datelek
26.01.11, 19:08
najpierw myślałam, że tak będzie dobrze. lepiej. i chwile było. teraz jest coraz gorzej. tęsknię za nim... brakuje mi go, czuje się tragicznie. nie umiem się pozbierać. a przecież sama go olałam... sama 'zmusiłam go' by o mnie zapomniał. nie był ideałem... miał bardzo dużo, wkurzających wad. pomyślałam 'stać mnie na coś więcej' i wszyscy dookoła mi to mówili... a teraz, po prawie 2 tygodniach od kiedy nie jesteśmy razem, z dnia na dzień widze w nim coraz więcej zalet... czuje że go rozumiem. że wiem co teraz czuje... oszukałam go. zraniłam... ale on też mnie ranił. nie czułam się najważniejsza... czułam, że wszystko jest ważniejsze ode mnie. zachowywał się jak stary zgredzik... ale może możnabyło to jeszcze naprawic... a teraz?!:( teraz po jego słowach 'tęsknię, chociaż wiem, że nie powinienem. nie ufam już tak głęboko. mam pełen słoik słonych wspomnien o tobie...' staje mi w gardle coś bliżej nieokreślonego, chce mi się wyć! nie portafie, nie potrafie się pozbierać, funkcjonować normalnie... a jednocześnie chcę, żeby był szczęśliwy... widocznie skoro nie odzywa się do mnie tyle czasu, tak jest mu lepiej... przecież tak dobrze go znam... wiedziałam, jak go tym zranie. wiedziałam, że olewając jego 'proszę, spotkajmy się, kocham cie' ranie go... nie odpisywałam na smsy, nie miałam czasu na spotkanie, nawet nie całowałam na przywitanie, gdy spotkaliśmy się przypadkiem... ale z drugiej strony on miał dla mnie ostatnio mało czasu... wydawało mi się, ze zachowuje się egoistycznie. nie wiem co robić i czy w ogóle coś. kocham go! chciałabym go zobaczyć, chciałabym, żęby uśmiechnął się do mnie... a on powiedział 'ja bym ci tego nie zrobil nigdy. jak mogłaś?! nie chcę cię widzieć' i pyk....... wykańczam się...