insolencja86
26.12.10, 01:56
Śpieszę uspokoić ewentualnych czytelników - nie jest to wątek z cyklu "ach, jakże mi źle, muszę się wyżalić";P
Zastanawia mnie ostatnio problem natury etyczno - pragmatycznej: jak to w rzeczywistości bywa z tym "na dobre i złe, w zdrowiu i w chorobie". Zastanawia mnie z przyczyn czysto egoistycznych, mianowicie dlatego, że przypadła mi w udziale przewlekła choroba okraszona różnymi dodatkowymi dolegliwościami.
Chodzi mi w zasadzie o jakiekolwiek związki, poza tymi które istnieją tylko na ekranach kin i w książkach, bo tam, owszem, widuje się sytuacje, kiedy mimo choroby dwoje ludzi tworzy związek i trwa w nim.
Ale kino kinem, a w najbliższej rzeczywistości nic podobnego nie zdarza mi się widywać.
Pierwsze pytanie brzmi więc: Zdarza się? (wam, znajomym, znajomym znajomych, itd?)
Jeszcze jedna kwestia. Tak się zastanawiam, czy człowiek chory, mając pełną świadomość że nigdy nie bedzie zdrowym, więc pełnoprawnym, partnerem w związku, ma w ogóle moralne prawo (ujmijmy rzecz górnolotnie, a co;P) kogoś szukać? W sumie jest to roszczeniowa postawa, z góry zakładam: mogę zaoferować ci mniej niz ktokolwiek inny, będę z tobą krócej, być może będę potrzebować pomocy?
No więc pytanie drugie: czy waszym zdaniem szukanie kogokolwiek w takiej sytuacji, czy przestawianie relacji z "przyjaznych" na "związkowe" tory jest fair?
Z góry dziękuję za ewentualne odpowiedzi, przy okazji życząc wesołych świąt/przesileń/wolnych niedziel, czy co tam kto świętuje;)