rose2
09.01.04, 12:26
Zawsze myslalam, ze aby byc osoba szanowana nalezy sobie to wypracowac czy
zasluzyc. A tutaj sie dowiaduje (m. in z watku pt klamstwa), ze szacunek
nalezy sie pracodawcy (???). Niby na jakiej podstawie mam ta osobe darzyc
szacunkiem, bo mnie zatrudnila? To jakas pomylka. To ze spozniam sie na
spotkanie nie jest objawem braku szacunku, tylko mojej nie punktualnosci
zwiazanej z czymkolwiek - ale na pewno nie z brakiem szacunku. Czy czasem
szacunek nie jest zbytnio naduzywanym slowem?
Szacunekiem mozna darzyc lojalnego pracownika, ktory przez lata nie zawiodl
swej firmy i przynosi korzysci, mozna szanowac swego dlugoletniego
przelozonego za profesjonalnisc i konsekwencje, wyrozumialosc.
Ustapienie miejsca w tramwaju nie jest zadnym wyrazem szacunku dla danej
osoby tylko grzecnoscia z mej strony, zrozumieniem problemow jakie niesie ze
soba starosc, czy kalectwo. Nie ma mowy tutaj o zadnym szacunku wobec osoby,
ktorej wogole nie znam.
Co o tym sadzicie?