all.those.yesterdays
27.01.11, 23:42
czy można podejść do człowieka i po prostu palnąć mu w łeb?
Jestem z moim narzeczonym, ale niespecjalnie dociera to do jego mamy, która od początku mówi do mnie imieniem jego byłej dziewczyny (z którą rozstał się jakieś trzy lata temu, a był z nią rok). Nic nie pomogły jego prośby, by wreszcie nauczyła się, że nie jestem Kasią.
Gdy tylko nadarza się okazja jego mama podkreśla, że Kasia była bardzo porządna i miła, pokazuje mi ich wspólne zdjęcia z wakacji i twardo utrzymuje, że mój narzeczony rzucił ją bo koledzy na niego źle wpływali, a on głupi ich słuchał (!).
Ostatnio mieliśmy wybrać się na narty, więc pojechaliśmy po nie do jego rodzinnego domu. Jego mama wraca z nartami ze strychu i mówi:
- Kupiłam je w prezencie dla Kasi, ale nie zdążyłam jej dać niestety. zobacz czy pasują to ci pożyczę.
Ja: yyyyyyyyyyyyyyyyyyyyyyyyyy
Byłyśmy wtedy same. Mój chłop gdy to usłyszał machnął ręką i stwierdził, że matka jest niereformowalna.
Tak poza tym to ją lubię. Ale za tę Kasię mam ochotę walnąć ją w łeb.
Macie na to jakiś mniej karalny sposób? Czy liczyć do dziesięciu?
Ostatnio przy mojej kumpeli zwracała się do mnie per Kasiu i miałyśmy niezły ubaw. Ale zaczyna być to męczące.
Ciekawe czy mój wątek wyląduje na wyżalni czy na życiu rodzinnym?