Dodaj do ulubionych

Samotna...ale nie sama

20.12.09, 22:21
Cześć.Śledze wątki i widze,ze radzimy sobie jak postepowac w zyciu-
bynajmniej staramy sie cos komus poradzic.a moze mnie ukierunkujecie
co zrobic. mam zaradnego meza,zdrowe dziecko, wlasna chate,swoj
samochod itd...wlasciwie wszystko co niejedna chcialaby miec. nie
jestem jakąś zafajdaną materialistka,która złapała bogatego gościa,
ale do wszystkiego doszlismy sami.wlasciwie cale życie jestesmy
razem. to był mój 1 i jedyny facet.zaczelismy sie spotykac jak
mialam 16 lat( dzisiaj 33).podobało mi się to że jestesmy tacy
inni.ja bylam pilna uczennicą, on olewal szkole, ja czytalam książki
on bawil sie na dyskotekach.później mimo małżeństwa każde z nas
chodzilo swoja drogą,miało swoją paczkę, swoja muzykę, swoje filmy
itd. było to nawet ciekawe i tak naprawde nie miało dla mnie
znaczenia. ale teraz wiem, ze jest mi smutno, jak sama czytam, jak
sama oglądam film, jak nie mam z kim porozmawiać o...nie wiem o
zyciu,jak sama sie rozwijam intelektulanie ( mam kilka fakultetów,
mój mąż ledwo skończył zawodówkę). czuje się taka pusta. teraz wiem-
popełniłam mezalians intelektualny.na 6 m-cy przed slubem poznałam
kogos. był on moim powiernikiem, przyjacielem i ..... nikim wiecej.z
nim rozmawiałam o wszystkim. skąd w ogóle moje pytanie do was...
uswiadomiłam sobie,a mineło juz 10 lat od mojego slubu,ze własnie
wszystko co chcialam juz osiągnęłam, ale małżeństwo z kims kto nie
nadaje na tych samych falach to pomyłka. coz z tego, ze mam to czy
siamto, ze mąż mój jeździ niezłą furą, ze fajowo wygląda ( tak mówią
nastolatki) jak pomimo tego jestem samotna jak cholera. siedze w
jednym kącie on w drugim z laptopami na kolanach, każde z nas ma
osobne konta, swoich przyjaciół,swoje wydatki. tak bardzo mi brakuje
tego drugiego....jego monologów na temat elektryczności( jest
doktorem z tej dziedziny..choc w dupie mam jego elektryczność, ale
uwielbiałam leżeć na jego kolanach i patrzec na jego usta jak mówił)
jego kultury, taktu, nonszalancji...w ogóle brakuje mężczyzny.... a
nie gościa od robienia kasy, z której defacto ja nic nie ma, bo jak
wczesniej wspomniałam za utrzymanie siebie,dziecka i domu płace ja.
i wiecie co........ chyba wolałabym być z kims kogo kocham, pomimo
jego akademickiej pensji, niż z tym kim jestem obecnie.Aha...
zmarnowac życie tego 2 ( ma już żonę) i powiedzieć, ze go kocham,
czy tkwić w swojej samotności dla dobra dziecka...
Obserwuj wątek
    • avital84 Re: Samotna...ale nie sama 20.12.09, 22:28
      Moim zdaniem dopadła Cię albo raczej Was codzienność.
      To samo mogło by się stać z doktorem. Po kilku miesiącach/latach
      związku również moglibyście być obok siebie, a nie ze sobą.

      Z tego co napisałać wcale nie wynika, że kochasz tego doktora.
      Nie burz, więc jego życia. Nie buduj szczęścia na cudzym
      nieszczęściu, a raczej postaraj się przypomnieć za co pokochałaś
      swojego męża. Bo chyba kiedyś go kochałaś?

      Ale to tylko moje zdanie.
    • varna771 Re: Samotna...ale nie sama 20.12.09, 22:29
      no cóż skoro wybrałaś kmiota ... a od małżeństwa doktora zdala sie
      trzymaj.
      • mhammetman Re: Samotna...ale nie sama 20.12.09, 22:33
        A jak on mnie też kocha?Jak chcąc zapomnieć o mnie związał się z
        kims tylko po to by nie być samemu?
        • 83kimi Re: Samotna...ale nie sama 20.12.09, 22:40
          Czy wyszłaś za mąż z miłości?
        • mahadeva to go zapytaj, czy Cie kocha! 20.12.09, 22:53

        • varna771 Re: Samotna...ale nie sama 20.12.09, 22:54

          mhammetman napisała:

          > A jak on mnie też kocha?Jak chcąc zapomnieć o mnie związał się z
          > kims tylko po to by nie być samemu?

          może się związał z Kimś na swoim poziomie i jest bardzo szczęśliwy w
          przeciwieństwie do Ciebie... skoro już nie kochasz męża to po co się
          męczysz w toksycznym związku? przecież istnieją rozwody.
    • niebieski_lisek Re: Samotna...ale nie sama 20.12.09, 22:45
      Dziewczyno, a skąd ta pewność że twojego doktora obejdzie jakoś specjalnie że go
      kochasz? Zamiast niszczyć cudzy związek może zajmiesz się własnym? Chyba nie
      uważasz swojego męża za totalnego głąba, bo pewnie nie była byś z nim. Może
      spróbujesz go zdopingować do dalszego rozwoju? Może spróbujesz połączyć wasze
      światy - poznać jego i pokazać mu swój własny?
      • mhammetman Re: Samotna...ale nie sama 20.12.09, 22:56
        po pierwsze-tak-wyszłam za mąż z miłości
        po drugie- skoro jestesmy juz ze soba 17 lat to chyba mialam
        wystrczajaco dużo czasu aby mu pokazać swój świat.
        po trzecie-nie naskakujcie na mnie,bo w zamiarze nie mam niszczyć
        niczyjego związku, a wkurza mnie wasza zaborczośc starej kocicy z
        długimi pazurami. jak będzie sam chciał to odejdzie... na
        przyszłość kobieta jest tyle warta aby jej facet ciągle o nią
        zabiegał. i jeśli kiedykolwiek ktoś was zostawi to znaczy ze
        byłyscie gó... warte.
        • niebieski_lisek Re: Samotna...ale nie sama 20.12.09, 23:05
          > po drugie- skoro jestesmy juz ze soba 17 lat to chyba mialam
          > wystrczajaco dużo czasu aby mu pokazać swój świat.

          Tak, miałaś, pytanie czy to robiłaś, bo z pierwszego postu wynika że
          niespecjalnie.

          > i jeśli kiedykolwiek ktoś was zostawi to znaczy ze
          > byłyscie gó... warte.

          Nie unoś się tak, bo ci żyłka pęknie. Ocenianie wartości kobiety tym jaki jest i
          jak zachowuje się facet jest bez sensu. No bo jak wówczas mielibyśmy ocenić
          kobietę, która jest 17 lat z facetem, którego uważa za tępaka?
          • mhammetman Re: Samotna...ale nie sama 20.12.09, 23:12
            Masz racje....to trzecie to fo paux
            • green_sofia Re: Samotna...ale nie sama 20.12.09, 23:19
              Kilka fakultetów a nie wiesz że pisze się faux pas?





              • grassant Re: Samotna...ale nie sama 20.12.09, 23:44
                green_sofia napisała:

                > Kilka fakultetów a nie wiesz że pisze się faux pas?
                >
                >hehehe, tępa trolica :)))

    • mahadeva Re: Samotna...ale nie sama 20.12.09, 22:51
      niby taka madra, a nie mogla przewidziec, jak sie skonczy slub z niedorozwojem
      umyslowym... ale wlasnego mieszkania i samochodu gratulujemy! masz przeciez to,
      co inne by chcialy...
      tyle, ze ja mam juz kolejnego faceta megaintelektualiste, wlasne meiszkanie i
      samochod i dla mnie to nic nadzwyczajnego...
      • mhammetman Re: Samotna...ale nie sama 20.12.09, 23:01
        Gratuluje... i konia też masz:-)Widze,ze ten następny
        megaintelektualista moze Cie zostawić,wiedząc ze juz od tylu
        miesięcy jeździsz konno,uważaj nie afiszuj sie,bo następny może nie
        wytrzymać jazdy z ujeżdzaniem.
    • tytus_flawiusz wzorzec 20.12.09, 23:20
      małżeństwo idealne z podręcznika wyemancypowanej zołzy.
      Pełna niezależność i żadnego ograniczania się wzajemnie.
      gratulować
    • varia1 Re: Samotna...ale nie sama 20.12.09, 23:23
      chyba nie do końca chcesz tu uzyskać jakąs radę, raczej chętnie wdajesz się w jakieś mało rozwijające i niczemu nie służące przepychanki

      na marginesie, jak na osobę tak wysoko wykształconą, piszesz dość chaotycznie, nie używasz wielkich liter po zakończeniu zdania kropką

      nie bardzo rozumiem twój dylemat, ale może nie do końca zrozumiałam twoją wypowiedź
      - jesteś ze swoim pierwszym facetem
      - dzieli was intelektualna przepaść
      - to do czego doszliście materialnie to nie jest wasza wspólna zasługa (skoro każde z was ma osobne konta, osobne wydatki, a za utrzymanie siebie, dziecka i domu płacisz ty)
      - ten drugi - był twoim powiernikiem, przyjacielem, nikim więcej - jak sama piszesz.. to dlaczego zastanawiasz się czy temu drugiemu powiedzieć że go kochasz, skoro sama twierdzisz że wyszłaś za maż z miłości?

      aaaa, jeszcze jedno, osiągnęłaś w życiu co chciałaś, czujesz się samotna w małżeństwie i widzisz dzielącą was różnicę poziomów, poza tym jesteś w stanie zarobić na utrzymanie swoje i dziecka... dlaczego się nie rozwiedziesz?




    • kunegunda123 Re: Samotna...ale nie sama 20.12.09, 23:39
      moje refleksje:
      nie doczytałam w Twoim poście żadnych realnych przewin Twojego męża,
      żadnego załamania zaufania, zdrady, krzywdy.
      dopadła Cię rutyna, chyba po prostu tęsknisz za odrobiną namiętności
      i emocji. prawdopodobnie, to wszystko można poczuć też z mężem,
      tylko trzeba się postarać no i przede wszystkim chcieć.

      ten drugi wcale nie musi dać Ci tego czego oczekujesz, masz w danym
      momencie życia takie a nie inne potrzeby, które nie do końca są
      zaspokajane i w fantazjach wydaje Ci się że ten drugi je spełni. w
      rzeczywistości na głowy znudzonych mężatek wylewa się w końcu wiadro
      zimnej wody i niestety najczęściej robi to kochanek...
    • a1ma Re: Samotna...ale nie sama 20.12.09, 23:53
      > Cześć.Śledze wątki i widze,ze radzimy sobie jak postepowac w zyciu-
      > bynajmniej staramy sie cos komus poradzic.

      https://photos.nasza-klasa.pl/5041990/45/main/ed9b667a1e.jpeg
      ]
    • tow.ortalion Re: Samotna...ale nie sama 21.12.09, 09:21
      mhammetman napisała:

      > Cześć.Śledze wątki i widze,ze radzimy sobie jak postepowac w zyciu - bynajmniej staramy sie cos komus poradzic.a moze mnie ukierunkujecie co zrobic.


      Postaram się Ciebie też ukierunkować.
      Jak tak się nudzisz to zapisz się na jeszcze jeden jakiś dodatkowy fakultet.
      Może wreszcie zrozumiesz, że słowa bynajmniej nie używa się w zadaniu twierdzącym.
      Ja bynajmniej też z taką bym nie gadał. Bo i o czym?
    • megi1973 Re: Samotna...ale nie sama 21.12.09, 09:36
      po prostu przechodzisz okres znudzenia się w małżeństwie-w końcu
      znać kogoś 17 lat to długooo. A skoro tamten drugi ma żonę-to co się
      go czepiasz? zostaw go w spokoju
      • handcare Re: Samotna...ale nie sama 21.04.10, 11:30
        mhammetman: cóż Ci można poradzić? Sama musisz odpowiedzieć na
        pytanie, czy chcesz z nim dalej być czy nie (a może już to
        zrobiłaś). Doświadczeni mówią, że drugie małżeństwo tylko w
        niewielkim procencie przypadków jest lepsze od pierwszego... Tak,
        życie jest do dupy...

        Natomiast Twoja historia jest raczej przestrogą dla innych. Miłość
        to tylko chemia, która mija (wiele osób się pewnie ze mną nie
        zgodzi, ale co tam - swoje wiem) a pozostaje proza dnia codziennego,
        więc warto zadbać aby partner był przynajmniej na tyle 'dopasowany',
        żeby było można spędzać z nim czas nie nudząc się, choćby mieć o
        czym z nim pogadać, tak po prostu.

        Wiesz, trochę śmiejemy się z dawnych zwyczajów ale... wbrew pozorom
        dawne 'reguly' wcale nie były pozbawione sensu. Chodziło własnie o
        to, aby dobrać ludzi na tyle do siebie podobnych charakterologicznie
        i pod innymi względami aby zwiększyć prawdopodobieństwo, że również
        na starość [wybacz] będą do siebie pasowali.

        Po to właśnie zwracało się uwagę na zbliżone pochodzenie, stan
        majątkowy, wykształcenie, ambicje i takie tam.

        pozdrawiam,
        hand

    • menk.a Re: Samotna...ale nie sama 21.04.10, 11:44
      Jesteś przygotowana na odtrącenie przez swój ideał intelektualny? Twoja chęć
      zmiany wytrzyma cieniutki portfel? Czy braki Twojego męża są wg Ciebie nie do
      nadrobienia? Nie zależy Ci na Waszym małżeństwie? (I nie pytam o dziecko, o
      dobro dziecka, bo szczęśliwe dziecko to szczęśliwi rodzice.)

      Podejrzewam, ze gdyby Twój mąż zacząłby być chłodniejszy wobec Ciebie, zmienił
      wodę toaletową i zaczął później wracać z pracy, Twoje zainteresowanie z nim od
      razu by wzrosło. I nie myślałabyś o tym, jak to brakuje Ci suchego chleba i
      pogaduszek filozoficznych.

      Pozdrawiam panią z ilomaś fakultetami...

      Brak nieszczęść i realnych problemów ludzie sobie rekompensują wyimaginowanymi.;)
      • aiwlysji Re: Samotna...ale nie sama 21.04.10, 11:56
        menk.a napisała:

        > Jesteś przygotowana na odtrącenie przez swój ideał intelektualny? Twoja chęć
        > zmiany wytrzyma cieniutki portfel?

        biorac pod uwage, ze sama utrzymuje dziecko, siebie i dom, to "bogaty" maz moze
        spokojnie odfrunac do cieplych krajow;)
      • lovecosmetics Re: Samotna...ale nie sama 21.04.10, 11:56
        Nie wiem dlaczego autorka wątka zakłada, ze zmarnuje życie doktorowi
        elektryki, który ma już żonę??? Może on juz jest szczęśliwy i ma w
        nosie dziewczyne, która wybrała wygodne życie przy facecie po
        zawodówce..
        • handcare Re: Samotna...ale nie sama 21.04.10, 12:09
          A ja nie rozumiem, dlaczego tak wiele osób ironizuje na temat "kilku
          fakultetów". Wprawdzie to rzeczywiście, dość niezręczne określenie
          [może autorce wątku po prostu się wymkło - a jednym z tych
          fakultetów nie byla polonistyka ;)]. Niemniej jednak to chyba
          dobrze, że kobiety chcą się kształcić. Widocznie w jej przypadku to
          właśnie różnica w wykształceniu i - być może - obyciu była (jest?)
          głównym problemem dzielącym ich związek na pół.

          To zresztą jest poważny problem, bo statystycznie kobiety są lepiej
          wykształcone niż brzydsza część społeczeństwa, a niestety -
          statystycznie - osiągają mniej. Ale to temat na inną dyskusję,
          prawda?

          hand
    • twojabogini Re: Samotna...ale nie sama 21.04.10, 12:03
      Z mojej praktyki wynika, że panie, które zgłaszaja się do rozwodu
      uzasadniając swoją decyzję "brakiem porozumienia intelektualnego" i
      tym, że filmy czytają same i książki czytają same...poczuły wole
      bożą. Juz tłumaczę - 10 do 15 lat zycia seksualnego bez zadnych
      fajerwerków,udawania orgazmów, żeby fajnie wypaśc, no i liczenie na
      to, ze z czasem jakos samo zaskoczy. Oczywiscie jak nie zaskakuje -
      zaczyna obwiniac się faceta - ale ze nie mozna wprost (bo wtedy
      trzeba by przed sobą się przyznac, ze ma się "defekt" seksualny), to
      obwinia się go o niskie zarobki, prymitywizm, czy co tam jeszcze się
      da.
      Tak po trzydziestce zas kobieta ma juz jako taka pozycje zawodową,
      psychicznie dojrzewa, wiec ma poczucie, ze i bez męża sobie poradzi,
      dziecko/dzieci odchowane - no to zaczyna wiecej o tym seksie myslec.
      Oczywiscie poniewaz jest sama przed soba zakłamana jesli chodzi o
      seksualną sfere zycia to wymysla sobie "miłośc".
      Kobieto - rozwalisz sobie małżeństwo, byc może komus przy okazji,
      ale orgazmów, dreszczy czy co tam sobie jeszcze wymarzyłas od tego
      nie dostaniesz.
      Punkt jeden - wizyta u seksuologa. Dwa - zacznij cwiczyc mięśnie
      kegla. Trzy zainteresuj siebie i meza seksem tantrycznym (jest
      specjalna technika która zwie się wyzwalanie bogini). do tego odkłam
      sama przed soba swoją seksualnosc.
      Poczytaj sobie jakies publikacje o seksie, literature erotyczną,
      zorientuj się, co cię kręci. Jak mąz zdecydowanie odmówi udziału w
      nowym rodzaju zycia seksualnego - znajdz sobie kochanka - do seksu,
      a nie do rozwalania małżeństwa.

      Jak juz zaskoczysz seksualnie to i z mężem seks stanie się niezły. Z
      kolei jak w małżeństwie zaskoczy seks, to odkryjesz ze macie sporo
      wspólnego i lubisz z nim spędzac czas.
      • skarpetka_szara Re: Samotna...ale nie sama 21.04.10, 18:02
        Ty masz jakas obsesjie na punkcie nieudanego seksu. Przeciez ona
        nigdzie nie napisala ze to jest problemem.

        A do autorki: masz kryzys. Porobcie jakies cwiczenia poglebiajaca
        wiez malzonkow.
    • aiwlysji Re: Samotna...ale nie sama 21.04.10, 12:12
      mozna rzec, ze macie prawdziwie "nowoczesne" malzenstwo, maz ladny i zaradny (idealny do pokazania kolezanka), to ze nie ma z mezem ani wspolnoty psychicznej, ani majatkowej zaczyna byc okrutna prawda.

      coz nasze czasy to wylegarnia malzenstw-przedsiebiorstw (cudna prawda o 50 na 50), gorzej jak sie ktoras ze stron przebudzi i zauwazy w jakiej samotni zyje, niestety wtedy "perfekcyjne" przedsiebiorstow bankrutuje.
    • a_nonima Re: Samotna...ale nie sama 21.04.10, 12:35
      Hmmm jak napisały poprzedniczki... wkradła się nuda, montonia...
      Doktor sprzed lat ...dziesięciu jak się nie mylę mógł dawno o Tobie
      zapomnieć i życie wspomnieniem jest utopią..
      Próbowałaś kiedyś spędzić czas razem z mężem i odnaleźć w tym
      przyjemność?? Może warto zawalczyć o ten związek.
      • handcare Re: Samotna...ale nie sama 21.04.10, 13:20
        A one znowu swoje...

        I za uwielbiam kobiety :)))

        ;)

        hand
    • wicehrabia.julian Re: Samotna...ale nie sama 21.04.10, 17:15
      mhammetman napisała:

      > mam zaradnego meza,zdrowe dziecko, wlasna chate,swoj
      > samochod itd...

      ale poprzewracało mi się w dupie po prostu, nie zasługujesz na to, co masz
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka