Dodaj do ulubionych

młodego małżeństwa finansowe dylematy...

    • po-trafie Re: młodego małżeństwa finansowe dylematy... 17.02.11, 13:49
      Z takim podejsciem nie wroze wam zadnej przyszlosci.

      1. Jestescie malzenstwem, para ktora razem planuje przyszlosc i razem bedzie wychowywac dziecko. Kazde z was powinno wlozyc ile moze wedle wlasnych mozliwosci i odczucia w ten zwiazek i dobrobyt rodzina a druga strona, zamiast szukac potwierdzenia oskarzen na forach, powinna ufac, ze daje sie ile moze.
      Nie masz prawa oczekiwac od niego ze bedzie mial swoja dzialalnosc. Moze miec bardzo wiele powodow, dla ktorych nie chce: bo zycie w polsce dla przedsiebiorcy jest trudne i czesto nieprzewidwalne (zalezne od interpretacji urzednika). Kontrahenci sa absolutnie niesolidni i nawet jesli twoj maz bedzie swiadczyl perfekcyjne uslugi moze zwyczajnie nie otrzymac zaplaty i musiec sie o nia bardzo dlugo procesowac.
      To moze byc takze ogromny stres. Jakim ojcem dla malego dziecka jest facet, ktory caly dzien walczyl z rozbudowywaniem wlasnej dzialalnosci? Czy chcesz byc za 2 lata kobieta, ktora bedzie plakala na forum brak seksu w malzenstwie, ze nie czuje bliskosci ze swoim facetem, ze on nie ma sily na milosc i w sumie to juz wcale z soba nie rozmawiacie, i ze on nawet nie zna swojego dziecka, bo jak wraca do domu to maly(a) juz spi?

      Konsekwencja swojej dzialalnosci nie jest po prostu wzrost przychodow. Jest sto skomplikowana i chwiejna sprawa i facet nie chcac tego moze kierowac sie wlasnie dobrobytem rodziny i stabilnoscia. Lepszy wrobel w garsci itp. A na wlasna firme bedzie czas jesli ty tez bedziesz pracowala i twoje dochody beda niejakim gwarantem ze jesli jego kontrahent oszuka, jesli on bedize mial jakies spowolnienie w biznesie, to przynajmniej na chleb bedziecie mieli.

      2. Zamiast kazde ciagnac w swoja strone, zalozcie moze po prostu, ze oboje chcecie DOBRA. waszego wspolnego rodzinnego dobra.
      Dobro z twojej perspektywy to zostanie z dzieckiem tak dlugo jak sie da. I masz swoje racje - jasne, ze fajnie jest siedziec w domu, dziecko wychowywac, poswiecac mu uwage i dawac cieplo i matczyna uwage.
      Dobro z jego perspektywy to posiadanie zabezpieczenia finansowego, wyslanie takze ciebie do pracy bo serio, tak po prostu po studiach nie majac zadnego doswiadczenia - z zalozenia jestes bardzo na minusie. Konczac studia powinnas miec doswiadczenie: staze, wolontariat, wakacyjna praca w zawodzie, praktyki, praca na ostatnim roku, jakies dorywcze projekty. Cos co mozesz wpisac do CV co pokaze pracodawcy ze nawet jesli nie jestes specjalista w swojej dziedzinie (jeszcze) to masz powazne i zaangazowane podejscie do swojej przyszlosci zawodowej. Ze odczuwalas potrzebe robienia czegos wiecej niz tylko studiowania. Ze wiesz jak pracowac w grupie, jak trzymac dyscypline, jak odnalezc sie w srodowisku pracy, jak byc obowiazkowa, jak zalatwiac rzeczy i nie bedziesz zaskoczona kazda nowa sprawa.
      Kazdy z twoich rowiesnikow ktory rowniez bedzie mial magistra i chocby rok doswiadczenia lub wolontariaty i staze - bije cie na glowe.
      Maz moze to widziec i dlatego chce cie wygonic do pracy - nie ze zlosliwosci czy pazernosci, ale dlatego ze inaczej mozesz nie znalezc dobrej pracy juz nigdy. I bedziesz sfrustrowana gospodynia domowa (bo przeciez nie umawialiscie sie ze model rodziny to bedziesz ty w domi o on zarabiajacy, wiec mialas/masz ambicje, wiec za pre lat, gdzies kolo 30 nagle do ciebie dotrze ze praca zawodowa w czyms co lubisz to fajna sprawa, ktora ciebie ominela), ktora w razie problemow z malzenstwem zostanie z alimentami na dziecko i niczym innym.

      3. Nie jest jego obowiazkiem cie utrzymywac. Jest waszym WSPOLNYM obowiazkiem zrobic RAZEM wszystko to co mozecie by WAM i waszej RODZINIE bylo dobrze i szczesliwie.
      Porozmawiajcie. Znajdzcie kompromis. Zrobcie rachunek zyskow i strat, nie tylko finansowych ale takze innych. Wybierzcie najlepsza opcje, rozsadnie a nie w emocjach i z checia 'moje koniecznie musi byc na wierzchu'.
      To nie jest jakas walka w ktorej ty lub on wygrywasz. To jest wspolna walka w imie wspolnego sukcesu i wspolnej wygranej.
    • zawsze-soffie Re: młodego małżeństwa finansowe dylematy... 17.02.11, 14:52
      hłe kto ciężarną przyjmie do pracy..nawet w sklepie spożywczym Cię nie będą chcieli.
    • yoko0202 może ja jestem dziwna 17.02.11, 15:55
      ale dla mnie pozostawanie na utrzymaniu czyimkolwiek w wieku lat dwudziestu paru, jest wysoce nienormalne

      dzieciaki z liceum potrafią dzisiaj dorobić korepetycjami, pracą w Mc Donaldzie, przy ulotkach, jako hostessy w marketach itp., nie widzę powodu, dla którego studenci dzienni by nie mogli...
      skoro twierdzisz, że on mógłby założyć firmę i zarabiać więcej, to równie dobrze ty mogłaś iść do sklepu.

      inna rzecz, że Twój mąż mógł ewentualnie nieco wcześniej się obudzić z tą Twoją pracą, a nie w 2 mies. ciąży jak zaraz może zacząć się jakieś poranne rzyganie i ogólnie gorsze samopoczucie, więc teraz to niech on się nie wygłupia.
      • racjonalne-oszczedzanie Re: może ja jestem dziwna 17.02.11, 18:07
        bez przesady z tą pogonią za pieniądzem
        • jan_hus_na_stosie Re: może ja jestem dziwna 17.02.11, 18:14
          no jasne, najlepiej nic samemu nie robić tylko przyssać się jak pijawka do kogoś kto pieniądze goni
        • yoko0202 Re: może ja jestem dziwna 17.02.11, 18:16
          pomiędzy zarabianiem na część chociaż własnych potrzeb, a pogonią za pieniędzmi, jest różnica wielkości wielkiego kanionu
          • ssdd1975b Re: może ja jestem dziwna 17.02.11, 18:28
            do autorki watku - gratuluje dziecka - bedzie wam ciezko na poczxatku ale pewnie dacie rade...

            ale mam pytanie - jak to sie stalo ze przez caly okres studiow nawet nie rozejrzalas sie za praca??? Bo dla mnie to naprawde niepojete zeby miec 24lata i nie miec zadnego doswiadczenia zawodowego (no chyba ze studiujesz medycyne) to wtedy ciut mniej szokujace by to bylo...

    • izabellaz1 Pierwszy post nie jest tak roszczeniowy ale... 17.02.11, 18:27
      ...reszta to beznadzieja.
      Nie twierdzę, że postawa męża jest w porządku ale chyba oboje jesteście siebie warci.
      Piszesz dalej, że będziesz miała roszczenia finansowe, bo będziesz rodzić i wychowywać JEGO dzieci i dbać o JEGO dom. Swojego albo chociaż wspólnego nic mieć nie będziesz?

      Wyprowadziłam się z domu jak jeszcze byłam na studiach - również dziennych. Rodzice powiedzieli, że będą mi dawać pieniądze i na początku dawali ale jakoś było mi z tym niewygodnie jak już nie mieszkałam z nimi. Poszłam do pracy, o nienormowanym czasie, dawałam lekcje, dostawałam stypendium. Jak dostawałam jakieś pieniądze dodatkowe od rodziców to nie miałam poczucia, że jestem pasożytem. Ty chyba jednak trochę jesteś, bo w drugi, miesiącu zdrowej ciąży to się jeszcze w dżinsy normalne dopinasz i robisz co chcesz.
    • kobieta_z_polnocy Re: młodego małżeństwa finansowe dylematy... 17.02.11, 22:06
      No i sprowokowałaś forum ;) Te forum pełne jest schizofrenicznych neoliberalistów, którzy z jednej strony karzą pracować każdemu i wszędzie, a z drugiej strony wystosowują długie listy żądań wobec budżetu państwa. Ale to było na marginesie ;)

      Stało się jak się stało, spodziewasz się dziecka, tego się nie przeskoczy. Sugestie twojego męża wydają się oderwane od rzeczywistości, bo chyba nie zdaje sobie sprawy z tego jak trudno jest oddać tak małe dziecko do żłobka.

      Czy nie jest jednak tak, że on po prostu chce byś się "załapała" jako ciężarna do pracy po to by zapewnić sobie te wszelakie przywileje? Mało to etyczne, ale ma jakiś sens. W innym wypadku w ogóle nie rozumiem jego podejścia.
      Dlaczego?
      Ano dlatego, że jesteście małżeństwem i powinniście się wspierać. Może ciąża przytrafiła wam się wcześniej niż planowaliście, ale teraz już po ptokach, trzeba WSPÓLNIE stawić czoła wyzwaniom. Trochę dziwne wydają mi się jego żądania akurat teraz, kiedy czeka cię obrona i poród. Tak jakby otworzył oczy dopiero teraz na twoją sytuację finansową.

      Stało się tak a nie inaczej. Sytuacja nie jest idealna, bo zarabia tylko on, na ciebie łożą rodzice, ty jesteś bez pracy i wykształcenia (jeszcze), ale na tym właśnie polega dorosłość: na radzeniu sobie z problemami. Po to masz męża a on ciebie by razem stawiać im czoła. Porozmawiajcie na spokojnie i rzeczowo przedyskutujcie wszystkie możliwości, również te dotyczące opieki nad dzieckiem, żłobka, itd. Bez wyidealizowanych marzeń oderwanych od rzeczywistości.

      Faktem jest, że dobrze by było byś nie czekała zbyt długo z podjęciem pierwszej pracy. Jak to jednak rozwiązać (i czy się w ogóle da) zależy od waszej konkretnej sytuacji.
    • rzeka.chaosu Re: młodego małżeństwa finansowe dylematy... 17.02.11, 22:44
      Powiedz mu, że będąc w ciąży i studiując łatwo pracy nie znajdziesz. A poza tym możesz narazić siebie i dziecko na niebezpieczeństwo (przemęczenie nikomu nie służy).

      Jeśli nie dotrą do niego te argumenty to faktycznie normalne to nie jest. ;/
    • mali-na83 Re: młodego małżeństwa finansowe dylematy... 17.02.11, 22:48
      Twój mąż to palant....do tego chytry na kase...ojjj czeka Cię ciężkie życie...ciężarną do roboty wysyłać...śmiech na sali...u niego moja droga na pierwszym miejscu jest KASA....coś czuje, że za rok, dwa pojawisz sie tu na forum z pytaniem jak sie rozwód załatwia;/
    • mali-na83 Re: młodego małżeństwa finansowe dylematy... 17.02.11, 22:54
      musze to dodać...w życie nie oddałabym córy do żłobka...nie dość, ze choróbska to matka powinna zajmować sie dzieciakiem przez pierwsze 3 lata...maluch bedzie cie potrzebował....stac Was to nie oddawaj!!!.....kasa nie jest najwazniejsza!! ...mój mąz to też burak ale córa u niego pierwsza ( niby ze mną ) hehe..
      • katka-the-hermit Re: młodego małżeństwa finansowe dylematy... 18.02.11, 17:12
        Tyle tu pełnych troski czy zaangażowania wypowiedzi, a właściwie podpowiedzi, kiedy, jak i jakiego rodzaju pracy autorka wątku szukać powinna..Wg mnie są to wyrzucone w błoto próby pomocy..Moim skromnym zdaniem gołym i nawet nieszczególnie bystrym okiem widać, że dziewczyna tak naprawdę do żadnej pracy się nie wybiera. W swoim drugim poście pisze, że ma zamiar rok spędzić na macierzyńskim, a potem ”chiałaby na wychowawczy”, w którymś z kolejnych przyznaje, że chciałaby zostać w domu na dobre, ale nie zna pary, której taki model się sprawdził..Otóż, droga autorko, JA znam, i to nawet dobrze, bo to moi rodzice. Im się sprawdził : są razem od ponad 30 lat i wyglądają na zadowolonych, do tego stopnia, że próbują (usilnie, acz bezskutecznie) taką wizję życia idealnego narzucić mi! Masz więc przykład na to, że taki układ może się sprawdzić. Droga wolna!
        Problem tylko w tym, że o tego rodzaju marzeniach czy zamiarach nie raczyłaś uprzedzić małżonka.
        Osobiście w życiu bym się nie zgodziła na bycie zależną, czy to od rodziców, czy od męża i to nie tylko ze względu na wspomniane przez akle2 ryzyko, jakie się wiąże z totalnym uzależnieniem finansowym, ale również z powodu tego prostego faktu, że tacy np. rodzice potrafią potem wypominać, czego to oni ci nie dali i czego nie zrobili, oczekując w zamian dozgonnego bicia pokłonów i postępowania zgodnego z ich wskazówkami.., ale, ale..nie o mnie ten wątek, więc nie będę się na temat (zależności, tudzież pasożytowania na innych) wywnętrzniać. Generalnie uważam, że każdy może a nawet powinien żyć wedle swoich upodobań, więc jeśli chcesz być gospodynią domową , to masz do tego prawo, tylko przestań ściemniać, że jest inaczej! Pal sześć forumowiczów, co się przejęli I próbują znaleźć jakieś rozwiązania, z których i tak nie skorzystasz, ale własnego męża należałoby o sprawach tak istotnych jak plany zawodowo-rodzinne powiadomić!

        Ktoś tu się zastanawiał, czy tacy niedojrzali, a do tego pełni roszczeń ludzie w ogóle istnieją. Istnieją, i to niestety w zatrważająco dużych ilościach! W bliskim otoczeniu mam parę takich: do końca studiów (często w nieskończoność się przeciągających) na utrzymaniu mamusi, pracą żadną się nie hańbią, potem ślub i bobo i więcej bobów:) Tyle, że dla mnie takie małżeństwo, rodzina, czy w ogóle życie na utrzymaniu mamusi i tatusia to nie życie, tylko zabawa w dom, ale to tak na marginesie.
        Twojego męża nie bronię, ale też i atakować nie mam zamiaru. Nie bronię, bo świadomie do tej zabawy w dom przystąpił, a atakować nie będę, bo
        a) jak ktoś już zauważył, nie wiemy czy on już wcześniej nie próbował cię do jakiejś zawodowej aktywności namówić, widząc, że się do takowej, delikatnie rzecz ujmując, nie palisz
        b) może być sfrustrowany odpowiedzialnością, jaka na niego spada (o tym już było, więc nie rozwijam) plus twoimi nieustającymi złotymi radami nt czego to on nie powinien , żeby jeszcze więcej kasy natrzaskac , gdy tymczasem ty palcem nie kiwniesz, żeby cokolwiek zarobić (ZAROBIC= się wysilić, a nie pokwękać mamusi), i nie twierdzę, że sens jakiś czy uzasadnienie ma wyrzucanie do pracy ciężarnej, ale ta ciąża to nowość ..przed jej zaistnieniem też się jakoś do zawodowej aktywności nie garnęłaś..
        c) tym razem się powtórzę: nie powiedziałaś mu, że tak naprawdę nie chcesz pracować zawodowo. I o ile ty masz do takiej decyzji prawo, o tyle on ma prawo o tym WIEDZIEC I się na to zgodzić albo nie, ożenić albo nie..
        No i jeszcze ta ciąża..Nic nie piszesz o tym, jak do tego doszło (i nie mam na myśli samego aktu poczęcia:))..czy to była tzw. wpadka, czy może namówiłaś męża na delikatną weryfikację planów..Tak czy inaczej, wydaje mi się, że bardzo jest ci to na rękę: dzieci w końcu mieć chcesz, a potencjalne pójście do pracy taki stan odwlecze w nieskończoność..dziecko, “wychowawczy”, drugie dziecko, pracy znaleźć nie mogę, nędzy nie cierpimy, rodzice pomogą...
        A póki co stan brzemienny świetnym jest powodem, żeby z męża zrobić potwora materialiste, co to ciężarną do pracy wywala.. Jesteś nie fair wobec niego, co w twoim mniemaniu wcale nie odbiera ci prawa do zabraniania mu wyrazania swojego zdania, bo przeciez cie nie utrzymuje! Tylko widzisz, w ten sposób, sama potwierdzasz tezę, że ten kto utrzymuje ma prawo się czepiać, czyż nie?
        Tobie to najwyrazniej nie przeszkadza, ale jemu moze...i o ile sama o sobie mozesz decydowac ile wlezie, pasozytowac na wszystkich wkolo, o tyle ON moze nie chciec uzaleznienia od rodzicow np. i ich wtrącania się w zycie nie tylko twoje, ale i JEGO i waszych DZIECI
        • zarzetta bzdura do kwadratu 18.02.11, 17:48
          Juz o tym pisałam:
          rodzice nie maja obowiązku jej utrzymywać, ale jej facet tak. Na niego przeszedł ich obowiązek alimentacyjny!!! Podjął się tego, przysięgając jej wieronsc itd.... Jest nawet prawnie do tego zobowiązany.
          Dziewczyna naprawdę nie musi isc do pracy, a facet powinien sie wykazac, bo jego zona jest w ciązy do cholery i ma JEGO dziecko w sobie.

          Nie musiała go tez informować, czy zamierza czy nie iść do pracy.
          Jak wiecie małżeństwo to przede wszystkim rodzina, a złamaniem przysięgi byłoby w tym wypadku to, ze nie zdecydowałby się na dzieci, trwając w takiego rodzaju związku, a nie to, ze nigdy nie pójdzie do pracy!!! Facet nie byl niesiwadomy i ograniczony w czynnosciachp rawych. Wstepujac w zw. malzeski godzil sie na przjecie po JEJ rodzicacho bowiazku aliemtecyjnego-wp ierwszej kolejnosci i na posiadanie z nia dzieci!!!!!!!
          Facet ma ją utrzymwac, dopoki ona i jej dzieckonie beda w stanie koegzystować samodzielnie... czyli na pewno do konca ciazy, a potem przez pierwsze lata, gdy związek matki z dzieckiem jest najmocniejszy

          Jezlei facet kocha swoją rodzinę, to nie wypomina zonie ze chodzi do pracy..
          Bałabym sie takiego 'męża", co będzie jak dziecko się urodzi/ Czy będzie pomagał, czy znajdzie sobie wymówkę' pracę.
          Radziłabym autorce, żeby jak najszybciej zadbała o kasę. SWOJĄ kasę. Oddzielną, ale niekoniecznie idąc do pracy. Wystarczy na sam początek konto bez wiedzy męża, na które miesięcznie przelew sobie to i owo......
          Kobieta MUSI mieć zabezpieczenie, bo inaczej przepadnie. Zwłaszcza kobieta matka. Bez dwóch zdań.

          Naprawde na studiach nie trzeba pracować. Utrzymuja nas ustawowo rodzice. Nawet bedac na zoacznych. Sa tez stypendia. Nikt nie musi sie mzsuzac do pracy, zlwaszcza osoba, ktora chce maks. nauke wkyorzystac-to zabiera sporo czasu ipieniedzy.
          Do obrony autorka moze meic w duuupie prace. NIE MUSI.
          • katka-the-hermit Re: bzdura do kwadratu 18.02.11, 18:51
            zarzetta napisała:

            > Juz o tym pisałam:
            > rodzice nie maja obowiązku jej utrzymywać, ale jej facet tak. Na niego przeszed
            > ł ich obowiązek alimentacyjny!!! Podjął się tego, przysięgając jej wieronsc itd
            > .... Jest nawet prawnie do tego zobowiązany.
            > Dziewczyna naprawdę nie musi isc do pracy, a facet powinien sie wykazac,
            > bo jego zona jest w ciązy do cholery i ma JEGO dziecko w sobie.

            A gdzie ja napisałam, że MUSI? Wielokrotnie powtórzyłam, że NIE MUSI, że może robić dokładnie, co jej się podba, ale wypadałoby powiadomić męża o zmianie WSPÓLNIE i NIE TAK DAWNO ustalonych planów!

            >
            > Nie musiała go tez informować, czy zamierza czy nie iść do pracy.
            > Jak wiecie małżeństwo to przede wszystkim rodzina, a złamaniem przysięgi byłoby
            > w tym wypadku to, ze nie zdecydowałby się na dzieci, trwając w takiego rodzaju
            > związku, a nie to, ze nigdy nie pójdzie do pracy!!! Facet nie byl niesiwadomy
            > i ograniczony w czynnosciachp rawych. Wstepujac w zw. malzeski godzil sie na pr
            > zjecie po JEJ rodzicacho bowiazku aliemtecyjnego-wp ierwszej kolejnosci i na po
            > siadanie z nia dzieci!!!!!!

            Czyli co? Małżeństwa bezdzietne anulować? Nie liczą sie? A jakby ona się nie zdecydowała? A co z alimentami dla niego? Gdzie jest napisane (do cholery), że to facet ma utrzymywać rodzinę? Wskażesz mi to w przepisach? (zaraz po tym, jak mi pokażesz, gdzie napisałam, że ona MUSI pracować:))

            > Facet ma ją utrzymwac, dopoki ona i jej dzieckonie beda w stanie koegzystować s
            > amodzielnie... czyli na pewno do konca ciazy, a potem przez pierwsze lata, gdy
            > związek matki z dzieckiem jest najmocniejszy

            A co ze związkiem ojca z dzieckiem? Niewskazany? Nieistotny? Niepotrzebny?


            > Jezlei facet kocha swoją rodzinę, to nie wypomina zonie ze chodzi do pracy..

            że nie chodzi do pracy, może nie, ale że go okłamała, jak najbardziej..ma prawo

            > Bałabym sie takiego 'męża", co będzie jak dziecko się urodzi/ Czy będzie pomaga
            > ł, czy znajdzie sobie wymówkę' pracę.
            Nie wymówkę, tylko tak faktycznie będzie: non stop w pracy, coby księżniczkę zadowolić i ani słowa protestu, bo mamusia daje kasę na jej fanaberie!

            > Radziłabym autorce, żeby jak najszybciej zadbała o kasę. SWOJĄ kasę. Oddzielną,
            > ale niekoniecznie idąc do pracy. Wystarczy na sam początek konto bez wiedzy mę
            > ża, na które miesięcznie przelew sobie to i owo......

            Nie jestem ekspertem w tej dziedzinie, ale coś mi się wydaje, że w przysiędze małżeńskiej, na którą się tak ochoczo powołujesz nie ma nic o utrzymywaniu, alimentach i finansach w ogóle, za to o uczciwości na bank coś tam napomykają..

            > Kobieta MUSI mieć zabezpieczenie, bo inaczej przepadnie. Zwłaszcza kobieta matk
            > a. Bez dwóch zdań.

            I bez jednego by się tu obyło.
            >
            > Naprawde na studiach nie trzeba pracować.
            Wielu rzeczy nie trzeba. Rodzić dzieci też nie trzeba. Wychodzić za mąż nie trzeba..
            > Utrzymuja nas ustawowo rodzice. Nawet
            > bedac na zoacznych.
            Co to znaczy "ustawowo"? A jak czyichś rodziców nie stać, to co? do pierdla?a jak ktoś rodziców nie ma?
            >Sa tez stypendia. Nikt nie musi sie mzsuzac do pracy,
            ależ nie musi, nic nie musi, ale chcieć może?!
            > zlwa
            > szcza osoba, ktora chce maks. nauke wkyorzystac-to zabiera sporo czasu ipienied
            > zy.
            > Do obrony autorka moze meic w duuupie prace. NIE MUSI.
            tylko, że z wypowiedzi autorki wynika, że pracę ma w d. od zawsze i nie planuje tego zmieniać. I jeszcze raz: ma prawo mieć w d. , ale jej mąż ma prawo o tym wiedzieć!
          • erillzw Re: bzdura do kwadratu 02.03.11, 05:09
            zarzetta napisała:
            >Sa tez stypendia. Nikt nie musi sie mzsuzac do pracy, zlwa
            > szcza osoba, ktora chce maks. nauke wkyorzystac

            A wlasnie.
            fascynujace jest ze dziewczyna ktora ma czas tylko na nauke bo nie musi pracowac nie jest w stanie nawet zapewnic sobie stypendium. Nie dziwi Was to?
            Osoba ktora moze sie skupic tylko na nauce? Ani razu nie miala stypendium?
            To raczej nie swiaczy o jej pracowitosci.
            Tym bardziej, ze jest gro osob ktore pracuja , studiuja i maja stypendium. Moja przyjaciolka jest pracownikiem socjalnym a to jest ciezka, niewdzieczna i wielogodzinna harowka w ktorej wypruwa sie wszystkie sily. A mimo to studiuje i ma stypendium. Da sie? da sie. Ale trzeba amiec w sobie jedna zasadnicza ceche - pracowitosc. A ta jest obca autorce.
        • eastern-strix Re: młodego małżeństwa finansowe dylematy... 01.03.11, 18:49
          Zgadzam się z Tobą. Też mam wrażenie, że ona sobie to wszystko zaplanowała.... W końcu, jeśli brałaby na poważnie plany, jakie uzgodniła wspólnie z mężem, to nie pisałaby postu w tonie takim, w jakim napisany został. No i jest postinor....

          Myślę, że Autorka ma męża za żuczka do zarabiania pieniędzy i chciałaby, żeby zapiep***ł jak ten chomik na karuzeli, coby ona sobie mogła 'na maciezyński' i 'na wychowawczy'. A potem będzie kolejna wymówka taka, że nikt jej do pracy nie przyjmie, więc siedzi w domu.

          Najgorzej będzie, jak ona się obudzi po 18 latach, jak dzieci wyfruną i stwierdzi, że jej zycie jest do d**y. Winny będzie oczywiście mąż.
    • tautschinsky Re: młodego małżeństwa finansowe dylematy... 26.02.11, 13:11
      czarna_haze napisała:

      > Mam 24 lata, mąż 28. Jesteśmy pół roku po ślubie i za 7 miesięcy będziemy mieli
      > dzidziusia. Ja studiuję dziennie (ostatni semestr) i do skończenia studiów dos
      > taję pieniądze od rodziców (1,6 tys/msc). Mąż 4 lata po studiach, od 4 lat prac
      > uje w zawodzie, zarabia 3,5-4 tys/msc.
      > Mąż uważa, że skoro mam mało zajęć, to mogłabym pójść do pracy.




      Jesteś dorosłą kobietą a zachowujesz się jak dziecko - DOSŁOWNIE! Jesteś mężatką, a pieniądze bierzesz od rodziców? Powinnaś przynajmniej zarobić tyle, by sama się utrzymać. Obecnie jesteś na garnuszku tatki i mamci i męża. Nie dorosłaś do roli, jaką na siebie wzięłaś. Formalnie jesteś mężatką, faktycznie zachowujesz się jak gó...ara.

      Do pracy po urodzeniu dziecka powinnaś pójść. W domu nie siedzieć dłużej niż rok. Łaski nie robisz, a mąż ma prawo wymagać od ciebie,
      że będziesz pracowała - tak samo jak ty tego od niego. Rozbawiłaś mnie, potwierdzając swoją dziecinność stwierdzeniem, iż mąż "siedzi na ciepłej posadzce a mógłbym założyć firmę i zarabiać x razy więcej". Po pierwsze - nie tak łatwo rozwinąć i utrzymać własną firmę, która przynosi zyski. Trzeba w nią najpierw sporo zainwestować - czasu, który on teraz przeznacza na zarabianie pieniędzy "na ciepłej posadzce" nie miałby na nią czasu, jeśli chciałby rozwinąć coś swojego. Z czego byście żyli w tym czasie? O tym pewnie nie pomyślałaś albo "pomyślałaś", że jakoś to by było. A widać w tobie oparcia NIE MA. Ale najlepsze jest, że takie wyrzuty, że mógłby zarabiać więcej, czyni mu dorosła kobieta, która sama nie splamiła się pracą a kasę ciągnie od rodziców! Żeby robić komuś takie wyrzuty trzeba samemu sobą czegoś dowodzić.

      Musisz sobie uświadomić pewną rzecz, że mąż nie z tych, którym marzy się kobieta siedząca w domu i oglądająca seriami seriale telewizyjne. Oczekuje - i ma do tego prawo! - że będziesz finansowo dokładała się finansowo do wspólnego domu.



      • usunelamkonto Re: młodego małżeństwa finansowe dylematy... 26.02.11, 14:12

        > czarna_haze napisała:
        >
        > > Mam 24 lata, mąż 28. Jesteśmy pół roku po ślubie i za 7 miesięcy będziemy
        > mieli
        > > dzidziusia. Ja studiuję dziennie (ostatni semestr) i do skończenia studi
        > ów dos
        > > taję pieniądze od rodziców (1,6 tys/msc). Mąż 4 lata po studiach, od 4 la
        > t prac
        > > uje w zawodzie, zarabia 3,5-4 tys/msc.
        > > Mąż uważa, że skoro mam mało zajęć, to mogłabym pójść do pracy.
        >
        >
        >
        >
        > Jesteś dorosłą kobietą a zachowujesz się jak dziecko - DOSŁOWNIE! Jesteś mężatk
        > ą, a pieniądze bierzesz od rodziców? Powinnaś przynajmniej zarobić tyle, by sam
        > a się utrzymać. Obecnie jesteś na garnuszku tatki i mamci i męża. Nie dorosłaś
        > do roli, jaką na siebie wzięłaś. Formalnie jesteś mężatką, faktycznie zachowuje
        > sz się jak gó...ara.
        >

        to co - ma teraz usunac dziecko, wziac rozwod i pokazac ze moze zarabiac?
        rodzice mogli dac pieniadze od siebie bo chcieli.oczekiwali ze ona skonczy studia. bedac teraz w ciazy nie znajdzie prace - nie bedzie dyspozycyjna do ew dzwigania i dlugiego siedzenia. albo pracodawca ja zwolni za niedlugi czas za oszustwo albo poroni jesli bedzie ukrywac swoj stan


        facet mogl pomyslec zamin zaparkowal swojego penisa badz wczesniej mogl egezkwowac swoje prawa zanim ona pokazala mu test

        znam pare ktora wynajmowala kawalerke, rodzice chyba z tych lepiej zrabiajacych.nie widzialam zeby pracowali, rodzice utrzymywali tych oboje, co wiecej panna kupowala kosmetyki z tej wyzszej polki







        • kalam07 Re: młodego małżeństwa finansowe dylematy... 01.03.11, 12:26
          > znam pare ktora wynajmowala kawalerke, rodzice chyba z tych lepiej zrabiajacych
          > .nie widzialam zeby pracowali, rodzice utrzymywali tych oboje, co wiecej panna
          > kupowala kosmetyki z tej wyzszej polki

          a co to ma byc za przykład ? jaki wzór ? przeciez to juz kompletnie chora sytuacja.

          chodzi o pasyżytnicza postawe głownej bohaterki ktory nigdy praca sie nie zbrukala polaczona z ochydnym jechaniem po mezu ze za malo zarabia chlop 3,5-4 tys !!! po czesci wynika to z niedojrzalosci bohaterki i braku poczucia jakiejkolwiek odpowiedzialnosci za wlasne zycie, bo to przeciez rodzice cale zycie tylek podcieraja, po czesci z wrodzonego chamstwa czy cynizmu (taki podły charakterek) i to wstosunku do ponoc kochanego meza !!!

          Ciągle mało i mało !!!

          https://littlebigblogpl.files.wordpress.com/2009/01/moar.jpg
    • fish_flesh_fowl Co do Twojej pracy 01.03.11, 17:21
      Powstrzymam się od oceniania Twojej i Twojego męża postawy, ale wiele osób snuło tu koszmarne wizje bezskutecznego szukania pracy, do którego przystąpisz bez doświadczenia.
      Wiadomo, w Polsce kolorowo nie jest, ale znów bez przesady. Moja bratowa wpadła pod koniec studiów, spokojnie napisała pracę magisterską i się obroniła. Posiedziała z dzieckiem w domu, choć na pewno nie tyle, ile Ty wstępnie planujesz, młody miał chyba koło roku. Potem, bez doświadczenia, zaczęła szukać pracy. Oni mieszkają w małej miejscowości, ale pracę znalazła dość szybko. Praca nie była jakaś ekstra, więc jakiś rok później, również bez większych problemów, znalazła taką, gdzie na wstępie przydatne było jej wykształcenie, choć w branży nie miała żadnych doświadczeń.
      Zatem nie daj się zwariować, że jeśli poważną aktywność zawodową będziesz próbowała zacząć trochę później, to z pewnością spiętrzy się przed Tobą milion problemów i nikt Cię nie zatrudni. Wiadomo, że ja podałam jeden przykład, ale przecież moja bratowa nie jest nikim wyjątkowym i wykształcenia też nie ma zupełnie wyjątkowego.
      I taka mała złośliwość na koniec, bo nie mogę się powstrzymać - w razie czego założysz własną firmę i zobaczysz, jak to jest (swoją drogą bez bicia przyznaję, że moja złośliwość jest lekko nieuzasadniona, bo sama jeszcze studiuję).
    • sabriel Re: młodego małżeństwa finansowe dylematy... 01.03.11, 17:56
      Oboje jesteście niepoważni. On, że wysyła ciężarną do pracy (nikt zdrowy na umyśle cię teraz nie przyjmie).
      Ty też jesteś dosyć beztroska.
      Po co wychodziłaś za mąż i zakładałaś rodzinę jak utrzymują cię rodzice? Trzeba było podjąć pracę podczas studiów,a później się rozmnażać.
    • eastern-strix moim zdaniem... 01.03.11, 18:43
      ...to się w ogóle pospieszyliście ze ślubem, z ciążą i z tą całą zabawą w dom.

      Małżeństwo to związek dwojga dorosłych, niezależnych ludzi. Będę powtarzać to w nieskończoność, że aby stworzyć sprawny i dojrzały związek, trzeba najpierw samemu okrzepnąć, stanąć na własne nogi, także finansowo.

      Ty z garnuszka rodziców przechodzisz na garnuszek męża. Nie masz żadnych doświadczeń związanych z pracą zawodową, z niezależnością, z poznawaniem nowych ludzi, z budowaniem relacji między ludźmi na różnych gruntach (także na gruncie profesjonalnym).

      Jesteś za to w ciąży z facetem, którego (mam takie przeczucie) za 5-10 lat byś na męża nie wybrała. A skąd to wiem? Bo mam nieodparte wrażenie, że miałaś po prostu ochotę na ślub i dziecko, a facet jest jedynie kandydatem na pionka w tej grze w schematy życiowe.

      Nie wróżę Wam świetlanej przysżłości, bo myślę, że oboje jesteście niedojrzali. Chociaż mąż przynajmniej osiągnął niezależność finansową od rodziców. Ty natomiast jesteś ciągle jeszcze ich dzieckiem, ciężarnym.

      Krótko mówiąc - sponosrowanie żony przez jej rodziców nie pomaga małżeństwu w osiągnieciu równowagi. Najpierw się trzeba uniezaleznić a potem bawić w dom.
      • eastern-strix dodam jeszcze... 01.03.11, 19:02
        ...że siedzenie w chacie na utrzymaniu męża znam z doświadczenia, bo jakiś czas temu przeprowadziłam się to 'małża' za granicę. Tyle,że wcześniej pracowałam zawodowo sporo lat, mam doświadczenie, znam języki, mam jakieś tam kontakty itp.

        Miesiąc po ślubie otworzyłam własny biznes, bo mam zamiar iść na jeszcze jedne studia, ale totalna bezczynność zawodowa przez ileś tam lat studiów mi się nie uśmiecha.

        Także mam dla Ciebie radę - przestań już doić rodziców, załóż sobie biznesik w domciu. Na przykład sklep internetowy. Jak zobaczysz, ile kasiory trzeba w takie cudo zainwestować, to Ci się odechce pouczac męża na temat jednoosobowej działalności gospodarczej!

        No,ale Ty i kasę od rodziców masz i czasu masz dużo, więc na co czekasz? :)
        • katka-the-hermit Re: dodam jeszcze... 01.03.11, 20:16
          Bardzo dobra wskazówka,tyle tylko, że tak jakoś ciągle mi się wydaje, że nie po radę autorka wątku na forum przyszła.. Mam wrażenie, że przedstwiła swoją historię tylko i wyłącznie po to, żeby usłyszeć, że mąż nienormalny (ciężarną do pracy wysyła), a do tego gębę na wieki zamknąć powinien, bo to nie on łoży na jej utrzymanie. Wszyscy mieliśmy radośnie potwierdzić, że mąż be, a do tego wyraźnie zaznaczyć, że ona pracy i tak nie znajdzie, bo w ciąży, bo bez doświadczenia.., pozwalając jej w ten sposób nie tylko usprawiedliwić, ale i utwierdzić w przekonaniu, że jej pasożytniczo-roszczeniową postawa zupełnie normalną i w pełni uzasadnioną jest.
          A zresztą, autorka zawsze znajdzie jakiś wykręt, byle tylko nie pracować..a to studia (ciekawe swoją drogą jakiż to niezwykle wymagający kierunek kończyć zamierza), a to ciąża..i w ogóle to po co? skoro mąż zarabia, a dom kupią rodzice? ech
          • eastern-strix Re: dodam jeszcze... 01.03.11, 21:31
            co do studiów, to fakt, zazwyczaj pierwsze dwa-trzy lata rzeczywiście dają w kość. ale im bliżej magistra, tym mniej zajęć i jest czas na prace dorywcze. Ale myślę, że jest tak, jak napisałas wcześniej - Autorka nie chce iść do pracy nigdy. I zgadzam się w 100% - męża potraktowała jak pajaca nie informuując go, że plany uległy zmianie. Żal mi faceta, bo coś mi się widzi, że jest na prostej drodze do sp***a sobie życia.

            Jeśli Autorka pójdzie do pracy, to mężowi się oberwie. Jak zostanie w domu, to też mu się oberwie, bo pewnie po latach wyciągania łapki (rodzice nie są wieczni), pani stwierdzi, że miała życie mało interesujące i do d**y. I wtedy też będzie pana wina.
    • lonely.stoner Re: młodego małżeństwa finansowe dylematy... 01.03.11, 21:19
      Nie mam dzieci i rozne rozwydrzone mamunie uwazam za skaranie boskie, ale uwazam ze twoj maz to dusigrosz, bardziej mu zalezy na pieniadzach niz na twoim i dziecka zdrowiu. Chcialby swoja ciezarna zone wyslac do jakiekolwiek pracy- w sklepie np. wiadomo ze nie zarobisz tam pewnie nawet 1000zl, wiec taki dodatek do budzetu to bedzie wlasciwie nic, a koszt tego ze jako karmiaca matka, z wieczna laktacja, poprodowymi komplikacjami i cholera wie czym jeszcze bedziesz latac do jakiejs pracy za pare groszy i oddawac malenkie dziecko do zlobka. A w tym czasie twoj maz moglby jakos pomysle o tym zeby o was oboje zadbac przez ten rok. W ogole wydaje mi sie ze tylko prawdziwy dupek zagania ciezarna zone czy zone pare miesiecy po porodzie do roboty, to sie zdarza jak kogos naprawde nie stac na zycie i oboje musza pracowac. Moj facet pewnie by stanal na glowie zeby zapewnic mi i dziecku komfort gdybym zaszla w ciaze i za to wlasnie go kocham. I to nie chodzi o to ze baba pasozyt bedzie na utrzymaniu faceta, kiedys ta rola moze sie odwrocic i facet moze lezec z pol roku w lozku i wtedy pewnie tez bym niebo i ziemie przewrocila do gory nogami zeby moj ukochany mial wszelki mozliwy komfort zamiast gonic go do roboty.
      • lonely.stoner Re: młodego małżeństwa finansowe dylematy... 01.03.11, 21:29
        kuzwa i jak czytam opinie na tym forum (Zwlaszcza meskie- czemu mnie nie to nie dziwi?? ciaza to nie choroba etc. A mial z was ktorys moze taka miesiaczke ze nie mozna wstac z lozka?? nie?? a karmil piersia?? nie. ojej). Ja sama podczas studiow dziennych nie zarobilam ani zlotowki, robilam kilka praktyk i jeden staz (bezplatny). I uwazam ze od tego sa studia dzienne zeby wlasnie sie nie martwic o to ze ma sie isc do pracy i zarabiac pieniadze na utrzymanie- zwlaszcza nie w takim pograzonym kraju jak Polska. I autorki watku nie uwazam za psozyta, konczy studia dzienne, utrzymuja ja rodzice (co jest normalne dopoki sie uczy), nie zawala roku, broni sie w terminie i jeszcze czeka ja ciaza i porod a jej facet mysli tylko za przeproszeniem o wlasnej d.pie.
        • eastern-strix Re: młodego małżeństwa finansowe dylematy... 02.03.11, 00:19
          Ale tu nie chodzi o to, że ona nie ma prawa być w ciąży itp. Tylko o to, że się pospieszyli, oboje, z ciążą i z zabawą w dom. Bo skoro ktoś jest na utrzymaniu rodziców, to ciężko go nazwać dorosłym, ukształtowanym człowiekiem....
        • erillzw Re: młodego małżeństwa finansowe dylematy... 02.03.11, 05:18
          Ale ona nawet praktyk nie ma. Stazu tez nie.

          Skoro studia to czas nauki to czego ona sie uczyla w trakcie 3 miesiecy nauki? jak skutecznie wypic litr wodki? Jakby zrobla staz ktoreych to ofert w okresie wakacyjnym jest multum to inczej by na nia patrzono. A tak ani stazu, ani praktyki, ani stypendium i tylko rzadania, ci maja placic, ci kupic mieszkanie, ten utrzymywac a woogle to wiecej zarabiac.
          • erillzw Re: młodego małżeństwa finansowe dylematy... 02.03.11, 05:18
            * wakacji mialam na mysli
    • best.yjka Re: młodego małżeństwa finansowe dylematy... 01.03.11, 23:01
      Dla mnie nie jesteś. Dzieci własnych nie mam. Mam wiedzę o antykoncepcji i wiem, że niema 100% zabezpieczenia. Oboje partnerów ponosi ryzyko zajścia w niepożądaną ciąże.

      Wiem z opowiadań kumpli, nie mówię o jednym. Choć jeden z nich bardzo ładnie to nazwał, włączeniem się "syndromu gniazda". Ciąża i hormony, powodują u kobiety taki tryb myślenia, jak u autorki wątku. Dziecko jest najważniejsze. Przemeblowanie mieszkania, tak by dziecku było najlepiej, zmiany priorytetów życiowych itp.. Nawet jeśli wcześniej była typem walczącej feministki, to pod wpływem hormonów zamienia się w kwokę, która za wszelką cenę będzie dbać o pisklątko. Oczywiście nie wszystkie panie tak mają. Ale jakiś procent ma. Zazwyczaj po urodzeniu dziecka, większości mija. Hormony się uspokoiły. Szukają pracy. Niecącą być zależne od męża.
      • usunelamkonto Re: młodego małżeństwa finansowe dylematy... 02.03.11, 07:17
        > Mam wiedzę o antykoncepcji i wiem, że niema 100% zabezpieczenia. Oboje partnerów ponosi >ryzyko zajścia w niepożądaną ciąże.

        ja tez mam wiedze, nie ma 100% zabezpieczenia. uzywam od pol roku gumy (dosc czesto) i nie zaszlam w ciaze. mozna? mozna.

        wydaje mi sie ze:
        1) raz sie nie chcialo zalozyc gumy i oto efekt
        2) ktos nawalil z hormonami
        3)pekla gumka i nie poszlo sie po postinor, a najgoroszym wypadku postinor nie zadzialal
        4) ktos sie "bawil" w naturalne planowanie rodziny/seks przerywany


        tylko jest roznica miedzy niektorymi kobietami jest taka
        1)ktore juz sie "zmuszaja" urodzic to dziecko i przyciagnac faceta jak magnez, bo przeciez majac dziecko, facet mnie nie zdradzi i nie opusci, on sie ze mna ozeni
        2) darzymy sie uczuciem poki co i damy sobie rade, pobawimy sie w dom
        3) a ja np nieplanowana ciaze chce usunac, bo jest nieplanowana i jest niechciana bo stosowalam antykoncepcje nie po to ze mi sie tak podobalo tylko dlatego ze nie chcialam miec dziecka
        • eastern-strix Re: młodego małżeństwa finansowe dylematy... 02.03.11, 10:46
          >>>> wydaje mi sie ze:
          1) raz sie nie chcialo zalozyc gumy i oto efekt
          2) ktos nawalil z hormonami
          3)pekla gumka i nie poszlo sie po postinor, a najgoroszym wypadku postinor nie zadzialal
          4) ktos sie "bawil" w naturalne planowanie rodziny/seks przerywany <<<


          A ja myślę, że to było przez Autorkę zaplanowane, że ona od początku chciała pozostać wiecznym dzieckiem - najpierw na utrzymaniu rodziców, potem na utrzymaniu męża. Autorka po prostu nie chce pracować i tyle. I mam wrażenie, że ona specjalnie w tę ciążę zaszła- z tonu jej wypowiedzi to wnoszę. Nie ma tam mowy o tym, żeby Autorka zaprzątała sobie głowę faktem, że właściwie wszystko, co ustaliła z mężem legło w gruzach. Nie widać, żeby ją to gryzło. przeciwnie, enigmatyczna wzmianka o 'zmianie planów' i tylko 'ja', 'mi', 'mnie'.

          Ale nie uważam, żeby nie miała prawa żyć jak chce. Problem jednak w tym, ze okłamała męża, bo mieli wspólnie ustalone plany, a ona go nie poinformowała ani o ich zmianie (zawczasu) ani nie była z nim szczera re czego tak naprawdę chce od życia.

          Może znalazłby się facet chcący tradycyjnego modelu z żoną w domu. Ale Autorce nie chciało się szukać, lepiej było wrobić żuczka, który już był pod ręką... Żenada.
    • a1ma Re: młodego małżeństwa finansowe dylematy... 02.03.11, 10:55
      Dziewczyno, a kto Cię zatrudni w połowie ciąży?? Czy ten Twój mąż to z tego świata, czy nie bardzo przytomny? ;) Szukać możesz, owszem, czemu nie, ale na sukces nie masz za bardzo co liczyć. Co w sumie Ci na rękę, prawda.

      Na sprawach dzieciowych się nie znam, ale nawet z moją prawie zerową wiedzą mam obawę, że jeśli nie będziesz pracować (a nie będziesz, bo nie masz gdzie wracać), to dziecka do żłobka państwowego Ci nie przyjmą. A nie pójdziesz do pracy, póki nie znajdziesz żłobka - błędne koło. Chyba że znów rodzice pomogą? Zostaje żłobek prywatny, z tym, że to wydatek od 600 PLN miesięcznie wzwyż.

      A co do ustaleń między rodzicami w kwestii opieki nad dzieckiem - wiesz, tu nie ma jakichś uniwersalnych standardów. Wszystko jest do uzgodnienia indywidualnie. Mąż nie ma obowiązku zgadzać się na Twój "macierzyński" (żaden to macierzyński, skoro nie pracujesz, ale niech będzie), ani tym bardziej "wychowawczy". Ty zgodziłabyś się, żeby on zajął się dzieckiem przez rok, a Ty w tym czasie będziesz utrzymywać rodzinę?
    • takajatysia Re: młodego małżeństwa finansowe dylematy... 08.03.11, 20:41
      Trochę nie po kolei to wyszło, ale "winni" tej sytuacji jesteście oboje i Twój mąż jest współodpowiedzialny za ograniczenie Twojej możliwości zarobkowania (ciąża). Na Twoim miejscu starałabym mu się to uświadomić. No i sądzę, że praca w sklepie w ciąży wraz z końcowym etapem robienia magisterki to idiotyzm czysty. Już lepiej poszukaj jakiś praktyk, choćby na parę miesięcy, żeby było coś sensownego do wpisania w CV, do porodu nie musisz zarabiać szczęśliwie.
      Ja oddałam 6-miesięczne dziecko do żłobka, bo zaczynał mi się nowy rok akademicki a dziekanki nie chciałam brać i to było o wiele za wcześnie. Tylko, że nie miałam wyjścia - Ty je teoretycznie masz, tylko musisz przekonać męża, że jego pomysły są mało życiowe i powinien wziąć odpowiedzialność za sytuację, do której sam się przyczynił.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka