notoja11
10.10.10, 13:03
serio. widziałam, że koleżanki prawniczki pomagają tu w rozwiązywaniu niektórych spraw. tym razem mój wątek też będzie raczej osobisty, choć nie o mnie, więc proszę o rady:]
sytuacja wygląda tak - małżeństwo o długim stażu, mężczyzna od lat nastu pije, robi awantury, ostatnio dochodzi do rękoczynów. sprawa przez lata w martwym punkcie, ale ostatnio kobieta zdecydowała się problem rozwiązać. sprawa w sądzie o znęcanie się fizyczne i psychiczne (pewnie będą jakieś zawiasy? na razie sprawa jest odroczona i ciągnie się to wszystko w nieskończoność, tak się nie da żyć), po wyroku - rozwód (jeśli kobieta, trzymam kciuki, się zdecyduje) z orzeczeniem o winie. gdzie jest problem? mieszkają w mieszkaniu razem z matką kobiety (mieszkanie jest własnością matki, przez alkoholizm mężczyzny w totalnej ruinie, ale odziedziczy je kobieta). mężczyzna jest zameldowany - i tu się zaczyna. podobno nikogo nie można wymeldować bez jego zgody, a mężczyzna na pewno wymeldować się nie pozwoli. sytuacja jest patowa - on nie pracuje, jeśli już to baaaardzo dorywczo (bo musi za coś pić), jego rodzina raczej nie będzie chciała przyjąć go do siebie, ale czy to oznacza, że musi mieszkać w mieszkaniu teściowej, znęcając się nad domownikami i niszcząc ich mienie, doprowadzając do ruiny? policja interweniuje ostatnio coraz częściej, ale jedyne, co mogą zrobić, to zabrać na dołek na noc. po czym mężczyzna wraca i zaczyna się od nowa. nie wierzę, że nie istnieje jakiś wyjątek - że 'oprawcy' nie da się odizolować od 'ofiar', że wymiar sprawiedliwości w takiej sytuacji nie może nic zrobić, 'bo nikogo nie można wymeldować bez jego zgody'.
macie na to jakieś pomysły? kobieta nie ma siły na przepychanki, dlatego trzeba jej pomóc i rozwiązanie podać na tacy - najważniejsze, żeby się zdecydowała.