Dodaj do ulubionych

Tradycyjny model rodziny

21.03.04, 11:29
On pracuje , ona zajmuje się domem i wychowaniem dzieci. Pomijam już fakt że
praca w domu jest najbardziej niedocenianą pracą a raczej wolontariatem, bo
przecież pensji za nią nie otrzymujemy. Nie neguję takiego modelu rodzinny ,
który przy 20 % bezrobociu będzie niedługo koniecznością a nie świadomym
wyborem. Chodzi mi o coś innego , co będzie za 10 , 20 lat kiedy nagle
kobieta usłyszy do swojego męża "chcę rozwodu". Niezależna finansowo kobieta
poradzi sobie w tej sytuacji a kobieta, która była na utrzymaniu mężczyzny?
Co z emeryturą? Czy można wymagać od kobiety życia w takiej niepewności?
Życia w takiej zależności? Nie można nie zauważyć że kobieta w "tradycyjnym
modelu rodziny" staje się swego rodzaju niewolnikiem, który jest na zawsze
przypisany swemu panu i musi przymykać oko na wszystkie jego wybryki [czyt.
zdrady, rękoczyny itd.] Nie ma dokąd pójść, nie ma za co żyć więc nie opuści
swego pana.
Oczywiście nie każdy "tradycyjny model rodziny" ma taki finał bo na szczęście
istnieje jeszcze prawdziwa miłość która po 20 latach małżeństwa nadal trwa...
Ale i tak nasuwa się jedna refleksja ..ciężkie jest życie kobiety.
Obserwuj wątek
    • lola211 Re: Tradycyjny model rodziny 21.03.04, 11:43
      Rozwód pociaga za sobą podzial majatku, a takze obowiazek alimentacji wzgledem
      zony.Facet porzadnie sie zastanowi, zanim ot tak, zachce mu sie rozwodzic.
      Rozwiazaniem byloby usankcjonowanie etatu gospodyni domowej, oplacanie skladek
      po to, by miec emeryture.No ale przeciez prowadzenie domu, to nie praca, no
      nie?
      • miriammiriam Re: Tradycyjny model rodziny 21.03.04, 11:57
        lola211 napisała:

        > Rozwód pociaga za sobą podzial majatku, a takze obowiazek alimentacji
        wzgledem
        > zony.

        zdajesz sobie chyba jednak sprawę, że jest to tylko teoria.
        • lola211 Re: Tradycyjny model rodziny 21.03.04, 12:00
          No nie bardzo, moja mama i majatku conieco dostala i alimenty ma zasadzone.A
          winna byla w takim samym stopniu.Co prawda pare lat popracowala, ale wiekszosc
          czasu spedzial w domu.
          • lola211 Re: Tradycyjny model rodziny 21.03.04, 12:02
            Aha, i nie toczyla jakis heroicznych bojów o te alimenty, sad przyklepal od
            razu, choc matka wystapila pare lat po rozwodzie dopiero.
          • miriammiriam Re: Tradycyjny model rodziny 21.03.04, 12:11
            lola211 napisała:

            > No nie bardzo, moja mama i majatku conieco dostala i alimenty ma zasadzone.A
            > winna byla w takim samym stopniu.Co prawda pare lat popracowala, ale
            wiekszosc
            > czasu spedzial w domu.

            ciekawe, czy ojciec ostro walczył, aby jej nie dać tych alimentów, prawde
            mówięc nie sądze...
            • lola211 Re: Tradycyjny model rodziny 21.03.04, 12:18
              Wiesz, on by ja utopil w lyzce wody najchetniej.Bylam kiedys na jednej
              rozprawie, zachowywał sie jak rozjuszony byk.Brrr..
              Mial adwokata, wynajal detektywa, by na nia zbierał obciazajace dowody, mimo to
              byl od razu na straconej pozycji- jego dochody przy jej mizerii finansowej byly
              dla sadu bezspornym dowodem za.Skoro rozwod zostal juz zasadzony, sadu nie
              interesuje wina, nie wina, tylko to, jaka jest sytuacja materialna obydwojga.
              Ojciec podpieral sie slabym zdrowiem, opieka nad wlasna matką(akurat), i takie
              tam.Tylko, ze pracowal legalnie i nie bylo problemu z ustaleniem ile zarabia.
              • miriammiriam Re: Tradycyjny model rodziny 21.03.04, 12:27
                to ciekawe, co piszesz, bo mój tatu swojej byłej żonie (nie mojej mamie) nie
                płacił żadnych alimentów, mimo że ona w ogóle nie pracowała, a on legalnie
                zarabiał raczej więcej, niż mniej. rozwód bez orzeczenia o winie i na tym
                koniec. prawdę mówiąc u żadnej ze znanych mi osób po rozwodzie nie ma takiej
                sytuacji, ze były mąż płaci cokolwiek byłej żonie - jest podział majątku,
                alimenty na dzieci (jeśli się uczą) - finito.
                • lola211 Re: Tradycyjny model rodziny 21.03.04, 13:09
                  Pytanie, czy o takie alimenty wystapily? Bo nie ma automatycznego ich
                  przyznania przy rozwodzie.O trzeba zlozyc wniosek.
                  Moja matka nie walczyla o uznanie ojca wylacznie winnym, poszło z winy
                  obopolnej, bo szybciej i koszta mniejsze.I wcale nie jest to przeszkoda do
                  uzyskania alimentów.
                  • miriammiriam Re: Tradycyjny model rodziny 21.03.04, 13:49
                    lola211 napisała:

                    > Pytanie, czy o takie alimenty wystapily? Bo nie ma automatycznego ich
                    > przyznania przy rozwodzie.O trzeba zlozyc wniosek.

                    zdaje sobie z tego sprawę. zauważ, że ludzie się różnie "dogadują" przy okazji
                    podziału majątku. mój np. mój ojceic zostawił swojej pierwszej żonie mieszkanie
                    lolatorskie, które kiedy nastał koniec peerelu musiała sobie sama wykupić -
                    cwaniak. tzw. ugoda róznie wygląda w praktyce i nie o literę prawa mi chodzi,
                    tylko o jej stosowanie. były współmałzonek ma teoretyczną możliwość ubiegania
                    się o alimenty, ale nie jest tak że one mu się należą jak psu buda, jak ma to
                    miejsce w odniesieniu do dzieci. tak to widze.
                    idąc dalej tym tropem, była żona bez zasądzonych alimentów nie ma prawa do
                    emerytury po mężu. zgadza się?
                    tyle o rozwodach.
                    teraz o wdowach. o ile mi wiadomo wdowa, która ma swoją emeryturę może sobie
                    wybrać, które świadczenie chce pobierać - swoje, czy po mężu. dot. emerytury z
                    ZUSu, a jak jest z OFE? czy ktoś wie coś na ten temat?
                    jeśli wdowa jest jeszcze młoda to renta rodzinna przysługuje tylko na uczące
                    się dzieci do 25 r.ż., jeśli takowych brak wdowie przysługuje jedynie jakiś
                    zasiłek,chyba na 2 lata + możliwść nauki zawodu, czy inne dobrodziejstwo w tym
                    stylu. renty rodzinnej wdowa nie pobiera. ładne kwiatki, nie prawdaż?
                    ciekawe, czy ze składek zgromadzonych w OFE dzieci nieboszczyka będą otrzymywać
                    jakikolwiek zasiłek, czy coś w tym rodzaju.
                    meandry finansów niepracujacych kobiet nie są mi obce, gdyż zarówno moja mama,
                    jak i obie babcie nie pracowały. z tego, co widze dookoła ludzie beztrosko
                    podchodzą do tej sprawy, a problem nie tkwi tylko w rozwodzie.
                    • lola211 Re: Tradycyjny model rodziny 22.03.04, 10:33
                      były współmałzonek ma teoretyczną możliwość ubiegania
                      > się o alimenty, ale nie jest tak że one mu się należą jak psu buda, jak ma to
                      > miejsce w odniesieniu do dzieci. tak to widze.

                      Tak, to prawda.

                      > jak i obie babcie nie pracowały. z tego, co widze dookoła ludzie beztrosko
                      > podchodzą do tej sprawy, a problem nie tkwi tylko w rozwodzie.

                      Na zasadzie "później bede sie martwic".
                      Przezornosc zas czesto bierze sie za wyrachowanie i materializm- intercyzy,
                      testamenty, itd.- naleganie, by zabezpieczyc sie w razie czego jest traktowane
                      jak jako brak zaufania do partnera, brak uczuc, polowanie na kase.
      • fiumka Re: Tradycyjny model rodziny 21.03.04, 11:58
        Dokładnie składki na emeryture to byłoby jakieś rozwiązanie tylko z przecietnej
        pensji trudno opłacać jeszcze składki a co do rozwodu to chyba dożywotnio
        mężczyzna nie ma obowiązku płacić żonie alimentów.
        • lola211 Re: Tradycyjny model rodziny 21.03.04, 12:10
          Jezeli maz nie zostanie uznany za winnego rozpadu malzenstwa, to obowiazek trwa
          przez 5 lat od orzeczenia rozwodu, chyba ze sad przedluzy ten termin.
          W innym przypadku obowiazek wygasa z chwila zawarcia przez uprawnionego
          ponownego malzenstwa, a wiec moze trwac i dozywotnio.Tylko kwoty moga sie
          zmieniac w zaleznosci od tego, co uda sie udowodnic w sadzie.
          Najwiekszym problemem jest egzekucja tego wyroku, bo co z tego ze jest wyrok,
          jak facet i tak nie placi?
    • miriammiriam Re: Tradycyjny model rodziny 21.03.04, 11:55
      finanse można uregulować, jesli się chce - płacić składki ubezpieczeniowe na
      emeryturę dla niepracującej żony. cała atrakcja polega jednak na tym, aby tego
      nie robić, bo dałoby to domowej wolontariuszce pewną niezależność.
      praktyka pokazuje, że obowiązek pomocy porzuconej, ew. owdowiałej matce często
      spada na dzieci. mając dorosłe potomstwo taki fircyk w kwiecie drugiej
      (trzeciej, kolejnej) młodości może się ulotnić praktycznie bez żadnych
      konsekwencji, obowiązek alimentacyjny go nie dosięgnie, a jego zobowiązanie
      wobec byłej żony przejdzie na dzieci, bo przecież nie dadzą matce umrzeć z
      głodu. nie brakuje takich przykładów i nie ma na to paragrafu, sądy niezmiernie
      rzadko przyznają alimenty byłej żonie.
    • Gość: Triss Merigold Re: Tradycyjny model rodziny IP: *.acn.waw.pl 21.03.04, 12:00
      Czytałam, że w państwach europejskich wiele par rozwiązuje sytuację właśnie w
      sposób o którym pisze miriammiriam: kobieta po urodzeniu dziecka zostaje w domu
      ale otrzymuje "wynagrodzenie" z części pensji mężczyzny, ma opłacane składki i
      swoją domową pensją dysponuje dowolnie. Ma niezależność finansową, osobne
      konto, nie musi rozliczać się z każdego grosza. Wg. mnie to uczciwe
      rozwiązanie. Ostatecznie zatrudnienie przez pana całodobowej opiekunki,
      sprzątaczki i kucharki do JEGO WŁASNEGO dziecka kosztowałoby sporo.
      • fiumka Re: Tradycyjny model rodziny 21.03.04, 12:04
        Tak tylko jak już powtórzę w naszych realiach to mężczyna musiałby dosyć dużo
        zarabiać żeby stać było z jednej pensji utrzymać rodzinę i płacić jeszcze
        składki. A rozwiązanie faktycznie jest uczciwe.
        • Gość: kasia.lomanczyk Re: Tradycyjny model rodziny IP: *.limes.com.pl 22.03.04, 08:56
          Jeśli zarabia zbyt mało by opłacać składkę żony pracującej w domu, to znaczy że
          NIE STAĆ ICH NA TAKI UKŁAD.
      • lola211 Re: Tradycyjny model rodziny 21.03.04, 12:04
        Trzeba zglosic taka inicjatywe do ustawodawcy.Mysle, ze to kwestia czasu,
        tylko ile tego czasu bedzie musialo uplynac, oto pytanie.
    • pasina Re: Tradycyjny model rodziny 22.03.04, 08:47
      lola211 napisała:

      > Rozwód pociaga za sobą podzial majatku, a takze obowiazek alimentacji
      wzgledem
      > zony.Facet porzadnie sie zastanowi, zanim ot tak, zachce mu sie rozwodzic.
      > Rozwiazaniem byloby usankcjonowanie etatu gospodyni domowej, oplacanie
      skladek
      > po to, by miec emeryture.No ale przeciez prowadzenie domu, to nie praca, no
      > nie?

      czy obowiązek alimentacyjny na żonę jest zawsze?czy tylko jeśli rozwód jest
      zasądzony z winy męża?jeśli udowodnię w sądzie winę mężowi to o alimenty na
      siebie mogę wystąpić zawsze w przyszłości?np po 10 latach?
      • lola211 Re: Tradycyjny model rodziny 22.03.04, 10:21
        > czy obowiązek alimentacyjny na żonę jest zawsze?czy tylko jeśli rozwód jest
        > zasądzony z winy męża?jeśli udowodnię w sądzie winę mężowi to o alimenty na
        > siebie mogę wystąpić zawsze w przyszłości?np po 10 latach?

        Aby istnial obowiazek, nie musi byc to rozwód z wylącznej winy meza.Moze byc
        równiez wtedy, gdy rozwod zostanie wydany bez orzekania o winie.
        Ale:
        -jesli zostanie uznany za wylacznie winnego, a rozwód pociagnie za soba
        pogorszenie sytuacji mat. to mozna zazadac alimentów, nawet jesli nie bedzie
        przesłanki niedostatku(a jest to wymóg, by uzyskac alimenty od bylego nie
        uznanego za wyłacznie winnego).
        -jesli maz nie zostanie uznany za wylącznie winnego to obowiazek alim. wygasa
        po 5 latach od orzeczenia o rozwodzie , chyba ze sad przedłuzy ten okres biorac
        pod uwage wazne okolicznosci.W razie wylacznej winy obowiazek trwa
        bezterminowo, przy czym wygasa w momencie zawarcia przez ciebie nowego
        małzenstwa.Tak wiec nawet po 10 latach.
        Wieksza pewnosc istnieje w przypadku gdy bedzie orzeczona wylaczna wina
        małzonka, to zreszta logiczne.
        Tyle teorii, praktyka na pewno nie jest tak "gładka", ale sady orzekają
        alimenty na byle zony, takze mezów pewnie, wiec nie jest tak, ze to prawo
        istnieje tylko na papierze.
    • Gość: Kura domowa Re: Tradycyjny model rodziny IP: 5.2.* / *.chello.pl 22.03.04, 09:43
      Mam 47 lat, z wykształcenia jestem psychologiem, mam męża, dwoje dzieci
      i ....pracuje w domu. A było to tak: 5 lat po ślubie, gdy bylismy juz jako-tako
      ustabilizowani finanswo i zawodowo urodziłam pierwsze dziecko. Urlop
      macierzyński, wychowawczy a potem powrót do pracy i kolejna ciąża. Tym razem
      była to ciąża wysokiego ryzyka zmuszająca mnie do pozostania w domu w łóżku.
      Urodzenie drugiego dziecka, urlop macierzyński, wychowawczy i...... nastał rok
      1995. Wróciłam do pracy na 2 miesiące aby dostać wymówienie - zlikwidowano mój
      etat. Po rodzinnej naradzie postanowiłam nie szukać pracy. Mój mąż zarabia na
      tyle dobrze, aby bez szaleństw starczyło nam na w miarę wygodne życie.
      Gotuję, robie zakupy, odwożę dzieci do dwóch różnych szkół, na zajęcia
      popołudniowe, administruję domem ( opłaty, sprzataczka, PIT-y, naprawy itd).
      Mąż ma wszystko czego potrzebuje- w tym zadbana i nie zmęczoną żonę. Dzieci
      mają do dyspozycji matkę, która zawsze odpowie na każde pytanie, pomoże ad hoc.
      Czy czegoś mi żal? Nie, w życiu trzeba dokonywać wyboru - nigdy nie ma tak, że
      ma sie wszystko. Ja, mimo wyższego wykształcenia spełniłam sie jako matka, a
      psychologiem jestem jedynie na potrzeby domowe. Do końca nie jestem pewna czy
      byłabym szczęśliwsza siedząc w poradni i mając świadomość, że odbywa się to
      kosztem moich własnych dzieci. A mąż.....po pawie 20 latach małżeństwa kochamy
      się, cenimy, przyjaźnimy. Mamy wspólnych znajomych, wspólne pasje, lubimy być
      razem i nie brakuje nam tematów do rozmów. Mąż nie wymieni zony na młodszą i
      ładniejszą, gdy w domu czuje się doceniany i bezpieczny. Mąz nie odejdzie, gdy
      ma partnerkę do rozmów, nie słyszy wiecznego narzekania i ględzenia baby w
      papilotach , szlafroku i przydeptanych kapciach. Zapewniam, że mężczyzna
      bardziej ceni sobie stabilny dom, ciepły obiad, dobry seks, udane wakacje niż
      szaleństwo z nastolatką!
      • miriammiriam Re: Tradycyjny model rodziny 22.03.04, 17:43
        Gość portalu: Kura domowa napisał(a):

        >Mąż nie wymieni zony na młodszą i
        > ładniejszą, gdy w domu czuje się doceniany i bezpieczny. Mąz nie odejdzie,
        gdy
        > ma partnerkę do rozmów, nie słyszy wiecznego narzekania i ględzenia baby w
        > papilotach , szlafroku i przydeptanych kapciach. Zapewniam, że mężczyzna
        > bardziej ceni sobie stabilny dom, ciepły obiad, dobry seks, udane wakacje niż
        > szaleństwo z nastolatką!

        widze, ze przez to kurowanie swoją wiedze psychologiczną (jesli kidykolwiek ją
        miałaś) wymieniłaś na mechanizmy obronne. gdybyś popracowała troche w swoim
        fachu napatrzyłabyś się na kobiety, które tak samo jak ty robiły wszystko by
        być idealne dla swoich mężów, w domu, w łóżku, na wakacjach i pewnego dnia
        dowiadywały się, że np. ich ukochany od lat prowadzi równoległe życie rodzinne,
        ma inną kobietę, a z nią kilkuletnie dzieci. im najbardziej wali się świat, bo
        nie są w stanie odpowiedzieć sobie na pytanie, "gdzie popełniłam
        błąd?" "dlaczego mój partner sypia z tą brzydką, grubą i wulgarną kelnerką,
        jeśli ja zaspokajam jego wszystkie potrzeby?" itd. itp.
        stąpasz po cienkim lodzie, bo jeśli tak bardzo się starasz i tak mocno
        wierzysz, ze swoim zachowaniem możesz spowodować, że twój partner cie na 100%
        nie zawiedzie to, czeka cie ostra jazda w dół prosto na oddział depresji,
        gdybyś nie daj boże się pomyliła....a wiesz dlaczego? dlatego, że oprócz
        totalnej porażki życiowej na całej linii (nie masz nic oprócz życia prywatnego)
        rozsypie się cały twój system przekonań, wartości, całe twoje "ja".
        tak, więc droga koleżanko postawiłaś wszystko na jedną kartę, nie mówie że
        przegrasz, też wierze że wygrasz, ale nie wciskaj ludziom głupot że to jest
        wybór racjonalny. uprawiasz życiowy hazard i nazywajmy rzeczy po imieniu.
      • Gość: baba Re: Tradycyjny model rodziny IP: *.acn.waw.pl 22.03.04, 19:33

        Chyba, ze mu cos odbije...
        Ale sa takie wierne, dobrze zarabiajace mezusie jak Kury domowej.
        Uwazam, ze los na loterii wygralas !
        Pozdrawiam
    • blanchet nie chce dawać moich podatków matkom 22.03.04, 10:50
      praca na rzecz domu to praca na rzecz ciebie- i na tym polega życie właśnie i
      kto ma ci za dbanie o twoje życie zapłacić i z jakiej racji? mam dawać kasę z
      moich podatków mamuśkom czyli muszę pracowac i nie moge mieć z tego powodu
      dzieci a bede utrzymywać twoje dzieci i twoje życie jak chcesz mieć dzieci i
      siedzieć w domu to fakt ze pracujesz ciężko ale to twoja decyzja i twojego męża
      więc razem opłacajcie sobie swoje życie i wykupcie za własne pieniadze
      emeryture w III filarze.
      • Gość: Ewa Re: nie chce dawać moich podatków matkom IP: 5.2.* / *.chello.pl 22.03.04, 11:12
        Generalnie zgoda, choć idąc Twoim tokiem rozumowania nie chcę także ze swoich
        podatków opłacać: zasiłków dla wielodzietnych rodzin - ostatecznie to ich
        sprawa, że rozmnażają sie jak króliki; zasiłków dla ubogich, wszelkich dodatków
        np. mieszkaniowych, socjalnych itp, domów starców - niech finansują rodziny.
        Co Wy na to?
        • blanchet Re: nie chce dawać moich podatków matkom 22.03.04, 11:16
          ale to już rozmowa o problemach społecznych i życiowej niezaradności- na którą
          państwo reaguje w mniej lub bardziej odpowiedni sposób.z powodu wielodzietności
          nie otrzymują zasiłku ale z powodu ubostwa.
          autorka wątku chciałaby żeby jej płacić za to że żyje i dba o to życie.
          • lola211 Re: nie chce dawać moich podatków matkom 22.03.04, 11:53
            I juz tak cie nie boli, ze utrzymujesz dzieciorobów, a z ich dzieci wyrosną
            kolejne zastepy niezaradnych zyciowo?
            • blanchet Re: nie chce dawać moich podatków matkom 22.03.04, 12:02
              na ubóstwo należy reagować- w przeciwnym razie negatywne konsekwencje ponosi
              całe społeczeństwo, reakcja w polsce nie jest jednak specjalnie właściwa a
              wysokość świadczeń nie jest wyzoka- przeciwnie. Fakt- z drugiej strony- za parę
              lat mogą sie pojawić konsekwencje niżu demograficznego i nie będzie komu robić
              na nasze emerytury- ale nadal uważam że rozwiązaniem nie jest płacenie emerytur
              za rodzicielstwo ale elastycze warunki pracy dla matek i rozwinięta
              infrastruktura dla opieki nad dziećmi
              • lola211 Re: nie chce dawać moich podatków matkom 22.03.04, 12:11
                > na ubóstwo należy reagować
                Otóz to.Zalecam strylizacje po urodzeniu powiedzmy 5 dziecka.
                Fundujac im zycie powodujemy, ze jest takich patologii coraz wiecej.Nie musza
                martwic sie o kase, wiec korzystaja z zycia i spólkuja bez zastanowienia.
                Obserwuje taką rodzine darmozjadów - 13 dzieci, najstarsze maja juz swoje,
                wiec trudno sie doliczyc, ile ich juz jest- brud, smród i ubóstwo, mieszkaja w
                bloku, ktory jest przez nich zdemolowany.Dziewczyny zasilaja sklady zgencji
                tow., a chłopaki kradną samochody, tak sobie radza.
                Pozytek panstwo bedzie z nich mialo, ze hej.
                To ja juz wole sponsorowac poukładana rodzine kury domowej, bo jest duza
                szansa, ze pieniadze w nia zainwestowane zwrócą sie z nawiazka.
                • blanchet Re: nie chce dawać moich podatków matkom 22.03.04, 12:22
                  taka rodzina jest dowodem na to że reakcji nie było lub była niewłaściwa.
                  rzeczy prozaiczne a moim zdaniem warte doinwestowania to tańsza antykoncepcja i
                  własciwa edukacja o rodzinie w szkole. Rodzin takich jest jednak mniej niż
                  rodzin normalnych a świadczenia im przyznawane są mniejsze niż przecietna
                  emerytura.
                  • lola211 Re: nie chce dawać moich podatków matkom 23.03.04, 12:25
                    Antykoncepcja jest dla ludzi, ktorzy potrafia myslec. W tej rodzinie rodzice
                    mają po 2 szare komorki.Jest mniej takich rodzin, ale przy takiej płodnosci
                    rozprzestrzeniaja sie zastraszająco.Teraz niech kazde z tej trzynastki ma po
                    pare dzieci- nastepne pokolenie do wykarmienia przez panstwo.I tak dalej, i tak
                    dalej.
                    Przez nich blok wyglada jak smietnik, od drzwi wali fetor, czuc ten smród
                    kilka pieter wyzej przez otwory wentylacyjne.Cala klatka wymazana, sciany
                    poobijane, po prostu tragedia.Ale nikt przeciez na wniosek mieszkanców nie
                    eksmituje tych prostaków, bo to rodzina wieldzietna przeciez, im trzeba pomóc..
                    Z podatków takich oplacamy, a oni tylko niszcza, pozytku zadnego.
                    • blanchet Re: nie chce dawać moich podatków matkom 23.03.04, 12:29
                      pozbawieni jakichkolwiek dochodów tacy ludzie zachowywaliby sie jeszcze gorzej
                      i gorzej też dla nas.
                      • lola211 Re: nie chce dawać moich podatków matkom 23.03.04, 12:42
                        Czyli szantaz- nie dacie, to bedziemy was okradac.
                        Sterylizacja rozwiazalaby problem.
                        • blanchet Re: nie chce dawać moich podatków matkom 23.03.04, 12:44
                          przyznam ci się że ja też jestem za sterylizacją tych ludzi a upośledzonych
                          umysłowo to już mus.
      • lola211 Re: Do blanchet :Ale kto chce? 22.03.04, 11:49
        Nie moge znalezc w postach, ktora z forumowiczek chce, by utrzymywac ja mieli
        inni.
        • blanchet Re: Do blanchet :Ale kto chce? 22.03.04, 11:56
          autorka wątku pisze że praca na rzecz domu jest niedoceniana pracą a nawet
          wolontariatem- wolontariatem na czyją rzecz - na jej żyie chyba- kto ma ponosić
          koszty tej pracy, autorka wątku sugeruje że kobiety-pracujące w domu- nie mają
          zabezpieczenia emerytalnego- nie mają bo nie opłacają składek- słuszne- skoro
          decyduje się z partnerem na powiekszenie rodziny to trzeba miec świadomość że
          wymaga to pieniędzy w tym wypadku osoby która pracuje zawodowo- najczęściej
          ojca.
          • lola211 Re: Do blanchet :Ale kto chce? 22.03.04, 12:22
            Praca w domu jest przede wszystkim niedoceniana.Czy wykonuje ja kobieta
            pracujaca, czy niepracujaca zawodowo.Mało kto postrzega te obowiazki, naklady,
            majace na celu prowadzenie domu jako prace.I to jest wkurzajace.Faceci w tym
            celują- no przeciez ja utrzymywalem, całe zycie NIE PRACOWALA.Pewnie lezala na
            kanapie, a robilo sie samo.
            To jest praca i powinno od niej płacic skladki, z pensji faceta.

            • blanchet Re: Do blanchet :Ale kto chce? 22.03.04, 12:25
              jeśli jest niedoceniana to właśnie przez jakiegoś partnera-nieudacznika Ja nie
              zamierzam doceniać (finansowo)pracy obcych mi kobiet - pracy zaznaczam
              wykonywanej na rzecz własnego życia
    • gizzela Re: Tradycyjny model rodziny 22.03.04, 11:34
      fiumka napisała:

      > On pracuje , ona zajmuje się domem i wychowaniem dzieci. Pomijam już fakt że
      > praca w domu jest najbardziej niedocenianą pracą a raczej wolontariatem, bo
      > przecież pensji za nią nie otrzymujemy. Nie neguję takiego modelu rodzinny ,
      > który przy 20 % bezrobociu będzie niedługo koniecznością a nie świadomym
      > wyborem. Chodzi mi o coś innego , co będzie za 10 , 20 lat kiedy nagle
      > kobieta usłyszy do swojego męża "chcę rozwodu". Niezależna finansowo kobieta
      > poradzi sobie w tej sytuacji a kobieta, która była na utrzymaniu mężczyzny?
      > Co z emeryturą? Czy można wymagać od kobiety życia w takiej niepewności?
      > Życia w takiej zależności? Nie można nie zauważyć że kobieta w "tradycyjnym
      > modelu rodziny" staje się swego rodzaju niewolnikiem, który jest na zawsze
      > przypisany swemu panu i musi przymykać oko na wszystkie jego wybryki [czyt.
      > zdrady, rękoczyny itd.] Nie ma dokąd pójść, nie ma za co żyć więc nie opuści
      > swego pana.
      > Oczywiście nie każdy "tradycyjny model rodziny" ma taki finał bo na szczęście
      > istnieje jeszcze prawdziwa miłość która po 20 latach małżeństwa nadal trwa...
      > Ale i tak nasuwa się jedna refleksja ..ciężkie jest życie kobiety.

      to ma być "ciężkie życie kobiety" ?? przecież sama je tak sobie ułożyła i
      wpasowała się w wygodny układzik "poświęcenia" .
      historyjka z sąsiedztwa: mężczyzna i kobieta poznają się, on typ biznesmena z
      perspektywami, ma opinię bawidamka ale ona wymarzyła sobie ślub z nim, więc
      zachodzi w ciążę, pobierają się bo bliźniaki w drodze. on dalej lubi się
      zabawić z innymi kobietami ale poza tym spełnia małżeńskie obowiązki, dba o
      dzieci, przynosi kasę do domu, mimo ze niewiele w tym domu przebywa,wiec ona
      udaje ze nie widzi zdrad i akceptuje taki układ. sama nie pracuje - stać ich na
      przyzwoity poziom życia wiec nie ma ochoty się męczyć na jakimś etacie jeśli
      nie musi a wielkich ambicji do kariery nigdy nie miała . i "poświęca się"
      opiece nad dziećmi i sprzątaniu domu, męzowi mniej bo właściwie mają zupełnie
      inne zainteresowania czy chęci do spędzanie wspólnego czasu. on chce odejść ale
      ona się nie zgadza, daje mu wolną rękę ale on ma tu być mężem i ojcem. dzieci
      dostrzegające zdrady ojca współczują matce i stają za nią murem. zatrzymują tym
      ojca i męża w domu. ale tylko na kilka następnych lat. ona zaczyna opowiadać
      znajomym o jego licznych zdradach, numerach, o tym ja on krzywdzi całą rodzinę.
      więc kiedy on chce rozwodu ona już ma całe tłumy świadków na udowodnienie
      wyłącznej jego winy. on dostaje w końcu rozwód i zasądzone wysokie alimenty na
      dzieci i na żonę. zostawia żonie urządzone mieszkanie, kwota alimentów pozwoli
      jej nadal wygodnie sobie żyć. a on po prawie 20 latach małżeństwa finansowo
      zaczyna od początku ciułać to co mu zostanie po opłatach na nienawidzącą go
      kochaną rodzinkę. drogie kobiety- nie ma to jak się dobrze "poświęcić" :=)
      • lola211 Re: Tradycyjny model rodziny 22.03.04, 11:51
        Nie ma to, jak dobrze sie urzadzic.A wszystkie ciezko pracujace tak wspolczują
        tym kurom domowym.Niektore z checia by sie zamienily, tylko nie moga utrafic
        faceta, ktory bedzie je utrzymywal.
        • gizzela Re: Tradycyjny model rodziny 22.03.04, 12:01
          lola211 napisała:

          > Nie ma to, jak dobrze sie urzadzic.A wszystkie ciezko pracujace tak
          wspolczują
          > tym kurom domowym.>
          >Niektore z checia by sie zamienily, tylko nie moga utrafic
          > faceta, ktory bedzie je utrzymywal.

          te, które męża traktują jak równego człowieka a nie maszynkę do zarabiania
          pieniędzy i zapewniania sobie wygodnego życia - bez względu na to czy są kurami
          domowymi czy nie raczej po 20 latach nie usłyszą żądania rozwodu
          ale jeśli łatwo zamykają oczy żeby nie utracić wygodnego statusu to tak się to
          zazwyczaj kończy
          • lola211 Re: Tradycyjny model rodziny 22.03.04, 12:14
            Z tym jest róznie.Ale własciwie kto powiedzial, ze rozwód po 20 latach jest
            najgorszym rozwiazaniem? Ja juz tego taka pewna nie jestem.
          • fiumka Re: Tradycyjny model rodziny 22.03.04, 19:06
            gizzela napisała:

            > lola211 napisała:
            >
            > > Nie ma to, jak dobrze sie urzadzic.A wszystkie ciezko pracujace tak
            > wspolczują
            > > tym kurom domowym.>
            > >Niektore z checia by sie zamienily, tylko nie moga utrafic
            > > faceta, ktory bedzie je utrzymywal.
            >
            > te, które męża traktują jak równego człowieka a nie maszynkę do zarabiania
            > pieniędzy i zapewniania sobie wygodnego życia - bez względu na to czy są
            kurami
            >
            > domowymi czy nie raczej po 20 latach nie usłyszą żądania rozwodu
            > ale jeśli łatwo zamykają oczy żeby nie utracić wygodnego statusu to tak się
            to
            > zazwyczaj kończy


            Nie życzę Ci tego żebyś kiedyś po 20 latach traktowania "męża jak równego
            człowieka" usłyszała trzask zamykanych drzwi bo właśnie mąż spakował walizki i
            wyjechał bynajmniej nie na delegacje.
            • gizzela Re: Tradycyjny model rodziny 23.03.04, 08:38
              fiumka napisała:


              > Nie życzę Ci tego żebyś kiedyś po 20 latach traktowania "męża jak równego
              > człowieka" usłyszała trzask zamykanych drzwi bo właśnie mąż spakował walizki
              i > wyjechał bynajmniej nie na delegacje.

              A co? masz już taki przypadek za sobą że tak pewnie o tym piszesz ??

              Ja również nie życze żadnej żonie, ani żadnemu mężowi zycia w małżństwie
              w którym brak szacunku do współmałżonka.
    • Gość: bajka Tak to sie czasem konczy... IP: *.crowley.pl 22.03.04, 17:02
      Moi rodzice, to przyklad niepowodzenia takiego malzenstwa. Tato ma teraz
      mlodsza kobiete, niemowlaka w domu i jest szczesliwy.
      Mama w wieku 48 lat stawia pierwsze kroki w samodzielnosci. Wczesniej kilka
      razy pracowala, ale to byly zazwyczaj prace dorywcze, a jesli stale, to
      likwidowali zaklady.
      I ladowala na bruku.
      Ma wyksztalcenie srednie, nie zna jezykow. Ma bardzo niska samoocene, ktora
      przykrywa maska bardzo wysokiego mniemania o sobie. Mieszanka wybuchowa. Bo
      powiesz jej cos (nie chcesz zraniac!) a ona wybucha potwornym placzem i mowi,
      ze jest nikim, zerem, ze jest brzydka...
      Koszmar, dla mnie jako jej corki.

      Ja jestem po 4 latach malzenstwa. Z przymusu takze bylam taka zona (czytaj:
      uzalezniona finansowo od faceta). Teraz mam nadzieje, ze to sie zmieni. Szukam
      pracy, nie znajduje, ale mam nadzieje, ze znajde wkrotce.
      Zbliza sie czas na dziecko.
      Baaardzo go chce.
      Ale nie moge, bo bedzie znaczylo kolejne lata uzaleznienia od meza. Juz teraz
      slysze, ze ma dosc swiadomosci, ze tylko on pracuje. Rozumiem go, bo strach o
      utrzymanie pracy jest wielki przy takim bezrobociu. To okropne obciazenie.
      Chce mu pomoc, chce takze zarabiac i podzielic obowiazki rodzinne.
      To kosztem dziecka.
      Wybieram prace.
      Bo boje sie byc jak moja mama, boje sie tego scenariusza.
      Boje sie bycia Matka Polka.
      • fiumka Re: Tak to sie czasem konczy... 22.03.04, 19:15
        Właśnie Bajko życie to nie bajka...Kiedy kobieta ma urodzić chociaż jedno
        dziecko jak musi pracować. Posiadanie dziecka to swego rodzaju luksus w
        dzisiejszych czasach. Ja sama mam w tym roku 25 lat i zastanawiam się czy
        nadejdzie kiedyś taki czas, kiedy będę mogła zaczać myśleć o dziecku.
        Zyczę powodzenia w szukaniu pracy:)
    • fiumka Do Blanchet 22.03.04, 18:58
      Chyba niezbyt dobrze zrozumiałaś o co mi chodziło, postaram więc wyjaśnić.
      Problem który przedstawiłam dotyczy podstawowej komórki społecznej jaką jest
      rodzina i tylko do niej się ograniczam. Dlatego wszelkie konsekwencje swoich
      decyzji ponoszą członkowie owej rodziny a nie Ty czy ja, czy sąsiadka z bloku.
      Nie wiem czy wiesz ale to że kobieta nie pracuje nie zawsze wiąże się z chęcią
      powiększenia rodziny a w większości jest wynikiem marnego rynku pracy.
      Nie wiem skąd Ci się wzieła opcja że ja niby chcę, żeby ktoś obcy doceniał
      finansowo kobiety niepracujące. Równie dobrze trzeba by było wypłacać druga
      pensję kobietom, które po 8 h pracy przychodzą do domu i zaczynają wykonywać
      rózne niekoniecznie przyjemne czynności.
      Osobiście namawiałabym każdą kobietę do podjęcia pracy i usamodzielnienia się
      finansowego a jeżeli takowej nie może znaleźć to do założenia konta i wpłacania
      tam jakiś miesięcznych kwot.


      • magic00 Re: Do Blanchet 23.03.04, 11:31
        To nieco ryzykowne polegać finansowo tylko na mężu.Oprócz rowodów zdarzają się
        też inne nieszczęśliwe wypadki, ciężkie choroby lub po prostu zwolnienia z
        pracy. Nawet jeśli kobieta jest niesłychanie rodzinna, ma małe dzieci i chce
        sie nimi opiekować, powinna zadbać o zabezpieczenie siebie i dzieci na wypadek
        gdyby brakło męża - a właściwie jego pensji. Można składać pieniądze na czarną
        godzinę, lub mimo przestoju w pracy podnosić kwalifikacje, zostawić sobie jakąś
        furtkę na rynek pracy. Coś trzeba robić, aby nie zostac na lodzie, jak tak
        Marta Orzeszkowej.
    • blanchet praca w domu wolontariatem tak? 23.03.04, 07:23
      tak właśnie napisałaś - wolontariat to praca nie na twoją rzecz ale rzecz
      innych- i nie na twoją rodzinę- bo to też twoje życie. pisząc o tym co zrobi
      kura domowa za 20 lat pozostawiasz w domyśle pytanie o zabezpieczenie
      emerytalne dla takich kobiet, pisząc wcześniej że praca domowa jest niczym
      wolontariat i że to źle, że się na to nie zgadzasz by była tak traktowana tj.
      jak wolontariat- jeśli tak- to rozumiem, że wolałabyś by była traktowana jak
      zwykła praca zawodowa.
    • Gość: Miang Re: Tradycyjny model rodziny IP: *.webside.com.pl / *.webside.com.pl 23.03.04, 09:29
      Jezęli facet ma dobre układy to jest możliwa jeszcze jedna opcja - załatwia jej
      jakąś "pracę", kobitka ma pensję na kosmetyki, ma zabezpieczenie emerytalne,
      może sobie w czasie "pracy" poplotkować, potelefonować, wyskoczyc po zakupy,
      czesto bierze zwolnienia. A jej służbowe obowiązki? Koleżanka z biurka obok
      która nie ma żadnych pleców popracuje sobie podwójnie....
    • Gość: @2 Hazard IP: *.waw.pl 23.03.04, 10:25
      Zgadzam się z miriammiriam taki model to hazard dla obojga ale dla kobiety
      najbardziej.
      Osoba nie rozwijająca się, nie ucząca nowych rzeczy w życiu tak naprawdę się
      cofa. Będzie się bała podejmować wyzwania i stawiać im czoło.
      Nie boję się powiedzieć że będzie upośledzona społecznie.
      Poza tym definiować się przez dzieci po późnym rozwodzie to jest patologia.
      Obowiązkiem matki jest nauczyć dzieci jak odejść i zacząć swoje życie. Czyli
      zerwać pępowinę.
      Czy taka mamusia świadomie czy nie będzie do tego dążyć?
      Nie sądzę
      Pozdrawiam ciepło
      • Gość: Bajka Re: Hazard IP: *.crowley.pl 23.03.04, 10:54
        Taka mama bedzie wrecz chorobliwie trzymac sie swoich dzieci, jako "czegos", co
        definiuje jej zycie, co sankcjonuje jej zycie i przydatnosc.
        To jest bardzo smutna prawda. Zadluzajac dzieci, w sposob emocjonalny
        oczywiscie, kobieta odbiera im prawo do wlasnego zycia.
        Stara sie je trzymac w domu na sile i stara sie "wmowic" im dziecinnosc,
        nieporadnosc, niezaradnosc. A wszystko po to, by czuc sie potrzebna.
        Kazdy czlowiek chce byc uzyteczny.

        Tesciowa zabrania swoim dzieciom (mezowi kiedys tez) pracy zarobkowej! Ma corke
        dorosla, ktorej odradza zarabianie pieniedzy. Dziewczyna jest bardzo
        nieszczesliwa, bo uwierzyla, ze nie uda jej sie nigdy zarobic na siebie, nie
        podejmuje zadnych dzialan, a jesli juz, to wszystkie koncza sie fiaskiem
        (zgodnie z zyczliwymi przepowiedniami jej mamusi).
        To koszmar, z ktorego trudno sie uwolnic.
        Wiem, bo moj maz przez wiele lat czul sie, jak podla szuja tylko z tego powodu,
        ze jest samodzielny, zarabia pieniadze i o dziwo...wychodzi mu to calkiem
        zgrabnie!
        Czul sie tak, jakby robil krzywde mamusi. Jakby samym zarabianiem
        unieszczesliwial ja.

        Dla niej mial pozostac malym chlopczykiem, ktory nie daje sobie rady w zyciu.
        I wtedy ona mu pomaga. I czuje sie wartosciowa, potrzebna...

        Smutne to.
        Glownie dla takich kobiet.
        • Gość: @2 Re: Hazard IP: *.waw.pl 23.03.04, 20:11
          Z jednym się nie zgodze że jest to smutne tylko dla takich matek.
          Jak sama mówisz rodzina męża liczy 3 osoby no i Ty na dodatek. Wydaje mi się że
          smutek dotyczy jednak was wszystkich.
          Co do tego "zwyczaju" aby to kobiety wychowywały dzieci po rozwodzie to wiąże
          się on z brakiem aktywności i umiejętności opiekuńczych ze strony mężczyzn.
          Tylko 2-3% mężów przy rozwodzie wnosi o ustalenie prawa pobytu dzieci z nimi.
          I właśnie to cementuje tę tak patologiczną tendencję.
          Ja nie boję się powiedzieć iż po okresie pierwotnego buntu u dziecka co ma
          miejsce w 2-3 roku życia dzieci powinien wychowywać ten rodzic który ma w sobie
          więcej zdolności rodzicielskich mówiąc kolokwialnie.
          Ale te zdolności są efektem wychowania właśnie.
          I tu jest pies pogrzebany
          Pozdrawiam ciepło
          @

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka