photohobbystka
27.09.11, 11:21
Od kilku lat mieszkamy z mężem na emigracji, głównie z powodów finansowych, ale przede wszystkim dlatego, że nie było nas stać na in vitro w Polsce. To jedyna szansa na to, żebyśmy się doczekali naszego dziecka. To już 8 lat odkąd pojawiły się problemy :( W Polsce rodzina nas nie rozumiała, wszyscy potrafili tylko krytykować i nie rozumieli, że jesteśmy w stanie na wiele poświęceń, aby doczekać się dziecka. Tyle przykrych słów, tyle krytyki, wyśmiewania ile dostałam od najbliższych ( głównie brata ) - nie spotkało mnie nigdy od nikogo. Teraz mieszkamy we Francji i jesteśmy w trakcie leczenia - jestem po pierwszej punkcji, jednak nie udało się. Następna stymulacja w grudniu. To wszystko tak strasznie się odwleka! Ale jesteśmy już znacznie bliżej od spełnienia naszych marzeń! Pojawił się kolejny problem - kryzys i przestoje u męża w pracy. Ale my musimy tu na razie zostać! Choćby na zasiłku... Ja nie mogę znaleźć pracy i nie mogę się tu odnaleźć. Jestem samotna i czuję, że wszystko mi się wali. Jestem już tym wszystkim zmęczona i jedyna rzecz, która trzyma mnie jakoś przy życiu to nadzieja na dzidziusia. Jeśli wrócę do Polski, to tylko z dzieckiem. Jeśli wrócimy sami, to rodzina nas psychicznie "skamienuje" i potraktuje jako największych nieudaczników. Czasem chciałabym się po prostu rozpłynąć i przestać istnieć :(