storczykowna
23.05.11, 20:56
Wrrr, jaka jestem zła!
Dziś w pracy moja szefowa (dyrektor SP, ja jestem n-lem) na moją niepewność w pewnej sprawie komputerowej (zaręczam, że nie chodziło o rzecz na poziomie: jak włączyć komputer?) użyła dwóch przemiłych komentarzy:
1. że żyjemy w XXI wieku, a takie średniowiecze dokoła;
2. że zastanawia się, skąd bierze się ten ciemnogród
Nie ma co, dyskusja merytoryczna jak 108. Dla ścisłości dodam, że nie uczę w tej szkole żadnej informatyki etc,. jestem humanistą. Wściekła jestem. Mam dość duży dystans do siebie i mogę się z samej siebie pośmiać, ale na pewno nie z nią i na pewno nie w takich okolicznościach. W zasadzie moją sprawą jest, czy cokolwiek znam się na dziedzinach niezwiązanych z przedmiotem, którego uczę. Teksty, które dziś usłyszałam są poniżej krytyki i nie pasują do pewnego poziomu kultury i inteligencji.
Planuję jutro do niej iść i powiedzieć jej już na spokojnie, że czuję się przez nią obrażona. Nie wiem, po co. Chyba dla własnego spokoju. Może poczuję się lepiej.
Myślicie, że jest sens ciągnąć z nią temat?? (Na bank nie będzie poczuwać się do winy i nie zobaczy swojej niestosowności.)