Dodaj do ulubionych

Kwestia szacunku?

10.03.11, 21:30
Prosicie własnego faceta, żeby jadąc z Wami zrzucił nogę z gazu (100-120 km/h, jesteśmy w centrum miasta). Pan odpowiada, że nie będzie jeździł zgodnie z przepisami tylko dlatego, że ktoś je sobie wymyślił i że będzie jechał tak, jak ma ochotę. Dodaje "zapamiętaj to". Na argument, że nie czujecie się bezpiecznie odpowiada "przy.pier.dalasz się" i pyta "jakim ku.rwa prawem zwracasz mi uwagę?".

Rzućcie wnioskiem zanim oszaleję z myślą, że to ze mną <niehalo> coś.

Obserwuj wątek
    • raohszana Re: Kwestia szacunku? 10.03.11, 21:31
      kiedyzaczynasie napisała:

      > Prosicie własnego faceta, żeby jadąc z Wami zrzucił nogę z gazu (100-120 km/h,
      > jesteśmy w centrum miasta). Pan odpowiada, że nie będzie jeździł zgodnie z prz
      > episami tylko dlatego, że ktoś je sobie wymyślił i że będzie jechał tak, jak ma
      > ochotę. Dodaje "zapamiętaj to". Na argument, że nie czujecie się bezpiecznie o
      > dpowiada "przy.pier.dalasz się" i pyta "jakim ku.rwa prawem zwracasz mi uwagę?"
      > .
      >
      > Rzućcie wnioskiem zanim oszaleję z myślą, że to ze mną <niehalo> coś.
      Jeszcze się pytasz i zastanawiasz? A pogoń idiotę.
    • jan_hus_na_stosie Re: Kwestia szacunku? 10.03.11, 21:32
      bo widzisz, do siebie to trzeba mieć szacunek, ty go nie masz skoro pozwalasz się tak traktować i na takie chamskie odzywki
      • kiedyzaczynasie Re: Kwestia szacunku? 10.03.11, 22:19
        jan_hus_na_stosie napisał:

        > bo widzisz, do siebie to trzeba mieć szacunek, ty go nie masz skoro pozwalasz s
        > ię tak traktować i na takie chamskie odzywki
        >
        >
        Uczę się, Janie;)
    • marzeka1 Re: Kwestia szacunku? 10.03.11, 21:34
      Mogę wiedzieć, dlaczego w ogóle zadajesz się z chamem, który tak się do ciebie odzywa (i jak widać tolerujesz to) i na dodatek jest potencjalnym mordercą na drodze?
      I nie, nie musiałabym swojego męża prosić o zdjęcie nogi z gazu, bo jeździ normalnie, nie jest idiotą.
      • niefrasobliwa Re: Kwestia szacunku? 10.03.11, 21:38
        Kierowca trąci burakiem. Daj sobie spokój, jak ryzykuje swoje zdrowie-życie to sru, ale po jaką cholerę ryzykuje twoje?
      • kiedyzaczynasie Re: Kwestia szacunku? 10.03.11, 21:42
        marzeka1 napisała:

        > Mogę wiedzieć, dlaczego w ogóle zadajesz się z chamem, który tak się do ciebie
        > odzywa (i jak widać tolerujesz to) i na dodatek jest potencjalnym mordercą na d
        > rodze?

        Już się nie zadaję.
        • tymczasowaola Re: Kwestia szacunku? 10.03.11, 21:48
          W 12 minut od założenia wątku?
          • kiedyzaczynasie Re: Kwestia szacunku? 10.03.11, 21:51
            tymczasowaola napisała:

            > W 12 minut od założenia wątku?

            Zły trop. W następny dzień od rzeczonej podwózki. Wątek nie znaczy, że sprawa z ostatniej chwili.
            • tymczasowaola Re: Kwestia szacunku? 10.03.11, 21:59
              A to co innego. Bardzo dobry ruch, serio. Nie dajmy się zwariować.
    • maitresse.d.un.francais Re: Kwestia szacunku? 10.03.11, 21:35
      Już przy "zapamiętaj to" kazałabym się wysadzić i pan by sobie jechał dalej sam.
    • gyubal_wahazar Re: Kwestia szacunku? 10.03.11, 21:35
      Nie licząc 2 ostatnich kwestii, w pełni popieram pana. Milcząco zakładam, że to duże miasto w którym 90% czasu zajmuje toczenie w korku
      • maitresse.d.un.francais Re: Kwestia szacunku? 10.03.11, 21:43
        gyubal_wahazar napisał:

        > Nie licząc 2 ostatnich kwestii, w pełni popieram pana. Milcząco zakładam, że to
        > duże miasto w którym 90% czasu zajmuje toczenie w korku

        duże czy nieduże, 120 w terenie zabudowanym to za dużo
        • gyubal_wahazar Re: Kwestia szacunku? 10.03.11, 21:52
          Może 120 to faktycznie trochę dużo, ale 100 jeździ chyba każdy. To naprawdę zależy od warunków jazdy i samochodu. Uwzględnij przy tym proszę kretyńskie znaki ograniczeń prędkości których ścisłe przestrzeganie podwoiłoby wielkość korków.
          • kiedyzaczynasie Re: Kwestia szacunku? 10.03.11, 21:55
            gyubal_wahazar napisał:

            > Może 120 to faktycznie trochę dużo, ale 100 jeździ chyba każdy. To naprawdę zal
            > eży od warunków jazdy i samochodu. Uwzględnij przy tym proszę kretyńskie znaki
            > ograniczeń prędkości których ścisłe przestrzeganie podwoiłoby wielkość korków.

            Ok. Ale facet prowadzi tak, że się zwyczajnie boisz. To chyba wystarczy, żeby zdjął nogę z gazu?
            • gyubal_wahazar Re: Kwestia szacunku? 10.03.11, 22:25
              Jeśli tak, to się zgadzam. Spotkałem się jednak wielokrotnie z kategorią backseat-driver'ów i wiem jak potrafią działać na nerwy
          • stephanie.plum Re: Kwestia szacunku? 11.03.11, 11:23
            >100 jeździ chyba każdy.
            och, uwierz mi, można jechać 60km/h i jakoś przeżyć.

            poza tym w porze korków jazda po mieście 100/h jest niemożliwa fizycznie, więc o czym mówimy.

            jeśli ktoś MUSI pędzić, tylko dlatego, że ma dobry wóz, a jego pasażerowie drżą ze strachu, to znaczy, że jest beznadziejnym kierowcą.

            nienawidzę dupków drogowych, którym się wydaje, że przepisy nie są dla nich.
            ;~[
            i żeby nie było: osobiście uważam, że życie zaczyna się od 150km/h. ale w odpowiednich warunkach. na pewno nie w mieście. ani nigdzie tam, gdzie jakaś kura może znienacka wyleźć mi pod koła.
    • izabellaz1 Re: Kwestia szacunku? 10.03.11, 21:36
      I musisz aż wątek założyć, żeby się dowiedzieć, że "nie halo" zamiast wysiąść na najbliższym skrzyżowaniu, trzasnąć drzwiami i wrócić autobusem?
      • kiedyzaczynasie Re: Kwestia szacunku? 10.03.11, 21:43
        izabellaz1 napisała:

        > I musisz aż wątek założyć, żeby się dowiedzieć, że "nie halo" zamiast wysiąść n
        > a najbliższym skrzyżowaniu, trzasnąć drzwiami i wrócić autobusem?
        >
        Chciałam tego potwierdzenia, jakie od Was mam.
    • miss.yossarian Re: Kwestia szacunku? 10.03.11, 21:36
      >
      > Rzućcie wnioskiem zanim oszaleję z myślą, że to ze mną <niehalo> coś.

      jeszcze jeden wątek z serii "powiedzcie mi co mam myśleć" a oszaleję ja.
      • kiedyzaczynasie Re: Kwestia szacunku? 10.03.11, 21:43
        miss.yossarian napisała:

        >
        > jeszcze jeden wątek z serii "powiedzcie mi co mam myśleć" a oszaleję ja.

        Nie szalej ;) Nie warto!
        • miss.yossarian Re: Kwestia szacunku? 10.03.11, 21:52
          kiedyzaczynasie napisała:

          > miss.yossarian napisała:
          >
          > >
          > > jeszcze jeden wątek z serii "powiedzcie mi co mam myśleć" a oszaleję ja.
          >
          > Nie szalej ;) Nie warto!

          no dobra, przekonałaś mnie
    • six_a Re: Kwestia szacunku? 10.03.11, 21:37
      faaaajne. w samochodach są drzwi. można se wysiąść na czerwonym.
      • marzeka1 Re: Kwestia szacunku? 10.03.11, 21:39
        I pozwolić panu zabić kiedyś, jadąc jak wariat, inną panią, niekoniecznie ciebie.
        • maitresse.d.un.francais Re: Kwestia szacunku? 10.03.11, 21:42
          I pozwolić panu zabić kiedyś, jadąc jak wariat, inną panią, niekoniecznie ciebie.

          znaczy ma za nim latać i mędzić czy jak?

          pan z tych, co im uwagę mogą zwracać tylko ci, którzy pana znokautują
          • miss.yossarian można spróbować go nastraszyć 10.03.11, 21:56
            maitresse.d.un.francais napisała:

            > I pozwolić panu zabić kiedyś, jadąc jak wariat, inną panią, niekoniecznie ciebi
            > e.
            >
            > znaczy ma za nim latać i mędzić czy jak?
            >
            > pan z tych, co im uwagę mogą zwracać tylko ci, którzy pana znokautują

            można spróbować go uświadomić tym:
            www.funiaste.net/3868,75624,filmik.html
            • kiedyzaczynasie Re: można spróbować go nastraszyć 10.03.11, 22:10
              miss.yossarian napisała:

              > można spróbować go uświadomić tym:
              > www.funiaste.net/3868,75624,filmik.html

              Już to nie moja rola.
              Ale sama obejrzę.
        • six_a Re: Kwestia szacunku? 10.03.11, 21:44
          w sumie racja, należy unieszkodliwić faceta. eee siekierka czy betonowe kaloszki i do rzeki?
    • sweet_pink Re: Kwestia szacunku? 10.03.11, 21:43
      Ja powiem szczerze, że wysiadłabym na pierwszym czerwonym świetle i facet by mnie więcej nie zobaczył.
      Inna sprawa, że ja mam nasrane na punkcie bezpiecznej jazdy. Z drugiej strony jak mam jechać z kimś samochodem to uprzedzam o swoich problemach i pytam się czy ktoś jest w związku z tym zdecydowany mnie wieźć.

      W temacie są trzy problemy:
      1. facet sra na przepisy
      2. facet sra na bezpieczeństwo osób które wiezie
      3. facet sra na samopoczucie wiezionej kobiety
      4. facet jest chamem i burakiem do entej potęgi

      Wszystkie razem i każdy z osobna czynią z osobnika totalnego pustaka, co kijem dotknąć nie warto.
      • sweet_pink Re: Kwestia szacunku? 10.03.11, 21:44
        *cztery problemy...się rozpędziłam, no ;)
        • kiedyzaczynasie Re: Kwestia szacunku? 10.03.11, 21:47
          sweet_pink napisała:

          > *cztery problemy...się rozpędziłam, no ;)

          Się nie spostrzegłam:)
    • a1ma Re: Kwestia szacunku? 10.03.11, 21:45
      Rzucam wnioskiem: rzuć palanta.

      Że jeździ szybko to jego sprawa, ale że lekceważy Twoje poczucie bezpieczeństwa (a właściwie jego brak) i najważniejsze, że się do Ciebie w ten sposób odzywa! Nie darowałabym.

      To poważny związek?
      • kiedyzaczynasie Re: Kwestia szacunku? 10.03.11, 21:46
        a1ma napisała:

        > To poważny związek?
        >
        Był.
        • raohszana Re: Kwestia szacunku? 10.03.11, 21:47
          kiedyzaczynasie napisała:

          > Był.
          I wcześniej nic nie zauważyłaś?
          • kiedyzaczynasie Re: Kwestia szacunku? 10.03.11, 21:49
            raohszana napisał:

            > kiedyzaczynasie napisała:
            >
            > > Był.
            > I wcześniej nic nie zauważyłaś?
            >
            Chcesz, wierzysz, reanimujesz, czekasz. Aż przestajesz, kiedy dojrzejesz.
            • raohszana Re: Kwestia szacunku? 10.03.11, 21:51
              kiedyzaczynasie napisała:

              > Chcesz, wierzysz, reanimujesz, czekasz. Aż przestajesz, kiedy dojrzejesz.
              Ze zdrożnej ciekawości pytam - długo reanimowałaś trupa?
              • kiedyzaczynasie Re: Kwestia szacunku? 10.03.11, 21:52
                raohszana napisał:

                > kiedyzaczynasie napisała:
                >
                > > Chcesz, wierzysz, reanimujesz, czekasz. Aż przestajesz, kiedy dojrzejesz.
                > Ze zdrożnej ciekawości pytam - długo reanimowałaś trupa?
                >
                Tak. 4 miesiące, od czasu kiedym pojęła, że jest naprawdę źle.
                • raohszana Re: Kwestia szacunku? 10.03.11, 21:56
                  kiedyzaczynasie napisała:

                  > Tak. 4 miesiące, od czasu kiedym pojęła, że jest naprawdę źle.
                  Podziwiam cierpliwość kobiet.
                  • sweet_pink Re: Kwestia szacunku? 10.03.11, 21:58
                    4 miesiące to mało...Ty wiesz ile można trupa reanimować? Ach zapomniałam tyś farciara i nie wiesz. Szlag nie ja się nie przyznam ile ja swoje trupy reanimowałam.
                    • raohszana Re: Kwestia szacunku? 10.03.11, 22:01
                      sweet_pink napisała:

                      > 4 miesiące to mało...Ty wiesz ile można trupa reanimować? Ach zapomniałam tyś f
                      > arciara i nie wiesz. Szlag nie ja się nie przyznam ile ja swoje trupy reanimowa
                      > łam.
                      Żaden fart. Wybór. Po prostu nie będę się urabiać po łokcie z jakimś pacanem, skoro wiadomo, gdzie są drzwi.
                      • miss.yossarian Re: Kwestia szacunku? 10.03.11, 22:13
                        raohszana napisał:

                        > sweet_pink napisała:
                        >
                        > > 4 miesiące to mało...Ty wiesz ile można trupa reanimować? Ach zapomniałam
                        > tyś f
                        > > arciara i nie wiesz. Szlag nie ja się nie przyznam ile ja swoje trupy rea
                        > nimowa
                        > > łam.
                        > Żaden fart. Wybór. Po prostu nie będę się urabiać po łokcie z jakimś pacanem, s
                        > koro wiadomo, gdzie są drzwi.
                        >

                        mam niejasne przeczucie, że te co walczą też nie chciałyby urabiać sobie łokci z jakimś pacanem, tylko że zanim dotrze że to pacan to trochę czasu mija. tak czy owak pozazdrościć braku złych doświadczeń
                        • kiedyzaczynasie Re: Kwestia szacunku? 10.03.11, 22:15
                          miss.yossarian napisała:


                          > mam niejasne przeczucie, że te co walczą też nie chciałyby urabiać sobie łokci
                          > z jakimś pacanem, tylko że zanim dotrze że to pacan to trochę czasu mija. tak c
                          > zy owak pozazdrościć braku złych doświadczeń

                          Eh i otóż to.
                        • raohszana Re: Kwestia szacunku? 10.03.11, 22:19
                          miss.yossarian napisała:

                          > mam niejasne przeczucie, że te co walczą też nie chciałyby urabiać sobie łokci
                          > z jakimś pacanem, tylko że zanim dotrze że to pacan to trochę czasu mija. tak c
                          > zy owak pozazdrościć braku złych doświadczeń
                          No i widzisz - a jak ja mam "walczyć i urabiać po łokcie", to sobie wolę odpuścić.
                          • miss.yossarian Re: Kwestia szacunku? 10.03.11, 22:45
                            raohszana napisał:

                            > miss.yossarian napisała:
                            >
                            > > mam niejasne przeczucie, że te co walczą też nie chciałyby urabiać sobie
                            > łokci
                            > > z jakimś pacanem, tylko że zanim dotrze że to pacan to trochę czasu mija.
                            > tak c
                            > > zy owak pozazdrościć braku złych doświadczeń
                            > No i widzisz - a jak ja mam "walczyć i urabiać po łokcie", to sobie wolę odpuśc
                            > ić.
                            >

                            to naprawdę super, życzę żebyś zawsze była taka mądra i nigdy się nie myliła w sprawach sercowych ;)
                            • raohszana Re: Kwestia szacunku? 10.03.11, 22:52
                              miss.yossarian napisała:

                              > to naprawdę super, życzę żebyś zawsze była taka mądra i nigdy się nie myliła w
                              > sprawach sercowych ;)
                              Jaka to mądrość, pani? Lenistwo zwykłe ino, a nie żadne tam mądrości :D A czy się pomylę w wyborach sercowych czy nie - eee, a kto by się nad tym potem zastanawiał - tak, leniwego olewanctwa ciąg dalszy :]
                  • kiedyzaczynasie Re: Kwestia szacunku? 10.03.11, 21:59
                    raohszana napisał:

                    > Podziwiam cierpliwość kobiet.
                    >
                    Głupie to niż godne podziwu raczej.
                    • raohszana Re: Kwestia szacunku? 10.03.11, 22:02
                      kiedyzaczynasie napisała:

                      > Głupie to niż godne podziwu raczej.
                      Miło miało być :P Ano głupie - wierzyć i doszukiwać się na siłę czegoś, czego nie ma.
                • a1ma Re: Kwestia szacunku? 10.03.11, 21:58
                  To fajnie, że masz już problem z głowy ;)
    • berta-live Re: Kwestia szacunku? 10.03.11, 21:49
      Jednym słowem, koleś Git. Pierdoli zasady i nie jest frajerem.
      www.youtube.com/watch?v=6H3rVp1m4yg&feature=relmfu
    • minasz Re: Kwestia szacunku? 10.03.11, 22:02
      ja ci sie nie podoba jak jezdzi to zrob sobie prawko i kup samochód
      • kiedyzaczynasie Re: Kwestia szacunku? 10.03.11, 22:05
        minasz napisał:

        > ja ci sie nie podoba jak jezdzi to zrob sobie prawko i kup samochód

        A tu niespodzianka! Bo i prawko mam i samochód. Inne wnioski są?
        • miss.yossarian Re: Kwestia szacunku? 10.03.11, 22:06
          kiedyzaczynasie napisała:

          > minasz napisał:
          >
          > > ja ci sie nie podoba jak jezdzi to zrob sobie prawko i kup samochód
          >
          > A tu niespodzianka! Bo i prawko mam i samochód. Inne wnioski są?

          daj mu chwilę, to już nie ta forma co za młodu :)
          • minasz Re: Kwestia szacunku? 10.03.11, 22:11
            fakt za młodu mogłem czesciej ale teraz moge dłuzej nie wiem co lepsze
        • minasz Re: Kwestia szacunku? 10.03.11, 22:10
          to wsiadaj sama do swojej bryki i nam tu du-py nie zawracaj
          • kiedyzaczynasie Re: Kwestia szacunku? 10.03.11, 22:10
            minasz napisał:

            > to wsiadaj sama do swojej bryki i nam tu du-py nie zawracaj

            :))
          • princessjobaggy Re: Kwestia szacunku? 11.03.11, 10:43
            > to wsiadaj sama do swojej bryki i nam tu du-py nie zawracaj

            Jesli autorka dobrze jezdzi i jest na tyle odwazna, proponuje, zeby przewiozla goscia swoja bryka i zafundowala mu przejazdzke jego zycia. Nie namawiam do 120 km/h w centrum, sa inne sposoby na to, zeby jazda dla pasazera byla malo komfortowa. ;)

            A tak w ogole, burak zwykly i tyle.
    • kiedyzaczynasie Re: Kwestia szacunku? 10.03.11, 22:23
      Zapomniałam dodać! Było jeszcze, że zamiast się przy.pier.da.lać powinnam być wdzięczna,że jedzie ze mną wolniej niż wtedy, kiedy jedzie sam.
      • minasz [...] 10.03.11, 22:31
        Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
    • martishia7 Re: Kwestia szacunku? 10.03.11, 22:54
      Przypomina mi się "Chłopaki nie płaczą" i pan Piskutas bez "s" na końcu. Ten sam styl komunikacji :) Pożegnać, nie wspominać.
    • krakoma Re: Kwestia szacunku? 10.03.11, 23:29
      takie odzywki w zwiazku - dno
      mnie wkurzaloby najbardziej, ze bez powodu naraza MOJE zdrowie i zycie - juz z tego powodu mialas prawo zwrocic mu uwage
      nie wsiadaj z nim wiecej do samochodu albo zadaj z gory zapewnienia, ze bedzie sie zachowywal na drodze.

      palant.
    • gr.een dopiero teraz doczytałam, że to 10.03.11, 23:37
      własny facet.
      I tak się odzywa?!
      I tak sobie pozwalasz?!

    • g.r.a.f.z.e.r.o Re: Kwestia szacunku? 10.03.11, 23:50
      No, mam nadzieję że dzięki tym uwagom nauczyłaś się mieć szacunek do kierowcy? :)
      • kiedyzaczynasie Re: Kwestia szacunku? 11.03.11, 08:44
        g.r.a.f.z.e.r.o napisał:

        > No, mam nadzieję że dzięki tym uwagom nauczyłaś się mieć szacunek do kierowcy?
        > :)
        Absolutny !:)
    • mariuszg2 Oj nieładnie 11.03.11, 09:13
      brak troski o tego faceta całkowity....wogóle Ci na nim nie zależy a o postawie obywatelskiej nie wspomnę.....Jeśli mogę ...Ja na Twoim miejscu nie wdawał bym sie w dyskusje tylko wziął za komóreczkę, wykręcił 112, podał numery rejestracyjne, opis auta, lokalizację.... ryzykujesz awanturę ale szacunek zyskasz na pewno....
    • nothing.at.all Re: Kwestia szacunku? 11.03.11, 09:59
      Tak, jak Jan napisał, trzeba mieć do siebie szacunek i wymagać szacunku.
      Ja bym długo się nie zastanawiała, co z Tym Panem zrobić.
    • princess_yo_yo Re: Kwestia szacunku? 11.03.11, 11:22
      ktos taki nadaje sie co najwyzej na one night stand i to po duzej ilosci alkoholu podejrzewam, rzeczywiscie cos z toba nie halo ze nazywasz takiego osobnika swoim facetem.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka