nick.na.1
27.04.10, 12:46
muszę to z siebie wyrzucić, a przerasta to chyba możliwości moich
najserdeczniejszych przyjaciółek. pewnie mi się dostanie, pewnie zasłużyłam.
ale jeśli ktoś poza krytyką potrafi napisać kilka mądrych słów- będę ogromnie
wdzięczna.
od początku.
1. nigdy nie układało mi się z facetami. mam prawie ćwiartkę na karku i żadnej
dłuższej relacji na koncie. zwykle wszystko kończyło się zanim na dobre
zdążyło się zacząć. nie ukrywam, że miałam idealistyczne podejście do sprawy,
poza tym natłok różnych obowiązków, fantastyczna grupa znajomych (również w
dużej części niesparowanych) sprawiły, że nie odczuwałam jakiejś wielkiej
potrzeby bycia w związku- tym bardziej jeśli był to związek nie spełniający
moich oczekiwań.
2. podobno sprawiam wrażenie osoby bardzo pewnej siebie- w gruncie rzeczy
jestem nieśmiała, mam sporo kompleksów (choć nie umartwiam się zanadto bo
wiem, że i tak nic z tym nie zrobię:)), i wydaje mi się, że mężczyźni w ogóle
nie zwracają na mnie uwagi, choć chyba na ulicy nie straszę. dbam o siebie,
dobrze się ubieram...
ale do czego zmierzam....:
ostatnio pojawił się w moim życiu facet, no i odjęło mi rozum. wszystko byłoby
pięknie gdyby nie obrączka na palcu. ale niestety- nie potrafię sobie odmówić
tych chwil przyjemności, choć wiem, że na koniec wyjdę na tym jak zabłocki na
mydle- bo on nigdy niczego mi nie obiecywał, i to nie jest ta historia, kiedy
on zostawi dla mnie żonę.
zdaję sobie sprawę z tego, że cała sytuacja jest CHORA, ale tak jak napisałam
wyżej- nie umiem z tego zrezygnować, a i on mi tego nie ułatwia- dba o
podtrzymanie kontaktu, a kiedy się widzimy jest po prostu cudownie. muszę to
skończyć, ale nie potrafię, biologia bierze górę nad rozumem. pogubiłam się
kompletnie w swoim życiu.przestaję sobie radzić z emocjami, tracę do siebie
szacunek, a i tak wiem, że jeśli zadzwoni i będzie chciał przyjechać- zgodzę się.
Co ja robię ze swoim życiem?