Dodaj do ulubionych

zdrada- czyja to wina?

08.02.10, 11:49
zainspirowana wątkiem hollygolightly, a bardziej odpowiedziami, zaczęłam się
zastanawiać jak to jest z tą zdradą i po czyjej stronie leży wina.

dziewczyna wolna, bez zobowiązań, miała ochotę na seks.
facet ŻONATY.
jej dostało, a facet pierwszy święty?!

kurde, moim zdaniem, jakby wszystko w jego związku było ok, to by nie szukał
wrażeń (co nie znaczy że twierdzę, że ona powinna mu ulec).
hę?

Obserwuj wątek
    • bambzgrozja Re: zdrada- czyja to wina? 08.02.10, 11:55
      Zdradzie oczywiście winny jest facet, bo akurat dziewczyna wolna bez
      zobowiązań idąc do łóżka z żonatym nikogo nie zdradza. To przecież
      facet zdradza swoją żonę!
      A jeżeli w związku faceta nie jest wszystko ok to trzeba najpierw go
      rozwiązać, a potem szukac nowego partnera. Nigdy odwrotnie.
      • powiewlata Re: zdrada- czyja to wina? 09.02.10, 13:34
        popieram
    • deodyma Re: zdrada- czyja to wina? 08.02.10, 11:57
      wina lezy zawsze po obu stronach.
      • menk.a Re: zdrada- czyja to wina? 08.02.10, 11:59
        deodyma napisała:

        > wina lezy zawsze po obu stronach.
        >

        Żony i teściowej.;)
        • swinia_i_cham Re: zdrada- czyja to wina? 08.02.10, 12:49
          > Żony i teściowej.;)

          +1 ;)
          • menk.a Re: zdrada- czyja to wina? 08.02.10, 13:23
            Trafiłam czy nie?:P
    • menk.a Re: zdrada- czyja to wina? 08.02.10, 11:58
      Zdrajcą jest on. Winny zdrady jest on. To on zdradził żonę, której coś kiedyś
      przyrzekał.
      A ona tylko głupia, jeśli roi sobie jakieś głupoty w głowie, rozkminia jego
      motywy, zastanawia się 'co to znaczy?'.;)
    • ritsuko Re: zdrada- czyja to wina? 08.02.10, 11:58
      Są ludzie, którzy choćby mieli najlepszy związek na świecie to mogą
      chodzić na boki. Może to duża potrzeba wrażeń, a może kwestie
      bardziej złożone (wcześniejsze doświadczenia, złe wzorce w domu, brak
      konsekwencji zdrad itd). Tak czy tak mam dość tej przeklętej
      formułki, że jakby związek był udany to by nie zdradził.

      Wina leży moim zdaniem po obu stronach. Nie winię tylko kochanki, czy
      tylko faceta. Oboje świadomie decydują się na skrzywdzenie kogoś, z
      tym, że dla zdradzającej strony ta osoba jest w teorii bliższa.
      Dziewczyna wola, bez zobowiązań mająca ochotę na seks bez problemu
      znajdzie wolnego faceta do tego. Za to jeśli szuka wśród zajętych, to
      coś jest na rzeczy- czy to chęć udowodnienia sobie czegoś,
      dowartościowania, czysta egoistyczna chęć wybzykania tego konkretnego
      faceta, bez względu na przyjęte w społeczeństwie normy, szukanie
      partnerów własnie w związkach (różnie uwarunkowane)
      • am_i_lucky Re: zdrada- czyja to wina? 08.02.10, 12:03
        hę?
        to dlaczego facet będąc w szczęśliwym związku zdradza? wytłumacz mi to, bo nie
        rozumiem.
        "jak suka nie da to pies nie weźmie?" no litości.
        • croyance Re: zdrada- czyja to wina? 08.02.10, 12:07
          Wiele osob bedacych w szczesliwym zwiazku zdradza, i nie ma to nic
          wspolnego z jakoscia ich zwiazku. Po prostu, pojawia sie osoba X, ktora
          jest bardzo pociagajaca, i tyle.
        • ritsuko Re: zdrada- czyja to wina? 08.02.10, 12:11
          Przecież wytłumaczyłam czemu (w sensie dałam kilka przykładów) w
          poprzednim poście. Życie to nie bajka i prawda jest taka, że każdy
          człowiek jest trochę jak dzbanek. W trakcie życia ten dzbanek się
          napełnia i to co potem w nim znajdziemy jest efektem tego co w życiu
          przeżył. Może zdradza bo ma bardzo niskie poczucie własnej wartości i
          właśnie na zewnątrz szuka potwierdzenia. Może jego ojciec zdradzał
          matkę i gdzieś tam w psychice siedzi mu, że tak wygląda związek? A
          może przed ślubem zdradził raz po pijaku ona wiedziała i nie
          wyciągnęła konsekwencji, wiec poszedł dalej?
          Ona dzbanuszkiem też jest i może właśnie wcześniejsze doświadczenia
          kierują ją w krzywdzące związki, bo to krzywdzenie jest wpisane w jej
          wewnętrzny scenariusz?
          Dziewczynko- nigdzie nie napisałam, że jak suka nie da to pies nie
          weźmie- szczerze to nienawidzę tego powiedzenia i wielokrotnie z nim
          walczyłam. Zawsze są dwie strony i obie strony świadomie się na coś
          decydują, ze wszystkimi konsekwencjami.
      • liza_s Re: zdrada- czyja to wina? 08.02.10, 12:14
        > Dziewczyna wola, bez zobowiązań mająca ochotę na seks bez problemu
        > znajdzie wolnego faceta do tego. Za to jeśli szuka wśród zajętych, to
        > coś jest na rzeczy- czy to chęć udowodnienia sobie czegoś,
        > dowartościowania, czysta egoistyczna chęć wybzykania tego konkretnego
        > faceta, bez względu na przyjęte w społeczeństwie normy, szukanie
        > partnerów własnie w związkach (różnie uwarunkowane)

        Nie zgadzam się z takim podejściem. Przecież zwykle najpierw poznaje się faceta,
        a potem dopiero okazuje się, że jest żonaty bądź nie. Stan cywilny nie jest
        pierwszą rzeczą, o jakiej dowiadujemy się poznając nową osobę. Łatwo powiedzieć
        "zawsze znajdzie się ktoś wolny", ale przecież zakochaną/zauroczoną kobietę nie
        interesuje byle kto, a właśnie ten jeden zajęty.
        • ritsuko Re: zdrada- czyja to wina? 08.02.10, 12:19
          Masz rzecz jasna rację w pewnym sensie. Ale cholercia nie powiesz mi,
          że się zakochasz w mężczyźnie o którym tak mało wiesz?
          Zauroczenie owszem, ale wtedy da się wycofać, wiem coś o tym
          doskonale. To zależy tylko od decyzji kobiety czy iść dalej. Bo jesli
          okazałoby się, że jest mordercą, gwałcicielem, bije kobiety byś nie
          umiała się wycofać? Chodzi tylko o to, że małżeństwo dla danej
          kobiety nie jest przeszkodą, tylko tyle
          • liza_s Re: zdrada- czyja to wina? 08.02.10, 12:27
            Oczywiście kobieta może się wycofać, ale nie uważam, że koniecznie powinna.
            • ritsuko Re: zdrada- czyja to wina? 08.02.10, 12:44
              Bo widocznie masz inne normy niż ogólnie przyjęte w społeczeństwie, w
              którym żyjemy. W związku z tym musisz wziąć poprawkę, że osoba z
              którą zdradzający zdradza jest napiętnowana społecznie.
              Za zdradę nie poklepie nikt po główce a i sąd na rozprawie rozwodowej
              uzna ją za argument. Ale osoba, z którą się zdradza, jeśli robi to
              świadomie, to tak samo krzywdzi kogoś, mimo, że konsekwencji takich
              mieć nie będzie.
          • am_i_lucky Re: zdrada- czyja to wina? 08.02.10, 13:26
            sorry, ale kto mówił o zakochaniu?
            ew. zauroczenie, a tak poza tym miałam na myśli seks.
            • ritsuko Re: zdrada- czyja to wina? 08.02.10, 13:49
              liza_s tym tłumaczyła brak pohamowania się w odpowiednim momencie, poza
              tym raczej nie mamy tu na myśli sytuacji, gdzie jest to przypadkowy
              seks, a kobieta nie ma pojęcia czy facet ma kogoś czy nie, bo wtedy
              ciężko tu ją o cokolwiek winić. Za to już w przypadku gdy ma tego
              świadomość MOIM ZDANIEM spokojnie można :)
            • liza_s Re: zdrada- czyja to wina? 08.02.10, 16:38
              Mój post odnosił się do postu ritsuko, która radzi w opisanej sytuacji poszukać
              wolnego faceta. Moim zdaniem to bez sensu, skoro kobiecie wpadł w oko akurat
              żonaty i wszystko jedno, czy się zakochała, zauroczyła, czy ma po prostu ochotę
              na seks.
              • anwad Jesteś trollem? 08.02.10, 20:50
                Czy naprawdę ktoś może być tak pusty i bez serca, żeby takie głupoty wypisywać.
                • liza_s Re: Jesteś trollem? 09.02.10, 09:52
                  Możesz mnie nazwać zepsutą egoistką, ale serce mam i właśnie dlatego nie
                  mogłabym automatycznie przekierować mojej uwagi na byle kogo.
                  • anwad Życie to nie serial 09.02.10, 10:24
                    Otrząśnij się. W życiu krzywdzisz realnych ludzi.
    • niebieski_lisek Re: zdrada- czyja to wina? 08.02.10, 11:59
      Ale wiedziała, że jest żonaty. Możemy żyć tak, że tylko nam ma być wygodnie,
      fajnie, olewamy uczucia innych, ale nie musimy, nawet jeśli tej babki osobiście
      nie znamy. Skoro wiedziała to wina jest obopólna moim zdaniem.
    • teletoobis Re: zdrada- czyja to wina? 08.02.10, 12:00
      moze doczytaj, ze facetowi tez sie dostalo. poza tym nie on zalozyl watek....
    • croyance Re: zdrada- czyja to wina? 08.02.10, 12:05
      Ja bym tego w ogole nie rozpatrywala w kategoriach 'winy'; zreszta
      punkt widzenia zalezy od punktu siedzienia, dla kazdej ze stron i
      'wina' moze obciazac kogo innego.
    • potworski Moim zdaniem 08.02.10, 12:16
      Dlaczego ludzie usilnie próbuję kategoryzować pewne zdarzenia w określony sposób
      niejako "od kalki" i maszynowo=jak produkcja Forda T? Pytam się dlaczego i
      jednocześnie odpowiadam=bo tak łatwiej. Człowiek czuje się spokojny, że ma
      proste i uniwersalne wytłumaczenie na wszystko oraz wyrobiony pogląd, którego
      może się trzymać i bronić jak Częstochowy na internetowych forach.
      Czy tak jest w rzeczywistości?
      Przykład:
      Zostawiasz samochód typu kabriolet w podejrzanej dzielnicy z kluczykami w
      stacyjce. W dodatku wiesz, że w tej dzielnicy grasują złodzieje a twój samochód
      jest chodliwej marki.
      Wracasz=i oczywiście fury nie ma. Teraz pytanie: czyja to wina?
      Zwolennicy upraszczania oczywiście wyrwą się przed szereg z kamieniami i hasłem:
      No oczywiście, że złodzieja!=Złodziej ukradł, to tylko jego wina. Czy aby na
      pewno? Gdzie właściciel miał głowę parkując samochód w taki a nie inny sposób?
      Czy sam sobie w jakiś sposób nie zawinił i nie przyczynił się do stworzenia okazji?
      "Prawda leży pośrodku" i "Wina leży po obu stronach" to również uproszczenia i
      jest wiele sytuacji gdzie winę można sparytetować 50/50 albo 10/90=wszystko
      zależy od sytuacji. Jednego jestem natomiast pewien - czarno-białe to są tylko
      zebry, borsuki i zakonnice, a nie skomplikowane czasem życiowe sytuacje, zaś
      skłonności do banalnych uproszczeń mają zazwyczaj ludzie, ciasnota umysłu nie
      pozwala na szersze spojrzenie na sprawę.
      • mvszka Re: Moim zdaniem 08.02.10, 12:59
        Jeszcze jeden taki wpis i zakocham się w Tobie, mogę? ;)
        • real_mayer Re: Moim zdaniem 08.02.10, 13:05
          \A jak się okaże że ma żonę, to czyja to będzie wina CO?! :P
          • mvszka Re: Moim zdaniem 08.02.10, 13:10
            Poczekaj, nie wyprzedzaj faktów.
      • rzeka.chaosu Re: Moim zdaniem 08.02.10, 13:43
        Dlaczego ludzie usilnie próbują kategoryzować pewne zdarzenia w określony sposób niejako "od kalki" i maszynowo=jak produkcja Forda T?

        Słyszeli, że fordyzm był przełomem w produkcji i mając w głowie pomysły Forda zaczynają trzepać masowo własne odkrywcze przemyślenia z nadzieją, że dokonają równie wzniosłego przełomu, niosąc światło mądrości tępym masom.
        Czy coś takiego... :P


        a nie skomplikowane czasem życiowe sytuacje, zaś skłonności do banalnych uproszczeń mają zazwyczaj ludzie, ciasnota umysłu nie pozwala na szersze spojrzenie na sprawę.

        Analiza i synteza są tak samo w życiu potrzebne. Uproszczenia się przydają. Akurat nie w tej sytuacji, ale czasem jednak tak :P

        Mój analityczny umysł nie wpadłby nawet na pomysł, żeby zadać takie pytanie jak autorka wątku. Bo po ch.j? Wnikałabym raczej w drobne sytuacje i na ich podstawie zbadała "problem".

        Może niektórzy nie potrafią pojmować świata inaczej jak tylko upraszczając ;]
      • sid.leniwiec Re: Moim zdaniem 08.02.10, 16:22
        Potworski, napisałeś coś oczywistego, a chyba jesteś w mniejszości z taką
        opinią.:) Poza tym gdyby ludzie myśleli logicznie i nie dokonywali uproszczeń w
        celu ułatwienia obie życia/dopasowania świata do swoich wąskich horyzontów, to
        np. to forum przestałoby funkcjonować.:)
    • kora3 Jak dla mnie: 08.02.10, 12:21
      - zdrada ma czesto geneze w tym, ze w zwiazku źle sie dzieje, za co
      zwykle odpoiwiadają obie strony
      - osoba, która zdzradza jest nielojalna wocec swego partenra/rki, a
      to ona powinna być lojalna
      - osoba z którą sie zdradza lojalna być wobe obcych sobie ludzi nie
      musi, ale powinna sobie zdawać sprawe z tego, ze konsekwencje jej
      postepowania spadną zapene na bogu ducha winne osoby.
      tyle
    • figgin1 Re: zdrada- czyja to wina? 08.02.10, 12:23
      Zdrady winna jest osoba, która zdradza. Przeważnie część winy ponosi też osoba
      zdradzana. Osoba z którą się zdradza przeważnie jest bez winy zupełnie, pomijam
      rzadkie przypadki uwiedzenia z premedytacją, jedkakowoż nawet wtedy wina jest po
      stonie zdradzającego. Dla ścisłości, zwykłego przystawiania się nie kwalifikuję
      jako uwodzenie, to dłuższy temat.
    • a1ma ale wina za co?? 08.02.10, 12:26
      Winnym zdrady jest oczywiście mąż, to on zdradził.
      Winnymi (odpowiedzialnymi) za pójście do łóżka - on i kochanka.
      Winnymi przyczyn, dla których tamta dwójka poszła do łóżka - na pewno on i
      kochanka, ale pewnie i żona, i może ktoś jeszcze.

      Teraz kwestia rozsądzenia, która wina największa - to już indywidualnie,
      zależnie od sytuacji.
    • figgin1 A propo zoologicznego powiedzonka... 08.02.10, 12:32
      Powiedzie, naprawdę lepiej by wam było, że facet nie zdradził jeżeli jego
      wierność podyktowana była wyłącznie tym, że babka mi nie dała? Może ze mną jest
      coś nie teges, ale za zdradę uważam nielojalność jako taką, nie samo umoczenie
      siurka.
      • ritsuko Re: A propo zoologicznego powiedzonka... 08.02.10, 12:46
        Myślę podobnie. Nie liczy się sam fakt zdrady- próbę zdrady ze strony
        mężczyzny widzę dokładnie tak samo.
    • knight.free nie ma czegos takiego jak wina 08.02.10, 12:43
      nie ma czegoś takiego jak wina
      Poniewaz to tylko ludzkie wybory. ajk mozna być winny swoim pragnieniom i ich
      realizacji?

      Jesli ktoś składa przysięgę wierności to nei wiem co by sie nei działo - jest
      odpowiedzialny za to co robi.
      Choc by męzcyzna trafił na 100 rozpalonych dziewic a kobieta znalazła się w
      dołku i spotkała najlepszego adoratora.
      - łamią obietnice - są odpowiedzialni za jej złamanie

      W rzeczywistości męzyczna nawet w dobrym zwiazku nie oprze sie neizobowiązującym
      propozycjom młodych seksownych i gorących kobiet, któe cos jeszcze do tego sobą
      reprezentują.
      Chyba ze ma problemy ze sobą i wtedy go to nei interesuje ale zdrowy to na 90%
      się "skusi"

      U kobiet nei wiem dokladnei jak to jest, sa takie ktore zdradzaja przy kazdej
      okazji a sa takie ktore nigdy nei zdradzą.
      Mozna mowic ze są okolicznosci sprzyjające: kobieta czuje sie neidoceniana, w
      domu sa problemy luzkowy a zwiazek wygasa. To wtedy trzeba otwarcie tak izwiazek
      przerwac a nei udawac ze ejst ok i zdradzac na boku.
    • six_a Re: zdrada- czyja to wina? 08.02.10, 13:22
      co się w ogóle krępujecie, zwalcie to wszystko na żonę. pszesz wiadomo, że jak
      mąż chodzi za płot, to ma denną żonę.

      a przykazanie nie pożądaj męża bliźniej swojej oczywiście macie w dupie.

      chłe chłe. 90 procent katolików w cukrze.
    • sweet_pink Re: zdrada- czyja to wina? 08.02.10, 13:24
      Ja uważam, że winna jest osoba zdradzająca. To ona podejmuje decyzje o zdradzie.
      Nie ważne jakie czynniki wpływają na tą decyzję, czy żona mi nie daje i jak
      intensywnie kochanka się zalecała. To ta zdradzająca osoba decyduje o tym, że
      chce zdradzić partnera. Kochanek/kochanka widzi decyzję zdrajcy wykorzystuje ją
      lub nie, w zależności od humoru/charakteru. Może wejść romans, a może nie
      wejść...bez różnicy, bo jak decyzja o zdradzie zapadła w głowie zdradzającego to
      według mnie jego partnerowi krzywda zdrady już się dokonała, tyle że szanse jej
      wyjścia na jaw są minimalne.
      • am_i_lucky Re: zdrada- czyja to wina? 08.02.10, 13:46
        ojej, w sumie to źle zadałam pytanie.
        nie chodziło mi o to, czyja to wina -bo skoro dziewczyna jest singielką, to
        wiadomo, że nikogo nie zdradza.

        chodziło mi o samą ocenę sytuacji- dziewczynie w poście się dostało, że
        ho,ho...a facet pierwszy święty? bardziej się zastanawiałam nad oceną tej
        konkretnej sytuacji, bo dziewczyna została wyzwana od najgorszych.
        Nie napisała nic w stylu: uwiodłam. wręcz przeciwnie- to facet ją adorował, a
        ona w którymś momencie uległa. jest wolna, miała ochotę na seks. nie mówię, że
        powinna, ale jednak to on ma żonę...
        nie bronię jej absolutnie, tylko mnie to skłoniło do refleksji...
        • sweet_pink Re: zdrada- czyja to wina? 08.02.10, 14:38
          Ja tam na kochanek nie oceniam i nic przeciwko nim nie mam. Dzięki temu, że są
          wiele kobiet nie musi się już męczyć z męskimi niedoróbkami, którzy z wygody
          chcieliby siedzieć w związku mimo ze emocjonalnie z niego wyfrunęli już dawno.
          Jak dla mnie one korzystają z okazji, że zdradzający może im dać ten romans,
          mogą mieć mniej lub bardziej szlachetne powody ku temu...i to jakie są te powody
          wpłynie na ocenę takiej kochanki.
      • igrekowska Re: zdrada- czyja to wina? 12.02.10, 13:27
        W pełni zgadzam się z tą opinią.
        Osoba zdradzająca jest niewierna i co najważniejsze jest przede wszystkim
        niewierna sama sobie, bo nikt nie zmuszał jej do podjęcia zobowiązania. Sama
        chciała (ta osoba, tj. w tym przypadku: sam chciał) obiecać komuś pewien rodzaj
        intymności a potem od tego się wyłamuje. kogo oszukuje? Stałą partnerkę? Owszem.
        Ale przede wszystkim chyba jest niewierna sama sobie.
    • jack20 Re: zdrada- czyja to wina? 08.02.10, 13:29
      obiektywnie i ogolnie na dzien dzisiejszy to wina jest fifty/fifty.
      ze wskazaniem na faceta. obie strony znaly swoja wyjsciowa sytuaccje.
      moralnie rzecz rozpatrujac wina lezy po stronie faceta, bo to on
      ostatecznie przysiegal przed panstwem czy kosciolem.
      ze strony zon wina oczywista "lafiyndy"
      • ritsuko A właśnie 08.02.10, 13:53
        Jak to jest? Przysięgał przed kościołem czy państwem. Czyli, że przed
        zaobrączkowaniem hulaj dusza? Coraz bardziej się skłaniam ku
        przekonaniu, że to kwestia moralności, a nie przysięgi. Gorzej, że ten
        przykład pokazuje, że kochanka wcale się z tym dobrze nie czuje
        • jack20 Re: A właśnie 08.02.10, 14:11
          giaur rzed panstwem sklada przysige, wierzacy przed bogiem.
          kochanka zle sie czuje gdyz niepotrzebnie strona moralna obciaza jej
          sumienie. ma prawo doswiadczenia zbierac gdzie i kiedy chce.
          nie znamy przypadku.
      • ola-666 Re: zdrada- czyja to wina? 08.02.10, 14:07
        ja uważam że ślub bierze się na dobre i złe i w tych złych chwilach
        trzeba zadbać żeby buło lepiej a nie uciekać w ramiona kochanki.o
        problemach rozmawia sięz żoną a nie z kochanką.z pokusami trzeba
        walczyć.wina zawsze jest po obydwu stronach .jeżeli widzimy że coś
        się kończy trzeba się rozstać z klasą.nikt nikogo nie zmusi do
        miłości.panowie zdradzają aletak naprawdę nie zdają sobie sprawy
        czego szukają,nie zauważają że nie potrzebują innej kobiety ale
        innego życia.wszysto to mogli zrealizować nie ruszając się z
        domu.budzą się ze snu ale niestety już jest za póżno.odpowiedzialny
        facet nigdy nie zdradza bo dba o swoja psychikę.
        • jack20 Re: zdrada- czyja to wina? 08.02.10, 14:25
          "..ale tak naprawdę nie zdają sobie sprawy czego szukają,nie
          zauważają że nie potrzebują innej kobiety ale innego życia.."
          a inne zycie mozna kontynuowac z kobieta z ktora nie chce sie dalej
          kontynuowac zycia?
    • vandikia Re: zdrada- czyja to wina? 08.02.10, 13:52
      oj tam oj tam odrazu wina, nie wymydli się przecież nie?



      chyba oczywiste, że jak idzie do łóżka wolna osoba z osobą żonatą i
      jest tego świadoma to powinna mieć takie samo poczucie winy jak
      zdradzający małzonka
      nie przysięgała, nie obiecywała ale ma świadomość, że wyrządza
      krzywdę drugiej osobie
      są sytuacje wyjątkowe moim zdaniem ale akurat opisany w poprzednim
      wątku przypadek jakoś mi pod wyjątek nie podchodzi
      • alpepe Re: zdrada- czyja to wina? 08.02.10, 14:11
        no, jak nie wyjątkowy przypadek? Przecież ona się tego PO SOBIE SAMEJ nie
        spodziewała!
      • zawszezabulinka Re: zdrada- czyja to wina? 08.02.10, 14:16
        punkt widzenia od punktu siedzenia.

        jesli para ze soba nie rozmawia o wszystkim, nie ida na kompromisy, roznia sie
        duzo w roznych sferach to mogli dla wlasnego szczescia nie brac slubu, albo za
        wczasu sie rozejsc/ opcjonalnie poprawic stosunki partnerskie :)

        stoje twardo za tym - rozmowa rozmowa i rozmowa jeszcze raz.
        podstawa :
        "kochanie czy wszystko w porzadku miedzy nami? nie masz ukrytych zalow - nie? to
        super
        "kochanie nie czuje sie kochana/y przez ciebie" - czego chcesz- komplementy?
        prezenty? czeste slowo kocham?
        "kochanie nie jest mi dobrze w lozku" - czego chcesz - czesciej? lepszej gry
        wstepnej? zaczekac na twoj orgazm? moze zalozyc cos specjalnie dla ciebie?
        przytulic ciebie "po wszystkim"?
        • ola-666 Re: zdrada- czyja to wina? 08.02.10, 14:48
          rozmowa to najważniejsza sprawa w związku.nie ma idealnych
          małżeństw.każdego dopada rutyna.wiem sama bo zostałam zdradzona po 20
          latach.wcale nie uważam że wina jest tylko męża.walczyłam rozmawiałam
          ale odszedł do niej.poświęciłam dla mojego męża życie,wiem że
          zrobilam wszystko żeby to ratować.minęlo pare miesięcy szanowny pan
          obudził sie ze snu.kochanka oskubala go z kasy.teraz chce
          wracać.brakuje mu rodzinnego ciepla i żony która była na kazde jego
          zawołanie.ale ja już nie jestem zainteresowana.nauczyłam się jednego
          w życiu trzeba liczyc na samego siebie.a dobroć i zło dane innym
          zawsze wraca do ciebie.
    • nutka07 Re: zdrada- czyja to wina? 08.02.10, 17:56
      Znajdz watki, gdzie faceci kreca cos na boku tam oni dostaja po glowie.
    • skarpetka_szara Re: zdrada- czyja to wina? 08.02.10, 20:36
      ale tam nie pisali ludzi o NIM (bo wiadomo ze facet burak) tylko o
      niej. Gdyby to ten facet napisal ten watek, to by ON dostal, a nie
      ona. Zreszta: zdrada zdradzie nie rowna, a ze nie ma danych o jego
      zwiazku to trudno powiedziec cos o nim. Za to wiemy o niej wiecej.

      a to ze:
      > kurde, moim zdaniem, jakby wszystko w jego związku było ok, to by
      nie szukał
      > wrażeń
      To nie zupelnie prawda. Dla facetow seks i uczucia/sprawnosc
      zwiazku nie zawsze ida w parze.

    • anwad I jedno, i drugie winne 08.02.10, 20:43
      Przecież to takie proste - ludzie, co Wy macie w głowach, że o takie rzeczy
      pytacie?...
    • facettt a kto ci takich bzdur naopowiadal? 08.02.10, 20:53
      am_i_lucky napisała:
      > kurde, moim zdaniem, jakby wszystko w jego związku było ok, to by nie szukał wrażeń

      a kto ci takich bzdur naopowiadal, dziewcze?

      mamusia, czy kolezanki?
      • am_i_lucky Re: a kto ci takich bzdur naopowiadal? 08.02.10, 21:25
        chyba żyję w idealnym świecie, albo chciałabym w nim żyć.

        ale spróbuj mi wytłumaczyć dlaczego, zakładając, że facet ma piękną, kochającą
        żonę, i wszystko w związku co potrzeba, decyduje się na zdradę?
        ja rozumiem, że można oddzielić seks od miłości, tylko dla mnie to ma sens w
        przypadku singli. i tu w ogóle nie ma o czym mówić.
        rozumiem więc, że można uprawiać seks bez żadnych uczuć w stosunku do tej osoby.
        ale jak można krzywdzić kogoś kogo się KOCHA?
        • kora3 Re: a kto ci takich bzdur naopowiadal? 09.02.10, 09:06
          hmmmm no chyba nie tyle zyjesz w idealnym swiecie, co mało jeszcze
          wiesz o otaczajacym. A szczególnie nie wiesz, ze trudno
          zaszyfladkować zdradę. Ilu zdradzających i zdradzanych, tyle
          wytłumaczeń, prawie :)

          Ale spróbuje się pokusic o takie najbardziej popularne:

          1. Tzw. "dobre małzeństwo" (niekoniecznie sfeomalizowane) - z boku
          wyglada idealnie, ale tak naprawdę ludzi w nim przestało dawno cos
          łączyc poza przyzwyczajeniem, wspólnym mieszkaniem i ewentualnie
          dziećmi. po prostu oddalali sie emocjonalnie od siebie,choć moze nie
          do końca umieja to nazwać. W takiej sytuacji zdarza się, ze jedno,
          albo oboje szukają cepla, zrozumienia, adoracji u innych osób. Jeśli
          znajdą seks z taka osobą jest naturalna konsekwencją zakochania się
          w niej i tyle.

          2. Potrzeba wrazeń, andrenaliny, czasem potwierdzenie swej
          atrakcyjnosci na innym "poletku" niż własne:) Czeste dosc w średnim
          wieku, u obojga płci ludzi bedacych w długim zwiazku.

          3. skok w bok - cos czego całkiem sporo facetów w swoim naturalnie
          wykonaniu wcale nie postrzega jako zdradę. Ot po prostu seks z kims
          przelotnym. pewnikiem taki sam wyczyn w wykonaniu swej żony, czy
          partnerki na ogół jako zdrade by traktowali.

          z grubsza tyle na szybko.
        • skarpetka_szara Re: a kto ci takich bzdur naopowiadal? 09.02.10, 20:54
          a mi sie wydaje ze jestes osoba jeszcze mloda i nie poznalas
          realiow malzenstwa. Moze w glowie tobie nadal bajeczki o rycerzu
          ktory przyjezdza na bialym koniu po ksiezniczke a potem zyja dlugo
          i szczesliwie - podkreslam: bajeczki.

          Pomijajac ze czesto w malzenstwach po wielu latach pojawiaja sie
          tak zwane Kryzysy. Sa to przejscia, epizody, ktore mijaja - w
          takich kryzysach czasami partnerzy nie mysla normalnie, i moga
          zrobic glupoty, itd... wlazic wtedy w czyis zwiazek nie jest fair.

          Rowiez naiwnie myslisz ze jezeli facet kocha zone to jej nie moze
          zdradzic.

          No i na koniec: dla faceta bycie z inna, NOWA kobieta jest totalnym
          odlotem. Nie musi byc taka piekna, inteligentna jak zona -
          wystarczy ze jest inna.

          a jezeli chodzi o krzywdzenie.... zazwyczaj faceci nie chca
          skrzywdzic i dlatego nigdy dla zon sie nie przyznaja o ich
          wyskokach w bok.
    • panna_jelena Re: zdrada- czyja to wina? 09.02.10, 13:31
      Heh, urzeka mnie, jak wiele osób zakłada, ze to "młode i gorące
      siksy" biegają z wywieszonymi jęzorami za statecznymi żonatymi, a .

      Ja i moje samotne koleżanki przed 30stką nieustannie jakoś spotykamy
      się z sytuacją, gdzie to żonaci faceci łąszą się na każdym kroku,
      stają na uszach, żeby zainicjować kontakt, adorują. Bo: młoda,
      ładna, zabawna, bez zobowiązań, głowy nie suszy, nie pachnie rutyną,
      napatoczyła się po prostu... Bo się nudzi, przed kumplami można się
      pochwalić, bo skroń posiwiała, dzieci niedobre, teściowa jeszcze
      gorsza, w życiu nie wyszło, samochód nie taki, sąsiad ma lepszy,
      dowartościować się jakoś trzeba. Whatever. Naprawdę, na kazdym
      kroku - w pracy i poza. Trzydziesto- i pięćdziesięcioletni. Jak
      któraś ma ochotę - do wyboru, do koloru.

      Ale teraz sytuacja - jeżeli taka adorowana dziewczyna zakocha się w
      adorującym, to co? Ma się powstrzymywac ze względu na JEGO przysięgę
      małżeńską? Czy spróbować zagrać o własne szczęście, albo nawet
      chwilowe zadowolenie, zamiast martwić sie o samopoczucie obcej
      kobiety, które jej własny mąż ma najwyraźniej głęboko?
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka