Gość: jarka
IP: 193.111.166.*
17.02.04, 13:13
On udaje, że ciągle mnie kocha i chce być ze mną, ja udaję, że w to wierzę,
nic nie zauważam i jestem zadowolona. Ciągniemy dalej to nasze niby-normalne
życie, nawet snujemy plany na przyszłość, a to wszystko takie dęte i
nieprawdziwe, nieszczere.
On ze mną nie zerwie, bo nie wie jak to zrobić, jak powiedzieć mi, że mam się
wynosić, że te niemal pół życia jakie z nim spędziłam właśnie dobiega końca.
Próbuje podstępem - traktując mnie coraz gorzej, dokuczając i obrzydzając
wspólne życie, stara się doprowadzić do tego, bym sama powiedziała -
"odchodzę".
A ja tego wciąż nie potrafię powiedzieć, wciąż wmawiam sobie, że to wszystko
to przejściowe, że będzie lepiej, że to taki kryzys... Bo nie wiem, co
miałabym teraz ze sobą zrobić, zainwestowałam w ten związek kilkanaście lat
życia, spaliłam za sobą mosty, nie mam dokąd wrócić, nie wspomnę już o kasie
jaką wpakowałam w ten dom...A on mi wczoraj powiedział : "Ty spłacasz jakiś
kredyt? Co brałaś na budowę? Pierwsze słyszę".
A dzisiaj czule mnie ucałował na dzień dobry.
Tylko że ostatnio żaden nie jest dobry, niestety.