stary_zgred1
27.10.09, 21:02
Prosta sytuacja - on i ona. Oboje w wieku dwudziestu czterech lat. Oboje
deklarują że chcieliby być razem. Żadne z nich nie skończyło studiów i nie
zanosi się na to, by w najbliższym czasie to nastąpiło. Nie kwapią się do
pracy, czas spędzają na bezowocnych mrzonkach, grach komputerowych, zajadaniu
się pizzą, słuchaniu kiepskiej muzyki i kupowaniu nowych ciuchów za kasę
rodziców. Problem w tym, ze jedna z tych osób, to moja siostra.
Co zrobić z osobą, która uważa, że należy jej się cały świat, a nie rozumie,
że bezowocne siedzenie na tyłku do niczego nie prowadzi? Że nie dostanie od
nikogo super pracy i super mieszkania, jeśli nie weźmie się do roboty. I
obraża się, gdy ktoś szczerze mówi jej że marnuje sobie życie, tkwiąc w
lenistwie i bezczynności.
Zastosować w stosunku do takiego człowieka terapię szokową? Odciąć od źródełka
pieniędzy i wygód? Nakazać, żeby wzięła się do roboty, wiedząc, że znienawidzi
każdego, kto wyrwie ją ze słodkiego lenistwa?
Cholera, jakie życie jest niesprawiedliwe. Jeden bałwan i leń w rodzinie i nie
da się spokojnie egzystować. Bo człowiek ciągle myśli o tym, że ktoś bliski
się marnuje i traci bezowocnie piękny czas w życiu. I kiedyś ocknie się z ręką
w nocniku. Taki obraz boli, jeśli się tego lenia jednak kocha. Terkocze się
więc leniowi o konieczności dokonania zmian w życiu, dopinguje się go, żeby
skończył magisterkę, ogarnął się trochę, pomyślał o przyszłości, wyobraził
sobie jak ma wyglądać - i nic, ciągle nic. Ręce opadają. Może w końcu przestać
się przejmować. Niech się uczy na swoich błędach :/