pocket.size
27.11.09, 11:00
Wiecie co,
naczytałam się na forach gazetowych horrorów jakich mało.Wierzyć mi się nie
chce. Głownie o problemach w związkach, mniejszych lub większych. I szczerze
wam powiem, że albo mam wyjątkowe szczęście, albo umiem dobierać sobie
odpowiednich mężczyzn. Mój obecny kohabitant :) jest dobrym człowiekiem. Do
głowy by mi nie przyszło, żeby odezwał się do mnie inaczej niż z szacunkiem.
Sprzątamy na pół. Ja zmywam, bo on nie lubi, on myje toaletę, bo ja nie lubię.
Jeśli chodzi o pieniądze - on zarabia więcej, ale zrzucamy co miesiąc na
wspólne konto taką samą sumę, za to żyjemy, a kto zarabia więcej niech z tego
korzysta (każde z nas ma swoje konto). Znamy swoje hasła do poczt i PINy do
kart, ale żadne z nas z tej wiedzy nie korzysta, bardziej "w razie co". Lubimy
spędzać ze sobą czas. On przy komputerze siedzi tylko jak ma coś do zrobienia,
a jak sobie raz na miesiąc godzinkę pogra w jakichś rycerzy to mi to nie
przeszkadza. Ja mam wtedy czas dla siebie. W weekendowe wieczory spotykamy się
na mieście ze znajomymi. Wszyscy nasi osobiści znajomi stali się wspólnymi.
Raz na jakiś czas ja spotykam się tylko z dziewczynami, on z chłopakami i
bardzo cenimy sobie pogaduchy z własnymi płciami. Kiedy on wychodzi, a ja nie,
nie siedzę z zegarkiem i komórką w ręku i nie zastanawiam się co i gdzie on
teraz robi. Ufam mu. Jesteśmy razem trzy lata i ani razu nie widziałam go
pijanego, on mnie też nie. Czysto teoretycznie zapowiedziałam, że nie będę po
nim sprzątać ewentualnych rzygowin i odprowadzać go pijanego do domu, z resztą
nie sądzę, żeby kiedykolwiek doprowadził się do takiego stanu. Dużo
rozmawiamy. Nie obrażamy się na siebie, nie kłócimy się, jakoś nie ma o co.
Nie mamy ślubu, dzieci, więc nie wiem czy kiedyś nie założę wątku "Jak on się
bardzo zmienił po urodzeniu dziecka". Ale nie spodziewam się.
Życzę wam wszystkim takiego faceta jak mój, takiego zrozumienia w zdrowym
związku i poczucia, że jest się najważniejszym człowiekiem na całym świecie.
Miłego dnia :)