Dodaj do ulubionych

nie bierzcie mezow na porodowki!

IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 09.02.04, 22:16
Mam 32 lata, jestem zonaty od lat czterech. Cztery miesiace temu urodzil mi
sie syn. Powinienim sie cieszyc, ale... Prawda jest taka, ze nie moge bez
obrzydzenia spojrzec na zone. Zaluje, ze dalem sie namowic na tzw. porod
rodzinny. To byl koszmar. Nie chcialem tego , chcialem, zeby zona rodzila
sama, najwyzej z matka albo przyjaciolka. Ale nie dalo sie wymigac. Rzucily
sie na mnie te wszystkie ciocie, tesciowa i przyjaciolki zony, ze jestem
nieczulym samcem i skoro splodzilem dziecko, to moim obowiazkiem moralnym i
ojcowskim jest wziac udzial takze w jego przyjsciu na swiat. To byl koszmar.
Siedzialem przy zonie pare godzin, patrzylem na jej spocona, czerwona z
wysilku twarz, zacisniete zeby, wykrzywiona z wysilku twarz. Sciskala mi reke
tak mocno, ze myslalem, ze zmiazdzy mi kosci. Wreszcie, kiedy nadszedl ow cud
narodzin, patrzylem oslupialy, jak krocze mojej zony rozciaga sie do jakichs
niewyobrazalnych rozmiarow i wysuwa sie z niego sinoczerwona glowka, a potem
reszta ciala mojego syna. Przykro mi, ale pamietam jedynie szok i obrzydzenie
spowodowane widokiem i zapachem krwi i wod plodowych. Syn wygladal
odrazajaco, moja zona tez. Krew, smrod, wysilek, lzy - to pamietam z narodzin
mojego syna. Nie radosc, nie wzruszenie, lecz strach i wstret. ^Teraz,
ilekroc na nia patrze, widze jedynie glowe wystajaca spomiedzy jej ud. Nie
wyobrazam sobie, ze moglbym sie z nia znowu kochac. Po prostu nie moge.
Stracila dla mnie caly urok. Przestal byc kobieta, a jest jedynie... Bo ja
wiem? Karmicielka syna? Nie lubie patrzec, kiedy karmi go piersia. To podobno
dla mezczyzn bardzo erotyczny widok, dla mnie wcale. Jej sliczne, jedrne,
sterczace piersi staly sie jakies biale, pokryte zielonymi zylami,
przypominaja worki z mlekiem.
Ja wiem, ze zaraz napadnie na mnie stado rozhisteryzowanym pan, ale pisze
szczerze, jakie sa moje wrazenia z rodzinnego porodu. Jedno, co mi przyniosl,
to obrzydzenie dla zony i niechec dla syna. Nie bierzcie mezow na porodowki.
Nie wmawiajcie im, ze to piekne. Zaden normalny facet nie chce patrzec, jak
ciasna dziurka zony rozciaga sie na kilkadziesiat centymetrow, zeby wypchnac
z siebie okrwawionego potomka. To nic pieknego. To przerzazajace, krwarwe
widowisko. Ja nie jestem stworzony, zeby cos takiego przyjace ze spokojem i
zaluje jak niczego w zyciu, ze dalem sie zakrzyczec i asystowac zonie przy
porodzie. Fizycznie autentycznie sie jej teraz brzydze. Nie wiem, kiedy sie
to zmieni. I czy w ogole sie zmieni. Mam isc do psychologa, anterapie
malzenska czy co? Tylko co ja mam jej powiedziec? Wybacz kochanie, ale sie
ciebie brzydze?
Obserwuj wątek
    • Gość: Triss Merigold Hm to zmienia postać rzeczy... IP: *.acn.waw.pl 09.02.04, 22:22
      Wyrazy współczucia stary.
      Ja swojego nie będę ciągnąć na poród bo nie. Tak postanowiłam i on nie ma tu
      nic do powiedzenia. Wynika to ze względów estetycznch przede wszystkim, z tego,
      że uważam poród za doświadczenie kobiece i chcę mieć przy sobie bliskie kobiety
      (mamę albo przyjaciółkę) i z tego, że i tak pewnie zażądam cesarki.

      Wydawało mi się, że dla wielu mężczyzn poród rodzinny jest wartościowym
      doświadczeniem, zbliża, umacnia więź, pozwala towarzyszyć dziecku na świecie od
      pierwszej minuty itd.
      Źle, że się nie zaparłeś, że nie pójdziesz.
      • Gość: renia Re: Hm to zmienia postać rzeczy... IP: *.ath.spark.net.gr 09.02.04, 22:31
        Triss, czemu chcesz miec cesarke? Nie rob tego, jesli nie musisz. Porod jest
        niepowtarzalnym doswiadczeniem, warto to przezyc, chocby po to, zeby wiedziec
        jak to jest. Bole porodowe, ktore i tak bedziesz musiala miec (jesli cesarka
        bedzie tylko na zyczenie) nie sa ciekawe, ale juz samo rodzenie dziecka jest
        super, naprawde, dla mnie to nie byl juz zaden bol tylko ulga, wrecz
        przyjemnosc. mowie o samym wydostawaniu sie dziecka na swiat. Nie
        zamienilabym tego na zadna cesarke, zwlaszcza, ze ja pare godzin po porodzie
        juz sobie "biegalam" i czulam sie swietnie (a rodzilam 17 godzin, wiec bylam
        raczej z tych ciezszych przypadkow) podczas, gdy kobiety po cesarkach pierwsza
        dobe po porodzie wyly z bolu. Odradzam Ci z calego serca, gojenie sie rany
        jest o wiele bolesniejsze niz rekonwalescencja po naturalnym porodzie, poza
        tym naprawde rodzenie dziecka jest nieporownywalne do niczego.

        Sama tez nie wzielabym meza na porodowke, zreszta nawet nie czuje potrzeby,
        zeby tam jakas przyjaciolka mi asystowala, a Mama bedzie ze mna duchem, mam
        nadzieje. Wystarczy dobra opieka fachowego personelu, ja mialam znakomita. A
        maz czekal sobie w innym pomieszczeniu i wszystko bylo ok. I drugim razem
        bedzie tak samo.
        • Gość: Triss Merigold Re: Hm to zmienia postać rzeczy... IP: *.acn.waw.pl 09.02.04, 22:40
          Będziesz miała drugie dziecko? Planujesz? Mogę gratulować czy za wcześnie?
          Cieszę się, serio.:))
          Mam wadę wzroku to jeden powód. Drugi to taki, że mam małą odporność na ból.
          Jeszcze się do końca nie zdecydowałam, może wystarczy znieczulenie.
          • Gość: renia Re: Hm to zmienia postać rzeczy... IP: *.ath.spark.net.gr 09.02.04, 22:49
            Ja tez mam wade wzroku, teraz to nie jest juz problem, mialam porod wspomagany
            proznociagiem (moze dlatego to parcie nie bylo dla mnie wcale bolesnym, zas
            naprawde niezwykle glebokim doswiadczeniem) i wada mi sie nie poglebila wcale.
            Przemysl to jeszcze, dobrze Ci radze, tym bardzije, ze tez na pewno Ci zrobia
            z proznociagiem czy jak to sie nazywa. Nie wiem czy mialas jakas operacje
            chirurgiczna, ja mialam, zapewniam Cie, ze bol po cieciu (a moje rany byly o
            polowe mniejsze niz ciecie cesaskie) jest o wiele gorszy niz porod.

            Jeszcze nie ma czego gratulowac, ale mam nadzieje, ze niebawem bedzie :)
            • triss_merigold6 Re: Hm to zmienia postać rzeczy... 09.02.04, 23:00
              Miałam operację, fakt nieprzyjemne ale goiło się jak na psie (wypisali mnie
              wcześniej bo uznano, że bez sensu skoro czuję się ekstra). Renia poproszę Cię o
              rady i podzielenie się doświadczeniami jak temat będzie hm..aktualny jeśli
              pozwolisz. :)) Tutaj nie zaśmiecajmy facetowi wątku.
              • lola211 Re: Hm to zmienia postać rzeczy... 10.02.04, 09:12
                Triss, zrobisz jak uwazasz, tylko ze po cesarce juz po wyjsciu ze szpitala
                trzeba bedzie zajmowac sie dzieckiem, nosic, przewijac, ciagle cos, wydaje mi
                sie to trudniejsze, gdy ma sie rane, szwy, itd.Chyba ze masz przy sobie osobe,
                która pomoze w tym 1 okresie.
                Ja pamietam, ze tez meczyłam lekarza o cc, ale jak przyszlo co do czego, to
                nawet nie myslałam o tym , zeby mnie kroili, i ciesze sie, ze obyło sie bez
                operacji.
                Teraz zreszta jest sporo metod znoszacych czy redukujacych ból przy porodzie
                naturalnym, warto i o tym pomyslec.
                • owca Re: Hm to zmienia postać rzeczy... 10.02.04, 09:24

                  mimo, że mam tylko jedno dziecko przeszłam dwa porody ;-)
                  najpierw tzw. naturalny a po kilku godzinach męki i braku postępów porodu
                  wysłano mnie na cesarkę (jestem wąska w biodrach a mój syn ważył 4.600)
                  i wiem, że jeśli miałabym jeszcze kiedykolwiek wybierać jaki rodzaj porodu mam
                  mieć to tylko cesarkę
                  i wberw temu co piszesz Lolu dużo wcześniej niż inne kobiety z oddziału stanęłam
                  o własnych nogach, szew nie był żadnym problemem, jedynie co mnie bolało to
                  krtań po inkubacji (byłam pod całkowitą narkozą)
                  patrząc na kobiety obolałe i w depresji dziękowałam losowi, że u mnie poszło to
                  zupełnie innym torem

                  mąż podczas pierwszej fazy porodu był przy mnie, bardzo mi pomagał ale była to
                  jego własna decyzja - do tego nie wolno zmuszać
                  post autora wątku chyba jest wystarczającym argumentem


                  pozdrawiam
                  owca

                  _,,,٢ة إ ة٦,,,_
                  • lola211 Re: Hm to zmienia postać rzeczy... 10.02.04, 10:05
                    Jak widac to sprawa indywidualna i nie zamierzam upierac sie, ze mam
                    racje.Sama lezałam troche w szpitalu i napatrzylam sie i nasłuchalam, wiele
                    kobiet bardzo źle oceniało cc, jakie przeszły.Tak samo jak i czesc bardzo zle
                    wspomina poród naturalny.Ja zdecydowałam sie rodzic naturalnie, mimo ze
                    miałam juz doswiadczenie wczesniejsze z tym zwiazane i wiedziałam jak to
                    wyglada, ze nie jest tak tragicznie.A majac przed oczami kolezanki po
                    operacjach ginekologicznych i cc, jakos ochota na "krojenie" mi przeszła.
                    Jesli juz cc, to raczej w pełnej narkozie, tak jak ty miałas- kolezanka miała
                    cesarke w znieczuleniu przy pełnej swiadomosci i twierdziła, ze to okropne
                    przezycie.

            • Gość: ania Re: Hm to zmienia postać rzeczy... IP: *.tkb.net.pl 14.02.04, 18:21
              Porod wspomagany proznociagiem to absolutnie nic godnego polecania!! Tobie z
              pewnoscia bylo z nim lzej, ale jakie konsekwencje moga byc dla dziecka!!!! Czy
              nikt Cie o tym nie informowal??? Przecies jest to cholernie niebezpieczne, moga
              powstac krwiaki etc...
          • bubster ja w kwesti nie związanej 10.02.04, 10:07
            z tematem - jak mam wadę wzroku to moge mieć problrmy przy porodzie?
            • Gość: Kruczyca Re: ja w kwesti nie związanej IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.02.04, 18:30
              jezeli masz duza wade (ok 8 dioptrii i wzywz) to przy tak duzym wysilku jak
              porod moze ci sie odkleic siatkowka. Dlatego w takich wypadkach zalecana jest
              cesarka
          • Gość: Ala A ja mialam cesarke IP: *.light.csk.pl 10.02.04, 19:32
            I wspominam ja bardzo dobrze. Naprawde nie rozumiem tych matek polek, ktore
            musza urodzic same i to bez znieczulenia! Po porodzie rzeczywiscie 12 godzin
            lezalam, ale potem nie odczuwalam wiekszych dolegliwosci na pewno niz kobiety,
            ktore nie mogly usiasc, bo mialy pozszywane krocze.
            A maz czekal na korytarzu i zobaczyl rozowiutkie dziecki i usmiechnieta zone.
        • Gość: alinka Re: Hm to zmienia postać rzeczy... IP: 213.17.251.* 10.02.04, 09:32
          JA MIAŁAM CESARKE I JEST TO NAJLEPSZA RZECZ W ZYCIU JAKA ZROBIŁAM DLA SIEBIE I
          DLA DZIECKA!

          RENIA W TYM ATKU PACHNIE JEDNOSTRONNOSCIA.

          PO DRUGIE MIAŁAM CESARKE NA ZYCZENIE I NIE MUSIAŁAM CZEKAC DO ZADNYCH BOLI (NIE
          WIEM CO TO BOLE PORODOWE I JESTEM Z TEGO POWODU BARDZO SZCZEŚLIWA.

          nIE WIEM O CZYM MÓWISZ -gOJACE SIE RANY- NIE PRZESADZAJ MAMY 21 WIEK I LUDZIE
          KORZYSTAJA Z UDOGODNIEN TAK JAKI I U DENTYSTY GDZIE ZNIECZULENIE JEST
          SZKODLIWE, A NIKT JUZ NIE WYRWIE ZEBA BEZ NIEGO(SA WYJATKI PEWNIE)

          JA SIE CZYŁAM ŚWIETNIE PO CESARCE, SZYBKO WROCIŁAM DO ZDROWIA, WYGLADAŁAM I
          CZUŁAM O NIEBO LEPIEJ OD SNUJACYCH SIE KOBIET PO NATURALNYCH PORODACH

          POZATYM MOJA CIPKA JEST NADAL NIE RUSZONA I ŚLICZNA, A BLIZNA POD BRZUSZKIEM
          MALUTKA I NIEWIDOCZNA:)

          PZDR



        • anndelumester Dziękuje Bogu za cesarkę 11.02.04, 23:48
          Impreza trwała 45 minut ze znieczuleniem zo, rana goiła się błyskawicznie, w
          przeciwieństwie do pań po naturalach na drugi dzień siadałam normalnie, nie
          miałam problemów z peknieciem, szyciem, rozciagnięciem, hemoroidami, problemami
          z siusianiem. 6 tygodni po robiłam brzuszki i inne ćwiczenia...O życiu intim
          nie wspominam - po 4 tygodninach bez problemów opisywanych na forum emama
          (polecam bardzo - w głowie mi się nie mieściło że może tak być
          beznadziejnie...)
          No i dziecko - ładne, nie umordowane, bez powikłań...
    • Gość: renia Re: nie bierzcie mezow na porodowki! IP: *.ath.spark.net.gr 09.02.04, 22:24
      Dziwne, ze posadzili Cie w takim miejscu, zebys mial przed oczami jej krocze.
      Przewaznie mezowie stoja gdzies u wezglowia, a nie na wprost _rzeczy_samej_.
      No i jak ona sciskala Ci te reke tak mocno, skoro byles vis a vis jej krocza?
      Kto Ci w ogole pozwolil tam siedziec czy stac?

      • Gość: robertk. Re: nie bierzcie mezow na porodowki! IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 09.02.04, 22:34
        Wiesz, sciskanie reki odbywalo sie wczesniej niz patrzenie na rzecz sama, jak
        to ujelas. Po prostu nawiedzona pani lekarka, ktora odbierala porod zawolala do
        mnie z uroczym usmiechem: niech pan spojrzy, glowka wychodzi. A ja glupi
        spojrzalem.
        Przykro mi, ze tak mysle teraz o zonie, ale... Nie potrafie tego przelamac.
        Nawet nie mam odwagi o tym pogadac. Czuje sie jak jakis potwor: zona budzi
        niechec, a syn irytacje. Czy to sie zmieni? Przeciez powinienem byc szczesliwy
        • Gość: renia Re: nie bierzcie mezow na porodowki! IP: *.ath.spark.net.gr 09.02.04, 22:40
          Dobrze, ze jeszcze nie kazali Ci filmowac, a nastepnie ogladac film przy
          kazdej okazji rodzinnej czy towarzyskiej... no , ja tez przylaczam sie do
          wyrazow wspolczucia. DZieki za ten post, moze komus sie przyda, bo ja i tak
          juz dawno mam na ten temat zdanie podobne do Twojego - facet nie powinien
          widziec kobiety w trakcie porodu. Ale moze inni nawiedzeni przemysla rzecz
          dzieki Twojemu watkowi tutaj.

          Nie wiem natomiast co ci doradzic. Przykre to.
          • Gość: Triss Merigold Psycholog + seksuolog IP: *.acn.waw.pl 09.02.04, 22:43
            może by pomogło po jakimś czasie.
            Filmowanie porodu mnie obrzydza jako sam pomysł. Realizacja to jakiś horror. I
            wyobraź sobie, że potem na chrzcinach czy pępkowym szczęśliwi rodzice
            demonstrują film a rodzinka przy sałatce i kotletach patrzy.
            Uważam, że wywieranie presji na facetów w tym względzie jest nie fair.
            Egoistyczne i podszyte jakąś chęcią odwetu "popatrz co mi zrobiłeś i jak się
            męczę, ty świnio męska".
            • Gość: robertk. Re: Psycholog + seksuolog IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 09.02.04, 22:48
              Pewnie masz racje, tylko co ja powiem zonie? Przeciez ona mnie zabije! Razem ze
              swoimi kumpelami, ktorym na pewno powie, za jakiego potwora wyszla. Ja sam nie
              przypuszcalem, ze tak mnie do jasnej cholery rabnie. Znam ja od prawie 7 lat,
              zawsze nam bylo dobrze. Dopiero w ciazy jej troche odbilo,ale i tak bylo super.
              A teraz? Co sie ze mna dzieje do k... nedzy?! Jestem dorosly, odpowiedzialny,
              sam sobie tlumacze, ze troche krwi i nieestetyczne widoki to nie powod do
              takich odczuc, tylko za cholere nie trafia.
              • Gość: Monia Re: Psycholog + seksuolog IP: *.poz.cdp.pl / *.poz.cdp.pl 10.02.04, 00:01
                Bardzo mi Cię żal ale chyba jeszcze bardziej Twojej żony i maluszka. To
                naturalne i normalne że ona Ciebie potrzebowała bardzo dobrze zrobiłeś że z
                nią byłeś. Twoje odczucia są czysto estetyczne pewnie dlatego tak negatywne
                że nie chciałeś ich doświadczyć ale doświadczyłeś stało się masz takie uczucia
                i chcesz sobie z nimi poradzić . Moim zdaniem jeśli zależy Ci na żonnie i jej
                uczuciach pilnie udzaj się do psychologa lub seksuologa być może problem tkwi
                gdzieś głębiej a nie tylko w estetyce.Jestem tego prawie na 100% pewna Daj
                znać jak Ci poszło, tak na marginesie mój mąż był przy obu porodach, przy
                pierwszym 7 lat temu sam zaglądał tam gdzie nie powinien i wszystkim potem
                opowiadał jak to było był dumny z siebie ze mnie z naszego syna. Doświadczenie
                wspólnego porodu bardzo wzmocniło nasz związek było metafizycznym zjawiskiem
                przykro mi że tego nie doświadczyłeś. Mogłabym pisać o tym eseje ale przeież
                nie o to chodzi. Spróbuj też szczeże porozmawiać z żoną jeśli łączy was
                głębokie uczucie zrozumie Cię tylko staraj się jej nie urazić powiedz co
                czułeś a nie że przestała być dla Ciebie atrakcyjna. Stopniowo wróci do swojej
                formy i powinno być ok. A maluszek? Pomyśl że to jest część Ciebie ktoś jedyny
                niepowtarzalny ktoś dla kogo za chwilę to Ty a nie Twoja żona będzie jedynym
                światem będziesz wielkim autorytetem ukształtujesz nowego człowieka nowy
                świat. Nie czujesz tego! jak mój mąż zostawał ojcem to za każdym razem
                przepełniała go duma i wielka odpowiedzialność, spróbuj tak pozdrawiam i
                naprawdę z całego serca życzę Ci choć części tego ogromnego szczęścia i
                poczucia wspólnoty,
                Ps dodam też że pomino zmiany moich idealnych przeddziecowych kształtów nasza
                sypialnia i nie tylko jest wykorzystywanym pomieszczeniem bynajmniej nie z
                mojej incjatywy
                • jesster Re: Psycholog + seksuolog 11.02.04, 23:24
                  Kobieto nawet nie wiesz jak się ucieszyłem jak to przeczytałem!Czyli jednak
                  mężczyzna może być przy porodzie i może się obyć bez traumatycznych przeżyć a
                  wręcz przeciwnie. Ja nie mam jeszcze dzieci, ale strasznie bym chciał być przy
                  porodzie. Niestety raczej nie będzie to możliwe bo moja kobieta ma wadę wzroku
                  i nie bedzie mogła normalnie rodzić. Gdyby mi powiedziała że nie chce żebym był
                  przy porodzie poczułbym się odrzucony i niepotrzebny. Poza tym rodzi się
                  przecież moje dziecko, nie tylko mojej żony.
        • Gość: renia Re: nie bierzcie mezow na porodowki! IP: *.ath.spark.net.gr 09.02.04, 22:44
          To tak jak z wystawianiem zwlok na widok publiczny. Moja tesciowa przez dwa
          dni byla "do wglądu" dla calej wsi (te komentarze, o matko! "Zosia pieknie
          wygladala, alez skad takie miala plamy, jakas podpuchnieta byla, no co ty,
          tylko troche, ale calkiem zgrabnie ja podmalowali przeciez", ufff!) i ja ja
          niesteety pamietam tylko w tej trumnie, cokolwiek chce sobie przypomniec z
          czasow gdy zyla, ciagle widze ja w tej trumnie. Trumna mojej Mamy byla
          zamknieta, nie widzialam Jej po smierci i pamietam ja zawsze zywa i
          usmiechnieta :)))

          Sorry za konfiguracje narodzin ze smiercia, ale tak mi sie skojarzylo - sa
          sytuacje, keidy czlowiek nie powinien byc przez nikogo widziany i juz.
          • Gość: reniek Re: nie bierzcie mezow na porodowki! IP: *.chello.pl 09.02.04, 22:49
            tak to jest, jak jest się ze wsi, prostaczko.
            • uri_ja Re: nie bierzcie mezow na porodowki! 09.02.04, 22:51
              Cóżeś się tak na nią uwziął? Brałeś coś?
            • Gość: renia Re: nie bierzcie mezow na porodowki! IP: *.ath.spark.net.gr 09.02.04, 22:51
              Mowiles cos? Moja tesciowa byla ze wsi, a nie ja, naucz sie czytac.
              • Gość: reniek Re: nie bierzcie mezow na porodowki! IP: *.chello.pl 09.02.04, 22:58
                no to pochwal się w takim razie z jakiego miasta ty jesteś, coś mi się wydaje
                że jednak tego nie zrrobisz, prostaczko
                • Gość: renia Re: nie bierzcie mezow na porodowki! IP: *.ath.spark.net.gr 09.02.04, 23:02
                  Buraku nie mam zadnego obowiazku mowic ci z jakiego jestem miasta. 30 tys
                  ludzi,na poludniu Polski. Wystarczy? !10 kilometrow od tej wsi, w ktorej
                  mieszkala moja tesciowa i moj maz zreszta. Masz jakies kompleksy? Jestes
                  kompletnym idiota. Chocbys byl z samebo Mexico City, nic nie pomoze na twoja
                  ulomnosc umyslowa.
                  • uri_ja Re: nie bierzcie mezow na porodowki! 09.02.04, 23:07
                    Po co znim gadasz reniu? szkoda czasu i atłasu!
                    • Gość: renia Re: nie bierzcie mezow na porodowki! IP: *.ath.spark.net.gr 09.02.04, 23:14
                      Podobnie jak Ty daje mu sie prowokowac do glupich "dyskusji". Mam nadzieje,
                      ze ostatni raz.
                  • Gość: reniek Re: nie bierzcie mezow na porodowki! IP: *.chello.pl 09.02.04, 23:10
                    30 tys.... buahahaha, dobre, toż to prawdziwa metropolia, w dodatku jeszcze
                    rodzina z wsiochy. ale jak widzę jednak zabolało, kompleksy wiejskości jak
                    widać ty masz.
                    • Gość: renia Re: nie bierzcie mezow na porodowki! IP: *.ath.spark.net.gr 09.02.04, 23:13
                      Dziecko drogie, czy ja kiedykolwiek powiedzialm, ze jestem z metropolii? teraz
                      mieszkam w zasranej metropolii i marze o swoim domu w Polsce na skraju
                      miasteczka rodzinnego. Nie mam jak widzisz Twoich aspiracji pochodzenia z
                      wielkiego miasta i nie ma to dla mnie najmniejszego znaczenia, nie jestes w
                      stanie sprawic, zeby mnie zabolalo to, skad pochodze, bo kocham to miejsce jak
                      zadne na swiecie. A moj maz , ktory wychowal sie na wsi jest przy tobie
                      Bogiem. Jestes zalosny, po prostu.
                      • pieskuba Bardzo lubię Twoje rodzinne miasto Reniu n/t 09.02.04, 23:18
                        • Gość: renia Ja tez :)) IP: *.ath.spark.net.gr 09.02.04, 23:22
                          Jest sliczne, malownicze, spokojne, czyste, ale niestetey bezrobocie i bida.
                          Na emeryture moze wroce na stare śmieci :)
            • uri_ja Re: nie bierzcie mezow na porodowki! 09.02.04, 22:53
              Wywalić reńka!
    • uri_ja Re: nie bierzcie mezow na porodowki! 09.02.04, 22:28
      Wyrazy współczucia. serio.
    • Gość: maniak Re: nie bierzcie mezow na porodowki! IP: *.chello.pl 09.02.04, 22:37
      w takim razie nie zostało ci nic więcej jak walenie konia. powodzenia życzę
      • uri_ja Re: nie bierzcie mezow na porodowki! 09.02.04, 22:40
        Ale jesteś uprzejmy...
        • uri_ja Re: nie bierzcie mezow na porodowki! 09.02.04, 22:43
          Pisałam do maniaka!
      • yagnieszka Re: nie bierzcie mezow na porodowki! 09.02.04, 22:51
        To ja mam takie pytania i refleksje do powyzszego. Czy braliscie udzial w
        zajeciach szkoly rodzenia? Czy ogladales film pokazujacy porod? Jak sobie ten
        porod wyobrazales?
        Cialo ludzkie bywa obrzydliwe, nie da sie ukryc - zapach, wydzieliny itd. No ale
        przeciez porod to tylko czesc Waszego zycia malzenskiego. Ponadto raczej radosna
        czesc. Bywaja malzenstwa, w ktorych jedno musi sie drugim opiekowac miesiacami,
        zmieniac pieluchy, prac posciel, pomagac sie wyrzygac, podtrzymywac w ubikacji.
        Tak wyglada czesc obietnicy "w chorobie", ktora sie sklada gdy sie ja sklada.
        Nie po to to pisze zeby Cie "pocieszyc", ze zawsze moze byc gorzej ale raczej
        zeby Ci uswiadomic ciezar i znaczenie zycia z drugim czlowiekiem. Rozumiem, ze
        szczesliwie Twoja zona urodzila bez powiklan i karmi bez klopotow. Ale przeciez
        moglaby miec klopoty ze zwieraczami, co calkiem czeste po porodzie. Moglaby miec
        zapalenie piersi, peknieta sutke lub obie, moglaby potrzebowac Twojej fizycznej
        pomocy 24x7. Moze sie nie przygotowales psychicznie na te wszystkie mozliwosci?
        Moze odsuwales takie mysli od siebie. Ale odsuwac sie nie da w nieskonczonosc.
        Doroslosc to miedzy innymi swiadomosc fizjologii. Zarowno tej pieknej z orgazmem
        i szeptem w rozpalone uszko jak i z biegunka, goraczka, ropa i innymi
        przypadlosciami. Bycie z drugim czlowiekiem (mezem, zona, partnerem) to wziecie
        na siebie tego wszystkiego bez mozliwosci wybierania i przebierania. Nie byles
        na to przygotowany? Zdarza sie. Teraz nie masz innego wyjscia - JUZ WIESZ, ze
        cialo smierdzi, gnije, puchnie, wzdyma sie, rozciaga. Juz to wiesz rowniez o
        SWOIM CIELE! Obiecaliscie sobie wzajemnie z Twoja zona troszczyc sie o siebie -
        to jest Twoj czas proby. Modl sie zeby Ona Jej czas proby przezywala mniej
        bolesnie gdy ktoregos dnia przyjdzie Jej sie zajmowac Twoim cierpiacym cialem.
        Pozdrowienia
        • pieskuba Brawo Yagnieszka 09.02.04, 23:10
          ... tak myślę, ale nie podjęłabym się tego tak napisać!

          pieskuba
        • Gość: Monia Re: nie bierzcie mezow na porodowki! IP: *.poz.cdp.pl / *.poz.cdp.pl 10.02.04, 00:08
          Samo sedno sprawy gratuluję
        • moboj Brawo Yagnieszko:) 10.02.04, 09:26
          świetnie to napisałaś.
          do końca życia nikt nie będzie piękny, młody i zdrowy. z czasem każdy sie
          pomarszczy, być może rozchoruje. nigdy nie wiadomo jakie niespodzianki szykuje
          dla nas los.
          mój dziadek przez trzy lata opiekował się babcią, swoją ukochaną żoną. babcia
          nie chodziła, więc dziadek ją mył, zmieniał pampersy, woził na spacery na
          inwalidzkim wózku. i nigdy nie usłyszałam z jego ust słowa skargi, ani tym
          bardziej skarżenia się, że żona jest obrzydliwa. nie szkodzi, że w ich
          przysiędze nie było ani słowa o chorobie, bo brali ślub tylko w USC.
          pomyśl sobie, ze (odpukać)kiedyś Ty możesz potrzebować takiej opieki i coś mi
          się zdaje, że Twoja żona nie będzie się skarżyć, ze jesteś obrzydliwy.
      • Gość: renia Re: nie bierzcie mezow na porodowki! IP: *.ath.spark.net.gr 09.02.04, 22:54
        To w koncu jestes reniek czy maniak?

        Jak nie masz nic do powiedzenia, to po co w ogole sie odzywasz, no zastanow
        sie, kto tu jest prostakiem.
    • pieskuba nie demonizujcie 09.02.04, 22:45
      Hm. Coś tu się nie zgadza.

      Już w szkole rodzenia, prawie 9 lat temu mądra położna mówiła, że kobieta
      podczas porodu dzieli się na "część rodzącą" (wiadomo gdzie) i "żonę właściwą"
      (od pasa w górę). Miejsce męża jest przy "żonie właściwej" i nikt o zdrowych
      zmysłach nie pozwoli mu się pętać z drugiej strony. Podczas skurczów partych,
      czyli wtedy, gdy dziecko przechodzi przez kanał rodny przy "części rodzącej"
      kłębi się tłum - lekarz, położna i najczęściej czai się już neonatolog. Tam nie
      ma miejsca na nikogo więcej! Jeśli to co piszesz to nie prowokacja (a na to
      wygląda) to po coś się pchał gdzie Cię nie trzeba i kto Cię tam w ogóle
      wpuścił? I wytłumacz, jak Ci się w takich warunkach udało cokolwiek zobaczyć?

      Rodziłam jak dotąd dwa razy, w dwu różnych szpitalach i za każdym razem
      wyglądało to tak samo - mąż służył do ocierania czoła, pocieszania i do tego,
      żeby w razie czego było kogo palnąć :o)

      Podsumowując - raczej Ci nie wierzę.

      Do Triss - cesarki nie można "zażądać". Można za nią słono zapłacić, gdy się
      nie ma wskazań, albo trzeba mieć wskazania, czego Ci oczywiście nie życzę.

      Pozdrawiam,
      pieskuba
      • Gość: Triss Merigold Re: nie demonizujcie IP: *.acn.waw.pl 09.02.04, 22:52
        Zażądać = zapłacić w polskich warunkach. Zapłacę albo za cesarkę albo za
        znieczulenie. Wskazania mam ale lekarz może mieć w d... fakt, że jest ryzyko
        odklejenia siatkówki. Czytam na e-dziecko o plusach i minusach cesarek, porodów
        naturalnych, w wodzie i innych i stawiam na znieczulenie ew. cesarkę.
        Przyjmijmy, że mam taką fanaberię.
        Co do autora to czemu mu nie wierzysz? Mój znajomy był przy porodzie i po
        wszystkim powiedział, że gdyby wiedział JAK to wygląda to wołami by go nie
        zawlekli i żałuje. W mediach nie ma specjalnie miejsca na wypowiedzi facetów
        typu: byłem, widziałem, brzydzę się, cofa mnie od seksu bo są niepoprawne
        politycznie najwyraźniej.
        • pieskuba Re: nie demonizujcie - do Triss 09.02.04, 22:59
          Spokojnie Triss, zaczynam mu wierzyć, ale to straszliwa fuszerka lekarzy. Co za
          głupia dziumdzia woła faceta żeby patrzył na wychodzącą główkę?

          Ale tak generalnie - nic szczególnie strasznego nie dzieje się podczas porodu,
          krwi jest tylko troszkę i jakieś potworne zapachy temu zjawisku nie towarzyszą.

          Jeśli grozi Ci odklejenie siatkówki to w razie czego upieraj się przy cesarce -
          zaświadczenie od okulisty wystarczy i nie musisz płacić, bo nikt nie weźmie na
          siebie odpowiedzialności za Twoją ewentualną utratę wzroku. Przy znieczuleniu
          też musisz przeć, więc to nie załatwia sprawy.

          pieskuba
        • Gość: renia Re: nie demonizujcie IP: *.ath.spark.net.gr 09.02.04, 22:59
          Ja bym nie chciala nawet, zeby moj maz byl przy tej , jak to mowisz, "czesci
          wlasciwej" - czlowiek nieumalowany, moze upocony, wykrzywiony z bolu, wlosy w
          nieladzie, po jaka cholere mam taka piekna i stekająca wystepowac przed
          wlasnym ukochanym?
          • triss_merigold6 Re: nie demonizujcie 09.02.04, 23:05
            Ja też bym nie chciała. I popierają mnie kobiety z pokolenia mojej mamy a
            koleżanki rówieśniczki twierdzą, że "mąż musi być przy porodzie".
            Na Sylwestra u nas była para: ona w ciąży, on troszkę wypił, myśmy z kumpelami
            podpytywały jak się czuje, jakie badania itd. W pewnym momencie facet cichutko
            powiedział, że nie jest przekonany czy chce oglądać poród na żywo i zaczęło
            się: pretensje, musisz być, nie ma tak, że sama będę się męczyć... żal mi było
            gościa.
            • Gość: meresanch Re: nie demonizujcie IP: *.brpo.gov.pl 12.02.04, 13:30
              uwazam ze facet jest potrzbny przy porodzie bo:
              1. personel lepiej wtedy dba o kobiete
              2. ktos musi ich pilonowac by kobieta byla dobrze traktowana i nie mówił do
              niej zeby sie k...wa zamkenła bo sama tego chciała itp.
              3. kobieta bedzie czula sie bezpieczniej
          • pieskuba Re: nie demonizujcie 09.02.04, 23:07
            Kiedyś będziesz przy nim stara, siwa i pomarszczona. I co - uciekniesz? A nawet
            teraz - nie widzi Cię nieumalowanej, chorej, w gorączce, rozczochranej? Myślę,
            że na jakimś etapie bliskości nie jest najważniejsze czy akurat wygląda się
            cudnie rodząc dziecko.

            pieskuba
            • Gość: renia Re: nie demonizujcie IP: *.ath.spark.net.gr 09.02.04, 23:20
              Psiekubo - oczywiscie, ze kiedys beda brzydka i stara, ale co to ma do rzeczy?
              JA zadalam pytanie - jesli nie musze, to po jaka chorobe ma mnie maz ogladac
              przy prodzie? I zreszta to jak wygladam rodzac dziecko nie ma zwiazku ze
              zmarszczkami ani staroscia. Po prostu jak nie ma potrzeby, a moim zdaniem nie
              ma zadnej, to nie widze sensu , zeby moj maz mi towarzyszyl, zebym ja jeszcze
              dodatkowo stresowala sie mysleniem o tym, jak wygladam, co on sobie mysli, czy
              moze napawam go wstretem. Facet jest wzrokowcem. Na szczescie u nas nie ma co
              do tego rozbieznosci zdan, jakos on nie laknie tego wycierania mi czola i
              trzymania za reke, a jesli chodzi o wiez z dzieckiem to w ogole bzdura. moj
              maz ma z dzieckiem doskonala wiez i nie wydaje mi sie, zeby miala ona byc
              jakas wieksza gdyby patrzyl jak sie rodzi. Nie dorabiajmy pseudofilozofii tam
              gdzie nie jest ona potrzebna.
              • pieskuba Re: nie demonizujcie 09.02.04, 23:26
                No cóż. Jedni lubią tak inni inaczej. Mój mąż chciał być ze mną, poza tym przy
                pierwszym porodzie przydał się do doprowadzenia do pionu personelu, bo szanowna
                położna raczyła mnie zostawić, miałam wysoką temperaturę, cały proces
                niepokojąco się przedłużał (20h) i gdyby nie jego obecność to nie wiem, czy
                wszystko skończyło się tak dobrze, jak się skończyło. I na pewno nie wyglądałam
                ślicznie, ale za to pozostałam zachwycająco żywa i nasza córka też :o)

                pieskuba
                • Gość: renia Re: nie demonizujcie IP: *.ath.spark.net.gr 09.02.04, 23:31
                  > No cóż. Jedni lubią tak inni inaczej. Mój mąż chciał być ze mną,

                  No wlasnie, w tym to caly jest ambaras, zeby dwoje chcialo na raz. U nas
                  akurat dwoje nie chcialo, wiec nie ma problemu.

                  Ciekawe natomiast co robic, gdy babka nie chce, a facet sie upiera, ze bedzie
                  przy porodzie.

                  Nie wiem jak jest w Polsce, ja mialam znakomita opieke, medyczna, w panstwowym
                  szpitalu.
                  • pieskuba Re: nie demonizujcie 09.02.04, 23:40
                    Gość portalu: renia napisał(a):

                    >
                    > Ciekawe natomiast co robic, gdy babka nie chce, a facet sie upiera, ze bedzie
                    > przy porodzie.


                    Nie wpuszczać chłopa w takiej sytuacji. W końcu to ona ma rodzić, a nie
                    denerwować się, że na niechciane towarzystwo.

                    pieskuba
          • weatherwax Re: nie demonizujcie 09.02.04, 23:08
            To twój facet zna cię tylko umalowana i z koafiurą? Nawet nie spoconą? To co
            ty robisz, jak jesteś np. chora? Uciekasz z domu czy jego przeganiasz?
            • triss_merigold6 Nie o to chodzi 09.02.04, 23:14
              ani ja ani mój nie brzydzimy się własnej choroby. Przy zwykłej grypie czy nawet
              opryszczce wygląda się paskudnie. Tylko, że poród jest wydarzeniem które na
              ogół można przewidzieć, jest wokół opieka, całość trwa kilka-kilkanaście godzin
              i spokojnie można oszczędzić mężczyźnie tego widoku.
              Skoro mnie brzydzi to jego ma nie brzydzić? Myślę, że poród jest takim
              doświadczeniem fizjologicznym, którego facet nie musi ogladać - chyba, że
              bardzo chce.
              • pieskuba Znów demonuzujesz, Triss 09.02.04, 23:16
                To wcale nie jest takie straszne i nie wyglada aż tak okropnie. Zobaczysz :o)

                pieskuba
                • triss_merigold6 Zobaczę :) 09.02.04, 23:21
                  Ale i tak nie wezmę ze sobą męża na porodówkę. Za drzwiami może sobie siedzieć,
                  proszę bardzo ale nie życzę sobie żeby mnie oglądano w sytuacji w której nie
                  musi mnie oglądać. Ciąża i poród nie są chorobą więc analogie do opieki i
                  towarzystwa w chorobie są trochę nadużyciem.
                  • jesster Re: Zobaczę :) 11.02.04, 23:41
                    Mam nadzieje ze trafilas na takiego ktory to zniesie bez problemu. Bo ja bym
                    sie na pewno zdenerwowal. Chociaz pewnie bym sie szybko opanowal dla dobra
                    wszystkich ale moglby być jakieś zniszczenia w sprzęcie na korytażu. Z drugiej
                    strony spróbuj mnie trochę zrozumieć-nie jest przyjemne kiedy najbliższa ci
                    osoba mówi"nie chcę twojej obecności"
            • Gość: renia Re: nie demonizujcie IP: *.ath.spark.net.gr 09.02.04, 23:25
              JEj, jeszcze raz! Zna mnie w roznych sytuacjach. W czasie porodu mnie nie
              widzial i nikomu to nie przeszkadza. JAk bedzie trzeba to i dupe mi podetrze,
              a ja jemu, Jak nie trzeba to nie ma sensu stekac przy nim i wykrzywiac geby z
              bolu. Po co, po prostu - po co mialby wtedy byc ze mna? Nie jestem jakas taka
              strasznie potrzebujaca , zeby mi ktos wycieral czolo, czy trzymal za reke, a
              zreszta na porodowce studentki medycyny robily to doskonale. Dlatego uwazam,
              ze moj maz bylby tam czlkowicie zbedny.
        • Gość: Ola do Triss - media a porody rodzinne IP: *.internetdsl.tpnet.pl 10.02.04, 09:30
          Triss napisała:
          w mediach nie ma specjalnie miejsca na wypowiedzi facetów
          > typu: byłem, widziałem, brzydzę się, cofa mnie od seksu bo są niepoprawne
          > politycznie najwyraźniej.

          Triss, właśnie ostatnio w prasie kobiecej, ilekroć mowa jest o porodach
          rodzinnych coraz częściej pojawiają się wypowiedzi takie jak Autora wątku, i
          dobrze, bo warto znać 2 strony medalu, ale ale mi się wydaje (kobieca
          intuicja), że ten wątek to podpucha...
          pozdr Ola
      • Gość: robertk. Re: nie demonizujcie IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 09.02.04, 22:57
        Czyzby? Nie sugerowano Twojemu mezowi, zeby spojrzal, jak glowka wychodzi?
        Jestesmy, z Nidzicy, Zona rodzila w Olsztynie, w normalnym szpitalu ( ja
        pracuje w W-wie, do domu jezdze tylko na weekendy). Moj szwagier rodzil z zona,
        moja siostra, w tym samym szpitalu i bylo dokladnie tak samo, tez pani doktor
        zasugerowala, zeby spojrzal, jak glowka wychodzi. Owszem, rzeczywiscie na
        poczatku trzymalem za reke, ocieralem czolo i pocieszalem. Potem dalem sie
        skusic i spojrzalem. Moze w warszawskich slono oplacanych prywatnych klinikach
        jest jaki piszesz, ale nie tam, skad ja pochodze.
        • pieskuba Re: nie demonizujcie 09.02.04, 23:03
          Gość portalu: robertk. napisał(a):

          > Moze w warszawskich slono oplacanych prywatnych klinikach
          > jest jaki piszesz, ale nie tam, skad ja pochodze.

          Może i tak jest, ale w życiu nie byłoby mnie stać na drogą klinikę :o).
          Rodziłam w szpitalu, do którego na piechotę mam 5 minut, bo mi się nie chciało
          isć dalej :o) To Szpital Bródnowski, a zapewniam Cię, że Bródno nie jest
          prestiżową warszawską dzielnicą. Jeśli jest tak jak napisałeś, to zrobiono Ci
          krzywdę, mam nadzieję, że to minie. Popytam znajomego psychologa, co powinieneś
          zrobić w takiej sytuacji.

          Trzymaj się,
          pieskuba
          • Gość: heike Re: nie demonizujcie IP: *.internetdsl.tpnet.pl 09.02.04, 23:38
            a moze u dr Piorkowskiego? Pozdrawiam Cie ja mieszkalam na brodnie 18 lat od
            urodzenia :)))
            • pieskuba Re: nie demonizujcie 09.02.04, 23:43
              Nie - załapałam się na lekarza, co do którego miałam wątpliwości, czy nie jest
              licealistą przebranym w fartuszek lekarski. Już, już miałam go poprosić o dowód
              osobisty :o)

              pieskuba
            • pieskuba Re: nie demonizujcie 09.02.04, 23:44
              I oczywiście dziękuję za pozdrowienia i przesyłam swoje!!!

              pieskuba
              • Gość: heike Re: nie demonizujcie IP: *.internetdsl.tpnet.pl 10.02.04, 11:09
                :)) dla pieskuby
    • weatherwax Re: nie bierzcie mezow na porodowki! 09.02.04, 22:48
      Jeśli zależy ci na żonie i rodzinie w ogóle, to może faktycznie zafunduj sobie
      jakąś psychoterapię, na razie sam, tzn. bez żony i bez zwierzania się
      jej "dlaczego". Bo samemu będzie ci trudno z tego wyjśc, skoro minęły już 4
      miesiące i nie przeszlo ci...
      Szkoda rodziny, szkoda ciebie. Może rozsądny terapeuta pomoże. A na pewno
      pomoże ci zacząć rozmowę z żoną na ten temat, bo istotnie, nie waż się
      powiedziec jej czegoś takiego ("Brzzydzę się), bo t o w kobiecie zostaje i ona
      ci tego nie zapomni. Poczuje się podwójnie odtrącona i pokrZywdzona.

      A piersiami sie nie martw. Wrócą do normy jak przestanie karmić. No, prawie do
      normy ;-) , ale coś za coś.

      A swoja drogą, myslałes kiedyś, że wszyschy tak przyszliśmy na świat? Że twoja
      matka też cię kiedyś tak urodziła?
      I co? Lepiej ci czy gorzej?
    • Gość: Ewa Re: nie bierzcie mezow na porodowki! IP: *.chello.pl 09.02.04, 22:49
      Cóż Ci moge powiedzieć-współczuję, ale może z czasem minie. Postaraj się
      wymazać ten obraz z pamięci.
      Ja rodziłam w latach kiedy porody rodzinne w zasadzie sie nie zdarzały. Ale mój
      mąż lekarz zostałby bez problemów wpuszczony przez kolegów na porodówkę.
      Chciałam abysmy rodzili razem, jednak mąż zdecydowanie odmówił. Nie ukrywam, że
      miałam troche żalu, jednak przeszło, gdy zobaczyłam jak zajmuje się dzieckiem.
      Po przemysleniu doszłam do wniosku, że miał rację- są sytuacje intymne, w
      których nie powinni nas oglądać nawet najblższe osoby. Dla niektórych jest to
      poród. Mój mąż, który z krwią i specyficznym zapachem ma do czynienia na co
      dzień nie czuł się na siłach oglądać mnie rodzącej. A wszystkim, którzy mówią,
      że wspólny poród stwarza nadzwyczajne więzi z dzieckiem - odpowiem - bzdura.
      Trudno sobie wyobrazic lepszy kontakt ojca z synem niż moich panów. Tylko
      zaczął on się chwile później, gdy dano mężowi na ręce czystego noworodka.
      • moniorek1 Re: nie bierzcie mezow na porodowki! 09.02.04, 23:25
        Widzialam porod w telewizji. Jak zobaczylam co wychodzi kobiecie z pomiedzy
        nog to zrobilo mi sie slabo i obiecalam sobie ,ze jak bede miala meza to nie
        chcialabym zeby on widzial cos takiego i zeby nie skonczylo sie to tak jak w
        twoim przypadku. Tak swoja droga to jestem ciekawa ile facetow ma podobne
        odczucia do ciebie mysle ,ze nie jestes sam w tej sytuacji tylko inni boja sie
        o tym powiedziec glosno.
        • triss_merigold6 Boją się mówic głośno 09.02.04, 23:29
          bo zostaną zakrzyczeni jako popaprani egoiści.
          Naprawdę nie mam nic przeciwko porodom rodzinnym. Jeśli OBIE strony chcą i są
          na to przygotowane.
          • miriammiriam Re: Boją się mówic głośno 09.02.04, 23:44
            triss_merigold6 napisała:

            > bo zostaną zakrzyczeni jako popaprani egoiści.
            > Naprawdę nie mam nic przeciwko porodom rodzinnym. Jeśli OBIE strony chcą i są
            > na to przygotowane.

            myśle, ze powoli przeginasz Merigold, skłaniasz sie w strone usprawiedliwienia
            panów, którzy odmawiają swoim partenrkom wsparcia w tej ważnej dla nich chwili.
            wyobraź sobie, że dla niektórych kobiet to bardzo ważne mieć przy sobie kogoś
            bliskiego w trudnych momentach. w ogóle co to znaczy "przygotowane"? jak na 2
            dni przed porodem pan stwierdzi, że jest nieprzygotowany to ma zrezygnować, czy
            jak?
            każdy niech robi, jak uważa z tym że swoją chęć/niechęć uczestnictwa w
            przyjściu na świat potomka wypadałoby zadeklarować jeszcze przed jego
            spłodzeniem. żeby było jasne: nie mam intencji opowiadania się po żadnej
            stronie, rzecz w tym aby grać fair.
            • triss_merigold6 Re: Boją się mówic głośno 09.02.04, 23:52
              Chyba powinno się rozmawiać wczesniej. Nie wiem jak jest u innych ale ja o tym
              rozmawiałam i zgodność poglądów oboje prezentujemy. Jestem za grą fair.

              Czy mężczyzna jest jedyną bliską osobą, która może dać wsparcie kobiecie przy
              porodzie? Abstrahując od sytuacji: oni w obcym kraju, samotni bez rodziny i
              przyjaciół. Rozumiem, że dla wielu kobiet to ważne. Ale nie jestem przekonana
              czy stawianie pana w sytuacji "Musisz, masz obowiązek" itd jest najlepszym
              wyjściem.
              Są mężczyxni, którzy nie wyobrażają sobie opuszczenia chwil porodu, jest to dla
              nich szalenie ważne przeżycie i pogłębia więź. Ale są tez inni i wcale nie
              znaczy, że są z gruntu podli czy egoistyczni.
              Przygotowanie: szkoła rodzenia, rozmowy z położną/nikiem, obejrzenie zdjęć czy
              filmu, to daje jakieś wyobrażenie. Zresztą w tej sytuacji (opisywanej) lekarka
              postąpiła dość bezmyslnie, facet był obecny ale niekoniecznie musiał oglądać
              krocze i wychodzącą główkę.
              • miriammiriam Re: Boją się mówic głośno 10.02.04, 00:24
                abstrahując od wystkiego - mam 1 pytanie: byłaś kiedyś śmiertelnie przerażona?

                moje własne doświadczenie -zero porodów, teoretyzując jakbym już miała rodzić
                zapłaciłabym za cesarskie cięcie ze względów praktycznych:
                1. można za jednym zamachem załatwić podwiązanie jajowodów
                2. żeby nie stracić elastyczności...

                widziałam niejedną oczekującą dziecka kobiete tak przerażoną, że trzeba
                naprawde nie mieć serca aby odmówić jej tego, co jej zdaniem zmniejszy ten
                strach, jeśli jest to w ludzkiej mocy. nie chodzi tutaj tylko o ból (wiedza o
                zzo jest u nas ciągle żadna) ale o całokształt rewolucji w ograniźmie,która
                wtedy zachodzi. jest nawet taka jednostka chorobowa - tokofobia, w polsce
                praktycznie nikt nic nie wie na ten temat. nie, nie trzeba być wariatka aby
                takiego czegoś doświadczać, nie trzeba też być wariatka by mieć depresje
                poporodową. ani jednego, ani drugiego Ci nie życze.
                • triss_merigold6 Re: Boją się mówic głośno 10.02.04, 00:29
                  Byłam przerażona przed operacją. Też bym zdecydowała się na cesarkę lub
                  znieczulenie z podobnych Tobie powodów.
                  Depresja to inna bajka. Wiesz co, teraz wszystko ludzi kultury zachodniej
                  przeraża: ciąża, poród, otoczenie (fobia społeczna), śmierć, rozwydrzonego
                  dzieciaka nazywa się dzieckiem z syndromem ADHD. To wszystko z nudów Wysoki
                  Sądzie.
                  • miriammiriam Re: Boją się mówic głośno 10.02.04, 00:53
                    straszni ci ludzie współcześni, kiedyś kończyny żywcem amputowano i było fajnie
                    ludziska sie przynajmniej nie nudzili

                    IMHO mało wiesz o ludzkich emocjach, nie mierz innych swoją miarą zwłaszcza w
                    tej materii
            • hanna26 Re: Boją się mówic głośno 10.02.04, 00:18
              Nie obraź się, ale wydaje mi się, że jesteś człowiekiem mało dojrzałym.
              Współczuję twojej żonie, nie daj Boże, żeby przy tobie zachorowała, chybabyś
              zwiał, gdybys musiał się nią poważnie zaopiekować.
              Jeśli chodzi o własne doświadczenie - nie wyobrażam sobie jak przeżyłabym
              ten okropny ból, gdyby nie mój mąż. On nie tylko towarzyszył mi przez całe
              dwanaście godzin porodu, masując bolący krzyż, przytulając, rozśmieszając
              kawałami, dodając otuchy. Otóż przez cały następny miesiąc po porodzie dwa razy
              dziennie przemywał mi ropiejące krocze, które nie chciało się zagoić (źle
              zaszyta rana poporodowa, do tego wdała się infekcja). Ja leżałam wtedy na łóżku
              jak kłoda i nie byłam w stanie nawet lekko się poruszyć się bez bólu. Ma
              szczęście twoja żona, że nie była na moim miejscu, bo chyba byś musiał na ten
              czas wynająć pielęgniarkę, a sam przenieść się do hotelu.
              Małżeństwo to nie tylko pachnąca pianka, czas chyba, żebyś zakosztował
              prawdziwego życia.
              • triss_merigold6 Re: Boją się mówic głośno 10.02.04, 00:25
                Jestem kobietą. Ciąża i poród to nie choroba. Jakoś kobiety przez tysiace lat w
                wielu kulturach rodziły w towarzystwie kobiet (w naszej - lekarza i połoznej) i
                obywały się bez męża przez kilkanaście godzin. Przeszła to moja matka, babki,
                kuzynki. Bez histerii w drugą stronę poproszę.
              • Gość: Ewa Re: Boją się mówic głośno IP: *.chello.pl 10.02.04, 08:15
                To nie tak. Mój mąż , który jest lekarzem-chirurgiem po prostu nie czuł sie na
                siłach towarzyszyć mi w czasie porodu. Widział wiele porodów wcześniej i nie
                chciał.
                Miałam zapewniona opiekę ( ja za darmo, ale każdy może to zrobić za pieniądze).
                Mąż czekał niedaleko. Zobaczył mnie czystą, uczesana, dziecko wykapane zbadane.
                Od tego dnia minęło prawie 14 lat. Przeżywaliśmy różne chwile- także choroby- i
                nikt od nikogo sie nie odwrócił.
                Mąż ma znakomity kontakt z synem - sądzę, że w wielu sprawach rozumie go lepiej
                niż tatusiowie, którzy odcięli pepowiny.
                Naprawdę, nikogo do niczego nie wolno zmuszać!
                Po przeczytaniu tego watku zapytałam męża czy gdybym sie uparła byłby przy
                porodzie. Odpowiedział, że tak, tylko po co. Sam, jako zabiegowiec uważa, że
                obecność rodzin w trakcie porodow/operacji jest zbędna. I czas pokaże, że
                odejdzie się od tej mody.
    • Gość: pp Re: nie bierzcie mezow na porodowki! IP: *.chello.pl 09.02.04, 23:00
      współczuję reakcji. rodziłam w obecności mężą. on też widział dokładnie cały
      poród łacznie z badaniami w trakcie. powiedział, że nie był to widok najlepszy
      ale juz po dwóch miesiacach kochaliśmy się i nic nie pamiętał. jedno zostało w
      nim - mój ból i to jak cierpiałam.
      myślę, że każdy wie ile przetrwa, należy odmawiać i przyjmować odmowę.
    • miriammiriam Re: nie bierzcie mezow na porodowki! 09.02.04, 23:12
      właściwie z jakiej racji;
      a) uogólniasz swoje doświadczenie?
      znam małżeństwo, któremu w październiku urodziła sie córka,poród rodzinny też
      na żywca bez zzo i nic się miedzy nimi nie zepsuło, co więcej ten tata jest
      jednym z niewielu, którzy w pełni partycypuja w obowiązkach przy niemowlaku.
      problem, który przedstawiłeś jest TWOIM problemem i możesz o nim mówić
      wyłącznie w pierwszej osobie.
      b) a priori imputujesz "rozhisteryzowanie" swoim adwersarzom, czyżby ten post
      był prowokają i takie właśnie reakcje miał wywołać?

      pytasz co msz zrobić;
      wróć do punktu a) i zacznij mysleś o tym, co zaszło jako o SWOIM doświadczeniu
      i SWOIM problemie, wbij sobie do głowy że nie masz racji twierdząc,że dla
      każdego mezczyzny poród rodzinny jest traumą. na początek do psychologa wybierz
      sie sam, nie zawracaj żonie d*** swoimi problemami, powiesz jej jak już
      dojdziesz ze sobą troche do ładu i bedziesz wiedział co i jak sformułować. na
      razie lepiej wygadaj sie przed innymi.
      poza tym zawsze możesz się rozwieść i bedzie po problemie, tylko pamietaj żeby
      nie miec wiecej dzieci. w waszym małżeństwie musiało coś nie grać skoro nie
      doszliście do porozumienia w tak ważnej kwestii.

      • Gość: robertk. Re: nie bierzcie mezow na porodowki! IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 09.02.04, 23:32
        Z jakiej racji uogolniam? Z takiej, ze to MOJ PROBLEM, a wlasne problemy sa
        zawsze najwazniejsze. Pogadac moge ze szwagrem i to zrobilem - on nie mial
        takiej traumy jak ja, ale tez mowil, ze nie wspomina tego milo. Pociesza, ze to
        minie. W moim malzenstwie jest raczej OK - meczy mnie to, ze od zony dzieli
        mnie od ponad roku 150 km i widze ja tylko w weekendy. Nie chodzilem do szkoly
        rodzenia, bo zapieprzam tu 10-11 godzin na dobe, zeby wyremontowac mieszkanie
        dla zony i dziecka i jak dobrze pojdzie to za 2-3 miesiace beda mogli sie
        sprowadzic. Moze zabraklo tej wiezi i bliskosci, jaka powinna byc miedzy
        malzenstwem w czasie ciazy. Ale czasy sa jakie sa i jestem gotow calowac tylek
        szefowi, ze mam dobrze platna i w miare pewna prace. Moze to nam zaszkodzilo.
        Bo wczesniej nie mialem takich jazd jak byla chora, nie brzydzilo mnnie
        kochaine sie z nia nawet jak miala okres. Ja po prostu nie rozumiem, dlaczego
        zmuszono mnie do tego. Nie chcialem i nie musialem tam byc. O jedno mam do niej
        zal: ze placzem i szantazem zostalem do tego zmuszony. Przed tym przestrzegam:
        przed zmuszaniem do rodzinnego porodu. Nie kazdy - a ja jestem najlepszym
        przykladem - jest w stanie zniesc to bez szwanku
        • weatherwax Re: nie bierzcie mezow na porodowki! 09.02.04, 23:41
          Słuchaj, skoro nie jesteś z nią na co dzień to wygospodaruj z godzinkę raz w
          tygodniu na sesje u psychoanalityka i - bez zwierzania się żonie P_ postaraj
          się jakos, przy pomocy specjalisty, przywrócić sobie równowagę.
          Bo jednak twierdzę, że sam sobie z tym nie poradzisz, skoro nie poradziłeś
          sobie przez 4 miesiące. A szkoda twojej rodziny i ciebie też.

          Ale nie napisałeś, co czujesz, jak myślisz o tym, że twoja matka też cię
          kiedyś urodziła w podobny sposób. No?
        • pieskuba Re: nie bierzcie mezow na porodowki! 09.02.04, 23:49
          Gość portalu: robertk. napisał(a):


          . Ja po prostu nie rozumiem, dlaczego
          > zmuszono mnie do tego. Nie chcialem i nie musialem tam byc. O jedno mam do
          niej zal: ze placzem i szantazem zostalem do tego zmuszony.

          Hej, nie miej żalu. Pomyśl, że tylko z Tobą czuła się bezpiecznie, że jesteś
          dla niej opoką i oparciem. Pomyśl o tym, że czekało ją nieznane, bała się.
          Wiedziała, że będzie bardzo bolało. Pomyśl - płakała, tak bardzo chciała być z
          Tobą. Jesteś dla niej najważniejszy. Kocha Cię i wierzy Ci - że ją ochronisz,
          że jej pomożesz, gdy będzie bezradna, bezbronna, przestraszona i gdy będzie
          czuła ból.

          pieskuba
        • miriammiriam Re: nie bierzcie mezow na porodowki! 10.02.04, 00:08
          Gość portalu: robertk. napisał(a):

          > Z jakiej racji uogolniam? Z takiej, ze to MOJ PROBLEM, a wlasne problemy sa
          > zawsze najwazniejsze.
          najważniejsze dla ciebie, ale nie dla reszty świata
          >Pogadac moge ze szwagrem i to zrobilem - on nie mial
          > takiej traumy jak ja, ale tez mowil, ze nie wspomina tego milo. Pociesza, ze
          to
          >
          > minie.
          miło????? myślisz, że twoja żona wspomina poród MIŁO.
          czasem robi się coś dla kogoś, nawet jeśli to jest niemiłe.
          >W moim malzenstwie jest raczej OK - meczy mnie to, ze od zony dzieli
          > mnie od ponad roku 150 km i widze ja tylko w weekendy. Nie chodzilem do
          szkoly
          > rodzenia,
          to by wyjaśniało co nieco
          >bo zapieprzam tu 10-11 godzin na dobe, zeby wyremontowac mieszkanie
          > dla zony i dziecka i jak dobrze pojdzie to za 2-3 miesiace beda mogli sie
          > sprowadzic. Moze zabraklo tej wiezi i bliskosci, jaka powinna byc miedzy
          > malzenstwem w czasie ciazy.
          najwyraźniej
          >Ale czasy sa jakie sa i jestem gotow calowac tylek
          > szefowi, ze mam dobrze platna i w miare pewna prace. Moze to nam zaszkodzilo.
          > Bo wczesniej nie mialem takich jazd jak byla chora, nie brzydzilo mnnie
          > kochaine sie z nia nawet jak miala okres.
          ---------------------------
          >Ja po prostu nie rozumiem, dlaczego
          > zmuszono mnie do tego. Nie chcialem i nie musialem tam byc. O jedno mam do
          niej
          >
          > zal: ze placzem i szantazem zostalem do tego zmuszony. Przed tym
          przestrzegam:
          > przed zmuszaniem do rodzinnego porodu.
          --------------------
          • triss_merigold6 Re: nie bierzcie mezow na porodowki! 10.02.04, 00:20
            Teraz Ty jesteś niesprawiedliwa, przeciez facet napisał, że chce się wygadać,
            że może to pierwszy krok do pójścia do psychologa, ze bardzo chce zmienić swoje
            odczucia.
            Nigdzie nie brzdąknął "brzydzi mnie żona to chyba poszukam sobie innej".

            Minie trochę czasu i spojrzy na to inaczej, ochłonie. Myślę, że rozmowa z
            sensownym psychologiem naprawdę mogłaby mu pomóc. Wyrabianie poczucia winy za
            to, że poród go nie zachwycił raczej nie pomoże.
            Kobietom wydziela się jakiś hormon, który powoduje, że "zapominają" po porodzie
            o bólu a w każdym razie to wspomnienie jest na tyle słabe, że spokojnie mogą
            zdecydować się na kolejne dziecko.
            Nie przesadzaj z tą desperacją. Kobieta nie rodziła na pustyni, ma matkę,
            teściową, inne kobiety w rodzinie i przy takim oporze męża mogła sobie darować.
            Zmuszanie i w jedną i w drugą stronę chyba dobrych efektów nie przynosi.
            • miriammiriam Re: nie bierzcie mezow na porodowki! 10.02.04, 00:43
              triss_merigold6 napisała:

              życie w ogóle nie jest sprawiedliwe...

              > Nigdzie nie brzdąknął "brzydzi mnie żona to chyba poszukam sobie innej".
              wyjście ma, nie stoi pod ścianą, sam zdecyduje co z tym fantem zrobić, już raz
              go zmuszono

              > Minie trochę czasu i spojrzy na to inaczej, ochłonie. Myślę, że rozmowa z
              > sensownym psychologiem naprawdę mogłaby mu pomóc. Wyrabianie poczucia winy za
              > to, że poród go nie zachwycił raczej nie pomoże.
              między poczuciem winy wobec kogoś a żalem do tej osoby jest jeszcze cała gama
              możliwości, np. wybaczenie sobie nawzajem
              > Kobietom wydziela się jakiś hormon, który powoduje, że "zapominają" po
              porodzie
              naprawde w to wierzysz?
              popytaj matki jedynaków....
              niektórym kobietom znoszenie ciąży i rodzenie dzieci przychodzi stosunkowo
              łatwo i bezstresowo, mam taka kuzynke 3 dzieci,mogłaby robić za zastepcza
              matke, dla wiekszości przeżycie jest mocno stresujące, a dla niektórych wręcz
              potworne i zapewniam,że te ostanie nie zapominają,nawet jesli decyduja sie na
              kolejne dzieci. nie wiem jak było z żoną tego, który założył ten wątek, ale
              pretensje do niej i cały ten żal wypada sobie odpuścić, chyba można wybaczyć
              komuś co zrobił coś w afekcie,nawet sąd bierze to pod uwage ;)


              >
              > o bólu a w każdym razie to wspomnienie jest na tyle słabe, że spokojnie mogą
              > zdecydować się na kolejne dziecko.
              > Nie przesadzaj z tą desperacją. Kobieta nie rodziła na pustyni, ma matkę,
              > teściową, inne kobiety w rodzinie i przy takim oporze męża mogła sobie
              darować.
              >
              > Zmuszanie i w jedną i w drugą stronę chyba dobrych efektów nie przynosi.
      • Gość: JoP Re: nie bierzcie mezow na porodowki! IP: 213.17.128.* 10.02.04, 08:58
        A możesz wskazać paluszkiem, gdzie inicjator wątku uogólnia? Pisze tylko o
        swoich doświadczeniach. To raczej Ty wydajesz się sugerować, że skoro u Twoich
        znajomych było świetnie, to u wszystkich tak będzie.
    • oka5 Re: nie bierzcie mezow na porodowki! 09.02.04, 23:26
      Jestem zbudowana tym wątkiem. Aż trudno uwierzyć, ale jak dotąd nikt na Ciebie
      nie naskoczył. Może przeczytanie Twojego postu pomoże komuś podjąć właściwą i
      przemyślaną decyzję co do udziału w porodzie. Przykro mi, że masz teraz taki
      problem. Nie umiem niczego doradzić. Stało się, nie odwrócisz już tego.
      Pozostaje mieć nadzieję, że czas zaleczy rany. Myślę, że porada u psychologa
      byłaby wskazana.
    • Gość: ala Re: nie bierzcie mezow na porodowki! IP: *.icpnet.pl 09.02.04, 23:40
      to bardzo przykre co opisales. jednak wszystko to swiadczy niestety o tym,ze
      jestes niedojrzaly. raz, dlatego,ze sie dales namowic skoro wiedziales, ze to
      nie dla ciebie, dwa, ze zajrzales, by zobaczyc glowke, trzy, ze tak to
      przezywasz, cos jest z toba nie tak.
      no jescze moge zrozumiec te niechec do seksu, ale do zony? do karmienia? a juz
      calkowicie nie pojmuje niecheci do synka!! to sie kwalifikuje faktycznie na
      jakas terapie u specjalisty.
      i blagam, nie zwierzaj sie z tego zonie. musisz sie sam z tym uporac.
      wspolczuje szczerze i trzymam kciuki.
      • Gość: robertk. Re: nie bierzcie mezow na porodowki! IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 09.02.04, 23:51
        Nie uwazam sie za niedojrzalego. Nie mam zamiaru zostawiac ani jej, ani jego.
        Pracuje jak osiol, zeby niczego im nie zabraklo. Kupuje jej ciuchy i kosmetyki,
        zeby poprawic jej humor. Ona tez jest zmeczona, myslicei, ze tego niem wiem?
        Wiem, az za dobrze. DZwonie do niej dwa razy dziennie. Tylko za bardzo siedzi
        we mnie to co zobaczylem. Ale CHCE, CHCE, Chce po prostu dojsc ze soba do ladu.
        Jestem na tyle normalny zeby zdawac sobie sprawe ze to co sie ze mna dzieje nie
        jest ani dobre, ani normalne. Teraz sie miotam, ale nie chce, zeby to trwalo.
        Chcialem tylko, zeby scie zrozumieli, ze moze nie warto slepo ulegac tej modzie
        na rodzinne porody, bo moze sie skonczyc jak w moim przypadku. Powiem raz
        jeszcze: ja wiem, ze to co przezywam nie jest normalne. Po prostu musze sie
        wygadac. Musza mi puscic tamy. Moze to jest wreszcie pierwszy krok do pojscia
        do psychologa?
        • pieskuba Re: nie bierzcie mezow na porodowki! 09.02.04, 23:52
          to niekoniecznie jest moda. zerknij na to, co napisałam ciut wyżej.

          pies
        • Gość: ela Re: nie bierzcie mezow na porodowki! IP: *.internetdsl.tpnet.pl 10.02.04, 00:35
          Robercie zrób z tym porządek szybko jedna wizyta u psychologa pewnie sprawy
          nie załatwi to potrwa przecież masz zamiar być z żoną .Tylko jej nie mów jak
          bardzo cię brzydzi to wspomnienie . Ona na pewno przeżyla ten poród równie
          silno jak Ty ,każda kobieta pamięta swój poród gdyby usłyszała takie słowa od
          ciebie pamiętałaby je równie dobrze jak ów poród a istnieje jeszcze ryzyko ,że
          odczułoby to dziecko. Nie rozumie tylko dlaczego nie wyszedłeś z tej sali
          przecież by Cię nie zmuszali gdybyś powiedział , że masz dość no mogło Ci sie
          zrobić słabo . Mój mąż był przy narodzinach drugiego syna i był
          zachwycony ,był przy mojej głowie a jak lekarka powiedziała , że jest główka
          a on chciał kuknąć to o ściany rozbił się głoś "gdzie" Inna rzecz , że poród
          trwał godzine i nawet makijaż nie zdążył zmieszać się z potem ., a po 15 min
          położna każała wziąć prysznic i było pachnąco .Trzymaj sie i puść w niepamięć
          te wspomnienia.
    • mobypussy Re: nie bierzcie mezow na porodowki! 10.02.04, 00:31
      rany julek, dzieeeeeki

      bylam pewna ze bede rodzic z mezem, ale tak.... to nigdy w zyciu
      nie chcialabym potem kojarzyc sie wlasnie w ten sposob:
      > widze jedynie glowe wystajaca spomiedzy jej ud
    • lola211 Re: nie bierzcie mezow na porodowki! 10.02.04, 00:46
      Cóz, twoja zona popełniła blad, kobieta powinna na tyle znac swojego meza, by
      wiedziec czy jest on w stanie przejsc bez szwanku tak "traumatyczne" zdarzenie
      jak poród własnego dziecka.
      Ja swojego siła nie ciagnełam, troche przy mnie byl, ale tak mnie irytował, ze
      wyrzucilam go za drzwi, sam jednak przyleciał przed samym momentem
      narodzin.Nigdzie mi nie zagladał, wiec pamieta raczej wyglad i zachowanie
      dziecka, a nie to co miałam miedzy nogami.Dzisiaj opowiada córce, ze widzial
      ją od razu po urodzeniu, dumny bardzo.
      Dla mnie facet przy porodzie byc nie musi, ale wazne by był choc za drzwiami
      porodówki, wazna jest swiadomosc, ze nie jest sie samemu,ma sie wtedy poczucie
      bezpieczenstwa.
      Ty w ogóle bardzo źle odbierasz macierzynstwo, to ze poród cie zniesmaczył
      moge zrozumiec, ale twoje podejscie do kwestii dziecka i jego karmienia sa
      zastanawiajace.Wszystko zwalasz na karb porodu, ale moze i bez tego miałbys
      tak negatywne odczucia widzac zone karmiaca malenstwo.Ty chyba za wczesnie
      zostales ojcem.
    • luiza-w-ogrodzie Kobiece plemienne przezycie 10.02.04, 00:50
      Robert, dobrze radzono Tobie, zebys sprobowal sam pogadac z psychologiem,
      jezeli mimo dobrych checi i rozmawiania o swoich przezyciach z innymi panami
      nie potrafisz rozwiazac problemu niecheci.

      Podejscie samych mezczyzn do uczestniczenia w porodach jest bardzo rozne, ale
      glowne zasady to NIE ZMUSZAC DO UCZESTNICTWA i NIE DAC MU ZAGLADAC PONIZEJ
      PASA.

      Z mojego doswiadczenia wynika ze ojcowie bardzo roznie sie zachowuja.
      Urodzilam dwojke dzieci (jedno w obecnosci meza), bralam tez udzial w porodach
      dwoch przyjaciolek (jako "osoba wspomagajaca"). Widzialam meza z kamera wideo
      niemal wetknieta w zonina anatomie jak i meza, ktory nie wytrzymal jekow zony
      i sciskania mu reki, wyszedl i siedzial na korytarzu palac papierosy jednego
      po drugim, wrocil gdy polozna powiedziala mu ze zona go o to prosi (juz po
      urodzeniu dziecka).

      Druga strona medalu to uczucia samej rodzacej. Nawet najukochanszy maz moze
      irytowac swoja obecnoscia, albo kobieta moze czuc sie skrepowana ze krzyczy,
      miota sie i klnie. Czasem mimo planowania wspolnego porodu nic nie wychodzi
      jakby sie chcialo. Zaakceptujmy to.

      Najmilej wspominam wspomaganie mojej serdecznej przyjaciolki. Oprocz rodzacej
      obecne byly dwie kobiety i maz. W czasie 12-godzinnego porodu opowiadalysmy
      dowcipy, pocieszalysmy, masowalysmy i parlysmy. Maz poszedl na korytarz i tam
      cierpial, a my smialysmy sie do utraty tchu. Bylo to niewatpliwie bardzo
      kobiece plemienne przezycie ;oD

      Pozdrawiam
      Luiza-w-Ogrodzie

      ><((((º>`·.¸¸.·´¯`·...¸><((((º>¸.
      .·´¯`·.. ><((((º>`·.¸¸.·´¯`·.¸.·´¯`·...¸><((((º>
      • Gość: .................. Re: Kobiece plemienne przezycie IP: *.dialup.sprint-canada.net 10.02.04, 04:16
        Widocznie sa rozni mezczyzni z rozna wrazliwoscia. Ja przy pierwszym
        porodzie zonie nie uczestniczylem. Poprostu wtedy uwazalem ze ta
        sprawa nalezy do lekarza i poloznych. Przy porodzie drugiego syna
        zona chciala zebym byl u jej boku. Spelnilem jej zyczenie i wcale
        nie zaluje ze bylem. Jest to jednak w pewnym stopniu
        niepowtarzalne przezycie. Pamietam, ze siedzac w szpitalu, juz na
        drugi dzien po porodzie, chodzily mi rozne mysli po glowie. Myslalem
        np. ze smutkiem o ludziach z rynsztoku, narkomanach, tych co
        wiezienia wypelniaja itp. Przeciez ich tez narodzily matki, w
        bolach i nadziei ze ten ich plod owoc przyniesie. Niestety jak wiemy
        nie kazdej kobiety cierpienie przy porodzie jest wynagrodzone. Byc
        moze ta moja obecnosc przy tym porodzie miala jakis wplyw na mnie.
        Staram sie zyc tak, by swojej matki w zyciu nie zawiesc. Gdy
        chodzi o sprawe wstretu do zony itp. o czym autor tego watku
        wspomina -ja go nie mam. Powiedzialbym raczej - nabralem po tym
        porodzie wiekszego szacunku do niej. Widzialem tez jej twarz.
        Widzialem, jak mocno chciala widziec moja reakcje. Chciala pewnie
        wiedziec (tak wnioskuje z jej obserwacji mnie) czy i jak mocno
        ciesze sie nowym zyciem, ktore ona na swiat wydala. Urodzila dziecko
        nie tylko dla siebie, ale tez i dla mnie. Dlaczego wiec mialbym
        uchylac sie od nietowarzystwa jej przy porodzie, kiedy owoc jest
        wspolny?
    • kini Re: nie bierzcie mezow na porodowki! 10.02.04, 08:38
      Współczuję ci... Uważam, że lekarz, który zaproponował ci spojrzenie w krocze
      żony, to skończony debil.
      Ale dlaczego nie wyszedłeś w trakcie porodu z sali, skoro już wiedziałeś, że to
      ponad twoje siły?
      • Gość: kobieta dojrzala Re: nie bierzcie mezow na porodowki! IP: *.akl.callplus.net.nz 10.02.04, 09:22
        Uwazam Robert ze bardzo dobrze zrobiles opisujac to co ci sie przydazylo i mam
        nadzieje ze przeczyta to wiele osob dla przestrogi. Nie jestes pierwszym i
        zapewne nie ostatnim facetem ktory w ten wlasnie sposob zareagowal i nikt nie
        moze miec do Ciebie pretensji bo to jest silniejsze od ciebie, no przynajmniej
        w tej chwili.
        Goraco polecam dobrego psychologa i mam nadzieje ze Ci pomoze bo szkoda by
        bylo Waszej rodziny.

        Swoja droga wiele kobiet upiera sie aby mezowie towarzyszyli im podczas porodu
        zeby mogly pozniej opowiadac jakie to maja kochajacego meza i jak to On je
        wspieral podczas porodu.

        Wszystko jest fajnie jezeli maz tez ma na to ochote i dokladnie zdaje sobie
        sobie sprawe czego moze moze sie spodziewac.
        Porod i kobiety i mezczyzni co zreszta widac i na tym watku, odbieraja bardzo
        roznie, niektorzy uwazaja ze jest to najwszpanialsze przezycie, inni ze jest
        to czynnosc biologiczna (jak ja np)
        Dlatego nikomu nie radze ani rezygnowanie z cesarskiego ciecia np ani z
        naturalnego porodu, wszystko zalezy od tego co komu pasuje i kazdy powinnien
        miec tu na tyle zdrowego rozsadku zeby kierowac sie swoimi odczuciami i
        przekonaniami a nie dawac sie namowic do czegos czego tak naprawde nie chce,
        tylko dlatego ze otocznie uwaza ze tak powinno byc.
        Twoja histria powinna byc przestroga i dla mezow i dla zon, nic na sile,
        szanujmy wzajemnie swoje odczucia

        Z drugiej strony mamy innego meza ktoremu uczestnictwo przy porodzie zony dalo
        wiele satysfakcji, i jest sporo wiecej takich mezow. Jezeli obydwoje maja chec
        rodzic "razem" to wspaniale, ale jezeli ktores z malzonkow nie ma na to ochoty
        to lepiej nikogo do niczego nie zmuszac.
        Nikt nie traci na tym ze meza przy porodzie nie ma, jezeli ma ochote byc ok,
        ale jezeli nie ma takiej ochoty nie zmuszajcie go mile panie.

        Proponuje szczera rozmowe z kims zaufanym, na poczatek nawet nie musi to byc
        psycholog, ale ktos komu absolutnie wszystko moglbys powiedziec, wyrzucic z
        siebie to co cie gnebi. Jestem pewna ze z czasem pozytywne odczucia do zony i
        syna wezma gore, czego ci szczerze zycze. W razie gdybyscie kiedys mieli
        drugie dziecko nie daj sie zaszantazowac ponownie.


        pozdrawiam cieplutko
        • pajdeczka Re: nie bierzcie mezow na porodowki! 10.02.04, 09:29
          A dlaczego kobiety chronią facetów przed takimi doznaniami , jak poród?!
          Czy ich udział w procesie tworzenia rodziny ma polegac li tylko na
          zapłodnieniu, a potem spacerowaniu po mieście z wózeczkiem?! Kobieto podobno
          dojrzała, czasy się zmieniły i rola mężczyzn w związku się zmienia.
          Może raczej dociekajmy, co spowodowało, albo kto, że jest takim wydelikaconym
          typem?

          Gość portalu: kobieta dojrzala napisał(a):

          > Uwazam Robert ze bardzo dobrze zrobiles opisujac to co ci sie przydazylo i
          mam
          > nadzieje ze przeczyta to wiele osob dla przestrogi. Nie jestes pierwszym i
          > zapewne nie ostatnim facetem ktory w ten wlasnie sposob zareagowal i nikt nie
          > moze miec do Ciebie pretensji bo to jest silniejsze od ciebie, no
          przynajmniej
          > w tej chwili.
          > Goraco polecam dobrego psychologa i mam nadzieje ze Ci pomoze bo szkoda by
          > bylo Waszej rodziny.
          >
          > Swoja droga wiele kobiet upiera sie aby mezowie towarzyszyli im podczas
          porodu
          > zeby mogly pozniej opowiadac jakie to maja kochajacego meza i jak to On je
          > wspieral podczas porodu.
          >
          > Wszystko jest fajnie jezeli maz tez ma na to ochote i dokladnie zdaje sobie
          > sobie sprawe czego moze moze sie spodziewac.
          > Porod i kobiety i mezczyzni co zreszta widac i na tym watku, odbieraja bardzo
          > roznie, niektorzy uwazaja ze jest to najwszpanialsze przezycie, inni ze jest
          > to czynnosc biologiczna (jak ja np)
          > Dlatego nikomu nie radze ani rezygnowanie z cesarskiego ciecia np ani z
          > naturalnego porodu, wszystko zalezy od tego co komu pasuje i kazdy powinnien
          > miec tu na tyle zdrowego rozsadku zeby kierowac sie swoimi odczuciami i
          > przekonaniami a nie dawac sie namowic do czegos czego tak naprawde nie chce,
          > tylko dlatego ze otocznie uwaza ze tak powinno byc.
          > Twoja histria powinna byc przestroga i dla mezow i dla zon, nic na sile,
          > szanujmy wzajemnie swoje odczucia
          >
          > Z drugiej strony mamy innego meza ktoremu uczestnictwo przy porodzie zony
          dalo
          > wiele satysfakcji, i jest sporo wiecej takich mezow. Jezeli obydwoje maja
          chec
          > rodzic "razem" to wspaniale, ale jezeli ktores z malzonkow nie ma na to
          ochoty
          > to lepiej nikogo do niczego nie zmuszac.
          > Nikt nie traci na tym ze meza przy porodzie nie ma, jezeli ma ochote byc ok,
          > ale jezeli nie ma takiej ochoty nie zmuszajcie go mile panie.
          >
          > Proponuje szczera rozmowe z kims zaufanym, na poczatek nawet nie musi to byc
          > psycholog, ale ktos komu absolutnie wszystko moglbys powiedziec, wyrzucic z
          > siebie to co cie gnebi. Jestem pewna ze z czasem pozytywne odczucia do zony i
          > syna wezma gore, czego ci szczerze zycze. W razie gdybyscie kiedys mieli
          > drugie dziecko nie daj sie zaszantazowac ponownie.
          >
          >
          > pozdrawiam cieplutko
          • owca Re: nie bierzcie mezow na porodowki! 10.02.04, 09:38

            weź pod uwagę to , że sama kobieta nie ogląda tego co się dzieje 'na dole'
            mężczyzna jeśli czuje sie na siłach i jeśli jest w stanie pomóc kobiecie w
            trakcie porodu powinien przy niej być
            ale zmuszać go i namawiać do oglądania wychodzącej główki dziecka umazanej
            krwią, odchodami i wydzielinami to hardcor...

            pozdrawiam
            owca

            _,,,٢ة إ ة٦,,,_
            • pajdeczka Re: nie bierzcie mezow na porodowki! 10.02.04, 10:04
              owca napisała:

              >
              > weź pod uwagę to , że sama kobieta nie ogląda tego co się dzieje 'na dole'
              > mężczyzna jeśli czuje sie na siłach i jeśli jest w stanie pomóc kobiecie w
              > trakcie porodu powinien przy niej być
              > ale zmuszać go i namawiać do oglądania wychodzącej główki dziecka umazanej
              > krwią, odchodami i wydzielinami to hardcor...
              >
              Nie przesadzaj. Nikt go nie zmusił, aby usiadl naprzeciwko. Mógl zająć
              wyłącznie pozycję z boku. W ogóle to jakiś dla mnie dziwny ten facet. Wszyscy
              go do wszystkiego zmuszają. Kurde, czy ona ma dwa lewe jaja?!
              • kini Re: nie bierzcie mezow na porodowki! 10.02.04, 10:13
                > Nie przesadzaj. Nikt go nie zmusił, aby usiadl naprzeciwko. Mógl zająć
                > wyłącznie pozycję z boku. W ogóle to jakiś dla mnie dziwny ten facet. Wszyscy
                > go do wszystkiego zmuszają. Kurde, czy ona ma dwa lewe jaja?!

                Chyba nie czytałaś dokładnie postów Roberta.
              • owca Re: nie bierzcie mezow na porodowki! 10.02.04, 10:13

                w takiej sytuacji jak ta, pewne rzeczy istotnie robi się bezwolnie - w końcu
                ufamy fachowcom nie?
                lekarz powinien zadbać o to aby facet z takiego doświadczenia wyszedł nie
                zniesmaczony i obrzydzony, lecz zyskał świadomość czynnego uczestnika tego
                niezwykłego wydarzenia
                i nie jest do tego konieczne zaglądanie w krocze partnerki

                pozdrawiam
                owca

                _,,,٢ة إ ة٦,,,_
    • pajdeczka No tak- ty jej normalnie w świecie nie kochasz. 10.02.04, 09:06
      Tak, rzuca się na Ciebie właśnie rozhisteryzowana 40latka.
      Żyjesz w jakimś abstrakcyjnym, wyidealizowanym świecie, wypachnionym,
      wypięknionym, bez skazy. A przecież świat to także smród, krew, wydzieliny,
      brud itp. Nie wierzę Ci, że śmierdziało, kiedy rodziła Twoja żona (chyba, że
      nie zrobili jej wcześniej lewatywy).
      A czego się spodziewałeś po "cudzie narodzin"? Jakiś fantastycznych uniesień?
      Mogłeś takie mieć , gdybyś nie skupił się na doznaniach wzrokowych i węchowych,
      ale na tym, w jakim trudzie przychodzi na świat każdy człowiek, w tym wypadku
      Twój Syn.
      Myślę, że brakuje Ci uczuć wyższych. Nikt Cię nie zmuszał do rodzenia z żoną,
      siłą Cię tam zaciągnęli, czy jak?!
      Całe szczęście, że nie wcisnęli ci kamery w łapy.
      A co do Twojego wstrętu obecnego. To oczywiste - Ty żony nie kochasz. Kochałeś
      jej ciało przed porodem. Trzeba jej było nie zapładniać.
      Mój mąż uwielbiał moje ciało w ciąży, po porodzie, i uwielbia je teraz, chociaż
      coraz mniej przypomina ideał ze względu na wiek. Jak Ty chcesz przeżyć z tą
      kobietą całe życie?!
      • kini Re: No tak- ty jej normalnie w świecie nie kocha 10.02.04, 09:16
        Nie wszystko, co naturalne, jest estetyczne. To, że kogoś kocham, nie oznacza,
        że muszę mu asystować podczas defekacji, na przykład.
        • pajdeczka Re: No tak- ty jej normalnie w świecie nie kocha 10.02.04, 09:23
          kini napisała:

          > Nie wszystko, co naturalne, jest estetyczne. To, że kogoś kocham, nie
          oznacza,
          > że muszę mu asystować podczas defekacji, na przykład.

          Puknij się w głowę. Jeśli tobie wydalanie kojarzy się z porodem, to z tobą jest
          naprawde źle.
          • kini Re: No tak- ty jej normalnie w świecie nie kocha 10.02.04, 09:25
            Z estetycznego punktu widzenia niewiele się różnią. Zwłaszcza mężczyźnie. Już
            nie wspomnę o tym, że podczas porodu zdarza się właśnie defekacja.
          • Gość: kobieta dojrzala Re: No tak- ty jej normalnie w świecie nie kocha IP: *.akl.callplus.net.nz 10.02.04, 09:28
            Puknij się w głowę. Jeśli tobie wydalanie kojarzy się z porodem, to z tobą
            jest
            >
            > naprawde źle.


            Nie wiem kto powinien sie pukac, porod to przedewszystkim wydalanie nie tylko
            dziecka z organizmu matki ale i calej juz niepotrzebnej reszty

            nie wszyscy musza uwazac ze porod to najpiekniejsza rzecz na swiecie, a
            twierdzenie ze ktos nie kocha swojej zony tylko po opisanym wydarzeniu jest
            zdecydowanie gruba przesada

            • pajdeczka Re: No tak- ty jej normalnie w świecie nie kocha 10.02.04, 09:31
              Gość portalu: kobieta dojrzala napisał(a):

              > nie wszyscy musza uwazac ze porod to najpiekniejsza rzecz na swiecie,

              Z tym się zgadzam.

              > twierdzenie ze ktos nie kocha swojej zony tylko po opisanym wydarzeniu jest
              > zdecydowanie gruba przesada

              A z tym się nie zgadzam.
              >

              • kini Re: No tak- ty jej normalnie w świecie nie kocha 10.02.04, 09:39
                > > twierdzenie ze ktos nie kocha swojej zony tylko po opisanym wydarzeniu jes
                > t
                > > zdecydowanie gruba przesada
                >
                > A z tym się nie zgadzam.
                > >

                Jeśli ty wymagasz tego typu "dowodów miłości", to twój mąż jest od dzisiaj moim
                osobistym bohaterem.
                • pajdeczka Re: No tak- ty jej normalnie w świecie nie kocha 10.02.04, 10:02
                  kini napisała:

                  > Jeśli ty wymagasz tego typu "dowodów miłości", to twój mąż jest od dzisiaj
                  moim> osobistym bohaterem.

                  On nie nazwałby tak siebie. Został wychowany wg zasady "nic , co ludzkie nie
                  jest mi obce". Początkowo mnie to szokowało, ale i ja zmieniłam się na korzyść
                  przy nim, bo wiele spraw było dla mnie tabu. Dla niego nie ma tabu.
                  • kini Re: No tak- ty jej normalnie w świecie nie kocha 10.02.04, 10:15
                    > On nie nazwałby tak siebie. Został wychowany wg zasady "nic , co ludzkie nie
                    > jest mi obce". Początkowo mnie to szokowało, ale i ja zmieniłam się na
                    korzyść
                    > przy nim, bo wiele spraw było dla mnie tabu. Dla niego nie ma tabu.

                    Seks przy dzieciach też uprawiacie? Skoro nie ma żadnego tabu i nic, co
                    ludzkie, nie jest wam obce?
                    • pajdeczka Re: No tak- ty jej normalnie w świecie nie kocha 10.02.04, 10:19
                      kini napisała:

                      >
                      > Seks przy dzieciach też uprawiacie? Skoro nie ma żadnego tabu i nic, co
                      > ludzkie, nie jest wam obce?

                      Chora jesteś.
                      • kini Re: No tak- ty jej normalnie w świecie nie kocha 10.02.04, 10:21
                        > > Seks przy dzieciach też uprawiacie? Skoro nie ma żadnego tabu i nic, co
                        > > ludzkie, nie jest wam obce?
                        >
                        > Chora jesteś.

                        Skoro tak to podsumowałaś, to znaczy, że twoje argumenty się skończyły.
          • Gość: woag Re: No tak- ty jej normalnie w świecie nie kocha IP: *.aster.pl / *.aster.pl 10.02.04, 10:01
            Cóż za ewolucja poglądów! Zaledwie rok temu Tobie też się tak kojarzyło (moim
            zdanie zresztą słusznie). Tylko dlaczego teraz naskakujesz na kogoś, kto myśli
            tak jak Ty jakiś czas temu?:

            "• Do Tipi
            pajdeczka 29.01.2003 12:25 zarchiwizowany


            Gość portalu: tipi napisał(a):

            > ja mysle ze nie wyobrazam sobie zeby go nie bylo! Stwierdzenia moich 2
            > poprzedniczek uwazam za (nie chce urazic...) troche zacofane. Takie z cyklu
            > przy zgaszonym swietle i pod pierzyna, tylko kurcze skad sie te dzieci biora

            Czy Tobie aby nie myślą się dwa różne pojęcia? Poród to czynność czysto
            fizjologiczna, trochę ładniejsza od robienia kupy, natomiast płodzenie dziecka
            to akt miłosny, twórczy, pełen uniesień i pięknych wrażeń. Wrażenia dla
            rodzących natomiast nie są zbyt przyjemne."
            • pajdeczka Do Woag 10.02.04, 10:10
              Przecież cytujesz wypowiedź Tipi nie moją. Dlaczego więc się do mnie zwracasz?

              Gość portalu: woag napisał(a):

              > Cóż za ewolucja poglądów! Zaledwie rok temu Tobie też się tak kojarzyło (moim
              > zdanie zresztą słusznie). Tylko dlaczego teraz naskakujesz na kogoś, kto
              myśli
              > tak jak Ty jakiś czas temu?:
              >
              > "• Do Tipi
              > pajdeczka 29.01.2003 12:25 zarchiwizowany
              >
              >
              > Gość portalu: tipi napisał(a):
              >
              > > ja mysle ze nie wyobrazam sobie zeby go nie bylo! Stwierdzenia moich 2
              > > poprzedniczek uwazam za (nie chce urazic...) troche zacofane. Takie z cykl
              > u
              > > przy zgaszonym swietle i pod pierzyna, tylko kurcze skad sie te dzieci bio
              > ra
              >
              > Czy Tobie aby nie myślą się dwa różne pojęcia? Poród to czynność czysto
              > fizjologiczna, trochę ładniejsza od robienia kupy, natomiast płodzenie
              dziecka
              > to akt miłosny, twórczy, pełen uniesień i pięknych wrażeń. Wrażenia dla
              > rodzących natomiast nie są zbyt przyjemne."
              • Gość: woag Re: Do Woag IP: *.aster.pl / *.aster.pl 10.02.04, 10:41
                Nie Pajdeczko. To o kupie to Twoja wypowiedź. Zobacz sama:
                forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=16&w=4436201&a=4436572
                Przez ten rok bardzo zmieniły Ci się poglądy ;-). Nie mam nic przeciwko temu,
                tylko Kini oberwało się od Ciebie za darmo...
                • kini Re: Do Woag 10.02.04, 10:44
                  Hi, hi... :)))
                • pajdeczka Re: Do Woag 10.02.04, 10:46
                  Gość portalu: woag napisał(a):

                  > Nie Pajdeczko. To o kupie to Twoja wypowiedź. Zobacz sama:
                  >

                  Nie, poglądy mi się nie zmieniły. Dalej twierdzę, że lepiej kiedy ukochanego
                  nie ma przy rodzącej. Zanegowałam jedynie pasywną postawę Roberta, kiedy go
                  namawiano do porodu i późniejszą reakcję w trakcie i po.
                  A z punktu widzenia medycyny poród to faktycznie czynność fizjologiczna. Z
                  moje punktu widzenia to również cud narodzin, ładniejsze od aktu defekacji -
                  fakt.
                  Ale cię przypiliło, że aż cofnęłaś się o rok wstecz i pamiętałaś. Wobec innych
                  też jesteś taka pamiętliwa? A propos pamięci, nie przypominam sobie ciebie z
                  żadnej dyskusji. Może ujawniłabyś swój prawdziwy nick? A może ty jesteś Kini?
                  • kini Re: Do Woag 10.02.04, 10:56
                    Tylko się pogrążasz...
                    Ale jak chcesz, rób to dalej, bo wprawia mnie to w dobry humor :)
                  • Gość: woag Re: Do Woag IP: *.aster.pl / *.aster.pl 10.02.04, 11:02
                    > Ale cię przypiliło, że aż cofnęłaś się o rok wstecz i pamiętałaś.

                    Pamiętałam, bo niezwykle lapidarnie i celnie ujęłaś wówczas "estetykę" porodu.
                    Nie jestem pamiętliwa, ale zdarza mi się zapamiętać sformułowania, które
                    uznaję za trafne. Ja do tej pory tak właśnie myślę, a urodziłam dwoje dzieci i
                    chociaż bardzo je kocham, to sam poród jest dla mnie tylko przykrą fizjologią.
                    Oczywiście nie jestem Kini. Stanęłam w jej obronie, bo moim zdaniem trochę się
                    zagalopowałaś, choć na ogół bardzo lubię Cię czytać.
                    • pajdeczka Re: Do Woag 10.02.04, 11:10
                      Gość portalu: woag napisał(a):

                      > > Ale cię przypiliło, że aż cofnęłaś się o rok wstecz i pamiętałaś.
                      >
                      > Pamiętałam, bo niezwykle lapidarnie i celnie ujęłaś wówczas "estetykę" porodu.
                      > Nie jestem pamiętliwa, ale zdarza mi się zapamiętać sformułowania, które
                      > uznaję za trafne. Ja do tej pory tak właśnie myślę, a urodziłam dwoje dzieci
                      i > chociaż bardzo je kocham, to sam poród jest dla mnie tylko przykrą
                      fizjologią. > Oczywiście nie jestem Kini. Stanęłam w jej obronie, bo moim
                      zdaniem trochę się > zagalopowałaś, choć na ogół bardzo lubię Cię czytać.

                      Jesli tak twierdzisz, to powinnaś zauważyć, że wiele moich wypowiedzi to
                      prowokacje na użytek konkretnego rozmówcy. Kogo jak kogo, ale Kinie lubię
                      prowokować. Jej to sprawia olbrzymią przyjemność, bo może wreszcie sobie z kimś
                      porozmawiać. Na ogól jej dyskusje nie trwają długo (rozmówca zaczyna być po
                      pewnym czasie znużony bądź zniecierpliwiony).
                      Kini jest młoda i ma pstro w głowie.
                      • kini Re: Do Woag 10.02.04, 11:11
                        > Kini jest młoda i ma pstro w głowie.

                        Dziękuję! :) Nareszcie jakieś miłe słowa :)
      • miriammiriam po przeczytaniu przy śniadaniu 10.02.04, 09:59
        wczorajszego nocnego wątku, narzuca sie kilka dość oczywistych spostzreżeń i
        wniosków
        *reakcja założyciela wątku jest taka, a nie inna bo przystąpił do porodu będąc
        z żoną w konflikcie i bez przygotowania,jeśli tu jeszcze zajrzy może przeczyta -

        *na początku napisałeś,że w małżeństwie wszystko było o.k. tylko w ciąży
        zaczęło się psuć - nie wyjaśniłeś co się działo,ale od tego IMHO trzba zacząć
        *dalej piszesz wprost, że pracujesz w innym mieście, rzadko sie widujecie, źle
        wpłynęło to na wasze relacje, osłabiły się więzi
        *zero przygotowania merytorycznego (nie chodziliście do szkoły rodzenia) brak
        możliwości osowjenia się z tym,co ma nastąpić, w efekcie szok, spotęgowany
        niefortunnym zaleceniem lekarza,aby spojrzeć na wychodzącą głowke dziecka
        (chyba nie widziałeś czegoś podobnego wcześniej, nawet na filmie?)
        *udział osoób trzecich w przekonywaniu,czyz nie było tak że środowisko wywarło
        presję, a wy nie wyjaśniliście sobie nawet swoich obaw i oczekiwań?
        *ciągle staje ci przed oczami widok wyżynającej się gówki - to jest tzw. flash
        back, jeden z stymptomów zespołu stresu pourazowego, w dodatku nastąpiła
        generalizacja urazowego bodźca na całą osobę żony, a nawet dziecko i wszystko
        co ma związek z macierzyństwem
        *na ten uraz nakładają się nie rozwiązane konflikty i wzajemne pretensje,które
        pojawiły się jeszcze przed strategicznym wydarzeniem

        wybaczyć żonie możesz siłą własnej woli, ten temat już wałkowano. jeśli jesteś
        pewny, że chcesz ratować ten związek musisz się uporać również z pamiątką po
        stresującym urazie, tylko broń boze nie psychoanalityk - dużo czasu i pieniedzy
        zmarnowanych na nie-wiadomo-co polecam centrum terapii poznawczo -
        behawioralnej Al. Ujazdowskie 26/36 tel. 22-628-68-60; 501-348-250; 692-901-180
        www.ctpbphp.friko.pl/?n=2
        jeśli faktycznie najwżniejszą przyczyną twojego stanu jest trauma z dnia porodu
        powinni ci pomóc szybko i skutecznie, jeśli jest inaczej sensownie ukierunkować

      • kiitek Re: No tak- ty jesteś głupia jak but 10.02.04, 11:14
        pajdeczka napisała:

        > A co do Twojego wstrętu obecnego. To oczywiste - Ty żony nie kochasz.
        Kochałeś
        > jej ciało przed porodem. Trzeba jej było nie zapładniać.
        > Mój mąż uwielbiał moje ciało w ciąży, po porodzie, i uwielbia je teraz,
        chociaż
        >
        > coraz mniej przypomina ideał ze względu na wiek. Jak Ty chcesz przeżyć z tą
        > kobietą całe życie?!

        Ty to masz sieczkę w głowie,naprawdę ....to niebywałe...
      • magic00 Re: No tak- ty jej normalnie w świecie nie kocha 10.02.04, 12:37
        Wiesz, co?? To ty nie masz chyba za grosz "uczuć wyższych"! Twój post ma w
        sobie coś z kopania leżącego: "Ty nie kochasz żony", "Trzeba było jej nie
        zapładniać". Zamiast czytać dokładnie co napisał autor wątku i postarać się go
        zrozumieć, wolisz upajać się własnym szczekaniem. Napisał przecież wraźnie, że
        żona go do tego zmusiła, poprzez szantaż emocjonalny. Jakby nie kochał żony, to
        by się wypiął na nią i poszedł na dupy, a zadanie ma ułatwione bo pracuje w
        innym mieście. A on cierpi, obwinia się o swoje odczucia i stara się z nimi
        uporać. Gdyby był niedojrzały, to by robił uniki, a on stara się stawić temu
        czoła. Nikt nie rodzi się dojrzały, dojrzałości się nabywa poprzez odważne
        zmagania.
        Gratuluję samowiedzy - "rozhisteryzowana 40latka", żeby nie było, że obrażam,
        sama się tak nazwałaś.
      • mickey.mouse Pajdeczka 10.02.04, 17:02
        Całkowicie się z Tobą zgadzam.
    • fitit Re: nie bierzcie mezow na porodowki! 10.02.04, 09:18
      Chłopie, poszukaj sobie nowej baby i nie marudź !
      • pajdeczka Re: nie bierzcie mezow na porodowki! 10.02.04, 09:24
        fitit napisał:

        > Chłopie, poszukaj sobie nowej baby i nie marudź !

        Otóż to! Ciekawa jestem, co zrobi na starość, kiedy żona będzie leżała w łóżku
        i robiła pod siebie?
        • Gość: Triss Merigold Re: nie bierzcie mezow na porodowki! IP: *.acn.waw.pl 10.02.04, 09:51
          On też wtedy będzie stary. Czas dla niego nie stanie w miejscu.
          • pajdeczka Re: nie bierzcie mezow na porodowki! 10.02.04, 10:11
            Gość portalu: Triss Merigold napisał(a):

            > On też wtedy będzie stary. Czas dla niego nie stanie w miejscu.

            No to odwrócę pytanie: kto mu będzie robił koło jajek, jak nie żona?
            • kini Re: nie bierzcie mezow na porodowki! 10.02.04, 10:16
              > No to odwrócę pytanie: kto mu będzie robił koło jajek, jak nie żona?

              Może pielęgniarka?
              • pajdeczka Re: nie bierzcie mezow na porodowki! 10.02.04, 10:18
                kini napisała:

                > > No to odwrócę pytanie: kto mu będzie robił koło jajek, jak nie żona?
                >
                > Może pielęgniarka?

                Jasne! Jakbym słyszała mojego dawno zmarłego ojca, który cały czas nam gadał,
                że ma nas gdzieś na starość po odkłada pieniądze w razie choroby na opłacenie
                opieki. A jak przyszła śmietelna choroba z odkrzsztuszaniem śluzu, z
                niemożnością wypróżnienia to jak myślisz, kto się nim opiekował mimo iż działo
                się to w szpitalu? Ja!
                • kini Re: nie bierzcie mezow na porodowki! 10.02.04, 10:19
                  > Jasne! Jakbym słyszała mojego dawno zmarłego ojca, który cały czas nam gadał,
                  > że ma nas gdzieś na starość po odkłada pieniądze w razie choroby na opłacenie
                  > opieki. A jak przyszła śmietelna choroba z odkrzsztuszaniem śluzu, z
                  > niemożnością wypróżnienia to jak myślisz, kto się nim opiekował mimo iż
                  działo
                  > się to w szpitalu? Ja!

                  No to gratuluję, bo nie każdy byłby w stanie. Ja nie wiem, czy bym mogła.
                  Podejrzewam, że nie.
                  • pajdeczka Re: nie bierzcie mezow na porodowki! 10.02.04, 10:23
                    kini napisała:

                    > > Jasne! Jakbym słyszała mojego dawno zmarłego ojca, który cały czas nam gad
                    > ał,
                    > > że ma nas gdzieś na starość po odkłada pieniądze w razie choroby na opłace
                    > nie
                    > > opieki. A jak przyszła śmietelna choroba z odkrzsztuszaniem śluzu, z
                    > > niemożnością wypróżnienia to jak myślisz, kto się nim opiekował mimo iż
                    > działo
                    > > się to w szpitalu? Ja!
                    >
                    > No to gratuluję, bo nie każdy byłby w stanie. Ja nie wiem, czy bym mogła.
                    > Podejrzewam, że nie.

                    Nie ma czego, zwykły , ludzki odruch. Ale żeby mieć takie odruchy trzeba być
                    człowiekiem, a nie jego substytutem. Mój mąż też pielęgnował mojego ojca. I za
                    to będę mu wdzięczna do końca życia.
                    • kini Re: nie bierzcie mezow na porodowki! 10.02.04, 10:26
                      Nie ma czego, zwykły , ludzki odruch. Ale żeby mieć takie odruchy trzeba być
                      > człowiekiem, a nie jego substytutem.

                      Czyli ty jesteś człowiekiem, a ja substytutem? :) Najlepiej ogłoś wszem i
                      wobec, jaka jesteś bohaterska, może się w końcu dowartościujesz.
                  • charlie_x ..kiedys sama się żdziwisz do czego.. 10.02.04, 10:39
                    kini napisała:

                    >
                    > No to gratuluję, bo nie każdy byłby w stanie. Ja nie wiem, czy bym mogła.
                    > Podejrzewam, że nie.

                    ..jest zdolny człowiek w wyjątkowych
                    okolicznościach.Wtedy nie czujesz ani strachu, ani obrzydzenia czy cokolwiek z
                    tych rzeczy, które dzisiaj wydają się nie do przyjęcia.Mnie przydarzyła się
                    reanimacja / nieudana mimo prawie 30 minutowego wysiłku dwóch osób/własnego
                    teścia na dancingu wśród tłumu innych ludzi i przy obecności mojej żony i jej
                    matki.Smutno się skończyło, ale w oczach żony i teściowej do dziś widzę
                    wieeeelką wdzięcznośc i miłość..pozdr.
                    • kini Re: ..kiedys sama się żdziwisz do czego.. 10.02.04, 10:44
                      > ..jest zdolny człowiek w wyjątkowych
                      > okolicznościach.Wtedy nie czujesz ani strachu, ani obrzydzenia czy cokolwiek
                      z
                      > tych rzeczy, które dzisiaj wydają się nie do przyjęcia.

                      Być może, na razie tego nie wiem.
                      • pajdeczka Re: ..kiedys sama się żdziwisz do czego.. 10.02.04, 10:51
                        kini napisała:

                        > Być może, na razie tego nie wiem.

                        A popisujesz się, jakbyś wszystko już przeszła.
                        • kini Re: ..kiedys sama się żdziwisz do czego.. 10.02.04, 10:58
                          > A popisujesz się, jakbyś wszystko już przeszła.

                          Ależ skąd, tobie w przejściach życiowych na pewno nigdy nie dorównam, nawet nie
                          mam takich ambicji.
                    • pajdeczka Re: ..kiedys sama się żdziwisz do czego.. 10.02.04, 10:50
                      charlie_x napisał:

                      > tedy nie czujesz ani strachu, ani obrzydzenia czy cokolwiek z
                      > tych rzeczy, które dzisiaj wydają się nie do przyjęcia.Mnie przydarzyła się
                      > reanimacja / nieudana mimo prawie 30 minutowego wysiłku dwóch osób/własnego
                      > teścia na dancingu wśród tłumu innych ludzi i przy obecności mojej żony i jej
                      > matki.Smutno się skończyło, ale w oczach żony i teściowej do dziś widzę
                      > wieeeelką wdzięcznośc i miłość..pozdr.

                      Mój mąż reanimował swojego ojca, umarł mu w lesie na jego rękach.
                      Reanimował też naszego ukochanego pieska "usta-usta", ja bym tego nie zrobiła,
                      a on tak. A przecież kochaliśmy go tak samo. Nie przeżył.
                      • charlie_x Re: ..kiedys sama się żdziwisz do czego.. 10.02.04, 10:55
                        pajdeczka napisała:

                        > charlie_x napisał:
                        >
                        >
                        > Mój mąż reanimował swojego ojca, umarł mu w lesie na jego rękach.
                        > Reanimował też naszego ukochanego pieska "usta-usta", ja bym tego nie
                        zrobiła,
                        > a on tak. A przecież kochaliśmy go tak samo. Nie przeżył.

                        ...kropka w kropkę tak samo.Tyle,że miałem dookoła 200 -wą
                        widownię..
            • Gość: Triss Merigold Oboje IP: *.acn.waw.pl 10.02.04, 10:17
              będą sobie robić wokół starego ciała jeśli ich związek przetrwa i jeśli dożyją.
              Wydaje mi się, że przy wspólnym starzeniu się (i miłości wzajemnej) łatwiej
              zaakceptować zmiany związane z fizjologią: słabość ciała, chorobę,
              nieestetyczność.
              • pajdeczka Re: Oboje 10.02.04, 10:21
                Gość portalu: Triss Merigold napisał(a):

                > będą sobie robić wokół starego ciała jeśli ich związek przetrwa i jeśli
                dożyją.
                >
                > Wydaje mi się, że przy wspólnym starzeniu się (i miłości wzajemnej) łatwiej
                > zaakceptować zmiany związane z fizjologią: słabość ciała, chorobę,
                > nieestetyczność.

                Nieprawda. Niedawno zwierzyła mi się znajoma, że nie kocha już swojego jeszcze
                nie starego męża (on 45, ona 38), bo się go brzydzi. Jego choroby skórnej,
                sztucznych zębów itp. A starość jest znacznie później. Gdyby go kochała, nie
                brzydziłaby się.
                • kini Re: Oboje 10.02.04, 10:22
                  > Gdyby go kochała, nie
                  > brzydziłaby się.

                  Nieprawda. To nie jest takie oczywiste.
                  • pajdeczka Re: Oboje 10.02.04, 10:24
                    kini napisała:

                    > > Gdyby go kochała, nie
                    > > brzydziłaby się.
                    >
                    > Nieprawda. To nie jest takie oczywiste.

                    Jasne. A kochałas kogoś naprawdę? I to nie przez miesiąc, rok, ale np. przez 15
                    lat?
                    • kini Re: Oboje 10.02.04, 10:27
                      > Jasne. A kochałas kogoś naprawdę? I to nie przez miesiąc, rok, ale np. przez
                      15
                      >
                      > lat?

                      Oczywiście.
                      • pajdeczka Re: Oboje 10.02.04, 10:30
                        kini napisała:

                        >
                        > Oczywiście.

                        czyli 1 miesiąc, albo jeden rok?
                        • kini Re: Oboje 10.02.04, 10:31
                          > czyli 1 miesiąc, albo jeden rok?

                          Nie wysilaj się, znacznie dłużej.
                    • owca Re: Oboje 10.02.04, 10:34
                      pajdeczka napisała:

                      > kini napisała:
                      >
                      > > > Gdyby go kochała, nie
                      > > > brzydziłaby się.
                      > >
                      > > Nieprawda. To nie jest takie oczywiste.
                      >
                      > Jasne. A kochałas kogoś naprawdę? I to nie przez miesiąc, rok, ale np. przez 15
                      >
                      > lat?


                      kocham swojego męża od lat 10 co wcale nie oznacza, że z lubością podcierałabym
                      mu dupsko, czy myła sztuczną szczękę
                      miłość miłością a obrzydzenie dla rzeczy nieestetycznych to zupełnie inna rzecz

                      pozdrawiam
                      owca

                      _,,,٢ة إ ة٦,,,_
                      • pajdeczka Re: Oboje 10.02.04, 10:36
                        owca napisała:

                        > ocham swojego męża od lat 10 co wcale nie oznacza, że z lubością podcierałabym
                        > mu dupsko, czy myła sztuczną szczękę
                        > miłość miłością a obrzydzenie dla rzeczy nieestetycznych to zupełnie inna
                        rzecz
                        >
                        ale on o tym wie?
                        • owca Re: Oboje 10.02.04, 10:42

                          oczywiście, że wie

                          czy uważasz że 'miłość' jest tak ślepa i znieczulająca, że odór odchodów
                          zamienia w woń kwiatów, zmiany skórne i łuszczyce zmienia w najpiękniejsze
                          mozaiki na ciele partnera a ciężar opieki nad niepełnosprawnym staje się sensem
                          życia?

                          pozdrawiam
                          owca

                          _,,,٢ة إ ة٦,,,_
                          • pajdeczka Re: Oboje 10.02.04, 10:53
                            owca napisała:

                            > czy uważasz że 'miłość' jest tak ślepa i znieczulająca, że odór odchodów
                            > zamienia w woń kwiatów, zmiany skórne i łuszczyce zmienia w najpiękniejsze
                            > mozaiki na ciele partnera a ciężar opieki nad niepełnosprawnym staje się
                            sensem życia?إ ة٦

                            Nie, ale kochając łatwiej to zaakceptować. Inaczej bycie razem nie ma sensu.
    • Gość: nancy Re: nie bierzcie mezow na porodowki! IP: 193.111.166.* 10.02.04, 09:55
      Dorabianie do odczuć Roberta całej filozofii i wyciąganie daleko idących
      wniosków co do jego charakteru i stopnia dojrzałości jest zupełnie bez sensu.
      Osobiście nie widzę żadnego związku między dojrzałością, odpowiedzialnością i
      miłością do żony a zachwytem na d fizjologią porodu. Co ma piernik do
      wiatraka??? Podobnie porównywanie opieki nad chorym do asystowania przy
      porodzie. Są to zupełnie odmienne wydarzenia. No chyba że w grę wchodziłby
      poród w środku dzikiej puszczy, gdzie jest tylko ON i ONA, zdani na siebie.
      Idiotyczna moda na obecność męża przy porodzie na pewno ma na koncie więcej
      takich ofiar jak Robert - ale boją się mówić, bo to niepoprawne politycznie.
      Tym bardziej chwali się Robertowi, że poruszył ten problem.
      Są ludzie, którzy bez zmrużenia oka opatrzą ranę, inni wymiotują na widok
      rozciętego palca, Robertowi - i innym - robi się niedobrze na widok krwi,
      śluzu, łożyska, rozciągniętej pochwy itp. sympatycznych elementów porodu, za
      coż można ich potępiać??? W końcu nie wybiegł stamtąd z krzykiem, wytrzymał,
      dalej się z tym kryje, bo wie, jak byłoby to dla żony przykre. Chociaż sama
      lekkomyślnie do tego doprowadziła zmuszając go wbrew jego woli.
      • pajdeczka Ło matko! 10.02.04, 10:16
        Gość portalu: nancy napisał(a):
        > Tym bardziej chwali się Robertowi, że poruszył ten problem.

        Ten problem pojawia się tutaj co jakiś czas. Więc Robert nie odkrył Ameryki,
        tylko podzielił się swomi odczuciami. Już nieraz tutaj dyskutowano czy rodzić z
        partnerem czy bez.
        Robert ma z sobą problem. Nie potrafi podejmować sam decyzji i konsekwetnie się
        trzymać tego, co postanowił. Pozwala sobą manipulować, a potem ma żal do całego
        świata. Poza tym jest na pewno przepracowany (to wynika z jego drugiego postu).
        Człowiek wypoczęty jest inaczej nastawiony nawet do niezbyt miłych doznań.
        Szybko niech sprowadzi żonę i niech odbudowują związek, bo inaczej czarno widzę.

        > Są ludzie, którzy bez zmrużenia oka opatrzą ranę, inni wymiotują na widok
        > rozciętego palca, Robertowi - i innym - robi się niedobrze na widok krwi,
        > śluzu, łożyska, rozciągniętej pochwy itp. sympatycznych elementów porodu, za
        > coż można ich potępiać??? W końcu nie wybiegł stamtąd z krzykiem, wytrzymał,
        > dalej się z tym kryje, bo wie, jak byłoby to dla żony przykre. Chociaż sama
        > lekkomyślnie do tego doprowadziła zmuszając go wbrew jego woli.
    • default Re: nie bierzcie mezow na porodowki! 10.02.04, 10:03
      Poród nie jest estetycznycm widowiskiem, a nie każdy ma taką odporność, aby
      poza obrzydliwym nieco widokiem dopatrzyć się "świętego misterium narodzin".
      Nigdy nie miałam marzenia, aby mąż asystował przy moim porodzie. Znam go i
      wiem, że takie widoki przyprawiają go o mdłości. Wszystkie psie i kocie porody
      w naszym domu odbierałam samotnie, bo on niemal mdlał już w momencie
      odchodzenia wód płodowych. I proszę mi nie opowiadać, że jak ukochana kobieta
      rodzi wymarzonego potomka to jest zupełnie co innego niż jakiś tam pies. Na
      poziomie fizjologii to jest to samo, a ta fizjologia niestety najbardziej rzuca
      się w oczy. I przesłania - zwłaszcza facetowi - te wszystkie duchowe przeżycia,
      których odczuwania się od tych biedaków wymaga.
      Pozdrowienia dla Roberta i innych w takiej sytuacji.
      • Gość: Triss Merigold Do default IP: *.acn.waw.pl 10.02.04, 10:14
        No to dzielna jesteś. Moja mama spokojnie opatrzy psa, umyje rozciętą łapę itd.
        Jak przy mnie weterynarz szył mojego ON-ka po pogryzieniu to mało się nie
        porzygałam, potrafię się jako tako zająć psem (przemyć ranę, opatrzeć) ale
        czuję się tak na granicy mdłości. Porodu nigdy nie widziałam (zawsze w domu psy-
        samce) i chyba nie byłabym w stanie.
        • default Re: Do default 10.02.04, 11:14
          Szczerze powiedziawszy wolę porody od szycia, też miałam objawy omdleniowo-
          wymiotne asystując przy takich zabiegach. Tym bardziej nie wymagam od nikogo,
          aby zmuszał się do obserwacji scen, które go obrzydzają, przerażają i co tam
          jeszcze.
          • pajdeczka Re: Do default 10.02.04, 11:31
            default napisała:

            > Szczerze powiedziawszy wolę porody od szycia, też miałam objawy omdleniowo-
            > wymiotne asystując przy takich zabiegach. Tym bardziej nie wymagam od nikogo,
            > aby zmuszał się do obserwacji scen, które go obrzydzają, przerażają i co tam
            > jeszcze.

            No tak, ale tym sposobem odbiegamy od meritum problemu. a problemem jest długo
            trwający uraz męża do żony i dziecka (biedactwo). czy to jest normalne? ja też
            nie lubię widoku krwi, ran, chociaż widzę, że z wiekiem to się zmienia.
            • default Re: Do default 10.02.04, 12:17
              pajdeczka napisała:

              >> No tak, ale tym sposobem odbiegamy od meritum problemu. a problemem jest
              długo
              > trwający uraz męża do żony i dziecka (biedactwo). czy to jest normalne?

              Nie czuję się upoważniona, aby osądzać czy to normalne. Różne są stopnie
              ludzkiej wrażliwości i trudno kogoś oceniać ze swojego punktu widzenia. Jeśli
              miałabym powiedzieć z mojego - to uważam, że przesadza. Zgoda - poród był
              paskudnym widokiem, zszokowało go, od początku nie chciał na to patrzeć. No
              ale stało się i obsesyjne myślenie o tym tyle czasu wydaje się dziwne. Mi się
              wydaje dziwne. Tak samo jak dziwne mi się wydaje, że ktoś z wrzaskiem ucieka
              przed myszą, mdleje na widok pająka, albo za nic nie wejdzie nocą do pustego
              ciemnego domu. Ale nie mówię, że to nienormalne, tylko dlatego, że dla mnie
              dziwne.
      • miriammiriam ludzie na litość boską 10.02.04, 10:15
        przypadek Roberta to przypadek Roberta i kropka. zwróćcie uwagę na specyfike
        jego sytuacji,zamiast wysnuwaś dalkoidące implikacje począwszy od wymierzania
        mu kopów za niedojrzałość, a skończywszy na głaskach współczucia. histroia jak
        historia nie jest ani przestrogą, ani światłem w tunelu. traktowanie jej jako
        pretekstu do rozważań o wyższości świąt wielkiej nocy nad świętami bozego
        narodzenia, bo do tego tylko można sprowadzić dywagacje o tym jaki poród jest
        lepszy, to jest już tylko bicie piany.
        • uri_ja Myślę,że... 10.02.04, 10:24
          robertk już Was dawno porzucił...
          • miriammiriam Re: Myślę,że... 10.02.04, 10:29
            uri_ja napisała:

            > robertk już Was dawno porzucił...

            stare przysłowie pszczół mówi; kocha to wróci *;/)
          • pajdeczka Re: Myślę,że... 10.02.04, 10:31
            uri_ja napisała:

            > robertk już Was dawno porzucił...

            Pisał z domu, przeczytaj o której godzinie.
            • uri_ja Re: Myślę,że... 10.02.04, 10:37
              Naprawdę, Pajdeczko? No popatrz, nie zauważyłam, w szczególności, że wczoraj do
              niego pisałam... zastanawiam się tylko, po co wzięłyście się za łby?...
              • pajdeczka Re: Myślę,że... 10.02.04, 10:42
                uri_ja napisała:

                > Naprawdę, Pajdeczko? No popatrz, nie zauważyłam, w szczególności, że wczoraj
                do
                >
                > niego pisałam... zastanawiam się tylko, po co wzięłyście się za łby?...

                Kto się wziął za łby?
                • uri_ja Re: Myślę,że... 10.02.04, 10:43
                  Ty i Kini...przynajmniej tak to wygląda z boku...
                  • pajdeczka Re: Myślę,że... 10.02.04, 10:48
                    uri_ja napisała:

                    > Ty i Kini...przynajmniej tak to wygląda z boku...

                    Z Kini skończyłam właśnie. Właściwie to z Kini przestałam rozmawiać już dwa
                    lata temu, bo to jest typ rozmówcy, który jak się przyczepi to trudno go
                    strącić:))) Dałam się znowu jej sprowokować , ale na tym koniec:)
                    • kini Re: Myślę,że... 10.02.04, 11:01
                      > Z Kini skończyłam właśnie.

                      Dzięki ci, panie! :)


                      Właściwie to z Kini przestałam rozmawiać już dwa
                      > lata temu, bo to jest typ rozmówcy, który jak się przyczepi to trudno go
                      > strącić:))) Dałam się znowu jej sprowokować , ale na tym koniec:)

                      Jeszcze nikt mi nie zarzucił, że go prowokuję. Z tobą, zdaje się, jest
                      dokładnie odwrotnie.
                      • pajdeczka Re: Myślę,że... 10.02.04, 11:15
                        kini napisała:


                        > Jeszcze nikt mi nie zarzucił, że go prowokuję. Z tobą, zdaje się, jest
                        > dokładnie odwrotnie.

                        Bo za mało tutaj pajdeczek widocznie. Popatrz, na swoje wpisy - gdzie ja tam
                        ty. Jak sobie upatrzysz rozmówcę, to nie ma końca. Nawet teraz, ja już dawno
                        skończylam , a ty ciągle komentujesz. Dla mnie to jest właśnie prowokacja.
                        • kini Re: Myślę,że... 10.02.04, 11:20
                          > Bo za mało tutaj pajdeczek widocznie. Popatrz, na swoje wpisy - gdzie ja tam
                          > ty.

                          Litości, nie pochlebiaj sobie...


                          Jak sobie upatrzysz rozmówcę, to nie ma końca. Nawet teraz, ja już dawno
                          > skończylam , a ty ciągle komentujesz. Dla mnie to jest właśnie prowokacja.

                          OK, tym razem koniec. Tylko ciekawe, czy ty wytrzymasz.
        • Gość: Triss Merigold Re: ludzie na litość boską IP: *.acn.waw.pl 10.02.04, 10:34
          Zgadzam się w pełni z tym co napisałaś dzisiaj (objaw stresu pourazowego),
          naprawdę rozsądnie brzmi.
          Ale przecież z tego można wyjść prawda? To nie jest tak, że czynnik
          stresotwórczy (tutaj: poród) będzie rzutował na resztę życia?
          • miriammiriam Re: ludzie na litość boską 10.02.04, 10:51
            Gość portalu: Triss Merigold napisał(a):

            > Zgadzam się w pełni z tym co napisałaś dzisiaj (objaw stresu pourazowego),
            > naprawdę rozsądnie brzmi.
            > Ale przecież z tego można wyjść prawda? To nie jest tak, że czynnik
            > stresotwórczy (tutaj: poród) będzie rzutował na resztę życia?

            jak go skutecznie zdesensytyzują terapeuci behawioralni to wyzdrowieje ;)

    • Gość: zolo-due Re: nie bierzcie mezow na porodowki! IP: *.internetdsl.tpnet.pl 10.02.04, 10:32
      A co Maleńki myslałeś, że bycie mężem to tylko "pukanie żony" i oglądanie
      ładnych widoczków? Co, czujesz się skrzywdzony tym, że żona jest Prawdziwą
      Kobietą!? Czujesz się obrażony, że Ona cierpiała i jeszcze śmiała Cię za rękę
      ściskać? Mój Boże nie jesteś wart tego aby być ojcem, lepiej abyście się
      rozstali, Ona znajdzie sobie kogoś, kto jest dojrzały do człowieczeństwa, kto
      jest prawdziwym mężczyzną, a nie wystraszony chłopczykiem, który przypadkowo
      pdglądał poród - bo przecież ty podglądałeś poród, a nie brałeś w nim
      udziału... W dodatku podglądałeś poród własnego dziecka - biede to dziecko
      osierocone przez ojca już w chwili narodzin. Nie przyszło ci chłopcze do głowy
      aby żonie pmóc, aby Ją masować, aby do Niej mówić, aby przytulić po narodzeniu
      to wstrętne dziecko (twoje!). Nie przyszło Ci do głowy, bo byłeś widzem, ofiarą
      telewizji, która wmawia takim jak ty głupcom i niedojrzałym naiwniakom, że
      życie to lukrowane różyczki, a mężczyźni mają głowę nie do myślenia ino do
      czesania... Tak, tak - idź do psychologa, po prostu porwałeś się na coś, do
      czego nie byłeś kompletnie przygotowany - myślałeś, ze dzieci to przynosi
      bocian... W dodatku ładnie zapakowane i pachnące wiosną. Myślałeś, że kobiety
      są lalkami Barbie... Tymczasem są istotami z krwi i kości, które cierpią,
      umierają, rodzą, a przy tym umieją uwodzić i pdodobać się. I mają prawo być
      sobą. Zaletą kobiet jest to ,że ich dziurki się tak cudnie rozciągają, piersi
      karmią (mleko kobiece nie da się porównać z żadnym innym), a one mimo
      wszystkich ciężarów jakie nakłada na nie prokreacja, trwają i jeszcze umieją
      przytulić, kochać i uśmiechać się... Niech twoja historia będzie przstrogą dla
      wszytskich innych Piotrusiów Panów, ktorzy deklarują bycie z kobietą ino do
      zabawy, którzy nie umieją się rozwinąć, zmężnieć i w chwili najcięższej próby
      (poród) być z żoną. Którzy nie umieją się przygotować do porodu 0 bo tego poza
      miłością do żony ci zabrakło.
      • pajdeczka Brawo Zolo-due! 10.02.04, 10:41
        Trochę brutalnie, ale tak trzeba! Ostatecznie facet został ojcem w wieku 31 lat!

        Gość portalu: zolo-due napisał(a):

        > A co Maleńki myslałeś, że bycie mężem to tylko "pukanie żony" i oglądanie
        > ładnych widoczków? Co, czujesz się skrzywdzony tym, że żona jest Prawdziwą
        > Kobietą!? Czujesz się obrażony, że Ona cierpiała i jeszcze śmiała Cię za rękę
        > ściskać? Mój Boże nie jesteś wart tego aby być ojcem, lepiej abyście się
        > rozstali, Ona znajdzie sobie kogoś, kto jest dojrzały do człowieczeństwa, kto
        > jest prawdziwym mężczyzną, a nie wystraszony chłopczykiem, który przypadkowo
        > pdglądał poród - bo przecież ty podglądałeś poród, a nie brałeś w nim
        > udziału... W dodatku podglądałeś poród własnego dziecka - biede to dziecko
        > osierocone przez ojca już w chwili narodzin. Nie przyszło ci chłopcze do
        głowy
        > aby żonie pmóc, aby Ją masować, aby do Niej mówić, aby przytulić po
        narodzeniu
        > to wstrętne dziecko (twoje!). Nie przyszło Ci do głowy, bo byłeś widzem,
        ofiarą
        >
        > telewizji, która wmawia takim jak ty głupcom i niedojrzałym naiwniakom, że
        > życie to lukrowane różyczki, a mężczyźni mają głowę nie do myślenia ino do
        > czesania... Tak, tak - idź do psychologa, po prostu porwałeś się na coś, do
        > czego nie byłeś kompletnie przygotowany - myślałeś, ze dzieci to przynosi
        > bocian... W dodatku ładnie zapakowane i pachnące wiosną. Myślałeś, że kobiety
        > są lalkami Barbie... Tymczasem są istotami z krwi i kości, które cierpią,
        > umierają, rodzą, a przy tym umieją uwodzić i pdodobać się. I mają prawo być
        > sobą. Zaletą kobiet jest to ,że ich dziurki się tak cudnie rozciągają, piersi
        > karmią (mleko kobiece nie da się porównać z żadnym innym), a one mimo
        > wszystkich ciężarów jakie nakłada na nie prokreacja, trwają i jeszcze umieją
        > przytulić, kochać i uśmiechać się... Niech twoja historia będzie przstrogą
        dla
        > wszytskich innych Piotrusiów Panów, ktorzy deklarują bycie z kobietą ino do
        > zabawy, którzy nie umieją się rozwinąć, zmężnieć i w chwili najcięższej próby
        > (poród) być z żoną. Którzy nie umieją się przygotować do porodu 0 bo tego
        poza
        > miłością do żony ci zabrakło.
        • owca Bez przesady... 10.02.04, 10:51

          każdy z nas reaguje, czuje i postępuje inaczej
          nie róbmy uniwersalnego modelu człowieka
          inaczej nie oznacza, że źle
          nie wszyscy są gotowi na 'ekscytujące widoki wychodzenia główki z pomiedzy nóg
          ukochanej' i nikt nie powinien ich do tego zmuszać

          niby jakim prawem wyzywacie go od głupców i naiwniaków?

          pozdrawiam
          owca

          _,,,٢ة إ ة٦,,,_
    • mamabruna Re: nie bierzcie mezow na porodowki! 10.02.04, 10:50
      wstrząsnął mną Twój list. to napradę straszne o czym piszesz. strasznie wam
      współczuję. ja rodziłam z moim facetem, było naprawdę wspaniale. wspólny poród
      nasz związek scementował. rafał bardzo mi pomógł. Miłość do naszego synka jest
      dopełnieniem naszej miłości. tak sobie myslę, że poród nie mógł być taką traumą
      dla Ciebie bez powodu. Myślę, że to był tylko pretekst. Już wczesniej cos nie
      pasowało, a poród był początkiem końca. przepraszam za tą domorosłą
      psychoanalizę, ale tak mną targnęło co napisałeś, ze nie mogę się powstrzymać.
      Myslę, że potrzebujesz pomocy psychologa.
      Pzdr.
      Lidka
    • pajdeczka Biedna twoja żona 10.02.04, 10:57
      myślała, że na tyle Cię poznała, że może Ci zaufać. gdyby wiedziała, co jej
      zafundujesz pewnie wolalby sama być ze swoim bólem i strachem.
    • mamalgosia Re: nie bierzcie mezow na porodowki! 10.02.04, 11:39
      na pewno fizjologia porodu nie należy do najpiekniejszych rzeczy w życiu.
      Dziwię się, że byłeś od "tej" strony. Mój mąż był u mojego wezgłowia, więc nie
      patrzył na te rzeczy, o których piszesz.
      Co do ściskania za rękę, to uważam, że jesteś po prostu beznadziejny - żona
      tyle wycierpiała dla waszego dziecka, a Ty nie potrafisz znieść takiego małego
      bólu. Jakie to "męskie"...
    • Gość: Bilala Re: nie bierzcie mezow na porodowki! IP: *.uz.zgora.pl 10.02.04, 11:52
      W czasach, kiedy rodziłam, nikomu nawet się nie śniło o mężach przy porodach,
      jak również nikomu nie było wolno odwiedzać kobiet i dzieci w szpitalu po
      porodzie (rzekomo ze względu na możliwość zawleczenia zarazy!). Poród i pobyt
      później w szpitalu bywały horrorem, którego można nie zapomnieć przez całe
      życie. Wyobrażam sobie, że dziś, kiedy przy rodzącej często obecny jest mąż,
      nikt - lekarz, położna, pielęgniarka - nie ośmieli się kobiety źle potraktować,
      krzyczeć na nią, często w sposób ordynarny, nie zwracać na nią uwagi, ignorować
      jej problemy, jak to często wtedy bywało. Nie zmienia to wszystko tego, że sama
      nie chciałabym rodzić w towarzystwie bliskiego mężczyzny. Właśnie ze względów
      estetycznych.
      Nie jestem już młoda i ząb czasu robi swoje, ale to zupełnie co innego.
      Większość kobiet stara się, by mąż ich nie oglądał rozmemłanych, zaniedbanych,
      brudnych, spoconych, z rozmazanym makijażem czy z tłustymi i rozczochranymi
      kłakami oraz w trakcie różnych intymnych czynności związanych z
      miesiączkowaniem czy defekacją. Niestety, fizjologia nie jest estetyczna. Jeśli
      można uniknąć jej zbyt wyraźnego prezentowania, to wydaje mi się, że trzeba.
      Mężczyźni są wzrokowcami, a w dodatku bardzo często są okropnie wrażliwi na
      widok krwi i różnych wydzielin. To nie ma nic wspólnego z miłością lub jej
      brakiem. Jeśli nie lubi i brzydzi się taką potrawą, jak np. flaczki, to nawet
      to, że ugotowały ją ukochane rączki żony, nie zmieni jego obrzydzenia. Podobnie
      jest z karmieniem piersią. Czy zauważyliście, jak wiele osób potępia młode
      kobiety za publiczne karmienie piersią, które jest w gruncie rzeczy obrazkiem
      pięknym i wzruszającym? Im się kojarzy ono ze wstrętną wydzieliną z piersi, tak
      właśnie.
      Oczywiście wielu mężczyzn świetnie się sprawdza przy porodach i nie mają takich
      problemów, ale radziłabym wszystkim przyszłym matkom upewnić się, czy
      rzeczywiście tego chcą, jak to zniosą, jakie będą mieli odczucia w trakcie i
      później - żeby nie żałować tej decyzji.
      A poza tym, to może śmieszne, jak słyszę młodych ojców mówiących z dumą: było
      cięzko, ale jakoś je URODZILIŚMY - to wydaje mi się, że kobietom zabiera się
      część tej ich zasługi wydania potomstwa na świat, jakoś się nie docenia -
      patrzcie, oto panowie też RODZĄ, rodzą razem z kobietami, same by pewno nie
      urodziły...
      • pajdeczka Re: nie bierzcie mezow na porodowki! 10.02.04, 12:05
        Gość portalu: Bilala napisał(a):
        ale radziłabym wszystkim przyszłym matkom upewnić się, czy
        > rzeczywiście tego chcą, jak to zniosą, jakie będą mieli odczucia w trakcie i
        > później - żeby nie żałować tej decyzji.

        Ale kto ma się upewnić , że tego chcą - one czy ich mężowie? Oni są z sobą już
        piąty rok. Jego żona miała trzy lata, żeby się upewnić, że on tego chce.
        Widocznie swtierdziła, że facet się do tego nadaje. To on ją zawiódł.

Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka