vincenzo_corleone
14.05.10, 13:09
Witam, napisałem już na forum mężczyzna, ale czasem czytam to forum
i postanowiłem tu napisać o mim problemie. Jesteśmy 2 lata po
ślubie, a w sumie parą 3 lata. Mamy 8 mies dziecko. Żona przed
ślubem zrezygnowała z pracy - bylem na dlugiej delegacji, tesknilem
za nia, w jej pracy bylo nieciekawie wiec zrezygnowala i dojechala
do mnie. Niestety zaraz potem przyszedl kryzys i miala problem ze
znalezieniem pracy. W miedzyczasie urodzilo sie nam dziecko. Zona
jest swietnie wyksztaklcona, zawsze byla bardzo aktywna zawodowo,
awansowala, praca byla jej pasja. Dziecka jeszcze nie planowalismy,
tzn ja planowalem, ona chciala poczekac az sie ustabilizuje jej
sytuacja zawodowa. No ale zaszla w ciaze, urodzilo sie dziecko. I tu
zaczyna sie problem. Zona miala cesarke, ktora ciezko zniosla.
Zrobila mi awanture ze na drugi dzien zamiast siedziec w szpitalu
poszedlem opijac narodziny z kolegami. W szpitalu dziecko od
drugiego dnia bylo razem z nia i twierdzi ze tak ja bolalo ze nie
mogla sie ruszyc, a pielegniarki ja olewaly. Po powrocie do domu
kolejne problemy - ciagle zmeczona, niewyspana, w zlym humorze.
Poniewaz ja pracuje przez caly dzien, to rano przekazuje jej rozne
rzeczy do zrobienia - kontakty z urzedami, bankami, zalatwianie
kredytu i kupowanie mieszkania, no i oczywiscie jeszcze sprzatanie,
pranie etc opieke nad domem. Problem w tym, ze ja to
wszystkozrobilbym inaczej i lepiej i wkurzaja mnie jej bledy. A z
pracy nei moge tego pozalatwiac. A ona twierdzi ze traktuje ja jak
sluzbe domowa. Czesto nawet nie gotuje obiadu bo mowi ze dziecko jej
nie pozwolilo i te zalatwienia. Ja jem w pracy, ale po co ona chodzi
glodna. Strasznie sie wkurza jak jej mowie ze moja bratowa ma inne
poglady na rozne kwestie zwiazane z dzieckiem i nie chce dzwonic do
niej po rade, twierdzi ze nie potrzebuje i to ja widze problemy, ona
nie widzi zadnego. Oczywiscie seksu prawie zero - bo zmeczona, bo
zla na mnie, rozzalona. Pare razy mi powiedziala ze jak mi tak nie
opdowiada to moge odejsc, ze skoro ciagle ona
wszystko robi zle, ciagle nei tak jak ona sobie zyczy, zebym
wynajal sluzaca a ona sie wyprowadzi z dzieckiem i zostawi mi swoje
mieszkanie. zona ciagle szuka pracy, ale na rozmowach slyszy ze ma
prawie 2 lata przerwy i male dziecko, wiec nie jest atrakcyjnym
pracownikiem. Ja jej mowie, zeby zalozyla firme i rozkrecala
wieczorami jak dziecko spi - idzie spac okolo 20.00, a ona mi na to
mowi, ze o 20 to ona tez jest zmeczona i chcialaby wreszcie usiasc,
dac odpoczac kregoslupowi, poczytac i po porstu nie da rady. Nasze
rozmowy koncza sie klotnia i jej placzem. Zona nad soba przestala
panowac, co zaczynamy rozmawiac to ona placze. Mowi mi ze jestem
dobrym czlowiekeim, ale nie umie tak zyc - w atmosferze nakazow,
polecen, braku chwili dla siebie. Zarzuca mi ze chodze gdzies co
tydzien, np pograc w pilke bo ona od urodzenia dziecka wyszla z domu
sama tylko 3 razy. I nie moze zrozumiec ze ja musze wypoczac bo rano
do pracy a przy dziecku nie odpoczne. Nie wiem, czy ona w ogole mnie
jeszcze kocha, ja ja kocham, ale chcialbym zeby sie zmienila. Moze
dacie mi jakas rade, chcialbym pomoc zonie i ratowac nasz zwiazek.
Jak jej wytlumaczyć ze to co sie dzieje u nas, to jest na krótką
mete?