na poczatku wydaje sie, ze to znany, wysluzony motyw roza- apteczny oud, jednak z czasem nastepuje ewolucja w kierunku czekoladowych akordow gourmand i finalnie- mocno zaznaczonego sandalowca i wetiweru. Aksamitna roza jest tu glownym bohaterem przez caly okres ewolucji kompozycji, a poszczegolne fazy calosci to b. przyjemna wedrowka. Mimo, ze chwilami przyskornie, to niesamowicie trwalo- az do kapieli. Mocno komplementogenny. C.d.n.- wkrotce lub nieco pozniej, moze czas na moment zmienic klimaty :) Odpowiedz Link
forevermore79 Próbkowanie 1 zdaniem- Oriental Edition cz. 3 01.05.14, 13:56 I jeszcze nieco cieplych, orientalnych, choc niekoniecznie tylko arabskich woni. Trudno jest tak od razu zerwac z klimatem :) Dzis cztery kompozycje: Maison Dorin- Un Air d’Arabie Oud To niby tez kompozycja oparta na rozy i oudzie, ale za to jaka! Prawdziwy mariaz francuskiej finezji na jednak typowo arabska modle. Roza nie jest wcale lekka, ale zamiast tego mroczna, dumna i purpurowa. Oud ma nieco przyprawowa aure, a obydwa skladniki wspolgraja w idealny, wysublimowany sposob. Zapach o duzej mocy, duzy plus. Eutopie no. 3 Znow z agarem w skladzie, ale ten element nie odgrywa tu zadnej znaczacej roli- zamiast tego mamy gesta, bardzo zmyslowa miksture pelna dojrzalej sliwki z cynamonem, kwiatu pomaranczy, wanilii z lekkim animalnym powiewem kuminu. Calodzienna trwalosc, mocna emanacja, w te cieple dni nosilo sie go z nieukrywana, lekko dekadencka przyjemnoscia. Maitre Parfumeur et Gantier- Ambre Dore Pierwszy test- i zapach moglby sie wg mnie nazywac Oud Dore, ale kolejne juz obalily ta teze. Ciepla ambra gra bowiem tu glowne skrzypce, a calosc ocieplaja wlasnie oud, szafran i kadzidlo. ziola nadaja zas wyjatkowy charakter, nieco moze w stylu Ambre Sultan. W tle gdzies tli sie dymny wetiwer. Zapach mocny, trwaly, wladczy, na pewno nie dla niesmialych. Wylansowany pierwotnie tylko dla krajow arabskich i to wcale nie dziwi. Le Couvent des Minimes- Cologne of the Missions Ale odkrycie! Jak relatywnie tanie Meharees czerpie z Musc Ravegeur, Cologne of the Missions luznie nawiazuje do Guerlain SdV. Niesamowita, ciepla, nieco linearna wanilia z lekko rumowo-dymnymi nutami. Zapach bardzo komfortowy, trwaly, choc wcale nie tak emanujacy- moze i dobrze, nosi sie go bowiem dla wlasnej przyjemnosci. Trudny do zdobycia, ale warto poszukac. Za probki jak zwykle dziekuje :), zadnego z tych zapachow nie kupimy niestety oficjalnie w Polsce. Odpowiedz Link
forevermore79 Próbkowanie jednym zdaniem- różne różności 08.05.14, 21:08 W tej edycji: Ramon Bejar Wild Oud Pierwszy z czterech testowanych przeze mnie Bejarow (o pozostalych dwoch wkrotce), a zarazem premiera z czarnej, autorskiej linii Ramon Bejar. Nie ma juz jak u tego projektanta/perfumiarza bywa tony swiecidelek, skrzacego pylu itd.- sa za to same zapachy i to bardzo dobre. Wild Oud ma moc i animalny (czyli krotko mowiac- lekko woniejacy) charakter, choc pod tym wzgledem bije go opisywany nieco wczesniej Arabian Attars. Duzo tytulowego agaru podkreconego przez galke muszkatulowa, surowy w odbiorze wetiwer i mocno, ziemnista, smolista paczule. Calosc minimalnie wysladza sie tonkowo-waniliowo i z czasem lagodnieje i mocno sie cywilizuje. Tak, czy inaczej to bezkompromisowe perfumy, ktore pokochac moga tylko zwolennicy oudu- na szczescie sie do nich zaliczam. Trwalosc spora, emanacja duzo mniejsza. Ramon Bejar- Sacred Sandalwood Zapach prawidziwego sandalowca, tak pachniala odmiana Mysore. Mimo, ze trwaly, to cichy i lekko mdly, w ten pizmowo-waniliowy (wanilinowy) sposob przypominajacy roztopiony deser. Dla mnie mocno nawiazuje do F. Malle x Dries Van Noten i tak samo nie wywoluje specjalnego drzenia serca. Parfumerie Generale 22 DjHenné Perfumy-kameleon. Raz egzotycznie, raz bardziej lawendowo-swojsko, ale zawsze cieplo, nieco mlecznie i komfortowo. Czasem poblyskuje skora, innym razem mieta, figa (chyba nie ma jej nawet w oficjalnym skladzie), czy kakao. Przyjemnie, choc mocno w stylu marki, polubia go takze milosnicy dawnych Lutensow. CB I Hate Perfume Gingerbread Testowane zapachy marki traktowalem bardziej jako eksperymenty, nie zas prawdziwe perfumy- tak, jak np. niektore wymysly Demeter. Gingerbread to nie prawdziwy pierniczek, ale raczej napoj imbirowy, czasem z elementami coli. Slodki, nieco mdlacy i wodnisty- ale to akurat przez koncentracje- Water Perfume, zatem i trwalosc byla kiepska CB I Hate Perfume M3 November Podobne, nieco jadalne klimaty- mocno dyniowy, z odrobina lesnego aromatu. Nie zrobil zadnego wrazenia i rownie szybko sie ulotnil. CB I Hate Perfume I Am Dandelion Zapach zoltych mleczy na lace- na pewno rozgniataliscie jako dzieci ich kwiaty na lace. Pozostawialy mocny aromat- soczysty, nieco mleczny, nieco urynowy. Prosty zapach, ktory szybko jednak szybko traci swoj naturalny charakter i- co zaskoczeniem nie jest- znika. IFF Timbersilk A to nie perfumy, tylko syntetyczny skladnik od IFF. Nieco w stylu ISO E-Super, czyli rownie drzewnie, lekko ambrowo. Ciekawa molekula. Odpowiedz Link
forevermore79 Re: Próbkowanie jednym zdaniem- różne różności 27.05.14, 19:19 Chwila wytchnienia w cyklu wyjazdow i zarazem chwila na pare wrazen z probkowych testow- obiecuje, ze teraz znow bedzie bardziej regularnie, bo materialu jest sporo :) Ramon Bejar Sanctum Perfume- juz mam probke od Oli i nadal ciesze sie, ze udalo sie nam w Mediolanie wylowic tak niepozorne czarne flakony kryjace tak piekna i wysokiej jakosci zawartosc. Sanctum Perfume to proste, ale jakze monumentalne kadzidlo, ktore wzrusza swa idealna prostota i podobienstwem do pelnych mistyki i emocji cerkiewnych rytualow. Idealnie oddany dym, bez smutku, ale z nadzieja. Jest i mirra, sa dymne zywice i odrobina drzewnosci. Calosc idealnie zrownowazona, pozwalajaca docenic sztuke niszowych kompozycji. Zdecydowanie liga kadzidlanej serii CdG, czy Armani Bois d'Encens, duzo, duzo lepiej, niz chocby u Cardinal. Oby byly latwiej i na stale dostepne, szkoda, by ten zapach zniknal w tlumie. Ramon Bejar Deep Amber W Sanctum byla prostota, tu jest dekadencja. Nie sa ta klimaty lutensowskiej ambry, ktorych spodziewalem sie po nazwie. Zamiast tego jest ambrette podszyta drogimi trunkami, pelna zamszowosci i drzewnej slodyczy. Mocna rzecz, ktora dodawala mi animuszu, rowniez polecam. M. Miccalef Jewel For Him To juz niszowa meska klasyka, jak zwykle u Micallef solidnie wykonana, ale akurat bez zbednych fanfar. Duzo suchego pieprzu, duzo cytrusowo-mineralnej swiezosci a la Hermes i tez wg mnie rownie spore podrasowanie kompozycji naduzywanym czesto ISO E-Super. Poprawnie, przyjemnie, dla mnie nieco zabraklo tu duszy. Rance Eau Superbe Kolejna meska kompozycja, tym razem od Rance i zaskoczenie- to ewidentna, wykonana owszem z lepszych skladnikow, ale jednak wariacja nt. 1 Million i jego charakterystycznej, przesadzonej cynamonowej slodyczy, ktora dala poczatek calemu gatunkowi zapachow. Nie ma tu jednak trwalosci propozycji od Rabanne, jest duzo subtelniej, jednakze nie za oryginalnie. Parfums de Nicolai Amber Oud Skromna Patricia de Nicolai zaskoczyla w zeszlym roku zapachowy swiat propozycja swoich dwoch oudow- jednakze nie dajcie sie zwiesc, to nie "skok na oudowa kase", ale kompletnie autorskie i stricte europejskie podejscie do tego skladnika, tu nie bedacego glownym tematem, ale raczej ocieplajacym tlem. W Amber Oud pierwsze skrzypce gra piekna, sucha lawenda wzmocniona idealnie wywazona ambra, zlocistym szafranem i wlasnie agarem. Trwala, dojrzala kompozycja, w ktorej czuc b. dobry warsztat kreatorki. Tradycyjnie, nieco mesko, z duza klasa. Aplauz. Parfums de Nicolai Rose Oud Tu takze nie spodziwajmy sie zuzytego kombo roza-oud. Roza owszem goruje, w swoim cieplym, slonecznym wydaniu, jest ciut owocow, jest drewno, czuc ambre, struzke oudu i chwilami egzotyczna slodycz osmanthusa, o dziwo skontrastowana z rzeska konwalia. Jesli ktorys z duetu mialby byc bardziej "arabski", to jest to wlasnie Rose Oud, jest to jednak raczej wariacja na temat, niz n-te odwzorowanie. Udane dzielo. Jak widac, te rozdanie nie bylo takie zle- co wkrotce? Zobaczymy :) Odpowiedz Link
forevermore79 Azjatyckie By Kilian- Imperial Tea i Sacred Wood 28.05.14, 22:22 Pisala o nich dzis juz blogowo Ola, ale i ja akurat siegnalem po probki ostatnich Kilianow, aby wreszcie powiedziec cos dobrego o dokonaniach tej marki. Dla mnie zapachy Kiliana nieco pogubily sie po zamknieciu dziesiatki L'Ouevre Noire (z ktorych mialem i chetnie uzywalem Love i Back to Black) i udanej serii arabskiej. Biala linia poza ostatnim Playing with the Devil jest dla mnie nieporozumieniem, a i Asian Tales niestety mocno rozczarowaly, zwlaszcza niedawna brzoskiwinka. Na szczescie finisz azjatyckich opowiesci jest niezwykle piekny. Imperial Tea to niesamowicie realistycznie odwzorowana zielona jasminowa herbata- uwielbiam zreszta zapach jej parzenia. Odrobina bergamoty nie zakloca harmonii calosci, wyczuwam w tej kompozycji takze nieco sproszkowanej japonskiej, lekko podwedzanej mate, ktora dostaje czesto z Japonii (offtopowo: tak- dla ciekawych mam rodzine i w Japonii, sa i rodzinne niemieckie, greckie, kresowe, ale i nawet arabskie nalecialosci, co genom zapewne sluzy :). Uzyty jasmin jest indolowy, w idealnych, nieprzesadzonych proporcjach. Imperial Tea nosi sie wdziecznie, jest to przyskorna, ale bardzo trwala kompozycja. Po paru godzinach pocieralem szyje reka i znow wyczuwalem cudna herbaciano-jasminowa won. Sacred Wood- to zgodnie z nazwowymi konotacjami, oda do sandalowca z Mysore. Drzewo sandalowe na szczescie dla mnie nie jest az tak mleczne jak np. u Malle x Dries Van Noten, czy opisywanym ostatnio Bejar Sacred Sandalwood. To zdecydowanie bardziej sucha, drzewna kompozycja, czuje w niej struzke dymnego wetiweru, choc raczej to wrazenie poglebione dodatkowo przez olowkowy cedr. Nie zdziwilbym sie, gdyby calosc podkrecona zostala przez ISO E-Super, na ktore jestem ostatnio szczegolnie wyczulony. Nie lubie zbyt takich gierek, choc np. w Encre Noire, czy Puredistance Black dodaly zapachom glebi. Podsumowujac- duzy plus, z przewaga dla Kilianowej herbaty, co dziwi tym bardziej, ze to raczej nie jest moj codzienny zapachowy styl. :) Nabralem apetytu na butikowe Kiliany i rosyjskie The Art of Love, ale to zapewne w swoim czasie. I jeszcze Elve, rownie pozytywnie zreszta: nosthrills.blox.pl/2014/05/By-Kilian-Imperial-Tea-Sacred-Wood.html Odpowiedz Link
alixana Re: Blog forumowy 12- nasze testy i internet. rec 30.05.14, 10:03 Dzięki Kubie będę miała testów na miesiąc ;) Dzięki wielkie. Po Sancti nastąpiło Sanctum i.... cóż mogłabym rzec, poza "O Boże!" - i, wierzcie mi, jak na niedowiarka to będzie to głęboko mistyczne westchnienie. Kuba - zapytałeś, czy natychmiast kupiłam Sancti. To Sanctum wzięłabym bezmyślnie, bez refleksji, natychmiast, jak zahipnotyzowana, nie deliberując ani chwilki i nie analizując, co będę jadła przez najbliższy miesiąc (w sumie lato jest, można poszabrować w ogródkach ;)). Ten natłok wrażeń w nucie głowy, chaos, sypnięcie skier w górę! Coś jednocześnie posępnego i wzniosłego, światłocieniowość, wysycenie ciemnozłotym kruszcem i wypolerowanym drewnem - i stopniowe uszlachetnianie, które wprawia w osłupienie, bo wydawało się całkiem niemożliwe - od początku przecież było wysublimowane do granic bólu. I charakterystyczne kadzidło, które uwodziło mnie w Passage d'Enfer, ale jeszcze potężniejsze, ostrzejsze, wznoszące się ku żebrowym stropom tak wysokim, że nie prawie nie widać ozdobnych zworników. Ten zapach jest tak zbytkowny, a przy tym tak harmonijny, jakby zamknięto w nim całą wielkość, do jakiej jest zdolny człowiek. Sacrum pisane majuskułą. Oj, bieda, tym razem to wpadłam... ;) Odpowiedz Link
forevermore79 Re: Blog forumowy 12- nasze testy i internet. rec 30.05.14, 10:18 Do uslug Agnieszko- niech to bedzie material do wielu kolejnych recenzji, z Sanctum i zalegla Eau Noire na czele. Takze i Le Mat to b. swieza sprawa- mimo, iz prapremiera byla w Mediolanie, na probki przyszlo nieco czekac, zanim calosc zmacerowano i przelano do fiolek. Sanctum- ha, tak sadzilem, ze Cie uwiedzie. Juz zapomnialem, jak piekne moga byc kadzidla, a tu forma niemal doskonala, najlepsze z niebianskich i ludzkich pierwiastkow. Nie mam tylko pojecia, gdzie to bedzie mozna kupic, ale oczywiscie dowiem sie, flakon nie ma zadnych kamieni i blyskotek, wiec moze nie trzeba ograbiac ogrodkow :) Pozdrawiam serdecznie! Odpowiedz Link
alixana Re: Blog forumowy 12- nasze testy i internet. rec 31.05.14, 08:35 No właśnie. Przeczesałam Internet, ale bez rezultatu. Jak się gdzieś natkniesz, to będę wdzięczna. A wieczorem był Deep Amber (też ciekawe, nieszablonowe rozwiązanie tematu, musze mu poświęcić trochę niepodzielnej uwagi) i Le Mat. Fajny. Przykuwa uwagę, a skoro robi to bezpośrednio po takim ostrym zauroczeniu, znaczy że niezły jest. I cudnie trwały - jeszcze rano go czułam. Odpowiedz Link
alixana Re: Blog forumowy 12- nasze testy i internet. rec 31.05.14, 09:48 Z ręką na sercu: drewno sandałowe jest jedną z najbardziej znienawidzonych przeze mnie nut. To morderca. Agresywny, prymitywny i tłusty. Co z nim zrobił Bejar???? Świetlisty, lekko mleczny, wiosenny i delikatny - znakomicie wyczuwalny, a nie narzucający się. Ten zapach jest jak znakomite maniery człowieka, który zawdzięcza ogładę całym pokoleniom dobrze wychowanych przodków. Ma tą subtelność w głębi swojego jestestwa - nierozerwalnie. Trzy podejścia do marki - trzy wyrazy uznania. Jest dobrze. Jeszcze chwila, a przełamię niechęć do zapoznania się z marką Ramon Molvizar, skoro stoi za nią ten sam człowiek. Odpowiedz Link
forevermore79 Re: Blog forumowy 12- nasze testy i internet. rec 31.05.14, 09:57 Doprecyzowujac- mowa oczywiscie o Sacred Sandalwood z linii autorskiej Ramon Bejar, o tej- podobno limitowanej- szkoda by bylo! www.parfumo.net/Brands/Bejar/All/YearDescending Pieknie Cie znow czytac i w takiej krotkiej blogowej, jak i mam nadzieje, dluzszej formie. Jego Wild Oud to jest dopiero z kolei animalna dzikosc. Zas Le Mat od poczatku mnie fascynowal, idealnie skonstruowana kompozycja. Odpowiedz Link
forevermore79 Próbkowanie jednym zdaniem- Amouage ad. 2014 05.06.14, 22:17 W tym odcinku krotko o tegorocznych dotychczasowych dokonaniach Amouage- czyli Opus VIII i najnowszym, wkrotce wchodzacym na polski rynek duecie Journey. Dla uspokojenia- Amouage oczywiscie nadal trzyma swoj slynny wysoki poziom, choc tym razem eksperymentuje z nieco innymi zapachowymi kierunkami, w sposob oczywiscie stricte zamierzony. Opus VIII z Library Collection Tu udala sie tworcom trudna sztuka- stworzenie totalnie uniseksowego jasminu. Tenze bowiem kwiat gra glowne, niemal dominujace skrzypce w osmej odslonie Opus. Inne skladniki i akordy maja tylko wydobywac jasminowa glebie i trzeba zaznaczyc, ze nie jest to jasmin, jaki do tej pory znalismy, chocby ze swietlistego Aliena i kompozycji typu soliflore. Tu kwiat pokazuje swoje drugie, czasami niemal drapiezne, animalne, przybrudzone oblicze. To dluga i zaskakujaca wedrowka z kwiatem u boku- od niewinnosci, dusznego tropikalnego charakteru poglebionego przez ylang-ylang i kwiat pomaranczy, po drzewnosc i bardziej juz "amouagowe" kadzidlano-benzoinowe zakonczenie. Kompozycja bogata, zarzucic jej moge jedynie na mnie dosyc ograniczona trwalosc, jednak ten problem mialem juz z niektorymi poprzednimi Opusami. Journey Man Pomine swiadomie marketingowe obietnice nowego cyklu w historii marki, jednak przyznam, iz sklad przeczytany w dossier prasowym przyprawil mnie poczatkowo o nieco szybsze bicie serca, choc rzeczywistosc nieco odbiegla finalnie od mych wyobrazen. Meska wedrowka (znow uzylem tego slowa- tu jednak w kontekscie nazwy kompletnie pasuje) rozpoczyna sie istna uczta skrzacych, pikantnych i aromatycznych przypraw inspirowanych azjatyckimi rynkami. Az czuc gwar, ferie kolorow i nieznanych czesto smakow. Akordy glowy brzmia jednak zdecydowanie za krotko, a tu gdzies przebija kardamon, swiezo mielony pieprz, gdzie indziej jalowiec i slodkawy tyton. Na mojej ocieplajacej czesto zapachy skorze calosc robi sie z czasem za to zaskakujaco linearna, mocno alkoholowa, z rumem i koniakiem na czele, ktore nie wystepuja jednak w oficjalnym zestawieniu i taka to otulajaca baza trwa do konca skornego zywota kompozycji. Moglbym porownac Journey Man do bardziej pikantnego Equus EdP zmieszanego z Idole EdP, czy jak kto woli Bentley EdT. Ciekawie, ale dla mnie odrobine niestety wtornie. Trwalosc bardzo przyzwoita, emanacja z czasem duzo slabnie. Journey Woman O dziwo to moj faworyt z calej trojki premier. Nie nosilbym go jednak na codzien, to zostawie Paniom, choc podzialow w koncu stricte nie uznaje. Zapach bardzo upojny, urzekajacy i na wskros azjatycki- ale nie, tu Azja nie jest targetem, jak u wczesnych Kilianow Asian Tales- tu mamy zapachowe odwzorowanie lokalnych barw i dawnego orientalnego przepychu. Na poczatku czuje bardzo dojrzale owoce brzoskiwni podane w lepkim, slodkim miodzie i charakterystyczna won osmanthusa. Calosc jest niezwykle mocna i znow dosyc linearna, zwlaszcza, w kolejnych etapach rozwoju perfum, gdzie finalnie do glosu dochodza towarzyszace akordy zamszu, wanilii, skory i oczywiscie lekka dymna poswiata dodajaca odpowiedniej dozy tajemniczosci. Na mnie zapach trwajacy bezproblemowo caly dzien, baza do konca wyraznie wyczuwalna przez otoczenie. No coz, kolejny raz brawo za zapachowe, nieco nostalgiczne doznania. Opus VIII i wkrotce duet Amouage w Polsce jak zwykle w perfumerii Quality. Odpowiedz Link
forevermore79 Próbkowanie- szostka od Il Profumo (Il Profvmo) 16.06.14, 15:32 Czyli 6 z 13 dostepnych w Polsce zapachow z tejze linii. Jak wiele osob, przyznam, ze bylem nieco zaskoczony decyzja Perfumerii Quality odnosnie wprowadzenia na rynek Il Profumo, zwlaszcza, iz marka miala kiedys juz krotki douglasowy epizod. Jednak w sumie- rozpoznawalnosc zatem istnieje, opakowania zyslaly przez te lata ladniejszy design, doszlo nieco premier, a wiele kompozycji jest latwych, przyjemnych i mogacych stanowic dobry start przygody z nisza. Dla mnie jednak oferta Il Profumo jest niestety bardzo nierowna, a deklarowane nuty czesto mocno rozmijaja sie z finalnym efektem. Black Dianthus- z 2013, zatem wczesniej mi nieznany. Trwaly, wielce klasyczny i meski w wyrazie, przypomina mi uznane pozycje z lat 80-tych. Ziola, gozdziki, wetiwer. Nosi sie komfortowo, ale nie wywoluje wiekszych uniesien. Dosyc dyskretny. Cannabis- impresja nt. marihuany, czyli tzw. ziola przez wielu artystow uzywanego czesciej, niz mieta lub bazylia. Nie trzeba zazywac, by znac jej aromat- wystarczy przejsc sie starym miastem np. Barcelony, czy hipsterskimi dzielnicami Londynu. Tu jednak to sama nazwa (co prawda w skladzie uzyto oleju z konopii, tej woni nie znam- nie bede zatem krytykowac do cna). Dostajemy za to bardzo ciepla, retro kwiatowo-orientalna mieszanke z odrobina ambry. Przypomina mi nieco klimatem dawne klasyczne Lou Lou, czy nawet Jungle. Parogodzinna trwalosc, z mocno umiarkowana jednak emanacja- nie mogaca sie rownac z ww. "ogoniastymi" zapachami. Aria di Mare- nie jestem fanem morskich woni, ale tu wykonano solidna robote. Nie ma odswiezaczowo-ozonicznych nut, jest slonosc przelamana odrobina kwiatow i cytrusow, letnia rzeskosc, niestety kosztem trwalosci. Pioggia Salata- slony temat morski po raz wtory. Niestety, na mnie jeszcze bardziej ulotny i prawie ze niewyczuwalny. Gdzies majacza kwiaty, odrobine srodziemnomorskich ziol i calosc niemal od razu znika. Chocolat- nie ma watpliwosci, tworcy wachali Angela, jednak wykonanie i trwalosc sa na o wiele gorszym poziomie. Odrobina kakao, ciut slodyczy, ale wszystko niezwykle lekkie i rozwodnione. Nie ma glebi, nie ma dekadenckiej czekoladowej nuty, ktora moze zapewnic chocby duzo tansza Chocomania. Nie porwal. Chocolat Bambola- rozwiniecie idei czekolady i znow Muglerowo, tym razem dochodzi angelowa odrobina kwiatow i tropikalnych owocow. Nieco trwalej, niz Chocolat, ale reszta uwag ta sama. Tyle zdazylem poznac- pamietam, ze Touaregh byl swietny, ale ta linia to i tak poki co dla mnie duza mieszanka (umiarkowanych) hits and misses. www.perfumeriaquality.pl/il-profvmo?short Odpowiedz Link
alixana Re: Próbkowanie- szostka od Il Profumo (Il Profvm 16.06.14, 19:25 Touaregh nadal jest świetny. Ale pozostałe kompozycje rzeczywiście nie zrobiły na mnie żadnego wrażenia. Że Q je wprowadziło - to mnie nie dziwi, perfumeria ma szeroką ofertę, wśród której jest parę marek, których nie ruszyłam czubkiem palca, nie mówiąc o polubieniu. Ja natomiast dokonam tu coming outu. Wśród marek nie tkniętych przeze mnie opuszkiem znalazła się Mona di Orio (nie w Q, a G dla odmiany). Najpierw dlatego, że z jej solinotes nie było mi po drodze, potem zrobiło się wokół niej sporo krzyku i mi się tym bardziej nie chciało (choć gdybym odnotowała, że Luca Turin ją przeczołgał, pewnie natychmiast bym próbowała, bo jakoś tego napuszonego jegomościa nie lubię). Od paru dni, skutkiem restrykcyjnej diety, która trwa i trwa, zaczęły za mną chodzić słodkie nuty. Ulepów nie lubię, doświadczenie w perfumeryjnych słodyczach mam żadne, nawet nie wiedziałam od czego zacząć poszukiwania. Wpadła mi w oko Vanille Mony, o której przeczytałam na którymś amerykańskim blogu, że dymna. Potem, że zastosowana wanilia jest prawdziwa, a nie wanilina. Na koniec trafiłam na subtelną, szczerą wypowiedź perfumiarki, jak szukała sposobu na to, żeby o wanilii opowiedzieć inaczej. No - było to wyzwanie. Ilość waniliowych zapachów na rynku przyprawia o zawrót głowy. Zachęciłam się. Podobał mi się sposób, w jaki mówiła o swojej pracy, poczułam spóźnioną żałobę, że już nie żyje. Spróbowałam sam zapach. Początek eteryczny, przestrzenny, słodkie molekuły wibrują w powietrzu jak kurz tańczący w snopie światła padającego przez szparę w zamkniętych okiennicach. Nie dowierzyłam swemu nosowi, nawet jeśli jest imponujący jak u Cyrana. powinien wiedzieć co czuje. Dopsikałam. Nałożone warstwy teoretycznie powinny zrobić się płaskie, ale nie, zachowały wymiar 3D. Ucieszona jak dziecko zaaplikowałam sobie jeszcze trochę tego złocistego kurzu na szyję. Na wszelki wypadek kupiłam próbkę i wyleciałam z perfumerii, bo obsesja przygnała mnie niestety w miejsce strasznie odległe od tego, w którym powinnam była się znaleźć, a telefon uparcie dzwonił i podskakiwał w torebce. Popołudniowy upał pacnął w cząstki zapachu. Rozjarzyły się jak żarówka, nabrały mocy i jeszcze bardziej zyskały na świetlistości. Wanilia, gaiac, ylang-ylang, sandałowiec - same słodkie migrenogeny - a wszystkie tu eteryczne jak rusałki albo driady, subtelne, trochę zalotne, ale żadne tam sexy godess o bujnych kształtach. Każda nuta smukła i wiotka. Z czasem nabierają odrobinę masy, zaczynają nawet dotykać ziemi i na niej przysiadać zamiast jak dotąd lewitować i pląsać, ale ich zmysłowość nigdy nie przekracza granicy za którą pojawia się fizjologia. Na razie wielki zachwyt i chęć na znajomość z całą serią Nombre d'Or. Odpowiedz Link
forevermore79 Re: Próbkowanie- szostka od Il Profumo (Il Profvm 17.06.14, 08:56 Coz ja moge odpowiedziec na tak sugestywna recenzje, brakowalo mi Twego stylu :) Wanilia Mony zaiste piekna, lubie tez pizmo i bardzo udany oud z tej linii, roza wzbudza bardziej ambiwalentne uczucia- o niej napisze jeszcze niedlugo. Ja odkrylem za to tro Antonio Alessandria- piekne i majacy swoj styl i szlif kompozycje (widze, ze akurat juz sa tez i w MC). Odpowiedz Link
alixana Re: Próbkowanie- szostka od Il Profumo (Il Profvm 18.06.14, 07:45 Po drugim dniu noszenia Vanille mogę dodać jeszcze informację o bajecznej wprost trwałości. Udało mi się też na spokojnie wyróżnić kolejność włączania się poszczególnych głosów w tym chorale, co dało mi sporo frajdy. Mona - nie wiem czy w całości swoich dzieł, czy tylko tutaj - jest niezwykle krystaliczna, nuty wchodzą tak czysto, że można niemal bez zastanowienia je wyróżnić, po czym się harmonijnie wtapiają się w melodię. Wylądują u mnie na półce i to wkrótce (coś podatna ostatnio jestem, lista muszmieciów się wydłuża). Przyznam się, że "monowego" Oudu uszczknęłam także, aplikując kroplę na przedramię, więc mam jego namiastkę i przyznam, że jest jednym z najbardziej intrygujących agarów, jakie miałam przyjemność poznać. A o tej substancji akurat mawiam złośliwie "Jak się (o)uda" i niestety niewielu perfumiarzom się on (o)udaje. Przed małą częścią tych zbyt modnych ostatnio kompozycji klęczę i okadzam na ołtarzach - potrafią być wybitne. Leather Oud, Oud LM, Le Labo i oczywiście mój pierwszy oud, czyli dzisiejszy Man Micallef. W słotne, zimne dni lubię Oud Wood TF (pachnidło dobre, acz wcale nie wybitne, ale miłe) i owszem, zgodnie z Twoimi przewidywaniami z dużą przyjemnością poznałam Tobacco Oud, która faktycznie ma w sobie coś z nieodżałowanej Amber Absolute, choć niestety mi jej nie zastąpi. Znaczna część agarów wywołuje u mnie niestety ziewanie. Do otrzymanej od Ciebie porcji nie odnoszę się celowo, bo kilka z nich zasługuje na to, żeby się na ich temat rozgadać, o niektórych bardzo pozytywnie. A Mona... Silnie mnie intryguje. Nieśmiało powąchana z korka odrzuca najbardziej fekalnym akcentem, jakim czułam. To jest wręcz trudne do uwierzenia, ciekawość była nieodparta, wypróbowałam więc niewielką ilość i... Santa Madonna! Znów coś delikatnego, muślinowego, oud surowy, drapiący, lecz szlachetny, ruchliwy jak zwiewne szatki arabskich tancerek. Najlepsze i najpiękniejsze oudy dotąd miały swoją masę jak greckie posągi marmurowe, a ten jest jak arabeska. I tylko ta cena jest jak sole trzeźwiące: "no tylko się nie zakochaj", bo i tak trwałego związku nie stworzycie. No to może jednorazowy romansik, na boczku, ale to już po powrocie z Krakowa ;) Odpowiedz Link
forevermore79 Re: Próbkowanie- szostka od Il Profumo (Il Profvm 19.06.14, 12:10 Jestem, jestem :) Sugestywnie opisalas Oud Mony, ktory jest naprawde imponujacy, ale glownie przez fakt, ze uzyto w nim prawdziwego agaru z Laosu, wiekszosc w koncu zapachow z oudem w nazwie obecnie to po prostu syntetyki (z paroma wyjatkami- chocby MFK). Amber Absolute- oj, nie podoba mi sie polityka Forda polegajaca na ciachaniu kolejnych zapachow, zgadzam sie z usunieciem serii bialej i trzech z czterech ogrodow, ale te dawne hity typu Amber, czy Purple Patchouli- tu wielkie nie! Czekam na pare slow impresji o oudach ode mnie zatem- i obiecuje, ze nie beda to ostatnie :) Udanego Krakowa! Odpowiedz Link
alixana Re: Próbkowanie- szostka od Il Profumo (Il Profvm 19.06.14, 21:10 Kłania się słynne "prawie" czyni różnicę ;) Miejmy nadzieję, że IFRA nie dojdzie do wniosku, że oud z laosu był przyczyną pryszcza u 1/2 osoby i nie zaproponuje jego zamiany na chemiczny zamiennik. Swoją drogą opowiadałam znajomej dziennikarce o tych regulacjach i biedna nic z tego zrozumieć nie mogła. "Jestem bezglutenowcem" - powiedziała - "pewnych rzeczy po prostu nie jem, ale nikt z tego powodu nie zakazuje ich produkcji". No właśnie. Ale nic już nie mówię, bo IFRA mnie negatywnie nakręca. A tego nie chcę, bo wieczór spędzam w upojnym towarzystwie Głupca. Le Mat Mendittorosa. Dawno nie obnosiłam się z czymś co nie ma kadzidła z takim upodobaniem. Głęboki, pociągający, krągły i pełny. Ten zapach naprawdę osiągnął kształt doskonały, czyli kuli. Nie jestem do końca przekonana, czy aby na pewno powinien być wyrażony kartą Głupca. Może bardziej odpowiada mu skóra Cesarzowej symbolizującej to co piękne, dobre i opiekuńcze; a także nieodparty magnetyzm, seksualny urok, zapowiedź sukcesu (a w odwróconym położeniu zaborczość i źle lokowane emocje)? Z drugiej strony kto zabroni Głupcowi wcielić się w rolę, jaką zechce? Podążyć za nowoodkrytą stroną swej osobowości? Le Mat są bezkompromisowo piękne. Ich uroda oślepia, boli i uzależnia. To piękno świadome, pewne siebie i syte. Wszystko co ma różę rozpatruję w kontekście niegdysiejszego wątku "Cztery róże dla Lucienne" (ten koniaczek, po którego spożyciu kobiety niebezpiecznie piękniały w oczach upojonych nim mężczyzn). Otóż Le Mat wystarczyłby w nim jako składnik jedyny. Ekscentryczna róża na gładko ukręcona w moździerzu z gałką muszkatołową i zwilżona kroplą paczuli, która znaczy ją piętnem dojrzałości. Nie umiem określić, jaką rolę gra w nim olejek geraniowy, bo nie do końca pamiętam jego zapach (co zamierzam szybko zmienić), mam jednak wrażenie, że to on może odpowiadać za to, że Le Mat jest jednak - przy całym swoim leniwym wdzięku - mocno niepokojący. Cóż mogę rzec? Jestem bardzo na tak. Odpowiedz Link
forevermore79 Re: Próbkowanie- szostka od Il Profumo (Il Profvm 20.06.14, 10:04 Mysle, ze oud jest bezpieczny- po pierwsze, prawdziwy kosztuje majatek, a wiekszosc klientow i tak nie odroznia agaru od jego syntetycznych, calkiem realistycznych odpowiednikow np. bazy Black Agar z Givaudan. No i Arabowie nie pozwola na usuniecie z perfum tak waznego dla nich skladnika, choc IFRA w arabskich attarach juz zaczyna niestety mieszac :) Co do Le Mat- zgadzam sie, mam do tego zapachu bardzo osobisty stosunek, piekna minimalistyczna kompozycja o calodziennej trwalosci, no ale to ekstrakt, poswiece jemu jeszcze odrebny wpis. Ciesze sie takze, ze wlascicielka marki spieszyla sie specjalnie, by pamietajac moj entuzjazm jak najszybciej wyslac mi pierwsze dostepne probki, to bardzo mily gest. Wielkie pozytywne odkrycie z Mediolanu. Odpowiedz Link
forevermore79 Próbkowanie jednym zdaniem- ogolnie in plus :) 22.06.14, 12:24 Dzis o zapachach nowych lub stosunkowo nowych, ktore dopiero wkraczaja na polskie i swiatowe rynki. Z omawianej szostki dwa beda wybitne, trzy bardzo dobre i jeden niestety dla mnie nie do przyjecia. Olfactive Studio- Ombre Indigo. Zaczynam od wybitnego i dla mnie najbardziej dojrzalego zapachu z dotychczasowych kompozycji Olfactive Studio. Perfumy-kameleon, pierwszy zapach, ktory powachalem zreszta na mediolanskich targach. Laczy w sobie wiele sprzecznosci- suche, zywiczne niuanse, cieplo drewna, struzke kadzidlanego dymu i misternie wplecione w to owoce w towarzystwie tropikalnej tuberozowej aury. Poczatek nie zapowiada az tak niesamowitej ewolucji zapachu, ktory nomen omen za kazdym razem rozwijal sie na mnie zupelnie inaczej, w zaleznosci od pory dnia i temperatury. Na przyjaciolce wychodzily kwiaty, na mnie nuty drzewne. I do tego ten magnetyczny, turkusowy kolor, idealnie tez pasujacy do swiecy Ombre Indigo, ktora pokazywano na targach. Jestem pod duzym wrazeniem. Rance- L'Aigle de la Victoire Drugie swietne zaskoczenie- zapach przedstawiono po raz pierwszy w Mediolanie w 2013, ale co z tego, kiedy wiekszosc dystrybutorow typu Aus Liebe zum Duft, czy u nas Quality wprowadzilo go dopiero co do oferty. Wlasciciele marki lekko nie wierzyli w sukces tej odwaznej w sumie, jak na asortyment Rance kompozycji- ale niepotrzebnie. To potezna, mega trwala konstrukcja pelna dymnych, smolistych i drzewnych aromatow. Wpleciony w nia oud nie ma nic z arabskosci, unosi jednak i podkreca calosc, podobnie jak lesne ziola, skora i wetiwer. Bezkompromisowy, wladczy, monumentalny, bardzo meski w odbiorze, bitewne konotacje jak najbardziej na miejscu- czapki z glow! Rance- Elise Po probke siegnalem bez wiekszego przekonania- bo niby miala byc damska, w dodatku dziewczeca i urocza, jak tytulowa Elise- mlodsza siostra Napoleona. Na mnie jednak ten bukiet rozwinal sie nieslychanie unisexowo, cieplo i tropikalnie. Duzo neroli, rozy, paczuli, egzotycznych kwiatow i pozbawionych sztampy morskich nut. Zyskalem niespodziewanie sporo komplementow, ciekawe. Zdecydowanie warto poznac. Yosh- Konig Mala, niepozorna i niepodpisana fiolka z zielonym plynem byla czescia "goodie bag" w czasie mediolanskiego wieczoru Campomarzio70. Zweryfikowalem nuty, popytalem, porownalem- i to tak, to Yosh Konig. Zapach tajemnczego lasu, choc dla mnie raczej dymnego wetiweru a la Encre Noire, czy Sycomore, moze nie az tak dominujacego, bo podszytego zielonymi, ziolowymi akordami. Na mnie obecne w skladzie jablko nie jest w ogole wyczuwalne, szkoda- liczylem na wrazenia a la Pohadka. Niemniej- calkiem dojrzala kompozycja Yosh, perfumiarka sie rozwija, choc pierwotna Sombre Negra wciaz trudno przebic :) Illuminum 234 Dalej pozostajemy w pozytywnym klimacie- 234 to najnowszy zapach Illuminum rozpoczynajacy naturalna linie 95 Series i w dodatku skomponowany przy pomocy znanego brytyjskiego kucharza. I smakowitych nut w nim nie brak- w poczatkowych akordach mamy prawdziwa ferie aromatow- anyz, fenkul, kokos, cytrusy. Zaiste- piekna nuta glowy i istne olfaktoryczne szalenstwo! Szkoda tylko, ze zapach zbyt szybko sie uspokaja osiadajac na cytrusowo-drzewnych akordach przypominajacych dobre wody kolonskie i np. Iskandera. Znow jednak- polecam, a neonowa zielen plynu iscie hipnotyzujaca, sztuka barwienia poszla duzo do przodu. Eau d'Italie- Graine de Joie Tu obiecany jedyny negatyw w tym wpisie. Chcialem polubic najnowsza Eau d'Italie, robilem pare podejsc wmawiajac sobie, ze nie jestem w koncu targetem- zapach dedykowany jest mlodym dziewczetom :) I faktycznie- taki jest- kwiatowo-owocowy, z przewazajaca nuta owocow lesnych. Obiecywany granat wcale na mnie nie dominuje, pralinowej gourmandowej fazy tez nie dane mi bylo doswiadczyc. Tak, dosyc porzadnie skomponowane, ale tak, czy siak- zbyt mocno mainstreamowe i nijakie w odbiorze. Eau d'Italie- czas poprosic Bertranda o kolejne zapachy, bo za Jego czasow byly one najlepsze :) Dostepnosc: Ombre Indigo i obydwa Rance kupic mozna juz w Perfumerii Quality. Yosh Konig moze kiedys pojawi sie w Galilu, na pewno jest tam juz Graine de Joie. Illuminum na polskim rynku brak. Odpowiedz Link
alixana Re: Próbkowanie jednym zdaniem- ogolnie in plus : 23.06.14, 15:14 Ombre Indigo faktycznie jest szalenie zmiennym i nieprzewidywalnym zapachem, ale bynajmniej nie kapryśnym, to nie są perfumy, które lubią się zbiesić i wydobyć z siebie coś, czego wcześniej nie było,a czego absolutnie nie da się znieść. Raczej umiejętnie odsłania swoje tajemnice. Noszę go z lubością, mimo że na mnie wychodzą wędzone wściekle pomarańczowe tuberozy (są w ogóle w takim kolorze?) zanurzone w chłodnej wodzie. I chociaż taki zestaw każe mi natychmiast myśleć o lecie z komarami w tle. Oudowa nuta w Rance doprowadza mnie natomiast do rozpaczy - nie dlatego, że to zły akcent. Wąchany z papierka L'Aigle dymił, srożył się i kopcił. I takim chciałabym go widzieć na sobie. A tu ten statyczny oud jak plamy krwi na rękach Lady Macbeth. Nie do zmycia. Świetna rzecz, tylko chciałabym go w wersji bezagarowej. Odpowiedz Link
forevermore79 Re: Próbkowanie jednym zdaniem- ogolnie in plus : 24.06.14, 11:42 Tak, jestem pod nieustajacym wrazeniem Ombre Indigo- podchodzilem do niego sceptycznie, ale jakze milo bylo sie mylic. Za to oud w L'Aigle- ha, chyba juz ta nuta sie kompletnie ze mna zlala, bo zupelnie mi nie przeszkadza i w naturalny sposob dopelnia tu kompozycje. Same smoly i brzozy, no tak- tez byloby to ciekawe :) Odpowiedz Link
alixana Re: Próbkowanie jednym zdaniem- ogolnie in plus : 24.06.14, 19:42 Wiesz, ja o takiej kompozycji marzę, jako naturalnym następcy Incense Normy Kamali. To musi być bezkompromisowy potwór. Na razie mam jego odpowiednik wśród oudów. Teraz chciałabym wśród smół ;) Odpowiedz Link
forevermore79 Re: Próbkowanie jednym zdaniem- ogolnie in plus : 27.06.14, 09:22 Wiem, wiem :) A ktory to oud- Mony, czy cosik innego? :) Odpowiedz Link
alixana Re: Próbkowanie jednym zdaniem- ogolnie in plus : 01.07.14, 07:41 Leather Oud Diora ;) Mona stworzyła oud bardziej misterny. Leather to bezkompromisowa i bezczelna potęga. Odpowiedz Link
olaj.j Re: Próbkowanie jednym zdaniem- ogolnie in plus : 26.06.14, 13:41 O, ze zdziwieniem przeczytałam, że Elise był pomyślany jako zapach dziewczecy i uroczy, bo niestety jak dla mnie jest poważny, ciężki, męczący, staroświecki i przytłaczajacy. Niestety zupełnie nie w moim guście, i nie był też komplementowany: przeciwnie. Szybko go zresztą zmyłam, bo rozbolała mnie głowa i dalsze testy były na bloterze. Co do L'Aigle... się zgadzam, choć nosić nijak bym nie mogła, wybitnie męską ta smoła. Odpowiedz Link
olaj.j Re: Próbkowanie jednym zdaniem- ogolnie in plus : 26.06.14, 13:48 Z kolei Grain de Joie z pewnosia oryginalnością nie grzeszy i niewątpliwie jest tak mainstreamowy, że mógłby byc jedną z AA np., zresztą podobny jest do porzeczkowej AA, ale urody mu odmówić nie mogę, po prostu ładny, nieinwazyjny zapach na normalne życiowe okazje, od rana. :) Odpowiedz Link
forevermore79 Re: Próbkowanie jednym zdaniem- ogolnie in plus : 27.06.14, 09:23 Elise na mnie byl calkiem tropikalny i nie retro kobiecy, ale to moze cuda mojej skory- komplementow bylo duzo, bo nosilem go na sporej konferencji :) Co do Graine- zgoda kompletna, dziekuje Olu za wrazenia! Odpowiedz Link
olaj.j Re: Próbkowanie jednym zdaniem- ogolnie in plus : 27.06.14, 10:35 Bardzo możliwe, że to kwestia skóry, może dla Ciebie Elise okazała się łaskawsza, ale może też po prostu ja zapachów tego typu, despotycznych, nie lubię, pewnie tak, skoro nawet mnie głowa bardzo rozbolała, co zbyt często mi się nie przytrafia z powodu perfum.:)) W każdym razie publicznie bym Elise nie używała - w trosce o samopoczucie innych.;) No, ale w końcu gusta zapachowe są różne i na każdym perfumy układają się inaczej, co potwierdza ten przykład. :) Jeśli chodzi o Il Profvmo, to całkiem się z Tobą zgadzam. Czekolady sa wtórne, ale trudno żeby mi się choć trochę nie podobały, skoro lubię Angela i Innocenta (Bambola). Black Dianthus podoba mi się, jest elegancki, zdystansowany, też odbieram go raczej męsko. Aria di Mare chyba była obecna niegdyś w Douglasach, nie przepadam za tego typu morskimi woniami, ale czemu nie w sumie, fajnie sobie przypomnieć. Cannabis ma zapach puddingu ryżowego, nie porwał mnie. Za to, w przeciwieństwie do Ciebie, najbardziej zaintrygowala mnie Pioggia Salata, pozwala się bez samolotu przenieść we włoskie, śródziemnomorskie klimaty. Nie mogłabym raczej jej nosić, ale jest ciekawa, czuć w niej i tanie środki czystości do porannego mycia tarasów i posadzek dziedzińcow, i nagrzane kamienie, i morze, i kwiaty, i zioła, a nawet trochę Escape CK. Fajna podróż, klimat południowych Włoch.:) I to ja dziękuję za próbki, nie zawsze opisuje wrażenia, ale zawsze się cieszę testując.:) Odpowiedz Link