Dodaj do ulubionych

jeszcze raz o zdradzie.... masochostka?

19.05.11, 13:21
zostalam zdradzona. jesli mozna to tak nazwac. nie jestesmy w zwiazku, nic sobie nie obiecywalismy - nic - nie myslelismy o zakladaniu rodziny, dzieciach, nie planowalismy zycia na wieki wiekow razem... ale pisalam juz, bylo miedzy nami uczucie, spedzalismy ze soba mnostwo czasu.
wczoraj zostalam zdradzona. poszedl gdzies indziej... biorac pod uwage ze nie jestem glupia, poskladalam fakty, i wszytskiego sie domyslilam. oczywiscie wyparl sie... ale nie trawalo to dlugo bo moje argumenty mialy sens. przyznal sie, powiedzial ze zaluje, ze nie wie czemu, ze pijany... (za pijany zeby do czegos doszlo)... ale jednak poszedl.
zastanawiam sie czy jestem masochostka. nie chcialam tego skonczyc. nie chcialam kazac mu sie wynosic i wiecej nie pokazywac. wole zapomniec. mimo ze boli mnie jak cholera, mimo ze przykro mi i jak tylko o tym pomysle, same mi lzy leca. znam ta laske, wiem ze za 2 miesiace wychodzi za maz... swietna bedzie zona. pogratulowac... :( dzis ja widzialam, mialam ochote rozjechac jej wielka dupe samochodem.
ale...zmierzam do tego, ze... nie rozstalismy sie. wiem ze napiszecie - nie jestescie w zwiazku, wiec czego ty chcesz, mozecie robic co chcecie!. tak. zgadza sie.
postawilam sprawe na ostrzu noza. albo woz albo przewoz. albo jestesmy razem, oficjalnie, staramy sie, nie zdradzamy, szanujemy. albo zegnamy.... zegnamy siebie, plany na wakacje, podroze, miliony wspomnien z porzeednich podrozy, nieprzespane, przegadane noce, filmy o niczym, ktore znamy na pamiec...
jestesmy razem. oficjalnie. ale... nie wierze ze to przetrwa. on tego nie chce. mysle ze zgodzil sie zeby mnie nie stracic calkiem.... zgodzil sie bo przeplakalam pol dnia, pytajac co ja zlego mu zrobilam, ze tak mnie potraktowal... szkoda mu mnie. wiem o tym.
jestem masochostka....
sama sobie to robie.
ale...chyba w jakism sensie go kocham. :(
dziekuje, wygadalam sie.
Obserwuj wątek
    • wersja_robocza Re: jeszcze raz o zdradzie.... masochostka? 19.05.11, 13:24
      Emocje są. Rozum śpi. Kiedy sie obudzi, będziesz inaczej to widziała.
    • bonnie79 Re: jeszcze raz o zdradzie.... masochostka? 19.05.11, 13:29
      Nie bardzo jest co doradzać, włąciwie to o to nie prosiłaś, ale...... Wiem, że takie sytuacje są trudne....dziewczyno ja przepłakałam setki nocy i powiem ci jedno nie było warto (choć właściwie to nadal płaczę nad rozlanym mlekiem)...pan będzie ciebie zdradzał to pewne jak w banku niestety :( Będą lepsze miesiące, a później kolejny cios i szok.....co do miłości możesz go kochać przecież tego nikt ci nie zabrania, ale dla własnego dobra zakończ ten chory układ....prędzej czy później i tak będziesz cierpieć o wiele bardziej niż w tej chwili.......
      • francesqa Re: jeszcze raz o zdradzie.... masochostka? 19.05.11, 13:33
        ale mi tak dobrze. czemu nikt tego nie rozumie... ;/ lepsze to niz nic. niz spedzanie czasu samemu. niz sedzenie w domu i nierobienie nic....
        nigdy wczesniej, a trwa to u nas 1,5 roku nie bylo takiej sytuacji.... pierwsza. strasznie boli. i nie wiem czemu, mysle ze to moze nas umocnic...? tak, wiem bzdura.
        nikt normalny na to by nie poszedl. ale mysle ze jest cos ze mna nie tak.
        to nie pierwszy raz kiedy wybaczam zdrade... kilka lat temu, mojemu narzeczonemu owczesnemu, wybaczylam 2 razy. bo chcialam wierzyc w to co mi mowi. bo nie chcialam byc sama. bo lepsze to niz NIC....
        eh... :(
        • soulshunter2 Re: jeszcze raz o zdradzie.... masochostka? 19.05.11, 13:39
          > ale mi tak dobrze. czemu nikt tego nie rozumie... ;/ lepsze to niz nic. niz spe
          > dzanie czasu samemu. niz sedzenie w domu i nierobienie nic....

          skoro ci tak dobrze, to dobrze ci tak. Czego jeczysz?
        • wersja_robocza Re: jeszcze raz o zdradzie.... masochostka? 19.05.11, 13:40
          Czyli ty ze strachu przed samotnością bierzesz faceta, mimo, że cię rani? I jest ci dobrze??? I to kolejny raz?
          Nie jest ci dobrze. Oszukujesz się. Godzisz się na mniej ze strachu. A to błąd. Niska samoocena? Brak wiary w siebie i swoja wartość? Byli w twoim życiu dobrzy mężczyźni, którzy nie zawiedli? Ojciec? Chłopak?
          • wersja_robocza Re: jeszcze raz o zdradzie.... masochostka? 19.05.11, 13:49
            Lektura jeśli masz ochotę.
            Kompas serca czy rozumu.
            A tu kilka dodatkowych.
        • bonnie79 Re: jeszcze raz o zdradzie.... masochostka? 19.05.11, 13:43
          już kiedyś wybaczyłaś zdradę i rozważasz to po raz koljny??? Dziewczyno póki nie zrobisz czegoś z samą sobą - to będziesz zawsze trafiać na takich, którzy bedą zdradzać....będizesz ich przyciągać swoją niepewnością, nieskim poczuciem własnej wartości, obawy przed samotnością....Powiem ci jedno ja właśnie min. z tego powodu poszłam na terapię, aby mi nie wpadło do głowy kolejny raz wierzyć w mydlenie oczu, wybaczanie zdrad i tłumaczenie biednych misiów.....Prawa jest taka, że to Ty masz problem i nie mówię tego, aby cię dołować - ja mam dokładnie ten sam problem, dlatego pozwalam sobie na tego typu komentarz
          • francesqa Re: jeszcze raz o zdradzie.... masochostka? 19.05.11, 13:53
            bonnie79 napisała:

            > Prawa jest tak
            > a, że to Ty masz problem i nie mówię tego, aby cię dołować - ja mam dokładnie t
            > en sam problem, dlatego pozwalam sobie na tego typu komentarz

            wiem, masz racje. to ze mna jest cos nie tak. dlatego nazwalam sie masochostka.
            wiem, wiem... ja wszystko wiem. ale poskladac do kupy wszytsko ciezko....
            jesli przestanie mnie bolec, przestane na niego patrzec jak na zdrajce, moze byc naprawde fajnie...
            • bonnie79 Re: jeszcze raz o zdradzie.... masochostka? 19.05.11, 14:04
              francesqa napisał:


              > wiem, wiem... ja wszystko wiem. ale poskladac do kupy wszytsko ciezko....
              > jesli przestanie mnie bolec, przestane na niego patrzec jak na zdrajce, moze b
              > yc naprawde fajnie...

              jeśli tobie przychodzi do głowy, że po takim czymś może być fajnie to jednak szkoda mojej energii na tłumaczenie Tobie do czego prowadzi wybaczanie takich numerów!!! Życzę ci aby było fajnie, ale jestem pewna na 100 %, że za jakiś czas będziesz tego gorzko żałowała!!!
              • triismegistos Re: jeszcze raz o zdradzie.... masochostka? 19.05.11, 14:23
                Ale, ale, jakich numerów? Koleś nie wywinął jej żadnego numeru, przepraszam bardzo.
                • francesqa Re: jeszcze raz o zdradzie.... masochostka? 19.05.11, 14:33
                  triismegistos napisała:

                  > Ale, ale, jakich numerów? Koleś nie wywinął jej żadnego numeru, przepraszam bar
                  > dzo.

                  poniekad troche jednak tak...
                  rozmawialismy o tym. nie obiecywalismy sobie domku z ogrodkiem. ale to, ze nie bedziemy sie spotykac z innymi owszem. przynajmniej nie przed wczesniejszym przedyskutowaniem.
                  on robil mi jazdy, kiedy kolega wpadal na herbate pogadac o pogodzie. dzwonil co chwile i pytal czy juz sobie poszedl, jesli nie, czemu tak dlugo siedzi... co my tam robimy... moze teraz on ma ochote przyjsc, a nie moze... przykro mu bylo, wiec ograniczylam kontakty z kolega.
                  • triismegistos Re: jeszcze raz o zdradzie.... masochostka? 19.05.11, 14:50
                    Aa, ok, w takim razie przyznaję Ci rację. Umawialiscie się na wyłączność a on nie dotrzymał słowa? Pogoń dziada.
                    • bonnie79 Re: jeszcze raz o zdradzie.... masochostka? 19.05.11, 14:54
                      tak właśnie to zinterpretowałam....nie pdoejrzewałam jej o to, że tak przeżywa czysty układ bez zobowiązań.....
                      • triismegistos Re: jeszcze raz o zdradzie.... masochostka? 19.05.11, 14:57
                        No, różnie z tym bywa...
    • takajatysia Re: jeszcze raz o zdradzie.... masochostka? 19.05.11, 13:33
      Chyba masochistka. Jak ktoś zauważył wcześniej: bardzo dużo emocji, rozum śpi bardzo mocno.

      Swoją drogą wyszło kretyńsko. On zalicza one night stand z kimś tam a Ciebie to motywuje do poważnych rozmów i bycia razem. Bardzo dziwny paradoks. Po co Ci taki związek, który już bardzo źle się zaczyna? Potem ma być lepiej?
      • wersja_robocza Re: jeszcze raz o zdradzie.... masochostka? 19.05.11, 13:37
        takajatysia napisała:

        > Swoją drogą wyszło kretyńsko. On zalicza one night stand z kimś tam a Ciebie to
        > motywuje do poważnych rozmów i bycia razem. Bardzo dziwny paradoks. Po co Ci t
        > aki związek, który już bardzo źle się zaczyna? Potem ma być lepiej?
        >

        Bo oni tego nie przepracowali.
        - Złapałam cie na zdradzie. - Przepraszam. - To za mało. Albo jesteśmy z sobą, albo koniec z nami. - To jesteśmy z sobą. - OK.

        To krótka droga do porażki.
      • triismegistos Re: jeszcze raz o zdradzie.... masochostka? 19.05.11, 13:41
        Owszem, zdarza się, ze w dość luźnych układach pierwszy kryzys jest impulsem do przekucia luźnego związku w coś poważnego. Często skutecznie.
        • francesqa Re: jeszcze raz o zdradzie.... masochostka? 19.05.11, 13:57
          triismegistos napisała:

          > Owszem, zdarza się, ze w dość luźnych układach pierwszy kryzys jest impulsem do
          > przekucia luźnego związku w coś poważnego. Często skutecznie.


          serio...? mnie sie nie wydaje, tak jak napisalam, szkoda mu mnie. ale... racja, ktos tez napisal, ze musi mu zalezec. skoro przez 1,5 roku nie chcial byc ze mna w "normalnym zwiazku" a teraz chce probowac.

          bo ktos jeszcze napisal ze sama siebie oklamywalam od poczatku. nie. my wiedzielismy co do siebie czujemy, ale... nie chcielismy... sie starac, biegac wogol siebie, mowic kochanie, trzymac za raczki... itp. jakos nie urzadzalo nas to. jest nam dobrze, zaczelo sie od FF, poczulismy wiecej. co mamy sobie status na FB zmienic na "W zwiazku" i wtedy bedzie jakos inaczej?! nikomu nie ytrzeba sie spowiadac, nie mamy po 16 lat, zebym oczekiwala na pytanie: "bedziesz ze mna chodzic?"...

          • wersja_robocza Re: jeszcze raz o zdradzie.... masochostka? 19.05.11, 14:00
            Czemu po raz kolejny piszesz masochostka? To celowy zabieg? Rozumiem jedną literówkę, ale 4?
            • francesqa Re: jeszcze raz o zdradzie.... masochostka? 19.05.11, 14:03
              wersja_robocza napisała:

              > Czemu po raz kolejny piszesz masochostka? To celowy zabieg? Rozumiem jedną lite
              > rówkę, ale 4?

              faktycznie, juz nie ma wiekszych problemow niz literowki...
              MASOCHISTKA!
              przepraszam jesli tak bardzo cie to zdenerwowalo...
              • wersja_robocza Re: jeszcze raz o zdradzie.... masochostka? 19.05.11, 14:08
                Ja nawet nie wyglądam na zdenerwowaną.
          • triismegistos Re: jeszcze raz o zdradzie.... masochostka? 19.05.11, 14:33
            francesqa napisał:


            > serio...? mnie sie nie wydaje, tak jak napisalam, szkoda mu mnie. ale... racja,
            > ktos tez napisal, ze musi mu zalezec. skoro przez 1,5 roku nie chcial byc ze m
            > na w "normalnym zwiazku" a teraz chce probowac.
            >
            Serio. Ale nie bierz tego za bardzo do siebie. Może tak być, ale nie musi. To, ze ja bym po takim tekście spuściła faceta ze schodów, wcale nie znaczy, że on też by tak zareagował. Może mu po prostu wygodnie z Tobą, może nie chce mu sie szukac innej piczki?
            Jeśli tak jest, to jest to po prostu drańswo, ale niektórzy faceci tak robią.

            > bo ktos jeszcze napisal ze sama siebie oklamywalam od poczatku. nie. my wiedzie
            > lismy co do siebie czujemy, ale... nie chcielismy... sie starac, biegac wogol s
            > iebie, mowic kochanie, trzymac za raczki... itp. jakos nie urzadzalo nas to.
            Zaraz zaraz, ale na co śię dokładnie umawialiście? I skąd wiedzieliście co do siebie czujecie? Powiedział ci, czy wywnioskowałaś to z rozmaślonego wzroku?

            je st nam dobrze, zaczelo sie od FF, poczulismy wiecej. co mamy sobie status na FB
            > zmienic na "W zwiazku" i wtedy bedzie jakos inaczej?! nikomu nie ytrzeba sie s
            > powiadac, nie mamy po 16 lat, zebym oczekiwala na pytanie: "bedziesz ze mna cho
            > dzic?"...
            Skoro nie masz 16 lat powinnaś wiedzieć, ze wszystko trzeba ze sobą obgadać. Tyle. Też kiedyś zaczęłam czuć coś więcej do pewnego pana, z którym pierwotnie łączyło mnie tylko bzykanko. I miałam mocne podstawy sądzić, że odwzajemnia moje uczucia. Ale nie wymyśliłam sobie jakiś nowych zasad naszego związku, i nie założyłam z góry, że telepatycznie je zaakceptuje, ale porządnie przegadaliśmy temat. Komunikacja to podstawa.
            I dopóki nie ustaliliście nowych zasad obowiązywały stare, rozumiesz?
            • francesqa Re: jeszcze raz o zdradzie.... masochostka? 19.05.11, 14:46
              triismegistos napisała:

              > rozumiesz?

              tak, rozumiem. rozmawiamy bardzo duzo, bo poza bzykaniem, laczy nas przyjazn - albo cos w ten desen. sam mi powiedzial, ze czuje cos do mnie. ale ze zwiazek nie ma sesnu. tzn. troche racji ma. skonczyl projekt (to nieszczesne oblewanie skonczylo sie dla mnie zranionym sercem), za miesiac wyjezdza. bedzie mieszkal 150 km stad. ja jeszcze musze zostac. na dluzej. zwiazek na odleglosc.. - powolna naturalna smierc. wiemy o tym oboje, bo bedac tutaj, w tym samym momencie, poltora roku temu zostawilismy naszych partnerow, wlasnie ze wzgledu na odleglosc. chwile po tym, zaprzyjaznilismy sie, poczulismy jakas chemie, ale dlatego ze, dopiero co rozstalismy sie z kims innym, nie chcielismy wiazac sie ze soba. wiec zawarlismy "uklad". uklad po drodze sie rozwijal, nabieral tempa, przeradzal w przyjazn, kilka razy zmienialismy zasady... wiele razy rozmawialismy o zwiazku. ale on, twoerdzil ze teraz, chyba jeszcze chialby sie wyszumiec, dac sobie poczucie ze "nadal jest w grze", lubi swirowac, lubi flirtowac i to chce robic. zakladajac ze nie przespi sie z inna. chyba ze, zakocha sie, w rozejmie sie rozstaniemy...
              bardzo duzo rozmawiamy. ja po pewnym czasie chcialam z nim byc, tak normalnie, chcialam sie z nim oficialnie pokazywac, a nie tylko jako kolezanka, sasiadka czy znajoma. ale on nie bardzo... mowil ze to bez sensu. ze szybko sie znudzimy i juz nie bedzie jak kiedys. a przeciez tak jest dobrze.... mysle ze nie chcial afiszowac sie z nowa dziewczyna, ze wzgledu na maczowsko-alwarowski charakter....
              teraz, wiedzac ze moze "mnie stracic" zgodzil sie sprobowac, nawet na odleglosc. nawet jesli wczesniej mielismy rok na probowanie a teraz te 2 miesiace. sama juz nawet nie wiem co mam o nim myslec. w co on gra, i do czego ciagle dazy... zdaje sobie sprawe ze czesto z jego strony byla zasady "zjesc ciastko, i miec ciastko" - nawet opisana wczesniej przeze mnie sytuacja z kolega od "pogodowych dyskusji" (czyt. gadka o dupie maryni...)
              on... on tez jest udany, ja wiem...
              • triismegistos Re: jeszcze raz o zdradzie.... masochostka? 19.05.11, 14:52
                Dobra, mając wiecej danych cofam co napisałam. I doradzam olanie pana.
                • francesqa Re: jeszcze raz o zdradzie.... masochostka? 19.05.11, 14:59

                  triismegistos napisała:

                  > Dobra, mając wiecej danych cofam co napisałam. I doradzam olanie pana.


                  wczoraj przez tone lez, krzyczalam do niego, ze wiem ze jestem nienormalna, bo nie wiem co bedzie dla mnie bardziej bolesne, czy to ze go wygonie, i kaze spieprzac z mojego zycia czy to ze pozwole mu zostac i bede ciagle o tym myslala...

                  nie chce go wyganiac, nie chce byc sama... potrzebuje go, bo jest nam naprawde dobrze razem. z reszta teraz, zadeklarowal sie byc ze mna. stworzyc zwiazek. prawdziwy.
                  moze chce pokazac ze jednak sie da.
                  • triismegistos Re: jeszcze raz o zdradzie.... masochostka? 19.05.11, 15:20
                    Oj, dziewczyno, odstawiasz histerię... Pomyśl logicznie. Gdybyś kogoś kochała, a o chciał tworzyć z Tobą normalny, stały związek, oparty na wyłączności, to co być zrobiła. Zdradzałabyś go? Udawała przed innymi, że to tylko kolega? Skoro pan wiedział co do niego czujesz, mało tego, z własnej woli przystał na zasady, które złamał, to jakim cudem wierzysz, że zależy mu na czymś więcej, niż darmowe bzykanko?
                    Aa, i przemyśl sobie, jakie masz zdanie o tej pannie, z którą się puścił. A przecież zrobił dokładnie to samo, i tak samo powinnaś jego oceniać.
                    Daj sobie spokój z dziadygą, poszukaj normalnego faceta i wiecej nie pakuj w związki ff.
                    Bo to nie dla Ciebie.
    • varia1 Re: jeszcze raz o zdradzie.... masochostka? 19.05.11, 13:36
      żeby być z tym facetem wolałaś powiedzieć sobie a nawet wszem wobec i każdemu z osobna, że w zasadzie nie jesteście w związku... dopóki miałaś poczucie pewności swojej pozycji taka opcja nawet była fajna...
      a teraz płaczesz, bo tak naprawdę od samego początku nie umiałaś powiedzieć o tym, że coś do niego czujesz
      gdybyś była szczera, ze sobą.. i z nim... to mogłoby się inaczej potoczyć, prawda?
    • triismegistos Re: jeszcze raz o zdradzie.... masochostka? 19.05.11, 13:38
      I to jest dowód na to, ze nie każdy nadaje się do pakowania w układy ff. Pocieszę cię, gdyby któryś z moich kochanków wypalił mi tekstem o wierności, wyłączności, czy coś takiego, to bym go po prostu wyśmiała. Czyli jednak facetowi zależy na tobie. Próbuj, może uda się to poskładać.
      Aa, i moim zdaniem tytuł wątku zły. Nie o zdradzie rzecz się miała, boście sobie niczego nie obiecali. O rozjechanie wzajemnych oczekiwań wam poszło.
      • varia1 Re: jeszcze raz o zdradzie.... masochostka? 19.05.11, 13:48
        dobra jesteś Triis:) ja uciekam kiedy mowa o wierności ... nie doczekawszy końca wypowiedzi;)
        • triismegistos Re: jeszcze raz o zdradzie.... masochostka? 19.05.11, 13:59
          To mamy podobnie :)
    • skinny_florida_bebe Re: jeszcze raz o zdradzie.... masochostka? 19.05.11, 13:54
      Once a cheater always a cheater!

      I nawet jeśli tego teraz nie widzisz, to kiedyś to zobaczysz, dotrze to do Ciebie i powiesz sobie "jaka ja głupia byłam, czemu ja nie posłuchalam rad innych" . Wiem, bo tez to przerabiałam.... ale kazdy uczy sie na wlasnych bledach... tylko szkoda tego cierpienia, lez, bolu itp.... No ale tak jak mowie, kiedys to zobaczysz......
    • wicehrabia.julian nie, idiotka 19.05.11, 14:04
      francesqa napisał:

      > zostalam zdradzona. jesli mozna to tak nazwac. nie jestesmy w zwiazku, nic sobi
      > e nie obiecywalismy - nic - nie myslelismy o zakladaniu rodziny, dzieciach, ni
      > e planowalismy zycia na wieki wiekow razem

      jeśli nie jesteś w związku to czego się czepiasz?
      • francesqa Re: nie, idiotka 19.05.11, 14:10
        wicehrabia.julian napisał:


        >
        > jeśli nie jesteś w związku to czego się czepiasz?
        >
        >

        nie czepiam. przykro mi...
      • wersja_robocza Re: nie, idiotka 19.05.11, 14:14
        Nie czepia się. Jest smutna i zawiedziona.
        • irutxeta Re: nie, idiotka 19.05.11, 14:35
          podejmujemy takie decyzje jakie w danym momencie jesteśmy w stanie unieść,

          z latami się twardnieje i bardziej kieruje rozumem niż sercem

          tak było u mnie -
          rozum zdał egzamin po 30
          serce przed 30
    • francesqa glupkowate szczescie... 19.05.11, 15:04
      wlasnie takie mam. gdybym sie nie urwala z uczelni, nie przyjechala szybciej, nie mialabym pojecia ze cos sie stalo.... ja zawsze mam takie szczescie, zawsze wiem, widze, slysze ZA duzo. w poprzednim zwiazku tez zauwazylam przypadkiem jeden glupi znak, pomyszkowalam, i bach! wzielam pod wlos, ze wiem, ze nie ma co juz klamac... no i sie przyznal. chociaz pewna nie bylam. (taktyka...) no a ze, zycie uczy... to teraz polaczyc fakty bylo bardzo latwo.
      ale co za bzdura! po co ja wczesniej wracalam. nie byloby stresu. nie bylo by takich zapuchnietych oczu.
      • soulshunter2 Re: glupkowate szczescie... 19.05.11, 15:20
        po co uwiklalas sie w ten "zwiazek"? Te nie byloby zapuchnietych oczu.
        • wersja_robocza Re: glupkowate szczescie... 19.05.11, 15:25
          soulshunter2 napisał:

          > po co uwiklalas sie w ten "zwiazek"? Te nie byloby zapuchnietych oczu.

          Zapuchnięte oczy to nie wina 'związku' tylko pecha, oczu, które coś widziały czy kojarzenia faktów. Wszystko tylko nie związek.
          • soulshunter2 Re: glupkowate szczescie... 19.05.11, 15:28
            nie pecha, tylko nastepstwa swojego swiadomego wyboru na pierwszym miejscu.
            • wersja_robocza Re: glupkowate szczescie... 19.05.11, 15:36
              Pecha i głupkowatego szczęścia.:>
              • soulshunter2 Re: glupkowate szczescie... 19.05.11, 15:51
                to aby na przyszlosc zabezpieczyc sie przed takimi niespodziankami niech upitoli sobie pol kulasa i wydlubie oczy, ostatecznie jeszcze moze zaszyc sobie uszy. Ewentualnie pol godziny wczesiniej zadzwonic, ze bedzie wczesniej.
                • wersja_robocza Re: glupkowate szczescie... 19.05.11, 15:53
                  No zawsze jakieś wyjście. Poszłabym dalej i zasugerowała kupić dildo. Nie zdradzi i zawsze pod ręką. :D
                  Ale ale masz rację. Ja tylko żartuję jakby koś pytał na poważnie.
    • iwona334 to jeszcze nie tragedia 19.05.11, 15:46
      nie ma idealow.

      kazdemu wypada przynajmniej raz dac ponowna szanse.
      • francesqa Re: to jeszcze nie tragedia 19.05.11, 15:51
        iwona334 napisała:

        > nie ma idealow.
        >
        > kazdemu wypada przynajmniej raz dac ponowna szanse.

        optymistka :)
        • iwona334 realistka :) 19.05.11, 15:56
          widze to tak:

          zdrady to rzecz nierzadka.
          rzucasz faceta po pierwszej zdradzie i poznajesz nastepnego
          moze on tez wczesniej kogos zdradzil? - tylko o tym nie wiesz i sie nie dowiesz

          slowem taka taktyka to jak - "zamienil stryjek siekierke na kijek"
          • simply_z Re: realistka :) 19.05.11, 15:58
            a ten pan to przypadkiem nie byl innej narodowosci..?
    • kreconeucho Re: jeszcze raz o zdradzie.... masochostka? 19.05.11, 16:19
      Myślę, że on nie wie jak Ci powiedzieć, że
      ma dość. A ten tekst : co ja ci takiego zrobi
      łam, sorry, żenujący. I nie myślisz, że to
      upokarzające walczyć o faceta ? Nic na siłę :)
    • sumire Re: jeszcze raz o zdradzie.... masochostka? 19.05.11, 16:20
      przede wszystkim nie bardzo rozumiem, czemu używasz słowa 'zdradzona', jeśli razem - jak twierdzisz - nie byliście, to nie był związek, nie było obietnic etc.
      dla mnie to trochę histeryczna reakcja i chyba nie do końca było jasne, kto z Was jak tę relację postrzega. może podczas tych przegadanych nocy trzeba było i ten temat poruszyć.

      a faceta 'byciem razem oficjalnie' nie nawrócisz.
    • woolforrd czas na zabawę 19.05.11, 16:26
      życie jest krótkie, wyluzuj i baw się teraz ty
      Nie daj się robić w konia
    • po-trafie Re: jeszcze raz o zdradzie.... masochostka? 19.05.11, 16:56
      Sumujac:
      - facet cie traktuje okropnie, zdardza, nie chce z Toba tworzyc czegos powazniejszego, pojawia sie i znika;
      - ty go chcesz bo alternatywa jest samotnosc i lepiej burzliwie ale z nim niz byc samej;
      - pan dodatkowo jest zazdrosny i zaborczy, dzwoniac upierdliwie nawet jak kolega wpada na herbate;
      - masz nadzieje, ze wybaczysz i "bedzie nawet fajnie".

      I teraz zastanow sie, skad w tobie pomysl, ze alternatywa to tylko samej, w domu i nudno i pusto. A wyjsc na zewnatrz to nie laska? Czy marzenia panienka jakies ma, swoje wlasne, niepolaczone koniecznie z jakims meskim towarzystwem? Zna panienka kogos, lubi, ma raczki i nozki?
      Czy moze pan jest ostatnim facetem na ziemi?
      Czy myslisz ze nie zaslugujesz na pozadnego kochajacego faceta, ktory by cie nosil na rekach za samo to ze JESTES?

      Jak sobie wyobrazasz przyszlosc, za rok, dwa trzy piec? Bo w opcjach masz:
      - bedziesz sie go trzymala, wykrzykujac we lzach ze jestes masochistka ale zyc bez niego nie mozesz, a on cie bedzie zdradzal na prawo i lewo, po czym pewnego dnia po prostu znajdzie kogos, kto bedzie umial postawic mu bardzo twarde warunki czy tez w inny sposob zawroci mu w glowie, a ciebie zostawi ze zlamanym sercem;
      - jak wyzej, ale nie zostawi cie, tylko tak bedzie zdradzal i zdradzal wiedzac, ze nic co zrobi cie od niego nie odsunie, ze jestes od niego uzalezniona;
      - zostawisz go w cholere, powiesz ze w sumie to nie masz go ochoty ogladac kolejne pol roku i zaczniesz zyc swoim zyciem, a nie zyciem bluszcza;
      - on sie nagle zmieni i pod wplywem czarodziejskiej rozdzki bedziecie zyli dlugo i szczesliwie.

      Jak myslisz, co sie stanie?

      Na marginesie: naprawde myslisz, ze facetow to kreci i podnieca jak im wybaczasz wszystko, histeryzujesz i pokazujesz na wszelkie inne sposoby ze sa dla ciebie najwazniejsi na swiecie?
      Bo ja mysle, ze jakbys go tak zupelnie znienacka wyrzucila oknem, kazala zniknac, zamknac sie, z sympatii do ciebie dac ci swiety spokoj i zajela sie czyms fajnym np wyjechala gdzies sama albo z kolezanka, odwiedzila dawnoniewidzianych znajomych na drugim koncu polski, czy zaczela chodzic na treningi sztuk walki pelne umiesnionych i zwinnych facetow, to by nagle zapragnal cie milion razy bardziej.
      I jak juz bedzie pragnal, i ty jednak ciagle bedziesz go miec w glowie, to mu ew. powiedz, ze moze na twoje jakiekolwiek uczucie zapracowac. Udowodnic ci, ze jest go wart i ze moze pewnego dnia mu zaufasz. Za rok. dwa. Albo piec.
    • wartosc.energetyczna Re: jeszcze raz o zdradzie.... masochostka? 19.05.11, 18:52
      wygląda na to że wypłakałaś sobie ten związek, zgodził się bo po zdradzie dać kobiecie kosza to już chamstwo do kwadratu.. no to se popróbujecie przez 2 miesiące, a później się rozejdzie po kościach
      • francesqa Re: jeszcze raz o zdradzie.... masochostka? 20.05.11, 11:04

        wartosc.energetyczna napisała:

        > wygląda na to że wypłakałaś sobie ten związek, zgodził się bo po zdradzie dać k
        > obiecie kosza to już chamstwo do kwadratu.. no to se popróbujecie przez 2 miesi
        > ące, a później się rozejdzie po kościach
        >
        >
        wiem, masz racje. z reszta sama to napisalam w pierwszym poscie: "nie wierze ze to przetrwa"...
        wiecie co, emocje opadly, minely dwa dni, jest dobry, mily, robi sniadania.... w sensie - sie stara. ale... cos we mnie zniszczyl.
        trzymalo mnie przy nim to ze mamy wspolne plany na wakacje. ale mysle sobie ze wcale nie chce jechac. jego tez juz nie chce.
        zdrada - jakos srodek na odkochanie...
        eh...
        a mialo byc tak pieknie... to mialy byc takie fajne wakacje... :(

        tak, nie wiem czego bardziej mi szkoda, jego czy wakacji...
        • po-trafie Re: jeszcze raz o zdradzie.... masochostka? 20.05.11, 11:51
          powaznie, wspolne plany wakacji?
          a czemu nie wspolny plan na kupienie klozetu?

          Plany da sie zmienic, osobe zastapic.
    • minasz no jezeli on tego nie chce to trzeba zerwac 19.05.11, 22:12
      bo bedzie cie ciagle zdradzał
      co innego jakby to byl jakis incydent bardzo by tego załowal i tylko ty bys sie dla niego liczyła
      • lonely.stoner Re: no jezeli on tego nie chce to trzeba zerwac 20.05.11, 21:51
        koeljna glupia d.pa za przeproszeniem, wcale mi ciebie nie szkoda, nie rozumiem twojego z d.py problemu, masz to na co zasluzylas, jak chcesz robic za szmate to bedziesz, nie rozczulaj sie tylko nad soba - bo chyba to cie w tym najbardziej kreci, tylko zacznij uzywac mozgu, moze jeszcze sa szanse ze wyjdziesz z tego bagna. A facet pewnie znajdzie sobie kolejna glupia d.pe ktora bedzie tak pomiatal, bo mu tak wygodnie a jej to najwidoczniej pasuje.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka