hermina25
27.02.10, 00:31
Wróciłam sobie jak zwykle po 10 h pracy do domu,po drodze standardowo,zrobiłam
zakupy i takie tam.W czasie pracy tak jakoś wyszło,że skonsumowałam jedną
kanapkę ,wypiłam 3 mocne kawy bez mleka i wypaliłam z 7 fajek.Jak już
dochodziłam do domu,czułam się delikatnie powiedziawszy osłabiona....Po
chwili(jak już weszłam do domu) przestałam cokolwiek widzieć i dosłownie
poczułam jak drętwieje mi prawa połowa ciała...starałam się myśleć logicznie w
miarę,więc po omacku wygrzebałam z torebki tel i wykręciłam 999,powiedziałam
babce o co chodzi,a kobieta,z pytaniem ile mam lat..powiedziałam co i jak,a
babka na to ,że mam się położyć i zjeść coś ciepłego i zażyć dużą dawkę
magnezu...i,że wezwanie karetki nie jest potrzebne...???
Akurat babcia u mnie siedziała,więc przerażona dała mi obiad ,ciepłą herbatę i
magnez...Jadłam to nie widząc prawie zupełnie nic i ledwo ruszając prawą
ręką...Nie umiałam w myślach przeliterować swojego imienia...Różne rzeczy
chodziły mnie po głowie,między innymi,a co jeśli to wylew i zaraz mnie całą
sparaliżuje?Leżałam z pół godz,kotłując się z co raz to bardziej
pesymistycznymi myślami,mimo to stale sobie powtarzałam,że nic mi nie
będzie,to tylko chwilowe osłabienie,mam silny organizm...dam sobie
radę...Najgorsze było przeświadczenie,że żadna karetka nie przyjedzie...bo nie
ma potrzeby,bo to nic poważnego?!
Faktycznie po jakiś 40 min poczułam się lepiej i odzyskałam w pełni wzrok,ale
kurde,nawet jeśli było to tylko osłabienie,to lekarz powinien mnie chyba
zobaczyć,bo nie były to normalne objawy?
Co jest z tą służbą zdrowia,a jeśli faktycznie dostałabym wylewu?Masakra!