Dodaj do ulubionych

opowiedzcie mi...

16.03.04, 15:15
Chciałabym prosić was abyście podzieliły się ze mną swoimi wspomnieniami z
dzieciństwa, może jakaś wesoła historyjka, albo zupełnie odwrotnie - smutne
doświadczenie. Co najbardziej pamiętacie, co utkwiło wam w głowie i straszy
lub dodaje otuchy teraz w dorosłym życiu. Niech to będzie wątek, w którym
będzie można odnaleźć swoje wewnętrzne dziecko.

Dla mnie najsmutniejszym wspomnieniem są chwile kiedy zostawałam jako
kilkuletnie dziecko sama w domu i patrzyłam przez okno staojąc na parapecie
jak mama odchodzi (oczywiście tylko po małe zakupy do sklepu, ale dla mnie
każde takie wyjście było najstraszniejszą katuszą, bałm się samotności i
tego, że mama nie wróci)

A najweselsze... napiszę później, bo jakoś nic mi do głowy nie przychodzi:)
Obserwuj wątek
    • undyna Re: opowiedzcie mi... 16.03.04, 15:57
      O tych złych nie wspominam, nie lubię, dobrych mam dużo, nie wiem, które naj,
      na chybił trafił:
      Byłam na koloniach z moją siostrą ja 9lat, ona 7lat, w nocy ona i jej
      rówieśniczki obudziły mnie spanikowane i zapłakane, szukając ratunku z powodu
      siwego włosa na parapecie, który zostawił "DZIAD", wstałam zobaczyć ten włos i
      załagodzić sytuację, włosa nie było, sytuację załagodziłam;)
      W przedszkolu moja koleżanka wmówiła wszystkim łącznie z wychowawczynią, że w
      piaskownicy jest niewypał, na szczęście okazało się, że to cegła, ale panika
      była ostra;)
      Bardzo lubiłam chodzić po drzewach i dachach, jak byłam dzieckiem, na bardzo
      rozłożystej jabłoni miałyśmy z siostrą dom, na śliwce siedziałyśmy zawsze we
      wrześniu, pamiętam taki zachód słońca wrześniowy, jadłyśmy śliwki i śpiewałyśmy
      na całe gardło kantokantare:) i jeszcze dużo innych historii....
    • Gość: Randall Re: opowiedzcie mi... IP: 195.245.217.* 16.03.04, 20:57
      Co taka słaba reakcja? Ja też bardzo chętnie poczytam, opowiadać, grzebać we
      wspomnieniach :)
      • undyna Re: opowiedzcie mi... 16.03.04, 21:21
        Randallu, a może sam pogrzebiesz we wspomnieniach, fakt, jesteś nieśmiały, ale
        zawsze to lepsze niż wkoło macieju zdrady, zdradzone, zazdrosne,
        niedowrtościowane, kasa a atrakcyjność, duży penis, seks taki, seks śmaki i
        seks owaki, oraz nieziemski seks najlepszy, ludzie czemu nie nosicie majtek
        (metafora)?;)
        Opowiedz nam coś Randallu:)
        • Gość: Randall Re: opowiedzcie mi... IP: 195.245.217.* 16.03.04, 21:50
          Ale ja pamiętam same nieostre obrazki. Z podstawówki np. bójki o ruską grę
          elektroniczną pt. "łapacz jajec", zamarznięte kible i sople w urynałach
          (dziesiąty stopień zasilania - to był 1986 rok), to jak uderzyłem kolegę z
          całej siły drzwiami - a on zemdlał (i rozryczałem się ze strachu, że umarł),
          samobójcze skoki na kupę piachu z drugiego piętra (na budowie, która służyła
          nam za plac zabaw), lepienie na lekcji plastyki prowadzonej przez biolożkę
          jelita grubego z plasteliny, bolesne doświadczenie wyrzucenia z kościelnego
          chóru (podobno nie miałem za grosz słuchu - ciekawa diagnoza, patrząc z
          perspektywy czasu), albo jak kolega rąbnął ojcu pornosy i mi pokazał - o ile
          dobrze pamiętam, na zdjęciach były zabawy oralne, jakoś nie mogłem się wtedy
          doszukać w nich sensu :)
          Sama widzisz, nic szczególnego. Wolałbym poczytać cudze historyjki.
          • undyna Re: opowiedzcie mi... 16.03.04, 22:00
            Eee tam super, ja w przedszkolu z niejaką Iwoną straszyłyśmy dzieci g..nem
            nabitym na patyk, ale frajda. Jak się bawiłam w chowanego w szkolnej piwnicy,
            to szafa, do której się schowałam spadła na drzwi i siedziałam tam bardzo
            dłuuugo, bo nie chciałam wołać pomocy, w końcu jednak zawołałam. Raz przyszła
            do mnie siostra 1kl., ja 3kl. i poskarżyła na kolegę, że ją łapie za cipkę,
            pokazała mi go, ja go przytrzymałam, a ona mu wtłukła, już nigdy jej nie
            napastował;)
            • Gość: Randall Re: opowiedzcie mi... IP: 195.245.217.* 16.03.04, 22:38
              > Eee tam super, ja w przedszkolu z niejaką Iwoną straszyłyśmy dzieci g..nem
              > nabitym na patyk, ale frajda.

              Szkoda, że na to nie wpadłem - a może jeszcze nic straconego? :D
          • cardamon Re: opowiedzcie mi... 25.03.04, 23:48
            Gość portalu: Randall napisał(a):


            > perspektywy czasu), albo jak kolega rąbnął ojcu pornosy i mi pokazał - o ile
            > dobrze pamiętam, na zdjęciach były zabawy oralne, jakoś nie mogłem się wtedy
            > doszukać w nich sensu :)

            ..a jak jest teraz..? ;)
    • mobypussy Re: opowiedzcie mi... 16.03.04, 21:42
      uwielbiam zwierzaczki. jak bylam w 6 klasie podstawowki uzbieralam sprzed
      klatki slimaki, ktore wyszly po deszczu na cieply asfalt i trzymalam je w
      pudelku po orzeszkach ziemnych. latem pojechaly ze mna na kolonie do kurnedza.
      karmilam salata, puszczalam na spacer :D
      jak ktorejs nocy wydostaly sie z pudelka, nad ranem mozna je jeszcze bylo
      zlapac na szafce :)
      i tak byly ze mna na koloniach 3 tyg. az nadszedl czas tak zwanych "wesel"
      znacie chyba, nie? jak z kolega bierze sie trefne sluby...
      i w domku robilismy impreze. bylo tez przemeblowanie. moje slimaki wypelzly.

      po imprezie znalazlam zwloki wklejone w podloge
      oj byl wtedy szloch
      • undyna Re: opowiedzcie mi... 16.03.04, 22:05
        Ja też lubiłam zwierzaki, miałam chrapkę na takiego małego kotka, co się pętał
        po podwórku, wziełam włóczkę od niczego nie podejrzewającej mamy i kotkowi
        pętelkę na szyi i do domu na drugie piętro, mama to biedne kocię w ostatniej
        chwili uratowała i po co się zapierał, głupi;)
      • Gość: melmire Re: opowiedzcie mi... IP: *.w82-125.abo.wanadoo.fr 16.03.04, 22:09
        Pokrewna dusza :) Ja pomagalam zabom i slimolom bez skorupek przechodzic na
        druga strone ulicy :)
        A teraz opowiem wam o polowaniu na jeza!
        Jade ja sobie na moim reksiu (rower dzieciecy) alejka. Po lewej parkan, po
        prawej chaszcze, a ja sobie jade i jade..........i nagle coz widze-JEZ! Piekny,
        ogromny jez stoi na srodku alejka i patrzy sie na mnie. W ulamku sekundy
        zdecydowalam sie zawrzec blizsza znajomosc ze zwierzatkiem i docisnelam gaz do
        dechy! Jez zrobil w tyl zwrot, naprzod marsz........wtedy jeszcze nie
        wiedzialam ze wszystkie ssaki moga galopowac i widok zwiewajacego pedem przed
        siebie jeza mnie zaskoczyl. Ale nawet jez-sprinter (nie wiem dlaczego do glowy
        mu nie przyszlo skrecic w chaszcze) nie ma szans ze sprawna szesciolatka na
        rowerze. Tym niemniej poscig trwal dobra minute. Do tej pory jak o tym mysle to
        widze siebie, pedalujaca na stojaco (bo tak szybciej) i jeza mknacego jak
        blyskawica. Ale dopadlam go, jez sie zjezyl .....co bynajmniej mi nie
        przeszkodzilo zarzucic go sobie nie przedramie (byl chyba za bardzo zmeczony
        zeby sie zwinac do konca) i zaniesc dobre kilkaset metrow do domu.
        Wyobrazcie sobie mine mojej mamy, jak mnie zobaczyla ciagnaca rower, z jezem ,
        naprawde ogromnym, przewieszonym jak plaszcz przez reke! Strasznie sie bala ze
        byl wsciekly, ale chyba nie, bo do tej pory sie nie wscieklam :)
        • mobypussy Re: opowiedzcie mi... 16.03.04, 22:35
          ja gonilam kreta... reka w ziemi. zapewniali ze nie gryzie :)
          ale nikt nie wspomnial ze tymi pazuro-nozami moze prawie uciac palca.
          zacial mnie wtedy tez niezle...
          juz za kretami nie latam.
    • sulika Re: opowiedzcie mi... 16.03.04, 22:34
      Dziękuję za wasze opowieści, są fantastyczne, uśmiałam się jak dziki dzik.
      Proszę o więcej!
    • koleandra Re: opowiedzcie mi... 16.03.04, 22:57
      Czesc. Super te wasze przygody z dziecinstwa.
      Ja mialam takie dwie, ktore najbardziej utkwily mi w pamieci.
      Pamietam jak w mieszkaniu stalo wiadro pelne wody a mi zachcialo sie po tym
      wiaderku wspinac zeby dosiegnac do kuchni. Do tej pory pamietam ten szok,
      najpier ziiimna woda a potem od razu lanie od matki. Po dobrych kilku minutach
      dopiero zrozumialam co sie stalo.
      Druga przygoda to jak ganiałam malutkie gąski w sadzie. Za bardzo sie
      rozpedzilam chyba bo gąska sie zatrzymala a ja nie zdazylam sie
      zatrzymac.....posliznelam sie na gąsce i z gaski zrobił sie placek :( tez bylo
      lanie. Anka.
      • Gość: melmire Re: opowiedzcie mi... IP: 82.125.226.* 16.03.04, 22:59
        Makabra :D :D :D
        A mnie babcia opowiedzial ze chomik umie chodzic po scianie...........ale nie
        umial, swiec panie nad jego duszyczka! Moze to dlatego ze kazalam mu chodzic po
        lakierowanej szafie?
        • undyna Re: opowiedzcie mi... 16.03.04, 23:13
          Pewnie tak, moja Babcia, jak szła ze mną po ulicy, to bardzo mocno ściskała
          mnie za rękę:"Babciu, czemu ty mnie tak mocno trzymasz?"; "a żebyś mi się na
          ulicę nie wyrwała"; "Babciu, mogę się wyrwać na ulicę?", ta Babcia to miała
          chwyt, do dzisiaj pamiętam;)
    • art_koneser Walec 17.03.04, 01:53
      Mogłem mieć pięć, może sześć lat. Poszedłem z tatą na spacer. Okolica była
      niepiękna, choć podówczas mi to nie przeszkadzało. Siermiężna komuna, budowla
      osiedla ku chwale towarzysza Gierka. Budowane ulice, zapach kładzionego asfaltu.

      Pamiętam do dziś. Ten piękny, żółty walec... Przeogromne monstrum, potęga
      industrializacji. Podnieta młodego chłopczyka. Wiadomo powszechnie jaki za
      komuny był stosunek do pracy. Czy się stoi, czy się leży... Zresztą, na filmach
      Barei doskonale to widać. Nasz spacer był już o "fajrancie". Po godzinie
      piętnastej wszyscy robotnicy rzucali narzędzia i do domu!

      Tak więc piękny walec stał osamotniony i porzucony. Czekał tylko na mnie!
      Wszedłem. Pamiętam, jak próbowałem założyć odwieszoną przez robotnika w
      kabinie "kufajkę". Była za duża, ale beret "z antenką" pasował! Było bosko, tak
      siedząc w walcu. I dostojnie.

      Ciekawość małego chłopca... Wciskałem wszystko, co się dało. I... rety, maszyna
      odpaliła z hukiem i walec ruszył!!! Ojciec doskoczył do mnie do kabiny
      przerażony i zzieleniały. Próbował zatrzymać toczący się walec, podpytując, a
      właściwie krzycząc, cóż wciskałem, że on ruszył. Ba, żebym to ja wiedział! Tyle
      w nim gałek i pokręteł...

      Jedziemy tym walcem i jedziemy, a tu kiosk ruchu się zbliża ("Rany Boskie
      jestem kioskiem!). Ojciec panikuje, mi się podoba, a jakże!

      Coś tam jednak w końcu przestawił i stanęliśmy. Może nawet po dobrych dwustu
      metrach. Był to mój najwspanialszy spacer dzieciństwa! I najszybszy powrót do
      domu po rewelacyjnej przejażdzce.

      Przyznam się skrycie, tak w tajemnicy sub rosa, że i dzisiaj to bym sobie
      czasem jakimś walcem pojeździł...
      • Gość: r Re: Walec IP: *.ath.spark.net.gr 17.03.04, 09:21
        Koneserze, znakomita opowiesc. Po prostu bomba :)))) Masz wiecej takich?
    • blanchet Re: opowiedzcie mi... 17.03.04, 09:13
      mam okrpne wspomnienia z dziecinstwa i gdy teraz się nad tym zastanawiam to
      wydaje mi sie że byłam jakby a la autystyczna Wychowywała mnie zdewociała
      babcia- okropnie nawiedzona ( śmiesznie ż e historia dewotyzmu znów się
      powtórzyła w moim życiu - fatum?)opieka babci polegała na opowiadaniu wnusi
      strasznych krwawych bajek i opowieści o Bogu a raczej piekle, czyścu, smierci i
      grzechu pierworodnym- byłam przerażona ponieważ uważałam dzięki temu że jestem
      wielkim grzesznikiem którego czeka piekło i potępienie.
    • art_koneser Tramwaj 17.03.04, 13:11
      > Koneserze, znakomita opowiesc. Po prostu bomba :))))
      > Masz wiecej takich?

      Dziękuję...

      Zatem mieszkałem tak sobie w mieście, w znacznej części wybudowanej ku chwale
      towarzysza Gierka. Lecz i mieliśmy Stare Miasto! A po nim jeździły i tramwaje,
      wow! Kochałem te czerwone, horrendalnie skrzypiące na zakrętach bestie.

      Najpierw jeździły te, w których... pasażer musiał otwierać sobie ręcznie drzwi!
      Jeśli pojazd podjechał na przystanek, na którym stała samotnie jakaś starsza
      babcia, nie było szans... by mogła do niego wejść. Drzwi były za ciężkie.
      Należało je ponadto rozsuwać na boki, co wcale nie było przyjemnym manewrem dla
      nikogo. Tramwaj wyglądał tak, jak ten ze zdjęcia w Krakowie:

      komunikacja.krakow.eurocity.pl/gallery/displayimage.php?album=95&pos=0
      Byłem w podobnym wieku, jak w tej historii "z walcem". Tym razem towarzyszyła
      mi Babcia ("Panie świeć nad jej duszą!"). Wybraliśmy się na drugi koniec
      miasta. No, wyprawa na cały dzień.

      Podjeżdża na przystanek czerwona bestia, ale... drzwi otwierają się
      samoczynnie! Elektrycznie... taka innowacja, godna co najmniej odkrycia przez
      Edisona żarówki! Zauważcie, że, tak jak widać to dobrze na fotografii, w
      tramwaju typu "TRUMNA", drzwi rozsuwając się, wjeżdżają do środka bocznych
      ścianek. Upał był jak cholera... Nawet nie zauważyliśmy z babcią, że ów tramwaj
      miał braki w oszkleniu. Zwyczajnie, nie miał w swoich ścianach kompletu szyb!

      Do dziś, gdy tylko przymknę oczy, widzę przytulny środek tramwaju z
      drewnianymi, pojedynczymi fotelikami ze szczebelkami ułożonymi w poprzek.
      Pamiętam ogromne kasowniki. Już wówczas Japończycy robili mniejsze
      telewizory... Pamiętam tę ciszę, zakłócaną tylko delikatnymi szeptami
      pasażerów, gdy tramwaj zatrzymywał się. Ówczesne pojazdy wyłączały swe silniki
      przy zatrzymaniu!

      I zatrzymał się na przystanku tramwaj... Zaciekawiony rozglądam się dookoła na
      rozpościerający się za oknami świat, wychylam się ku mojemu miastu. Tramwaj
      rusza, motorniczy cofa drzwi, a my z babcią, zupełnie zapomniawszy, że one
      wjeżdżając w ściankę, wydają się niewidoczne... a przy tym i szyb przecież nie
      ma...

      No tak, gilotyna murowana! Przycięło mi szyję, drzwi niedomknięte do końca,
      wrzask babci (ja o dziwo nie płakałem, choć musiałem być w szoku, bo bardziej
      pamiętam krzyki pasażerów, niż mój ból). Groteskowa sytuacja, zwłaszcza dla
      oglądających przejazd pojazdu z zewnątrz! Zatrzaśnięta mała głowa chłopczyka,
      na stałe uwięziona w oknie tramwaju!

      Przestraszony rumorem pasażerów, nie wiedząc co się tak naprawdę dzieje,
      motorniczy... zatrzymał pojazd i wysiadł na zewnątrz, by sprawdzić, co
      spowodowało ów lament. Oczywiście, nie przyszło mu do głowy, by od razu cofnąć
      drzwi, oswobadzając mą głowę z ciężaru metalowej framugi. Motorniczy wyszedł na
      ulice (przy okazji tramwaj skutecznie zablokował ruch, gdyż torowisko szło
      wówczas przez środek jezni, bez jakiejkolwiek wysepki).

      Stoi "pan motorowy" na zewnątrz i toczy pianę ze śmiechu, nie może otrząsnąć
      się z nadzwyczajnego rechotu! Zaiste, dobrze się bawił! Pamiętam, że był w
      mundurze, ale wtedy wcale nie dawał mu on powagi. Wszak śmiał się ze mnie
      bezczelnie! Z mojej głowy wystającej na zewnątrz, w której mogłem poruszać
      tylko wywalonymi na wierzch gałkami ocznymi. Ewentualnie językiem...

      Och, długo się tak śmiał, nim mnie oswobodził z tych piekielnych więzów.

      Do dziś nie wychylam głowy przez okno! A już zwłaszcza w tramwajach, nie
      wspominając o pociągu... I Wam też nie radzę.
      • Gość: renia Re: Tramwaj IP: *.ath.spark.net.gr 17.03.04, 17:23
        No... To juz bylo bardziej hardowe. Mowie szczerze - krew mrozaca w zylach
        story. Znaczy najbardziej mnie wkurzyl ten motorniczy, on sie naprawde smial
        zamiast reagowac? Jakis psychol.

        Ja z kolei mam wspomnienie zwiazane z Warszawa (samochodem) skoro juz tak przy
        pojazdach jestesmy, ale w wolnej chwili napisze, teraz nie mam czasu niestety.
        Pozdro i chwala Bogu, ze ocalales, bo ro NAPRAWDE moglo sie skonczyc
        tragicznie. Raz moj maz byl swiadkiem jak facet wystawil glowe za okno
        trolejbusa albowiem zobaczyl na ulicy kogos znajomego i chcial go zawolac i
        niestety, ale trolej byl w ruchu i jechal bardzo blisko slupa. Ciag dalszy zbyt
        makabryczny by go tu ze szczegolami opisywac, tak ze naprawde nie wychylajcie
        sie w tramwajach, autobusach, pociagach i czym tam jeszcze.
      • Gość: honeytea Re: Tramwaj IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 24.03.04, 14:38
        jakis czas temu moja kolezanka czekala na tramwaj, nadjechal ten, ktorym
        moglaby pojechac, ale z przesiadka, wiec wsiadla. za chwile zobaczyla ze jakis
        nastepny tramwaj dojezdza do przystanku, wiec wysadzila glowe przez drzwi, zeby
        zobaczyc, czy to moze ten bezposredni, i w tym momencie drzwi sie zamknely...

        na szczescie facet otworzyl i uwolnil ja, inaczej jechalaby caly przystanek z
        wystajaca za drzwi glowa :D
    • undyna Re: opowiedzcie mi... 17.03.04, 13:43
      Rodzice zaraz po tym, jak odkryłam sposób wchodzenia na dach bez użycia
      drabiny, wydali szlaban na to jakże pasjonujące zajęcie, ponieważ ów zakaz
      egzekwowali z podziwu godnym uporem, czas był po temu, aby znaleźć wyjście z
      tej sytuacji. Niedaleko mieszkała ciocia (siostra dziadka), jej było wszystko
      jedno, no to do cioci, u cioci był na wakacjach jej wnuczek i razem szaleliśmy
      po dachach, kiedy pewnego razu schodziłam z dachu, przejechałam nogą po
      zardzewiałym brzegu jakiejś blachy, opartej o ścianę, rozdarłam sobie rajtki i
      nogę pod kolanem, rana była głęboka, bardzo krwawiła i wystawało z niej coś
      białego, straszne, więc co sił w nogach, popędziliśmy do moich rodziców, mój
      kuzyn szedł koło mnie i cały czas maniacko powtarzał "czemu nie płaczesz?,
      czemu nie płaczesz?", a ja przecież musiałam wymyślić w jaki sposób odniosłam
      tak poważny uraz nie wchodząc na dach i to szybko, bo czasu było mało, moja
      historia: ganialiśmy się po sadzie i biegnąc zahaczyłam nogą o nisko rosnącą,
      uschniętą gałąź śliwki, rodzice jednak nie wnikali za bardzo, tylko zajeli się
      moją nogą, awantury o rajtki też nie było, a tego bałam się najbardziej. O ile
      dobrze pamiętam, po tym wydarzeniu odpuściłam sobie dachy.:)
    • Gość: dziecko Re: opowiedzcie mi... IP: *.internetdsl.tpnet.pl 17.03.04, 14:33
      a moje to ganianie się wokól okrągłego stolu tak długo aż matka mnie nie
      dopadła z kablem od żelazka w ręku i potem bicie.
      zasiadanie do wigilii, a obok w pokoju pijany ojciec.
      przeogromne poczucie samotności na tym świecie i tęsknota za kimś, kto by mnie
      stamtąd zabrał.
    • Gość: kohol Re: opowiedzcie mi... IP: *.crowley.pl 17.03.04, 15:00
      - z koleżanką kryłyśmy się w krzakach i na plecy przechodzących ludzi
      rzucałyśmy rzepy...

      - siedziałyśmy na pierwszym piętrze w bloku, zastawiłyśmy drzwi szafą, żeby
      rodzice nie wchodzili, i wyrzucałyśmy przez okno liściki "Ratunku, źli rodzice
      zamknęli nas w pokoju i nie możemy wyjść!"

      - najlepsze było, jak odkryłyśmy możliwości nagrywania wszystkiego na
      magnetofon Grundig. Robiłyśmy więc caaałe słuchowiska radiowe: muzyka, prognoza
      pogody, wiadomości, "codziennie powieść w wydaniu dźwiękowym" itp. No i
      wywiady. Pewnego dnia ogłosiłyśmy światu "przez radio": "Szanowni państwo,
      dzisiaj w naszym stałym cyklu wywiadów przedstawimy wywiad z najgłupszą istotą
      świata", po czym włączyłyśmy pauzę i... "Maaaaaamoooooo!...."

      - gdy zbliżała się pora powrotu rodziców z pracy, codziennie umierałam ze
      strachu, siedząc w oknie, ze może coś im się stało, mieli wypadek i nigdy nie
      wrócą....

      - gdy mama zrobiła sobie trwałą, popłakałam się, zakryłam twarz ścierką i
      powiedziałam, że nie będę na nią już nigdy w życiu patrzeć... ale mamie było
      przykro...

      - mama zabrała mnie do siebie do pracy kiedyś, jej koleżanki się mną zajmowały
      (ach, uwielbiałam to! no i nie musialam siedzieć w przedszkolu!), jedna z nich
      zapytała mnie jakoś, jak to jest w domu, a ja nie wiedziałam, co odpowiedzieć,
      no i wypaliłam "Tatuś bije mamusię!" (nie wiem, skąd mi to do głowy w ogóle
      przyszło!), ale wszyscy zareagowali prawidłowo: zbiorowym atakiem śmiechu :D

      Idealna rodzinka, mówię Wam...
      Ja chcę do domu!
      • glonik Re: opowiedzcie mi... 17.03.04, 15:34
        koho napisał/a
        > - gdy mama zrobiła sobie trwałą, popłakałam się, zakryłam twarz ścierką i
        > powiedziałam, że nie będę na nią już nigdy w życiu patrzeć... ale mamie było
        > przykro...

        też to przerobiłam, tylko na widok uondulowanej Mamy zakrzyknęłam:"CACEK, jaki
        śliczny cacek"
        I dziś jeszcze, jak się na Mamę zeźlę to mówię do Niej "cacek".
        PS. Bo te koszmarne precelki na głowie, to iście cackowe były,
        czyli "cudniutkie" i porażające.
      • Gość: Randall Re: opowiedzcie mi... IP: 195.245.217.* 17.03.04, 15:52
        > wywiady. Pewnego dnia ogłosiłyśmy światu "przez radio": "Szanowni państwo,
        > dzisiaj w naszym stałym cyklu wywiadów przedstawimy wywiad z najgłupszą
        > istotą "świata", po czym włączyłyśmy pauzę i... "Maaaaaamoooooo!...."

        Świetne :)
        Też się bawiłem w nagrywanie audycji z kolegami, przed magnetofonem
        marki "Daria" odgrywaliśmy całe przedstawienia i potem kazaliśmy dorosłym tego
        słuchać... Rzadko kiedy spotykając się ze zrozumieniem, hehe.
    • midgeure Re: opowiedzcie mi... 17.03.04, 15:23
      Hmmm... Tak sobie myślę, i przypomina mi się jedno wydarzenie z dzieciństwa
      (może później coś sobie jeszcze przypomnę jak temat będzie jeszcze chodził).
      Otóż miałam może 6 lat, gdy spędzałam wakacje u wujka na wsi w okolicach
      Grójca. Moja kuzynka miała niedługo wyjść za mąż. W każdym bądź razie to ona
      opiekowała się mną w czasie mojego pobytu na wsi. No i wiadomo, że dziewczyna
      już doczekać się ślubu nie może, a i chłopakowi rączki latają. A tu brzdąc
      kręci im się koło nogi (wiedział wujo co robi powierzając mojej kuzynce opiekę
      nade mną - spełniałam swoją pierwszą ważną rolę w życiu - byłam przyzwoitką!).
      No i oczywiście, że oni się obściskiwali, całowali. Chyba spodobał mi się ten
      widok, bo w końcu krzyknęłam, że ja też chcę buziaka takiego jak ona! I
      szwagier widząc moje zakapiorstwo gorąco mnie pocałował. A ja potem poszłam
      zadowolona do wujka i cioci chwaląc się, że ja też dostałam buziaka... i to z
      językiem!
    • glonik Re: opowiedzcie mi... 17.03.04, 15:27
      Nie chcę o horrorach....Bo były i one.
      Dawno, dawno temu.............baaaaaaaaaaaaaardzo dawno, byłam z Mamą
      w Zakopanem. Mamy sie opalały, a dzieci wymieniały się informacjami, co
      które w domu ma.
      Ja odpadłam w licytacji, ale że wrodzona pycha nie pozwoliła mi się wycofać bez
      walki, zadziałałam.
      Otóż mój dziadek niezbyt za dziećmi przepadał, a ja się nachalnie na jego
      kolana pchałam, rodzice wymyślili sposób, żebym dziadka nie molestowała,
      mówiąc mi, że dziadek ma pchły. A ja się wszelkiego rodzaju żyjątek bałam.
      W każdym razie, po wysłuchaniu, czegóż to dzieci w domu nie mają, w akcie
      desperacji wypaliłam: " a mój dziadek ma pchły!!!!!!!"
      Wygrałam bezapelacyjnie. A to, że moja Mama się mnie wyparła, to insza inszość.
      Zostałam ZWCIĘZCĄ!!!!!!!!!

    • ka2 Re: opowiedzcie mi... 17.03.04, 17:02
      wracałam z babcią z zakupów
      szłyśmy przez park, było bardzo przyjemnie, ja biegałam po alejkach a babcia
      dreptała za mną z dwiema ciężkimi siatami
      nagle wyrwałam do przodu, babcia została w tyle i pojawiło się zagrożenie, że
      wybiegnę na ulicę. nie wiem co miała w tych siatach, ale puścić ich nie chciała
      i kiedy już było wiadomo, że mnie nie dojdzie wzięła zamach i wyrżnęła mnie z
      całych sił jedną z toreb w plecy
      zostałam leżeć na chodniku, ale przynajmniej nie wpadłam pod samochód
      • mobypussy Re: opowiedzcie mi... 17.03.04, 17:35
        co do babci i do zakupow... moze byc troche niesmaczne...

        babcia stala w kolejce w masarni. mnie strasznie potrzeby fizjologiczne
        wzywaly. ze do domu bylo daleko babcia powiedziala zeby poszla oooo tam w
        krzaczki i zrobila co trzeba. dala mi jakas chusteczke, wiec poszlam.

        babcia do dzis "ryczy" ze smiechu jak wspomina jak to ze spuszczonymi majtkami
        przyszlam do sklepu i poprosilam babcie zeby mi podtarla :/
        • Gość: ali Re: opowiedzcie mi... IP: *.tvn.pl 17.03.04, 18:07
          mam kilka takich pamiętam że bałam się tego jak to będzie jak zacznął mi
          wypadać zęby - wyobrażalam sobie że stanę nad koszem na śmieci, otworzę buzię i
          wszystkie zęby mi wtedy wypadną, bałam sie tylko skąd będe wiedziała kiedy to
          ma się stać, potem jak już te zęby powoli zaczęły chwiać się i wypadać to mnie
          i mojemu rok młodszemu bratu jak już mocno się chwiały wyrywał tato - takimi
          obcęgami;)))) sami do niego chodzilismy żeby wyrwał;) no i jeszcze pamiętam jak
          moja mam obierała ziemniaki w zlewozmywaku a ja stałam obok na krześle i
          pytałam czy ja mam już 4 lata, pamiętam swoje zdziwienie i że nie mogłam w to
          uwierzyć...
        • ka2 Re: opowiedzcie mi... 17.03.04, 18:11
          z hardcorowych mi się przypomniało coś z czego by mogło wynikać, że nie lubię
          swojego brata
          epizod pierwszy
          u dziadków był taki rzeźnicki nóż, o który zawsze były awantury, że tak na
          wierzchu leży
          otóż zdybałam kiedyś swojego młodszego brata ( on 2 lata ja 6 ) jak ten nóż
          trzymał w ręce - za ostrze !
          no to co zrobiłam jako mądra, odpowiedzialna siostra ?
          chciałam mu go zabrać i im bardziej ja mu go wyrywałam tym bardziej on go
          ściskał
          palce mu pozszywali, ale do dziś nie ma w nich czucia

          epizod drugi
          z tym samym bratem bawiliśmy się w chowanego
          jedna z jego kryjówek była pod tapczanem, ale nawet dla niego było tam za mało
          miejsca. no i zaklinował się. a że był pod moją opieką poczułam się w obowiązku
          go stamtąd wyciągnąć. złapałam za nogi i ciągnę więc a brat wrzeszczy
          bwniebogłosy. chwilę mi zeszło bo okazało się, że jakiś gwóźdź wystający wbił
          mu się w brew
          skończyło się na pięciu szwach
          ale brat w ogóle pechowy za dziecka był, chociaż właściwie to jak się temu
          przyjrzeć był szczęściarzem
          otóż w wieku 2 lat wypadł z okna z drugiego piętra i nic mu się nie stało. do
          szpitala karetka wzięła mamę w stanie ciężkiego szoku :)
          • Gość: Randall Re: opowiedzcie mi... IP: 195.245.217.* 17.03.04, 18:21
            > ale brat w ogóle pechowy za dziecka był

            Strzelam - jesteś ze Śląska :)
            (Chociaż nie, napisałabyś "za bajtla"...)
            • ka2 Re: opowiedzcie mi... 17.03.04, 18:28
              nie strzelaj, przyznaje się
              ale prędzej napisałabym " za łebola "
              • mobypussy Re: opowiedzcie mi... 17.03.04, 19:28
                pechowy brat, czy nieswiadomie pechowa siostra? :D
                ja w sumie to sama mam pecha, albo pecha przynosze.
                na wies zwyklysmy jezdzic na wakacje (8 km od mojego miasta ;) )
                spotkalam tam dziewczyne (od strony rodziny z innej str.)
                nienawidzilysmy sie strasznie. i kiedys wiszac na trzepaku cos do mnie
                zapyskowala. nie namyslajac sie za dlugo wzielam trzepaczke i jak jej
                zdzielilam przez plery to ino zahuczalo w plucach...
                na drugi dzien odwdzieczyla sie. wbila mi w reke takie nozyczki krawieckie
                (ząbkowane). rozprula mi "blonke" miedzy kciukiem a wskazujacym.
                i z taka reka pojechalam na kolonie pozniej. (na te wspolne ze slimakami)

                to chyba wtedy mialam taki czas "dziczy" :]
    • undyna Re: opowiedzcie mi... 17.03.04, 20:45
      Sulika miałaś DOSKONAŁY pomysł z tym wątkiem, moje ukłony. Może ci się coś
      przypomniało, jeśli tak to opowiadaj?
      Stan wojenny a dzieciństwo:
      -hurra bardzo długie ferie,
      -buuu piękna zima, a nie można na górkę,
      -kolejne buuu, mieliśmy 2 walki-talki, jak rodzice szli gdzieś razem wieczorem,
      to brali jedno, ja miałam drugie, było mi raźniej, i co, Tata musi oddać je na
      Milicję, "dlaczeeego?", "bo pójdzie do więzienia, jak nie odda", to był dla
      mnie totalny kosmos, jak to, nic nie rozumiem?,
      -kolejne buuu zamiast teleranka Gadające Głowy.
      Stan wojenny wspominam źle, nudziłam się jak mops i na dodatek milicja zabrała
      mi walki-talki, powód do dumy i czasami jedyną ostoję.
      • Gość: Randall Re: opowiedzcie mi... IP: 195.245.217.* 17.03.04, 22:00
        > Stan wojenny wspominam źle, nudziłam się jak mops

        A ja byłem cholernie podekscytowany, tak podekscytowany że do dziś pamiętam. Te
        czołgi jadące Aleją Niepodległości, czyli pod oknami mieszkania babci, milczący
        telefon, wyłączony telewizor (nie wiem dlaczego?), zatroskanie na twarzach
        wszystkich ze szczególnym uwzględnieniem matki (stary był w związkach). Ech,
        fajnie było to przeżyć jako trzyipółletni smarkacz - później byłoby to mniej i
        mniej zabawne.
    • Gość: Ulijanka Re: opowiedzcie mi... IP: *.4web.pl 17.03.04, 21:51
      a ja pamiętam:
      -jedzenie baboli i dawanie je psu-Miskowi
      -prowokowanie psa sąsiaki(10 razy większego ode mnie)by mnie gonił i uciekanie
      przed nim po osiedlu
      -zaczepianie ludzi i mówienie im "dzien dobry",albo dzwonienie po blokach
      domofonami i robienie "ankiet"na temat palenia,przy czym niektórzy byli tak
      mili,ze opowiadali calą historie swojego życia,babcie o wnukach,mamy o synkach-
      same najlepsze kąski i to przez domofon
      -bawienie sie w sklep mięsny(na składzie drewna),konia,i całą możliwą zwierzynę
      -jedzenie jak kot,pies,itd(tata sie na nas strasznie wkurzał)
      -wydłubywanie "tłustych skwar"z kiełbasy i wrzucanie ich za łóżko w dużym pokoju
      (raz tata odsunał łóżko i znalazł te skwary .....)
      -wąchanie fotela po każdym gościu,który siedzial na tym fotelu,np po listonoszu
      albo kuzynie
      -wyrywanie farfocli z koca i jedzenie ich
      -uciekanie przed wścieklym koniem
      -wrzucanie mleczaków za piecyk
      -"seX" za pomocą kredek :]
      -taniec przy "omedze"na gnojowniku
      -szalone jazdy na rowerze-stłuczone kolana,łokcie,i wszystko co możliwe
      -ugryzienie dentystki w palec(nie chcialam go puścić,tak ze musiała wołać
      pomocnice,by jej pomogły sie uwolnić)
      -strach ze siostra ma wścieklizne
      -bujanki na kole od samochodu
      Sama wiesz..................

      • mobypussy Re: opowiedzcie mi... 17.03.04, 22:21
        ze skwarów sie usmialam...
        dobre w ryj :D
        ja podobnie robilam z kanapkami. ino nie za lozko a przez okno. mieszkam na 2
        pietrze (blok 4 pietra)i myslalam ze jak przez okno wyrzuce to po klopocie. a
        tu pewnego dnia sasiadka wpadla ze jej kanapki kwitna w ogrodku i robi
        dochodzenie czyje :]
        boshe jaka ja glupia bylam! (a moze i jestem? :>)
    • Gość: Richelieu* Re: opowiedzcie mi... IP: 217.98.107.* 17.03.04, 22:00
      też mi smutne doświadczenia z dzieciństwa, co Wy wiecie o smutnych
      doświadczeniach
      • Gość: Randall Re: opowiedzcie mi... IP: 195.245.217.* 17.03.04, 22:02
        Nikt tu nie mówi o smutnych doświadczeniach, frajerze z monopolem na wiedzę o
        życiu. Wspominamy sobie chaotycznie.
      • mobypussy Re: opowiedzcie mi... 17.03.04, 22:23
        jesli chodzi o smutne...
        ukradlam ze sklepu jogurt. i mnie zlapali...
        szkola sie dowiedziala i rodzice...
        wstyd jak nie wiem co.
        do dzis nic wiecej nie ukradlam (no moze kilka skradzionych meskich serc)i nie
        mam najmniejszego zamiaru tego zrobic. dobra to byla (choc smutna i przykra)
        nauczka
        • mobypussy Re: opowiedzcie mi... 17.03.04, 22:27
          poza tym:
          - moi starzy sie rozwiedli
          - mam brata najgorszego na swiecie
          - moja kuzynka zle wyszla za maz i nie umie sie z tego wydostac
          - moja mama naduzywa alkoholu
          - mam toksycznego bylego chlopaka, ktory stara sie nie byc bylym
          - nigdy w zyciu mi nic nie wyszlo
          - kocham dwoch facetow
          - i mam najgorszy zawod swiata (choc moze do tego sie jdyniwe nadaje) ->
          nauczyciel (seks tez lubie jesli o tym pomysleliscie :P )

          wystarczy riczi?
          • Gość: Richelieu* Re: opowiedzcie mi... IP: 217.98.107.* 17.03.04, 22:47
            nic nie powiem, bo mi Randal dał po pysku
            co do końca świata, każdy ma swój koniec, niektórzy mają tylko końce światów i
            żadnych początków
            • undyna Re: opowiedzcie mi... 17.03.04, 23:01
              Masz doła, czy to coś poważniejszego?
              • mobypussy Re: opowiedzcie mi... 17.03.04, 23:04
                widze ze to chyba nie do mnie.
                ale jesli chodzi o moje wypowiedzi. hmm szczerze czy nie? :D pije undyna, tak
                jak mowilam dzisiaj sie upijam... :D odreagowuje.
                • undyna Re: opowiedzcie mi... 17.03.04, 23:12
                  Kurczę no to jesteśmy razem, ja dzisiaj też, już mi się lata świetlne nie
                  przydarzyło coś takiego, w niedzielę 1 piwo, wczoraj dwa, dzisiaj już drugie i
                  ostatnie.:) Jutro koniec bankowo, pozwól, że się wytłumaczę, przed sobą, mam
                  takiego historycznego prem'a, że jak mi do jutra nie przejdzie to zwariuję.;)
                  • mobypussy Re: opowiedzcie mi... 17.03.04, 23:18
                    spoko :D
                    to wiec dzis NASZE zdrowie :)
                    za dziecinstwo, hehe
                    • undyna Re: opowiedzcie mi... 17.03.04, 23:22
                      Za dzieciństwo, zdrowie wszystkich forumowiczów, oby nam się:))))
              • Gość: Richelieu* Re: opowiedzcie mi... IP: 217.98.107.* 17.03.04, 23:09
                nie mam doła, nigdy nie miewam dołów bo dół to punkt zero, normalka, od święta
                mogę se wleźć na szczebelek drabiny stojącej i tak w dole
                • undyna Re: opowiedzcie mi... 17.03.04, 23:17
                  To co, depresja:(, dlaczego masz permanentne plteau w dole?
                  • Gość: Richelieu* Re: opowiedzcie mi... IP: 217.98.107.* 17.03.04, 23:22
                    depresja jest wtedy gdy stan leży poniżej normalności, u mnie normalność jest w
                    dole więc permamentny dół ma to do siebie, że nie da się z tego zrobić depresji.

                    a dlaczego? nooo, ubzdurało mi się życie
                    • mobypussy Re: opowiedzcie mi... 17.03.04, 23:27
                      riczi, lepiej nie bedzie
                      gorzej byc nie moze, usmiechnij sie.
                      choc dzis i choc tylko do nas :D
                      • Gość: Richelieu* Re: opowiedzcie mi... IP: 217.98.107.* 17.03.04, 23:31
                        ależ ja mam uśmiech, został narysowany, wycięty i przyklejony
                        • mobypussy Re: opowiedzcie mi... 19.03.04, 13:57
                          szkoda... wole naturalne
            • Gość: Randall Re: opowiedzcie mi... IP: 195.245.217.* 18.03.04, 15:42
              > nic nie powiem, bo mi Randal dał po pysku

              Przepraszam - znów mnie poniosło, mam uczulenie na licytacje typu "kto ma
              najwięcej traumatycznych przeżyć na koncie i kto w związku z tym jest
              najmądrzejszy". Opowiedz coś konkrentego, Richelieu, bez epatowania jednakże.
              Bardzo ładnie proszę.
          • bukfa Re: opowiedzcie mi... 17.03.04, 23:21
            > - i mam najgorszy zawod swiata (choc moze do tego sie jdyniwe nadaje) ->
            > nauczyciel (seks tez lubie jesli o tym pomysleliscie :P )

            O przepraszam, to bardzo fajny zawod!
            • mobypussy Re: opowiedzcie mi... 17.03.04, 23:25
              aaaaaaaaaaahahaha :)
              dobre, ale dzis sie posmieje...
              to juz wole bukfo parzyc kawe jakims bussinessmen'om. tylko niech mnie obslugi
              drogich expresow naucza.
              wybacz, ale uczyc kogos kto nie chce sie uczyc to chyba najgorszy orzech do
              zgryzienia. i nie wiem czy wytrwam do moich zamierzonych efektow.
              pozdr.
        • undyna Re: opowiedzcie mi... 17.03.04, 22:41
          Ja też coś takiego zrobiłam, jak sroczka, przygarnełam(nie piszę, że ukradłam,
          nie znałam wtedy tego pojęcia) z toaletki Dziadka jego zegarek, pamiętam, że
          nie chodził i myślałam, że mu nie potrzebny, a miałam dużą słabość do zegarków
          od małego (próbowałam maniakalnie dostać się do środka), więc pomyślałam, że
          skoro nie chodzi, to nareszcie zbadam to ustrojstwo (bo jak chodził, to Tata mi
          wmówił, że może ugryźć, tych chodzących się bałam), oczywiście się wydało i
          zostałam okrzyknięta przez ciotki złodziejką, ale był wstyd, jedynie mama i
          dziadek rozumieli, że sześciolatek to bestia ciekawa i głupiutka, ale nie
          złodziejka, to też był mój ostatni raz.:)
    • sulika Re: opowiedzcie mi... 17.03.04, 22:42
      strasznie się dobrze bawię przy waszych opowieściach i cieszę się, że
      wspominacie, ja czasami uwielbiam zatapiać się w tych dziecięcych klimatach a
      razem jeszcze fajniej jest:)
      moje wspomnienia tym razem wesołe...
      pamiętam jak u babci na podwórku grzebałam kijem w krowich plackach, międliłam
      tym kijem i międliłam i udawałam że to ciasto a potem z tym kijem goniłam po
      podwórku kota babci bo chciałam go nakarmić... plackiem
      bardzo lubiłam zbierać z krzaków ziemniaków stonki do puszek a potem, o zgrozo,
      palić je żywcem po oblaniu rozpuszczalnikiem (cicia tak robiła i mówiła że to
      szkodniki więc szkodniki się niszczy dlatego nie miałam wyrzutów sumienia) i
      kiedyś na pole wybrałam się z kuzynem łobuzem, który uzbierał całą puszkę
      robactwa a potem podstępem wrzucił mi ją za kołnierz, myslałam że zwariuję, do
      tej pory brzydzę się wszystkiego co z tego gatunku
      a Ulijanka to moja siostra więc jej wspomnienia to jakby moje
      buziaczki siostrzyczko low low low low
    • undyna Re: opowiedzcie mi... 17.03.04, 23:42
      Miałam ok.10-11lat, bardzo lubiłam czytać, Mama nie pozwalała mi czytać w nocy,
      bo w nocy się śpi, więc z biurkową lampką pod kołdrą czytałam, do rodziców się
      trzeba dostosować, jak się wydało: Wziełam na warsztat "Dzieci Warszawy", o
      dzieciach w Powstaniu Warszawskim, im dalej w las tym smutniej, na początku
      cichutko pochlipywałam, ale robiło się coraz gorzej i w końcu zaczęłam ryczeć
      jak wół, zanosząc się spazmatycznym szlochem, zapomniawszy o konspiracji,
      wpadła przerażona Mama, godzina 4 w nocy, jakoś mnie uspokoiła, ale pamiętam,
      że czytając tą książkę, aż krzyczałam z rozpaczy:)
    • morgana_le_fay "wieczne" wakacje 18.03.04, 00:36
      Nie będę z pewnością zbyt oryginalna stwierdzając, że najlepsze wspomnienia z
      dzieciństwa zazwyczaj łączą się z wakacjami. Otóż i jedno z mojej długiej
      listy:

      "Moja" wieś zabużańska. Kilka domów pełnych jeszcze przygasających z czasem
      oznak dawnej świetności. Przedwojenne zdziczałe ogrody, Odpadające tynki i
      stiuki, zapach starych mebli, powoli zamieniających się w "graty", tajemnicze
      obiekty znajdowane na strychu, od dawna milczące bakelitowe radio z "oczkiem",
      na ścianie tak paskudny, że aż piękny oleodruk - scena rodzajowa wyjęta wprost
      z miłosnego wątku Nikodema Dyzmy, obowiązkowo umajona przez muchy. W tej
      scenerii kilka rodzin znających się od zawsze, choć już jakby od zawsze
      spotykających się tylko podczas wakacji.

      I ich WNUCZĘTA!!! Wcielone diabły!!!
      Byłam jednym z tych wnucząt. Ku utrapieniu dorosłych kimś, kto wszystkimi
      możliwymi środkami dążył do organoleptycznego badania bliższej i dalszej
      okolicy. Ponieważ okoliczne pola, łąki i parowy nie znały jeszcze pojęcia
      melioracja, często zamieniały się w rozległe jeziora z krystalicznie czystą
      wodą, w której swobodnie można było pływać. Można też było łowić, no, nie od
      razu ryby, ale kijanki jak najbardziej. Wraz z ówczesnym narzeczonym,
      chłopcem podówczas pięcio-, sześcioletnim byliśmy rekordzistami w.... więzieniu
      kijanek. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby miejscem tego więzienia, nie
      były... nasze usta. Chodziło o to, kto nie połykając, zdoła maksymalnie
      wypełnić kijankami wnętrze swojej jamy gębowej. Istniały ściśle określone
      konkurencje w zależności od wielkości w/w stworzeń i stopnia ich transformacji
      w stadium żaby. Największy podziw wzbudzało zawsze uwięzienie kilku potężnych
      obiektów, mocno już wypasłych i posiadających tylne nogi. Umiałam to zrobić.
      Mój partner też.

      Po latach, odnowiony związek ze wspomnianym mężczyzną zaowocował już zupełnie
      innymi wspomnieniami. Równie jednak ciepło go wspominam.

      morgana
      • undyna Re: "wieczne" wakacje 18.03.04, 00:53
        No przecież, śliczna ta twoja opowieść Morgano, wszystkie wspomnienia Wasze są
        orginalne i podobają mi się okrutnie, ja też bym chętnie coś jeszcze dodała,
        ale boję się posądzenia o zdominowanie wątku, jednak się skuszę:)
        Pewien nieco obleśny wujek pożyczył mojemu Tacie kasetę Video z pornolem,
        wchodzę ja sobie do pokoju moich Staruszków(Mamy nie było) i co widzę, mój
        Tatuś śpi niebożę, a na ekranie saame dziwy, pornol o cesarzowej Katarzynie,
        ależ to było doświadczenie.:)
    • Gość: jola_to_ja Re: opowiedzcie mi... IP: 213.17.228.* 18.03.04, 08:00
      a ja... pamietam jak majac 6 moze 7 lat dostalam pierwszy raz lanie od taty,
      wracalam z mlodsza o 3 lata siostrzyczka z podworka, siarczysty mroz a w mojej
      niemadrej glowce zrodzil sie szatanski pomysl gdy odkrylam, ze moja mokra reka
      przylepia sie do klamki, namowilam siotrunie zeby dotknela jezykiem do klamki,
      nigdy w zyciu nie zapomne widoku jej na maxa wysunietego jezorka i podlej
      klamki, ktora nie chciala go uwolnic, koncowy efekt: zdarta skora na jezyku i
      przerazliwy krzyk siostry, zanim doszlysmy do domu (4 pietro)w blaganiach zeby
      nic nie mowila rodzicom sprzedalam chyba jej cala siebie, nie pomoglo :) a
      potem bylo juz goraco, moj tylek przezyl szok termiczny :))
    • ka2 Re: opowiedzcie mi... 18.03.04, 09:08
      hy, hy jaskółka mi się przypomniała :)
      taka jakie się robi na lodowisku, wiecie - zgięta w pasie, ręce na boki, noga
      do tyłu głowa do przodu
      tyle, że ja sie slizgałam na świeżo pastowanej podłodze w przedpokoju, hamulce
      zawiodły i wtatarzyłam w szklane drzwi do pokoju tym co najbardziej wystawało
      czyli głową
      znaczy głowa była już w pokoju a reszta po drugiej stronie drzwi
      w życiu nie stałam tak nieruchomo, cały czas w pozycji jaskółki, w czasie gdy
      rodzina pracowicie obtłukiwała szklane kolce wokół mojej głowy, żeby ją mogła
      wyciągnąć bez podrzynania sobie gardła
    • Gość: Lenka Re: opowiedzcie mi... IP: *.4web.pl 19.03.04, 13:24
      a ja pamiętam jak modne były takie sandałki z gumy - "plastiki". uwielbiałyśmy
      robić z tych plastików dorosłe buty czyli takie z obcasami. wpadłam na pomysł,
      że obcas można zrobić z gwoździa, tylko należy go odpowiednio wpić w podeszwę.
      nie mogłam tego gwożdzia wbić rączkami to postanowiłam stanąć sobie w tym bucie
      już na gwożdziu i wbić go ciężarem ciała. no i wbiłam go... aż po piętę :)
      ogromny 8 centymetrowy gwóźdź tkwił w mojej pięcie. była tragedia, ale jakoś
      się zagoiło.
      • an_ni Re: opowiedzcie mi... 19.03.04, 13:48
        ooo jjeeeezuuuuuuuu
        chodzisz teraz na obcasach czy masz wstret :))))))))))0
      • mobypussy Re: opowiedzcie mi... 19.03.04, 13:56
        tez pamietam te buty :D
        tyle ze my wkladalysmy w te obcasy kamyczki, zeby stukac po asfalcie jak
        dorosle panie :]
    • wessna Re: opowiedzcie mi... 24.03.04, 14:16
      pamiętał jak tata sypał mi pieprz na język za pyskowanie:)
      • agnie_szka9 Re: opowiedzcie mi... 24.03.04, 14:51
        oo, ja też chodziłam w plastikach z kamyczkami :-))
        ale najmilej wspominam taką zabawę: rodzice w pracy, ja z przyjaciółką
        (miałyśmy po jakieś 10 lat) wracałyśmy do mnie do domu, podnosiłyśmy słuchawkę
        od telefonu, wykręcałyśmy jakikolwiek numer i mówiłyśmy piskliwym głosikiem:
        dzień dobly, plosę pani (pana). jestem sama w domu i...(tutaj puszczałyśmy
        wodze fantazji)...chce mi sie siku, a nie sięgam do klamki, zsikałam się w
        majtki, boję się baldzo, bo ktoś puka do drzwi... i takie różne. ludzie różnie
        reagowali. część ze złością mówiła do nas per gówniarzu, jak przyjde i Ci
        spuszczę manto. część przejmowała się naszym losem i rozmawiała z nami
        długo...aż rodzice nie wróća...i takie tam ogólnie była super zabawa :-)))

        wątek bomba!
        • aguszak Re: opowiedzcie mi... 24.03.04, 16:02
          Kurcze! Nie od parady mamy to samo imię i... takie same głupie ;) pomysły. Ja z
          moją przyjaciółką robiłyśmy podobnie, z tą tylko różnicą, że dzwoniłyśmy i
          mówiłyśmy przygodnym osobom, że (jedna z nas): zostałam sama w domu, bo mama
          jest w pracy, ciężko i do późna pracuje, a ja mam chyba temperaturę, a mam przy
          sobie apteczkę, jakie leki mogę wziąć na przeziębienie... itp. itd.
          Potem "mama" (czyli ta druga) dzwoniła na ten sam numer i dziękowała za pomoc i
          troskę o córkę...
          W ten sposób miałyśmy wujka w Hucie Warszawa oraz ciocię w przychodni
          rejonowej :)))
          • agnie_szka9 Re: opowiedzcie mi... 24.03.04, 16:05
            czasami chciałabym mieć znowu tyle lat co wtedy i żadnych problemów...ach...co
            to było za życie. jak sobie przypomnę coś jeszcze to napiszę.

            PS. cieplutkie pozdrowienia dla Aguszak :-)))

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka