Dodaj do ulubionych

Kiedy mąż uderzył w twarz...?

27.04.11, 13:31
Witam.Kobietki mam problem.Wczoraj zdarzyło się w mojej rodzinie coś czego nigdy bym się nie spodziewała.Między mną a małżonkiem rozgorzała kłótnia.Czatował na CZATERII i kiedy go przyłapałam zaczął szybko wychodzić ze strony.Kiedy go zapytałam z kim i o czym pisał oczywiście zaczął ściemniać i wtedy zaczeło się to o czym wolałabym nie pamiętać.Zaczęłam go wyzywać i szantażować,że jeśli się nie przyzna to kończę ten związek.On oczywiście szedł w zaparte i twierdzi nadal,że pisał o pierdołach.Ale ja myślę,że gdyby nie miał nic na sumieniu to nie byłby taki zmieszany kiedy go przyłapałam jeszcze o 2:30 nad ranem!Między nami wywiązała się szarpanina w końcu on mocno mnie pchnął a ja wtedy uderzyłam go w twarz na co on oddał mi tym samym.Całemu zajściu towarzyszyła nasza 5-letnia córeczka która sie obudziła i przyleciała z płaczem nas rozdzielając.Po całym zajściu mąż błagał mnie żebym mu przebaczyła,że nie wie co się stało,że tak się zachował,płakał i zadawał sobie pytanie co narobił.Mam wrażenie że bardzo tego żałuje,że poniosły go nerwy bo go prowokowałam ale nie wiem co mam teraz po tym wszystkim robić.Mąż jest dobrym człowiekiem i choć nieraz kłóciliśmy się to nigdy tak się nie posunęliśmy.Powiedzcie dziewczyny co mam robić bo boję się że ta sytuacja się powtórzy jeśli zrobił to raz a jeśli mu od razu wybaczę to będzie tak jakby się nic nie stało.Proszę pomóżcie dziewczyny!!!
Obserwuj wątek
    • hulaszczy_tryb_szycia Re: Kiedy mąż uderzył w twarz...? 27.04.11, 13:36
      to nie on ciebie uderzył w twarz tylko ty jego. awanturnica i agresorka.
    • a_nonima Re: Kiedy mąż uderzył w twarz...? 27.04.11, 13:41
      Ty się martwisz, czy mąż jeszcze kiedyś Ci przyłoży?? Pomyśl jak to zdarzenie odbije się na Waszym dziecku.
    • rotkaeppchen1 Re: Kiedy mąż uderzył w twarz...? 27.04.11, 13:41
      Przeciez to ty go uderzylas!? On ci oddal i w sumie sie nie dziwie. Cos takiego nie powinno miec miejsca w zwiazku.
    • kikimora78 Re: Kiedy mąż uderzył w twarz...? 27.04.11, 13:42
      a ty jego przeprosiłaś? czy tylko on ciebie?
      • malunia49 Re: Kiedy mąż uderzył w twarz...? 27.04.11, 13:49
        Tak,przeprosiłam go również bo wiem że to był i mój błąd bo i mnie poniosło.A w emocjach niestety nie myśli się jaką krzywdę robimy dziecku czego oczywiście najbardziej żałuję.I wyobraźcie sobie,że dobrze wiem,iż skrzywdziłam córeczkę.
    • stephanie.plum Re: Kiedy mąż uderzył w twarz...? 27.04.11, 13:49
      róbcie, co chcecie, to wasze małżeństwo i możecie je demolować, jeśli tak wam się podoba. ale na Boga, nie fundujcie dziecku takich scen. oglądając coś takiego, przeżywa panikę, lęk i bezradność o wiele bardziej dojmująco, niż jesteście to sobie w stanie wyobrazić. będzie miało ciężką traumę na całe życie. na drugi raz, kiedy przyjdzie wam chętka na wyzwiska i bijatykę, pójdźcie to robić za chlewik.

      jeśli byłabym na Twoim miejscu, sama zaczęłabym od przeprosin.
      a potem zastanowiła się, czy w tym małżeństwie jest co zbierać, skoro w sytuacji, która wzbudza we mnie niepokój, potrafię reagować jedynie wyzwiskami i szantażem. a jeśli uderzyłabym pierwsza, to uznałabym, że fair play wymaga by przyjąć na klatę gwałtowną reakcję.
      nie ma sensu udawać, że nic się nie stało. kiedy opadną emocje, usposobić się do zgody i przyznać się do błędu, powiedzieć, dlaczego tak głupio wyszło. i zastanowić się wspólnie, co można zrobić, żeby do tego na przuszłość nie dopuścić.
      • piotr_57 Re: Kiedy mąż uderzył w twarz...? 27.04.11, 14:31
        stephanie.plum napisała:

        ... nie fundujcie dziecku takich scen. oglądając coś takieg
        > o, przeżywa panikę, lęk i bezradność o wiele bardziej dojmująco, niż jesteście
        > to sobie w stanie wyobrazić. będzie miało ciężką traumę na całe życie....
        >
        Albo jesteś nauczycielką albo psychologiem. Tylko te dwa zawody cechuje taka nieznajomość dziecięcej psychiki.
        • ritsuko Re: Kiedy mąż uderzył w twarz...? 27.04.11, 17:32
          W sensie nie wpływa? Powiedz to mojej koleżance, która jako dorosła kobieta lękowo reaguje na krzyk.
          • piotr_57 Re: Kiedy mąż uderzył w twarz...? 27.04.11, 20:10
            ritsuko napisała:

            > W sensie nie wpływa?

            W sensie, że gdyby jeden klaps w pysk miał u dzieci powodować "dożywotnią traumę", to nie byłoby normalnych ludzi. Nie jestem za tym żeby ludzie lali się po ryjach, ale jeszcze bardziej jestem przeciw przesadyzmowi.

            Powiedz to mojej koleżance, która jako dorosła kobieta lęk
            > owo reaguje na krzyk.

            Od rozmawiania z wariatami sę lekarze określonej specjalności, mnie za to nikt nie płaci.
            • ritsuko Re: Kiedy mąż uderzył w twarz...? 27.04.11, 20:27
              O tackich przypadkach jak Ty mówi się "stary, a głupi" :). Przekonywać Cię nie mam zamiaru, zwłaszcza po tak prostackiej odpowiedzi, jednak poza Twoim małym światkiem istnieje real life.
              • piotr_57 Re: Kiedy mąż uderzył w twarz...? 27.04.11, 20:29
                ritsuko napisała:

                > O tackich przypadkach jak Ty mówi się "stary, a głupi" :).

                Nie wszyscy maja tak wiele kultury jak Ty :)
                • ritsuko Re: Kiedy mąż uderzył w twarz...? 27.04.11, 20:43
                  Dostosowuje się do poziomu rozmówcy. Proszę, zakończmy na tym etapie, nic nie mam do dodania, Ty, jak mniemam również, więc dalsza wymiana zdań nie ma sensu.
                  • piotr_57 Re: Kiedy mąż uderzył w twarz...? 27.04.11, 20:55
                    ritsuko napisała:

                    > Dostosowuje się do poziomu rozmówcy.

                    Nie sądzę abyś potrafiła.

                    Proszę, zakończmy na tym etapie, nic nie m
                    > am do dodania, Ty, jak mniemam również, więc dalsza wymiana zdań nie ma sensu.

                    Ale ja nie używam pod Twoim adresem inwektyw i nie próbuję dyktować Ci co masz robić.
                    Nie masz nie tylko nic "do dodania", ale i do powiedzenia też nie.:)
                    • ritsuko Re: Kiedy mąż uderzył w twarz...? 27.04.11, 21:42
                      Czy Pan ma problemy ze zrozumieniem słowa pisanego? I nie życzę sobie więcej uwag osobistych- nie zna mnie Pan, zresztą ocenia Pan wszystkich na podstawie jednego zdania. Za kogo Pan się uważa? Za specjalistę od wszystkiego? Poziom Pana wiedzy w wielu dziedzinach najwyraźniej jest za niski, żeby Pan mógł. Często Pan powołuje się na wiek i doświadczenie, Bóg wie jakie. Cóż, to nie wszystko. Trochę pokory, polecam.
                      I P.S. to, że Pan uważa, że dzieci odbierają rzeczywistość w taki a nie inny sposób, nie oznacza, że tak jest.
                      • piotr_57 Re: Kiedy mąż uderzył w twarz...? 28.04.11, 07:32
                        ritsuko napisała:

                        > Czy Pan ma problemy ze zrozumieniem słowa pisanego? I nie życzę sobie więcej uw
                        > ag osobistych-

                        Znajdź sobie kochanka i jemu mów czego sobie życzysz, a czego nie. Mnie to nie ineteresi.
                        Sama kogś nazywasz starym i głupim, a "sobie więcej nie życzę uwag osobistych" :D:D:D
                        Mam gdzieś czego sobie życzysz czy nie.

                        nie zna mnie Pan, zresztą ocenia Pan wszystkich na podstawie jed
                        > nego zdania. Za kogo Pan się uważa? Za specjalistę od wszystkiego? Poziom Pana
                        > wiedzy w wielu dziedzinach najwyraźniej jest za niski, żeby Pan mógł. Często Pa
                        > n powołuje się na wiek i doświadczenie, Bóg wie jakie. Cóż, to nie wszystko.

                        To jest forum publiczne. Pisze co chce o kim chce , kiedy chcę i jak chcę. Nie podoba się? - Nie czytaj.

                        Tr
                        > ochę pokory, polecam.

                        Komiczne. Kup sobie psa i jemu polecaj by nie sikał Ci w buty. A i to wątpię żeby Cię posłuchał .


                        > I P.S. to, że Pan uważa, że dzieci odbierają rzeczywistość w taki a nie inny sp
                        > osób, nie oznacza, że tak jest.

                        Dziecinnada. Zupełnie nie kumasz co to jest forum.
                        Z zasady pomijam milczeniem wypociny takich mundroli jak Ty, ale tym razem mam inna koncepcje, chętnie sobie dalej z Tobą porozmawiam. :D:D
                        • ritsuko Re: Kiedy mąż uderzył w twarz...? 28.04.11, 17:14
                          Sam Pan sobie wystawia świadectwo. A wycieczki osobiste rozpoczął Pan. W tym wątku nie wobec mnie, w kilku innych owszem. Podważa Pan opinię innych popartą wiedzą i podstawami naukowymi na podstawie jedynie "swoich przekonań".
                          A jeżeli chodzi o forum zaś, to jest od dyskusji, a nie od przepychanek. Od tego jest piaskownica, tam zapraszam.
                          • piotr_57 Re: Kiedy mąż uderzył w twarz...? 28.04.11, 17:19
                            ritsuko napisała:

                            Od teg
                            > o jest piaskownica, tam zapraszam.

                            Przykro mi ale muszę odmówić. Od mokrego pisaku bolą mnie kolana, a poza tym to poprzednia taka "zapraszalska" walnęła mnie łopatka. :D:D
                            Jednak Tobie życzę miło spędzonego czasu, w gronie równolatków :)
                        • zorya32 Re: Kiedy mąż uderzył w twarz...? 30.04.11, 00:37
                          No i uderzyłaś w stół, a tak się starał kulturalnie...
        • stephanie.plum Re: Kiedy mąż uderzył w twarz...? 27.04.11, 17:43
          no to jak jest z tą dziecięcą psychiką?
          powiedz, wytłumacz.
          sama nie wiem, czy Twoi rodzice urządzali przy Tobie awantury, a Ciebie to bawiło, czy sam urządzałeś z żoną sceny z wrzaskami przy dzieciach, i teraz uważasz, że im to nie zaszkodziło?
          choć a priori nawet Cię lubię, stawiam na to drugie.
          bo mi mojego tatę trochę przypominasz.
          • piotr_57 Re: Kiedy mąż uderzył w twarz...? 27.04.11, 20:12
            stephanie.plum napisała:

            > no to jak jest z tą dziecięcą psychiką?
            > powiedz, wytłumacz.
            > sama nie wiem, czy Twoi rodzice urządzali przy Tobie awantury, a Ciebie to bawi
            > ło, czy sam urządzałeś z żoną sceny z wrzaskami przy dzieciach, i teraz uważasz
            > , że im to nie zaszkodziło?
            ...stawiam na to drugie.

            Stawiaj...sobie(?), lub komu innemu, mnie to obojętne.
            • stephanie.plum Re: Kiedy mąż uderzył w twarz...? 27.04.11, 20:31
              > Stawiaj...sobie(?), lub komu innemu, mnie to obojętne.

              dzięki za radę, oraz błyskotliwy kalambur, aleś nic nie wyjaśnił.
              • piotr_57 Re: Kiedy mąż uderzył w twarz...? 27.04.11, 20:38
                stephanie.plum napisała:

                >
                > dzięki za radę, oraz błyskotliwy kalambur, aleś nic nie wyjaśnił.

                Staram się nie wdawać w rozmowy z ludźmi snującymi insynuacje.
                • stephanie.plum Re: Kiedy mąż uderzył w twarz...? 27.04.11, 20:48
                  no popatrz, a ja myślałam, że ciągnie swój do swego i właśnie sobie pogadamy.

                  przecież nie krępowałeś się insynuować, że muszę być przedstawicielką jakiegoś tam zawodu, bo prezentuję typowy dla tej grupy poziom głupoty, niewiedzy czy skłonności do histerii wobec normalnej rzeczy, jaką jest awantura i szarpanina rodziców w obecności pięcioletniej dziewczynki, która z płaczem próbuje ich rozdzielić.
                  • piotr_57 Re: Kiedy mąż uderzył w twarz...? 27.04.11, 21:00
                    stephanie.plum napisała:


                    >
                    > przecież nie krępowałeś się insynuować,

                    :D:D Trzeba było nie wdawać się w rozmowę :D pozostając przy samych insynuacjach.
                    • stephanie.plum Re: Kiedy mąż uderzył w twarz...? 27.04.11, 21:09
                      zaplątałeś się we własne riposty, chryzostomie.

                      nie chciałęś wdawać się w rozmowę, trzeba było mi nie odpowiadać.
                      :~)
                      • piotr_57 Re: Kiedy mąż uderzył w twarz...? 27.04.11, 21:16
                        stephanie.plum napisała:

                        > zaplątałeś się we własne riposty, chryzostomie.

                        Ależ skąd :) Nawet nie staram się ripostować. Śmieszy mnie takie podejście do życia, więc sobie żartuję:) (ale raczej "sytuacyjnie", nie z Ciebie)
                        >
                        > nie chciałęś wdawać się w rozmowę, trzeba było mi nie odpowiadać.
                        > :~)

                        Gdybym chciał pisać tylko poważnie to albo musiałbym zmienić forum, albo pisać jeden post na tydzień :)
                        • stephanie.plum Re: Kiedy mąż uderzył w twarz...? 27.04.11, 21:34
                          uff, a już myślałam, że ze mnie dworujesz.
                          ja też normalnie wprost tryskam fajerwerkami humoru, ale ten wątek jakoś mnie nie rozbawił.
                          • piotr_57 Re: Kiedy mąż uderzył w twarz...? 28.04.11, 07:43

                            • pendzacy_krolik no i znow jest jeden do zera dla oponenta.... 28.04.11, 13:49
                              ....nijakiego piotra57.
                              ja mam taka zasade- jesli trafiam na inteligentniejszego od siebie rozmowce to albo przyznaje mu racje, albo sie dyskretnie wycofuje. a ty idziesz w zaparte i to jest...smieszne:)
          • strasznysmutas Re: Kiedy mąż uderzył w twarz...? 27.04.11, 21:48
            Bez przesady z tą "dziecięcą psychiką".
            Na pewno po tym incydencie dziecko nie będzie miało "traumy do konca życia".
            Wiem ile w stanie jest znieść dziecięca psychika i zapewniam Cię że ta sytuacja nie będzie miała żadnego wpływu na dalszy rozwój emocjonalny dziecka.
            Oczywiście takie sytuacje zdarzać się nie powinny jednakże wiele dzieci ze znacznie bardziej traumatycznymi przeżyciami z dzieciństwa potrafi normalnie funkcjonować w środowisku.
            • piotr_57 Re: Kiedy mąż uderzył w twarz...? 28.04.11, 07:39
              Uważam identycznie tak samo. Miliony dzieci przeszły okupację, setki tysięcy obozy koncentracyjne, dziesiątki tysięcy powstanie w Warszawie. Po wojnie miliony przeżyły głód, wywózki, deportacje, bicie kolbami i jakoś wiele z nich żyje do dzisiaj. Dzieci maja bardzo silny aparat wyparcia. 100 razy większa krzywdę robi dziecku ten kto "wmawia" mu jaka to poniosło ogromna, niepowetowana stratę, niż ten kto dziecko faktycznie skrzywdził. To, że starzy dali sobie "po razie" to pikuś, (chociaż nie popieram walenia się po ryjach) dużo ważniejsze jest jak teraz będzie to dziecku "przedstawione". Dziecko dużo łatwiej zapamiętuje interpretację zdarzenia przez dorosłych, niż to co odebrało własnymi zmysłami.
              • aneta-skarpeta Re: Kiedy mąż uderzył w twarz...? 28.04.11, 16:13
                pamiętam, że w małżenstwie moich rodziców-skąd inąd spokojnym i kochajacym- było pare incydentów

                zdarzyło się mojemu ojcu na tyle schlać, ze sie przwracał- ze 2 razy w ciagu 30 lat, ale jednak
                zdarzyły sie awantury- pamietam jak mama pizdnęła szklanką z kawą w ścianę

                wtedy byłam przerażona

                obecnie, przy wspominkach wszyscy sie z tego smiejemy, jak to nasza mama-oaza spokoju- wybuchła

                wtedy sie mocno wystraszyłam, traumy nie mam
                • piotr_57 Re: Kiedy mąż uderzył w twarz...? 28.04.11, 16:23
                  aneta-skarpeta napisała:
                  >
                  > wtedy byłam przerażona
                  >
                  > obecnie, przy wspominkach wszyscy sie z tego smiejemy, jak to nasza mama-oaza s
                  > pokoju- wybuchła
                  >
                  > wtedy sie mocno wystraszyłam, traumy nie mam

                  Czyli reagowałaś jak normalne dziecko, normalnych rodziców.
                  A teraz odpowiedz sobie, czy jesteś pewna, że tak samo dzisiaj śmiałabyś się z tych zdarzeń, gdyby rodzice zatargali Cię do jakiegoś nawiedzonego psychologa i kilka lat "leczyli" z domniemanej traumy?
              • ma_dre Re: Kiedy mąż uderzył w twarz...? 04.05.11, 21:41
                Piotrze, wiesz co? Zgadzam sie z toba.
        • bajka_31 Re: Kiedy mąż uderzył w twarz...? 27.04.11, 19:51
          piotr_57 napisał:
          > Albo jesteś nauczycielką albo psychologiem. Tylko te dwa zawody cechuje taka ni
          > eznajomość dziecięcej psychiki.

          powiedzial, co wiedzial
          • piotr_57 Re: Kiedy mąż uderzył w twarz...? 27.04.11, 20:13
            bajka_31 napisała:

            > powiedzial, co wiedzial

            A Ty uważasz, że powinienem mówić to czego nie wiem ??/
            • triismegistos Re: Kiedy mąż uderzył w twarz...? 28.04.11, 07:48
              Właśnie tak się stało.
        • urko70 Re: Kiedy mąż uderzył w twarz...? 28.04.11, 11:19
          piotr_57 napisał:

          > stephanie.plum napisała:
          >
          > ... nie fundujcie dziecku takich scen. oglądając coś takieg
          > > o, przeżywa panikę, lęk i bezradność o wiele bardziej dojmująco, niż jest
          > eście
          > > to sobie w stanie wyobrazić. będzie miało ciężką traumę na całe życie....
          > >
          > Albo jesteś nauczycielką albo psychologiem. Tylko te dwa zawody cechuje taka ni
          > eznajomość dziecięcej psychiki.

          Wg Ciebie mechanik z wartszatu lub pani Krystyna z gazwoni lepije się zna?
          • piotr_57 Re: Kiedy mąż uderzył w twarz...? 28.04.11, 11:23
            urko70 napisał:
            >
            > Wg Ciebie mechanik z wartszatu lub pani Krystyna z gazwoni lepije się zna?

            W świetle tego co cytujesz uważam Twoje pytanie za retoryczne :)
            • urko70 Re: Kiedy mąż uderzył w twarz...? 28.04.11, 11:25
              Cytowałem Ciebie.
              Tak oczywiste jak oczywista bzdurą jest to co Ty napisałeś.
              • piotr_57 Re: Kiedy mąż uderzył w twarz...? 28.04.11, 11:35
                urko70 napisał:

                > Cytowałem Ciebie.

                Umiem czytać i nie jestem jeszcze tak stary by nie pamiętać co napisałem :)


                ..jak oczywista bzdurą jest to co Ty napisałeś.

                To tylko teza. Bez argumentu jest bezwartościowa.
                Ale oczywiście nie mam nic przeciwko temu, żebyś tak uważał.
                • urko70 Re: Kiedy mąż uderzył w twarz...? 28.04.11, 11:43
                  piotr_57 napisał:

                  > urko70 napisał:
                  >
                  > > Cytowałem Ciebie.
                  >
                  > Umiem czytać i nie jestem jeszcze tak stary by nie pamiętać co napisałem :)
                  >
                  > ..jak oczywista bzdurą jest to co Ty napisałeś.
                  >
                  > To tylko teza. Bez argumentu jest bezwartościowa.
                  > Ale oczywiście nie mam nic przeciwko temu, żebyś tak uważał.

                  Argumenty są oczywiste, pytanie jakie są Twoje argumenty za tezą, że "nauczycielką albo psychologiem. Tylko te dwa zawody cechuje taka nieznajomość dziecięcej psychiki. " ?
                  • piotr_57 Re: Kiedy mąż uderzył w twarz...? 28.04.11, 11:49
                    urko70 napisał:


                    >
                    > Argumenty są oczywiste,

                    Dla kogo ??

                    pytanie jakie są Twoje argumenty za tezą, że "nauczycie
                    > lką albo psychologiem. Tylko te dwa zawody cechuje taka nieznajomość dziecięcej
                    > psychiki. " ?

                    Może trzeba było zadać to pytanie, a nie od razu przechodzić do twierdzenia, że pisze bzdury?
                    O ile wiem teoria prowadzenia dyskusji, nie mówiąc już o kulturze, wymaga wysłuchania argumentów strony przeciwnej, i to z DOBRĄ WOLĄ, zrozumienia argumentacji interlokutora.
                    Ale ja nie mam do Ciebie pretensji, uważaj sobie co tylko chcesz, to tylko forum :)
                    • urko70 Re: Kiedy mąż uderzył w twarz...? 28.04.11, 11:59
                      piotr_57 napisał:

                      > > pytanie jakie są Twoje argumenty za tezą, że "nauczycie
                      > > lką albo psychologiem. Tylko te dwa zawody cechuje taka nieznajomość dzie
                      > cięcej
                      > > psychiki. " ?
                      >
                      > Może trzeba było zadać to pytanie, a nie od razu przechodzić do twierdzenia, że
                      > pisze bzdury?
                      > O ile wiem teoria prowadzenia dyskusji, nie mówiąc już o kulturze, wymaga wysłu
                      > chania argumentów strony przeciwnej, i to z DOBRĄ WOLĄ, zrozumienia argumentac
                      > ji interlokutora.

                      Nie zauważyłem u Ciebie W TEJ DYSKUSJI takiego zachowania - postawiłeś kilka tez i potem powiedziałeś ludziom "na drzewo".

                      Jeśli ktoś twierdzi, że osoby kształcone w danej materii najmniej wiedzą na temat trejże materii to wybacz, oświeć mnie proszę i wskaż gdzie tu miejsce na pytania? Analogicznie, możesz napisać "mechanicy samochodowi to ludzie którzy najmniej się znają na samochodach" - też będziesz się dziwił, że nikt nie dopytuje o argumenty?
                      • piotr_57 Re: Kiedy mąż uderzył w twarz...? 28.04.11, 12:11
                        urko70 napisał:

                        >
                        ...też będziesz się dziwił, że nikt nie dopytuje
                        > o argumenty?

                        Ja się niczemu nie dziwię, mnie to po prostu nie interesuje.
                        Każdy ma prawo do własnych ocen. Oceniłeś moją wypowiedź, przyjąłem Twoja ocenę do wiadomości. Nie zgadzam się z nią, ale ponieważ Twoja ocena nie zawiera elementu polemicznego, nie mam nic do dodania.
                        To wszystko.
                        • urko70 Re: Kiedy mąż uderzył w twarz...? 28.04.11, 12:53
                          piotr_57 napisał:

                          > urko70 napisał:
                          >
                          > >
                          > ...też będziesz się dziwił, że nikt nie dopytuje
                          > > o argumenty?
                          >
                          > Ja się niczemu nie dziwię, mnie to po prostu nie interesuje.
                          > Każdy ma prawo do własnych ocen. Oceniłeś moją wypowiedź, przyjąłem Twoja ocenę
                          > do wiadomości. Nie zgadzam się z nią, ale ponieważ Twoja ocena nie zawiera ele
                          > mentu polemicznego, nie mam nic do dodania.
                          > To wszystko.

                          Przypomina mi to zachowanie pewnego chłopca, który wygłosił publicznie absurdalną kwestię czym wzbudził u jednych powszechną wesołość, a u innych skwitowanie, że to nonsens. Wtedy chłopczyk tupnął nóżką, powiedział wszystkim że są "guuuupi" i poszedł sobie. Dorośli zaczeli za nim wołać, żeby wrócił, żeby w takim razie powiedział z czego wynika jego pogląd ale chłopczyk zamknął się w sobie i powiedział, że nikt go wcześniej nie zapytał więc ma ich wszystkich w nosie.
                          • piotr_57 Re: Kiedy mąż uderzył w twarz...? 28.04.11, 14:02
                            urko70 napisał:

                            > piotr_57 napisał:
                            >
                            > Przypomina mi to zachowanie pewnego chłopca, który wygłosił publicznie absurdal
                            > ną kwestię czym wzbudził u jednych powszechną wesołość, a u innych skwitowanie,
                            > że to nonsens. Wtedy chłopczyk tupnął nóżką, powiedział wszystkim że są "guuuu
                            > pi" i poszedł sobie. Dorośli zaczeli za nim wołać, żeby wrócił, żeby w takim ra
                            > zie powiedział z czego wynika jego pogląd ale chłopczyk zamknął się w sobie i p
                            > owiedział, że nikt go wcześniej nie zapytał więc ma ich wszystkich w nosie.

                            Podejrzewam, że to zmyśliłeś(lub przynajmniej przeinaczyłeś), ale to nie ma znaczenia. Wysoko oceniam zachowanie tego chłopca. Zachowanie prawidłowe, oceniliście bez wysłuchania, nie oczekujcie wyjaśnień. Udzielnie wyjaśnień w takiej sytuacji byłoby równoznaczne z tłumaczeniem się. A niby dlaczego miałby się tłumaczyć skoro nie został wysłuchany? Wszystko ma "swój czas". Nie Chciało Ci się wychowywać dzieci w młodości, nie spodziewaj się, że na starość zaopiekują się Tobą wnuki.
                            Próbujesz, na siłę, dostosować "normę" do swojego zachowania. To trudne zadanie i niewielu się udało. Zwykły śmiertelnik zawsze zostaje zmuszony do dostosowania zachowań do normy :)
                            Gdyby nie głupota modów na tym forum, wywalających wszystko co nie dotyczy jajników, może należałoby założyć starter na temat retoryki, erystyki, logiki i kilku jeszcze pokrewnych nauk i umiejętności.
                            Tam by było fajne miejsce gdzie moglibyśmy sobie "w temacie" pohulać, bo temat, chociaż znany od starożytności, nadal dla wielu jest obcy.
                            • urko70 Re: Kiedy mąż uderzył w twarz...? 28.04.11, 17:04
                              piotr_57 napisał:


                              > Wysoko oceniam zachowanie tego chłopca.

                              Wcale mnie nie dziwi, że to piszesz.

                              > Zachowanie prawidłowe, oceniliś
                              > cie bez wysłuchania, nie oczekujcie wyjaśnień.

                              Typowe (dla dzieci) nie znaczy prawidłowe.
                              Jeśli ktoś stawia absurdalne tezy to naturalnymi są ironiczne reakcje.
                              Wyjaśnienia, jeśli są, powinny sie od razu znaleźć, od razu po postawieniu słusznie wzbudzającej kontrowersje tezy. Tyle i aż tyle.
                              • piotr_57 Re: Kiedy mąż uderzył w twarz...? 28.04.11, 17:15
                                urko70 napisał:

                                > piotr_57 napisał:

                                >
                                > Typowe (dla dzieci) nie znaczy prawidłowe.
                                > Jeśli ktoś stawia absurdalne tezy to naturalnymi są ironiczne reakcje.

                                Z taka sama reakcja spotykał się Kopernik.

                                > Wyjaśnienia, jeśli są, powinny sie od razu znaleźć,

                                A to niby gdzie tak jest powiedziane? Mam nieodparte wrażenie, że usiłujesz własne sądy przedstawić jako ogólnie obowiązujące zasady.

                                od razu po postawieniu słus
                                > znie wzbudzającej kontrowersje tezy.

                                Dlaczego "słusznie" wzbudzającej kontrowersje? Gdzie zostało to udowodnione, że słusznie?

                                Tyle i aż tyle.

                                tyle i tylko tyle.:)
                                • urko70 Re: Kiedy mąż uderzył w twarz...? 28.04.11, 17:47
                                  piotr_57 napisał:

                                  > > Typowe (dla dzieci) nie znaczy prawidłowe.
                                  > > Jeśli ktoś stawia absurdalne tezy to naturalnymi są ironiczne reakcje.
                                  >
                                  > Z taka sama reakcja spotykał się Kopernik.

                                  Co nijak nie zbliża obu tych sytuacji.


                                  > > Wyjaśnienia, jeśli są, powinny sie od razu znaleźć,
                                  >
                                  > A to niby gdzie tak jest powiedziane? Mam nieodparte wrażenie, że usiłujesz wła
                                  > sne sądy przedstawić jako ogólnie obowiązujące zasady.

                                  Tego wymaga prawidło prowadzona dyskusja, to dosyć proste. Zresztą mamy tu tego dowody. Postawiłeś absurdalną tezę, została właściwie oceniona, Ty się obraziłęś i rozmowa zeszła na co tu dużo pisać bicie piany.


                                  > od razu po postawieniu słus
                                  > > znie wzbudzającej kontrowersje tezy.
                                  >
                                  > Dlaczego "słusznie" wzbudzającej kontrowersje? Gdzie zostało to udowodnione, że
                                  > słusznie?

                                  Żartujesz(?) naprawdę potrzebujesz dowodu na to, że wykształcony psycholog wie więcej niż np mechanik nt psychiki dziecka?
                                  • piotr_57 Re: Kiedy mąż uderzył w twarz...? 28.04.11, 18:33
                                    urko70 napisał:

                                    i rozmowa zeszła na co tu dużo pisać bicie piany.
                                    >

                                    Najwyższy więc czas zakończyć ją.

                                    Co za ponury absurd... Żeby o życiu decydować za młodu, kiedy jest się kretynem?
                                    (dzień świra).
                                    • urko70 Re: Kiedy mąż uderzył w twarz...? 04.05.11, 11:10
                                      piotr_57 napisał:

                                      > urko70 napisał:
                                      >
                                      > i rozmowa zeszła na co tu dużo pisać bicie piany.
                                      > >
                                      >
                                      > Najwyższy więc czas zakończyć ją.

                                      Niedawno próbowałem rozmawiać z kimś kto po mistrzowsku skupiał się na rzeczach nieistotnych dla istoty dyskusji i w ten sposób świadomie czy też nieświadomie pomijał rzeczy ważne (dla dyskusji) to zaczęło wyglądac podobnie.
    • kum-nye Re: Kiedy mąż uderzył w twarz...? 27.04.11, 13:53
      Dziwne, że koncentrujesz się na tym, że to on uderzył ciebie, a nie ty jego. Patologia. Generalnie z opisu można wywnioskować, że oboje jesteście niesamowicie "dojrzali".
      • piotr_57 Re: Kiedy mąż uderzył w twarz...? 27.04.11, 20:15
        kum-nye napisała:

        > Dziwne, że koncentrujesz się na tym, że to on uderzył ciebie, a nie ty jego. Pa
        > tologia.

        Nie używaj słów których nie rozumiesz. Na podstawie opisu jednego zdarzenia nie ma możliwości "zdiagnozowania" patologii.
        • kum-nye Re: Kiedy mąż uderzył w twarz...? 27.04.11, 21:55
          A ty kim przepraszam jesteś, żeby kategorycznie stwierdzić, że nie ma takiej możliwości i jeszcze zarzucać komuś, że nie rozumie tego pojęcia? Po opisie tej sytuacji, która jak widać dla autorki nie jest aż tak niezwykła można bardzo wiele powiedzieć. A do tego jakakolwiek przemoc- fizyczna czy emocjonalna, zwłaszcza ujawniana przy dziecku jest patologią.
          • piotr_57 Re: Kiedy mąż uderzył w twarz...? 28.04.11, 07:47
            kum-nye napisała:
            A do tego jakakolwiek przemoc- fizyczna czy emocjonalna, zwłaszc
            > za ujawniana przy dziecku jest patologią.

            Jasne, bo Ty tak chcesz.
            Żadne pojedyncze zdarzenie nie jest patologią. Patologia to utrwalone tkwienie w zachowaniach społecznie nieakceptowalnych.
            Gdybyśmy wszystkich którzy dali sobie po ryju zaliczyli do patologii to by się okazało, że tkwi w niej 90% społeczeństwa. to jakiś absurd.
            Pytanie na forum "a kim Ty jesteś"? jest głupie. Jestem forumowiczem, to powinno ci wystarczyć. :)
            • kum-nye Re: Kiedy mąż uderzył w twarz...? 28.04.11, 08:11
              piotr_57 napisał:
              >
              > Jasne, bo Ty tak chcesz.

              No a ty chcesz inaczej- świetny argument.

              > Żadne pojedyncze zdarzenie nie jest patologią. Patologia to utrwalone tkwienie
              > w zachowaniach społecznie nieakceptowalnych.

              Skąd ta informacja? A gdyby tak pan jeden raz skopał di nieprzytomności panią na oczach dziecka to też nie byłaby patologia?

              > Gdybyśmy wszystkich którzy dali sobie po ryju zaliczyli do patologii to by się
              > okazało, że tkwi w niej 90% społeczeństwa. to jakiś absurd.

              Cóż, widać w dziwnym otoczeniu żyjesz. Poza tym zwróć uwagę, że oni się na okładali w samotności. W pracy spotykam się z rodzinami patologicznymi i dla nich to co się dzieje w ich domach to też nic niezwykłego.

              > Pytanie na forum "a kim Ty jesteś"? jest głupie. Jestem forumowiczem, to powinn
              > o ci wystarczyć. :)


              Ooo, ty nie jesteś takim zwykłym forumowiczem. Ty jesteś forumowiczem, który pozjadał wszystkie rozumy i wygłasza swoje teorie wszechwiedzącym tonem i ma wielką potrzebę poprawiania i wytykania rzekomych błędów i głupoty innym. I nie martw się- to nie było pytanie dosłowne. Nie interesuje mnie kim jesteś:)
              • piotr_57 Re: Kiedy mąż uderzył w twarz...? 28.04.11, 08:19
                kum-nye napisała:

                A gdyby tak pan jeden raz skopał di nieprzytomności panią n
                > a oczach dziecka to też nie byłaby patologia?

                Nie:), byłby to pan który skopał żonę.
                >

                > Cóż, widać w dziwnym otoczeniu żyjesz.

                Dlaczego dziwnym?

                Poza tym zwróć uwagę, że oni się na okła
                > dali w samotności.

                No i co z tego ma wynikać ?

                W pracy spotykam się z rodzinami patologicznymi i dla nich t
                > o co się dzieje w ich domach to też nic niezwykłego.

                Wedle Twojej klasyfikacji to wszyscy jesteśmy patologia. :D:D
                >

                >
                >
                > Ooo, ty nie jesteś takim zwykłym forumowiczem.

                Dziękuję za uznanie:D:D

                Ty jesteś forumowiczem, który po
                > zjadał wszystkie rozumy i wygłasza swoje teorie wszechwiedzącym tonem

                Masz fajny "aparat słuchowy" skoro potrafisz usłyszeć "ton" z literek :D:d

                i ma wiel
                > ką potrzebę poprawiania i wytykania rzekomych błędów i głupoty innym.

                To akurat, szczególnie na tym forum, nie jest jakimś wyjątkowym walorem:D:D:D

                I nie mar
                > tw się- to nie było pytanie dosłowne.

                A jakie?? Do dupne???:D


                Nie interesuje mnie kim jesteś:)

                Chyba się pochlastam (:
                • kum-nye Re: Kiedy mąż uderzył w twarz...? 28.04.11, 08:41
                  piotr_57 napisał:

                  >
                  > Nie:), byłby to pan który skopał żonę.

                  Na oczach dziecka- to dla ciebie nie jest patologia, a zachowanie normalne, nie wpływające na świadomość dziecka? Nadal jakoś nie wytłumaczyłeś skąd wniosek, że to musi być powtarzalne zachowanie, utrwalone. A jak to się zdarzy drugi raz to już jest patologia czy nie?

                  >
                  > Dlaczego dziwnym?

                  Skoro uważasz, że 90% społeczeństwa ucieka się do szantażu oraz agresji fizycznej i słownej. Może też w ten sposób wyrażasz emocje?

                  >
                  > No i co z tego ma wynikać ?

                  No i tutaj to już udajesz głupa.

                  >
                  > Wedle Twojej klasyfikacji to wszyscy jesteśmy patologia. :D:D

                  Nie, tylko ci którzy szantażują innych o byle gó... i okładają się zamiast rozmawiać i to na oczach dziecka. To to samo co "wszyscy"?
                  >
                  > Masz fajny "aparat słuchowy" skoro potrafisz usłyszeć "ton" z literek :D:d

                  Bo ton wypowiedzi jest do "słuchania":D

                  >
                  > To akurat, szczególnie na tym forum, nie jest jakimś wyjątkowym walorem:D:D:D

                  A mimo to ty robisz to w sposób najbardziej irytujący.


                  >
                  > Chyba się pochlastam (:
                  >
                  Good luck!
                  • piotr_57 Re: Kiedy mąż uderzył w twarz...? 28.04.11, 08:56
                    kum-nye napisała:
                    > Na oczach dziecka- to dla ciebie nie jest patologia, a zachowanie normalne, nie
                    > wpływające na świadomość dziecka? Nadal jakoś nie wytłumaczyłeś skąd wniosek,
                    > że to musi być powtarzalne zachowanie, utrwalone.

                    Z 20 letniego doświadczenia sądowego i to po obu stronach sędziego :)

                    A jak to się zdarzy drugi raz
                    > to już jest patologia czy nie?

                    Nie:) Nie kumasz pojęci "utrwalone zachowania społecznie nieakceptowalne"?
                    To nie jest arytmetyka i nie da się sprowadzić do liczb.

                    >
                    > Skoro uważasz, że 90% społeczeństwa ucieka się do szantażu oraz agresji fizyczn
                    > ej i słownej.

                    A pogadaj ze swoimi znajomymi, tak "pa duszam" jak mawiają bracia zza Buga, ilu z nich doświadczyło chociaż raz w życiu takiej sytuacji. Jestem pewien, że więcej niż 90%.

                    Może też w ten sposób wyrażasz emocje?

                    To tylko insynuacja, nie argument.
                    >
                    > No i tutaj to już udajesz głupa.

                    To tylko inwektywa, nie argument
                    >
                    > Nie, tylko ci którzy szantażują innych o byle gó...

                    A jak nie o byle gów.no to juz nie jest patologia?

                    i okładają się zamiast rozm
                    > awiać i to na oczach dziecka.

                    Na razie dali sobie "po razie". Do "okładania się" i to "jeszcze przy dziecku"(rozumiem, że nie przy dziecku mogą się okładać) jeszcze daleka droga.
                    >
                    > Bo ton wypowiedzi jest do "słuchania":D

                    Takie "słuchanie" to tylko w 50% to co ja mówię. drugie 50% to już tylko to, co Ty chcesz usłyszeć :D
                    >
                    > A mimo to ty robisz to w sposób najbardziej irytujący.

                    To już tylko kwestia Twojej, indywidualnej oceny, nie argument :)
                    >
                    • kum-nye Re: Kiedy mąż uderzył w twarz...? 28.04.11, 09:14
                      piotr_57 napisał:

                      >
                      > Z 20 letniego doświadczenia sądowego i to po obu stronach sędziego :)

                      Po obu stronach sędziego? no, no...
                      Widzisz- ja właśnie w sądzie pracuje i się trochę napatrzyłam i nasłuchałam.

                      > Nie:) Nie kumasz pojęci "utrwalone zachowania społecznie nieakceptowalne"?
                      > To nie jest arytmetyka i nie da się sprowadzić do liczb.

                      To nie chodzi o to co ja kumam a czego nie, tylko o to, ze postrzeganie patologii jest bardzo ocenne i subiektywne. Nie ma jednoznacznych wskaźników do oceniania tego zjawiska. i nie masz podstaw by zarzucać komuś, że tego pojęcie nie rozumie.

                      >
                      > A pogadaj ze swoimi znajomymi, tak "pa duszam" jak mawiają bracia zza Buga, ilu
                      > z nich doświadczyło chociaż raz w życiu takiej sytuacji. Jestem pewien, że wię
                      > cej niż 90%.

                      I rozumiem, że to jest argument a nie przypuszczenie albo insynuacja? Tak samo mogę zacząć wmawiać ci, że na pewno gdybyś dobrze pogadał ze znajomymi to każdy z nich chociaż raz kogoś zabił. No głupota.

                      > To tylko insynuacja, nie argument.

                      Insynuacja, która jednak znajduje źródło w twoim podejściu do sprawy.
                      • piotr_57 Re: Kiedy mąż uderzył w twarz...? 28.04.11, 09:35
                        kum-nye napisała:
                        >
                        > Po obu stronach sędziego? no, no...

                        Co w tym takiego dziwnego ????
                        Uważasz, że człowiek sądzony, czy nawet skazany, to koniecznie patologia ?:D:D:D


                        > Widzisz- ja właśnie w sądzie pracuje i się trochę napatrzyłam i nasłuchałam.

                        Ja tez. Co prawda nie pracuję, ale często bywam, nie w wydziale rodzinnym, ale jednak :)
                        Poza tym, znam tez druga stronę medalu. A Ty nie :)

                        > To nie chodzi o to co ja kumam a czego nie, tylko o to, ze postrzeganie patolog
                        > ii jest bardzo ocenne i subiektywne.

                        No jest. Ale skoro pracujesz w sądzie to wiesz jak sądy kwalifikują. Ja nie znam przypadku żeby sąd(rodzinny) chciał się zająć jednorazowym klapsem w pysk. Czy mam rozumieć, że sądy odmawiają zajmowania się patologią ??

                        Nie ma jednoznacznych wskaźników do ocenia
                        > nia tego zjawiska.

                        Dlatego trzeba je kwalifikować "per analogiam", poprzez orzecznictwo. A jak już wyżej podałem, nie znam takiego orzecznictwa, które by kwalifikowało klapsa w pysk jako patologię. Z tego wysnuwam wniosek, że patologią to nie jest.

                        i nie masz podstaw by zarzucać komuś, że tego pojęcie nie ro
                        > zumie.

                        Mam, skoro nie kontrargumentujesz.

                        >
                        > I rozumiem, że to jest argument a nie przypuszczenie albo insynuacja? Tak samo
                        > mogę zacząć wmawiać ci,

                        Ja Ci niczego nie wmawiam, ja tylko proponuje przeprowadzenie eksperymentu poznawczego:)

                        że na pewno gdybyś dobrze pogadał ze znajomymi to każdy
                        > z nich chociaż raz kogoś zabił.

                        Może nie każdy ale .... :D:D:D Z tym, ze ja mam wstręt do zadawania ludziom takich niedyskretnych, wręcz "krepujących" pytań, nie jestem aż taki wścibski:D:D

                        No głupota.

                        A czy ja gdzieś napisałem, że jestem mądry??
                        Ale skoro ja jestem głupi, to Twoje wdawanie się ze mną w rozmowę, o Tobie też świadczy niespecjalnie :D:D

                        >
                        > Insynuacja, która jednak znajduje źródło w twoim podejściu do sprawy.

                        A co ma źródło do tego?? Insynuacja pozostaje insynuacja. :)
                        • kum-nye Re: Kiedy mąż uderzył w twarz...? 28.04.11, 09:53
                          piotr_57 napisał:


                          > Co w tym takiego dziwnego ????
                          > Uważasz, że człowiek sądzony, czy nawet skazany, to koniecznie patologia ?:D:D:
                          > D

                          Teraz ty dokonujesz nadinterpretacji, ja tylko wyraziłam zainteresowanie tym "no, no". Poza tym "po jednej i drugiej stronie sędziego" to bardziej z ławnikiem się kojarzy:)


                          >
                          > Ja tez. Co prawda nie pracuję, ale często bywam, nie w wydziale rodzinnym, ale
                          > jednak :)

                          To widocznie inaczej odbieramy rzeczywistość i tyle:)

                          > Poza tym, znam tez druga stronę medalu. A Ty nie :)

                          I oby tak pozostało...

                          >
                          > No jest. Ale skoro pracujesz w sądzie to wiesz jak sądy kwalifikują. Ja nie zn
                          > am przypadku żeby sąd(rodzinny) chciał się zająć jednorazowym klapsem w pysk.

                          Ooo, to jednak za mało w sądach przebywasz.

                          > Czy mam rozumieć, że sądy odmawiają zajmowania się patologią ??

                          To już jest przeinaczenie kompletne. Sądy zajmują się patologią, także w tym "lajtowym" wydaniu, jedynie konsekwencje są dostosowane do poszczególnych sytuacji.

                          >
                          > Dlatego trzeba je kwalifikować "per analogiam", poprzez orzecznictwo. A jak już
                          > wyżej podałem, nie znam takiego orzecznictwa, które by kwalifikowało klapsa w
                          > pysk jako patologię. Z tego wysnuwam wniosek, że patologią to nie jest.

                          Rozumiem, że sąd powinien kierować się tylko orzecznictwem SN a nie własnym rozumem? Daleko byśmy tak nie zaszli, bo istnieje niezliczenie wiele sytuacji, co do których orzecznictwa próżno szukać. Poza tym nie wiem kiedy zeszliśmy na rozważania prawne, kiedy chodzi tutaj raczej o zjawisko społeczne. I nadal będę się upierać, że duże znaczenie ma okoliczność, że rodzice się wyzywają, szarpią i biją przy dziecku. Chyba wiesz jakie dobro jest najważniejsze w takich sprawach?

                          > Mam, skoro nie kontrargumentujesz.

                          Ale z czym tu przepraszam polemizować? To tylko twoje zdanie i tyle. ja wyraziłam swoje, a to ty jednoznacznie zarzuciłeś mi, że nie mam zielonego pojęcia o czym mówię. To udowodnij jak takiś mądry:)

                          >
                          > Może nie każdy ale .... :D:D:D Z tym, ze ja mam wstręt do zadawania ludziom t
                          > akich niedyskretnych, wręcz "krepujących" pytań, nie jestem aż taki wścibski:D:
                          > D

                          A ode mnie tego wymagasz?:)

                          > Ale skoro ja jestem głupi, to Twoje wdawanie się ze mną w rozmowę, o Tobie też
                          > świadczy niespecjalnie :D:D

                          Jakoś to przeżyje:)


                          • piotr_57 Re: Kiedy mąż uderzył w twarz...? 28.04.11, 10:24
                            kum-nye napisała:

                            > piotr_57 napisał:
                            >
                            >
                            > Teraz ty dokonujesz nadinterpretacji, ja tylko wyraziłam zainteresowanie tym "n
                            > o, no". Poza tym "po jednej i drugiej stronie sędziego" to bardziej z ławnikiem
                            > się kojarzy:)
                            >

                            No to się nie dogadaliśmy :). Dla mnie "po obu stronach" oznacza ławy sądowe po lewej i prawej stronie sali :)
                            >
                            >
                            > I oby tak pozostało...

                            Nie żałuję żadnego z doświadczeń.
                            > Co oczywiście nie oznacza, że Tobie takich doświadczeń życzę.
                            > >
                            > Ooo, to jednak za mało w sądach przebywasz.

                            A ja mam wrażenie, że za dużo. Im więcej w sądach przebywam, tym mniej rozumiem prawo, nie mówiąc już o tym, że zatracam poczucie sprawiedliwości i zdrowy chłopski rozum :)

                            >
                            > To już jest przeinaczenie kompletne. Sądy zajmują się patologią, także w tym "l
                            > ajtowym" wydaniu, jedynie konsekwencje są dostosowane do poszczególnych sytuacj
                            > i.
                            >
                            Ale już stworzyłaś pojęcie "lajtowej" patologii. Czyli nawet dla Ciebie to nie jest taka oczywistość z ta kwalifikacją :)



                            > Rozumiem, że sąd powinien kierować się tylko orzecznictwem SN a nie własnym roz
                            > umem?

                            Nie musi się kierować(nowa konstytucja nawet TK odebrała prawo dokonywania "ogólnie obowiązującej wykładni prawa" :)) , ale musi "uwzględniać linie".

                            Daleko byśmy tak nie zaszli, bo istnieje niezliczenie wiele sytuacji, co
                            > do których orzecznictwa próżno szukać.

                            A to ciekawe twierdzenie. Ja chyba nie znam przepisu co do którego nie byłoby orzecznictwa.
                            Jest obszerniejsze lub mniej obszerne, ale zawsze jakieś jest.

                            Poza tym nie wiem kiedy zeszliśmy na ro
                            > zważania prawne, kiedy chodzi tutaj raczej o zjawisko społeczne.

                            To jest zjawisko społeczne ,ale jakoś musimy je zdefiniować. A nie widzę innego sposobu niż poprzez kwalifikacje prawne. To znaczy podejrzewam, że zajmuje się tym jeszcze socjologia, ale to dla mnie terra incognita.

                            I nadal będę s
                            > ię upierać, że duże znaczenie ma okoliczność, że rodzice się wyzywają, szarpią
                            > i biją przy dziecku.

                            Na razie raz się szarpali i dali po razie!!! gdyby było to zjawisko permanentne nie miałbym wątpliwości. Jednostkowość zdarzenia, moim zdaniem, wyklucza możliwość "zdiagnozowania" sytuacji w tej rodzinie, chociaż na pewno powinna niepokoić.

                            Chyba wiesz jakie dobro jest najważniejsze w takich sprawa
                            > ch?

                            Jasne, że wiem!! Rodzice:)
                            >
                            > > Mam, skoro nie kontrargumentujesz.
                            >
                            > > Może nie każdy ale .... :D:D:D Z tym, ze ja mam wstręt do zadawania lud
                            > ziom t
                            > > akich niedyskretnych, wręcz "krepujących" pytań, nie jestem aż taki wścib
                            > ski:D:
                            > > D
                            >
                            > A ode mnie tego wymagasz?:)

                            Niczego od ciebie nie wymagam, tylko zaproponowałem :)
                            >
                            > > Ale skoro ja jestem głupi, to Twoje wdawanie się ze mną w rozmowę, o Tobi
                            > e też
                            > > świadczy niespecjalnie :D:D
                            >
                            > Jakoś to przeżyje:)
                            >
                            > Ale po co Ci to ?
                            Rozmowy z głupcami sa bezproduktywne i intelektualnie jałowe. To ewidentna strata czasu i potencjału.
                            • kum-nye Re: Kiedy mąż uderzył w twarz...? 28.04.11, 10:38
                              piotr_57 napisał:

                              >
                              > No to się nie dogadaliśmy :). Dla mnie "po obu stronach" oznacza ławy sądowe po
                              > lewej i prawej stronie sali :)
                              Widzisz, to przez ten brak "ławy' w zdaniu:)

                              > Nie żałuję żadnego z doświadczeń.
                              Co pewnie nie oznacza, że polecasz wszystkim:)

                              > A ja mam wrażenie, że za dużo. Im więcej w sądach przebywam, tym mniej rozumiem
                              > prawo, nie mówiąc już o tym, że zatracam poczucie sprawiedliwości i zdrowy chł
                              > opski rozum :)
                              Co do utraty umiejętności oceniania sytuacji na chłopski rozum to się zgodzę. U mnie próbowano wręcz tępić to podejście:)
                              >
                              > Ale już stworzyłaś pojęcie "lajtowej" patologii. Czyli nawet dla Ciebie to nie
                              > jest taka oczywistość z ta kwalifikacją :)

                              Pomijając już cała resztę to lajtowa patologia to nadal patologia:)

                              >
                              > A to ciekawe twierdzenie. Ja chyba nie znam przepisu co do którego nie byłoby o
                              > rzecznictwa.
                              > Jest obszerniejsze lub mniej obszerne, ale zawsze jakieś jest.

                              Cholera, pewnie jakbym się bardzo postarała to bym i takie znalazła. A poza tym wiadomym jest, że w ramach jednego przepisu mogą zdarzyć się dziesiątki zróżnicowanych sytuacji, których nikt nie przewidział.

                              >
                              > To jest zjawisko społeczne ,ale jakoś musimy je zdefiniować.
                              Wszystkie zjawiska społeczne definiujesz przez prawo? A gdzie ten chłopski rozum jest wtedy?:)

                              > Na razie raz się szarpali i dali po razie!!! gdyby było to zjawisko permanentne
                              > nie miałbym wątpliwości. Jednostkowość zdarzenia, moim zdaniem, wyklucza możli
                              > wość "zdiagnozowania" sytuacji w tej rodzinie, chociaż na pewno powinna niepoko
                              > ić.
                              Myślę, że do konsensusu nie dojdziemy.

                              >
                              > Jasne, że wiem!! Rodzice:)
                              No tak jeszcze na razie nie jest:)

                              > > Ale po co Ci to ?
                              > Rozmowy z głupcami sa bezproduktywne i intelektualnie jałowe. To ewidentna stra
                              > ta czasu i potencjału.

                              Chora jestem to i czasu mam sporo, a potencjał u mnie niewielki.
                              • piotr_57 Re: Kiedy mąż uderzył w twarz...? 28.04.11, 11:09
                                kum-nye napisała:

                                > Co pewnie nie oznacza, że polecasz wszystkim:)

                                Myślę, że jest to specyficzne, ale bardzo ciekawe doświadczenie. Świat z obu stron krat jest diametralnie inny. Zmienia się też "ogląd" wielu spraw, w zależności od tego po której stronie kraty stoisz. Ale to samo obserwuje się u urzędników. Z"mienia im się "ogląd" w zależności od tego po której stronie biurka stoją.

                                >
                                > Pomijając już cała resztę to lajtowa patologia to nadal patologia:)

                                Nie:) To już tylko "lajtowa patologia", a więc coś czego nigdzie nie opisano:)
                                A jak wiesz, coś czego "nie ma w ustawie";- nie istnieje (to zasada praworządności :))

                                >

                                > Cholera, pewnie jakbym się bardzo postarała to bym i takie znalazła.

                                :D:D Chyba, ze nasze orły sokoły wczoraj coś do kodeksów dopisały :D

                                A poza tym
                                > wiadomym jest, że w ramach jednego przepisu mogą zdarzyć się dziesiątki zróżni
                                > cowanych sytuacji, których nikt nie przewidział.

                                Z tym "których nikt nie przewidział" ciężko się zgodzić. Jak zaczyna się "grzebać" w historii, komentarzach, orzecznictwie, "dziedzinie" okazuje się, że wszystko już było. A już na pewno braki nie dotyczą tak prostackiej dziedziny jak patologiczne zachowania. Tu chyba od 2500lat nie wymyślono niczego nowego :D
                                >

                                > Wszystkie zjawiska społeczne definiujesz przez prawo?

                                Nie, ale jest to jedyny wspólny mianownik, na gruncie którego mogę podejmować dyskusje z ludźmi których nie znam. Można je próbować definiować poprzez socjologie lub/i psychologie, ale obie te nauki są mi nieznane.

                                A gdzie ten chłopski rozu
                                > m jest wtedy?:)

                                :D:D:D Zgodnie z moim chłopskim rozumem to dali sobie "po razie" i nic złego się nie wydarzyło(osobiście jestem przeciwnikiem bicia kobiet, ale jak im pasuje....).
                                Dzieciakowi powinni dać klapsa w doopę, za wtrącanie się w nieswoje sprawy i odesłać do łózka. :D


                                > Myślę, że do konsensusu nie dojdziemy.

                                Też tak myślę. A ponieważ poznaliśmy już swoje stanowiska, to dobry moment by zakończyć dyskusję :)
                                >
                                > >
                                > > Jasne, że wiem!! Rodzice:)
                                > No tak jeszcze na razie nie jest:)

                                Ależ jest. Twierdzenie, że najważniejsze jest dziecko to tylko slogan. Dużo jeszcze wody w Wiśle upłynie zanim ludzie naprawdę zaczną tak to widzieć.
                                >
                                >
                                > Chora jestem

                                Współczuję i powrotu do zdrowia życzę :)

                                to i czasu mam sporo,

                                ja mam czas aż do końca długiego łikendu, bo wszelkie urzędy już "zawiesiły" działalność.

                                a potencjał u mnie niewielki.

                                Krygujesz się :)
                                Gdybym tak uważał, nie wdawałbym się z Tobą w dyskusje :)
                                Mimo wszystko, miłego dnia życzę.
                                • dziewczyna_rzeznika Re: Kiedy mąż uderzył w twarz...? 28.04.11, 11:33
                                  No dobra Pietrek, to teraz wracaj do żony, coby nie wywlekała brudów rodzinnych na forumie i skończ z tymi czatami po drugiej w nocy .
                                  • piotr_57 Re: Kiedy mąż uderzył w twarz...? 28.04.11, 11:39
                                    dziewczyna_rzeznika napisała:

                                    > No dobra Pietrek, to teraz wracaj do żony, coby nie wywlekała brudów rodzinnych
                                    > na forumie i skończ z tymi czatami po drugiej w nocy .

                                    Weź mnie nie strasz<boi się>
                                    Już zacząłem się oglądać, gdzie ten dzieciok po chałupie się plącze :D:D:d
                                    • dziewczyna_rzeznika Re: Kiedy mąż uderzył w twarz...? 28.04.11, 17:52
                                      piotr_57 napisał:

                                      > dziewczyna_rzeznika napisała:
                                      >
                                      > > No dobra Pietrek, to teraz wracaj do żony, coby nie wywlekała brudów rodz
                                      > innych
                                      > > na forumie i skończ z tymi czatami po drugiej w nocy .
                                      >
                                      > Weź mnie nie strasz<boi się>
                                      > Już zacząłem się oglądać, gdzie ten dzieciok po chałupie się plącze :D:D:d
                                      >
                                      >

                                      Na złodzieju.... :D
                                      • piotr_57 Re: Kiedy mąż uderzył w twarz...? 28.04.11, 18:37
                                        dziewczyna_rzeznika napisała:

                                        Na złodzieju.... :D

                                        Mam milion wad, ale baba jeszcze ode mnie nie oberwała. Muszę chyba jej wlać, bo podobno człowiek powinien wszystkiego w życiu spróbować :D
                                        • 4.tuna Re: Kiedy mąż uderzył w twarz...? 30.04.11, 22:50
                                          piotr_57 lubię Cię :)
        • wrr2 Re: Kiedy mąż uderzył w twarz...? 27.04.11, 21:57
          > Nie używaj słów których nie rozumiesz.
          Zabawne. I kto to pisze?
    • berta-death Re: Kiedy mąż uderzył w twarz...? 27.04.11, 13:56
      Myślę, że skoro w ogóle doszło do takiej sytuacji a do awantur dochodziło jak mówiłaś już wcześniej i to w sumie z byle powodu, to wasze małżeństwo już dawno się sypnęło i nie za bardzo jest co zbierać. Chyba, że oboje jesteście cholerykami i taka wasza uroda.
    • vandikia Re: Kiedy mąż uderzył w twarz...? 27.04.11, 13:56
      bawcie się tak dalej, tylko nie zapomnijcie zacząć odkładać na psychologa dla córki
      • ma_dre Re: Kiedy mąż uderzył w twarz...? 04.05.11, 21:45
        moze najpierw dla siebie? albo moze po prostu zaczac odkladac kase ;-) wiele problemow bierze sie z braku tejze :-/
    • nagialeniedokonca Re: Kiedy mąż uderzył w twarz...? 27.04.11, 14:07
      kłócić jak każdemu się zdarza, ale szarpać????????

      Patologia

      i jeszcze sobie op razie daliście przy dziecku, masakra
    • lusseiana Re: Kiedy mąż uderzył w twarz...? 27.04.11, 14:25
      Nie wiem czego oczekiwałaś, skoro zamiast argumentów poleciały wyzwiska, a potem liść na twarz - naprawdę dziwisz się, że Ci oddał? Sama sprowokowałaś całą tą sytuację i pytasz, czy zareaguje podobnie, gdy znów to zrobisz? Puknij się w łeb kobieto. Porządnie.

      Po pierwsze zastanów się nad sobą, swoimi sposobami komunikacji i swoją metodą rozładowywania agresji. Dopiero potem myśl, czy rozgrzeszyć męża, czy nie. Zastanowiłaś się, jakbyś zareagowała, gdybyście się zamienili rolami? Ty byś czatowała, a mąż wyskoczył jak diablik z pudełka i zaczął wyzywać od najgorszych? Pomyślałaś o tym, czy zawsze z automatu jedziesz metodą na "rozhisteryzowaną babę", a potem wielkie zdziwienie, że mąż zamiast podkulić ogon się wkurzył?
      • tymczasowaola Re: Kiedy mąż uderzył w twarz...? 27.04.11, 14:39
        No chyba jednak nie do końca było tak, że on sobie spokojniuchno siedział przy kompie a ona wpadła z wałkiem i zaczęła go okładać. No ale przeca tu wszytskie kobiety są takie opanowane i "ponad to", że to nie ma żadnego znaczenia, co autorkę sprowokowało.
        • lusseiana Re: Kiedy mąż uderzył w twarz...? 27.04.11, 14:47
          Sama autorka napisała, że najpierw zaczęła się na niego wydzierać, potem wyzywać, potem pojechała szantażem, a na koniec zamalowała go w twarz. Ty też takie metody stosujesz? Bo ja bym w ten sposób nie chciała zostać potraktowana, niezależnie, czy siedziałabym przy kompie spokojniuchno, czy z wypiekami na twarzy, więc i wobec swojego faceta podobnych zagrywek nie stosuję.

          Domowi bokserzy też się tłumaczą, że żona sama sprowokowała - w końcu mogła tej zupy nie przesalać. Takoż i gwałciciele - w końcu mogła siksa się nie prosić o przerżnięcie dekoltem do pępka. Ich też usprawiedliwisz? Bo w końcu coś ich sprowokowało, prawda?
          • tymczasowaola Re: Kiedy mąż uderzył w twarz...? 27.04.11, 20:49
            Widzę, że gustujesz w nadinterpretacjach. Nie chodzi nawet o starter, ale o to, że z mojego posta wywnioskowałaś, że usprawiedliwiam gwałciciela miniówką ofiary. Mam nadzieję, że sama to widzisz i nie będziesz brnęła w udowadnianie mi takich bzdur.
            Jak napisałam kilka godzin temu - ta cała sytuacja to wielkie bagno, w tym bójka między dorosłymi ludźmi.
            Reaguję jednak pustym śmiechem na te porady, żeby usiąść i rzeczowo, ze spokojem podyskutować z mężem o tym, że mi pod nosem dorabia rogi. Innej opcji niestety nie ma sądząc po jego reakcji. Jeśli Ty potrafisz się do takiej sytuacji zdystansować w 5 sekund i podejrzewając męża o zdradę proponujesz mu spokojną rozmowę przy herbacie, to gratuluję Ci opanowania. Serio.
            • lusseiana Re: Kiedy mąż uderzył w twarz...? 28.04.11, 01:56
              Nie chodziło mi o nadinterpretację, tylko o usprawiedliwianie "sprawców" tym, że zostali sprowokowani. Moim zdaniem nic nie usprawiedliwia ani jednego, ani drugiego i zgadzam się - całość sytuacji to bagno. Grząskie i śmierdzące. I szczerze powiedziawszy, to na moje oko już raczej nie ma co zbierać, skoro zaczęli ze sobą "dyskutować" w ten sposób...

              Co do rzeczowej rozmowy o doprawianiu rogów, to też mnie to trochę śmieszy, bo nikt, kto ma choć odrobinę instynktu samozachowawczego nie powie żonie/mężowi przy herbatce "wiesz kochanie, zdradzam cię na prawo i lewo". Po prostu w takie coś nie wierzę i jest to rada z dup**. Natomiast przegadanie zaistniałej sytuacji (afera, rękoczyny, itp.) byłoby wskazane, jeśli obydwoje mimo wszystko chcą ten związek ogarnąć do kupy.

              Jeśli chodzi o samą sytuację i moje zachowanie w tym przypadku - do czego tu się dystansować? Nocny czat to ledwie sygnał alarmowy, nie żelazny dowód zdrady. Na pewno wzmogłoby to moją czujność, ale na pewno nie wyprowadziło mnie z równowagi. Opanowanie natomiast na pewno straciłabym w momencie przyłapania faceta "in flagranti", a afera po czymś takim byłaby w moim wydaniu iście epicka. Liść autorki to pewnie byłby przy tym pikuś. Mimo wszystko chyba jednak widzisz różnicę pomiędzy tymi sytuacjami? Dlatego też, nie mając żadnych innych informacji o zachowaniu męża, innych dowodach/podejrzeniach, uważam że Autorkę mocno histerycznie poniosły emocje.
    • tymczasowaola Re: Kiedy mąż uderzył w twarz...? 27.04.11, 14:28
      W sumie to nie wiem co jest większą kaszaną. Bicie, nocne czaty, tajemnicza korespondencja, czy to, że to wszystko na oczach dziecka.
      • ferro2 Re: Kiedy mąż uderzył w twarz...? 27.04.11, 14:31
        ale gdyby szanowny malzonek nie czatowal, i pewnie nie umawial sie z jakas laska, to by tej sytuacji nie bylo.
    • mamafrankowa Re: Kiedy mąż uderzył w twarz...? 27.04.11, 14:29
      Malunia,
      My kobiety mamy chyba taką tendencję, do skupiania się na tym, że to facet podniósł na nas rękę.
      Oczywiście- jest to niedopuszczalne, i na pewno nie można poprzestać na przeprosinach, a później udawać że jest jak było. Nie będzie jak było, bo wydarzyło się coś co nie powinno mieć miejsca.. I dużo czasu minie zanim będziecie mogli ponownie sobie w jakimś stopniu ufać.Ale pomyśl też o całej reszcie, o prowokowaniu, biciu się po twarzy jedno drugie w nocy, na oczach dziecka. Problem widzę nie tylko w tym, że on dał Ci w twarz ...
      Moim zdaniem, trzeba usiąść i przedyskutować to co się stało. Nie chodzi o przeprosiny, czy o tłumaczenie, ale o analizę, jak do takiej sytuacji mogło dojść. O rozmowę o tym.
      Dlaczego nie zaprzestałaś kłótni gdy zobaczyłaś przebudzoną, wystraszoną córeczkę oglądającą tą scenę?
      Myślę, że trzeba też porozmawiać i z nią o tej sytuacji, odpowiednio do jej widzenia świata i przeżywania. Załagodzić, bo dziewczynka nawet jeśli nie mówi o tym, na pewno jest tym przerażona (cóż, niecodzienny widok).
    • masher Re: Kiedy mąż uderzył w twarz...? 27.04.11, 14:34
      no kochana, bic chlopa i nie liczyc sie z tym ze moze oddac to troche nielogiczne... oboje sie powinniscie przeprosic i wybacz ale sie wtryniasz w jego sprawy zarzucajac mu moze rzeczy ktorych nie robi. nie baw sie w inkwizycje bo szkoda na to zycia :] to taka dobra rada
    • mrs.solis Re: Kiedy mąż uderzył w twarz...? 27.04.11, 14:45
      Jesli ci jeszcze troche zalezy na tym malzenstwie to rozpamietywanie tego,ze maz ci oddal zamiast nastawic drugi policzek w niczym ci nie pomoze. Co do czatowania po nocach widocznie twoj maz ma za malo obowiazkow w domu skoro mu sie chce siedziec do 2 w nocy.
      Jak przyjdzie z pracy to zamiast pozwolic mu siedziec na dupsku przed kompem wyslij go gdzies z corka, daj mu odkurzacz i niech troche posprzata,albo cos ugotuje. Jak sie zmeczy to pojdzie spac i nie w glowie beda mu takie glupoty.
    • six_a Re: Kiedy mąż uderzył w twarz...? 27.04.11, 14:50
      następnym razem uwiarygodnij te trolcze bajania tytułem: kiedy zrobiłam awanturę misiumemu w środku nocy, aż obudziło się dziecko i pół osiedla, a nikt nie wezwał policji, co było dość dziwne...
    • blue-louisiana Re: Kiedy mąż uderzył w twarz...? 27.04.11, 16:20
      patologia, patologia everywhere :(
    • glukoza84 Re: Kiedy mąż uderzył w twarz...? 27.04.11, 17:36
      Jakie te forumowicze wszystkie poprawne i zrównoważone emocjonalnie...Co jeden to psycholog, pedagog i do tego jeszcze ostoja spokoju, krynica poprawności....

      Pani nie prosiła o publiczną chłostę tylko o radę...

      Do rzeczy.
      Jeśli chodzi o nerwowość w związku z nakryciem na czacie o 2.30ileś: na pierwszy rzut oka zachowanie na wskroś podejrzane. No bo...2.30 się śpi z żonką w łózku, a nie siedzi na interiowych cztach. Panika w oczach męża wysoce podejrzana. Na złodzieju czapka gore, człowiek który nie ma nic na sumieniu nie będzie reagował w ten sposób. Przytoczę przykład z życia a propos internetowych czatów: znajomy znajomych, lat 40 parę na karku, plus żona, syn i hipoteka. Pewnego feralnego dnia popsuł mu się komputer. Żona pełna ufności i dobrych chęci zleciła nastoletniemu synowi-domorosłemu informatykowi, naprawę. W czasie naprawy na jaw wyszły ciekawe treści rozmów szanownego Pana ze zgrabna dwudziestką, których tematem był głównie niezobowiązujący seks. Sprawa rozwodowa w toku.
      Histora dla tych, którzy będą krzyczeć o zaufaniu w związku i nieuzasadnionej histerii małożonki.


      Jeśli chodzi o rękoczyny. Postaram się powstrzymać od odkrywczych stwierdzeń typu: "TO NIESAMOWICIE ŹLE, ŻE WASZA CÓRKA BYŁA ŚWIADKIEM ZAJŚCIA !!!" Tak sobie pomyślałam, że nie o to pytasz i chyba wiesz dostatecznie dobrze.
      Moim zdaniem to, że Ci oddał, nie jest aż takie straszne. Oczywiście, kobiet nie powinno sie bić ze względu na to że sa słabsze i ogólnie jest to jakoś tak nie na miejscu. Sytuacja trochę się zmienia gdy On zostaje zaatakowany jako pierwszy. No idealiści chcieliby żeby nadstawił drugi policzek, albo chociaż zaciskając zęby charyzmatycznie zdusił w sobie złość i pominął wszystko milczeniem. Ale życie niestety wyglada inaczej. Emocje to emocje, czasami wymykają się spod kontroli. To, że Cię przeprosił jest najlepszyn dowodem na to, że żałuje swojego czynu. Nie ma obaw, że nagle mu się spodoba i wyhodujesz sobie w domu damskiego boksera. Przynajmniej z tego co piszesz nic na to nie wskazuje. Proponuję wybaczyć sobie. Przedyskutować czemu ta sytuacja z czatem wywołała taką burzę. Następnym razem bardziej panować nad sobą.

      Jesli chodzi o sam czat: na Twoim miejscu byłabym zaniepokojona...bardzo.... Obserwuj. delikatnie, dyskretnie, bez emocji. rejestruj zmiany w zachowaniu przy kompie, z telefonem, wśród znajomych.

      A teraz apel do Wszystkich którzy oceniają ludzi, czyjeś życie, czyjś związek na podstawie kilku zdań wyklepanych na forum, nie znając miliona innych aspektów sytuacji, związku i życia pytających o radę: zastanówcie się zanim coś napiszecie, bo w większości Wasze stwierdzenia są żenująco płytkie. Lepiej już nic nie pisać niż wylać takie byle co...
      • gnida4359 to on ja popchnal 27.04.11, 20:49
        i zaatakowal pierwszy

        jezu, kobeit sie nie bijeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeee
        • minasz Re: to on ja popchnal 27.04.11, 20:54
          odepchnał ja bo go szarpała
    • izabellaz1 Re: Kiedy mąż uderzył w twarz...? 27.04.11, 17:40
      Że nawet sobie romansował na czacie to pikuś. Ale, że oboje się szturchaliście, wyzywaliście i policzkowaliście przy dziecku, to znak że jesteście chorzy - oboje.
      • glukoza84 Re: Kiedy mąż uderzył w twarz...? 27.04.11, 17:44
        O ! Widzę, że jest na sali lekarz.....
    • minasz co za cipek?????? 27.04.11, 20:31
      za co on ma cie niby przepraszac za to ze go szarpałas i uderzyłas w twarz?
      twoj facet zachował sie ok to ty jestes walnieta
      • gnida4359 nie miał prawa, ty je miałaś 27.04.11, 20:47
        Facet nie mas praw bić cie w twarz, chocibys mu nawet do oka naplula.
        Facet to facet, ma sie hamwoać i powinien
        Kobieta nieberzpodstawnie bije mezczyzne po twarzy

        Tu nie ma równouprawnienia!
        • minasz Re: nie miał prawa, ty je miałaś 27.04.11, 20:51
          ale on bił on był ofiara ona na niego napadła
          on tylko oddawał czyli bronił sie przed agresywna baba
      • malunia49 Re: do minasz 27.04.11, 22:08
        To chyba ty jesteś walniety(ta).Jeśli masz tak pisać prymitywie to nie komentuj wogóle.Nawet nie pofatygowałeś(aś) się żeby wątek przeczytać dokładnie więc swoje emocje wyładuj gdzie indziej,proszę.
    • zamysleniee Re: Kiedy mąż uderzył w twarz...? 27.04.11, 20:46
      Nie rozumiem uderzenia kobiety-mężczyzny po twarzy. Do tego jeszcze dziecko, które patrzy na takie coś. Rozumem, że ktoś może być wybuchowy itd. ale to nie tłumaczy jakiegokolwiek uderzenia. Brak argumentów, nerwy - mogą powodować takie zachowanie, ale tłumaczyć - nie tłumaczą. Sama kiedyś doświadczyłam "czegoś" w wyniku ataków zazdrości - bez podstaw. Człowiek, którego nikt by nie posądził o takie "akcje", pozycja itd. (lekcje wyciągnęłam).
      Weź się opanuj następnym razem, trzaśnięciem w twarz nic nie zdziałasz, oprócz tego, że partner zrobi "coś" z większą czujnością i bardziej będzie uważać, żeby nie wpaść (o dziecku nie wspomnę już).
      • minasz Re: Kiedy mąż uderzył w twarz...? 27.04.11, 20:53
        ja to nie rozumiem jej uderzenia - on tylko oddał co miał schowac uszy po sobie i powiedziec przepraszam ze zdenerwowałem cie kochanie
        stara prawda kto mieczem wojuje ten od miecza ginie i tyle
        • zamysleniee Re: Kiedy mąż uderzył w twarz...? 27.04.11, 21:20
          Ja też nie rozumiem bicia/uderzenia kogoś w twarz. Dotyczy to i mężczyzny i kobiety.
          • minasz Re: Kiedy mąż uderzył w twarz...? 27.04.11, 21:38
            ale ja nie rozumiem jak mozna nie oddac????
            (tak jak napisałem nie oddałbym tylko matce i małym dzieciom)
            oczywiscie z ta sama siła a nie z maksymalnym sklepaniem
    • devilyn Re: Kiedy mąż uderzył w twarz...? 27.04.11, 21:40
      Oddał Ci....


      poza tym mężczyzna uderzy raz...uderzy drugi raz...uderzy drugi raz...będzie bił zawsze...
    • lacido Re: Kiedy mąż uderzył w twarz...? 27.04.11, 21:43
      może zacznijcie trenować boks?
    • sabrilla Obydwoje chyba przegięliście... 27.04.11, 21:52
      I Ty i szanowny małżonek. Za bardzo Wam obydwojgu puściły nerwy i nakręciliście się na maksa, chociaż z Twojego opisu wynika, że pierwszy rękoczyn wykonał on. Chyba wygląda na to, że macie problem w swoim związku-on czatuje po nocach, ty od razu wyjeżdżasz z karczemną awanturą i ciężką artylerią, rękoczyny. Oj, coś tu niefajnie... Dajcie sobie ludzie kilka dni, żeby emocje opadły i szczerze pogadajcie.
    • qw994 Re: Kiedy mąż uderzył w twarz...? 28.04.11, 07:21
      > Całemu zajściu towarzyszyła nasza 5-letnia cór
      > eczka która sie obudziła i przyleciała z płaczem nas rozdzielając.

      Cholerni niezrównoważeni debile. A ty to już w ogóle do leczenia się kwalifikujesz.
      • olewka100procent Re: Kiedy mąż uderzył w twarz...? 28.04.11, 10:26
        jesteście siebie warci . Brak słów
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka