Dodaj do ulubionych

no dobra, otwarte zwiazki...

18.08.11, 09:14
...o co w tym chodzi? tzn. zakladajac, ze otwarty zwiazek polega na tym, ze dwie osoby sa niby razem, kochaja sie (???), ale kazda moze spotykac sie i bzykac z kims innym. Serio....dziala to? Co sie robi wtedy z uczuciem zadrosci? Czy takie osoby w ogole zazdrosci nie znaja? No i jak ogarnac fakt, kiedy kobieta dzwoni: kochanie, przyjedz prosze, bo kran sie zepsul, a kochanie odpowiada: ok, ale za dwie godzinki, bo wiesz teraz posuwam taka niezla foczke...
Obserwuj wątek
    • sumire Re: no dobra, otwarte zwiazki... 18.08.11, 09:19
      tak. albo w drugą stronę - kochanie, nie przyjdę, bo jestem zajęta mizianiem się z jednym młodym ciachem.

      a serio - owszem, to może działać.
      • simply_z Re: no dobra, otwarte zwiazki... 18.08.11, 09:22
        ciekawe tez czy sie regularnie badaja...


        *tak wiem ,jestem nietolerancyjna i nie miesci sie w moim ciasnym swiatopogladzie ,ze ktos moze myslec inaczej ode mnie;)
        • wez_sie Re: no dobra, otwarte zwiazki... 18.08.11, 09:43
          na glowe?
          • simply_z Re: no dobra, otwarte zwiazki... 18.08.11, 10:07
            i nie tylko..
            • wez_sie Re: no dobra, otwarte zwiazki... 18.08.11, 10:13
              fuj
        • triismegistos Re: no dobra, otwarte zwiazki... 18.08.11, 10:59
          Tak nieśmiało chciałam poinformować, że:
          a) otwarty związek wcale nie oznacza, że się kopuluje codziennie z innym wyrwanym na dyskotece byczkiem
          b) w aptekach można nabyć taki ciekawy wynalazek, nazywa się toto prezerwatywy i chroni przed chorobami wenerycznymi
          • wez_sie Re: no dobra, otwarte zwiazki... 18.08.11, 11:07
            z prezerwatyw korzystaja tylko mieczaki bez refleksu
            • empeczy Re: no dobra, otwarte zwiazki... 18.08.11, 14:39
              czyli masz taki dobry refleks, ze wiesz, kiedy wyciagnac, zanim jakas choroba sie wkradnie?
          • adoptowany Re: no dobra, otwarte zwiazki... 18.08.11, 22:05
            triismegistos napisała:

            > Tak nieśmiało chciałam poinformować, że:
            > a) otwarty związek wcale nie oznacza, że się kopuluje codziennie z innym wyrwan
            > ym na dyskotece byczkiem
            > b) w aptekach można nabyć taki ciekawy wynalazek, nazywa się toto prezerwatywy
            > i chroni przed chorobami wenerycznymi

            c) trzeba wiedziec z kim i kiedy mozna.. a to jest juz sztuka.
    • cafem Re: no dobra, otwarte zwiazki... 18.08.11, 09:28
      > ...o co w tym chodzi? tzn. zakladajac, ze otwarty zwiazek polega na tym, ze dwi
      > e osoby sa niby razem, kochaja sie (???), ale kazda moze spotykac sie i bzykac
      > z kims innym. Serio....dziala to?

      Dla niektórych działa i są w takich związkach szczęśliwi, innym się to w głowie nie mieści.
      Ludzie są różni i nie ma sensu wnikać, dlaczego jeden zbiera znaczki, a drugi żegluje przez Atlantyk.
    • lusseiana Re: no dobra, otwarte zwiazki... 18.08.11, 09:29
      W tradycyjnych związkach najczęściej wytłumaczenie brzmi "wybacz kochanie, za dwie godzinki, bo złapałem gumę" tudzież "spotkanie w pracy się przedłużyło". Foczka posuwana jest tak samo, ale jaka ulga, prawda? No z tym, że chyba niekoniecznie.

      Są ludzie, którzy w monogamii żyć nie mogą i wierności dotrzymać nie potrafią, więc szukają połówek sobie podobnych - przynajmniej nie trzeba im kadzić, pilnować się, ukrywać dowodów i jeszcze pamiętać co się komu nakłamało. A zazdrość? Pewnie jest i wychodzi po pewnym czasie, skoro związki tego typu stanowią chyba raczej nikły procent ogółu...
      • triismegistos Re: no dobra, otwarte zwiazki... 18.08.11, 11:02
        Takie związki stanowią nikły procent nie dlatego, że prędzej czy później wkrada się zazdrość, ale dlatego, że większość ludzi jednak hołduje tzw. tradycyjnym wartościom.
        A jest ich więcej, niż się to słyszy na co dzień, bo ludzie najzwyczajniej w świecie ludzie sie tym nie chwalą.
        • sumire Re: no dobra, otwarte zwiazki... 18.08.11, 11:31
          to prawda. chwalenie się zresztą owocuje tylko oberwaniem po uszach, umoralniającą gadką lub całym bukietem złośliwostek, bo przecież jak tak można - zwłaszcza, gdy jest się kobietą...
    • fieldsofgold Re: no dobra, otwarte zwiazki... 18.08.11, 09:29
      ok, ok, ja sie domyslam, ze to u niektorych dziala, tylko zzera mnie ciekawosc JAK? jakie sa tego mechanizmy itd. Czemu nie ma sensu wnikac? nie od tego forum jest? :-)
      • cafem Re: no dobra, otwarte zwiazki... 18.08.11, 09:37
        > JAK? jakie sa tego mechanizmy itd. Czemu nie ma sensu wnikac? nie od tego forum
        > jest? :-)

        Bo trudno wnikać i próbować zrozumieć coś, co jest dla Ciebie niepojęte.

        Ja już nawet nie próbuję wnikać, dlaczego ludzie wierzą we wszechmogącego czy reinkarnację, bo dla mnie to niepojęte:) Po prostu trzeba zaakceptować fakt, że jedni mają zupełnie inny sposób odczuwania niż drudzy. Rozumieć nie trzeba.
        • fieldsofgold Re: no dobra, otwarte zwiazki... 18.08.11, 09:46
          ale ja nie mowie, ze dla mnie niepojete to...mam duzy margines tolerancji i nie oceniam, jesli komus tak dobrze. licze na rzeczowe argumenty i dyskusje na poziomie, bez obrzucania epitetami i napadania na kogos...choc moze sie przelicze ;-)
          • ursyda Re: no dobra, otwarte zwiazki... 18.08.11, 09:48
            Widziałaś kiedyś na forum rzeczową dyskusję na temat aborcji? To mniej więcej taki sam temat.
          • cafem Re: no dobra, otwarte zwiazki... 18.08.11, 09:59
            > licze na rzeczowe argumenty i dyskusje na poz
            > iomie, bez obrzucania epitetami i napadania na kogos...choc moze sie przelicze

            Na tym forum większość na siebie, niestety, napada.

            Jeśli idzie Ci źle, oberwie Ci się, że Twoja wina i masz, czego chciałaś, jeśli dobrze - też Ci się oberwie, bo jak komuś za dobrze idzie, to trza go zgnoić i do pionu postawić:)
            • ursyda Re: no dobra, otwarte zwiazki... 18.08.11, 10:01
              No ale już nie przesadzajmy, nie jest aż tak źle. A stawianie do pionu za pomocą walenia młotkiem w zakuty łeb czasami przynosi efekty:)
      • sumire Re: no dobra, otwarte zwiazki... 18.08.11, 09:38
        przypuszczam, że wnikanie na forum doprowadzi tylko do przerzucania się epitetami dotyczącymi lekkiego prowadzenia się jednych i sztywnego kręgosłupa drugich :) to jeden z tych tematów, w których żadna ze stron nie ma racji ani się nie myli. ot, zależy, jak kto sobie związek układa, jakie ma potrzeby.
        • ursyda Re: no dobra, otwarte zwiazki... 18.08.11, 09:42
          Właśnie. I znów dostanie się tylko jednej forowiczce, która stała się już symbolem otwartego (wolnego?) związku na eFKa.
    • wersja_robocza Re: no dobra, otwarte zwiazki... 18.08.11, 09:51
      Czyli co? Mamy kogoś na celowniku i teraz będziemy publicznie batożyć?
      • fieldsofgold Re: no dobra, otwarte zwiazki... 18.08.11, 09:55
        a tylko tak tu sie da? czemu wszyscy zakladaja od razu, ze otwarty zwiazek to zlo? i rozmowa na ten temat to wylacznie publiczny lincz? bez sensu.
        • wersja_robocza Re: no dobra, otwarte zwiazki... 18.08.11, 09:57
          Czytałaś chyba inne wątki, w których niektórzy w dosyć konkretny sposób wyrażali swoją dezaprobatę w tej kwestii i jeszcze konkretniej opisywali zwłaszcza kobiety będące w takich wątkach.
    • bijatyka Re: no dobra, otwarte zwiazki... 18.08.11, 10:03
      Mnie tu nie pasują te dwa słowa, bo jeśli "otwarty", to nie "związek".
      Mogę sobie wyobrazić tak, nazwijmy to może - układ, w którym oboje państwo chodzą własnymi ścieżkami. Z tym, że dla mnie nie może być między nimi miłości, nie może być wspólnych dzieci, natomiast może być wspólne mieszkanie czy hobby. Jeśli dobrze im się żyje pod jednym dachem, nie wiem, pasuje ton chrapania tego drugiego, to ok. Nie wierzę w miłość w takim układzie, ale już na przykład w szacunek - tak. Jest tylko łan probem - każda z tych osób może się nagle zakochać w kimś innym i taka konstelacja pęknie szybciej niż każdy inny rodzaj współżycia.
      • triismegistos Re: no dobra, otwarte zwiazki... 18.08.11, 11:04
        No więc bijatyko, piękna teoria, ale nieprawdziwa. Facet, z którym miałam otwarty związek był moją największą miłością.
        • bijatyka Re: no dobra, otwarte zwiazki... 18.08.11, 11:13
          A czy Ty, podobnie jak on, byłaś jego największą miłością ? I dlaczego ten związek się zakończył ? (p.s. nie musisz odpowiadać, jeśli to zbyt prywatne).
          • triismegistos Re: no dobra, otwarte zwiazki... 18.08.11, 11:25
            Nie pytałam go, na którym miejscu na jego liście byłam ;) Ale wyraźnie wiedziałam, że moje uczucie nie było nieodwazjemnione. Rozstaliśmy się z wielu powodów, chyba najważniejsza była odległocś
            • policjawkrainieczarow Re: no dobra, otwarte zwiazki... 18.08.11, 18:44
              triismegistos napisała:

              > Nie pytałam go, na którym miejscu na jego liście byłam ;) Ale wyraźnie wiedział
              > am, że moje uczucie nie było nieodwazjemnione.

              a czy dla niego to też był "związek" w takim razie? czy tylko dla ciebie?
              • triismegistos Re: no dobra, otwarte zwiazki... 18.08.11, 20:52
                Ojp, co pytanie to dziwniejsze. Tak, dla niego też. Jak związek może być tylko dla jednej osoby, hę? A może ja mam jakieś nietypowe doświadczenia?
                • policjawkrainieczarow Re: no dobra, otwarte zwiazki... 18.08.11, 20:56
                  triismegistos napisała:

                  > Ojp, co pytanie to dziwniejsze. Tak, dla niego też. Jak związek może być tylko
                  > dla jednej osoby, hę? A może ja mam jakieś nietypowe doświadczenia?

                  nie, nie wydaje mi sie, zebys byla jedyna laska sypiajaca z facetem, co jej nie kocha i nie ma wobec niej zadnych zobowiazan, tylko co to ma wspolnego ze zwiazkiem?
        • six_a Re: no dobra, otwarte zwiazki... 18.08.11, 11:40
          alesz prawdziwa, a Twój jednostkowy przypadek, tego nie zmieni. zresztą wyłącznie twoja deklaracja nie ma znaczenia, podobnie wygląda miłość platoniczna. związek opiera się na deklaracjach z obu stron.
          • triismegistos Re: no dobra, otwarte zwiazki... 18.08.11, 11:45
            Yy, a gdzie ja napisałam, że to była wyłącznie jednostronna deklaracja?
            • six_a Re: no dobra, otwarte zwiazki... 18.08.11, 11:48
              no chyba tu, że był największą miłością twojego życia, a ty nie wiesz na którym byłaś u niego miejscu.
              dobzie źloziumiałam, plosie pani?
              • triismegistos Re: no dobra, otwarte zwiazki... 18.08.11, 12:58
                Widzę, że na serio uczyłaś się czytania z "faktu" :)
                • six_a Re: no dobra, otwarte zwiazki... 18.08.11, 13:07
                  hahahaha, a ja widzę, że tylko się migasz.
      • baba67 Re: no dobra, otwarte zwiazki... 18.08.11, 11:51
        bijatyka, dzieki, myslalam ze jakas nienormalna jestem, ze mysle tak jak Ty.Mam jakis margines tolerancji al nie lubie jak mi ktos wmawia ze czerwone to zielone.Zwiazek otwarty to uklad.
        • sumire Re: no dobra, otwarte zwiazki... 18.08.11, 12:02
          ale - Bogiem a prawdą - jaka różnica, czy to się nazwie układem, otwartym związkiem, friends with benefits czy zastępem 'Czarne Stopy'?...
          • baba67 Re: no dobra, otwarte zwiazki... 18.08.11, 12:15
            Taka ze unikajac balaganu terminologicznego mamy mniejsze pole do skakania sobie do gardel.
            Uklad otwarty chyba nie wartosciuje ani nie obraza, a zwiazek otwarty to taka sucha woda
          • triismegistos Re: no dobra, otwarte zwiazki... 18.08.11, 20:53
            Jest ogromna różnica między otwartym związkiem a ff. Otwarty związek jest prawdziwym związkiem, takim jak inne, tylko bez wyłączności seksualnej.
            • sumire Re: no dobra, otwarte zwiazki... 18.08.11, 21:23
              wiem. dla mnie tylko śmieszno-dziwne jest przywiązanie do terminologii i potrzeba zamykania relacji międzyludzkich w paru odpowiednio nazwanych szufladkach. a każda ta relacja jest inna i bezpośrednio zainteresowani mogą ją nazywać jak chcą.
    • nowy_w_masle Re: no dobra, otwarte zwiazki... 18.08.11, 10:03
      Nie wiem co w tym takiego dziwnego i niezrozumiałego? Ludzie są różni - jeden woli chrzan inny musztardę... Powiedzmy, że lubię być sam i dobrze mi z tym i wygodnie. Poznaję podobną sobie, atrakcyjną i miłą dziewczynę. Mamy swoje odrębne życia ale spotykamy się czasem na mieście, na spacer lub kawę, czasem trafiamy do mnie lub do niej. Znamy się na tyle, że wiemy, iż druga strona jest kulturalną osobą prowadzącą higieniczny tryb życia - realizujemy więc bez zbytnich zahamowań swoje potrzeby seksualne. Rano jest miło i sympatycznie. Utrzymujemy kontakt telefoniczny i internetowy do kolejnego spotkania. Co robi w tzw. międzyczasie nie bardzo mnie interesuje bo mam swoje sprawy, wiem, że nie sprowadza sobie co noc kolejnego kochanka a jakiś niezobowiązujący jej romans nie wzbudza we mnie zazdrości bo to nie jest miłość ani żadne poważne uczucie z mojej strony. Pewnie, że gdy powie, iż nie będziemy się spotykać bo zakochała się w innym to będę miał drobny kłopot - sprawdzony układ mi odpowiada - ale kwestią niedługiego czasu jest znalezienie następnej dziewczyny do podobnego, niezobowiązującego związku.
      • ursyda Re: no dobra, otwarte zwiazki... 18.08.11, 10:05
        To co opisałeś to nie jest otwarty związek.
        • nowy_w_masle Re: no dobra, otwarte zwiazki... 18.08.11, 10:06
          To że nie mieszkamy razem..?
          • simply_z Re: no dobra, otwarte zwiazki... 18.08.11, 10:09
            nie ,po prostu rozmawiamy o ludziach ,ktorzy sie kochaja itd ale pozwalaja sobie na przygodnych kochankow, ty po prostu ejstes w ukladzie FF lub cos w tym stylu.
          • ursyda Re: no dobra, otwarte zwiazki... 18.08.11, 10:09
            Nie tylko. To jest tylko układ na seks - to co opisałeś. Związek jest wtedy gdy jednak interesuje Cie, co robi, jak żyje i tak dalej. Z wzajemnością oczywiście. Otwarty - bo pomimo tego, nie masz problemu z tym, że ona może mieć układ (taki układ właśnie jak opisałeś) z kimś innym.
            • nowy_w_masle Re: no dobra, otwarte zwiazki... 18.08.11, 10:22
              Nie do końca tak jest. Po prostu nie wdawałem się w takie szczegóły jak to, że często spędzamy razem weekendy, wychodzimy do kina czy opery, robimy krótkie wypady nad morze. Bywamy razem na różnych uroczystościach towarzysko-rodzinnych i przez inne osoby jesteśmy identyfikowani jako para. Ponadto brak miłości i wspólnych planów na przyszłość nie wyklucza dużej sympatii - pamiętamy o różnych okazjach, imieniny są pretekstem do miłych podarunków. Dobrze nam ze sobą ale też pasuje nam takie życie nieco osobno, bez zobowiązań.
              • ursyda Re: no dobra, otwarte zwiazki... 18.08.11, 10:27
                Napisałeś wyraźnie, że nie interesuje Cię co ona robi, jak się ma i tak dalej w momencie jak się nie widzicie. Dla mnie rto związek wyklucza. Czy to otwarty, czy inny. Ale nie wyklucza układu.
                • nowy_w_masle Re: no dobra, otwarte zwiazki... 18.08.11, 10:34
                  Kwestia definicji - dla mnie to jednak jakaś forma związku, a że na innych zasadach niż zdecydowana większość...
                  • ursyda Re: no dobra, otwarte zwiazki... 18.08.11, 10:42
                    Ale rozmowa jest o otwartym związku a nie układzie. Układ to nie związek.
                    • nowy_w_masle Re: no dobra, otwarte zwiazki... 18.08.11, 10:44
                      OK, to zmykam w takim razie i się nie wtrącam :)
      • fieldsofgold Re: no dobra, otwarte zwiazki... 18.08.11, 10:08
        no nie, nie o to w ogole chodzilo
      • princess_yo_yo Re: no dobra, otwarte zwiazki... 18.08.11, 10:34
        to sie nazywa friends with benefits a nie otwarty zwiazek

        otwarty zwiazek w moim odczuciu to taki gdzie partnerzy zyja jak najbardziej razem, maja jak najbardziej wiele wspolnych spraw i jak najbardziej wspolne zycie od a do z ale daja sobie swobode jesli chodzi o seks. i ta swoboda ma tez pewne granice wlasciwe dla konkretnego zwiazku.
        jak dla mnie taki uklad bylby nie do przyjecia i nie znam nikogo kto by w takim ukladzie zyl. ale jesli jakiejs parze taki zwiazek pasuje i dziala to swietnie.
      • n.michal Re: no dobra, otwarte zwiazki... 18.08.11, 10:35
        to co opisales nie jest zwiazkiem tylko "relacją" albo jak wolisz randkowaniem, ale ja zawsze okreslalem to jako relacja bo ten termin najlepiej odaje cechy takiej sytuacji. otwarty zwiazek to cos zupelnie innego.
    • a_nonima Re: no dobra, otwarte zwiazki... 18.08.11, 10:07
      Jak widać po niektórych związkach taskie układy się zdarzają i nieźle funkcjonują. Jak już ktoś wyżej zaznaczył jeżeli, ktoś nie ejst w stanie dochowac wieności szuka partnera z podobnym podejsciem do związku i sprawa załatwiona. Zazdrosci chyba nie ma w tym zwiazku.
      Moi znajomi tworzą taki układ, ale nie informują się o skokach w bok tzn kiedy z kim i jak.
    • jan_hus_na_stosie2 Re: no dobra, otwarte zwiazki... 18.08.11, 10:25
      .
    • six_a Re: no dobra, otwarte zwiazki... 18.08.11, 10:44
      no ja tam nie wiem, ale skoro nie miłość, nie seks i nie rodzina to najwyraźniej jedynym sensem utrzymywania związku takiego czy innego jest chęć posiadania kogoś do naprawy kranu lub uprania ciuchów w przerwie w podróży w drugie mańkie ;)
      • six_a Re: no dobra, otwarte zwiazki... 18.08.11, 10:49
        po drugie primo, każdy z wariantów ma swoje wady. tak jak w związku na wyłączność za winklem czai się widmo zdrady, tak w związku otwartym - widmo spotkania ememżeta tudzież kaemżetki i wpadnięcia po uszy w straszliwą monogamię, a może i, o zgrozo, rodzinę, noi w efekcie zostawienia dotychczasowego partnera otwartego/partnerki otwartej.
        • triismegistos Re: no dobra, otwarte zwiazki... 18.08.11, 11:07
          A to ja nie wiedziałam, że ścisła monogamia chroni przed pobocznym zakochaniem?
          • six_a Re: no dobra, otwarte zwiazki... 18.08.11, 11:08
            pacz, ja tesz nie. a gdzie to wyczytałaś? we fakcie?
            • triismegistos Re: no dobra, otwarte zwiazki... 18.08.11, 11:29
              Nie czytuję faktu. A co, polecasz?
              • six_a Re: no dobra, otwarte zwiazki... 18.08.11, 11:36
                polecam fakty i elementarz. nie wiem, czy to nie za dużo na raz.
                • triismegistos Re: no dobra, otwarte zwiazki... 18.08.11, 11:44
                  Czytanie tych dwóch lektur jest dla ciebie zbyt wyczerpujące?
                  • six_a Re: no dobra, otwarte zwiazki... 18.08.11, 11:50
                    ta pierwsza to nawet nie jest lektura.
                    • triismegistos Re: no dobra, otwarte zwiazki... 18.08.11, 12:59
                      Tak? Nie wiem, ja nie czytam, ale uwierzę ci na słowo ;]
                      • six_a Re: no dobra, otwarte zwiazki... 18.08.11, 13:05
                        ziew.
      • bijatyka Re: no dobra, otwarte zwiazki... 18.08.11, 10:50
        do naprawy kranu lub uprania ciuchów w przerwie w podróży w drugie mańkie

        To chyba takie ciche wody się na takich lawstorantów nadają. Bo macho to by nie wyprał. Na bank.
        • six_a Re: no dobra, otwarte zwiazki... 18.08.11, 11:01
          nienoczemu. maczo przyjeżdża i mówi, pani mi tu pierze, bo na tym w sumie polega nasz związek, co nie?
          :)
          • bijatyka Re: no dobra, otwarte zwiazki... 18.08.11, 11:10
            Ale ja myślałam, że nie ja piorę maczu, tylko maczo mnie. Tak jakoś dziwnie zawsze patrzę z mojego punktu widzenia. To chyba coś z oczami.
            • six_a Re: no dobra, otwarte zwiazki... 18.08.11, 11:23
              może być i odwrotnie, czyli jak maczu pierze, to ty skręcasz szafy z ikeji;, no logiczne chyba?)
              • bijatyka Re: no dobra, otwarte zwiazki... 18.08.11, 11:27
                six_a napisała:

                > może być i odwrotnie, czyli jak maczu pierze, to ty skręcasz szafy z ikeji;, no
                > logiczne chyba?)

                Coś tu na to wychodzi, że w tych otwartych to sama robota. To ja dziękuję.
                • six_a Re: no dobra, otwarte zwiazki... 18.08.11, 11:34
                  a co Pani myślała:)
                  tylko seksualni potentaci dajo rade z taką ilością seksu poza i niepoza, nie dla szaraczków.
    • triismegistos Re: no dobra, otwarte zwiazki... 18.08.11, 10:56
      Czasem dziala, czasem nie działa. Ja praktykowałam i działało. Zazdrosna nie jestem z natury. Sytuacji z rozmowami przez telefon podczas seksu z kimś innym nie mieliśmy, bo żadne z nas nie praktykowało rozmów telefonicznych podczas kopulacji.
      I nie trzeba uprawia seksu na boku, żeby nie być na każde skinienie partnera.
      Acha, gdyby mój facet używał sformułowań typu "posuwam niezłą foczkę" nie był moim facetem.
      • six_a Re: no dobra, otwarte zwiazki... 18.08.11, 11:03
        bo na całe szczęście uprawialiście jasnowidztwo, dzięki któremu każde z was wiedziało, kiedy NIE dzwonić.
        :)
        • fieldsofgold Re: no dobra, otwarte zwiazki... 18.08.11, 11:06
          no wlasnie...o to chodzi....jak to dziala w praktyce...dzwonisz, a on/ona nie odbiera, albo nie wraca na noc do domu. serio, nie ma zadnego uklucia?
          • six_a Re: no dobra, otwarte zwiazki... 18.08.11, 11:08
            zaraz się dowiesz, że to są wyższe pokłady tolerancji, intuicji i w ogóle poziomu, niedostępne dla pospolitych zazdrośników.
          • triismegistos Re: no dobra, otwarte zwiazki... 18.08.11, 11:10
            Jak jestem w kinie też nie odbieram telefonu. Albo jak mi się rozładuje, albo jak nie ma zasięgu, albo jak siedzę w wannie, albo jak po prostu nie słyszę, albo jak jestem w pracy...
            Nie, nic mnie nie kłuło, kiedy on nie odbierał telefonu, najwyżej wkurzałam się jak miałam coś pilnego na głowie.
            • six_a Re: no dobra, otwarte zwiazki... 18.08.11, 11:17
              >Nie, nic mnie nie kłuło, kiedy on nie odbierał telefonu, najwyżej wkurzałam się jak miałam coś
              nic cię nie kłuło, najwyżej się wkurzałaś? hmm, logiką to to nie grzeszy.
              • triismegistos Re: no dobra, otwarte zwiazki... 18.08.11, 11:22
                A co w tym jest nielogicznego? To zupełnie inne uczucia. Jakbyś tego nie rozumiała pozwól, że objaśnię łopatologicznie. Nie kłuła mnie żadna zazdrość, zastanawianie się z kim jest i co robi. A wkurzałam się, jeśli miałam pilną sprawę, np. wiedziałam, że zaraz wyjdzie z domu a chciałam, żeby coś wziął ze sobą, albo coś w ten deseń. Zrozumiałaś, czy mam napisać większymi literami?
                • six_a Re: no dobra, otwarte zwiazki... 18.08.11, 11:33
                  im więcej szczegółów, tym, jak zwykle, gorzej. tak że nie tłumacz mi tego.

                  opowiedz, jak długo trwał u Ciebie najdłuższy z tego typu związków i czym się skończył.
                  dzięks.
                  • triismegistos Re: no dobra, otwarte zwiazki... 18.08.11, 11:47
                    Sześć lat. Skończył się tak, że nie ma związku, ale jest przyjaźń.
                    • six_a Re: no dobra, otwarte zwiazki... 18.08.11, 11:53
                      nieeetam, potem mnie nie interesuje. interesuje mnie potwierdzenie mojej tezy o zagrożeniach w dowolnym typie związku.
                      inaczej: z jakiego powodu się skończył?
                      • baba67 Re: no dobra, otwarte zwiazki... 18.08.11, 12:12
                        Bo uklady z natury swojej sa nietrwale?Bo zwiazki prawdziwe opieraja sie na bardzo wielu czynnikach ktore trudno osiagnac kiedy sie nie panuje nad swoim popedem,bo nie chce sie panowac(a bzykanie wszystkiego co w miare atrakcyjne swiadczy o tym).Oczywiscie mozna byc w takim ukladzie szczesliwym jakis czas.Dluzej trwaja uklady jednostronne (vide Dygat i Jedrusik,Magdalena Samozwaniec i jej maz).Uklad nie wyklucza cieplych uczuc.milosc jest tylko jednym choc najwazniejszym czynnikiem zwiazku.
                        Takie ABC mohera,mozna wierzyc albo nie
                        • sumire Re: no dobra, otwarte zwiazki... 18.08.11, 12:23
                          niekoniecznie są z natury nietrwałe.
                          jeden znany mi 'układ' ciągnie się od 8 lat - bardzo szczęśliwi oboje. drugi - w którym stroną jest niżej podpisana - 4. a znam i taki, który z przerwami przetrwał lat 20. tyle że w żadnej z tych relacji nie ma mowy o bzykaniu wszystkiego, co w miarę atrakcyjne.
                          • baba67 Re: no dobra, otwarte zwiazki... 18.08.11, 12:36
                            No to raz na jakis czas macie romans ktory druga strona akceptuje?Mowicie sobie-wiesz, zakochalam sie,teraz sam musisz troche chalupe ogarnac i pogotowac, bo ja zajeta bede przez jakis czas?A facet zauracza sie kolezanka z pracy i myslisz sobie-jak ona wygra to trudno?
                            I jestescie uczciwi tylko wobec siebie, czy wobec partnerow rowniez?I mozna sie w kims zakochac i nie myslec o wspolnej przyszlosci?
                            Bo jesli to nie romans to wyrywacie sie czasem z ukladu zeby bzyknac jakies ciacho i to umownie nazwane tu zostalo bzykaniem atrakcyjnych obiektow.
                            • sumire Re: no dobra, otwarte zwiazki... 18.08.11, 12:59
                              wydaje mi się, choć mogę się mylić, że i w małżeństwie można się zauroczyć koleżanką z pracy i ona może wygrać.
                              czy można się w kimś zakochać i nie myśleć o wspólnej przyszłości? można, bo nie każdy chce mieć żonę lub męża, dzieci, wspólny dom i samochód. wiem - to nierozwojowe :) zdaję sobie sprawę, że nie dla każdego luźna relacja, w której dopuszcza się pojawianie osób trzecich (i jest to obu stronom wiadome od początku) jest akceptowalna, nie chcę też tłumaczyć, że jest cudowna ani dawać się przekonywać, że beznadziejna - każdy ma swoje racje w tej sprawie.
                              • baba67 Re: no dobra, otwarte zwiazki... 18.08.11, 13:10
                                Fascynuje mnie tylko praktyczna strona zagadnienia.Rozumiem, ze zauraczacie sie tylko osobami zainteresowanymi wylacznie zauraczaniem sie, nie myslacymi o opuszczaniu domowego ogniska, pozbawianiem potomstwa stabilnej rodziny itp.Czy partnerzy tych osob tez mysla jak Wy?
                                Bardzo staram sie w tym watku nie wartosciowac,bo dyskusja jest rzeczowa zatem mam nadzieje ze sie nie czujesz urazona moim dociekaniem.
                                • triismegistos Re: no dobra, otwarte zwiazki... 18.08.11, 13:15
                                  Nie romansuję z osobami zajętymi, chyba, że tak jak ja są w otwartych związkach.
                                  • baba67 Re: no dobra, otwarte zwiazki... 18.08.11, 13:31
                                    To znaczy ze jakiejs dyscypliny jednak taki uklad wymaga.To brzmi dosc uczciwie, jesli osoby wolne nie sa mamione mirazem stalego zwiazku(a tu raczej nie sa).
                                    Dzieci w tym ukladzie nie widze , ale zdaje sie ze to temat na nastepna dyskusje.
                                    • triismegistos Re: no dobra, otwarte zwiazki... 18.08.11, 21:01
                                      Takiej samej dyscypliny, jak bycie singielką. Jako singielka też nie spotykam się z zajętymi facetami i nie wymaga to ode mnie ani specjalnej dyscypliny, ani specjalnych wyrzeczeń. Powtarzam po raz nie wiem który, nie mam miliona kochanków i setek nowych one night standów.
                                      • baba67 Re: no dobra, otwarte zwiazki... 18.08.11, 23:07
                                        No wierze, ci wierze.Nie pojmuje tej mutacji,ale jak trafi swoj na swego i nie bzyka sie czego podleci to jakis rodzaj zwiazku to moze byc. moze sie za bardzo zasugerowalam.Nie ktorzy ludzie nie maja libido, to moga byc tacy co nie czuja zazdrosci.
                                • sumire Re: no dobra, otwarte zwiazki... 18.08.11, 13:28
                                  nie sądzę, żebym mogła odpowiadać w imieniu wszystkich zauraczających się lub nie. sama w żonatych nigdy nie gustowałam :) swoją drogą podejrzewam, że większość tych nieszczęsnych orędowników otwartych związków (czy jak tam zwał) wcale aż tak często nie romansuje i nie bzyka. a niektórzy wcale nie skaczą w bok. to też się zmienia, czasem taki luźny układ ewoluuje w tradycyjny związek.
                                  co do rzeczowości dyskusji - no, nie wiem :) tego rodzaju wątki niestety zawsze prędzej czy później zmierzają w kierunku psychoanalizy i wzajemnego udowadniania sobie, że jest się albo puszczalskim, albo moherem, zależnie od opcji. kwestia czasu, gdy pojawi się tu kilkoro etatowych trolli.
                                  • baba67 Re: no dobra, otwarte zwiazki... 18.08.11, 13:35
                                    Tego sie staram uniknac.Nie zdzierzylam tylko kiedy dziewczynie obsesyjnie zazdrosnej przedstawia sie taki uklad jako rozwiazanie jej problemow ze stanowiska wyzszego wtajemniczenia.
                        • princess_yo_yo Re: no dobra, otwarte zwiazki... 18.08.11, 13:00
                          interesuje mnie ta idea bzykania wszystkiego w miare atrakcyjnego, skad ten pomysl? no chyba ze mowimy o calej serii niekonczacych sie one night stand ale takie zachowanie raczej wyklucza jakikolwiek zwiazek i ludzie ktorzy prowadza taki tryb zycia nie widza chyba potrzeby bycia w zwiazku.
                          • baba67 Re: no dobra, otwarte zwiazki... 18.08.11, 13:04
                            Ja bym sama na to nie wpadla, ale watek z delegacja mnie natknal.Okazalo sie ze entuzjastka otwartych ukladow szuka sobie niekiedy apetycznego cialka na jedna noc podobnie jak jej partner.
                            Poradzilam jej zyczliwi3e swingersow, nie wiem czy dobrze zrobilam?
                          • triismegistos Re: no dobra, otwarte zwiazki... 18.08.11, 13:07
                            Też mnie to zastanawia...
                        • triismegistos Re: no dobra, otwarte zwiazki... 18.08.11, 20:58
                          baba67 napisała:

                          > Bo uklady z natury swojej sa nietrwale?

                          Ale tutaj mowa o związkach, nie układach.

                          Bo zwiazki prawdziwe opieraja sie na bar
                          > dzo wielu czynnikach ktore trudno osiagnac kiedy sie nie panuje nad swoim poped
                          > em,bo nie chce sie panowac(a bzykanie wszystkiego co w miare atrakcyjne swiadcz
                          > y o tym)

                          Rany, co wy wszyscy z tym nie panowaniem nad popędem i bzykaniem wszystkiego co się rusza? Nad swoim libido mam kontrolę, nie mam 50 kochanków i nie wyrywam codziennie innego faceta w barze.

                          .Uklad nie wyklucza cieplych uczuc.milosc jest tylko jednym choc najwazniejszy
                          > m czynnikiem zwiazku.
                          > Takie ABC mohera,mozna wierzyc albo nie

                          Czy mogę jeszcze raz, ale po polsku prosić?
                      • triismegistos Re: no dobra, otwarte zwiazki... 18.08.11, 20:55
                        six_a napisała:

                        > nieeetam, potem mnie nie interesuje. interesuje mnie potwierdzenie mojej tezy o
                        > zagrożeniach w dowolnym typie związku.
                        > inaczej: z jakiego powodu się skończył?
                        >

                        Bo dzieliło nas zbyt wiele kilometrów.
                        • policjawkrainieczarow Re: no dobra, otwarte zwiazki... 18.08.11, 21:08
                          > > inaczej: z jakiego powodu się skończył?
                          > >
                          >
                          > Bo dzieliło nas zbyt wiele kilometrów.

                          uhm, a fakt, ze pan cie nie kochal, nie mial tu (dla niego) zadnego, ale to absolutnie zadnego znaczenia. To zupelnie normalne albowiem, ze czlowiek wiaze sie z osoba, do ktorej niczego specjalnego oprocz sympatii nie czuje :D
                          • triismegistos Re: no dobra, otwarte zwiazki... 18.08.11, 21:14
                            Nie wiem skąd masz informacje, jakoby pan mnie nie kochał? Bo ja jestem całkowicie pewna uczuć, jakie do mnie żywił. I żeby zaspokoić niezdrową ciekawość odpowiem na sakramentalne w takich dyskusjach pytanie. Tak, to z mojej inicjatywy związek się zakończył.
                            • six_a Re: no dobra, otwarte zwiazki... 18.08.11, 21:24
                              zakończyłaś związek z cytuję "miłością twojego życia" z powodu odległości, czy przeszliśmy już do jakiegoś innego długoletniego związku?
                              • triismegistos Re: no dobra, otwarte zwiazki... 19.08.11, 01:39
                                Nie, nie przeszliśmy. A co to ma do rzeczy?
                            • policjawkrainieczarow Re: no dobra, otwarte zwiazki... 18.08.11, 21:25
                              moze cos zle w drzewku przeczytalam i ten zwiazek w zwiazku z tym wygladal na cos w desen "je t'aime mois non plus". Tak czy inaczej, nadal nie bardzo rozumiem, gdzie tu związek, bo to, że dwie osoby żywią do siebie uczucie, to jeszcze chyba nie bardzo wystarczy, jesli jest dajmy na to mężatka i żonaty pan i oboje czują do siebie mięte to jeszcze nie znaczy, ze tworzą związek, zwłaszcza, kiedy dziela ich kilometry liczne. Nie neguję, ze mogła to byc relacja dająca wam wiele satysfakcji, przyjemności itd, zeby nie bylo.
                              • triismegistos Re: no dobra, otwarte zwiazki... 19.08.11, 01:42
                                Ychm, ani ja nie byłam mężatką, ani rzeczony pan żonaty. Widzę, ze muszę uściślić. Nie zawsze dzieliła nas odległość, kiedyś nawet ze sobą mieszkaliśmy i planowaliśmy do tego powrócić. Niestety, z wielu powodów, na temat których nie widzę powodu rozpisywania się, odległośc się pojawiła i po pewnym czasie związek się rozlazł.
                                • policjawkrainieczarow Re: no dobra, otwarte zwiazki... 19.08.11, 04:19
                                  nie mowie, ze byliscie mezem i zona, pokazuje, ze sa sytuacje w ktorych dwie osoby sie spotykaja na bzykanie, ale sila rzeczy nie jest to wystarczajace, aby nazwac to zwiazkiem, bo - juz w zwiazkach sa. Innych.
                                  • triismegistos Re: no dobra, otwarte zwiazki... 19.08.11, 10:30
                                    Są takie sytuacje, ale nie mam pojęcia co mają wspólnego z otwartym związkiem?
                            • swiete.jeze Re: no dobra, otwarte zwiazki... 19.08.11, 23:36
                              triismegistos napisała:

                              > Nie wiem skąd masz informacje, jakoby pan mnie nie kochał? Bo ja jestem całkowi
                              > cie pewna uczuć, jakie do mnie żywił.

                              Pewnie stąd:

                              triismegistos napisała:

                              > Nie pytałam go, na którym miejscu na jego liście byłam ;) Ale wyraźnie wiedział
                              > am, że moje uczucie nie było nieodwazjemnione.
              • fieldsofgold Re: no dobra, otwarte zwiazki... 18.08.11, 11:25
                mysle, ze triisme chodzilo o to, ze wkurzal ja sam fakt niedodzwonienia sie, bez zastanawiania czy facet jest akurat z inna czy w pracy czy gdziekolwiek....hm...chyba jednak rzeczywiscie trzeba miec do tego specjalnie skonstruowana psychike.
                • triismegistos Re: no dobra, otwarte zwiazki... 18.08.11, 11:27
                  Właśnie :) A Siksa specjalnie "nie rozumie" co mam na myśli.
                  • six_a Re: no dobra, otwarte zwiazki... 18.08.11, 11:46
                    no ja nie rozumiem, jak można do tego stopnia interesować się czyimś rozkładem dnia, żeby wiedzieć, że zaraz wychodzi i jednocześnie nie interesować się tym, że zaraz będzie wchodził wychodził wchodził wychodził.

                    ale co ja tam wim.
                    • triismegistos Re: no dobra, otwarte zwiazki... 18.08.11, 11:48
                      Yyy.... Dobra, wiem, że tylko udajesz głupią, ale i tak mnie zadziwiasz.
                    • kitek_maly Re: no dobra, otwarte zwiazki... 18.08.11, 13:22
                      > no ja nie rozumiem, jak można do tego stopnia interesować się czyimś rozkładem
                      > dnia, żeby wiedzieć, że zaraz wychodzi i jednocześnie nie interesować się tym,
                      > że zaraz będzie wchodził wychodził wchodził wychodził.

                      :))))
                    • princess_yo_yo Re: no dobra, otwarte zwiazki... 18.08.11, 13:32
                      tak na serio to oczywiscie ze mozna i nie trzeba do tego zadnego otwartego zwiazku ani zwiazku w ogole. rozklad dnia jest zazwyczaj wiadomy w zarysie i nie koniecznie trzeba sie wglebiac w szczegoly :-) zawsze jak wychodzisz to mowisz gdzie? ja nie, i to bynajmniej nie dlatego ze mam cos do ukrycia, po prostu czesto jest to informacja ktora w danym kontekscie nie ma zadnego znaczenia.
                      • grassant Re: no dobra, otwarte zwiazki... 18.08.11, 13:41
                        nie nadałżasz za sixą? :(((

                        > tak na serio to oczywiscie ze mozna i nie trzeba do tego zadnego otwartego zwia
                        > zku ani zwiazku w ogole. rozklad dnia jest zazwyczaj wiadomy w zarysie i nie ko
                        > niecznie trzeba sie wglebiac w szczegoly :-) zawsze jak wychodzisz to mowisz gd
                        > zie? ja nie, i to bynajmniej nie dlatego ze mam cos do ukrycia, po prostu czest
                        > o jest to informacja ktora w danym kontekscie nie ma zadnego znaczenia.
                    • grassant Re: no dobra, otwarte zwiazki... 18.08.11, 13:45
                      :)))))

                      bywają tematy tabu, o których nawet pomyslec nie mozna i inne priorytety (co mnie obchodzi gdzie wchodzi i wychodzi, mnie interesuje, kiedy da mi na te kozaki). :))
          • wez_sie Re: no dobra, otwarte zwiazki... 18.08.11, 11:12
            a do mnie zawsze dzwoni telefon, jak jestem w lazience
        • triismegistos Re: no dobra, otwarte zwiazki... 18.08.11, 11:12
          six_a napisała:

          > bo na całe szczęście uprawialiście jasnowidztwo, dzięki któremu każde z was wie
          > działo, kiedy NIE dzwonić.
          > :)

          Khm, jak by to ująć. Nie mam wewnętrznego przymusu, by odebrać telefon zawsze i wszędzie jak dzwoni.
          • grassant Re: no dobra, otwarte zwiazki... 18.08.11, 13:17
            nie byłaś w sytuacji, ze będąc w przerwie igraszek z facetem nr2, stwierdziłaś konieczność natychmiastowej rozmowy z facetem nr1, i podczas rzeczonej dosiadł Cię nr2?
      • fomica Re: no dobra, otwarte zwiazki... 18.08.11, 11:38
        > Acha, gdyby mój facet używał sformułowań typu "posuwam niezłą foczkę" nie był m
        > oim facetem.

        A tak z ciekawości - jakich sformułowań używal twój na okreslenie "tego"? :)
        • grassant Re: no dobra, otwarte zwiazki... 18.08.11, 13:19
          głośno tego nie mówi. no - nie uzywa.
      • grassant Re: no dobra, otwarte zwiazki... 18.08.11, 13:08
        Sytuacji z rozmowami przez telefon podczas seksu z kimś innym nie mieliśmy, bo żadne z nas nie praktykowało rozmów telefonicznych podczas kopulacji

        Ooo, to co ty wiesz o związkach. Czeka Cię jeszcze duża praca w tym temacie, aby to wszystko ogarnąć :))
    • raohszana Re: no dobra, otwarte zwiazki... 18.08.11, 10:57
      To chiba chodzi o to, że się rozgranicza miłość i związek od jednorazowych numerków z akurat podobającymi się ciachami. Jak to działa? Ano tak, że dla niektórych seks to tylko seks i nie potrzeba im do przyjemności uczuć.
    • aroden od naprawy kranu 18.08.11, 11:24
      fieldsofgold napisała:

      przyjedz prosze, bo kran sie zepsul, a kochanie odpowiada: ok, a
      > le za dwie godzinki, bo wiesz teraz posuwam taka niezla foczke...

      od szybkiej naprawy kranu to sa hydraulicy.
      jezeli ma to zrobic partner, to jasne, ze niekiedy trzeba poczekac.
      • baba67 Re: od naprawy kranu 18.08.11, 12:00
        no i dlaczego by nie bzyknac hydraulika?Takiego z plakatu ?Dwa w jednym,po co facetowi glowe zawracac?No i moze jakas znizka by byla...zaczynam coraz wiecej zalet tu dostrzegac
        Jestem bardzo pracowity wtedy, kiedy pracuje.

        Henryk Sienkiewicz
        • aroden wlasciwy punkt widzenia 18.08.11, 12:41
          baba67 napisała:

          > no i dlaczego by nie bzyknac hydraulika? Dwa w jednym,po co facetowi glowe zawracac?
          No i moze jakas znizka by byla...zaczynam coraz wiecej zalet tu dostrzegac

          zaczynasz mi sie podobac.
          PS. gdyby co to, tez znam sie na hydraulice (naprawde)
          • baba67 Re: wlasciwy punkt widzenia 18.08.11, 12:50
            Pomysle o tym:-)Staremu przypomne stary dobry dowcip o spiewaczce,moze on tez sie przekona do wolnych ukladow
            • coco_angel Re: wlasciwy punkt widzenia 18.08.11, 13:23
              hehe poczytalam sobie wasze rozwazania i uwazam ze jestescie wszyscy kochani:) really... a dla six_a specjalne uklony hehe
              Niech sobei kazdy zyje jak chce tylko czemu ubiera tow jakas dziwna terminologie , ktora swiadczy o jednym:) normalnie jak enklawa
    • grassant Re: no dobra, otwarte zwiazki... 18.08.11, 12:58
      do czego ma prowadzić taka "dyskusja"? chcesz poszerzyć horyzonty?
      ma to jakiś wpływ na twoje zycie. jedni wolą pieprzyć z przodu, inni z tyłu. i co z tego?
      • baba67 Re: no dobra, otwarte zwiazki... 18.08.11, 13:12
        Jak mi sie watek nie podoba to do niego nie zagladam
      • fieldsofgold Re: no dobra, otwarte zwiazki... 18.08.11, 13:19
        zawsze mnie bawia tego typu pytania, zadawane na forum przeznaczonym do zadawania pytan :-))) czemy sluzy ta dyskusja, po co pytasz, sie nie interesuj....toz to forum jest!
        • grassant Re: no dobra, otwarte zwiazki... 18.08.11, 13:25
          niby tak. skąd jednak wzięło się powiedzenie, ze o gustach się nie dyskutuje? takim postawieniem sprawy chcesz przekonać innych do jedynie słusznej sparwy? dzięki, eot. :)
    • varia1 Re: no dobra, otwarte zwiazki... 18.08.11, 17:42
      a ja, pozwolicie Państwo, zasiądę dzisiaj w loży obserwatora tej uroczej dyskusji :D
    • policjawkrainieczarow Re: no dobra, otwarte zwiazki... 18.08.11, 18:39
      pomijam to, że otwarty związek to oksymoron, o ile kran może poczekać, o tyle chciałabym zobaczyć pana, który będąc w takim otwartym czyms nie zostaje wywalony na zbity pysk w sytuacji, w której na telefon typu "kochanie, Jasiu wymiotuje i ma 40 stopni gorączki, a nie chcę budzić Zosi, bo właśnie zasnęła po 3 godzinach płaczu, więc ktos musi zawieźć Jasia do lekarza", odpowiedziałby, że teraz nie może, bo posuwa foczkę.
      • jan_hus_na_stosie Re: no dobra, otwarte zwiazki... 18.08.11, 18:43
        haha :)
      • wersja_robocza Re: no dobra, otwarte zwiazki... 18.08.11, 18:53
        Ale to w takim układzie to nie foczki a jasie, zosie i kochania mają pierwszeństwo. Znaczy w sytuacji takiej relacji. Poza tym czy związek otwarty to chyba cechuje brak wierności seksualnej. Cała reszta chyba się nie zmienia. Jestem w błędzie?
        • six_a Re: no dobra, otwarte zwiazki... 18.08.11, 19:36
          a jak zosie i jasie będą trochę większe, to też pewnie będą się mało interesować tym, dlaczego tatuś czy mamusia nie odbierają telefonu?

          wg mnie taki szczegół, podobnie jak inne szczegóły pożycia wpływają na całą resztę.
          • sea.sea Re: no dobra, otwarte zwiazki... 18.08.11, 19:56
            A to istnieje jakiś odgórny obowiązek odbierania każdego telefonu, a w razie nieodebrania - szczegółowego tłumaczenia dzwoniącemu dlaczego się nie odebrało?
            • six_a Re: no dobra, otwarte zwiazki... 18.08.11, 20:38
              nie istnieje obowiązek, ludzie tak już majo, że jak ktoś jest im bliski, to zwykle mówią, dlaczego nie mogli zadzwonić. im większa bliskość, tym mniej problemu z powiedzeniem czy usprawiedliwieniem się, a tu ma być na odwrót - grobowe milczenie.
              to gdzie ta otwartość się pytam?
              • sea.sea Re: no dobra, otwarte zwiazki... 18.08.11, 21:02
                No ale się zdecyduj, czy mowa o tłumaczeniu się dzieciom, czy partnerowi.
                Bo przed chwilą było o dzieciach.
                A dzieci chyba nie się nie informuje ze szczegółami na tematy osobiste, pewne rzeczy się przemilcza a co do innych mija się z prawdą, wypuszczając z siebie przekazy stosowne dla danego wieku i sytuacji.
          • wersja_robocza Re: no dobra, otwarte zwiazki... 18.08.11, 20:08
            Przecież napisałam, że wg mojej teorii rodzina ma pierwszeństwo. Nawet tradycyjny model związku chyba to zakłada, że nie karty z kolegami ani spa z koleżanką, tylko rodzina czy związek. Więc w związku otwartym chyba podobnie, czy nie.
            Wszystko tak samo tylko nie ma wierności seksualnej.
            • six_a Re: no dobra, otwarte zwiazki... 18.08.11, 20:33
              to kiedy ma być realizowany ten brak wierności?
              wyobraźmy sobie, że to nie jest seks tylko coś innego. co drugi dzień partner czy partnerka wychodzi na całe popołudnie i jest kompletnie niedostępna. nie wiem. medytuje. nie będzie to dezorganizowało życia rodziny?

              bo rozumiem, że to nie jest seks w bramie z prostytutką, tylko też jakiś związek albo związki, którym poświęca się ileś tam czasu. tak czy owak ktoś będzie robiony w bambuko, niech to nawet będzie ta kochanka czy kochanek.
              no nie da się założyć, że wszyscy na świecie będą mieli identycznie tolerancyjne podejście czego dowodzi choćby rozpadanie się nawet takich związków.
              • wersja_robocza Re: no dobra, otwarte zwiazki... 18.08.11, 20:50
                Nie wiem. W delegacjach. Szybkie numerki w windach. Sex lunche (ponoć coraz popularniejsze).
                Ja sobie to wyobrażam jako coś takiego: masz związek ten zasadniczy z kapciami, dziećmi czy bez dzieci, a ten brak wierności seksualnej nie oznacza prowadzenia równoległych związków czy kochanek/kochanków tylko takie skoki w bok. O. Tak mniej więcej. No i załatwiasz te skoki tak, aby ten zasadniczy związek nie ucierpiał.

                A to ze się takie relacje rozpadają częściej niż inne. Cóż. Nie wszyscy wytrzymują to ciśnienie. Nie wiem na ile jest to szczere, ten brak zazdrości, to takie bezrefleksyjne czy bez wyrzutów sumienia chodzenie do łóżka z innymi i potem powrót do domu i życie dalej. Nie mam pojęcia. Ale niektórzy ponoć tak żyją, dobrze im nawet, ba i chwalą sobie.
                • six_a Re: no dobra, otwarte zwiazki... 18.08.11, 21:05
                  to jest wersja optymistyczna, że te skoki w bok nigdy nie skończą się drugim, trzecim czy piętnastym romansem i jakimś jednak odciąganiem od tego głównego nurtu.

                  po prostu zastanawia mnie, do czego takim osobom w ogóle związek, i chęć skomplikowania sobie życia czymś co rodzi większe zobowiązania i co zawsze trzeba będzie stawiać na przedzie (zgodnie z np. Twoją teorią). Jeżeli w związku takim gdzie założeniem początkowym jest wyłączność, związek może wziąć w łeb z powodu czyjegoś zakochania, to chyba tym bardziej w takim.
                  Inny aspekt to zdrowie, seks z wieloma przypadkowymi osobami nie jest bezpieczny, nawet jakby sobie naciągnąć piętnaście gumek. też nie ma to wpływu na rodzinę?

                  jedyne sensowne "związki" otwarte to są swingujące, bo tam przynajmniej z seksu partnera z inną osobą nie robi się jakiegoś cyrku tajne przez poufne i nie udaje, że to nas nie obchodzi.

                  eeetam.
                  • sea.sea Re: no dobra, otwarte zwiazki... 18.08.11, 21:13
                    > po prostu zastanawia mnie, do czego takim osobom w ogóle związek
                    A dlaczego ludzie zdradzają w ukryciu, zamiast zostawić partnera i zająć się kolejnym? Ano dlatego, że z tym głównym partnerem wiele ich łączy i nie chcą z tego rezygnować, chcą zjeść ciastko i je mieć.

                    No to w otwartym jest IMO tak samo, tyle że główny partner o tym wie i nie udaje, że wierzy w ściemy o nadgodzinach czy lekcjach garncarstwa.

                    A jakim cudem ludzie są niezazdrośni i nie przeszkadza im wiedza, że właśnie partner obraca w tej chwili jakąś foczkę/ciacho? Wynika to choćby z rozkładu występowania natężenia danej cechy w populacji. Istnieją odpowiedniki Otella, którzy dostają szału z tytułu że się żona uśmiechnęła do ekspedienta, to i muszą istnieć tacy, którzy przyjmują do wiadomości fakt, że partner gdzieś polazł na seks, równie bez emocji jak to, że polazł na siłownię :)
                    • six_a Re: no dobra, otwarte zwiazki... 18.08.11, 21:22
                      > > po prostu zastanawia mnie, do czego takim osobom w ogóle związek
                      > A dlaczego ludzie zdradzają w ukryciu, zamiast zostawić partnera i zająć się ko
                      > lejnym? Ano dlatego, że z tym głównym partnerem wiele ich łączy i nie chcą z te
                      > go rezygnować, chcą zjeść ciastko i je mieć.

                      to nie jest porównywalna sytuacja, bo wiedzą, że jak się wykryje, to mogą ten cały związek stracić. porównujesz w tej chwili złodzieja bułki z żebrakiem, który poprosił i dostał za darmo.

                      > No to w otwartym jest IMO tak samo, tyle że główny partner o tym wie i nie udaj
                      > e, że wierzy w ściemy o nadgodzinach czy lekcjach garncarstwa.
                      ale udaje, że go to nie obchodzi, nie obchodzi go co robi stały partner. jak go nie obchodzi, co robi, może nie taki stały, jakby się zdawało, tylko zwyczajnie obojętny, jeden z kilku, tyle że akurat mieszka i składuje ciuchy w tym samym mieszkaniu, co jest czasami wygodne, a czasami mniej.

                      > Wynika to choćby z rozkładu występowania natężenia danej cechy w populacji. Istnieją odpowiedniki Otella,
                      a jak się one rozkładają? masz jakieś badania? bo na mój gust ani wściekła zazdrość ani obojętność nie są normą. czyli co, większość jest skrajna? to ciężkie życie muszą mieć ci obojętni. bo to nie jest to samo: nie odczuwać zazdrości = być obojętnych, a nie odczuwać = mieć zaufanie.
                      • sea.sea Re: no dobra, otwarte zwiazki... 18.08.11, 21:38
                        > to nie jest porównywalna sytuacja, bo wiedzą, że jak się wykryje, to mogą ten cały związek
                        > stracić.
                        A i tak ryzykują. Jaki z tego wniosek? Że najwyraźniej to bzyknięcie na boku jest również dla nich ważne, na tyle potrzebne im do szczęścia, że ponoszą to ryzyko. A jednocześnie ani im w głowie zwracać wolność mężowi/żonie. Czyli co, czy pytanie "na kij im stały związek" ich też dotyczy, czy nie? :)

                        > ale udaje, że go to nie obchodzi
                        Ale nie musi udawać, naprawdę może nie przywiązywać wagi akurat do wyłączności seksualnej - tak samo jak Ty, jak przypuszczam, nie wpadasz w szał z tego powodu, że partner poszedł pograć w piłkę. To się wydaje nienaturalne, ale się zdarza.

                        > a jak się one rozkładają? masz jakieś badania?
                        Nie mam. Ale gdzie masz napisane, że większość jest skrajna? :) Większość leży pośrodku, czyli: nie ma ochoty dzielić się partnerem w kontekście łóżkowym, ale nie dostaje świra z tego powodu, że obok w tramwaju stanęła ładna laska a facet się niechcący spojrzał.

                        > to ciężkie życie muszą mieć ci obojętni.
                        Dlaczego? Po prostu nie przeszkadza im to, co Tobie przeszkadza. Mają o jeden powód do zmartwienia mniej. Na pewno są rzeczy, które Tobie nie przeszkadzają a innych doprowadziłyby do szału :)
                        • six_a Re: no dobra, otwarte zwiazki... 18.08.11, 22:00
                          > A i tak ryzykują. Jaki z tego wniosek?
                          że są wygodni, przedkładają swoje doraźne przyjemności nad szczerość i bezpieczeństwo swojego (pono) związku numer jeden.

                          >To się wydaje nienaturalne,
                          nieeeno, wiesz, to czy partner chodzi na piłkę czy nie chodzi, nie jest elementem więzi między partnerami, a seks jest. czyli raz się go traktuje poważnie, a raz się bagatelizuje. to jest imo co najmniej osobliwe.

                          >czyli: nie ma ochoty dzielić się partnerem w kontekście łóżkowym
                          dokładnie, na tym polega ciężkość życia tych obojętnych, weź znajdź teraz takiego, poza tym związkowym, który nie będzie się czepiał tego dzielenia;), no ale tu się twierdzi, że to proste i popularne.

                          > Dlaczego? Po prostu nie przeszkadza im to, co Tobie przeszkadza. Mają o jeden p
                          > owód do zmartwienia mniej. Na pewno są rzeczy, które Tobie nie przeszkadzają a
                          > innych doprowadziłyby do szału :)
                          w tej dyskusji kompletnie nie ma znaczenia, co mi przeszkadza, czy nie przeszkadza. ten jeden problem mniej wg Ciebie, to sto problemów więcej tak naprawdę;), bo im więcej masz partnerów, jakichkolwiek, niech to będą Twoi pracodawcy, Twoi przyjaciele, Twoich 26 psów, tym mniej masz czasu dla nurtu numer jeden. to oczywiste. stąd imo, prościej darować se ten jeden stałynibyzwiązek.
                          • sea.sea Re: no dobra, otwarte zwiazki... 18.08.11, 22:33
                            > że są wygodni, przedkładają swoje doraźne przyjemności nad szczerość i bezpieczeństwo
                            > swojego (pono) związku numer jeden.
                            To też, ale to już offtop. Jak to ktoś przed chwilą zauważył - chcą mieć także coś stałego.
                            I po to im związek.
                            Technicznie: w sensie logistyki, spędzania czasu, prowadzenia gospodarstwa domowego, podziału praw i obowiązków itp związek otwarty nie różni się niczym, poza tym, że partner wie o tym, że to drugie czasem uprawia seks z kimś jeszcze.

                            > to jest imo co najmniej osobliwe.
                            A nikt nie mówi, że nie jest. Co nie zmienia faktu, że niektórzy tak mają.

                            > weź znajdź teraz takiego, poza tym związkowym, który nie będzie się czepiał tego dzielenia
                            Jak jakiś fuckfriend, to nie ma w zasadzie prawa się czepiać :)

                            > ale tu się twierdzi, że to proste i popularne.
                            Kto mianowicie tak twierdzi? Ja twierdzę, że się zdarza i że może to być związek w którym nikt się nie czuje krzywdzony, nie twierdzę że to proste i często spotykane.

                            > ten jeden problem mniej wg Ciebie, to sto problemów więcej tak naprawdę
                            Życie się ogólnie składa z problemów, każda decyzja ma konsekwencje lepsze i gorsze :) Jak się decydujesz na związek z jedną osobą, to też możesz mieć problem, np taki, że ta osoba się znudzi i da Ci po rogach, albo że np z jakiegoś powodu straci ochotę na seks i będziesz zmuszona się rozstać albo żyć w celibacie. Itp.

                            > bo im więcej masz partnerów, jakichkolwiek, niech to będą Twoi pracodawcy, Twoi
                            > przyjaciele, Twoich 26 psów, tym mniej masz czasu dla nurtu numer jeden.
                            Argument poświęcanego czasu akurat jest do kitu, bo jak masz absorbującą pracę, to też mniej czasu poświęcasz związkowi, tak samo jak masz dziecko - też Ci pochłania czas który mogłabyś poświęcić na spijanie sobie z dzióbków. A jakoś nikt nie nawołuje, że z powodu potencjalnego braku czasu dla partnera należy zaprzestać pracy zarobkowej lub rodzenia dzieci :)
                            • six_a Re: no dobra, otwarte zwiazki... 19.08.11, 00:04
                              > To też, ale to już offtop.
                              to nie jest offtop, tylko sedno, ale zostawmy.

                              >chcą mieć także coś stałego.
                              nocusz, partner jako "coś stałego" to dość przedmiotowe traktowanie nie sądzisz?

                              > nie różni się niczym, poza tym, że partner wie o tym, że to drugie czasem uprawia seks z kimś jeszcze.
                              właśnie tym się różni, no po co ciągle zaprzeczać?
                              niczym to on się nie różni od związku znudzonej pary i par ze zdrajcą/czynią w pakiecie, a to kiepsko brzmi jako rekomendacja sposobu na życie.

                              > Jak jakiś fuckfriend, to nie ma w zasadzie prawa się czepiać :)
                              kolejny przykład przedmiotowego traktowania ludzi i ich uczuć, tym razem partnerzy dodatkowi.

                              > Argument poświęcanego czasu akurat jest do kitu, bo jak masz absorbującą pracę,
                              > to też mniej czasu poświęcasz związkowi, tak samo jak masz dziecko - też Ci po
                              > chłania czas który mogłabyś poświęcić na spijanie sobie z dzióbków. A jakoś nik
                              > t nie nawołuje, że z powodu potencjalnego braku czasu dla partnera należy zaprz
                              > estać pracy zarobkowej lub rodzenia dzieci :)
                              przecież o tym napisałam, ludzie, którzy nie mają czasu na związek, nie powinni go sobie, dla dobra swojego i innych fundować. dziecko to nie jest to samo co praca czy hobby. bierze się z naturalnej potrzeby posiadania tegoż, a czasami z przypadku i jest wliczone w cenę związku, tzn. wchodząc w związek seksualny, trzeba się liczyć z możliwością pojawienia się dziecka. a piętnastu kochanków czy całoroczne wyjazdy nie są żadnym elementem związku. to jest wybór na dłuższą metę demontujący związek główny, podobnie jak pracoholizm, alkoholizm i inne ciekawe -izmy oraz -anie.
                              • sea.sea Re: no dobra, otwarte zwiazki... 19.08.11, 00:18
                                Żeby nie było - ja ani nie bronię, ani nie zachęcam, ani nie twierdzę, że to fajne, ani nie twierdzę, że dla wszystkich.

                                Ale - jeżeli dwie osoby są w związku i obydwojgu to odpowiada oraz żadne z nich nie wygląda na skrzywdzone - to nie będę się upierać, że to nie jest związek ani obserwując z zewnątrz oceniać czy to miłość czy może wspólnota interesów, nawet jeśli ta relacja się opiera na zasadach których ja kompletnie nie ogarniam. Co najwyżej stwierdzę, że ja bym tak nie mogła.

                                I rozbrajają mnie ludzie którzy wiedzą lepiej jakie uczucia musi do siebie żywić dana para a jakich na pewno nie żywi, którzy współczują "zdradzonemu" chociaż jemu to współczucie jest do niczego niepotrzebne, zarzucają przedmiotowe traktowanie - IMO człowiek jest traktowany przedmiotowo wtedy, gdy on sam tak się czuje, a nie wtedy kiedy jakaś anonimowa forumka mu to z zewnątrz patrząc zdiagnozuje :)

                                Rozumiem, że należy też współczuć związkom opartym na SM, bo przecież to uległe jest traktowane przedmiotowo i torturowane - i nic to, że się na to zgadza, że o to prosi i że dzięki temu ma megaorgazmy :)
                                • six_a Re: no dobra, otwarte zwiazki... 19.08.11, 00:37
                                  ależ nie musisz się usprawiedliwiać, i ja naprawdę WIEM, że tacy ludzie żyją i jest im dobrze, przynajmniej do czasu - tak jak w większości związków, prawda? rzadko kiedy dojeżdżamy teraz do złotych godów i żadna formuła związku nawet najbardziej rozwartego tego też nie zmieni.


                                  > I rozbrajają mnie ludzie którzy wiedzą lepiej jakie uczucia musi do siebie żywi
                                  > ć dana para a jakich na pewno nie żywi, którzy współczują "zdradzonemu" chociaż
                                  > jemu to współczucie jest do niczego niepotrzebne, zarzucają przedmiotowe trakt
                                  > owanie - IMO człowiek jest traktowany przedmiotowo wtedy, gdy on sam tak się cz
                                  > uje, a nie wtedy kiedy jakaś anonimowa forumka mu to z zewnątrz patrząc zdiagno
                                  > zuje :)
                                  ach, rozumiem, ja nie jestem "forumką", która może cokolwiek oceniać, np. przedmiotowe traktowanie na podstawie tekstu "chcą mieć coś stałego" albo "ryby i fuckfriendy głosu nie mają", za to ty jak najbardziej prawo oceniania i twierdzenia, że to coś, co rodzi masę problemów, na pewno jest dobre, bo nie wygląda na złe, a w ogóle to masz gdzieś, co ludzie sobie fundują.
                                  nie odpowiadasz na konkrety, tylko formułujesz banały albo zarzuty. ja nikomu nie współczuję. ja oceniam na podstawie norm społecznych i nie twierdzę, że ekstrema nie istnieją, więc upewnianie mnie w każdym poście, że istnieją, naprawdę nie ma sensu.
                                  • sea.sea Re: no dobra, otwarte zwiazki... 19.08.11, 00:46
                                    Jeżeli ktoś sam z siebie, na podstawie umowy paszczą zgadza się na bycie li i jedynie fuckfriendem a potem przychodzi z płaczem że "ależ ja myślałam/łem że jednak coś z tego będzie" - to kto jest odpowiedzialny za jego/jej rozczarowanie?

                                    A co do "chcenia stałego" - to jest odpowiedź na to, "po co im związek". Bez moralnej oceny, bo w moim przypadku będzie inna w sytuacji gdy chcący stałego przyprawiają rogi komuś, kto o tym nie wie, a inna w przypadku gdy chcący stałego chodzą sobie na boki za wiedzą i zgodą.

                                    > ty jak najbardziej prawo oceniania i twierdzenia, że to coś, co rodzi masę problemów, na
                                    > pewno jest dobre, bo nie wygląda na złe
                                    A w którym miejscu niby? Twierdzę jedynie, że to co Ty podajesz jako przykłady dezorganizujących życie problemów nie musi nim być dla dwojga dorosłych i poczytalnych osób, które sobie wymyśliły akurat taki sposób na relację. I dlatego właśnie, że nie uważają tego za problem, są w stanie tę relację ciągnąć.
                                    • policjawkrainieczarow Re: no dobra, otwarte zwiazki... 19.08.11, 00:54
                                      > A w którym miejscu niby? Twierdzę jedynie, że to co Ty podajesz jako przykłady
                                      > dezorganizujących życie problemów nie musi nim być dla dwojga dorosłych i poczy
                                      > talnych osób


                                      cały czas żabuś nie ogarniasz jednej rzeczy (która też, m. in., różni taki uklad od związku SM): układ otwarty składa się z więcej niz dwóch (nie dwojga, na litość) osób, o poczytalności i dojrzałosci tych pozostałych nie mozna niczego powiedzieć.
                                    • six_a Re: no dobra, otwarte zwiazki... 19.08.11, 00:57
                                      >to kto jest odpowiedzialny za jego/jej rozczarowanie?
                                      promocja fuckfriendów w tesco, kurde, jest odpowiedzialna.
                                      sądzisz, że ludzie to jakieś automaty są? dziś był fuckfriendem, jutro zechce dzielić z tobą życie, bo się zakocha. trzeba się orientować w ludziach, jak się chce nimi grać;)

                                      > A co do "chcenia stałego" - to jest odpowiedź na to, "po co im związek". Bez mo
                                      > ralnej oceny,
                                      swoje oceny lub co najmniej nastawienie zawierasz w sformułowaniach. język, wyjątkowo zdradziecka łachudra, też trzeba uważać.

                                      > A w którym miejscu niby? Twierdzę jedynie, że to co Ty podajesz jako przykłady
                                      > dezorganizujących życie problemów nie musi nim być dla dwojga dorosłych
                                      jak na razie nie opowiedziałaś, w jaki sposób np. choroba weneryczna albo konieczność poświęcania czasu wielu partnerom równocześnie, NIE dezorganizują życia.
                                      może podpowiem: 48 godzinna doba dla osób niestandardowych, odporność na choroby nabyta w wyniku zebrania ponadprzeciętnej liczby zarazków od wielu osób itakdalej. pole do popisu jest.
                                      • sea.sea Re: no dobra, otwarte zwiazki... 19.08.11, 02:45
                                        Napisałam epistołę, ale mnie wylogowało i mi zjadło, już dziś nie odtworzę, więc tylko jedna uwaga.

                                        Co do tej dezorganizacji - skoro ludzie są w stanie ogarnąć logistycznie prowadzenie podwójnego życia przez wiele lat i to tak, że partner niczego nie podejrzewa - na tej podstawie zakładać można, że w związku otwartym wygląda to dokładnie tak samo, tyle że partner(ka) wie o tym, że to drugie poświęca dany czas na seks z innymi a nie na lekcje tenisa. I że do faktu, że partner(ka) uprawia seks z innymi, ma identyczny, emocjonalny stosunek, jak do lekcji tenisa.

                                        Co do uczuć ff, chorób wenerycznych i wszelkich innych możliwych niefajnych konsekwencji - pytanie początkowe było o to, jak działa związek otwarty, po co to komu i jak sobie takie osoby radzą z zazdrością. Nie mam pojęcia dlaczego się zrobił OT na temat ryzyka chorób i szkód poczynionych w uczuciach innych ludzi?
                                        • policjawkrainieczarow Re: no dobra, otwarte zwiazki... 19.08.11, 04:40
                                          > Co do tej dezorganizacji - skoro ludzie są w stanie ogarnąć logistycznie prowad
                                          > zenie podwójnego życia przez wiele lat i to tak, że partner niczego nie podejrz
                                          > ewa - na tej podstawie zakładać można

                                          w takim ukladzie niemal zawsze jedna strona jest zaniedbywana i często nieszczęśliwa - albo zdradzany współmałżonek, dla którego partner nie ma czasu bo "pracuje", albo osoba na boku, która cały czas łyka jak małpa kit ściemy o tym, ze dzis nie może, bo chore dziecko/zona/itd., więc aż tak zakładać nie można, no chyba, ze naprawde ma się na myśli osoby młode,które nie maja zobowiązań, dzieci i w ogóle sa na etapie wypróbowywania różnych partnerów (ale ten etap z założenia nie trwa wiecznie i nie słuzy budowaniu niczego stałego).
                                        • six_a Re: no dobra, otwarte zwiazki... 19.08.11, 09:03
                                          nadal porównujesz dwie rzeczy, których nawet zdeklarowani zwolennicy związków otwartych, chyba jednak nie chcieliby obok siebie stawiać. czyli związek oparty na dawaniu sobie prawa do czegoś niestandardowego, a związek oparty na kłamstwie z jednej strony, a niewiedzy z drugiej.
                                          doprawdy, trudno sytuację zdradzanej żony nazwać "ogarnianiem", skoro czegoś nie wie i np. sytuację, w której ojciec dziecka nie może jej pomóc przy dziecku, bo np. nie odbiera telefonu, uważa za przyczynę obiektywną. Gdyby miała wiedzę na temat rzeczywistego powodu uznałaby to za wybór w rodzaju - wolę zająć się kim innym i nie patrzeć, kto dzwoni niż dzieckiem. Mimo że teoretyczne założenie jest takie oto piękne, że ta rodzina z naszego modelu jest na pierwszym miejscu.
                                          ten sam wybór masz w związku otwartym, z tym że zwolennik związku otwartego powie Ci, że zajmowanie się kim innym jest przyczyną obiektywną, podczas gdy ewidentnie nie jest - na tym polega kiks.

                                          tak samo sytuacja z kinem. nie wyobrażam sobie, by siedząc w kinie nie spojrzeć nawet na telefon, żeby zobaczyć kto dzwoni. ja np. telefon wyciszam, żeby wiedzieć kto dzwoni nawet jak nie mogę odebrać. robię tak dlatego, że wiem, że mogłoby do mnie dzwonić, dziecko, matka, ojciec, nawet ex, który bez powodu nie zawraca mi głowy. osoby, które potrafią wyłączyć telefon i mieć gdzieś potencjalną sytuację awaryjną, po prostu są obojętne, nie realizują tego deklarowanego pierwszeństwa rodziny, nie czują się odpowiedzialne, obojętnie kto to będzie czy kochanek poboczny, czy partner czy dziecko partnera, czyli nie są w związkach emocjonalnych, co w ogóle stawia takie związki pod znakiem zapytania przynajmniej w moim skromnym pojmowaniu.

                                          > Nie mam pojęcia dlaczego się z robił OT na temat ryzyka chorób i szkód poczynionych w uczuciach innych ludzi?
                                          to akurat jak najbardziej należy do tematu: jak działa związek otwarty, tyle że w praktyce, bo w teorii to wiemy: jest identiko jak zdrada i nuda;)
                                          • sea.sea Re: no dobra, otwarte zwiazki... 19.08.11, 10:36
                                            Oj, six_a.
                                            Porównuję wyłącznie pod względem organizacji czasu i dostosowywania planów. Wyłącznie. Bo padł argument mniej więcej taki że "e, ale bez sensu, bo jak facet obraca foczkę, to go nie ma w domu jak jest potrzebny i to dezorganizuje plany domownikom". Ale jak facet jest na siłowni, to tak samo dezorganizuje plany - bo nie ma go w domu, telefonu nie odbierze bo w szatni zostawił, a kran sobie cieknie. Tyle, że w związku monogamicznym pani, przekonana, że pan jest na siłowni, bardzo się wkurza gdy się dowiaduje, że pan ćwiczył nie na rowerku, a na foczce i dla niej to nie jest przyczyna obiektywna dla nieodbierania telefonu - a w związku otwartym jest jej bez różnicy. I to zdaje się próbowała przekazać Triismegistos gdzieś w początkach wątku - że ją wkurzało nieodbieranie telefonu, a z jakiego powodu telefon był nieodbierany, to już nie było istotne, nie robiło jej emocjonalnej różnicy czy to z powodu foczki, czy z powodu, że był pod prysznicem na przykład.
                                            • six_a Re: no dobra, otwarte zwiazki... 19.08.11, 12:11
                                              alesz alesz:) już mówiłam, że nie da się tego porównać i jusz:) nie możesz porównywać związku np. prostytutki ze stałym klientem do związku otwartego, bo zarówno prostytutka, jak i partnerka są kobietami. no chyba jasne? i tak samo nie da się porównać "ogarniania" tu i tam.

                                              Ale jak facet jest na siłowni, to tak samo dezorganizuje plany - bo
                                              > nie ma go w domu, telefonu nie odbierze bo w szatni zostawił, a kran sobie cie
                                              > knie.
                                              nieno, ten argument nigdzie nie padł na pysk, chyba że coś przegapiłam. i już mówiłam dlaczego: to jest kwestia wiedzy: jeśli wiesz, że partner jest na siłowni, a potrzebujesz go naprawdę pilnie (nie do durnego kranu), to zadzwonisz nawet do tej siłowni i poprosisz, żeby go przywołali do telefonu.
                                              w sytuacji, gdy wiesz, że powinien być gdzieś tam, ale jednak nie odbiera i czujesz, że to jest taki moment, że on mógłby teraz sobie z kimś innym być, albo wiesz to na pewno, bo ci powiedział, jak wychodził z domu, masz związane ręce na amen. właśnie dlatego, że to nie jest przyczyna obiektywna, z której w zwykłym związku miałabyś normalnie prawo go (w określonych okolicznościach) go wyciągać, tylko jest w tym jeszcze ktoś inny, np. kochanka, albo niech sobie będzie umierająca matka w szpitalu - w każdym razie jakiś człowiek, którego też trzeba przy okazji brać pod uwagę. a nie kino czy siłownia.
                                              • triismegistos Re: no dobra, otwarte zwiazki... 19.08.11, 12:17
                                                A co z ludźmi, którzy w ogóle nie mają komórki? Nie powinni się wiązać, bo jak wyjdą z domu są nienamierzalni?
                                                Swoją drogą zerkanie na telefon w kinie zakrawa na lekką obsesję ;)
                                                • ursyda Re: no dobra, otwarte zwiazki... 19.08.11, 12:19
                                                  Tez tak myślałam. A potem urodzilam dziecko.
                            • six_a Re: no dobra, otwarte zwiazki... 19.08.11, 00:17
                              noi przegapiwszy kąski;)


                              > > ale tu się twierdzi, że to proste i popularne.
                              > Kto mianowicie tak twierdzi? Ja twierdzę, że się zdarza i że może to być związe
                              > k w którym nikt się nie czuje krzywdzony, nie twierdzę że to proste i często sp
                              > otykane.
                              to wymaga niestety dogłębnej lektury tego forum.

                              > Życie się ogólnie składa z problemów, każda decyzja ma konsekwencje lepsze i go
                              > rsze :) Jak się decydujesz na związek z jedną osobą,
                              nie wiesz, co powiedzieć, poleć banałem. sprawdzone w milionach dyskusji;)
                              a Ty co byś wolała? hiv albo ciążę bukwizkim czy celibat (dlaczego akurat bezżeństwo Ci przyszło do głowy, to nie wiem), co byłoby mniejszym problemem, tak pi razy drzwi strzel.
                              • sea.sea Re: no dobra, otwarte zwiazki... 19.08.11, 00:29
                                Słowa "celibat" użyłam w znaczeniu "brak seksu" a nie w znaczeniu "bezżeństwo". Istnieją przecież związki monogamiczne, w których jednemu nagle front się odwraca i zaczyna odmawiać seksu z powodów dowolnych.
                                Co do pytania - wolałabym być piękna i bogata :)

                                BTW, co do choróbsk przenoszonych drogą płciową - nie wydaje mi się, żeby w społeczeństwie był rozpowszechniony obyczaj, że od kandydata do stałego związku wymaga się okazania aktualnych badań na wszystkie możliwe przypadłości weneryczne. Obawiam się, że większość sobie to zwyczajnie odpuszcza z przyczyn dowolnych... Poprawcie mnie jeśli się mylę... (co, oczywiście nie zmienia faktu, że im więcej partnerów tym większe prawdopodobieństwo podłapania czegoś, ale czasem wystarczy jeden, któremu się nie sprawdziło "certyfikatu" :)
                                • six_a Re: no dobra, otwarte zwiazki... 19.08.11, 00:42
                                  > Co do pytania - wolałabym być piękna i bogata :)
                                  to nie jest odpowiedź, ech, przychodzi do konkretu i koniec dyskusji.

                                  > . Obawiam się, że większość sobie to zwyczajnie odpuszcza z przyczyn dowolnych.
                                  > .. Poprawcie mnie jeśli się mylę...
                                  lektura forum źródłem wierności narodu. wpisz hiv albo weneryczne do wyszukiwarki;)
                                  nikt nie pójdzie do wyra bez certyfikatu + każdy zdał egzamin na prawko za pierwszym razem. więc rozumiesz sama. certyfikaty się liczą tak samo jak deklaracje o certyfikatach;)
                                  • six_a Re: no dobra, otwarte zwiazki... 19.08.11, 00:50
                                    >źródłem wierności narodu
                                    hahhaaha, źródłem mądrości, oczywiście.
                                    freud by się uchachał.
                                  • sea.sea Re: no dobra, otwarte zwiazki... 19.08.11, 00:53
                                    > to nie jest odpowiedź
                                    Bo pytanie było tendencyyyjne :)

                                    > nikt nie pójdzie do wyra bez certyfikatu + każdy zdał egzamin na prawko za pierwszym razem.
                                    Aaa! No to faktycznie :)
                                    A poważniej - widziałam kiedyś dyskusję w temacie na zupełnie innym forum, nie na gazecie.
                                    I obraz jawił się ponury. Często przewijał się argument, że "nie, nie pytałem, żeby partner(ka) nie pomyślał(a) że jej nie ufam albo że posądzam, że daje każdemu".
                  • policjawkrainieczarow Re: no dobra, otwarte zwiazki... 18.08.11, 21:14
                    > Inny aspekt to zdrowie, seks z wieloma przypadkowymi osobami nie jest bezpieczn
                    > y, nawet jakby sobie naciągnąć piętnaście gumek. też nie ma to wpływu na rodzin
                    > ę?

                    a jeszcze inny to możliwość ciąży w wyniku seksu z przypadkowym partnerem/ką. Tez epicko :)
                  • triismegistos Re: no dobra, otwarte zwiazki... 18.08.11, 21:20
                    six_a napisała:

                    > po prostu zastanawia mnie, do czego takim osobom w ogóle związek, i chęć skompl
                    > ikowania sobie życia czymś co rodzi większe zobowiązania i co zawsze trzeba będ
                    > zie stawiać na przedzie (zgodnie z np. Twoją teorią).

                    Po co? dokładnie po to, po co monogamistą. Po raz pięćdziesiąty ósmy powtarzam, otwarty związek od nieotwartego różni się tylko brakiem seksualnej wyłączności. Niczym więcej.
                    • six_a Re: no dobra, otwarte zwiazki... 18.08.11, 21:31
                      > Po co? dokładnie po to, po co monogamistOM.

                      możesz powtarzać, ale to jest bzdura, jest już o tym w wątku.
                      ludzkie emocje - u obojga partnerów + jeszcze ich kochanków (trudne do przewidzenia, trudne do prognozowania)
                      choroby
                      ciąże
                      dzieci, którym trzeba będzie coś tam w końcu wyjaśnić, np. dlaczego tatuś na imieninach klei się do żony wujka itp.
                      jedyne w sumie, na co w takim wątku można niezawodnie liczyć, to to, że partner/ka zerwie cię w środku nocy, żebyś się pobawił, bo nie udało się znaleźć zastępstwa.

                      eeeetam.
                      • 2szarozielone Re: no dobra, otwarte zwiazki... 18.08.11, 21:44
                        ludzkie emocje, które są nieprzewidywalne, bywają przyczyną rozpadu i monogamicznych związków.
                        ciąży można zapobiegać.
                        chorobom też. zresztą i w monogamicznych związkach zdarzają się choroby. są zawody, hobby, nałogi, które wystawiają człowieka na większe ryzyko różnych chorób - i z tymi osobami też się ludzie wiążą czasem. ryzyko choroby to nie argument.
                        dzieci być nie musi. a nawet jak są - przecież nie trzeba prowadzić żtcia erotycznego na ich oczach. to się raczej rzadko robi także w monogamicznych związakch i przy dziecku rzeczona żona wujka z wujkiem nie kopuluje na stole ;)
                        otwarty związek też nie oznacza że się partnera przedmiotowo traktuje.
                        to może być dobre rozwiązanie np. jeśli para kochających się ludzi ma różne potrzeby seksualne - temperament, fetysze, fantazje czy cokolwiek. jedni ludzie w takim wypadku się rozstają, drudzy idą na kompromis i tłumią na zawsze w sobie pewne potrzeby, a jeszcze inni otwarcie szukają zaspokojenia pewnych potrzeb poza związkiem...
                        • policjawkrainieczarow Re: no dobra, otwarte zwiazki... 18.08.11, 21:53
                          2szarozielone napisała:

                          > ludzkie emocje, które są nieprzewidywalne, bywają przyczyną rozpadu i monogamic
                          > znych związków.

                          ale jednak znacznie sie zwieksza prawdopodobienstwo nieprzewidzianych emocji, kiedy sie o to w pewnym sensie prosi 9nie jest tajemnica, ze seks ma dzialanie zwoazkotworcze)

                          > ciąży można zapobiegać.

                          co nei zmienia faktu, ze np. w USA (gdzie ksieza nie bronia dostepu do antykoncepcji a edukacja seksualna nie jest postrzegana jako zuo) 1/3 ciaz jest nieplanowana, nie wiem, jak w Polsce, ale pewnie jeszcze wiecej, wiec moze odnies sie do realiow a nie do teorii

                          > chorobom też. zresztą i w monogamicznych związkach zdarzają się choroby. są zaw
                          > ody, hobby, nałogi, które wystawiają człowieka na większe ryzyko różnych chorób
                          > - i z tymi osobami też się ludzie wiążą czasem. ryzyko choroby to nie argument

                          zasadnicza roznica miedzy chorobami zawodowymi a chorobami przenoszonymi droga plciowa jest taka, ze tymi drugimi mozna zarazic swojego stalego partnera, wiec to jak najbardziej jest argument
                          • 2szarozielone Re: no dobra, otwarte zwiazki... 18.08.11, 22:54
                            Są zawody w których jesteś bardziej narażony na choroby zakaźne, także na złapanie chorób, któymi można zarazić partnera (płciowo lub nie, żadna różnica, jeśli efekt przykry). Zresztą to po prostu jakieś kolejne ryzyko, z jakim się w związku można liczyć - i które dwie świadome, rozsądne osoby szczere wobec siebie mogą też minimalizować.

                            Podobnie z ciążą. Statystyki są różne - ale jeśli wchodzisz w związek "podwyższonego ryzyka" i jesteś na tyle ogarnięty, żeby o tym pomysleć, to możesz podejść do tematu rzetelniej niż połowa Amerykanów, prawda? Ja w swoim związku w ogóle dzieci mieć nie zamierzam i jakoś mnie te amerykańskie statystyki nie załamują - bo potrafię o siebie zadbać. Tyle praktyki w oderwaniu od teorii.

                            A ludzie NAPRAWDĘ mają różne podejście do seksu, związków, zaufania itd. Ja nie mówię, że ten model jest świetny dla wszystkich - bo jest do ogarnięcia tylko dla specyficznej garstki. Ale dla tej garstki to może być najlepszy, dający najwięcej spełnienia i szczęścia model. I nie rozumiem po co im wmawiać, że im z tym źle i że tak się nie da. No - czasem się da. A przecież nikt nikomu tego modelu nie narzuca.

                            Nie wiem też, tak patrząc po znanych mi małżeństwach z dłuższym stażem, czy klasyczny monogamiczny związek magicznie chroni przed którymkolwiek z tych problemów...
                            • policjawkrainieczarow Re: no dobra, otwarte zwiazki... 18.08.11, 23:31

                              > Podobnie z ciążą. Statystyki są różne - ale jeśli wchodzisz w związek "podwyższ
                              > onego ryzyka" i jesteś na tyle ogarnięty, żeby o tym pomysleć, to możesz podejś
                              > ć do tematu rzetelniej niż połowa Amerykanów, prawda? Ja w swoim związku w ogól
                              > e dzieci mieć nie zamierzam i jakoś mnie te amerykańskie statystyki nie załamuj
                              > ą - bo potrafię o siebie zadbać. Tyle praktyki w oderwaniu od teorii.
                              >

                              tajajaja sratatata dupasalata.

                              Jak sie idziesz dymac z kims innym to o siebie mozesz wmiare mozliwosci (ktore nei sa stuprocentowe, gumiak moze peknac czy sie zsunac i po ochronie przed chorobami) zadbac, ale nie masz ZADNEJ gwarancji czy kobita z ktora sie idzie dymac twoj luby tak samo o siebie (choroby i antykoncepcja) dba.
                              • triismegistos Re: no dobra, otwarte zwiazki... 19.08.11, 10:34
                                policjawkrainieczarow napisała:

                                >
                                > tajajaja sratatata dupasalata.

                                Porażająco merytoryczny argument :)
                                • policjawkrainieczarow Re: no dobra, otwarte zwiazki... 19.08.11, 14:22
                                  > Porażająco merytoryczny argument :)

                                  argument, moja złociutka, był dwie linijki niżej, to, co zacytowałaś, to było intro.
                        • six_a Re: no dobra, otwarte zwiazki... 18.08.11, 22:03
                          to się wszystko zgadza, ale tylko teoretycznie;)

                          popatrz na związki, które są przytaczane - oba są związkami na odległość. po prostu, partnerzy długo się nie widzą i przyzwalają na seks. w normalnych warunkach przypuszczalnie woleliby pewnie czas spędzać ze sobą, a nie z innymi ludźmi.
                          chyba że by im się znudziło, ale wtedy nie są żadnym związkiem otwartym od początku, tylko zwykłą znudzoną parą jak wiele małżeństw. bywa i tak.
                          • triismegistos Re: no dobra, otwarte zwiazki... 19.08.11, 10:37
                            Sikso, ponieważ wątek jest nader rozrośnięty pozwolę sobie powtórzyć to, co napsałam wyzej. Mój związek nie był związkiem na odległość przez cały czas trwania. Nawet przez jakiś czas mieszkaliśmy razem. I planowaliśmy do tego wrócić.
                            • six_a Re: no dobra, otwarte zwiazki... 19.08.11, 12:12
                              ogarniam, ogarniam.
                      • triismegistos Re: no dobra, otwarte zwiazki... 19.08.11, 01:46
                        Ależ byk, wstyd mi...
                        Dlaczego bzdura? To, o czym piszesz, to są jakieś patologie, które, przyznaję, zdarzają się w związkach "monogamicznych", więc dlaczego miałyby się nie zdarzać w otwartych? Nie nie zdarzyły mi się opisane sytuacje. Nie wyobrażam sobie, że w ogóle mogłyby mieć miejsce.
                        • six_a Re: no dobra, otwarte zwiazki... 19.08.11, 09:11
                          ale co konkretnie jest patologią?
                          ciąża, czyjeś zakochanie się i zmiana priorytetów czy choroby?

                          dopiero co ktoś pytał o leczenie hpv, sama się nie zaraziła tylko od wiernego inaczej faceta albo na mieście;), podobnie ciąża z partnerem seksualnym poza związkiem - wcale nie taki znowu rarytas.

                          brak wyobraźni to akurat kiepska zasłonka przy takim trybie życia i może się kiedyś zemścić. odpukać.
                          • triismegistos Re: no dobra, otwarte zwiazki... 19.08.11, 10:26
                            Patologią jest chociażby macanie innej baby na imprezie.
                            • baba67 Re: no dobra, otwarte zwiazki... 19.08.11, 11:06
                              Nawet jak na imprezie jest baba ktora partner domowy jest zauroczony, ma z nia romans,ktory jest oczywiscie akceptowany, noi biedny chlopina nie moze tych raczek utrzymac przy sobie?Z Waszego punktu widzenia chyba nie ma tu zadnej patologii?
                              Moze chodzi opubliczne zachowania seksualne?
                              • triismegistos Re: no dobra, otwarte zwiazki... 19.08.11, 11:43
                                Owszem, mizianie się z kimś, z kim ma się romans jest patologią. Ciągnięcie dwóch albo i więcej równoległych związków nie jest związkiem otwartym. Jeśli takie coś ma miejsce, a wszystkie zainteresowane osoby się zgadzają to jest poliamoria, nie zaden związek otwarty. Ja osobiście nie wyobrażam sobie związku poliamorycznego, ale jak wszystkim zainteresowanym to odpowiada, to czemu nie?
                                Jeszcze raz, otwarty związek to normalny związek, z normalnymi obowiązkami, więzią itp z wyjątkiem wyłączności seksualnej. Nawiązanie stałego romansu jest zdradą, bo łamie więcej niż tylko seksualną wyłączność.
                                Chyba, że mówimy o stałym układziku z kimś, kto jest o wiele mniej ważny od partnera, ergo, migdalenie się z nim na wspólnej imprezie nie wchodzi w grę.
                                • baba67 Re: no dobra, otwarte zwiazki... 19.08.11, 14:30
                                  Ergo, partner w zwiazku otwartym akceptuje tylko i wylacznie male bzykanko na boku bez zadnych zobowiazan i glebszych uczuc.O romansie nie ma mowy.
                                  Tak naprawde zaciera mi sie granica miedzy tym waszym zwiazkiem otwartym a normalnym malzenstwem gdzie malzonkowie lubia sobie popukac na boczku a partner udaje ze nie wie bo jest mu tak wygodnie(bo uzyskuje prawo wzajemnosci i niezbyt rygorystyczna kontrole).
                                  Przy czym boczek nie jest oszukiwany wizja wspolnej przyszlosci ani glebokich uczuc, zadna Osiecka sie tam nie jedzie?
                                  Dla mnie to zupelna egzotyka,troche cos jak Malinowski, bo nie wyobrazam soebie oddzielania seksu od uczuc w swoim wypadku.Natomist nie mowie zebym nie wybaczyla mezowi jakiegos epizodu gdzies po pijaku, ktorego potm by sie wstydzil PIERWSZY RAZ.
                            • six_a Re: no dobra, otwarte zwiazki... 19.08.11, 12:20
                              tera to już nie rozumiem. wyznaczasz mu miejsca, w których może szukać przygód?
                              to co to za swoboda, jakaś kulawa, kurdę: miziać się nie można bo patologia, mówić o tym nie można, bo nie wypada się interesować, czyli wychodzi na to, że rwać ma w wyznaczonych rewirach i wyznaczone osoby, żeby brońbosz romans z tego nie wynikł. to chyba tylko prostytutki zostają, przynajmniej małe ryzyko zakochania, chociaż też nie kompletny brak ryzyka;)
                              • triismegistos Re: no dobra, otwarte zwiazki... 19.08.11, 12:30
                                six_a napisała:

                                > tera to już nie rozumiem

                                Od początku wąta udajesz, że nie rozumiesz, chociaż każdy rozumie bez problemu. Ale co tam, leje, więc mogę wyjaśniac łopatologicznie, krok po kroczku.
                                Dla mojego faceta jestem najważniejszą kobietą. Obojętnie czy z wyłącznością do seksu czy nie. Inaczej nie ma związku i już. Ergo, mizianie się z inną babą w mojej obecności jest nieakceptowalne. Obojętnie, czy ją będzie bzykał czy nie.
                                Nie wyznaczam osób z którymi się seksi, nie wyznaczam miejsc i nie zabraniam mówić. Skąd takie informacje? Przyśniło ci się?
                                Jeśli wyniknie romans związek kończy się niejako z automatu.
                                Wiem, dziwna jestem. Dużo monogamistycznych, "normalnych" żonek wybacza mężusiom równoległe związki, ale ja nie.
                                • deodyma Re: no dobra, otwarte zwiazki... 19.08.11, 12:49
                                  Ergo, mizianie się z inną babą w
                                  > mojej obecności jest nieakceptowalne. Obojętnie, czy ją będzie bzykał czy nie.



                                  no tak, czego oczy nie widza, tego sercu nie zal.
                                • six_a Re: no dobra, otwarte zwiazki... 19.08.11, 12:53
                                  >że nie rozumiesz, chociaż każdy rozumie bez problemu.
                                  no chyba nie każdy, ale rozumiem, że czytasz wybiórczo.

                                  o, to nowość jest, że dopuszczasz "wyniknięcie" romansu, bo do tej pory twierdziłaś, że to patologia.

                                  > Nie wyznaczam osób z którymi się seksi, nie wyznaczam miejsc i nie zabraniam mó
                                  > wić. Skąd takie informacje? Przyśniło ci się?
                                  no miejsca wyznaczasz, przed chwilą sama o tym powiedziałaś, że nie ma miziania się w twojej obecności. a jeśli miziającego się spotkasz przypadkiem zupełnie? może się zdarzyć? i co wtedy będzie? dramatyczne rozstanie, czy udasz, że nie znasz pana?

                                  co do mówienia, związek tu lansowany nie wygląda np. na dzielenie się opowieściami o seksie, przynajmniej takiego wątku do tej pory nie zauważyłam. czyli po prostu pomijacie milczeniem te przygody i poza faktem dopuszczania ten seks nie istnieje w przestrzeni wspólnej - zgadza się?

                                  > Wiem, dziwna jestem.
                                  anienienie, wcale nie jesteś dziwna, ale bardzo byś chciała.

                                  > Dużo monogamistycznych, "normalnych" żonek wybacza mężusio
                                  > m równoległe związki, ale ja nie.
                                  czyli nie różnisz się niczym od "normalnej" zdradzanej żonki, która zdrady nie wybaczy. no to wcale nie jest związek otwarty, gdzie innych partnerów jak najbardziej się toleruje, nawet tych bardziej stałych. tylko związek niesformalizowany, konkubinat.
                                  • triismegistos Re: no dobra, otwarte zwiazki... 19.08.11, 13:19
                                    six_a napisała:

                                    > >że nie rozumiesz, chociaż każdy rozumie bez problemu.
                                    > no chyba nie każdy, ale rozumiem, że czytasz wybiórczo.
                                    >
                                    Znowu nie rozumiesz :)

                                    >
                                    > o, to nowość jest, że dopuszczasz "wyniknięcie" romansu, bo do tej pory twierdz
                                    > iłaś, że to patologia.
                                    >
                                    Znowu musze ci tłumaczyć jak dziecku... Romans może powstać, w każdych okolicznościach, nawet w związku monogamicznym. Oznacza automatyczny koniec związku. Patologią jest ciągnięcie związku i romansu jednocześnie.
                                    > no miejsca wyznaczasz, przed chwilą sama o tym powiedziałaś, że nie ma miziania
                                    > się w twojej obecności.

                                    Moja skromna osoba nie jest miejscem.

                                    a jeśli miziającego się spotkasz przypadkiem zupełnie?
                                    > może się zdarzyć? i co wtedy będzie? dramatyczne rozstanie, czy udasz, że nie
                                    > znasz pana?

                                    Ani rozstanie, ani udawanie. Ani awantura. A z jakiej niby racji?

                                    >
                                    > co do mówienia, związek tu lansowany nie wygląda np. na dzielenie się opowieści
                                    > ami o seksie, przynajmniej takiego wątku do tej pory nie zauważyłam. czyli po p
                                    > rostu pomijacie milczeniem te przygody i poza faktem dopuszczania ten seks nie
                                    > istnieje w przestrzeni wspólnej - zgadza się?
                                    >
                                    Nigdy się nie rozgadywaliśmy ze szczegółami, ale on wiedział o moich skokach w bok, ja wiedziałam o dwóch jego. Co do seksu w przestrzeni wspólnej zdarzył się, na swinegers party ;)
                                    >
                                    > > Wiem, dziwna jestem.
                                    > anienienie, wcale nie jesteś dziwna, ale bardzo byś chciała.
                                    >
                                    Przepraszam, myślałam, że pojęcie "ironia" nie jest ci obce.

                                    > czyli nie różnisz się niczym od "normalnej" zdradzanej żonki, która zdrady nie
                                    > wybaczy.
                                    Otóż to! To najnormalniejszy związek, tyle, ze bez wyłączności seksualnej.

                                    no to wcale nie jest związek otwarty, gdzie innych partnerów jak najba
                                    > rdziej się toleruje, nawet tych bardziej stałych. tylko związek niesformalizowa
                                    > ny, konkubinat.
                                    Yyy, a skąd ten wniosek?
                                    • six_a Re: no dobra, otwarte zwiazki... 19.08.11, 14:14
                                      > Oznacza automatyczny koniec związku. Patologią jest ciągnięcie związku i romansu jednocześnie.

                                      aaaaależ czemu to jest patologia, przecież mówiłaś, że nie jesteś zazdrosna, oj, kręcicie, koleżanko staramalutko ("znowu muszę jak dziecku"), kręcicie się w kółeczko, aż zjecie w końcu swój własny ogon.

                                      poza tym posiadanie innych partnerów jest ideą na której zasadza się związek otwarty. TAK jest i nie kręć już.


                                      > Moja skromna osoba nie jest miejscem.
                                      olitości, udało ci się pokonać przestrzeń? pomieszczenie w którym ta twoja skromna osoba występuje, jest miejscem, czy też nie jest?


                                      > Przepraszam, myślałam, że pojęcie "ironia" nie jest ci obce.
                                      jakbym chciała się tak bawić jak ty, to musiałabym powiedzieć, że koło pojęcia ironia nie masz szansy znaleźć się w najbliższej dwudziestolatce. ale przecież nie muszę.


                                      > ny, konkubinat. Yyy, a skąd ten wniosek?
                                      z twoich opowieści dziwnej treści
                                      nie tolerujesz zdrady emocjonalnej, tolerujesz przelotny seks jak ta żona przymykająca oko, a w razie romansu, zachowujesz się jak żona nieprzymykająca oka. tylko aktu ślubu nie masz. poza tym zero różnic. zresztą wiele razy przywoływana była tutaj sytuacja zdrady jako porównywalna, no to chyba wiecie w końcu do ciemnej anelki, o czym mówicie, nespa?
                                      • triismegistos Re: no dobra, otwarte zwiazki... 19.08.11, 16:34
                                        six_a napisała:

                                        > aaaaależ czemu to jest patologia, przecież mówiłaś, że nie jesteś zazdrosna, oj
                                        > , kręcicie, koleżanko staramalutko ("znowu muszę jak dziecku"), kręcicie się w
                                        > kółeczko, aż zjecie w końcu swój własny ogon.
                                        >

                                        Przypomniałaś mi dawne czasy. Drzewiej, żeby sobie dorobić dawałam korepetycje z matematyki. Miałam uczennicę, która za chiny "nie rozumiała", co, na całe szczęście jej przeszło, kiedy rodzice zagrozili cofnięciem kieszonkowego... No, ale kończąc tę dygrescję. Napisałam wielokrotnie, czasem wytłuszczając, ale mogę się powtórzyć. Związek otwarty to normalny związek bez wyłączności seksualnej Czy rozumiecie koleżanko czym jest wyłączność seksualna? Bo jeśli nie, to rozbijmy to na dwa człony. Zacznę od drugiej części, bo mam nadziję, że samo słowo wyłączność dozumiesz. Seksualna, czyli dotycząca seksu. Seksu, czyli kopulacji. Rozumiesz, czy mam załączyć obrazek?
                                        Rego, wyłączność seksualna polega na niebzykaniu nikogo innego. Bzykanie to nie romans.
                                        Nigdy nie byłam zazdrosna o jednorazowe epizody.

                                        >
                                        > poza tym posiadanie innych partnerów jest ideą na której zasadza się związek ot
                                        > warty. TAK jest i nie kręć już.
                                        >
                                        Partner seksualny nie oznacza z automatu romansu.
                                        >
                                        > > Moja skromna osoba nie jest miejscem.
                                        > olitości, udało ci się pokonać przestrzeń? pomieszczenie w którym ta twoja skro
                                        > mna osoba występuje, jest miejscem, czy też nie jest?
                                        >
                                        Doprawdy nie wiem, co na to dpowiedzieć. Nie przebywam w jednym miejscu przez cały czas i do głowy mi nie przyszło, że możesz to tak zinterpretować.
                                        Miejsce, a towarzystwo, bądź okoliczności to zupełnie co innego. Serio.

                                        > z twoich opowieści dziwnej treści
                                        Jakich "opowieści dziwnej treści"? Możesz jakąś przytoczyć?

                                        > nie tolerujesz zdrady emocjonalnej, tolerujesz przelotny seks jak ta żona przym
                                        > ykająca oko, a w razie romansu, zachowujesz się jak żona nieprzymykająca oka.

                                        Ale ja nie przymykam żadnego oka. Nie widzę nic złego w przelotnym seksie. Tak samo nie przymykam oka na kolekcję motyli, czy zamiłowanie do żelków owocowych.
                                        Możesz mi przystępnie wytłumczyć, jak nietolerowanie zdrady emocjonalnej sprawia, że związek jest formalny bądź nie?

                                        Toż cały czas o tym piszę, otwarty związek od nieotwartego różni się li i jedynie brakiem seksualnej wyłączności. Czym jest seksualna wyłączność napisłam na początku postu. A ślub, lub jego brak nie ma absolutnie nic do rzeczy.

                                        zresztą wiele razy przywoływana
                                        > była tutaj sytuacja zdrady jako porównywalna, no to chyba wiecie w końcu do ci
                                        > emnej anelki, o czym mówicie, nespa?

                                        Czy mogę poprosić o napisanie tego jeszcze raz, tylko po polsku?
                                        • six_a Re: no dobra, otwarte zwiazki... 19.08.11, 17:35
                                          >Miałam uczennicę, która za chiny "nie rozumiała"
                                          i serio cię to dziwiło, bo mnie wcale.

                                          >No, ale kończąc tę dygrescję.
                                          co kończąc?:) ojaniemogę. twoje umiejętności wyłuszczania, argumentowania i dowodzenia + twój sposób formułowania myśli się to musiała być mieszanka osłabiająca ofiarę tych korków.

                                          > ale mogę się powtórzyć.
                                          ale po co? od powtarzania teza nie zrobi się prawdziwa, czy ja się nie powtarzam?

                                          >Seksualna, czyli dotycząca seksu. Seksu, czyli kopulacji. Rozumiesz, czy mam załączyć obrazek?
                                          nonie, kochana nie dobijaj mnie, albo napisz, że tak naprawdę chodzi o kopulację z deską. ludzi nawet do kopulacji wybiera się wg atrakcyjności niewyłącznie fizycznej. no i już też o tym było: o ile swoje rozdzielnictwo uczuć od seksu i od gotowania możesz tłumaczyć na każdy znany sobie pokrętny sposób, o tyle motywów ani uczuć partnerów seksualnego swojego partnera już nie możesz ani zakładać, ani tłumaczyć.

                                          > Nigdy nie byłam zazdrosna o jednorazowe epizody.
                                          a z ciekawości: jaką masz pewność, że były jednorazowe?

                                          > Rego,
                                          rego to wyższa matematyka czy wystarczy 1-3? tylko nie pisz, że to ironia

                                          > Doprawdy nie wiem, co na to dpowiedzieć
                                          nie dziwi mnie to. zmyślenie, że "w twojej obecności" nie oznacza "miejsc, w których jesteś równocześnie z partnerem", czyli tego miziania się np. na imprezach, wymagało na pewno dużo wysiłku. można się zmęczyć.


                                          > Ale ja nie przymykam żadnego oka. Nie widzę nic złego w przelotnym seksie. Tak
                                          > samo nie przymykam oka na kolekcję motyli, czy zamiłowanie do żelków owocowych.
                                          > Możesz mi przystępnie wytłumczyć, jak nietolerowanie zdrady emocjonalnej sprawi
                                          > a, że związek jest formalny bądź nie?
                                          ile razy trzeba ci wytłumaczyć, że seks ma wpływ na życie partnerów i ten własny i ten obcy, jak się kto np. zakocha, a żelki owocowe nie mają? odczep się od żelków i motylków, no kit kitem, ale nie należy przesadzać.

                                          >Możesz jakąś przytoczyć?
                                          a nie możesz się cofnąć? czy lubisz być cytowana? a może tego, co sama piszesz, też nie czytasz? to by jakoś tłumaczyło to powtarzalnictwo stosowane.

                                          >o napisanie tego jeszcze raz, tylko po polsku?
                                          och, to było całkiem po polsku, no może poza piłkarzem analogicznym do "jasnej anielki" i nieprawdaż na końcu. dasz radę, wierzę w ciebie.

                                          >Nie widzę nic złego w przelotnym seksie.
                                          a dlaczego tylko przelotnym? na początku nic nie było o żadnej przelotności i żadnych klauzul o jednorazowości, było tylko o tolerowaniu partnerów seksualnych. zresztą sama pisałaś, że nie wiesz, na którym miejscu byłaś u swojego partnera. czyli to chyba tylko on prowadził związek otwarty.

                                          > Możesz mi przystępnie wytłumczyć, jak nietolerowanie zdrady emocjonalnej sprawi
                                          > a, że związek jest formalny bądź nie?
                                          nie mogę, bo nie o to chodziło. stwierdziłam po prostu, że mylisz pojęcia i twoje związki otwarte z definicji nie są otwarte. nie mogą być otwarte tylko na jeden wąski aspekt. muszą tolerować też inne stałe związki i to, że partner w każde wakacje spotyka się z panią krysią, wyjeżdżając do zakopanego, bo niby dlaczego nie? z panią krysią lubi też dyskutować o jodłach przy zachodzie słońca, bo ty nie masz pojęcia, a słońce cię razi, ERGO ich związek nie jest wyłącznie seksualny, lecz jak najbardziej emocjonalny, o czym świadczy przywiązanie. nie masz też w sumie wpływu, na to z kim partner się spotyka, inaczej to nie jest żadna otwartość, tylko ściema.

                                          dziękuję.
                                          • triismegistos Re: no dobra, otwarte zwiazki... 19.08.11, 18:23
                                            six_a napisała:
                                            le.
                                            >
                                            > >No, ale kończąc tę dygrescję.
                                            > co kończąc?:)
                                            Dygresję. Nie znasz tego słowa, czy zrozumienie drobnej literówki przekracza twoje zdolności?
                                            ojaniemogę. twoje umiejętności wyłuszczania, argumentowania i dow
                                            > odzenia + twój sposób formułowania myśli się to musiała być mieszanka osłabiają
                                            > ca ofiarę tych korków.
                                            >
                                            Dokładnie tak, jak osłabia ciebie. Poza tą lasią nie miałam problemów z uczniami, a i jej problemy przeszły, kiedy rodzice jej cofnęli kieszonkowe.

                                            > ludzi nawet do kopulacji wybiera się wg atrakcyjności niewyłącznie f
                                            > izycznej. no i już też o tym było: o ile swoje rozdzielnictwo uczuć od seksu i
                                            > od gotowania możesz tłumaczyć na każdy znany sobie pokrętny sposób, o tyle moty
                                            > wów ani uczuć partnerów seksualnego swojego partnera już nie możesz ani zakłada
                                            > ć, ani tłumaczyć.
                                            >
                                            Mylisz się, mogę i zakładać i tłumaczyć :) Ale nie będę ci ze szczegółami opisywać wszystkich moich epizodów pozazwiązkowych.

                                            >
                                            > > Nigdy nie byłam zazdrosna o jednorazowe epizody.
                                            > a z ciekawości: jaką masz pewność, że były jednorazowe?
                                            >
                                            Rany, a jaką masz pewność, że twój facet nie jest islamsim terrorystą w przebraniu?

                                            > > Rego,
                                            > rego to wyższa matematyka

                                            ?? Poproszę po polsku?

                                            czy wystarczy 1-3? tylko nie pisz, że to ironia
                                            >
                                            Niestety, po raz kolejny nie wystarczą ogólniki, tylko muszę opisywać od początku... Dopuszczam jedno, dwu i nawet więcej razową kopulację, pod warunkiem, że nie zmieni się ona w stały układ z zaangażowaniem emocjonalnym. Teraz się czepisz, że pisałam tylko o jednorazowych. Bo tylko takie zdarzyły się mojemu facetowi.

                                            >
                                            > > Doprawdy nie wiem, co na to dpowiedzieć
                                            > nie dziwi mnie to. zmyślenie, że "w twojej obecności" nie oznacza "miejsc, w k
                                            > tórych jesteś równocześnie z partnerem", czyli tego miziania się np. na impreza
                                            > ch, wymagało na pewno dużo wysiłku. można się zmęczyć.
                                            >
                                            :O
                                            Narzucenie chłopu miejsc, w których moze sobie skakać w bok, miałoby miejsce, gdybym mu "zabraniała" robienia tego w domu, salonie cioci Zosi, albo w barze "różowy słoń". Naprawdę nie odrózniasz miejsca, od towarzystwa, w którym się znajdujesz, albo sytuacji, w jakiej się znajdujesz?
                                            Nawiasem mówiąc, miziania się w moim towarzystwie mu nie zabraniałam. Pewne rzeczy rozumiały się same przez się.
                                            > ile razy trzeba ci wytłumaczyć, że seks ma wpływ na życie partnerów i ten własn
                                            > y i ten obcy, jak się kto np. zakocha, a żelki owocowe nie mają? odczep się od
                                            > żelków i motylków, no kit kitem, ale nie należy przesadzać.
                                            >
                                            A ile razy tobie trzeba tłumaczyć, ze dla nas seks na zewnątrz nie miał takiego znaczenia? Zrozum, ja tutaj nikogo nie namawiam, ani nie twierdzę, że to jedyny właściwy dla każdego model związku. Piszę tylko tyle, że u nas się sprawdził.

                                            >
                                            > >Możesz jakąś przytoczyć?
                                            > a nie możesz się cofnąć? czy lubisz być cytowana? a może tego, co sama piszesz,
                                            > też nie czytasz? to by jakoś tłumaczyło to powtarzalnictwo stosowane.
                                            >
                                            Ależ zacytuj kochana :) No, chyba, że znowu kłamiesz, nie pierwszy raz w tym wątku z resztą :)

                                            > och, to było całkiem po polsku, no może poza piłkarzem analogicznym do "jasnej
                                            > anielki" i nieprawdaż na końcu. dasz radę, wierzę w ciebie.
                                            " była tutaj sytuacja zdrady jako porównywalna, no to chyba wiecie w końcu do ci
                                            "emnej anelki, o czym mówicie, nespa?

                                            Jeśli uważasz, że to jest prawidłowo po polsku, to ja się przestaję dziwić, że masz problemy z czytaniem ze zrozumieniem.

                                            >
                                            > >Nie widzę nic złego w przelotnym seksie.
                                            > a dlaczego tylko przelotnym?

                                            Dlatego.
                                            na początku nic nie było o żadnej przelotności i ż
                                            > adnych klauzul o jednorazowości, było tylko o tolerowaniu partnerów seksualnych

                                            Bo na początku pisałam w samych ogólnikach.

                                            . zresztą sama pisałaś, że nie wiesz, na którym miejscu byłaś u swojego partner
                                            > a. czyli to chyba tylko on prowadził związek otwarty.
                                            >
                                            Po raz kolejny, przyprawiłaś mnie o opad szczęki. Nie pytałam, czy byłam jego największą miłością, czy na przykład drugą, owszem. W jaki sposób naprowadziło cię to na myśl, że tylko on prowadził związek otwarty?

                                            > nie mogę, bo nie o to chodziło. stwierdziłam po prostu, że mylisz pojęcia i two
                                            > je związki otwarte z definicji nie są otwarte.

                                            To ty milisz pojęcia. To o czym piszesz to luźne układy, nie żadne związki.
                                            • six_a Re: no dobra, otwarte zwiazki... 19.08.11, 21:58
                                              > Dygresję. Nie znasz tego słowa, czy zrozumienie drobnej literówki przekracza tw
                                              > oje zdolności?
                                              jest wiele możliwości litrówek, a nawet ćwiartek, jak choćby dyskrecja. ale skoro się domagasz w co drugim zdaniu pisania po polsku, to może jakiś minimalny wkład od siebie dla odmiany?

                                              > Mylisz się, mogę i zakładać i tłumaczyć :)
                                              udowodnij zatem, że się mylę. plus będziesz pierwszą osobą na świecie, która wnika w myśli i uczucia innych. chyba że wciąż chodzi o deski, a nie ludzi, bo tego jeszcze nie wyjaśniłaś.

                                              > > a z ciekawości: jaką masz pewność, że były jednorazowe?
                                              > Rany, a jaką masz pewność, że twój facet nie jest islamsim terrorystą w przebraniu?
                                              primo, brak odpowiedzi na pytanie. secundo, pytaniem na pytanie? tanie.

                                              > Dopuszczam jedno, dwu i nawet więcej razową kopulację, pod warunkiem, że
                                              > nie zmieni się ona w stały układ z zaangażowaniem emocjonalnym. Teraz się czepi
                                              > sz, że pisałam tylko o jednorazowych. Bo tylko takie zdarzyły się mojemu faceto
                                              > wi.
                                              niestety, nie odczepię się. trzeba było nie kręcić. jak odróżniasz stały układ swój od stałego układu czyjegoś, zakładając, że w układzie czyimś nie jesteś i nie praktycznie żadnego wglądu?

                                              > A ile razy tobie trzeba tłumaczyć, ze dla nas seks
                                              dla ciebie. dla ciebie. przypuszczam, że twoja wiedza na temat upodobań partnera może być porównywalna ze stwierdzeniem, że on dla ciebie był numerem jeden, a ty dla niego nie wiesz, którym. no i tyle samo wiesz o reszcie.

                                              > Ależ zacytuj kochana :) No, chyba, że znowu kłamiesz, nie pierwszy raz w tym wą
                                              > tku z resztą :)
                                              nie chce mi się, to raz, a dwa, jeśli zarzucasz mi kłamstwo, to powinnaś je wykazać.

                                              > Jeśli uważasz, że to jest prawidłowo po polsku, to ja się przestaję dziwić, że
                                              > masz problemy z czytaniem ze zrozumieniem.
                                              to jest twoja fantazja, jedna z wielu zresztą na mój temat. niczym nie poparta. ja rozumiem co piszesz, nawet te rego i dygrescje, powaga. a ty nie rozumiesz, boooo, no właśnie, proste "do jasnej anielki" cię przerasta. nie poradzę.

                                              >Pewne rzeczy rozumiały się same przez się.
                                              nieno, jasne, tyle że te rzeczy nie są zrozumiałe w "otwartym związku". przynajmniej w normalnym rozumieniu otwartego związku, nie w rozumieniu triismegistosownym, wielce pokrętnym i najeżonym klauzulami - tego nie można, tamtego nie można, rób wszystkie, ale tak, żebym nie była zazdrosna - do tego to się sprowadza w gruncie.

                                              >Nie pytałam, czy byłam jego największą miłością, czy na przykład drugą, owszem. W jaki sposób naprowadziło cię to na myśl, że tylko on prowadził związek otwarty?
                                              ojtam, to proste było, podniosłaś szczękę?
                                              jeśli nawet nie byłaś w stanie uzyskać od faceta deklaracji, że to wy jesteście tym najważniejszym dla niego związkiem, to raz, gó... było ustalone między wami, dwa chyba nawet kompletny jełop potrafiłby zrozumieć, co to znaczy, mianowicie układ typu fuck buddy, a nie żaden związek.


                                              > To ty milisz pojęcia. To o czym piszesz to luźne układy, nie żadne związki.
                                              słabe. ale jeśli masz problem z użytymi terminami, możemy stały związek nazwać rutyną ze skokiem w bok, a twój seksem ze współlokatorem. może być?
                                              nie ma znaczenia nazwa, liczy się jak to definiujesz, w twojej definicji związek otwarty nie jest niczym innym jak standardowym znudzonym związkiem ze skokami w bok.
                                              eeetam.
                                              • triismegistos Re: no dobra, otwarte zwiazki... 20.08.11, 07:31
                                                six_a napisała:

                                                > jest wiele możliwości litrówek, a nawet ćwiartek, jak choćby dyskrecja. ale sko
                                                > ro się domagasz w co drugim zdaniu pisania po polsku, to może jakiś minimalny w
                                                > kład od siebie dla odmiany?

                                                W co drugim zdaniu? Serio? Nie przesadzaj moja droga. I naprawdę uważasz, że pisanie bełkotem jest takim samym kaleczeniem polszczyzny, jak sporadyczne literówki?

                                                > udowodnij zatem, że się mylę. plus będziesz pierwszą osobą na świecie, która wn
                                                > ika w myśli i uczucia innych.

                                                A ty nie jesteś w stanie przeniknąć myśli i uczuć otaczających cię osób? To dlaczego porywasz się na analizowanie ich u ludzi kompletnie ci obcych?

                                                > > > a z ciekawości: jaką masz pewność, że były jednorazowe?
                                                > > Rany, a jaką masz pewność, że twój facet nie jest islamsim terrorystą w p
                                                > rzebraniu?
                                                > primo, brak odpowiedzi na pytanie. secundo, pytaniem na pytanie? tanie.
                                                >
                                                Przepraszam, ale trudno mi z pełną powagą odpowiadać na kretyńskie pytania. Wiem, bo mu ufam (czas teraźniejszy nieprzypadkowy) Nigdy nie zawiódł mojego zaufania.
                                                Teraz twoja kolej. Skąd wiesz, że twój facet (może być ostatni eks, jeśli nie masz obecnego, albo ojciec, jeśli nigdy nie miałaś faceta) nie jest islamskim terrorystą w przebraniu?

                                                > > wi.
                                                > niestety, nie odczepię się. trzeba było nie kręcić.
                                                Kręcić?

                                                jak odróżniasz stały układ
                                                > swój od stałego układu czyjegoś, zakładając, że w układzie czyimś nie jesteś i
                                                > nie praktycznie żadnego wglądu?

                                                Chętnie odpowiem na to pytanie, jeśli wyjaśnicz mi przystępnie co to znaczy " w układzie czyimś nie jesteś i
                                                > nie praktycznie żadnego wglądu?"

                                                >
                                                > > A ile razy tobie trzeba tłumaczyć, ze dla nas seks
                                                > dla ciebie. dla ciebie. przypuszczam, że twoja wiedza na temat upodobań partner
                                                > a może być porównywalna ze stwierdzeniem, że on dla ciebie był numerem jeden, a
                                                > ty dla niego nie wiesz, którym. no i tyle samo wiesz o reszcie.
                                                >
                                                > >
                                                Zaczynam żałować, że w rozmowie z tobą używałam ironii. Z tobą trzeba wprost i dosłownie, eh... Pozwolę sobie zinterpretować zdanie " A ile razy tobie trzeba tłumaczyć, ze dla nas seks
                                                > dla ciebie. " Chodzi ci o to, że seks dla mnie jest czymś innym niż dla "was"? No właśnie o to chodzi.
                                                Teraz numer jeden. W trakcie naszego związku byłam dla niego numerem jeden i co do tego nie mam żadnych wątpliwości. Natomiast nigdy go nie pytałam, czy przede mną była babka, do której żywił gorątsze uczucia. Nie podejrzewam istnienia takowej, ale ponieważ nie pytałam to 100% pewności nie mam.
                                                Z kolei o tym, jak ważny jest dla niego seks, na ile łączy go z uczuciami i takie tam wiem doskonale.
                                                Teraz pytanie. Od początku wątku usiłujesz sugerować, że nie byłam przez mojego eksa kochana, że w ogóle nie było żadnego zwiazku, ze nie miałam pojęcia o jego uczuciach i tak dalej. Dlaczego? Czy tak srasznie boli cię to, ze ktoś może mieć inny pomysł na życie niż ty? I dlaczego wydaje ci się, ze uczucia obcych ci ludzi znasz lepiej od samych zainteresowanych? Mam nikłą nadzieję, że nie pominiesz tych pytań, bo mnie szczerze frapują.

                                                > nie chce mi się, to raz, a dwa, jeśli zarzucasz mi kłamstwo, to powinnaś je wyk
                                                > azać.
                                                >
                                                Ach, nie chce ci się :) No, to kłamiesz :)

                                                > >Pewne rzeczy rozumiały się same przez się.
                                                > nieno, jasne, tyle że te rzeczy nie są zrozumiałe w "otwartym związku". przynaj
                                                > mniej w normalnym rozumieniu otwartego związku, nie w rozumieniu triismegistoso
                                                > wnym, wielce pokrętnym i najeżonym klauzulami - tego nie można, tamtego nie moż
                                                > na, rób wszystkie, ale tak, żebym nie była zazdrosna - do tego to się sprowadza
                                                > w gruncie.
                                                >
                                                A ustalałaś, ze swoim facetem, ze nie będzie lał cię co środę, czy rozumiało sie to samo przez się? (no, chyba, że cię leje co środę, to przepraszam)
                                                Na całe szczęście związek, o którym się tutaj rozpisuję tworzyłam z fajnym, mądrym facetem, a nie z upierdliwą, czepialską i niekumatą pannicą. Ot, cały sekret.
                                                > ojtam, to proste było, podniosłaś szczękę?
                                                > jeśli nawet nie byłaś w stanie uzyskać od faceta deklaracji, że to wy jesteście
                                                > tym najważniejszym dla niego związkiem, to raz, gó... było ustalone między wa
                                                > mi, dwa chyba nawet kompletny jełop potrafiłby zrozumieć, co to znaczy, mianowi
                                                > cie układ typu fuck buddy, a nie żaden związek.

                                                Nie, to nie był żaden uklad fuck buddy, czy jak tam go nazywasz, chciaż przyznaję, od tego się zaczęło. Wiem, że z jakiś tajemniczych powodów chcesz, żeby tak było, ale zaklinanie rzeczywistości nie działa :)
                                                I nie tyle "nie byłam w stanie uzyskać deklaracji" co nigdy nie pytałam. Jakoś nie pociąga mnie "wyciskanie" z faceta deklaracji na temat tego kogo kochał bardziej, kogo mniej i tak dalej.
                                                No i chyba tylko kompletny jełop określałny związek ludzi, o ktorych ma skąpe informacje, układem, wbrew temu, co sądzą sami zainteresowani.

                                                słabe. ale jeśli masz problem z użytymi terminami, możemy stały związek nazwać
                                                > rutyną ze skokiem w bok, a twój seksem ze współlokatorem. może być?

                                                Nie, nie może.

                                                > nie ma znaczenia nazwa, liczy się jak to definiujesz, w twojej definicji związe
                                                > k otwarty nie jest niczym innym jak standardowym znudzonym związkiem ze skokami
                                                > w bok.
                                                Ale dlaczego znudzonym? Przyśniło ci się to?
                                                > eeetam.
                                                • swiete.jeze Re: no dobra, otwarte zwiazki... 20.08.11, 09:32
                                                  > Teraz numer jeden. W trakcie naszego związku byłam dla niego numerem jeden i co
                                                  > do tego nie mam żadnych wątpliwości. Natomiast nigdy go nie pytałam, czy przed
                                                  > e mną była babka, do której żywił gorątsze uczucia. Nie podejrzewam istnienia t
                                                  > akowej, ale ponieważ nie pytałam to 100% pewności nie mam.
                                                  > Z kolei o tym, jak ważny jest dla niego seks, na ile łączy go z uczuciami i tak
                                                  > ie tam wiem doskonale.
                                                  > Teraz pytanie. Od początku wątku usiłujesz sugerować, że nie byłam przez mojego
                                                  > eksa kochana, że w ogóle nie było żadnego zwiazku, ze nie miałam pojęcia o jeg
                                                  > o uczuciach i tak dalej.

                                                  Nie to, żebym się czepiała, ale dopiero teraz zaczęłaś pisać jaka to była miłość po grób i wszystkim wara od niej, bo wcześniej uczucie było nieodwzajemnione.

                                                  Ten wątek już się chyba kwalifikuje do zakończenia.
                                                  • triismegistos Re: no dobra, otwarte zwiazki... 20.08.11, 09:36
                                                    Nie było nieodwzajemnione. Grr.
                                                    I nigdy nie twierziłam, że o miłość po grób chodzi.
                                                • six_a Re: no dobra, otwarte zwiazki... 20.08.11, 13:39
                                                  > W co drugim zdaniu? Serio? Nie przesadzaj moja droga. I naprawdę uważasz, że pi
                                                  > sanie bełkotem jest takim samym kaleczeniem

                                                  dlaczego mam przesadzać, w poprzednim czy przedpoprzednim poście w co drugim zdaniu piszesz, żebym pisała po polsku. nie rozumiesz nawet mojego pytania o twoje "rego", które sama wytworzyłaś, co jest swoją drogą ciekawe.

                                                  to, że czegoś nie rozumiesz oznacza tylko tyle, że nie rozumiesz, a nie, że coś jest bełkotem. zreeeesztą, każde zdanie mogę wyjaśnić, wystarczy poprosić.

                                                  > A ty nie jesteś w stanie przeniknąć myśli i uczuć otaczających cię osób? To dla
                                                  > czego porywasz się na analizowanie ich u ludzi kompletnie ci obcych?
                                                  od analizowania czyichś wypowiedzi do twierdzenia z pewnością, o czym ci ludzie myślą albo co czują, daleka droga.

                                                  > Przepraszam, ale trudno mi z pełną powagą odpowiadać na kretyńskie pytania. Wie
                                                  > m, bo mu ufam (czas teraźniejszy nieprzypadkowy) Nigdy nie zawiódł mojego zaufa
                                                  > nia.
                                                  nie, pytanie nie było kretyńskie, po prostu przy założeniu: on jest dla mnie najważniejszy, ale nie wiem, czy ja jestem dla niego najważniejsza, bo mam to w dupie, można spokojnie założyć, że ktoś inny może być najważniejszy lub też jest wielu równorzędnie ważnych, a to pono kończy związek w twoim pojęciu.
                                                  a teraz wyjaśnij sprzeczność: wiem, bo mu ufam a nie wiem, bo nie pytałam. powodzenia. dla ułatwienia dodam, że z ufania nie wynika żadna wiedza.

                                                  > Skąd wiesz, że twój facet (może być ostatni eks, jeśli nie m
                                                  > asz obecnego, albo ojciec, jeśli nigdy nie miałaś faceta) nie jest islamskim te
                                                  > rrorystą w przebraniu?
                                                  było już o tym, przy okazji motylków. dla związku dwojga ludzi nie ma znaczenia, czy jest czy nie jest terrorystą i czy się przebiera. CO INNEGO MA ZNACZENIE. vide partnerki hitlerów.

                                                  > Chętnie odpowiem na to pytanie, jeśli wyjaśnisz mi przystępnie co to znaczy " w
                                                  > układzie czyimś nie jesteś i
                                                  > > nie praktycznie żadnego wglądu?"
                                                  no wiesz, nie sądziłam, że wyłożysz się akurat na tym.
                                                  jedziem:
                                                  twój facet ma związek z tobą
                                                  twój facet ma związek z inną
                                                  ty nie jesteś częścią związku twojego faceta z inną, bo nie jest to trójkąt.
                                                  ergo: nie wiesz, jaki charakter ma związek twojego faceta z inną.
                                                  wystarczająco prosto, czy iść po latarkę.


                                                  > Pozwolę sobie zinterpretować zdanie " A ile razy tobie trzeba tłumaczyć, ze dla nas seks
                                                  > dla ciebie. " Chodzi ci o to, że seks dla mnie jest czymś innym niż dla "was"? No właśnie o to chodzi.
                                                  nic po prostu, normalnie beton zalany asfaltem.
                                                  w cytowanym zdaniu mnie = ty
                                                  was = ty i twój facet
                                                  możesz mówić tylko za siebie, prawda?

                                                  > Teraz numer jeden. W trakcie naszego związku byłam dla niego numerem jeden i co
                                                  > do tego nie mam żadnych wątpliwości
                                                  rozumiem, że ten wątek dopiero i moje dopytywanie o konkrety rozwiały twoje wątpliwości co do numerków w rankingu, bo na początku nie byłaś w stanie tego określić, co każdy może przeczytać.


                                                  > Ach, nie chce ci się :) No, to kłamiesz :)
                                                  nie chce mi się cytować tego, co każdy może przeczytać sam, nawet ty.
                                                  powtarzanie w kółko, że kłamię, bez uzasadnienia, robi z ciebie tylko żałosną piiiiiiiiiiiiiiiiip.

                                                  > A ustalałaś, ze swoim facetem, ze nie będzie lał cię co środę, czy rozumiało si
                                                  > e to samo przez się? (no, chyba, że cię leje co środę, to przepraszam)
                                                  wyobraźni za grosz. są ludzie, którzy się leją dla przyjemności, myślisz że nie ustalają tego rodzaju niestandardowych upodobań ze sobą, tylko biero nahajke i a nuż się spodoba, a jak nie to trudno?

                                                  > Teraz pytanie. Od początku wątku usiłujesz sugerować, że nie byłam przez mojego
                                                  > eksa kochana, że w ogóle nie było żadnego zwiazku, ze nie miałam pojęcia o jeg
                                                  > o uczuciach i tak dalej. Dlaczego? Czy tak srasznie boli cię to, ze ktoś może m
                                                  > ieć inny pomysł na życie niż ty? I dlaczego wydaje ci się, ze uczucia obcych ci
                                                  > ludzi znasz lepiej od samych zainteresowanych? Mam nikłą nadzieję, że nie pomi
                                                  > niesz tych pytań, bo mnie szczerze frapują.
                                                  to są twoje wymysły, niestety. usiłuję od początku ustalić, jak w praktyce wygląda związek otwarty, ponieważ nie umiesz rozważać teoretycznie, od samego początku opowiadasz o sobie. nie miej pretensji, że ktokolwiek z tu obecnych, wykorzystuje to do formułowania wniosków.
                                                  w ogóle mnie nie boli, z którego fragmentu wysnułaś, że promuję jakikolwiek mój model czy styl życia nad innymi lub że neguję inne? hę? widocznie coś przespałam.
                                                  za to szalenie mnie boli mnie, jak ktoś stawia tezę i nie jest jej w stanie potwierdzić nawet na swoim własnym przykładzie, mimo że kreuje się na osobę niezwykle doświadczoną w dziedzinie.

                                                  nie obchodzi mnie twój indywidualny przypadek, twój facet ani to, czy ktoś kogoś leje przy seksie, czy głaszcze pawim piórkiem. nie natkniesz się na moje wypowiedzi w rodzaju: jesteś zboczona, skrzywiona, nienormalna, jeśli robisz coś tam.

                                                  > Nie, to nie był żaden uklad fuck buddy, czy jak tam go nazywasz, chciaż przyzna
                                                  > ję, od tego się zaczęło. Wiem, że z jakiś tajemniczych powodów chcesz, żeby tak
                                                  > było, ale zaklinanie rzeczywistości nie działa :)
                                                  > I nie tyle "nie byłam w stanie uzyskać deklaracji" co nigdy nie pytałam. Jakoś
                                                  > nie pociąga mnie "wyciskanie" z faceta deklaracji na temat tego kogo kochał bar
                                                  > dziej, kogo mniej i tak dalej.
                                                  podsumujmy, nie był, tzn. był, ale tylko na początku, a czym był potem, to nie wiem, bo nie chciałam tego wycisnąć, ponieważ mogłoby się okazać, że on jest islamskim terrorystą wpieprzającym żelki, a to by oznaczało koniec tego związku, bo jestem zazdrosna o miłość żelków do mojego faceta. żelki ważna rzecz.

                                                  tak wygląda większość twoich wypowiedzi: groch z kapustą i na to zasmażka.
                                                  i wcale nie chcę, żeby twój wątek był taki czy owaki. jest taki czy owaki, bo sama go tak przedstawiasz. po prostu. a jak ci to napisać innymi słowami, to nie wierzysz.
                                                  • six_a Re: no dobra, otwarte zwiazki... 20.08.11, 13:46
                                                    >twój wątek był taki czy owaki.
                                                    ahahahahha, o święty frojdzie.
                                                    "Twój związek" :)
                                              • sea.sea Re: no dobra, otwarte zwiazki... 20.08.11, 14:33
                                                No dobra, jak definiujemy, to ja mam pytanie na przykładzie z otoczenia. Para damsko-męska, obydwoje z gigantycznym libido - przez co w przeszłości każde z nich miało po kilku stałych fuckbuddies w tym samym czasie, bo jeden partner nie był w stanie dać rady. Wpadli w końcu na siebie, też miał być układ FF, ale trafiło ich uczucie. No i sobie w nim trwają, w zasadzie nie mają już potrzeby ani ochoty szukać i poznawać dodatkowego pogotowia seksualnego, ale obydwoje są dostępni w razie telefonu któregoś z FF poznanych w przeszłości, tak samo jeżeli jedno wyjeżdża na kilka dni, zazwyczaj podrywa sobie kogoś na chwilę na miejscu, a to które zostało w domu, dzwoni do któregoś z poprzednich FF. Informują się nawzajem o takich akcjach, w tonie "wiesz, na urlopie poderwałam sobie ładnego chłopca, ale w łóżku to on do ciebie startu nie ma, chociaż się starał". To się kwalifikuje pod otwarty, czy pod jakąś inną nomenklaturę?
                                                • baba67 Re: no dobra, otwarte zwiazki... 20.08.11, 15:03
                                                  to wlasnie chyba to,seks oddzielony od uczuc, silne przywiazanie do partnera, brak jakiejkolwiek sciemy wobec przypadkowych bzykantow.Niektorzy tak maja.Nie zazdroszcze im tego libido cos tak jak swiezb-ciagle sie musza drapac.
                                                  --
                                                  Jestem bardzo pracowity wtedy, kiedy pracuje.

                                                  Henryk Sienkiewicz
                  • wersja_robocza Re: no dobra, otwarte zwiazki... 18.08.11, 21:49
                    Ale tak samo można pytać: po co nałogowym zdrajcom żony/mężowie, skoro bez nich mogliby bez przeszkód chodzić do łóżka z kim chcą. No chyba po to ten dom, że potrzebują tej stałości, przynajmniej w jakiejś części.
              • sea.sea Re: no dobra, otwarte zwiazki... 18.08.11, 21:04
                Monogamiczne też się rozpadają, często z tego powodu, że jedna osoba dała drugiej w rogi i ta pierwsza nie mogła tego znieść. Ale to nie stanowi dowodu na to, że monogamia nie jest dla ludzi :)
              • policjawkrainieczarow Re: no dobra, otwarte zwiazki... 18.08.11, 21:05
                > bo rozumiem, że to nie jest seks w bramie z prostytutką, tylko też jakiś związe
                > k albo związki, którym poświęca się ileś tam czasu. tak czy owak ktoś będzie ro
                > biony w bambuko, niech to nawet będzie ta kochanka czy kochanek.

                no wlasnei o to mi chodzi. Ktos tam napisal, ze zamiast na randce moze byc w kinie, ale jednak jest roznica wyjsc kina, a wyjsc w polowie seksu z partnetem/ką numer dwa. Kinu sie nie zrobi przykro, kino nie ma oczekiwan itp.
                i, tak, znam uklady typu malzenstwo (z dziecmi) plus z gory ustalone skoki w bok, tyle, ze sie to w ktoryms momencie konczylo na zadanie jednego ze wspolmalzonkow, kiedy sprawy sie zaczynaly wymykac spod kontroli.
                • 2szarozielone Re: no dobra, otwarte zwiazki... 18.08.11, 21:11
                  A ja znam takie, które tak funkcjonują od jakichś 20 lat i się nie rozpadną już. Fakt, że startowały jako klasyczne monogamiczne małżeństwa, ale z czasem okazywało się, że rodzina, dom, bliskość, ciepło, dzieci - owszem. Ale monogamia seksualna nie jest dla nich. No i tak to sobie działa. Nie mogę udawać, że nie istnieje - jeśli istnieje ;) A kochanki/kochanków też można znaleźć takich, którzy będą znać sytuację i będzie im pasować. Ludzie naprawdę są różni...
                • triismegistos Re: no dobra, otwarte zwiazki... 18.08.11, 21:18
                  Nie wiem, czy kinu jest przykro jak wychodzę w połowie seansu, bo jak jestem w kinie nie ma możliwości, żeby się do mnie dodzwonić. U mnie na wsi praktykujemy wyłączanie telefonów przed wejściem do kina.
                  • zawsze-soffie Re: no dobra, otwarte zwiazki... 20.08.11, 13:54
                    To wy macie na wsi kino?
        • triismegistos Re: no dobra, otwarte zwiazki... 18.08.11, 21:03
          wersja_robocza napisała:

          > Ale to w takim układzie to nie foczki a jasie, zosie i kochania mają pierwszeńs
          > two. Znaczy w sytuacji takiej relacji. Poza tym czy związek otwarty to chyba c
          > echuje brak wierności seksualnej. Cała reszta chyba się nie zmienia. Jestem w b
          > łędzie?

          Nie, nie jesteś :)
          • six_a Re: no dobra, otwarte zwiazki... 18.08.11, 21:09
            a Ty to przepraktykowałaś, taki układ z kramem rodzinnym i swoimi dziećmi, przepraszam za bezpośrednie pytanie? czy znowu teoretyzujesz?
            • triismegistos Re: no dobra, otwarte zwiazki... 19.08.11, 10:40
              Po pierwsze, dlaczego znowu? Kiedy ja teoretyzowałam?
              Dzieci nie mieliśmy. Ale dzieci nie są jedynym powodem, dla którego czasem trzeba rzucić wszystko i lecieć pomóc. Wypraktykowałam to, że na faceta mogę liczyć w każdej sytuacji, więc zakładam, że ewentualne dzieci mogłyby tym bardziej.
              • six_a Re: no dobra, otwarte zwiazki... 19.08.11, 12:14
                > Wypraktykowałam to, że na faceta mogę liczyć w każdej sytuacji,
                w każdej poza tymi wszystkimi, gdy będzie wolał spędzać czas z innymi paniami;) i oleje Twoje liczenie.
    • saraisa Re: no dobra, otwarte zwiazki... 18.08.11, 18:49
      ja też nie rozumiem idei otwartych związków, tak samo jak i panów szukających "stałego układu", od których zresztą aż się roi na portalach randkowych...
      ale kiedyś znajomy powiedział mi, że jest z żoną w otwartym związku, a że jakoś "wizerunkowo" mi to do niego pasowało, to i uwierzyłam. z tego co mówił, to chodziło o to, że jak jest impreza to on się może "zadać" z jakąś dziewczyną i takie samo prawo daje swojej żonie. ale w szczegóły nie wchodził, a ja nie pytałam.
    • moonogamistka Re: no dobra, otwarte zwiazki... 18.08.11, 19:35
      ja to nie wiem, ale jak ma sie zonatego faceta w zyciu to tez nagle sie okazuje, ze sie toleruje druga kobiete i jest sie super wyrozumiala;-)))
    • 2szarozielone Re: no dobra, otwarte zwiazki... 18.08.11, 20:40
      Myślę że może działać, zresztą często regularne małżeństwa w coś takiego się przeradzają, może tylko tak otwarcie się nie definiują. Po iluś tam latach wspólnego życia łączy ich miłość, przywiązanie, przyzwyczajenie, dzieci, majątek itepe - ale namiętności i ognia już brak. Więc się pojawia ktoś na boku - druga połówka przymyka oko, a małżeństwo jako takie sobie trwa. I to nawet szczęśliwie.
      ale tak "na starcie" - to też może działać, zwłaszcza jak obie strony potrafią dobrze oddzielać seks od uczuć - i są na tyle siebie pewne, że nie czują lęku i zazdrości. I to nie wyklucza głębokiego uczucia. I związku jako takiego.
      • adoptowany Re: no dobra, otwarte zwiazki... 18.08.11, 22:23
        2szarozielone napisała:

        > Myślę że może działać, zresztą często regularne małżeństwa w coś takiego się pr
        > zeradzają, może tylko tak otwarcie się nie definiują. Po iluś tam latach wspóln
        > ego życia łączy ich miłość, przywiązanie, przyzwyczajenie, dzieci, majątek itep
        > e - ale namiętności i ognia już brak. Więc się pojawia ktoś na boku - druga poł
        > ówka przymyka oko, /..../ I to nie wyklucza głębokiego uczucia. I związku jako takiego.

        trafna obserwacja,bo przeciez czesto to widac w naszym codziennym srodowisku.Taki dualizm wcale nie musi byc zagrozeniem dla zwiazku.
    • kokoryczko Re: no dobra, otwarte zwiazki... 19.08.11, 10:06
      Związki otwarte,to żadne związki, a układ. Obrzydliwość i plugastwo - bez urazy dla osób, które tak żyją.
    • stephanie.plum Re: no dobra, otwarte zwiazki... 19.08.11, 10:37
      nie wierzę - bom małej wiary,
      że "związek", w którym główną zasadą jest pierwszeństwo dla folgowania swoim chuciom, może być równie dobry i wartościowy co związek, gdzie w centrum uwagi jest zawsze partner - choć wymaga to pracy nad sobą.
      a w to, że wolne związki "jakoś funkcjonują", wierzę jak najbardziej. na tym świecie wiele kiepskich wynalazków "jakoś funkcjonuje".
      :~)
      • triismegistos Re: no dobra, otwarte zwiazki... 19.08.11, 11:33
        Owszem, można napisać, ze folgowanie swoim chuciom jest priorytetem w otwartym związku. Tak samo można napisać, ze w normalnym związku priorytetem jest spotkykanie się z koleżankami, o ile to następuje. Nie manipuluj słowami.
        • stephanie.plum Re: no dobra, otwarte zwiazki... 19.08.11, 11:50
          gdyby koleżanki proponowały mi seks, odmówiłabym, więc to żadne porównanie.
          • triismegistos Re: no dobra, otwarte zwiazki... 19.08.11, 11:56
            No, ale czy zgodziłabyś się na związek, gdyby facet zabraniał ci się spotykać koleżankami?
            • stephanie.plum Re: no dobra, otwarte zwiazki... 19.08.11, 12:07
              gdyby wyraził sprzeciw wobec moich planów spotykania się z koleżankami w celu uprawiania seksu, uznałabym go za jak najbardziej zasadny.
              :~)
              w ogóle nie mogłabym być w związku z facetem, który by mi czegoś ZABRANIAŁ. w tej dziedzinie jestem samowystarczalna: sama zabraniam sobie rzeczy, które ruinowałyby jedność w związku. i ufam, że on postępuje podobnie.
              • triismegistos Re: no dobra, otwarte zwiazki... 19.08.11, 12:19
                Skup się. Spotykać z koleżankami. Bez seksu. To bardzo proste pytanie i taka mądra dziewczynka jak ty na pewno da sobie z nim radę bez przekręcania jego sensu.
                • six_a Re: no dobra, otwarte zwiazki... 19.08.11, 12:24
                  a odkąd priorytetem związku mężczyzny i kobiety jest spotykanie się tejże kobiety z jej koleżankami? to jest taki sam element jak podlewanie kwiatków i koszenie trawnika albo odwiedziny u cioci.
                  • triismegistos Re: no dobra, otwarte zwiazki... 19.08.11, 12:42
                    I, w przypadku niektórych osób seksowanie się z kimś innym niż partner.
                    • six_a Re: no dobra, otwarte zwiazki... 19.08.11, 15:09
                      noł: seks z partnerem jest elementem budowania więzi, spotkania z koleżankami żadnej więzi z partnerem nie budują. no już o tym było przecież.
                • stephanie.plum Re: no dobra, otwarte zwiazki... 19.08.11, 12:31
                  moją mądrość widocznie przeceniasz, bo sensu twojego pytania nijak nie rozumiem. jak już napisałąm powyżej, uważam za absurdalne, by facet mi czegokolwiek ZABRANIAŁ. z równym skutkiem mógłby mi KAZAĆ pomalowac tyłek na olejno i tak latać po ulicy.
                  :~D
                  może chcesz przeprowadzić paralelę pomiędzy spotkaniami z koleżankami bez seksu, a miłymi fikołkami z przygodnym kochankiem, bądź kochanką. tylko że to są zjawiska zupełnie innej kategorii.
                  • triismegistos Re: no dobra, otwarte zwiazki... 19.08.11, 12:41
                    Nie godziłabyś się na związek z kimś, kto zabrania ci spotkań z koleżankami? Czyli spotkania z nimi są dla ciebie priorytetem, i są ważniejsze od faceta. To twój tok myślenia.
                    A tera po ludzku. Oddzielam seks od miłości. Jeśli spotkam na swojej drodze faceta, który ma tak jak ja, to nie widzę powodu, by na siłę, w tego, co ogół poważa, dostosowywać się do tk zwanego ogółu. Wcale nie oznacza to, ze "folgowanie swoim chuciom" jest dla mnie priorytetem, tak samo, jak nierezygnowanie z koleżanek nie oznacza, że imprezki z nimi są dla mnie priorytetem życiowym.
                    Dla zaspokojenia twojej ciekawości, byłam sześć lat w otwartym związku. Przez ten czas ja "skoczyłam w bok" trzy razy, on dwa, były też imprezy swingersów, ale też nie regularnie, ino sporadycznie.
                    • stephanie.plum Re: no dobra, otwarte zwiazki... 19.08.11, 13:07
                      nienienie.
                      u podstaw definicji "otwartego związku" leży fakt, że partnerzy nie dochowują sobie wierności. inaczej nie nazywałoby się to "otwartym związkiem". dlatego można uznać folgowanie chuciom - ważniejsze niż wierność, a więc mające piorytet - za element, który takie związki spośród innnych wyróżnia.
                      spotykanie się z przyjaciółkami, lub takiego spotykania się brak, nie leży u podstaw definicji
                      związku na wyłączność.

                      z niejaką ulgą odkrywam, historia Twego życia seksualnego w ogóle mnie nie obchodzi, i nie czuję się specjalnie ubogacona Twoim wyznaniem. myślę, że Ciebie również nie interesuje fakt, że ja od lat siedemnastu jestem wierna jednemu i temu samemu jegomościowi.
                      cóż - ludzie są różni, i każdy ma prawo do swoich przekonań.
        • violon-czela Re: no dobra, otwarte zwiazki... 20.08.11, 13:27
          "Owszem, można napisać, ze folgowanie swoim chuciom jest priorytetem w otwartym
          > związku.
          Tak samo można napisać, ze w normalnym związku priorytetem jest spotky
          > kanie się z koleżankami, o ile to następuje. "

          Ze co? Wyjaśnisz mi na czym polega to porównanie? Bo ja tam związku nie widzę. O ile z pierwszą tezą się zgadzam bo to jakby oczywiste w innym przypadku otwarty związek byłby bez sensu. O tyle druga teza jest irracjonalna dla mnie.
    • deodyma Re: no dobra, otwarte zwiazki... 19.08.11, 12:52
      to nie zwiazek nawet, tylko uklad:)
      i jak dla mnie, bycie w takim zwiazku, to jakas patologia.
      • deodyma Re: no dobra, otwarte zwiazki... 19.08.11, 12:52
        o przepraszam-bycie w "zwiazku":)
    • fieldsofgold A ja... 19.08.11, 14:54
      bardzo dziekuje triismegistos za wyluszczenie dokladne (choc stopniowe ;-) o co chodzi w zwiazku otwartym i jak to dziala; w sumie dyskusja calkiem nawet bez rzucania epitetow, no...moze kilka osob nie wytrzymuje cisnienia za bardzo, ale po co od razu obrzucac innych patologia?
      I jesli o mnie chodzi to osobiscie duzo bardziej doceniam szczerosc w stylu: jestesmy razem, ale dopuszczamy oboje skoki w bok, niz romansowanie i zdradzanie zony/meza. Bo tu sie dopiero robi komus krzywde.
      • six_a Re: A ja... 19.08.11, 15:04
        o, to ja się też przyłączę do podziękowań.
        w końcu się dowiedziałam, że związek otwarty to związek bez uczucia zdrady nie tolerujący innych partnerów partnera.


        olol, to była niezła wolta:)
        • fieldsofgold Re: A ja... 19.08.11, 15:15
          no ja rozumiem tak: ze jest dwoch partnerow, ktorych laczy milosc, wspolne zycie itd., toleruje sie tylko "sportowe" skoki w bok, bez zabarwien uczuciowych. Jesli w gre zaczyna wchodzic uczucie do innej osoby, zwiazek sie rozpada. Mozna tylko dyskutowac, czy dopuszczanie tych sportowych skokow w bok nie jest wiekszym ryzykiem uczuciwoego zaangazowania z kims innym.
          • triismegistos Re: A ja... 19.08.11, 18:25
            Dokładnie tak :)
        • triismegistos Re: A ja... 19.08.11, 18:28
          Cóż, założycielka wątku zrozumiała bez problemu. Zaprawdę, ogromna przepaść intelektualna musi was dzielić :)
      • triismegistos Re: A ja... 19.08.11, 18:26
        Ależ proszę bardzo.
        • lonely.stoner Re: A ja... 19.08.11, 22:56
          ja ogolnie uwazam, ze takie twory nie dzialaja na dluzsza mete, w koncu ktos sie zakocha, i odejdzie. Dla wiekszosci ludzi seks to jest cos co mocno scala, to jest jedna z najintymniejszych form bycia z drugim czlowiekiem. Co innego uklady typu fuck friends czy cos w ten desen- to juz predzej dziala,i istnieje jako byt, ale otwarty zwiazek to w ogole jakis oksymoron.
    • krwawa_orlica Ej, a gdzie wypowiedź Husa? 19.08.11, 23:11
      :>
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka