fifi.only
01.10.10, 23:04
W skrócie, bo padnięta jestem;)
Mój mąż ma kolegę z pracy, z którym może nie przyjaźni się, ale jest najbliżej w firmie. I ten kolega ewidentnie mnie podrywał, proponował weekend w innym mieście i prosił o dyskrecję. Zapraszał na kawę, proponował prezenty- wszystko za plecami męża. Nie mówiłam o tym mężowi, ponieważ nie chciałam psuć ich relacji. Z tym drugim zamieniałam parę słów z grzeczności. Kiedy we trójkę pojechaliśmy na weekend- nie byłam w stanie tego dłużej znosić i po powrocie powiedziałam o wszystkim mężowi. No i tu jest problem, ponieważ mój mąż zupełnie nie zareagował na zaistniałą sytuację. Powiedział, ze to moja wina, że go sprowokowałam( poznaliśmy się na facebooku, więc nie miałam wielu okazji do prowokacji ;), że to ja powinnam powiedzieć, że nie chcę takiego zachowania itd. Hm, trochę mnie to boli, ponieważ tym samym mąż nie okazał mi żadnego "samczego" zachowania, nie oczekiwałam żadnych bijatyk, ani nic w tym stylu, w sumie nie wiem czego oczekiwałam, ale smutno mi, ze mąż nawet o mnie nie "zawalczył". Po tym wszystkim oni normalnie ze sobą rozmawiają, mąż nie ma nawet żalu do niego, tak czuję, a przed chwilą mi powiedział, że to ja powinnam tę sytuację rozwiązać. Dodam, że temu drugiemu powiedziałam co myślę na jego temat i na temat jego zachowania, on przeprosił, ale ferment pozostał. Co myślicie? Kto tu ma rację? I jak mój mąż "powinien" się zachować? I czy to wszystko moja wina niby czy jak?
dziękuje z góry;)