everziel
24.11.09, 13:58
Jakiś czas temu odeszłam od faceta.
Głównym powodem było to, że nie miałam poczucia,
że mnie poważnie traktuje.
Potrafił się nie odzywać np. 1,5 tygodnia i uważał,
że wszystko jest OK,
a jednocześnie to był sam środek płomiennego romansu z fizycznymi
kontaktami.
Poza tym był strasznie zamknięty w sobie:
moje pytania zbywał półsłówkami.
Nie czułam z nim więzi psychicznej.
Nie potrafiłam sobie z tym poradzić i zerwałam z nim.
Nie miałam poczucia, że mu wystarczająco mocno na mnie zależy.
On próbował przekonać, żebym nie odchodziła
Twierdził np. że nie odzywał się 1,5 tygodnia, bo czekał na moją
reakcję
i "czuł się jak natręt, bo to on wszystko proponował"...
Dodam, że te "wszystko" - to chodzi o fizyczne kontakty,
bo co do innych spraw, to ja równie często zgłaszałam propozycje
wspólnego spędzania czasu jak on.
Czy to według Was jest normalne?
Facet się nie odzywa, bo czeka na ruch kobiety?
Parę razy mnie skłonił do tego, że ja rzeczywiście sama do niego
napisałam,
bo nie wiedziałam, na czym stoję.
Po drugie dla mnie milczenie oznacza, że komuś nie zależy.
Według mnie jak się kogoś kocha, to chce się z nim/nią być często.
Zastanawiam się, co za takim zachowaniem faceta może się kryć?
Brak zaangażowania?
Jakaś chora psychopatyczna chęć "testowania" drugiej osoby?
Porażająco niska samoocena? (tu dobiło mnie to "czucie się jak
natręt"
mimo że ja właściwie godziłam się na wszystko, co wymyślił,
nawet trochę wbrew sobie, bo dla mnie to wszystko było za wcześnie i
za szybko)
Ktoś może ma ochotę się wypowiedzieć?