ha_nuta
02.06.10, 10:57
Waszym zdaniem polega na tym, żeby głaskać po głowie, wspierać i za bardzo nie
wsadzać nosa w nie swoje sprawy?
Czy raczej na tym by w odpowiednim momencie dać kopa, przemówić do rozsądku,
gdy przyjaciel popełnia "życiowy błąd"? (czyt. ewidentnie wpieprza się w bagno)
Często radzicie na forum: zajmij się swoim życiem, nie wtrącaj się itd. A co
jeśli sprawa dotyczy przyjaciela, kogoś, kto jest dla nas niczym siostra/brat?
Wiadomo, że stojąc z boku mamy większy dystans, potrafimy bardziej na trzeźwo
ocenić sytuację.
Sama mam z tym problem. Chciałabym poznać Wasze zdanie.