hotally
21.03.11, 21:12
Przyłączam się do grona narzekaczek- "jakie to życie jest ciężkie, co robić?"
No więc... siedzę sobie wczoraj u Mojego, oglądamy film i ten nagle wyskoczył "zamieszkajmy razem!". Alga morska stanęła Mi w gardle, zaczęłam się krztusić, dusić, oczy wyszły Mi z orbit, walnął Mnie w plecy kilka razy, po czym mogłam dopiero zapytać "po co?"
"No jak to kochanie, po co? Myślę, że należy zrobić kolejny krok, praktycznie codziennie i tak do siebie przyjeżdżamy, mogłabyś wynająć swoje mieszkanie i zamieszkać ze Mną w domu. Chcę być za Ciebie odpowiedzialny, traktować Cię jak Królową Mojego królestwa, bo nie wyobrażam sobie życia bez Ciebie..."
Wszystko pięknie, fajnie, ale Ja jestem inna i nie czuję się gotowa, aby "zrobić kolejny krok", aby zamieszkać z kimś na stałe, aby wpaść w rutynę i zachowywać się jak stare małżeństwo... :(((
Powiedziałam, że muszę to przemysleć... No i jak to rozegrać, żeby zostało jeszcze tak jak jest (jeszcze przez jakieś 5 lat), żeby się nie obraził ani nie strzeliło mu do głowy coś głupiego w stylu "Ja się chcę ustatkować, więc kończę ten związek"........
Codziennie jest 100 wątków na podobny temat, więc macie już obcykane wszystkie wersje, więc czekam.
P.S. Wybaczył, że zapomniałam o urodzinach :)