Gość: zenek
IP: *.internetdsl.tpnet.pl
06.04.11, 09:57
Piszę na tym forum, bo chcę się wyżalić. Nie mam z kim o tym pogadać, bo moja sytuacja raczej wzbudzi pogardę i słowa typu: „masz za swoje” wśród przyjaciół (wśród Was pewnie też). A do specjalisty jeszcze nie chcę iść. Wyżalam się Wam.
Jestem żonaty od 12 lat, mam dzieci, kredyt i kupę problemów z kobietą, która 4 lata temu mnie uwiodła w pracy. Historia zaczęła się banalnie. Kilka lat temu w pracy pojawiła się nowa kobieta. Na początku nasze relacji były jak najbardziej normalne. Po jakimś czasie przeszliśmy na ty i zbliżyliśmy się do siebie. Dużo rozmawialiśmy, pomagałem jej nawet w prostych sytuacjach, wspierałem. Po jakimś czasie pojawił się flirt i w zasadzie nie było tematów, o których byśmy nie rozmawiali. W końcu zaczęła wysyłać mi znaki, że chodzi jej o coś więcej niż tylko przyjaźń i flirt. Dziwiłem się temu bo ma męża i dzieci i nie zakładałem, że chce zdradzić męża.
Moje małżeństwo jest zwyczajne, jakoś się ogarniamy z żoną. W owym czasie, kiedy ta kobieta z pracy zaczęła mnie ewidentnie uwodzić, w moim małżeństwie brakowało mi bliskości i czułości ze strony żony. Żona nie dawała mi również do zrozumienia, że ją pociągam fizycznie itp. A w pracy pojawił się ktoś, kto bardzo wypełnił tą potrzebę.
Próbowałem nie dać się uwieść tej kobiecie, ale była tak natarczywa, że w końcu uległem. Zdradziłem żonę. Najpierw były pocałunki, przytulanie, wspólne chwile po pracy, aż w końcu pojawił się seks. Seks, który dowartościowywał mnie jako mężczyznę. Ta kobieta miewała ze mną orgazmy za orgazmami i chciała jeszcze. Dodam, że moja żona po orgazmie (o ile nie udaje – bo tu pewności nie mam) od razu zasypia. Dla mnie to było przejście z jednej skrajności w drugą.
Ta kobieta osaczyła mnie. Dzwoniła do mnie kiedy tylko była taka możliwość, wysyłała pikantne zdjęcia, ciągle ustalała terminy spotkań, żeby uprawiać sex – w moim domu, w jej domu, w pracy, w samochodzie. Ta sytuacja trwała około 2 lat. Z jednej strony to mi imponowało, a z drugiej męczyło (wyrzuty sumienia, problemy w pracy). Zacząłem się oddalać od niej – rzadziej reagowałem na jej potrzeby. Rok temu zachorowała na przewlekłą chorobę. Ponieważ ta choroba ma związek ze stresem (twierdziła, że ma wyrzuty sumienia i jest zazdrosna o mnie + problemy w pracy) ustaliliśmy, że musi się zająć sobą, a ja się wycofam. Tak przynajmniej ja to pamiętam, bo ta kobieta twierdzi teraz, że nie było mnie przy niej wtedy, kiedy najbardziej mnie potrzebowała (dziwi mnie to, bo nic mi wtedy nie mówiła o tym). Przez jakiś czas byłem na takim stand by – spotykaliśmy się tylko w pracy.
Po sześciu miesiącach zorientowałem się, że ta kobieta przestała się mną interesować. I stała się rzecz dla mnie niewytłumaczalna. Nagle strasznie zaczęło mi na niej zależeć. Ta kobieta powiedziała mi wtedy, że sobie już mnie „przyklepała”. Poczułem się oszukany, mogła mi przecież powiedzieć, że mnie sobie przyklepuje. Nie wiem dlaczego nie odpuściłem wtedy. Mogłem przecież dać spokój, ale nie. Ja walczyłem o jej względy, osaczałem ją tak jak ona mnie na początku. Uległa. Wróciliśmy nawet do uprawiania seksu, ale nie było już tak jak dawniej. Nie darzyła mnie już taką estymą jak wcześniej. Stwierdziła, że jest chora i nie może się angażować tak jak dawniej.
Przestałem jej ufać. Zaczęła się pojawić się u mnie złość, gniew, niepewność. Robiłem jej sceny zazdrości. Kombinowałem tak: skoro mnie nie darzy, już taką estymą, to znaczy, że pojawił się ktoś trzeci.
Trwa to tak już 6 miesięcy. Czasem mam tak duży poziom stresu, że boli mnie serce. Nie mogę się skupić na pracy, nie mogę spać w nocy, tylko ciągle o niej rozmyślam.
W ubiegły piątek znów zrobiłem jej scenę zazdrości, a wczoraj oświadczyłem, że nasz romans uważam za definitywnie skończony. Tyle tylko, że to są moje czcze życzenia. Tęsknię za nią strasznie. Jestem od niej uzależniony. Wczoraj rozmawialiśmy trochę w sprawach służbowych. Chłonę ją jak gąbka wodę, a potem jest mi tak ciężko i żal jak wychodzi z pracy.
I tak doszliśmy do sedna. Jak mam zakończyć ten związek jeśli zmiana pracy nie wchodzi w grę? Czy jest to w ogóle możliwe? Pracujemy na jednym piętrze. Widzimy się w pracy kilkanaście razy dziennie. Rozmawiamy ze sobą w sprawach służbowych. Masakra. Chciałbym odejść, ale ona daje mi do zrozumienia, że bardzo brakuje jej mnie, kiedy nie odzywam się do niej, nie przytulam, nie całuję. Pokazuje, że cierpi. Ja, po napadach zazdrości mam kaca moralnego, chcę to jaj jakoś wynagrodzić. Koło się zamyka. Chcę przerwać to koło. Chcę, żeby pozwoliła mi odejść.
Na koniec napiszę, że gdyby ktoś opowiedział mi tą historię jako swoją, to uznałbym go za żałosnego typa i ma za swoje. Jeśli będziecie komentować, to nie piszczcie, że jestem żałosny bo wiem, że jestem.