ona_zniesmaczona
25.09.09, 15:42
Witam,
Jestem samotnie wychowującą matką 14miesiecznej córki. Z ojcem
mojej córki znaliśmy się dość długo, jednak w momencie
poinformowania go o przyjściu "NASZEGO" dziecka na świat po
prostu... zmył się. Oczywiście nie mam do niego o to prentensji, żal
również już mnie opuścił. Na co dzień jestem raczej wesołą
dziewcznyną, pomimo, że w głębi serca brakuje mi czegoś...
Ostatnio znajomi zaprosili mnie na koncert jakiejś tam
początkującej kapeli. Wśród tych "znajomych" był chlopak, którego
poznałam 3lata temu. Zaczęliśmy z sobą rozmawiać, uśmiechać się do
siebie idt. Z jednego wieczoru zrobiły się już 3tygodnie spotykania
się. Jest bardzo sympatycznym, miłym, zaradnym, dowcipnym,
kreatywnym osobnikiem. Problem tkwi we mnie... Nie mogę się
przełamać, mam jakąś dziwną blokadę, z którą nie potrafię sobie
poradzić. Mam wrażenie, że jeśli wpuszczę go do mojego świata to
zrobię córce krzywdę. A może po prostu nie jestem gotowa na
jakiekolwiek wiązanie się. Z Trzeciej strony przecież nie mogę być
ciągle sama. Jestem młoda, mam życie przed sobą... i dziecko.
Czy dziecko będzie do końca życia wywierać na mnie presję( w sensie,
że będę myśleć o tym, że spotykająć sie z kimś wyrządzam jej
krzywdę)
czy ja czuję respekt wobec swojej córki?
Czy dziecko jest przeszkodą w byciu szczęśliwym.
Pytam matki, które same wychowują, bądź wychowywały dziecko, dzieci.
Napiszę jeszcze, że Ł. nie ma nic przeciwko mojej córce.
Chore, wiem.
MIłego weekendu..
M.