Dodaj do ulubionych

Ile kobiet znosi bicie, szturchanie, bluzgi...

25.02.04, 09:04
Z postów wynika, że sporo (jeśli policzyć też f.cosmo). Qrde dlaczego????
Piszą niegłupie babki (co widać po języku), z jednej strony skarżąc się z
drugiej usprawiedliwiając faceta (zdenerwowałam go, czepiam się, on na co
dzień jest boski). Żadnych rad oczywiście nie przyjmą, bo mąż/kochaś
przeprosił i obiecał jakieś bzdury.
Ile można tłumaczyć:
- głupią miłością
- niskim poczuciem własnej wartości
- wspomnieniami z dzieciństwa (swoją drogą bzdura na maxa, żeby wszystko było
konsekwencją dzieciństwa)
- lękiem przed samotnością
- tym, że on jest taki czy siaki (cudowny, miał gorszy okres, potrzebuje
pomocy)
Obserwuj wątek
    • blanchet Re: Ile kobiet znosi bicie, szturchanie, bluzgi.. 25.02.04, 09:07
      moja była promotorka mówi że tego nie można wytłumaczyć racjonalnie Kobiety
      nawet czasem skończą taki toksyczny związek ale i tak wchodzą w następny równie
      toksyczny i to nawet kobiety na poziomie a czasem też psycholożki :) Jedynym
      wytłumaczeniem jest głupia chemia
      • triss_merigold6 Re: Ile kobiet znosi bicie, szturchanie, bluzgi.. 25.02.04, 09:12
        Wśród znajomych moich rodziców była pani psycholog, którą mąż lał.
        Chemia ok. Pobzykać pół roku-rok i chemia nieco się ulatnia wtedy powinien
        zafunkcjonować rozum. One są jeszcze gorsze niż proste baby ze wsi, które
        wiedziały, że jak chłop popije to czasem przyłoży "za pyskowanie" iz nosiły to
        jak wiosenne roztopy.
        Gorsze bo wiedzą, że: facet się nie zmieni, będzie chamski i brutalny, wiedzą z
        mediów i od innych jak to się kończy (ciężkie pobicia, wypad z dzieckiem na
        bruk, zastraszanie na co dzień) i nic. Zero przyswajania.
        • allabamma Re: Ile kobiet znosi bicie, szturchanie, bluzgi.. 25.02.04, 16:32
          triss_merigold6 napisała:

          > Wśród znajomych moich rodziców była pani psycholog, którą mąż lał.

          E, bo psychologowie powinni kultywować chów wsobny ;)
      • uri_ja Re: Ile kobiet znosi bicie, szturchanie, bluzgi.. 25.02.04, 09:14
        ...może dlatego, że strach przed samotnością jest dla niektórych kobiet gorszy
        niż bycie z psychopatą?
      • Gość: k22 Re: Ile kobiet znosi bicie, szturchanie, bluzgi.. IP: *.nowahuta.pl / *.nowahuta.pl 25.02.04, 13:32
        Przepraszam,a co to za nowe słowo 'psycholożka'?Za takie pisanie powinni karać.
    • blanchet no ale może to syndrom sztokholmski 25.02.04, 09:12
      czyli przywiązanie do agresora Zauważono bowiem w pewnym locie ze sztokholmu
      kiedy to samolot został porwany, że porwani przywiązali się do porywaczy i
      utrzymywali z nimi kontakt itp. Jednym słowem ktoś wyraził wobec ciebie siłę i
      okazał się silniejszy i zdolny do rządzenia tobą a kaobieta zamienia sie w
      wiernego poddanego zauroczonego siłą króla :)))))
      • triss_merigold6 Re: no ale może to syndrom sztokholmski 25.02.04, 09:15
        Syndrom sztokholmski był spowodowany chęcią przezycia. Warunkiem przeżycia było
        niestawianie oporu i współpraca z porywaczami a żeby usprawiedliwić wewn.
        współpracę - akceptacja i przyjęcie ich punktu widzenia.
        Zaczynam wierzyć w to co mówią mężczyźni: że są kobiety, które muszą poczuć
        siłę bo inaczej im czegoś brakuje.
        • Gość: Poeta Re: no ale może to syndrom sztokholmski IP: *.tvk.torun.pl / 158.75.203.* 25.02.04, 19:33
          > [...]
          > Zaczynam wierzyć w to co mówią mężczyźni: że są kobiety, które muszą poczuć
          > siłę bo inaczej im czegoś brakuje.

          To bardzo prawdopodobne. Zrywające ze mną kobiety wielokrotnie mówiły "jesteś
          bardzo wrażliwy, a to takie niemęskie. Jesteś jednak bardzo dobry, na pewno
          jeszcze znajdziesz jakąś kobietę."

          Dlaczego jest więc tak dobrze, skoro jest tak źle? ;-)

          Najciekawsze, a przy tym nasmutniejsze, że dwie z "byłych" zamieniły
          owego "wrażliwego artystę" [;-)] na... bijącego alkoholika.
    • Gość: Buźka:))) Nie wiem... IP: 62.29.137.* 25.02.04, 09:13
      dlaczego tak było ale znosiłam ciągłe dołowanie mnie w różny sposób poczynając
      od tego że mam beznadziejny wygląd na cechach charakteru kończąc nie umie tego
      wytłumaczyć myślę że chemia zadziałała tzw. różowe okulary. Nie chciałam być
      sama a po drugie to on umiał byc czuły i miły tylko potem próbował budować
      swoje ego moim kosztem. Jestem juz po dziękuje opatrzności że nie skończyło się
      to znacznie gorzej wpadką i dalszym życiem z nim albo czymś takim brrrr... jak
      wspominam sobie jego gadki to jest mi niedobrze. Wiem jedno NIE POZWOLĘ JUŻ
      NIKOMU TAK MNIE TRAKTOWAĆ . Albo ktoś polubi mnie taką jaka jestem albo nie
      mamy o czym rozmawiać. I współczuje jego kobiecie aktualnej, jeżeli z kims
      jest.
      • Gość: Milaczek Re: Nie wiem... IP: *.opgk.krakow.pl 25.02.04, 09:36
        Miałam to samo koszmar trwał kilka lat ,teraz mam to za sobą zmieniam się i
        cieżko mi zaufać ale ...najgorsze jest jednak znęcanie psychiczne z niego jest
        najgorzej wyjść ,a czytając co piszesz mam wrażenie że czytam o sobie i ja to
        pisałam
        • Gość: Buźka:)))) Do milaczka IP: 62.29.137.* 25.02.04, 09:48
          no u mnie to trwało 3 lata wiesz najgorsze jest to że on w ogóle nie widzi tego
          że źle robił po prostu zero. I wszyscy mi mówili że to nie ma sensu że nie jest
          mnie wart a ja nic jakbym tego nie słyszała w końcu coś we mnie pękło już mnie
          zaczęło wkurzać że on jest taki super a ja ciągle jestem beznadziejna zaczęłam
          patrzeć w lustro i tak sobie myślałam hej nie jest tak źle. I w końcu razem
          stwierdzilismy że to nie ma sensu bo tak go dołowałam nie motywowałam i
          demobilizowałam. Aż w końcu ojej znalazłam prace jakos sobie radzę bez niego no
          i nawet mój wygląd mi nie przeszkadza. A nawet co po niektórym sie podobam. A i
          jeszcze też mam cos takiego że nie potrafie zaufać facetom generalnie traktuje
          ich jak przeciwników na ringu i szczerze mówiśc rzadko który jest mi równy.
          Mówią że jestem pyskata hm trudno .... teraz zaczęłam może po prostu głosno
          wypowiadać swoje zdanie.
          • Gość: Milaczek Re: Do Buźka:)))) IP: *.opgk.krakow.pl 25.02.04, 09:59
            U mnie około 7 lat ,i za każdym razem gdy chciałam odejść zaczynały się
            prześladowania udowadnianie mi że nie jestem nic warta...brzydka ,głupia
            i...skończyło sie na tym że odeszłam ,pomógł mi psycholog i rodzina Teraz ktoś
            stara się zdobyć moje zaufanie ja dmucham na zimne ale pomału się przełamuje-
            jest inny więc nie powielę stereotypu z łapsk jednego drania w
            kolejne. „Przełamanie” się trwało kilka lat
            • Gość: Buźka :))) Do milaczka :))) IP: 62.29.137.* 25.02.04, 10:49
              Czyli w sumie powinnam się cieszyć sorki że tak mówię że ja byłam w takim
              związku tylko 3 lata ale wiesz to zostaje bardzo wewnątrz ja jak słyszę jakieś
              teksty które on mówił to od razu staje się ostra jak żyleta. Generalnie mam
              trudności w nawiazaniu normalnych stosunków z facetami i wiem o tym. Oczywiście
              nie chcę demonizować że to tylko przez niego juz taki mam charakterek troszkę
              pyskułka jestem to fakt. Ale kopleksów troszki się nabawiłam przez niego. A w
              moim wypadku to w dodatku gnebi mnie do tej pory telefonami bo on chce pogadać
              bo ja byłam taka fajna. Ale mam wrażenie że zawse chodzi tylko o to żeby mi
              pokazać że to on nie chce ze mną być a nie ja z nim.
              W każdym razie trzymaj się cieplutko i życzę powodzenia!!!! Żeby TEN nowy był
              cudowny tolerancyjny i żebyś mogła poczuć że ktoś Cię kocha ale bez totalnej
              zmiany Twojej osobowości.
    • bubster Re: Ile kobiet znosi bicie, szturchanie, bluzgi.. 25.02.04, 09:34
      mam koleżankę
      uroda w normie,szczuplutka
      fajna praca, niezły umysł
      i - facet który robił, co chciał (fakt -byl na tyle przyzwoity, że nie bił, ale
      znęcał się psychicznie)
      nawet moi koledzy mówili jej rzuć go
      ona się zgadzała i... nie robiła nic
      rzucił ją, na szczęście dla niej

      dziewczyna ma 24 lata, jakieś dwa lata temu umarł jej ojciec, a kilka lat przed
      ojcem matka
      może to straszliwa potrzeba żeby choć 1 osoba ją kochała?
      • Gość: Wojtek Potrzeba bycia z kims IP: *.terminus.pl / 195.116.99.* 25.02.04, 09:59
        Po pierwsze podkreslam ze mowie generalnie a jest pelno wyjatkow.

        Wydaje mi sie ze kobieta jest istota bardziej spoleczna tzn musi byc z ludzmi
        kogos miec. Facet jest inny czesto jego swiatem jest swiat rzeczy.
        Roznica co do znaczenia bycia z kims powoduje takie zachowanie facetow.
        tzn taki jest tok myslenia:
        Kobieta "musze kogos miec moge nie znalezc innego"
        Facet: "jest z nia OK ale jak jej nie bedzie tez bedzie OK"
        czesto jest to podswiadome ale facet wyczuwa ze kobieta uwaza go za niezbednego
        i to wykorzystuje. Czlowiek ma taka nature ze jak mu sie daje to chce wiecej.
        Wezmy malucha ustapisz mu i dasz kilka razy slodycze przed obiadem bedzie
        chcial tak zawsze bo wyczyl twoja slabosc.

        pozdrowienia dla Blankietu
        • plucha Re: Potrzeba bycia z kims 25.02.04, 13:31
          Gość portalu: Wojtek napisał(a):

          >> czesto jest to podswiadome ale facet wyczuwa ze kobieta uwaza go za
          niezbednego
          >
          > i to wykorzystuje. Czlowiek ma taka nature ze jak mu sie daje to chce wiecej.
          > Wezmy malucha ustapisz mu i dasz kilka razy slodycze przed obiadem bedzie
          > chcial tak zawsze bo wyczyl twoja slabosc.
          >
          To racja. W dodatku kobieta, która jest tak "uczepiona" swojego faceta potrafi
          mu wiele wybaczyć - a im więcej wybacza - na tym więcej on sobie pozwala. On
          się na nią wydrze, ona pokornie spuszcza oczy - no to dalej, można bluzgać do
          woli. Wyżyć się za niepowodzenia w pracy, za opierdziel szefa, za zmęczenie, za
          cokolwiek. I jak to poprawia samopoczucie i podnosi własne ego! Proszę, oto
          jest ktoś, dla kogo jestem szefem, jestem bogiem, mogę wszystko.
      • Gość: baba Re: Ile kobiet znosi bicie, szturchanie, bluzgi.. IP: *.acn.waw.pl 25.02.04, 10:06

        Susan Forward napisala niesamowita ksiazke na ten temat .
        Angielski tytul Mezczyzni, ktorzy nienawidza kobiet i kobiety, ktore ich
        kochaja
        Wyszlo po polsku, ale tytul jest inny , co chyba nie problem, bo mozna
        sprawdzic tytul oryginalny.
        Kiedy czytalam post Swiadomej, to mialam przez chwile wrazenie, ze te wlasnie
        ksiazke przeczytala i nas podpuszcza, tak wiernie oddala charakter mizogyna.
        Triss, przeczytaj ja- jestem pewna, ze Cie zainteresuje i chociaz troche
        przekona, ze jednak dziecinstwo i mlodosc maja bardzo duzy wplyw na nasze
        nieracjonalne zachowania pozniej.
        Susan Forward pracuje z takimi kobietami od wielu lat jako psychoterapeuta.
        Problemem zainteresowala sie z przyczyn osobistych (egzemplarz w domu).
        Goraco polecam i pozdrawiam
    • niuniek6 Nie bije - znaczy nie kocha :) n/t 25.02.04, 09:59
      • Gość: Wojtek Gdy sie kobiety nie bije to jej watroba gnije IP: *.terminus.pl / 195.116.99.* 25.02.04, 10:01
        takie haslo glosil moj kolega. moze oni tez tak mysla i troszcza sie o watrobe
        swych kobiet
    • losiu4 Re: Ile kobiet znosi bicie, szturchanie, bluzgi.. 25.02.04, 10:00
      triss_merigold6 napisała:

      > Z postów wynika, że sporo (jeśli policzyć też f.cosmo). Qrde dlaczego????
      > Piszą niegłupie babki (co widać po języku), z jednej strony skarżąc się z
      > drugiej usprawiedliwiając faceta (zdenerwowałam go, czepiam się, on na co
      > dzień jest boski). Żadnych rad oczywiście nie przyjmą, bo mąż/kochaś
      > przeprosił i obiecał jakieś bzdury.

      a może uważają, że słuszna jest mądrość ludowa głosząca: jak się baby nie
      bije...

      Pozdrawiam

      Losiu
      • niuniek6 Re: Ile kobiet znosi bicie, szturchanie, bluzgi.. 25.02.04, 10:03
        wiec pytanie "czy babe trzeba bic ?" jest zlym pytaniem.
        Prawidlowe pytanie to "Jak czesto ?" :))))
    • Gość: melka Re: Ile kobiet znosi bicie, szturchanie, bluzgi.. IP: 193.111.166.* 25.02.04, 10:17
      Nie bije, ale mówi, że jestem beznadziejna. Nic nie umiem, do niczego się nie
      nadaję. Nie mam od niego ani odrobiny ciepła, ani czułości. Ostatnio komplement
      usłyszałam jakieś półtora roku temu.
      Dlaczego jesteśmy razem? Nie wiem. Chyba nie bardzo potrafimy rozplątać nasze
      sprawy majątkowe i inne, o których trzeba by zdecydować w razie rozstania, nie
      chce nam się - ani jemu, ani mnie zaczynać życia od nowa, tak się
      przyzwyczailiśmy się żyć obok siebie - on coś tam czasem pogada, ja to puszczam
      mimo uszu. Nauczyłam się (tzn. właściwie dalej się uczę, bo jednak nieraz
      jeszcze boli) żyć bez miłości, nie zwracać uwagi na tego chłodnego, niechętnego
      człowieka obok mnie.
      Lubię być sama w domu, czuję się wtedy swobodniej, ale on nigdzie nie chodzi,
      po pracy siedzi w domu, lubi sprzątać, coś naprawiać, remontować.
      Czasem aż do bólu tęsknię za czułym spojrzeniem, dotykiem, miłym słowem...Ale
      dalej tak trwam, czemu? Nie wiem, chyba naprawdę tylko z niechęci do
      podejmowania jakiegoś działania, zapadłam w ten dom, w ten układ jak w głeboki
      fotel, z którego trudno wstać....
      • uri_ja Re: Ile kobiet znosi bicie, szturchanie, bluzgi.. 25.02.04, 10:45
        Gość portalu: melka napisał(a):
        > Czasem aż do bólu tęsknię za czułym spojrzeniem, dotykiem, miłym słowem...Ale
        > dalej tak trwam, czemu? Nie wiem, chyba naprawdę tylko z niechęci do
        > podejmowania jakiegoś działania, zapadłam w ten dom, w ten układ jak w
        głeboki
        > fotel, z którego trudno wstać....
        Kochana, wstań z tego fotela, wiem łatwo się pisze...ale je też byłam z takim
        człowiekiem...zrób to dla siebie, bo za 15 lat i tak stwierdzisz, że umknęło Ci
        życie, a "słowo" miłość nie gościło w twym domu...jak się otrząśniesz, to
        zobaczysz ilu świetnych, czułych facetów chodzi po ziemi i może...
        • Gość: melka Re: Nie potrafię! IP: 193.111.166.* 25.02.04, 11:25
          Może kiedyś do tego dojrzeję...Narazie taka myśl mnie po prostu przeraża. Nie
          umiałabym się wyprowadzić, kocham ten dom, ogród, las dookoła, kocham nasze psy
          i koty - a musiałabym to wszystko zostawić i pójść do miasta, do jakiejś
          paskudnej nory w bloku...Może właśnie to mnie najbardziej powstrzymuje....
          • uri_ja Re: Nie potrafię! 25.02.04, 11:57
            słoneczko, ja nie napisałam, że masz to zrobić z dnia na dzień... poza tym
            zapomniałam Cię spytać, czy rozmawiałaś z nim o tym co czujesz- bo wbrew
            pozorom czasem to przynosi pozytywne rezultaty. zaznaczam POROZMAWIAĆ nie
            wykrzyczeć i poprowadzić rozmowę konstruktywnie, tzn. nie dać się sprowokować...
            • Gość: melka Re: Nie potrafię! IP: 193.111.166.* 25.02.04, 12:38
              Czy z dnia na dzien czy nie - i tak musiałabym się w końcu wyprowadzić.
              Już nie próbuję z nim rozmawiać. Dałam za wygraną. Albo milczał, albo mówił
              zniecierpliwiony - o rany, ale sobie wymyślasz, lepiej się do jakiejś roboty
              weź! Albo: co, znowu się jakich głupich książek o miłości naczytałaś ?
              • uri_ja Re: Nie potrafię! 25.02.04, 15:42
                nie jestem chodzącą mądrością i staram się nie radzić innym jak mają żyć, ale
                Tobie poradzę: wyprowadź się (nawet z obskurnego mieszkania w bloku można
                zrobić cacko), znajdź pracę ( a przynajmniej się postaraj), albo mimo wszystko
                próbuj z nim porozmawiać. mów tylko do niego tak jak człowiek, tzn. opowiedz
                szczerze co czujesz, bez używania zbyt patetycznych zwrotów...
    • Gość: AniaWarszawa Re: Ile kobiet znosi bicie, szturchanie, bluzgi.. IP: *.acn.pl 25.02.04, 10:47
      Ile? Zdecydowanie za dużo. To przykre.

    • blanchet Re: Ile kobiet znosi bicie, szturchanie, bluzgi.. 25.02.04, 11:17
      sytuacja z mojej pracy zawodowej: pytam się babce czy mąż ją bije a ona z
      bezzębnym uśmiechem, że tylko wtedy jak sobie zasłuży Ja na to że nie ma czegoś
      takiego jak zasłuży i nie powinna się z tym godzić możemy jej pomóc itp.etc. Ta
      kobieta nie była samodzielna finansowo, nigdy nie pracowała, rodziła dzieci od
      dziecka, a mąż był podstawą jej zycia i tak naprawdę prawo w polsce takie że
      babka miałaby tylko jedno wyjście -schronisko. Jak znam życie ( nie osobiście
      ale z pracy): bo faceci za przemoc wobec kobiet itp. dostają zazwyczaj 3 lata w
      zawieszeniu i dozór kuratora i dalej mieszkają z żonami znęcając się psychicznie
      • Gość: Wojtek Re: Ile kobiet znosi bicie, szturchanie, bluzgi.. IP: *.terminus.pl / 195.116.99.* 25.02.04, 11:21
        blanchet napisała:
        > sytuacja z mojej pracy zawodowej: pytam się babce czy mąż ją bije a ona z
        > bezzębnym uśmiechem że tylko wtedy jak sobie zasłuży Ja na to że nie ma czegoś
        > takiego jak zasłuży i nie powinna się z tym godzić możemy jej pomóc itp.etc Ta
        > kobieta nie była samodzielna finansowo, nigdy nie pracowała rodziła dzieci od
        > dziecka, a mąż był podstawą jej zycia i tak naprawdę prawo w polsce takie że
        > babka miałaby tylko jedno wyjście -schronisko. Jak znam życie ( nie osobiście
        > ale z pracy: bo faceci za przemoc wobec kobiet itp. dostają zazwyczaj 3 lata w
        > zawieszeniu i dozór kuratora i dalej mieszkają z żonami znęcają się psychiczni
        > e


        heja blankiet
        nie boisz sie troche ze bedziesz miec takiego meza, a moze juz masz ale
        pamietaj rownouprwnienie wiec ty go lej tylko mocno
    • Gość: animus Re: Ile kobiet znosi bicie, szturchanie, bluzgi.. IP: *.aster.pl / *.acn.pl 25.02.04, 11:21
      mnie sie wydaje z obserwacji ze kobiety oddaja odpowiedzialnosc za siebie w
      rece mezczyzn oraz podswiadomie oczekuja od mezczyzn ze dopelni je lub da im to
      czego same one sobie nie moga dac.jesli kobiety same zaczely by troszczyc sie
      tylko o siebie ,to by sie to zmienilo.
      Anegdota (moze troche okrutna) z gabientu psychoterapeuty , ktory bierze
      ogromne pieniadze za wizyte.Przychodzi kobieta i mowi ze maz ja wyzywa od szmat
      itp, a on na to: dlaczego pani chce czuc sie jak szmata?
      Chodzi o to zeby kobiety z czystym sumieniem sprobowaly sie zastanowic co im
      daje syndrom ofiary a co zabiera?Niestety kat bez ofiary nie bylby katem ani
      ofiara bez kata nie bylaby ofiara.
      • Gość: Buźka:))) Chcesz przez to.... IP: 62.29.137.* 25.02.04, 11:39
        powiedzieć że z miłą chęcią wysłuchiwałam że jestem brzydka beznadziejnie sie
        maluje i że jestem fatalna w każdej sferze życia. No to muszę Cię zaskoczyć że
        nie tego oczekuje od faceta. To że pewne sprawy oddałam w jego ręce nie oznacza
        że chciałam żeby mnie ubezwłasnowolnił. Chcesz powiedzieć że chciałam sie czuć
        brzydka głupia i niczego nie warta no to chyba nikt się nie chce tak czuć hę?
        syndrom ofiary ? oki więc jeżeli bardzo Ci na kimś zależy i wydaje Ci się że go
        kochasz to oczekujesz tego samego w druga stronę i ze zdziwieniem nagle widzisz
        że ten ktoś Ci tego nie daje a wręcz Cię poniża. Myślę że po prostu kolesie
        ktorzy tak traktuja swoje kobiety maja wiele kompleksów i nie maja na tyle siły
        żeby się z nimi zmierzyć więc wyrzywają się na słabszych kobikach wykorzystując
        czyjes zaufanie i miłość.
        • Gość: animus Re: Chcesz przez to.... IP: *.aster.pl / *.acn.pl 25.02.04, 11:54
          Mam na mysli tu przedluzajace sie katowanie czyli dluuuuuugi zwiazek... z
          mojego doswiadczenia wynika rowniez to ze kobiety , ktore czesto spotykaja
          partnerow (katow), potem jesli zjawia sie ten wymarzony ksiaze czyli normalny
          partner nie jest on odpowiedni dla tych kobiet gdyz one nie umieja zyc z kims
          kto jest czuly i kochany i sie nie przyczepia.To tak jakby doszly do wniosku ze
          na lepszego faceta nie zasluguja lub nie sa go godne.
          Zle mnie zrozumialas ja mowie z punktu widzenia obserwacji dlugoletnich
          zwiazkow, gdzie kobieta nie chce walczyc o siebie.(poddaje sie).Jesli partnet
          uderzy raz lub wyzwie mozna czekac na drugi raz i jesli zdarzy nie czekac ,
          tylko zabierac sie i w nogi.mam na mysli rowniez to ze jesli katowanie sie
          przedluza to nie ma na co czekac, bo najgorszy jest moment kiedy kobieta
          dochodzi sie do wniosku ze 'a moze on ma racje'?, "moze ja rzeczywiscie taka
          jestem"?Wtedy w glebi duszy sie poddaje.
          • Gość: Buźka:))) Re: Chcesz przez to.... IP: 62.29.137.* 25.02.04, 12:15
            no dobrze tylko to brzmi bardzo filozoficznie i psychologicnie wierz mi również
            że nie tylko dłuuuugi związek może pozostawić bardzo głęboki ślad w osobowości
            A tak na prade jezeli ktoś już raz wyrzywa się psychicznie lub fizycznie na
            drugiej osobie to tak będzie dalej... A co do kobiet żyjacych w długotrwałych
            związkach to czasami nie maja pieniędzy ani możliwości finansowych na wyjście z
            takiego zwiazku a odwagi też .... A co do królewicza z bajki to sorki ale
            bardzo ciężko kogoś takiego znaleźć bo z twojego opisu wynika ze chodza jeden
            za drugim i tylko czekaja na biedne i zranione kobiety. Rzeczywistosc jest
            troszke inna.... A wpaść z ramion jednego MACHO w ramiona drugiego jest bardzo
            łatwo. Może dlatego te kobiety ląduja w podobnych związkach bo na prawde
            fajnych facetów jest bardzo bardzo mało !!!!
            • Gość: animus Re: Chcesz przez to.... IP: *.aster.pl / *.acn.pl 25.02.04, 19:01
              wiesz (mowie teraz z wlasnego dosiwadczenia) to jest tak , ze im bardziej
              szanujesz i cenisz sama siebie tym mniej bedziesz chciala wchodzic wtakie
              zwiazki.Ja nie czekalam nawet pol roku po prostu odeszlam.Moja przycjaciolka
              odeszla z malym dzieckiem, mieszka teraz ze mna.Ja wierze w to ze owszem
              potrzeba odwagi i sily ale mozna i nie mow mi ze uzalanie sie nad soba to
              najlepsza metoda.Bo uzalac sie nad soba to potrafi kazdy ale zrobic cos to juz
              nielatwo, ale mozna.Wszystko jest lepsze od pozostania w takim zwiazku.
      • Gość: baba Do animus. IP: *.acn.waw.pl 25.02.04, 11:52

        Wlasnie w ksiazce, o ktorej pisalam, jest dokladnie pokazane, dlaczego takie a
        nie inne kobiety wybieraja sobie facetow, ktorzy tak je traktuja.
        Zdarza sie niejednokrotnie, ze trafiaja na podobnych, bo podswiadomie
        interesuja sie pewnymi typami. Normalni je nudza i nie zauwazaja ich.
        • Gość: animus Re: Do baby IP: *.aster.pl / *.acn.pl 25.02.04, 11:59
          Czy to nie jest przypadkiem ksiazka 'Dlaczego on nie kocha a ona za nim
          szaleje"?Czytalam te ksiazke .Rowniez jest dobra'Kobiety , ktore kochaja za
          bardzo"-Robin Norwood.Lubie Forward ma bardzo trafne spostrzezenia i dzieki jej
          ksiazkom duzo sie nauczylam.Pozdrawiam
          • Gość: baba Re: Do baby IP: *.acn.waw.pl 25.02.04, 13:38

            O tak , to wlasnie ta ksiazka, tytul oryginalu brzmi inaczej, trafniej,
            Kobiety, ktore kochaja za bardzo tez czytalam, bardzo pouczajaca.
            Rowniez pozdrawiam :-)
    • Gość: rusałka Re: Ile kobiet znosi bicie, szturchanie, bluzgi.. IP: *.one.pl 25.02.04, 11:28
      powiem tylko, ze miałam takie doswiadczenia w wieku lat 22, czyli 4 lata temu.
      I co, ze koleś pomyłka, bez pracy ani wykształcenia (ja wtedy na studiach) ze
      starszy 7 lat i z przeszloscia? patrzac na to z perspektywy czasu sama siebie
      nie poznaje, on chyba musiał wtedy wyprac mi mozg, niczyje argumenty, matki,
      przyjaciól, nie trafiały...

      Gdybym tego nie przezyla nie wierzylabym, ze sa ludzie, którzy potafia
      zmanipulowac, stłamsic, przywiazac do siebie druga osobe, ze mozna młodej,
      atrakcyjnej i nieglupiej dziewczynie wmowic, ze jest glupia, brzydka i "nikt
      jej nie zechce"(sic!!), grac na czyichs emocjach, wywołując jeszcze do tego
      poczucie winy... trwało to prawie 2 lata...
      moze i dobrze się stalo, ze w koncu dostalam w pysk (oddalam, a jakze:)) bo to
      otworzylo mi oczy. I tak pierwszy raz wybaczylam (bo bardzo przepraszal),
      uciekłam dopiero za drugim. potem tez przepraszal, ale nie dal rady, bo
      zdążylam już dojść do siebie, czar prysł. I tak za długo to trwało.
      Tacy kolesie powinni chodzic po świecie wyposażeni w tablice ostrzegawcze.
      przynajmniej dostalam skuteczna nauczke jak takich typow rozpoznac i unikac. I
      stalam sie silniejsza.

      Uffff, oto była rusałkowa chwila sczczerości...

      a co z kobietami, które znoszą to i znoszą, lub pakują sie z jednego toxycznego
      związku w następny?
      cóż, tak się z reguły w Polsce wychowuje córki....
      • Gość: Wojtek RADA DLA TRISS IP: *.terminus.pl / 195.116.99.* 25.02.04, 11:33
        Mysle ze powinnas przemyslec te zareczyny bo moze twoj luby bedzie Cie bil.
        Przemysl to moze lepiej byc samotna feministka wykorzystujaca facetow. :))))
    • pysia-2 Re: Ile kobiet znosi bicie, szturchanie, bluzgi.. 25.02.04, 11:39
      To ja doloze jeszcze jeden powood - niestety wiem o nim z autopsji.
      Nie, mooj maz mnie nie bije. Gdyby sproobowal, pewnie by lezal na chirurgii
      ogoolnej i czekal na poskladanie :o)
      Natomiast ostatnio coraz czesciej zdarza mu sie traktowac mnie jak kawalek
      smiecia. Brak szacunku objawia sie w codziennych pretensjach o cokolwiek (np. o
      to, ze kawa byla za slaba). W slowach, jakimi zwraca sie do mnie - godnych
      pierwszego lepszego menela. W ogoolnej postawie moowiacej mi, ze jestem do dupy
      w kazdej dziedzinie zycia. Wszystko to zaostrza sie po jakims 5 piwie.
      I jestem z nim, chociaz coraz czesciej mysle o odejsciu, pewnie jeszcze dlugo
      nie odejde. Moze nigdy? Dlaczego?
      Bo walczylam o ta milosc z moja rodzina, z rodzicami, ze znajomymi.
      Przekonywalam, ze jest tego wart i ze przekonaja sie z biegiem czasu. A z
      biegiem czasu okazal sie wlasnie nie wart tego wszystkiego. I poczucie dumy nie
      pozwala mi sie przyznac. I szkoda mi mojej mamy, ktoora po pierszym szoku
      otrzasnela sie i stanela za mna murem (tata tez). I ona roowniez musiala
      stoczyc walke z otoczeniem...
      Nie powiem jej, ze mi zle w tym malzenstwie. Ona na to nie zasluguje. Juz dosyc
      trosk jej przysporzylam.
      I nie chce uslyszec od nikogo: A NIEMOOWILAM??
      • blanchet Re: Ile kobiet znosi bicie, szturchanie, bluzgi.. 25.02.04, 11:43
        rozumiem Twoje inwestycje w związek, poniesione koszty są większe niż twoje
        obecne poczucie własnej wartości. Podlicz wszystko raz jeszcze i zaryzykuj że
        ktoś ci powie: anie mówiłam- uwierz od tego nie umrzesz :)) Pozdr
    • magic00 Re: Ile kobiet znosi bicie, szturchanie, bluzgi.. 25.02.04, 11:51
      Mam pytanie odnośnie "wspomnień z dzieciństwa". Czy to możliwe, aby mimo
      dobrego traktowania w dzieciństwiem kobiety przyzwalały się na złe trakowanie
      przez partnerów? Jak ta teoria ma się do praktyki? Zastanawia mnie, czy to
      jeżeli wychowuje sie córkę w szacunku, akceptacji i bla bla, to ma się 99%
      gwarancji, że nie trafi się jej koleś, co będzie ją poniżał?
      • Gość: robert Re: Ile kobiet znosi bicie, szturchanie, bluzgi.. IP: *.net.autocom.pl 25.02.04, 12:11
        Jest taka zasada; jeśli mężczyzna uderzy kobietę w twarz to trzeba mu
        powiedzieć: "uderzyłeś mnie pierwszy i ostatni raz". I odejść. Natychmiast.
        Żadne przeprosiny nic już tu nie pomogą. Jeśli się odzywa wulgarnie i źle
        traktuje kobietę to po kiliku takich sytuacjach należy to potraktować jak
        uderzenie w twarz ( konsekwencje: patrz wyżej ). Niestety, jedną z nielicznych
        wad u kobiet jest naiwność i zaślepienie. Dlatego nie bądźcie Matkami Teresami,
        które myślą sobie: "przy mnie on się zmieni", albo "moja miłość go zmieni".
        Nieprawda. To się nigdy nie udaje. Szkoda czasu.
        • lola211 Re: Ile kobiet znosi bicie, szturchanie, bluzgi.. 25.02.04, 12:54
          > Jest taka zasada; jeśli mężczyzna uderzy kobietę w twarz to trzeba mu
          > powiedzieć: "uderzyłeś mnie pierwszy i ostatni raz". I odejść. Natychmiast.

          Dobra, to jeszcze doradz DOKAD mają odejsc, tylko nie pisz "do schroniska".
          • Gość: robert Re: Ile kobiet znosi bicie, szturchanie, bluzgi.. IP: *.net.autocom.pl 25.02.04, 13:04
            Pisałem o związkach p r z e d ślubem, droga Lolu.
            Ani razu nie użyłem słowa "mąż", czy "żona".
            • lola211 Re: Ile kobiet znosi bicie, szturchanie, bluzgi.. 25.02.04, 13:44
              Tak sie składa, ze ten cały mizoginizm nabiera mocy czesto juz po slubie, czy
              kilkuletnim zwiazku.Wczesniej tzw. klapki na oczach nie pozwalaja obiektywnie
              dojrzec jego objawów.Bywa, ze kobieta zostanie uderzona po raz pierwszy bedąc
              juz zona, czesto matka.Wczesniejsze agresywne zachowania zas tłumaczyła jego
              złym humorem, przepracowaniem, własna wina, etc- miłosc niestety przysłania
              wszystko.Krzyknał, powiedział cos w złosci, potem przeprosił, zdarza sie w
              zwiazkach, prawda?
              Na codzien taki facet moze naprawde byc czuły, kochający, czasem zas ma
              własnie "faze", która zaraz mija.
              A po latach, gdy zwiazek okrzepł, gdy nastapiła stabilizacja, on ja policzkuje,
              zniewaza.Szok i pytanie- co dalej? Nie pije, pracuje, pieniadze przynosi, nie
              zdradza, jedyny feler to jego gwałtowne reakcje czasami.I co najgorsze, on
              kompletnie nie widzi swojej winy- wszak to ona wyolbrzymia.Powiedzial na
              nią "kurwa"? Nie, ona sie przeslyszała, to była tylko taka wstawka, nie epitet
              kierowany do niej, odwraca kota ogonem.
              Wszyscy jej wspólczuja, podziwiaja, ze z nim wytrzymuje, a ona po prostu nie ma
              gdzie sie podziac, dlatego to znosi.

              • Gość: robert Re: Ile kobiet znosi bicie, szturchanie, bluzgi.. IP: *.net.autocom.pl 25.02.04, 14:19
                Mizoginizm to nie jest coś co się włącza samo z siebie i to dopiero po ślubie.
                To właśnie tzw. klapki na oczach, o których piszesz, są powodem niedostrzegania
                początkowych objawów tej patologii. Tłumaczenie zaś sobie niechęci i agresji ze
                strony faceta własną winą lub jego złym humorem jest - tak jak to napisałem w
                pierwszym poście - naiwnością i zaślepieniem. I jescze jedno; wybacz, ale nie
                potrafię sobie wyobrazić takiej chimery, że "facet może naprawdę być czuły,
                kochający", i że ten sam facet może powiedzieć do swojej kobiety "k...".
                Sens mojego pierwszego posta był taki: jeśli zauważacie u faceta (przed ślubem)
                oznaki złego traktowania to nie myślcie, że po ślubie to się zmieni. Nie zmieni
                się. A jeżeli się zmieni to na gorsze. Od leczenia dużo lepsza jest
                profilaktyka.
          • kiitek Re: Ile kobiet znosi bicie, szturchanie, bluzgi.. 25.02.04, 13:38
            Acha,wiec jeżeli kobieta nie ma się gdzie wyprowadzić-tkwi dalej w związku,w
            którym facet ją tłucze?Hmm...ciekawy sposób...
            A przecież kobieta może kazać facetowi się wyprowadzić.
            • lola211 Re: kiitku 25.02.04, 14:01
              He, he..
              W statystycznej polskiej rodzinie mieszkanie jest wspolne.Ona nie ma prawa
              nakazac mu sie wyprowadzic- chyba ze to wylaczna jej własnosc.Pozostaje droga
              sadowa, udowodnienie mu znecania sie nad rodzina (jesli on ją policzkuje, to
              raczej sladów do obdukcji nie ma, tym bardziej jesli zneca sie psychicznie)-
              prosze, spróbuj taką sprawe wygrac.Dopóki zas wyrok nie zapadnie, nadal
              mieszkaja razem- która ofiara odwazy sie walczyc w ten sposób z katem?
              Poza tym niełatwo jest wywalczyc eksmisje, a nawet jesli, to facet i tak moze
              sie upierac i z wyroku nic sobie nie robic.
              Nalezy odróznic zwykłe mordobicie pijanego menela od wyrafinowanego znecania
              sie "kulturalnego" mizogina- ten drugi jest za sprytny, by łatwo było mu cos
              udowodnic.
              • kiitek Re: kiitku 25.02.04, 14:18
                lola211 napisała:

                > He, he..
                > W statystycznej polskiej rodzinie mieszkanie jest wspolne.Ona nie ma prawa
                > nakazac mu sie wyprowadzic- chyba ze to wylaczna jej własnosc.Pozostaje droga
                > sadowa, udowodnienie mu znecania sie nad rodzina (jesli on ją policzkuje, to
                > raczej sladów do obdukcji nie ma, tym bardziej jesli zneca sie psychicznie)-
                > prosze, spróbuj taką sprawe wygrac.Dopóki zas wyrok nie zapadnie, nadal
                > mieszkaja razem- która ofiara odwazy sie walczyc w ten sposób z katem?
                > Poza tym niełatwo jest wywalczyc eksmisje, a nawet jesli, to facet i tak moze
                > sie upierac i z wyroku nic sobie nie robic.
                > Nalezy odróznic zwykłe mordobicie pijanego menela od wyrafinowanego znecania
                > sie "kulturalnego" mizogina- ten drugi jest za sprytny, by łatwo było mu cos
                > udowodnic.

                W takim razie co?
                Nie warto walczyć,tylko dać się dalej poniżać?
                Ja myslę,że 'kobiety-ofiary' nie walczą,żyją tak i nie chcą tego
                zmienić,natomiast kobiety,które nie pozwalają się tak traktować potrafią
                uwolnić się od takiego drania.
                Gdybym to ja była w takiej sytuacji,przypuśćmy,że mieszkanie zapisane byłoby na
                mojego przypuszczalengo męża-wyprowadziłabym się bez względu na wszystko,jeżeli
                on nie chciałby tego zrobić.Nie mogłabym dopuścić do sytuacji,że skoro nie mam
                się gdzie wyprowadzić pozwolę się nadal poniżać-NIGDY!
                Skoro jakiś facet poniża swoją żonę czy partnerkę-jest to też jej wina,bo
                pozwala sobie na to.
                • lola211 Re: kiitku 25.02.04, 14:33
                  Wiesz, zadna kobieta, ale to zadna nie powie, ze chce zeby tak ja traktowac, i
                  ze ona na to pozwala.Zarzekasz sie, ze nigdy, ze bez wzgledu na wszystko bys
                  sie wyprowadzila.Gdybac mozna sobie, jesli sie nie jest w takiej
                  sytuacji.Pomysl, ze masz małe dziecko, facet dopiero po jego urodzeniu ci
                  przyłozył.Nie masz gdzie sie podziac, po prostu nie masz- do rodziny nie
                  wrócisz, bo nie ma miejsca na ciebie i malucha, nic nie wynajmiesz, bo cie nie
                  stac.Gdzie idziesz? Do schroniska? Akurat.
                  • kiitek Re: kiitku 25.02.04, 14:44
                    lola211 napisała:

                    > Wiesz, zadna kobieta, ale to zadna nie powie, ze chce zeby tak ja traktowac,
                    i
                    > ze ona na to pozwala.Zarzekasz sie, ze nigdy, ze bez wzgledu na wszystko bys
                    > sie wyprowadzila.Gdybac mozna sobie, jesli sie nie jest w takiej
                    > sytuacji.Pomysl, ze masz małe dziecko, facet dopiero po jego urodzeniu ci
                    > przyłozył.Nie masz gdzie sie podziac, po prostu nie masz- do rodziny nie
                    > wrócisz, bo nie ma miejsca na ciebie i malucha, nic nie wynajmiesz, bo cie
                    nie
                    > stac.Gdzie idziesz? Do schroniska? Akurat.

                    Tak,nie przeżyłam takiej sytuacji,ale wyobraź sobie,że akurat tego jednego
                    jestem pewna-NIGDY nie zostałabym z takim mężczyzną,który znęcałby się nade mną
                    czy to psychicznie czy fizycznie.
                    Z każdej sytuacji jest jakieś wyjście,owszem - poszłabym chociażby do
                    schroniska,bo nigdy nie pozwoliłabym sobie na to by ktokolwiek mnie bił,bądź
                    znęcał się nade mną w inny sposób.Po prostu.
                    Wiem,że taka dyskusja to przeważnie tylko 'gdybanie',ale potrafię mniej więcej
                    wyobrazić sobie coś takiego,gdyby miało mnie się to przytrafić i wiem,że
                    postąpiłabym dokładnie tak jak napisałam.
                    • lola211 Re: kiitku 25.02.04, 15:00
                      Piszesz o biciu, zas przemoc wobec kobiet rózne ma oblicza.Zdarza sie, ze atak
                      zdarza sie raz do roku, a pomiedzy tymi zdarzeniami wiedzie sie wygodne zycie,
                      on ubliza, nie bije.
                      To fajnie, ze jestes tak pewna swego, masz duze szanse nigdy z takim facetem
                      sie nie zwiazac.
                      Ja akurat znam takie sytuacje i po prostu jestem w stanie te kobiety zrozumiec.
                      Nie zabierze dziecka do przytułku, kiedy wiedzie dostatni zywot, a raz na jakis
                      czas facet sie na niej słownie wyzywa.W koncu i ona do tego domu sie
                      przylozyła, to jest takze jej własne miejsce, za nic go nie opusci, tym
                      bardziej nie skaze dziecka na tułaczke po jakis zapyziałych osrodkach.Jej
                      bronia jest skorupa, w której sie schronila i juz zadne jego slowa ranic jej
                      nie zdołaja.Spływa po niej.To jest jej sposób obrony.I uwazam, ze w tym
                      momencie to on traci, jego wladza jest iluzoryczna, a ona poprzez własne
                      opanowanie wygrywa.
                      Ona kiedys tak samo oburzała sie na sama mysl, ze jakikolwiek facet mógłby źle
                      sie do niej odnosic.
                      • ocker Re: kiitku 26.02.04, 01:35
                        No coz, Lola, chyba nie przemyslalas tego do konca. Wprawdzie sam jestem
                        mezczyzna i do tego nie mieszkajacym w Polsce, ale wiem, ze zawsze mozesz
                        takiego faceta wyprowadzic.

                        Jak? Proste. Przygotuj sie, wez tydzien urlopu, jak juz bedziesz gotowa to rano
                        po jego wyjsciu zawolaj slusarza, zmien zamek nastepnie spakuj jego rzeczy i
                        odwiez do kogos, gdzie on bedzie je mowl odebrac.

                        Jest taki lacinski termin prawny, ktory tlumaczy sie jako "szczesliwy
                        posiadacz". Jezeli on czegos chce, to teraz on bedzie musial udowodnic, ze to
                        jego. To on bedzie musial dazyc do podzialu majatku, to on bedzie to wszystko
                        musial udowodnic!

                        A bojisz sie to zrobic? Popros brata, kuzyna czy kolege aby tego dnia byl z
                        toba. A jezeli nie masz nikogo takiego, to za stowke wynajmij jakiegos skin-
                        head'a na pol dnia.

                        Czyli mowiac ktotko, zrob z tego jego problem, nie swoj!

                        Pozdrawiam
                        • kiitek Re: kiitku 26.02.04, 08:23
                          ocker napisał:

                          > No coz, Lola, chyba nie przemyslalas tego do konca. Wprawdzie sam jestem
                          > mezczyzna i do tego nie mieszkajacym w Polsce, ale wiem, ze zawsze mozesz
                          > takiego faceta wyprowadzic.
                          >
                          > Jak? Proste. Przygotuj sie, wez tydzien urlopu, jak juz bedziesz gotowa to
                          rano
                          >
                          > po jego wyjsciu zawolaj slusarza, zmien zamek nastepnie spakuj jego rzeczy i
                          > odwiez do kogos, gdzie on bedzie je mowl odebrac.
                          >
                          > Jest taki lacinski termin prawny, ktory tlumaczy sie jako "szczesliwy
                          > posiadacz". Jezeli on czegos chce, to teraz on bedzie musial udowodnic, ze to
                          > jego. To on bedzie musial dazyc do podzialu majatku, to on bedzie to wszystko
                          > musial udowodnic!
                          >
                          > A bojisz sie to zrobic? Popros brata, kuzyna czy kolege aby tego dnia byl z
                          > toba. A jezeli nie masz nikogo takiego, to za stowke wynajmij jakiegos skin-
                          > head'a na pol dnia.
                          >
                          > Czyli mowiac ktotko, zrob z tego jego problem, nie swoj!
                          >
                          > Pozdrawiam


                          OO!Między innymi to chciałam napisać!:-)))I tak powinno być!
                          pozdrowienia
                        • lola211 Re: do ockera i kiitka 26.02.04, 10:11
                          Zeby była jasnosc to nie o mnie chodzi.
                          Po drugie- wariant takiej wyprowadzki jest cokolwiek utopijny.
                          Na miejscu tego faceta pierwsze co, to wzywam slusarza, który bez problemu
                          rozprawi sie z nowym zamkiem i zakładam swój. Gdyby miał problemy z dostaniem
                          sie do domu, wzywa policje(a to jego kolesie)- to takze jego mieszkanie i brat
                          czy kolega zony moga mu cmoknąc.O czym wy w ogóle piszecie? A ten konkretny
                          facet ma takie znajomosci, ze udupili by ja na cacy.Weźmie skinheda? A jutro
                          sama zostanie pobita i zgwalcona na przykład? Co to za rozwiazania? Za duzo
                          filmów sie naogladaliscie, słowo daje.
                          Ockerze, Ciebie tłumaczyc moze tylko fakt nie mieszkania w Polsce- tutaj nikt
                          nie bedzie cie bronił przed agresorem- nie ma nakazu eksmisji, nie mozesz
                          wywalac faceta z domu.Koniec kropka.Prosze o propozycje mozliwe do
                          przeprowadzenia w Polsce.
                          • ocker lola211 26.02.04, 11:32
                            Nie, z cala pewnoscia mam racje. On sie pozniej wlamie? Dobrze, ale to ON
                            dziala wbrew prawu, wlamanie nie jest legalne - wymiana zamkow jest. Ponadto
                            mowie "wez tydzien urlopu".

                            Oczywiscie, ze mozesz wywalic faceta z domu! Tylko musisz to robic glosno i
                            demonstracyjnie. Kto z kolesi zaryzykuje kariere po to tylko, by go opisano w
                            gazecie?

                            Ja wiem, ze to jest troche gadanie dla odwaznych kobiet. Ale ja to wlasnie
                            kieruje dla kolezanek czy rodziny tych co sa maltretowane. W tej materii nie
                            mam meskiej sympatii!
                            Pozdrowienia
                            • lola211 Re: lola211 26.02.04, 13:41
                              Czy istnieje cos takiego jak włamanie do własnego domu???
                              Ja o czyms takim nie słyszałam.To jest jego dom, jego wlasnosc, jak ktos mu
                              moze zabronic demontowania zamka?
        • Gość: Pio Re: Ile kobiet znosi bicie, szturchanie, bluzgi.. IP: *.bci.net.pl 25.02.04, 19:49
          Szanowny Robercie!
          A jakie są zasady jak kobieta uderzy? Co, jesli złapie mocno za nos w miejscu
          publicznym? Co, jesli kopnie? Znajdź mi proszę, męski odpowiednik Matki Teresy.
          • Gość: robert Re: Ile kobiet znosi bicie, szturchanie, bluzgi.. IP: *.net.autocom.pl 25.02.04, 20:58
            Odpowiadam na pytanie pierwsze: kobieta z zasady nie uderza, a jeżeli Cię
            uderzyła tzn., że na to zasłużyłeś i broń Boże nie wolno oddawać, nawet
            kwiatkiem.
            Odpowiadam na pytanie drugie: jeśli się dajesz kobiecie wodzić za nos i to w
            dodatku w miejscu publicznym tzn., że nie masz żadnych zasad.
            Odpowiadam na pytanie trzecie: jeśli Cię kopnie, np. w wiadome miejsce, to
            znaczy, że zachowałeś się wobec niej niestosownie i zasłużyłeś sobie na to
            (nikt nie kopie drugiego bez powodu, zwłaszcza kobieta i zwłaszcza "tam").
            Odpowiadam na pytanie czwarte: i to właśnie Ty chcesz, aby Ci znależć męski
            odpowiednik Matki Teresy? Proszę bardzo: Ojciec Pio.
    • Gość: uncja Re: Ile kobiet znosi bicie, szturchanie, bluzgi.. IP: *.de.ibm.com 25.02.04, 11:53
      Wśród moich bliższych koleżanek co najmniej dwie miały do czynienia z przemocą
      fizyczną. Obie inteligentne, wykształcone, mężowie również niczego sobie, z
      oddali - panowie na poziomie. Jedna się rozwiodła, kiedy agresja słowna
      przeniosła się również na starsze dziecko. Druga nadal tkwi w takich chorym
      związku i za Boga, nie pytajcie mnie dlaczego. Tym bardziej, że u niej nie
      chodzi o poszturchiwanie, bywało, że nie wychodziła z domu przez 2 tygodnie
      czekając zą znikną sińce... Dziewczyna jak malowanie, zgrabna, wydawałoby się
      niegłupia i mówi "a jaką mam gwarancję, że z kimś innym byłoby lepiej?". Są ze
      sobą już kilkanaście lat, on jest w domu dyktatorem, wszystko musi być tak jak
      on chce, wystarczy mały protest i już. Niby ona wie, że zasługuje na coś
      lepszego, ale nic z tym nie robi. Mimo tego, że nie tylko ją tłucze ale i
      zdradza. Czasem jak widzę jak ona mu nadskakuje, dogadza, jak wszystko u nich
      kręci się dookoła niego, to mam wrażenie, że myśli, że musi jakoś zasłużyć na
      jego "uczucie". Dzieci nie maja, bo on nie chce. Ona twierdzi, że też - ale nie
      jestem do końca przekonana czy to prawda. Podejrzewam, że gdyby on nalegał bez
      protestu by się zgodziła, nawet gdyby sama nie czuła takiej potrzeby. Ona ma
      gdzie odejść, ma oparcie w rodzinie, przyjaciołach. Nie odchodzi. Nie potrafię
      wytlumaczyć tego niczym. Kocha? jak można kochać kogoś takiego? czy to jest
      miłość? czy też wmówiono takim kobietom skutecznie, że na nic lepszego nie
      zasługują?
    • niedzwiedziczka Polecam książkę pt."Kobiety, które kochają za bard 25.02.04, 11:57
      pt."Kobiety, które kochają za bardzo" Natalie Wood. Ktoś mi ją polecił właśnie
      na forum w związku z wpLywem relacji matka-córka na dorosłe życie. Kupiłam,
      przeczytałam i zrozumiałam bardzo dużo rzeczy. Polecam wszystkim kobietom, które
      czują, że coś w ich związku jest nie tak, albo takich, które szukają facetów, z
      którymi jest fantastycznie w łóżku, a fatalnie poza nim.
    • pajdeczka Re: Ile kobiet znosi bicie, szturchanie, bluzgi.. 25.02.04, 12:13
      Niektóre wyolbrzymiają problem. Jeszcze żadna nie umarła od wykręconej rączki,
      albo "konika" (takie skręcenie sory, boli jak diabli, mąż mi nieraz dla żartu
      tak robi). A jak on mi tak zrobi to ja go wtedy z łokcia w przyrodzenie. I jest
      remis:)
      • niedzwiedziczka Re: Ile kobiet znosi bicie, szturchanie, bluzgi.. 25.02.04, 12:48
        Wybacz pajda, ale się sama nie szanujesz, to się nie dziw,że ktoś (mąż) Cię nie
        szanuje. Gdyby mój mąż zrbił mi takiego "konika", to już byśmy razem nie byli.
        To po pierwsze. Po drugie: nie rozumiem, jak człowiek który mnie kocha mógłby
        mnie krzywdzić? Mój tato różne rzeczy robił (pił, czasem zbił) ale on nie umiał
        kochać nawet sam siebie.
        • pajdeczka Re: Ile kobiet znosi bicie, szturchanie, bluzgi.. 25.02.04, 13:04
          niedzwiedziczka napisała:

          > Wybacz pajda, ale się sama nie szanujesz, to się nie dziw,że ktoś (mąż) Cię
          nie szanuje. Gdyby mój mąż zrbił mi takiego "konika", to już byśmy razem nie
          byli. To po pierwsze. Po drugie: nie rozumiem, jak człowiek który mnie kocha
          mógłby> mnie krzywdzić? Mój tato różne rzeczy robił (pił, czasem zbił) ale on
          nie umiał kochać nawet sam siebie.

          Następna nawiedzona. Walka płci jest stara jak świat. Trzeba umieć odróżnić
          przemoc od przepychanek, które istnieją w każdym związku. Co innego swiadome
          pastwienie się nad ofiarą, a co innego dokuczanie osobie, którą się darzy
          uczuciem. Jak we wszystkim, nie wolno przekroczyć pewnej cienkiej, czerwonej
          linii:)
          • Gość: KR$ Pajdziocha - podziwiam IP: *.riz.pl / 195.94.202.* 25.02.04, 13:30
            Po raz pierwszy widze ze wyklulas cos rozsadnego.
          • Gość: KR$ Pajdziocha - podziwiam IP: *.riz.pl / 195.94.202.* 25.02.04, 13:31
            Po raz pierwszy widze, ze wyklulas cos rozsadnego.

            Gratulacje
            • pajdeczka Re: Pajdziocha - podziwiam 25.02.04, 13:47
              Gość portalu: KR$ napisał(a):

              > Po raz pierwszy widze, ze wyklulas cos rozsadnego.
              >
              > Gratulacje

              Sobie pogratuluj, że dopiero zaskoczyłeś o czym i jak piszę.
              A konkretnie to nauczyłeś się czytać wreszcie między wierszami, a to rzadka
              umiejętność tutaj.
          • Gość: uncja Re: Ile kobiet znosi bicie, szturchanie, bluzgi.. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.02.04, 18:17
            pajdeczka napisała:

            Trzeba umieć odróżnić przemoc od przepychanek, które istnieją w każdym związku.

            Naprawę? bo u mnie jakoś nie ma przepychanek? jak mój obecny chce pożartować to
            mnie całuje w szyję (mam łaskotki), ale nigdy by nie zrobił czegoś co by mnie
            zabolało

            > Co innego swiadome pastwienie się nad ofiarą, a co innego dokuczanie osobie,
            którą się darzy uczuciem. Jak we wszystkim, nie wolno przekroczyć pewnej
            cienkiej, czerwonej linii:)

            Zgoda - tylko że ta linia u różnych osób przebiega zazwyczaj w zupełnie innym
            miejscu. A my zazwyczaj przyjmujemy tę naszą wersję. Dla mojego męża
            powiedzenie np. "ty chyba głupi jesteś" jest nie do przyjęcia. Ile mnie trudu
            kosztowało, zanim nauczyłam się jak się z nim poprawnie kłócić... :)

            Żeby go udobruchać, musiałam mu pokazać, że wg Słownika Kubusia Puchatka
            definicja słowa "głupi" brzmi tak: jest to pieszczotliwy zwrot zarezerwowany
            wyłącznie dla osób, które pomimo pewnych wątpliwości co do ich zdolności
            umysłowych, bardzo się kocha...
    • Gość: KR$ Chwileczke... IP: *.riz.pl / 195.94.202.* 25.02.04, 12:52
      To bardzo latwe i wygodne zrzucic cala odpowiedzialnosc na faceta w
      takim 'szarpanym' zwiazku. Zazwyczaj jednak jest troszeczke inaczej i zwiazek
      to interakcja, nikt tak naprawde nie wie co sie dzieje pomiedzy dwojgiem ludzi
      przez wiele lat i jestem pewien ze te panie nie sa takimi niewinnymi aniolami
      jak to tutaj sie przedstawia. Skads ta agresja u tych facetow sie bierze -
      przeciez nagle nie przechodza przemiany z grzecznych mezulkow w damskich
      bokserow - sa jakies tego powody i przyczyny, prawda? Moze warto sie zastanowic
      nad tym dlaczego tak sie dzieje i przeciwdzialac takim rezultatom?

      Jakies pomysly?
      • blanchet Re: Chwileczke... 25.02.04, 12:55
        twoja opinia jest wyrazem czegoś co się nazywa wiarą w sprawiedliwy świat w
        którym złym ludziom przydażają się złe rzeczy a dobrym dobre. Dlatego niektórzy
        szukają winy w ofierze przemocy, gwałtu wychodząc z założenia że zdarzyło sie
        jej źle bo pewnie musiała być w jakiś sposób zła :))))))) Pozdrawiam
        • Gość: KR$ No nie do konca... IP: *.riz.pl / 195.94.202.* 25.02.04, 13:11
          To nie jest tak ze 'dobra kobieta' spotyka 'niedobrego faceta', wychodzi za
          niego za maz i potem on ni z tego ni z owego zaczyna ja walic po mordzie. To
          wlasnie twoja wizja. Zwiazek to wiele lat bycia ze soba i wspolksztaltowania
          swoich reakcji. Gdyby facet byl zly a kobieta dobra to nie doszloby do
          malzenstwa prawda? To niewlasciwe stosunki w trakcie trwania malzenstwa
          doprowadzaja do przemocy.
          • blanchet Re: No nie do konca... 25.02.04, 13:21
            nie jest ważne co doprowadza do przemocy Przemoc jest z gruntu zła i nie można
            jej wytłumaczyć złą interakcją między partnerami Nasze teorie mówią jedno życie
            co innego Mając na codzień do czynnienia z takimi kobietami w pracy zawodowej
            wiem co mówie.
          • lola211 Re: No nie do konca... 25.02.04, 13:50
            To niewlasciwe stosunki w trakcie trwania malzenstwa
            > doprowadzaja do przemocy.

            A jakie to sytuacje moga usprawiedliwiac bicie i wyzywanie?
            Co nalezy zrobic, by sobie "zasłuzyc"?
            Nierzadko slynna "za słona zupa" juz jest wystarczajacym powodem...
            A relacje własnie psuja sie dlatego, ze kobieta jest przez faceta ponizana- to
            studzi jej zapał , uczucie umiera- on ma o to pretensje i kóleczko sie zamyka.
            • Gość: KR$ Re: No nie do konca... IP: *.riz.pl / 195.94.202.* 25.02.04, 14:33
              Alez przeciez ja nie usprawiedliwiam bicia i wyzywania - zwracam tylko uwage na
              to, ze nic sie nie bierze z prozni. I normalnie facet nie poniza kobiety ni z
              gruszki ni z pietruszki...
              • lola211 Re: No nie do konca... 25.02.04, 14:36
                I normalnie facet nie poniza kobiety ni z
                > gruszki ni z pietruszki...

                Normalnie nie, ale ktos kto podswiadomie nienawidzi kobiet- tak.
                • Gość: KR$ Re: No nie do konca... IP: *.riz.pl / 195.94.202.* 25.02.04, 15:14
                  A mi sie wydaje, ze nie ma mezczyzn ktorzy podswiadomie nienawidza kobiet.
                  Mysle,ze to wymysl seksistowskiej feministycznej propagandy a jezeli facet
                  nienawidzi kobiet to ma ku temu jakis powod.
                  • lola211 Re: No nie do konca... 25.02.04, 15:33
                    Owszem, sa.
                    Tak, powodem moga byc np. niewłasciwe relacje z matka w rodzinie- znany mi
                    mizogin ma matke, która go nie akceptuje, z czym on do dzis pogodzic sie nie
                    moze- dla niej wszyscy inni byli lepsi niz on- choc kazda matka chciałby
                    takiego syna...
                    Byc moze to uwarunkowało jego stosunek do kobiet.A jego zona naprawde nie
                    zasluguje na takie traktowanie, ma wady jak kazdy, ale ich ciezar gatunkowy
                    jest zaden.Przyczyna powstania tej nienawisci nie jest zona- jakaby nie była to
                    i tak jego zachowanie i podejscie do kobiet sie nie zmieni.
                    • Gość: KR$ Re: No nie do konca... IP: *.riz.pl / 195.94.202.* 25.02.04, 15:41
                      Na tej samej zasadzie mozna stwierdzic, ze sa kobiety ktore nienawidza facetow -
                      no sa - jakis tam drobny odsetek uposledzonych, tylko facetom jakos nie
                      przychodzi do glowy rozpetywanie calej rewolucji spolecznej by sie zabezpieczyc
                      przed takimi osobniczkami.
                      • Gość: baba Re: No nie do konca... IP: *.acn.waw.pl 25.02.04, 15:54

                        Sa oczywiscie takie kobiety.
                        Nie wiem gdzie Ty widzisz rewolucje.Pozycja faceta w spoleczestwie jest
                        silniejsza, jest tez silniejszy fizycznie, nic dziwnego zatem, ze przypadki
                        przemocy z jego strony sa duzo czstsze niz na odwrot.
                        Ponadto nie wszyscy faceci zle traktujacy zony to myzogyni- moze byc to
                        zwyczajna agresja, najczesciej spuszczana ze smyczy po alkoholu. przyczyny
                        takiej moga byc rozne- kompleksy, frustracje, problemy zyciowe...
                        Agresja zpowodu alkoholizmu to inne zagadnienie.
                        Pzdr
                      • lola211 Re: No nie do konca... 25.02.04, 19:59
                        > Na tej samej zasadzie mozna stwierdzic, ze sa kobiety ktore nienawidza
                        facetow
                        > -
                        > no sa - jakis tam drobny odsetek uposledzonych,

                        Owszem, adarzają sie takie kobiety
                        tylko facetom jakos nie

                        > przychodzi do glowy rozpetywanie calej rewolucji spolecznej by sie
                        zabezpieczyc
                        >
                        > przed takimi osobniczkami.

                        Zapewne dlatego, ze ich nienawisc nie przekłada sie na przemoc fizyczna, faceci
                        nie chodza z podbitymi oczami, a poza tym, skala zjawiska jest mniejsza.
                    • Gość: baba Re: No nie do konca... IP: *.acn.waw.pl 25.02.04, 15:46
                      Taki facet jest naladowany agresja, ktora objawia sie nagle, wyladowuje sie
                      na zonie, dla innych moze byc przemily-zreszta potrafi byc uroczy i dla
                      rodziny, gdy go demony nie mecza.Wmawia przy tym kobiecie, ze to przez nia
                      wybucha i gdyby byla inna, on by byl aniolem.

                      Twierdzenie, ze myzogynizm jest feministyczna bzdura przeczy aktualnej wiedzy
                      psychologicznej.
              • Gość: uncja Re: No nie do konca... IP: *.de.ibm.com 25.02.04, 15:51
                Gość portalu: KR$ napisał(a):

                > Alez przeciez ja nie usprawiedliwiam bicia i wyzywania - zwracam tylko uwage
                na to, ze nic sie nie bierze z prozni. I normalnie facet nie poniza kobiety ni
                z gruszki ni z pietruszki...

                I tu się mylisz... Należałoby może stwierdzić NORMALNY facet tego nie robi - w
                żadnej sytuacji, niezależnie od tzw. całokształtu. Trzeba zdać sobie sprawę z
                tego, że to nie są reakcje "normalnych" osób. To są reakcje popaprańców.

                Nic się nie bierze z próżni? zasadniczo tak, ale ta próżnia wygląda inaczej w
                normalnym związku, a inaczej w chorym. Koleżanka o której wspomniałam wyżej
                miała sińce na twarzy bo zbyt długo rozmawiała przez telefon, całe 15 minut. I
                niestety przypomniała, że to przeciez zdecydował, że to ona ma płacić rachunki
                ze swojej pensji, więc... I nie wydarła sie, ani nie skoczyła do oczu z
                pazurami, po prostu się odezwała. U nich panuje dość "klarowana" sytuacja
                finansowa - ona musi płacić połowę nawet za kolację z okazji rocznicy ślubu, na
                którą ją zaprosił; mieszkają za granicą, i ogólnie dla nich korzystniej jest
                kiedy ona płaci wyższe podatki, wtedy on dostaje jakieś dodatki, ale potem się
                nazywa, że ona jest darmozjadem. Dostała w twarz, bo wydał się jego romans, i
                smiała coś powiedzieć, potem bo kochanka go zostawiła.

                A jak usprawiedliwić sytuacje takie, jakie miały miejsce u moich znajomych -
                tata dyrektor, nie żadna żulia, pal sześć jak się odnosił do zony, ale czym
                sprowokowała go 6 córka, że do niej zwracał się per "ty mała kurwo"? To tez nie
                wzięło się z prózni? Uwierz, że czasem prowokuje się wyłącznie tym, że oddycha
                się tym samym powietrzem.
                • Gość: KR$ Re: No nie do konca... IP: *.riz.pl / 195.94.202.* 25.02.04, 16:29
                  Dalej uwazam, ze mowisz o patologii a nie o zjawisku powszechnym (tluczenie po
                  twarzy tak ze zostaja siniaki za to ze rozmawia przez telefon - to nie jest
                  normalne) ale jakos tak to brzmi ze latwo uogolnia sie na baardzo duza grupe
                  mezczyzn. Z czego robi sie mizoginizm feministyczny. Dzieki czemu wiekszosc
                  normalnych facetow wchodzacych na to forum czuje sie jak zajac na polowaniu.
                  Nie mowie juz w ogole o kontekscie spolecznym.
                  • Gość: uncja Re: No nie do konca... IP: *.de.ibm.com 25.02.04, 17:00
                    Przecież to ty uogólniasz - że nic nie dzieje się w prózni i za perzmocą "coś"
                    stoi? Co ma z tym wspólnego feminizm?! To są dwa realne przykłady z życia moich
                    bliskich znajomych. Ludzi podobno na poziomie, oczytanych, "kulturalnych"...
                    Nie twierdzę, że wszyscy faceci to szuje. Na szczęście zdecydowana większość
                    potrafi rozwiązywać problemy bez uciekania się do chwytów poniżej pasa.
                    Pokłócić się tez można "kulturalnie" bez osobistych wycieczek i skakania sobie
                    do oczu.

                    W naszym społeczeństwie pokutuje niestety takie właśnie myślenie "bo nie ma
                    dymu bez ognia". "Sama się prosiła" - bo się czepia, bo coś chce, bo jest.
                    Niekoniecznie jest to powiązane ze znudzeniem żoną, niechęcią do niej czy
                    chęcią a niemożnością odejścia. Kolezanka, która się szczęśliwie rozwiodła
                    miała z tym problem bo on wcale się nie chciał rozwodzić, twierdził że bardzo
                    kocha i ją i dzieci i w ogóle nie wie, o co chodzi.

                    Są ludzie (nie tylko męzczyźni, kobiety również), którym dręczenie innych
                    poprawia po prostu humor i samopoczucie. Czują się lepsi przez udowodnianie
                    komuś innemu, że jest beznadziejnym kretynem i do niczego się nie nadaje, w ten
                    sposób podbudowuje się własne ego i wzmacnia swoją pozycję. Na analogicznej
                    zasadzie działa mobbing, podobnie działa fala w wojsku. Ci ludzi robią to, bo
                    im to sprawia frajdę, a nie dlatego że mają racjonalne powody.

                    Dla mnie nie ma ŻADNYCH okoliczności, które by usprawiedliwiały tego typu
                    zachowania. A przecież o takich mówimy, nie przyjacielskim kuksańcu. Nie mówimy
                    o "dokuczaniu", mówimy o perfidnym gnojeniu. Zdarzało mi się w życiu nie raz
                    ostro pokłócić, ale szczytem uniesienia ze strony mojego męża jest wyjście z
                    pokoju...

                    Z ciekawości - mógłbyś podać konkretny przykład, kiedy to bicie żony "nie
                    wzięło się z próżni" (ja to feministycznie czytam: "zasłużyła sobie")?
                    • Gość: dolores ja moge IP: *.pl / *.enterpol.pl 26.02.04, 19:29
                      chociaz jestem kobieta i powinnam tu uskuteczniac solidarnosc jajnikow. wtedy
                      kiedy kobieta uderzyla pierwsza.
                      nie mowie o pobiciu kogokolwiek lecz o oderzeniu.
                      sytuacja dopuszczalna w przypadkach ekstremalnych.
      • Gość: Buźka:))) Re: Chwileczke... IP: 62.29.137.* 25.02.04, 13:19
        Więc jeżeli jemu jest tak źle w takim szarpanym związku to dlaczego nie
        odejdzie zamiast bić albo upokarzać kobietę. ZADEN POWTARZAM ZADEN powod nie
        jest wytłumaczeniem dla przemocy fizycznej albo psychicznej. Nie twierdzę ,że
        kobiety sa aniołami i na pewno wiele cech denerwuje ich partnerów ale dlaczego
        jeden z drugim nie uzywa przemocy w stosunku do kupla z ktorym idzie na piwo bo
        wie ze to też facet i mu odda i nie daj Boże będzie silniejszy i wtedy ojej
        może sie okazać że nie jest takim wilekim i wszechwiedzącym samcem ... to
        byłoby tragiczne. Używają przemocy wykorzystując zaślepienie kobiet ich miłość
        przywiązanie bo wiedzą że im nie podskoczy bo się boi albo za bardzo jej
        zależy...
        • Gość: KR$ Czyli jednak... IP: *.riz.pl / 195.94.202.* 25.02.04, 13:39
          interakcja - kobiety uzalezniaja sie od faceta bo zdaja sie na niego jesli
          chodzi o materialna strone zycia. Tak samo uzalezniaja sie od niego
          emocjonalnie - twoje 'za bardzo jej zalezy'. Konczy sie to tym ze facet ma u
          swojego boku kobiete na ktorej mu nie zalezy, ktorej nie kocha, nie pozada, nie
          widzi z nia zadnej przyszlosci, ktora go irytuje a niekiedy doprowadza do
          szalenstwa, ktora jest mu kula u nogi ale ktorej nie moze sie pozbyc bo - nie
          pozwala mu na to prawo, sumienie, bo gdyby to zrobil stalby sie nedzarzem etc.
          Wiec zwiazek musi trwac a agresja rosnie.
          • lola211 Re: do KR$ 25.02.04, 14:09
            Konczy sie to tym ze facet ma u
            > swojego boku kobiete na ktorej mu nie zalezy, ktorej nie kocha, nie pozada,
            nie
            >
            > widzi z nia zadnej przyszlosci, ktora go irytuje a niekiedy doprowadza do
            > szalenstwa, ktora jest mu kula u nogi ale ktorej nie moze sie pozbyc bo - nie
            > pozwala mu na to prawo, sumienie, bo gdyby to zrobil stalby sie nedzarzem etc.
            > Wiec zwiazek musi trwac a agresja rosnie.

            Ty chyba nie jestes mizoginem, bo nie bardzo to kumasz:)).
            Alez on ja kocha( na swój sposób), chwali ja wkoło pod niebiosa, co wcale mu
            nie przeszkadza jej upokarzac, czy czasem uzyc przemocy.On jej potrzebuje- po
            to, by miec sie nad kim znecac i wcale nie chce sie z nia rozstawac.
          • Gość: Buźka:)))) Re: Czyli jednak... IP: 62.29.137.* 25.02.04, 15:13
            Czyli uzaleznienie się od faceta emocjonalne (co moim zdaniem mozna nazwac
            przywiązaniem i miłością )wywołuje u niego wręcz odwrotny skutek to powiedz mi
            może dlaczego większość mężczyzn szuka ciepłej dobrej i miłej dbającej o dom
            żonki tylko potem jej nie szanuje i traktuje jak zło konieczne zdradza i
            wypatruje młodych kić na jedną noc? Czyli żeby dogodzić facetowi trzeba miec
            swoje życie, dbać tylko o siebie i własne dobro nie licząc się z jego zdaniem ?
            to mi bardzo odpowiada .... A i jeszcze jedno to że ktoś nie moży wytrzymać z
            kobietą bo go nudzi i jest jakaś nijaka to sie nazywa WYGODNICTWO nie uwazam ze
            z druga trzecia n ta bedzie lepiej moze jedynie przez chwile byc ciekawiej. A
            człowiek odpowiedzialny powinien brac za swoje czyny odpowiedzialnosc i w koncu
            WIDZIAŁY GAŁY CO BRAŁY.
            • Gość: KR$ Re: Czyli jednak... IP: *.riz.pl / 195.94.202.* 25.02.04, 15:29
              A ja tam uwazam,ze w zyciu nalezy byc niezaleznym - zarowno finansowo i
              emocjonalnie. Przez zaleznosc emocjonalna rozumiem np. niemoznosc zycia bez
              swojego 'kata'. A bycie ciepla, dobra i mila kobieta wcale nie oznacza
              emocjonalnego uzaleznienia.

              Jesli facet bedzie wiedzial,ze doskonale sobie bez niego poradzicie i musi sie
              liczyc z waszym zdaniem (bo jestescie samodzielne, niezalezne i atrakcyjne) to
              bedzie taka zone szanowal. Nie znaczy to wcale,ze nalezy dbac tylko o siebie i
              o wlasne dobro (ale nie wolno o tym zapominac w imie rodziny i dla faceta i
              liczyc sie z jego zdaniem - co nie oznacza robic zawsze tak jak on chce).
              • Gość: Buźka:))) Re: Czyli jednak... IP: 62.29.137.* 25.02.04, 15:43
                A to coś nowego czyli miła atrakcyjna piękna i w dodatku ma własne zdanie . Mój
                Drogi bo sądzę że jesteś mężczyzną więc jeżeli w ogóle facet zniesie to że
                jakaś kobieta ma własne zdanie to i tak będzie dązył do tego żeby postawić na
                swoim. A juz na pewno nie zniesie że jest lepsza od niego. Niestety faceci juz
                tacy są że CHCA BYĆ NAJLEPSI NAJMĄDRZEJSI NAJ NAJ NAJ zastanawiam się tylko jak
                to możliwe żeby każdy z nich najlepiej jeździł samochodem itp. jeżeli jest was
                tak wielu!!! Myślę że właśnie z tego biorą się chore związki nie może być
                najlepszy w pracy itd. więc znęca się nad kobietą która w końcu mu ulega bo
                jednak jest słabsza!!!!
                • Gość: KR$ Re: Czyli jednak... IP: *.riz.pl / 195.94.202.* 25.02.04, 16:34
                  No ja tam znam pare kobitek ktore z checia ze mna wspolzawodniczyly i czasami
                  udawalo im sie byc lepszymi... Mysle, ze to zalezy od faceta czy jest w stanie
                  zaakceptowac to ze kobieta jest od niego w czyms lepsza czy nie. Nie moge sie
                  wypowiadac za wszystkich mezczyzn ale ja np. nie mam zadnego problemu z tym by
                  kobieta miala wlasne zdanie (jesli nie robi tego za moje pieniadze - bo jak sie
                  chce wymadrzac to trzeba to robic na swoj koszt).
                  • Gość: Buźka:))) wymądrzać... IP: 62.29.137.* 26.02.04, 08:31
                    No właśnie jeżeli już kobieta wypowiada własne zdanie to co to jest no przecież
                    wymądrzanie hm... bez komentarza albo skuszę się jednak na komentarz a w
                    przypadku mężczyzn jeżeli mówia totalne głupoty to co to jest innego niż
                    wynmądrzanie ? ale nie nie mozna im nic powiedziec bo zrani sie ich dume ojej
                    straszne a wszystkie poradniki tak radza nie mow mu chociaz masz racje ze ja
                    masz bo on jego meska duma bedzie urazona no straszliwie mi przykro!!!!!!!!
                    a racja że na własny koszt to powinno być zdecydowanie zgadzam się że kobiety
                    powinny być samodzielne finansowo i emocjonalnie również tylko jaka jest polska
                    rzeczywistośc troszkę inna jednak
          • Gość: znajomy Krzy$ia Re: Czyli jednak... IP: *.pl 25.02.04, 17:50
            Krzysiu z Gorzowa jesteś niebezpiecznym kretynem, zawsze byłeś agresywny i
            nieopanowany. Jeśli uważasz, że bicie i poniżanie to jest metoda na pozbycie
            się np. żony, aby wymienić ją na młodą dupę to wypowiadaj się w pierwszej
            osobie i najlepiej podpisz imieniem i nazwiskiem, jak chcesz mogę to zrobić za
            ciebie.....
            nie pozdrawiam
            P.S. Wyleczyłeś już pryszcze z czasów licealnych?
          • Gość: ankaa Re: Czyli jednak... IP: 62.233.195.* 27.02.04, 20:11
            często taki kochany mąż zabrania żonie pracować. stopniowo odsuwa ją od
            przyjaciół. i efekt jest rzeczywiście taki, że jest zdana na jego łaskę. ale
            nie z własnej woli tylko na skutek manipulacji. a jak jeszcze pojawia się
            dziecko to już ma zupełnie pod górę.
            sumienia taki gość zupełnie nie ma, robi to celowo żeby móc bez przeszkód robić
            co mu się podoba. i niestety jest to dziedziczne, w sensie takim, że syn
            zachowuje się tak jak ojciec, a córka tak jak maltretowana matka. i przenoszą
            to do swoich rodzin. małżeństwo moich znajomych: ona: ojciec zdradzał matkę
            poniżał ją, maltretował psychicznie, bił. dopiero jak dostała żelazkiem po
            twarzy takim starym, nie lekkim, nowoczesnym to podjęła decyzję o rozstaniu. a
            i potem kilka razy pozwalała mu wrócić. on - ojciec alkoholik itp... . dobrali
            się obydwoje w korcu maku. i nikt mi nie powie, że małżonka nie wybiera się na
            podobieństwo matki/ojca.
    • Gość: Seth Re: Ile kobiet znosi bicie, szturchanie, bluzgi.. IP: *.icpnet.pl 25.02.04, 13:47
      1. Ile? Duzo. Za duzo. Oficjalne statystyki dot. przemocy to przeciez ulamek. I
      zwykle dotycza przemocy fizycznej. A gdzie psychiczna? Smutne ale prawdziwe.
      2. Nie chce uogolniac, ale z moich obserwacji wynika, ze kobiety wola ulegac
      silniejszemu mezczyznie niz miec wladze nad slabym. I nie mam tu na mysli
      przewagi fizycznej. Kobiety nie lubia mezczyzn WYLACZNIE milych i dobrych.
      Bardzo czesto nudza sie takimi typami, a ww. cechy zaczynaja doceniac dopiero
      wtedy, kiedy od jakiegos dupka dostana w kosc. Moze to kontrowersyjne, ale
      widzialem sporo takich przykladow.
      3. Wsrod mezczyzn z pokolenia na pokolenie jest przekazywana "madrosc", ze
      kobiete trzeba trzymac krotko. Interpretacja tej "madrosci" w wydaniu jakiegos
      procentu mezczyzn obejmuje niestety rowniez przemoc fizyczna. Dowcip polega
      rowniez na tym, ze haslo to slyszalem nieraz jako porade udzielana mezczyznie
      przez kobiete. Mozliwe, ze nie mialy na mysli bicia. Nie mniej jednak. Pochodna
      ww. "madrosci" sa porzekadla o bicu baby i jej watrobie.
      4. Mezczyzna dojrzaly, kochajacy naprawde i rozumiejacy slowo "milosc" nie
      zneca sie nad kobieta.
      5. Milosc ma jednak to do siebie, ze przemija. Po ilus latach zwiazku,
      malzenstwa opadaja rozowe okulary. I czesto malzonka nagle wydaje sie facetowi
      juz nie tak atrakcyjna jak kiedys, coraz wiecej rzeczy "nie pasuje", coraz
      wieksza ochota na inne babki (malzenstwem nie oszuka sie natury) a tu
      malzenstwo, zona, ktora juz sie nie podoba, czesto dzieci, obowiazki +
      niedojrzalosc emocjonalna = frustracja = potrzeba wyladowania jej = na kim? =
      najlepiej na zonie, bo jest pod reka i nie ucieknie. I dawaj wytykac jej wady,
      wyglad, poziom kulinarny itp. Na zonach (partnerkach) tez odbijaja sie czesto
      rozne inne sprawy jak np.jakies niezaspokojone ambicje, klopoty z praca lub w
      pracy, brak wiary w siebie, niedojrzalosc, niezaradnosc (np. patrzac
      na "ustawionych" kumpli) itp itd. Chce przez to wszystko powiedziec, ze zrodlem
      takich zachowan ze strony facetow sa przede wszystkim roznej masci frustracje i
      kompleksy.
      6. Oczywiscie poszczegolne zwiazki nalezy rozpatrywac indywidualnie i na pewno
      znajdzie sie jakis odsetek zwiazkow, gdzie wina za agresywne zachowania facetow
      ponosza same kobiety. Bo ze jestescie w stanie doprowadzac facetow do zachowan
      skrajnych, to nie podlega dyskusji. I ze czesto tez robia z igly widly. Nie
      mniej jednak czesciej ofiarami przemocy fizycznej i psychicznej padaja kobiety.
      7. Zatrwazajaca jest czestotliwosc odpowiedzi: "czemu z nim jestem? nie wiem".
      8. Zatrwazajace jest potepienie spoleczenstwa dla kobiety, ktora ucieka od
      meza. A juz na pewno w malych miejscowosciach. "On bije? Nie wierze, przeciez
      on zawsze taki mily, taki uprzejmy!" Nie mowiac o znalezieniu swiadkow w
      przypadku rozwodu.
      9. Zatrwazajace jest, ze czesto dla kobiet w takiej sytuacji znikad pomocy,
      czesto faktycznie nie maja dokad uciekac, do kogo sie zwrocic.
      10. Zakompleksionych i sfrustrowanych facetow jest niestety sporo. Przynajmniej
      w Polsce. Jedyna nadzieja w samych kobietach, ze znajda w sobie dosc sily i
      odwagi, by sie wyrwac z takich chorych zwiazkow. Z takich, w ktorych one sa
      faktycznie bez winy. Czego tym kobietom zycze.
      Pozdrawiam
      • Gość: Poeta Re: Ile kobiet znosi bicie, szturchanie, bluzgi.. IP: *.tvk.torun.pl / 158.75.203.* 25.02.04, 20:12
        > 2. Nie chce uogolniac, ale z moich obserwacji wynika, ze kobiety wola ulegac
        > silniejszemu mezczyznie niz miec wladze nad slabym. I nie mam tu na mysli
        > przewagi fizycznej. Kobiety nie lubia mezczyzn WYLACZNIE milych i dobrych.
        > Bardzo czesto nudza sie takimi typami [...]

        I ta teza może być sednem problemu, jaki sygnalizowałem wyżej...

        Ale, czyż mam się stać "chamem"? Skoro jako "miś przytulanka"... nie jestem
        szczególnie "preferowany"?

        "Tfardym czeba być, nie miętkim" ;-)
    • Gość: Zawodowiec triss a ty bijesz swoja żone? IP: *.internetdsl.tpnet.pl 25.02.04, 16:34
      powiedz mi stary czym cie twoja luba tłumaczy jak jej dasz wycisk za to ze zupa
      była za słona?
      • Gość: baba Re: triss a ty bijesz swoja żone? IP: *.acn.waw.pl 25.02.04, 16:45

        Triss nie moze dac wycisku swojej zonie z przyczyn technicznych
        1 Zony nie ma.
        2 I nie bedzie miala
    • lolyta Re: Ile kobiet znosi bicie, szturchanie, bluzgi.. 25.02.04, 16:40
      Triss, jak zwykle zakladasz ze kazdy patrzy na swiat z Twojego punktu widzenia
      wiec jak to mozliwe, ze sie z Toba nie zgadza?
      Kobiety ktore sie daja tak traktowac to osoby, ktorym ktos (tak, tak, jednak to
      to dziecinstwo, Triss!) poukladal w glowie inaczej niz Tobie.
      Ile mozna wylumaczyc miloscia czy innymi takimi? No wlasnie, a Ty masz na to
      odpowiedz: ILE? A moze _wszystko_ mozna w ten sposob wytlumaczyc?
    • brookiie Re: Ile kobiet znosi bicie, szturchanie, bluzgi.. 25.02.04, 18:03
      U mnie to jest troche inaczej .Znosze upokarzanie mnie przez mezczyzne...Ale
      nie jest to maz kochanek ...tylko moj ojciec. Naszczescie niedlugo wybieram sie
      na studia i mam nadzieje wyprowadzic sie z domu.
      Ojciec dla sasiadow , reszty rodziny jest milutki ..spokojny...nikt by mi nie
      uwierzyl gdybym powiedziala prawde o nim.. Dreczy mnie matke i siostre.
      Jedno Wam powiem ojcu moze wybacze ale matce nie! Ona go nie zostawi! Skazuje
      mni i siostre na zycie w takim piekle. Ja niedlugo odejde ale siostra...Ach
      szkoda slow . On nas nie yje tylko wyzywa gnebi psychicznie. Ja naprawde
      rozumiem osoby ktore dopuszczaja sie ojcobojstwa. Sama nie wiem czy go kocham.
      Najgorsze jest to ze chyba tak. Pieprzona jest dusz aczlowieka!
    • Gość: lew_ Re: Ile kobiet znosi bicie, szturchanie, bluzgi.. IP: *.proxy.aol.com 25.02.04, 21:34
      Przykro mi ze musze Wam to powiedziec ale caly ten watek to jeszcze jeden
      dowod na to ze ..cos z Wami nie tak kochane kobiety.Niby jestescie
      madre..potraficie projektowac,znacie prawo i jestescie lekarkami.Ale jak
      sprawa jest z pozoru b.prosta...to wysiadacie na calej lini.Dlaczego??Czy to
      przypadkiem nie podswiadomy lek przed utrata "pana i wladcy"?`Lek przed utrata
      sexu?:))Macie naprawde podswiadoma ,od milionow lat zakorzeniona potrzebe
      podporzadkowania sie SAMCOWI!!!
      • Gość: robert Re: Ile kobiet znosi bicie, szturchanie, bluzgi.. IP: *.net.autocom.pl 25.02.04, 22:09
        Był raz sobie pewien lew
        Co lubił walić na odlew:
        "Jam jest pan i władca,
        Niepotrzebny mi doradca.
        Jam jest samiec nad samcami
        I porządek zrobię z wami.
        Wszystko klęka u mych stóp,
        Co dzień mam po kilka d..."
        Trwała by ta chwila błoga
        Gdyby nie pewna przeszkoda;
        Mama-lwica lwiątko budzi
        Cycek dając mu do buzi.
        • Gość: Triss Merigold :)))) Dobre. IP: *.acn.waw.pl 25.02.04, 22:12
          Te iluzje i złudzenia macho od siedmiu boleści...jakie powszechne w Polsce
          niestety.
    • kobitka.24 Re: Ile kobiet znosi bicie, szturchanie, bluzgi.. 26.02.04, 08:46
      ja tego nieznosze i nietoleruja i moje bliskie przyjaciołki tez nie , jestesmy
      pewne swej wartosci i nie pozwolimy sie traktowac jak przedmiot czy worek
      treningowy. MOWIMY STANOWCZO NIEEEEEEEEE
    • Gość: bo Re: Ile kobiet znosi bicie, szturchanie, bluzgi.. IP: *.dialup.nuria.telefonica-data.net 26.02.04, 12:15
      Hiszpania,podobno,nalezy do czolowki krajow europejskich o najwyzszym wskazniku
      przemocy domowej.Czesto sie o tym slyszy tutaj,ze dwa tygodnie temu byl tzw
      krwawy tydzien,codziennie ktos ginal(przewaznie kobieta)z reki swojego partnera
      i to nie tylko w srodowiskach marginesowych.dziwne bo nie uwazam ich za narod
      agresywny,zupelne przeciwienstwo.
      Prawie we wszystkich przypadkach z owego krwawego tygodnia kobiety juz wczesniej
      doznawaly przemocy ale nie powiadamialy odpowiednich sluzb.
      Mysle,ze to tak jak piszesz,boja sie zostac same no i ta glupia wiara,ze on sie
      zmieni..Hiszpanie generalnie maja zapedy szowinistyczne,tzn baba do robot domo-
      wych i nie ma zdania,to oczywiscie w srodowiskach nieinteligenckich przewaznie
      i u starszych ludzi.
      Kosciol Katolicki zajal stanowisko w tej sprawie...Jego zdaniem wine za przemoc
      domowa ponosi swoboda seksualna.
      • Gość: baba Re: Ile kobiet znosi bicie, szturchanie, bluzgi.. IP: *.acn.waw.pl 26.02.04, 19:35

        A jak to KK powiazal ?
        Przy calym przywiazaniu do tej instytucji nie widze zwiazku.
        Moze tylko taki, ze faceci kiedys tlukli tylko zony, a teraz to i nieslubne
        partnerki...
      • Gość: baba Re: Ile kobiet znosi bicie, szturchanie, bluzgi.. IP: *.acn.waw.pl 26.02.04, 19:35

        A jak to KK powiazal ?
        Przy calym przywiazaniu do tej instytucji nie widze zwiazku.
        Moze tylko taki, ze faceci kiedys tlukli tylko zony, a teraz to i nieslubne
        partnerki...
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka