Gość: m.
IP: 5.2.* / *.chello.pl
02.02.04, 19:15
Brałam go w tym miesiącu nadzwyczaj regularnie - jedno opóźnienie 6 godzinne,
bez wymiotów antybiotyków i innych. Biorąc pigułki antykoncepcyjne zaszłam w
ciążę. Moje dziecko ma teraz 4 tygodnie, 10 mm. Nie urodzę go. To
zdumiewająco łatwe, usunąć ciąże. Najpierw przeszukałam internet, niemal
zdecydowana na środki farmakologiczne, zmieniłam zdanie. Nastraszył mnie
ginekolog z przychodni i zaoferował swoje usługi (za cenę dwukrotnie wyższą
niż koszt odpwiednich środków).
Zostanę zlinczowana, jasne, że wiem o tym. Wiem też, że nie ma czegoś
takiego, jak obiektywny powód. Ale to, o czym myślę, nie usprawiedliwia mnie,
ale i nie pozwala mi rodzić.
Bo niby jak? Moja mama - w długach (nie dowie się - wiem, że by do tego nie
dopuściła). Ja - mam kredyt mieszkaniowy. Razem z rachunkami to jakieś
1100zł. Nie pracuję w wakacje - taki zawód. Nie mam umowy - bo to
nieopłacalne dla pracodawcy. Tak naprawdę z usług przychodni korzystam
nielegalnie. Nie mogę pracować w państwowej szkole, bo nie wystarczy mi nawet
na sam kredyt.
On - również nie ma umowy (rzecz jasna nie dlatego, że się zapiera rękami i
nogami), zarabia tyle, że ledwie jest w stanie utrzymać siebie. Jego część
rachunków (kredyt naturalnie to tylko moja sprawa)nie jest częścią
regularną...
Jego ojciec - owszem, on ma pieniądze, tylko niby z jakiej racji miałby nas
utrzymywać. I jak długo?? I jak mam rodzić, skoro żadne z nas nie ma umowy??!
Jestem odpowiedzialna przede wszystkim za to, że związałam się z człowiekiem,
który nie jest w stanie (materialnie) podołać ojcostwu. Ale też, do licha,
byłam odpowiedzialna. Zabiezpieczałam się.
Czuję się potwornie sama z tą decyzją. On chciałby, żebym urodziła. Jego
ojciec zapewniłby środki na utrzymanie. Tylko że ja nie wyobrażam sobie, że
komuś zwalam się na głowę i jestem na czyjejś łasce. Dosłownie odrzuca mnie
na samą myśl (tak, wiem - kontrargument:czy nie odrzuca mnie myśl o
morderstwie...). Kolejny jego pomysł - urodź, ja wezmę dziecko i nie będziemy
razem. Jak? Jak mam urodzić a potem oddać moje dziecko? Nie jestem fermą, do
cholery. Poza tym jak mam być z kimś, kto potem sobie pójdzie?
Czuję się sama.
Dlaczego piszę do was. Po to, żeby wyjaśnić, że nie ma odpowiedzi
jednoznacznych. Po to, żeby wszyscy, którzy atakują takie jak ja wiedzieli,
jak bardzo się cierpi podejmując takie decyzje.