21.01.04, 15:34
Babcia była silną kobietą. Podczas wojny dwa lata spędziła poza domem zesłana
na roboty do Niemiec. Musiała pojechać tam za młodszą siostrę, której nie
puścili moi pradziadkowie. Babcia wróciła na rodzinne Kurpie w wieku 24 lat.
Musiała szybko szukać sobie męża, bo na tamte czasy była już prawie starą
panną. Miała na oku jednego młodego chłopaka, ale ten wyjechał do Ameryki.
Złamane serce zaczęła leczyć w ramionach Władka, o dziesięć lat starszego
wdowca. Tak zaczęła się ich wspólna 59-letnia podróż przez życie... W 1947 roku
musieli uciekać z Kurpii. Po wojne grasowały tzw. bandy, które łupiły
gospodarstwa. Pewnego dnia złodzieje przyszli do gospodarstwa Dziadków. Dziadek
rozpoznał w jednym z przestępców swojego kolegę z dzieciństwa. Dziadkowie,
bojąc się o swoje życie, jednego dnia spakowali swój skromny dobytek i
wyjechali w nieznane ze swoją roczną córeczką Zosią (moją Mamą). Osiedli na wsi
pod Bartoszycami (byłe Prusy). A właściwie to w lesie, bo Dziadek był
leśniczym i dostał przydział na leśniczówkę. Babcia urodziła jeszcze piątkę
dzieci. Wykształciła je (wszyscy skończyli wyższe uczelnie) i wychowała na
porządnych ludzi. Nie miała łatwego życia z Władkiem, bo on kochał tylko ten
swój las... Na robotach w Niemczech nauczyła się pisać i mówić po niemiecku. Do
ubiegłego roku korespondowała z dorosłymi już dziećmi gospodarzy, u których
spędziła 2 lata na przymusowej pracy.
Leśniczówka Dziadków zawsze będzie kojarzyć mi się z rajem :) Duży ogród i dużo
zwierząt. Spędzałam tam każde wakacje. Uwielbiałam kaszę manną z wiśniami i
piłam hektolitrami kawę zbożową z mlekiem...

Babcia Stefcia zmarła w marcu ubiegłego roku. Dziadek zaraz po niej - w lipcu.
Może nie potrafił bez niej żyć?

Może ta cała opowieść wyda wam się niepotrzebna, ale powstała z wielkiej
tęskonoty za nimi. Dziś, gdy weszłam do sklepu, usłyszałam czyjeś pytanie: ,a
wiesz, że dziś jest dzień babci?". Słowa te strzeliły mnie prosto w serce.
Brakuje mi ich. Jeżeli jeszcze macie Dziadków - kochajcie ich. Bezwarunkowo.

Jakich macie lub mieliście Dziadków? Napiszcie :)

Pozdrawiam. Atlantis
Obserwuj wątek
    • p.a.d.a.l.c.o.w.a Re: Babcia 21.01.04, 15:47

      bardzo potrzebnie to napisałś i dziekuje ci za ten watek.
      Sama nic nie dopiszę, bo jakoś boli mnie stale nieobecność na tym świecie moich
      dziadków. A ich losy były podobne - do tych, opisanych przez ciebie. Tyle, że
      dziecko tylko jedno im się ostało( pierwsze - moja mama ) a czwórka kolejna
      umarła za przyczyną konfliktu Rh. a wtedy to było jeszcze w medycynie nie do
      zaradzenia i lekarze nie wiedzieli, dlaczego kolejne dzieci umierają. Tyle.
      • atlantis75 Re: Babcia 21.01.04, 16:05
        p.a.d.a.l.c.o.w.a napisała:

        >
        > bardzo potrzebnie to napisałś i dziekuje ci za ten watek.
        > Sama nic nie dopiszę, bo jakoś boli mnie stale nieobecność na tym świecie moich dziadków.


        Cieszę się, że na komuś przydał się ten opis. Wiesz, musiałam to z siebie wyrzucić. Dziś cały
        dzień plączę się za mną ta silna tęskonota za nimi. Wydaje mi się, że oni ciągle są, że
        wystarczy wsiąść w pociąg i pojechać do M. I leśną ścieżką udać się do ich domu. Od śmierci
        Babci trwam w jakimś dziwnym odrętwieniu, mówię sobie, że to się nie zdarzyło. Wiem, że
        kiedyś się z tym pogodzę. Na to potrzeba czasu.
        Pozdrawiam. Atlantis
    • Gość: Kasia Re: Babcia IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.01.04, 15:53
      Moja Babcia i Dziadziuś to byli najwespanialsi ludzie na Ziemi. Choć nie ma ich
      już bardzo długo to i tak tęsknię za nimi. Bardzo mi ich brakuje...
    • vortex Re: Babcia 21.01.04, 16:00
      ja niestety mam nadopiekuńczą i upierdliwą babcie :( nigdy nie gadałem z nią
      jej wojennych przeżyciach, ciągle przyjeżdza, wchodzi bez pukania, zamiata i
      nie zwraca uwagi na czyjąś prywatność. Wiem że spełniłaby każde moje życzenie
      bo jestem jej wnusiem i oczkiem w głowie ale często jest upierdliwa i
      denerwująca, i jest chyba niereformowalna :( dziadków nie mam, prababcia zmarła
      jakiś czas temu, pamietam jak prababcia, babcia i jej siostra, no i ja
      siadywaliśmy w Zaubicach na działce przy remiku, albo jak z prababcią robiłem
      krzyżówki na kilogramy. Ogólnie nie mam z rodziną jakiegoś takiego
      emocjonalnego związku :( nad czym czasem boleje, no bo smutno jak z rodziną
      dobrze wychodzi sie tylko na zdjęciu :( najlepiej dogaduje sie z matką ale z
      nią i tak jesteśmy po prostu jak kumple co zawsze sobie pomogą i to wszystko
      sorki troche zboczyłem z tematu i nie napisałem niczego optymistycznego ale
      cóż, zdarza sie

      pozdrawiam
      vortex
    • tralalumpek Re: Babcia 21.01.04, 16:02
      Moja jedna Babcia zmarla kiedy mialam 4 lat.Pamietam dokladnie jej smierc,
      pamietam wszystko co dzialao sie tego dnia. Babcia mieszkala z nami.
      Smierc drugiej Babci tez przezylam dosc mocno, bo bylam osoba ktora poprosila
      zeby wsiasc z nia do karetki. Sanitariusz mi nie pozwalil. Babcia trzymala
      mnie za reke i patrzyla sie na mnie a ja widzialam w jej oczach (straszne !!)
      smierc. Ze szpitala juz nie wrocila, pare godzin pozniej zmarla. W karetce
      zniknela jej obraczka z reki.
      Ta Babcie wspominam lepiej, bo kiedy zmarla bylam dorosla osoba. Lepiej ja
      zapamietalam.
      Mialam jeszcze jedna "przyszywana" Babcie, ktora w zeszlym roku zmarla.
      Przekochany Czlowiek.
      Ludzie odchodza a jednoczesnie zyja w nas dalej ....
    • Gość: uncja Re: Babcia IP: *.pl.ibm.com / *.de.ibm.com 21.01.04, 16:10
      Atlantis - piękna opowieść. Mi została tylko jedna babcia, która mnie wychowała
      w zasadzie (bo mama wróciła do pracy zaraz po macierzyńskim). I wiele mogłabym
      opowiedzieć o niej historyjek. Ostatnio jest wstrząśnięta, że ja biedna tak
      strasznie długo pracuję... do 17-tej!!! Przecież to już ciemno, a jak się robi
      ciemno, to się już nie wychodzi z domu! bo jeszcze ktoś napadnie...
      Brakuje mi dziadka. W zasadzie nie łączylo nas pokrewieństwo, bo był 2 mężem
      babci (babcia owdowiała, pobrali się już w dojrzałym wieku), ale za to... ja
      dla niego byłam substytutem własnych dzieci, bo ich nie miał. Pierwsza
      wnuczka... Oczko w głowie. Odszedł 3 lata temu. Nie przyjeżdzałam potem do
      babci prawie z rok - nie mogłam się przemóc żeby tam jechać i przekonać się, że
      nikt nie otwiera bramy na odgłos podjezdżającego samochodu. Bardzo długo nie
      potrafiłam iść na jego grób - nie chciałam dowodu na to, że już go nie ma.
      Głupie, co? Byłam w tym roku na Wszystkich Świętych. Zryczałam się jak głupia.
      Żałuję, że nie doczekał tego, ze ułożyłam sobie życie na nowo. Taki był ze mnie
      dumny! teraz miałby jeszcze więcej powodów do radości...
    • Gość: Lenka Re: Babcia IP: *.4web.pl 21.01.04, 16:10
      Moja kochana babcia zmarła 11 miesięcy temu. Tęsknię za nią ogromnie. Wraz z
      nią wygasła duża część mojego życia. To ona spajała naszą skłóconą rodzinę
      całą swoją miłością i troską. Martwiła się o wszystkich jednakowo, a miała się
      o kogo martwić, bo zgraja 5 wnucząt na raz przez całe wakacje (a i w ciągu
      roku bardzo często) to nimałe wyzwanie. Ostatnie miesiące jej życia to
      wspaniałe a jednocześnie bolesne doświadczenie, gdyż stała się wtedy bardzo
      dla mnie otwarta i pozwoliła zbliżyć do siebie. Przez całe życie babcia
      traktowałą mnie jak szkraba, któremu się ciągle czegoś zabrania, ogranicza
      itd. Późno zrozumiała, że jestem już dorosła, ale chwile, kiedy rozmawiałyśmy
      jak przyjaciółki, kiedy myłyśmy z mamą jej ciało, a ona pozwalała się
      przenosić z łóżka na wózek były niesamowite. Pod koniec jej życia starałam się
      dać jej taką opiekę jaką ona dała mi kiedy byłam mała. Bardzo mi jej brakuje...
    • atlantis75 Historia o krowie 21.01.04, 16:19
      I jeszcze, wspominając Dziadków, przypomniała mi się historia z krową w roli głównej :)
      Swoją drogą warto ją opisać, bo mówi o tym, że w głębi duszy, każdy jest dobrym
      człowiekiem. I ja w to wierzę! :)
      Moi Dziadkowie, uciekając z Kurpii, zostawili u pradziadków (rodziców Babci) dorodną krowę.
      W tamtych czasach krowa, to był majątek. Łaciatą obiecała Babci jej mama w prezencie
      ślubnym. Potem jakoś nie mogli jej odebrać, więc stała w stodole pradziadków. Krowę
      przywłaszczyła sobie siostra Babci - Antosia. Babcia machnęła na to ręką i po latach
      zapomniała o całej sprawie. Pięć lat temu do Babci przyszedł przekaz pocztowy na niemałą
      sumę. Wszyscy byli zaskoczeni. Okazało się, że po 52 latach Antosia przysłała siostrze
      pieniądze za tamtą krowę! Przez całe życie miała wyrzuty sumienia, że przywłaszczyła coś,
      co nie należało do niej. Może poczuła, że musi się ostatecznie rozliczyć? Zmarła 3 miesiące
      później...
      • p.a.d.a.l.c.o.w.a przez WAS ( DZIĘKI Wam !!)ryczę teraz - jak bóbr 21.01.04, 17:17
        dzieki jeszcze raz za ten watek!!!.
        PS. a tak na marginesie - niejedna z Was ma prawdziwy talent literacki i bardzo
        dobrze się Was czyta. :))).....Atlantis - respekt !
    • Gość: ania Re: Babcia IP: *.176-136-217.adsl.skynet.be 21.01.04, 17:58
      Atlantis ja takze wspominam kasze manna z wisniami,ktora'pozeralam'u babci.Na
      szczescie moja babcia i dziadek jeszcze zyja,ale ja mieszkam daleko.Kiedy
      jestem w kraju odwiedzam ich i staram sie zapamietac ich
      glos,gesty,slowa.Wiem,ze duzo wycierpieli,stracili syna,ale brna do
      przodu.Bardzo ich kocham!!moj maz stracil babcie 2 lata temu,byla dla niego
      najlepsza przyjaciolka,prawie go wychowala.Kiedy spacerujemy w miejscach gdzie
      ona bywala,czesto kreci mu sie w oku lza.Wtedy go przytulam i mowie:mysle,ze
      ona jest szczesliwa patrzac na nas,bo przeciez babcie pragna dla nas
      najlepszego,poza tym one sa niesmiertelne.I tu oddaje tez hold mojej zmarlej
      babci(bylam za mala by ja pamietac)i pozdrawiam wszystkie babunie!!!
      • Gość: m Re: Babcia IP: *.energis.pl 21.01.04, 19:26
        Moja Babcia zmarła 1 listopada ostatniego roku. Miałaby 2 lutego 91 lat,
        niestety nie dożyła. Urodziła i wychowała 5 dzieci (4 po studiach), miała 11
        wnuków i 9 prawnuków. Zawiozłam do niej po raz pierwszy moja córkę zeszłej zimy
        (żałuję że tak późno) na 90 urodziny, a ona bardzo ją pokochała. Do końca
        swoich dni była sprawna, mieszkała samodzielnie, miała jasny umysł. Zmarła po
        przyjściu z cmentarza, z grobu swojego ukochanego męża, myślę że na tym
        cmentarzu to ona się z Dziadkiem jakoś umówiła, że to już tego dnia... Nie wiem.
        Na pogrzebie było wiele osób, których dawno nie widziałam (jesteśmy
        porozrzucani po całej Polsce), spotkanie było bardzo wzruszające. Pogrzeb był 5
        listopada, w piękny ciepły absurdalnie listopadowy dzień a ja dziwiłam się jak
        słońce może jeszcze świecić...
      • moniorek1 Re: Babcia 21.01.04, 19:32
        Dzisiaj dzwonilam z zyczeniami do moich ukochanych dziadkow,ktorzy wychowywali
        mnie w pierwszym roku zycia. Bardzo ich kocham i ciesze sie,ze jeszcze zyja i
        maja sie dobrze. Zaluje tylko ,ze nie widuje sie z nimi dosc czesto tym
        bardziej ,ze maga to byc ostatnie ich chwile. Mam jeszcze jedna babcie.
        Niestety nie dzwonilam do niej. nie widzialam jej juz 6 lat ,ale dla mnie ona
        umarla juz dawno temu. Nie wie kim jestem ,zreszta w tej chwili podobno jest
        juz na poziomie dwulatka. Dziadek zmarl kilka lat temu w moje urodziny :( Jego
        smierc bardzo przezylam bo byla to pierwsza bliska osoba ,ktora umarla.
        • vexilla Re: Babcia 21.01.04, 23:28
          A ja Dzień Babci obchodziłam, bo Babcia żyje. O Babci nie potrafię pisać, bo
          nie mam z Nią dobrego kontaktu: mieszka z nami od śmierci Dziadka, starość
          doskwiera jej tak fizycznie, jak psychicznie i marny jest do Niej dostęp
          emocjonalny. Kiedyś było inaczej.

          Dziadek... Tęsknię za nim niewymownie. Znam Go słabo- razem z Babcią mieszkali
          w Kielcach, więc jeździło się tam na Wielkanoc i wakacje. Pamiętam parę
          wydarzeń, na wspomnienie których jakoś tak łzy mi stają w oczach. Pamiętam,
          jak byłam mała i Dziadek często przyjeżdżał do Wrocławia, żeby się mną
          opiekować, gdy mamie się skończył urlop. Pamiętam, jak okrzyczał mnie, że
          wdepnęłam na podwórku w plamę oleju. Pamiętam, jak mnie uczył wiązać buty.
          Pamiętam, jak rano siorbał owsiankę. Pamiętam, jak przed goleniem pędzlował
          się po twarzy pianką. Pamiętam, jak wychodził co rano do sklepu i kupował
          najtańsze rzeczy. Pamiętam, jak mnie okrzyczał, gdy dorwałam na podwórku
          jakiegoś kundelka (że brudny i zapchlony!). Pamiętam wreszcie, jak co wieczór
          przychodziłam do Niego na wersalkę i wtulałam się w Niego, a On oglądał
          wiadomości. Na tej samej wersalce umarł 8 lat temu. Przez sen. Od dwóch
          miesięcy leżał w domu, bo w szpitalu stwierdzono, że to kwestia czasu. Miał
          miażdżycę. W ciągu tych dwóch miesięcy jeździły do Kielc na zmianę mama i
          ciocia. Kiedy mama ostatni raz jechała do Dziadka, powiedziałam jej, że nie
          chcę, zeby Dziadek umarł. Dwa dni później zbudził mnie w nocy domofon. Była u
          mnie kuzynka, nie przyszła do mnie do pokoju, tylko wróciła do łóżka, po tym,
          jak chwilkę rozmawiała z ciocią. Nic złego nie przyszło mi do głowy. Rano
          poszłam do szkoły. Po południu przyszłam na obiad do cioci, w drzwiach
          powiedziano mi, że Dziadek umarł w nocy. Odwróciłam sie na pięcie i pobiegłam
          do domu, strasznie płakałam. Pamiętam to jak dziś- wczesne marcowe popołudnie,
          takie mocno pomarańczowe słońce, na podłodze kreski światła wpadającego
          spomiedzy żaluzji. Potem był pogrzeb. Nie pamiętam. Nie chcę.
          • vexilla Re: Babcia 21.01.04, 23:37
            Dziadek był prawdziwym mężczyzną w moim życiu- tylko w Kielcach czułam, co to
            znaczy zapach wody po goleniu, jak to jest, kiedy ktoś chrapie w nocy... Ojca
            prawie nie znam, nie wiem nic na temat "drugich" dziadków.

            Dziadek spędził 4 lata w Oświęcimiu i Gross Rosen. Kiedy czytam Jego listy do
            Babci, nie mogę powstrzymać się od płaczu. Widzę prawdziwego człowieka,
            wspomnienia przestają być wspomnieniami, tylko są obrazem kogoś realnego,
            kogoś, kto stoi tuż obok i do kogo mogę się znów przytulić na wersalce.

            Żałuję, że nie wiedziałam wtedy tego, co wiem teraz. Że nie korzystałam w
            pełni z tych pobytów u Dziadka, że mam tak mało wspomnień, że muszę je
            przeplatać z wymyślonymi zakończeniami. Żałuję też, że moje dzieci będą miały
            tylko jednego dziadka.

            Bardzo za Nim tęsknię, dziś poczułam znowu Jego zapach.

            Przepraszam za długość- nie mogłam przestać.
            Bardzo ciepło pozdrawiam i zachowujcie jak najwięcej wspomnień!
    • Gość: renia ja mialam trzy Babcie. IP: *.ath.spark.net.gr 22.01.04, 00:32
      Wzruszylam sie niepomiernie czytajac te slowa. Moje kochane Babcie nie zyja. A
      wszystkie byly niezwyklymi (choc pewnie obiektywnie rzecz biorac bardzo
      zwyczajnymi) kobietami. Duuuzo by pisac. Historia rodu mojego Ojca jest dluga,
      zawila, bogata, moj Tata gawedziarz opowiada ja w sposob niepowtarzalny,
      wlasnie postanowilam, ze w lipcu, gdy pojade, znowu wynudze u Niego, po raz
      tysieczny te wszystkie opowiesci i nagram, potem spisze, w koncu wydam, bo
      faktycznie warto. I trzeba sie spieszyc, bo pojda w zapomnienie.

      Ja tylko trzy slowa o moich Babciach bo ani czasu, ani talentu gawedzialrko
      kronikarskiego mi nie staje, by wszystko opowiedziec..

      Babcia Maria, najstarsza ze wszysktich moich Babc, kobieta silna,
      nieustraszona, wierna towarzyszka swogo meza, Dziadka Stefana. Urodzila
      dziesiecioro dzieci, wybudowala siedem domow. Pierwszy murowany dom we wsi
      Kleczany k. N. Sacza, stojacy zreszta do dzis, to ich dzielo, moj rodzinny dom
      to tez dom wybudowany przez Dziadkow. Ostatnie miejsce, w ktorym mieszkali,
      zielony drewniany dom na gorze w Kleczanach, otoczony wielkim sadem , pod
      laskiem, ktory nazwyal sie (nie mam pojecia skad ta nazwa) paryja, po smierci
      dziadkow stal sie na wiele lat miejscem wakacyjnych, dorocznych zjazdow
      rodzinnych - przyjezdzali wszyscy, wujkowie z rodzinami, kuzynostwo, to byl
      centralny punkt kazdych wakacji, odkad pamietam az do czasow licealnych...
      Wielka rodzinna, huczna impreza trwajaca kilka dni. Dziadek Stefan zmarl rok
      po moim urodzeniu, Babcia , gdy mialam cztery lata, pamietam ja , jak
      przyjezdzala do nas z torbami pelnymi owocow (najbardziej pamietam sliwki), w
      siwych wlosach spietych w kok, kochalam Ja ogromnie, gdy umarla strasznie
      palakala, tym bardziej, ze nie zabrano mnie na pogrzeb, tesknilam przez wiele
      lat....

      Babcia Gienia, Mama mojej Mamy, zmarla bardzo mlodo, zanim nawet urodzil sie
      jej pierwszy wnuk, a moj starszy brat. Byla elegancka, szczupla, wysoka
      zadbana pania urzedniczka , milosniczka pieknych przedmiotow, porcelany, ramek
      do zdjec, gdanskich rzezbionych kredensow. Siostra mojej Mamy to istna kopia
      Babci Gieni, wiec mimo, ze Jej nie znalam, patrzac na Ciocie moge stwierdzic,
      ze Gienia byla faktycznie efektowna, szykowna, piekna kobieta. Zmarla na raka,
      w ciezkich cierpieniach, otoczona opieka mojej Mamy.

      Po paru latach Dziadek Jozek ozenil sie po raz drugi, z mloda wesola wdowka,
      Babcia Janeczka. Babcia Janeczka byla tylko o kilka lat starsza od mojej Mamy,
      grubiutka, metr piecdzisiat w kapeluszu i na obcasach, wlosy miala siwe,
      wyfiokowane, na niedziele plukane we fioletowym jakims swinstwie, tzw.
      plukance, po ktorych nabieraly "pieknego" niedzielnego lila - odcienia. :)))
      Babcia Janeczka to byla krawcowa z najprawdziwszego powolania, obdarzala mnie
      i kuzynke tysiacami wlasnorecznie uszytych spodniczek, bluzeczek, zakiecikow,
      kapeluszy. Chodzaca radosc zycia. Wiecznie cos mowila, trajkotala jak
      katarynka, buzia Jej sie nie zamykala. Smiech i obracanie wszystkiego w zart
      to bylo jej motto zyciowe, tak radosnej Babci to chyba nikt z Was nie mial.
      Kryla mnie przed dziadkiem gdy wracalam pozna noca z wakacyjnych dyskotek.
      podrzucala do torebki drobniaki na szminki i lakiery do paznokci, ktorych Tata
      zawsze mi zabranial. A ja bywalam u Babci Janeczki tylko w wakacje, wiec
      pozwalala mi na wszsytko.

      Dziadek Jozek gotowal wspaniale, piekl znakomite ciasta, opowiadal setki
      dowcipow, byl typem optymisty z dystansem. Raz mnie okropnie skrzyczal,z e
      poszlam do kosiola w spodniach, ze to wstyd na cale osiedle, ze co o nim teraz
      powiedza, wnuczka przyjechala i w gaciach do kosiola lazi jak jakis chlop.
      Zamknelam sie na caly dzien w lazience i ryczalam klac przy okazji na
      zacofanie Dziadka Jozka.

      Zmarl Dziadek tuz po tym jak uczynilam go szczesliwie pradziadkiem i wiesc te
      telefonicznie mu obwiescilam. We snie sobie zmarl, spokojnie, bez cierpien.
      Babcia Janeczka szesc miesiecy pozniej. Mimo sporej (20 lat) roznicy wieku,
      mimo, ze go kilkakrotnie Babcia wyrzucala z domu za pijanstwo (dziadek lubil
      posiedzec w karczmie nad gorzalka), w gruncie rzeczy byli najlepiej jak to
      mozliwe dobrana para, jedno za drugim w ogien by poszlo. No i poszla, Babcia
      za Dziadkiem, tez we snie, choc lat miala niespelna piecdziesiat piec. I
      podobniez konskie zdrowie. Ale widac bez dziadka nie miala do kogo geby
      otworzyc, to wolala umrzec niz sama siedziec w czterech scianach.

      BAbcie, dziadkowie, to niepowtarzalne skarby dziecinstwa, ludzie, bez ktorych
      mozna zyc, ale ktorych nikt nie zastapi. Nie miec dziadkow to rodzaj kalectwa
      emocjonalnego. Zaluje, ze moje dziecko wlasnie tej przygody, tej milosci, tych
      wspomnien jest i bedzie juz zawsze pozbawione...

      Na koniec chcialam Wam jescze powiedziec, ze teraz to ja juz sie boje, nie,
      czy jescze spotkam sie z dziadkiem czy Babcia, bo ich juz tutaj nie ma, ale
      boje sie ogromnie, jak dlugo jeszcze Rodzice, Ojcowie (bo Mam juz nie mamy)
      pozyja. Tesc ma siedemdziesiatke i co rusz jakies zapalenie pluc, grype,
      upadek z rower, , niegojace sie skaleczenia, a Tata, choc jst mlodszy niz
      tesc, tez coraz bardziej narzeka, ze tu go boli, tam go strzyka, no boje sie,
      normalnie sie boje...
      • atlantis75 Miło się czyta Wasze wspomnienia :) 22.01.04, 13:13
        Jak wiele pamiętamy z życia naszych Dziadków. Dzięki temu Oni są wśród nas :)

        Ja także miałam drugą Babcię i Dziadka (rodziców mojego Taty), jednak nie byłam z
        nimi tak związana. Dziadek Ignacy umarł rok przed moim urodzeniem i szczerze
        mówiąc niewiele o nim wiem. Babcia Józia nigdy o nim nie wspominała, z tego co
        wiem, to nie było to udane małżeństwo. Mój Tata także jakoś omija temat swojego
        ojca, a ja nie naciskam, bo szanuję to, że nie chce o czymś mówić...
        Babcia Józia i dziadek Ignacy przyjechali do Ostródy w 1946 roku. Zostawili spory
        majątek za Bugiem - mieli spore gospodarstwo i duży dom. Byli już 20 lat po
        ślubie i nie mogli mieć dzieci. Babcia zaszła w ciążę w 1948 roku, w 1949
        urodziła córkę Danusię, ale ta zmarła po 3 miesiącach. W 1950 roku przyszedł na
        świat mój Tata - Szczepan :) Potem na świecie pojawił się Mieczysław i Elżbieta.
        Babcia Józia była surową kobietą, dosyć złośliwą i upartą. Potrafiła skłócić
        rodzinę. Gdy byłam dzieckiem rzadko do niej jeździliśmy, bo nie miała dla nas
        czasu. Jej oczkiem w głowie była najmłodsza Ela, której wybrała nawet męża! A
        potem to małżeństwo z premedytacją rozbiła...
        Staram się jej nie osądzać. Była nieszczęśliwą kobietą. Skrzywdzoną przez życie.
        Gdy miałam 20 lat spędziłam u niej cały lipiec i wtedy sobie porozmawiałyśmy.
        Wyznała mi, że w wieku 16 lat została zgwałcona. Za mąż wyszła nie z porywu
        serca, ale z dobrych rad rodziców. Kochała złoto, miała tego duże ilości. Lubiła
        się stroić, chodzić w odwiedziny. Zmarła w lipcu 1997 roku. Trafiła nagle do
        szpitala z bólem żołądka. Okazało się, że ma guza. W niedzielę przyjechaliśmy do
        niej w odwiedziny, zdążyliśmy się przywitać i wtedy Babcia zaczęła umierać.Czyż
        to nie dziwne, że przy jej śmierci był syn, którego zawsze odtrącała, nielubiana
        synowa i wnuki, z którymi nie miała ciepłego kontaktu? Bardzo przeżyłam jej
        śmierć. Do dziś żałuję, że tak naprawdę jej nie znałam. Przez pewnien czas miałam
        wyrzuty sumienia, że nigdy nie powiedziałam jej, że ją kocham...

        Pozdrawiam. Atlantis :)
        • tralalumpek Re: Miło się czyta Wasze wspomnienia :) 22.01.04, 13:21
          OOOO!!! Kolo Ostrody spedzal wszystkie wakacje moj maz. Tam mieszkala jego
          Babcia, przesiedlona ze wschodu. Jedyna Babcia jaka nam w rodzinie zostala.
          Wczoraj dzwonilismy do niej i Babcia sie calkiem niezle jeszcze trzyma.
          Poprzednie Swieta Bozego Narodzenia spedzilismy wlasnie z ta Babcia. Byly
          wspomnienia, wspomnienia, wspomnienia, wlasnie z okolic Ostrody ....
          • atlantis75 Re: Miło się czyta Wasze wspomnienia :) 22.01.04, 13:28
            tralalumpek napisała:

            > OOOO!!! Kolo Ostrody spedzal wszystkie wakacje moj maz. Tam mieszkala jego
            > Babcia, przesiedlona ze wschodu. Jedyna Babcia jaka nam w rodzinie zostala.
            > Wczoraj dzwonilismy do niej i Babcia sie calkiem niezle jeszcze trzyma.
            > Poprzednie Swieta Bozego Narodzenia spedzilismy wlasnie z ta Babcia. Byly
            > wspomnienia, wspomnienia, wspomnienia, wlasnie z okolic Ostrody ....

            Tralalumpek, w jakiej miejscowości konkretnie? Pewnie znam, bo okolice Ostródy to moje
            rodzinne strony :) Przyjaciele, rodzina rosiani są wokół Ostródy jak grzyby :)
            • tralalumpek Re: Miło się czyta Wasze wspomnienia :) 22.01.04, 13:38
              Samborowo
              • atlantis75 Re: Miło się czyta Wasze wspomnienia :) 22.01.04, 14:07
                tralalumpek napisała:

                > Samborowo


                Mam tam przyjaciółkę :) Tzn. ona po wyjściu za mąż przeprowadziła się do Ostródy,
                ale w Samborowie bywałam niegdyś co 2 tygodnie. Jaki ten świat mały :)
                • tralalumpek Re: Miło się czyta Wasze wspomnienia :) 22.01.04, 14:13
                  Chcemy w tym roku pojechac na polnoc Polski, maz chce mi pokazac wlasnie
                  Samborowo, tereny gdzie sie praktycznie wychowal, chociaz mieszkal w innym
                  miescie.
                  Tak, swiat jest maly.
    • Gość: m Re: Babcia IP: *.energis.pl 22.01.04, 14:33
      Wiecie co? Ci nasi Dziadkowie i Babcie osiągneli pewien cel - mianowicie dla
      nas są nieśmiertelni i nadal żyją w naszych sercach. Czy to nie piękne?
      Chciałabym być obecna we wspomnieniach moich przyszłych wnuków w taki sposób...
      Pozdrawiam.
    • anahella Re: Babcia 22.01.04, 15:57
      Pieknie Atlantis piszesz o swoich dziadkach. Ja niestety nie mam z moimi zadnych
      wspomnien. Wszyscy dziadkowie i wszyskie babcie zmarly przed moim urodzeniem.
      • atlantis75 Re: Babcia 22.01.04, 16:15
        anahella napisała:

        > Pieknie Atlantis piszesz o swoich dziadkach. Ja niestety nie mam z moimi zadnyc
        > h
        > wspomnien. Wszyscy dziadkowie i wszyskie babcie zmarly przed moim urodzeniem.


        Ale żyją w tobie :) Prawdę mówiąc, to ominęło cię coś bardzo fajnego...
      • Gość: baba Re: Babcia IP: *.acn.waw.pl 22.01.04, 16:54

        Odkad moja Babcia umarla, nie boje sie smierci, bo tyle razy czulam Jej
        obecnosc
        przy sobie...
        Wlasciwie mialam szczescie,, bo pierwszego dziadka stracilam ma jac lat 20
        kilka, a pozostalych po 30- stce...
        • skara Re: Babcia 22.01.04, 18:18
          Dzieki dziewczyny!
          Miałam łzy w oczach jak to czytałam. Mam Babcie i bardzo ją kocham. Na
          szczęście ciągle jest z nami.
          Pozdrawiam
          • hzd Re: Babcia 23.01.04, 09:03
            Łzy się w oczach kręcą i ściska gardło, gdy czytam Wasze listy,przecież moje
            babcie zmarły dawno i powinnam nabrać dystansu .Mama mojej mamy zmarła w kilka
            miesięcy po moim urodzeniu , a mama taty gdy miałam 20 lat.Babcia , którą
            znałam była kochana, na wszystko nam pozwalała ,ale była prostą kobietą, nie
            czytała nam bajek.Pod koniec swojego życia nie poznawała nikogo, żyła 92 lata.
            Druga babcia ,po której odziedziczyłam imię była chora na raka.Niedawno
            porządkując dom moich rodziców znalazłam list.List był pisany na kilka
            miesięcy przed moim urodzenien przez moją mamę do mojej babci, która leżała w
            szpitalu .Pamiętam, że bardzo długo były w domu niedokończone robótki babci
            przeznaczone dla mnie - pierwszej wnuczki.Myślę, że gdyby żyła dłużej byłyby
            taką wspaniała babcią ,jaką była moja mama dla moich dzieci .
            Miałam jeszcze jedną ważną osobę w życiu , ciocia-babcia , najmłodsza siostra
            mojego dziadka / taty mamy /.Jedyne dziecko, które ciocia miała zginęło w
            czasie wojny i nas wszystkie wnuczęta swoich sióstr i braci traktowała jak
            własne.Była ciepłym bezkonfliktowym człowiekiem . Z ciocią można było
            rozmawiać dosłownie o wszystkim ,nie czuło się różnicy wieku /prawie 50 lat/.
            Dzisiaj jest rocznica Jej śmierci i chociaż sporo lat minęło brakuje mi cioci.
            Nieraz zastanawiam się jak zareagowałaby w takiej czy innej sytuacji ,jak
            postąpiła?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka