joanna9629
28.03.11, 10:55
Witam wszyskich serdecznie.Zacznę od początku jestem mężatką od 15 lat.Nie mamy dzieci, 3 razy podchodzilismy do zabiegów in vitro. Za drugim razem była ciąża, ale tylko do 8 tygodnia- obumarła.Pózniej 2 razy podchodzilismy do inseminacji z banku nasienia- niestety bezskutecznie.
Główna wina, jeśli tak mozna powiedzieć jest po stronie męża- brak plemników w nasieniu.
Niestety nasze relacje nie są za dobre, nie wiem czy to z tego powodu.Czasami mam wszystkiego dosyć.Mąż nie chce na ten temat rozmawiać i przyznam że już moze ze 2 lata nie poruszam tego tematu.
Nie wiem czy w tym tkwi główna przyczyna, nie mówię że ja mam łatwy charakter, ale wydaje mi się że mój mąż to już w ogóle odmienność.Nie pije nie pali. ale jak ja to mówię czasami jego zachowanie wykańcza mnie psychicznie.W domu za dużo sie ie odzywa, ogólnie małomówny, jedynie jak idziemy gdzieś i jest alkochol to wtedy gada az za dużo- widocznie ten typ tak ma.Dodam moze jeszze że mąż choruje od urodzenia na zespoł nandnerczy- utraty soli- choroba endokrynologiczna- przyjmuje od urodzenia małe dawki, ale zawsze sterydów.Naczytałam się też o tym, że przy tym schorzeniu psychika może wysiadać, więc od paru lat leczy się -tzn. bierze małe dawki leków antydepresyjnych, ale tak ogólnie pracuje zawodowo.Czasami mi się wydaje ze że wszystkiego jest niezadowolony i to sie przenosi na mnie, chyba się dobraliśmy pod tym względem.Często się kłócimy- ostra wymiana zdań mi przechodzi i wracam do normalności, a on to zapamietuje i póżniej mi wypomina.W tamtym roku mieliśmy malowanie- mały remont.Oczywiście on nie robił tylko fachowiec - gładż i malowanie.Ogólnie mało rzeczy robi w domu. Jak był ten remont to mi kazał wszystko uzgadniać a ja musiałam gpo tam na siłe wysyłać, bo stwierdził ze to jet mój temat.Czasami mi się wydaje że wszystko spoczywa na mnie- no moze tylko odnosnie samochodu to nie.Coraz częściej przychodzą chwile że my nie mamy o czym ze sobą rozmawiać.Do sklepów nie lubi chodzić, na wyjścia do kawiarni, kina- też nas za bardzo nie stać.Zastanawiam się czy po tylu latach małżeństwa to normalność, a moze brak dzieci to powoduje.Każdy z nas chodzi swoimi ścieżkami.Czsami sobie myślę że może powinno to się zakończyć, ja już naprawdę sama nie wiem.Chciałabym mieć dziecko, mam 36 lat i boję się żebym kiedyś nie powiedziała że czegoś nie zrobiłam - może nawet wbrew sobie. Może inny mężczyzna umiałby mnie bardziej docenić, a nie tylko zdawkowe odpowiedzi i mówienie że to ja jestem niezadowolona.
Czy w Waszych związkach też dzieją się takie rzeczy, macie na to jakieś lekarstwo.Chciałabym zeby było tak normalnie, brakuje mi ciepła, czułości, przytulenia, powiedzenia miłego słowa, mój mąż tego nie robi.