Dodaj do ulubionych

ch... z małżeństwem

19.10.11, 17:53
Od cholery widzę dyskusji o tym jak to komu źle i niedobrze w małżeństwie. Sama ostatnio przeszłam kryzys małżeński - zmienił się nam układ zawodowy i nagle z mojego normalnego i współpracującego męża wyszedł jakiś patriarchalny troglodyta. Uprzedzając głupie komentarze - pracuję, tylko, że w domu i w czasie jaki sama sobie ustalę, zarabiam porównywalnie, niekiedy więcej.
Z początku nawet dałam się wrobić w nierówny podział itp., ale bardzo szybko okazało się, że jeszcze moment i z partnerki stanę się darmową służącą. A do tego nie lubię, kiedy robię się zrzęda, a kto by nie zrzędził nie mając czasu dla siebie (upić się, wyskoczyć gdzieś, poczytać itp.). próby rozmów ustalania planów itp. jak to można przewidzieć do sytuacji wnosiły kompletne zero - nic, nic.
Postanowiłam dać sobie spokój z małżeństwem. Oczywiście nie chodzi o rozwód, tylko o chwilowe olanie wszystkich kwestii. Żyję sobie sama, robię to, co sobie zaplanuję, jeśli napotykam opór, to wywalczam sobie swoje, nawet poprzez awanturę i tyle. W domu robię połowę, a drugą zostawiam. Powstały w ten sposób bajzel ignoruję.
Spadło mi ciśnienie. W małżeństwie oczywiście wieje chłodem i atmosfera jest raczej wroga. Ale przynajmniej nie dałam się stłamsić, zredukować do roli opiekunki do dzieci i darmowej służby domowej. Nie zamierzam poświęcić się, żeby było "dobrze".
Nie wiem jak historia się skończy. Mam nadzieje że ok. Mój mąż, dopóki mu nie odbiło był całkiem fajny.
Obserwuj wątek
    • varia1 Re: ch... z małżeństwem 19.10.11, 17:56
      >W domu robię połowę, a drugą zostawiam. Powstały w ten sposób bajzel ignoruję.

      jak oddzielasz te połowy? skąd wiesz, że robisz DOKŁADNIE połowę , a nie np 64%?;)
      • raohszana Re: ch... z małżeństwem 19.10.11, 18:01
        Linijkom?
      • twojabogini Re: ch... z małżeństwem 19.10.11, 18:07
        pi razy drzwi dzielę i oczywiście tak żeby było na korzyść dla mnie - zawsze biorę te mniejszą połowę i bardziej czystą ;)
        • varia1 Re: ch... z małżeństwem 19.10.11, 18:16
          no ale to teraz też nie ma sprawiedliwości;)
          • twojabogini Re: ch... z małżeństwem 19.10.11, 18:32
            No ale kto powiedział, że nierówności maja być zawsze na niekorzyść kobiet? Jestem gotowa do sprawiedliwego podziału, a skoro m... nie chce współpracować...no to traci :))
    • paco_lopez Re: ch... z małżeństwem 19.10.11, 18:02
      mojejbogini odbija co jakiś czas. w kazdym razie rzeczywiście mozna ustawić prawo do wyjścia i nie zatopienia się w bajzlu.
      • twojabogini Re: ch... z małżeństwem 19.10.11, 18:34
        Raz w miesiącu, przed pełnią...ach te cykle rozrodcze...
        Swoją drogą to raczej odbija tym kobietom, co zamiast wystopowac takie mężowskie zapędy, do zrobienia z żony nadopiekuńczej mamy, przejmują na siebie wszystkie obowiązki z domem i dziećmi, pracują zawodowo i zamieniają się w matki polki - grube, brzydkie i zgorzkniałe.
        • paco_lopez Re: ch... z małżeństwem 19.10.11, 18:43
          cykle kontra rurociągi
    • martishia7 Re: ch... z małżeństwem 19.10.11, 18:03
      Heh, właśnie myślałam o Tobie ostatnio, bo strasznie dawno się nie odzywałaś. Idź, daj te rady pani od idioty przyspawanego do Playstation, bo mnie nie wypada, nie mam męża, a konkubent za sobą sprząta. ;) Pozdrawiam.
      • twojabogini Re: ch... z małżeństwem 19.10.11, 18:36
        Na rady za wcześnie, ta strategia może prowadzić do nikad, albo do wielkiej wojny małżeńskiej, albo do romansu...
        • zuzi.1 Re: ch... z małżeństwem 19.10.11, 21:43
          Jak rozumiem jestes samodzielna finansowo? Skoro tak rób tak dalej aż do skutku, trzymam kciuki.
      • bzdurka78 Re: ch... z małżeństwem 20.10.11, 10:04
        martishia7 napisała:
        > Idź, daj te rady pani od idioty przyspawanego do Playstation, bo mnie nie wypada, nie mam męża, a konkubent za sobą sprząta. ;) Pozdrawiam.>

        Podejrzewam, że chodzi o mnie :) Wątek przeczytałam, metoda na dłuższą metę nie skutkuje moim zdaniem. Nie jest fajnie przez tygodnie mijać naburmuszonego męża, a poza tym oni bywają niesamowicie odporni na syf i przy dzieciach, robienie tylko "swojej części" oznacza robienie faktycznie większości prac domowych i związanych z opieką nad dziećmi.

        Życzę powodzenia w nie pozwoleniu na zrobienie z siebie sprzątaczki :)
        • poezja1983 do bzdurka78 20.10.11, 10:24
          na dłuższą metę właśnie sie sprawdza..............
          u mnie był podobny problem. mąż miał totalny wylew na domowe obowiązki mimo że zawodowo pracowaliśmy podobnie. pomogła rada dziewczyny z forum. zaczęłąm od rozmowy że tak nie może być dalej, że mi też się należy "coś od życia" i mam prawo być zmęczona. Powiedziałam albo zaczniesz pomagać albo będę robić tylko dla siebie i dziecka. i robiła dla dziecka i siebie. sprzątałą łązienkę, kuchnię i pokój dziecka.całą reszta leżała odłogiem. gotowała tylko dla siebie. potem dziecko poszło do przedszkola wiec nie gotowałam wcale. śmieci leżały pod zlewem tak długo, aż szanownemu mężowi przeszkadzało,prałam rzeczyswoje i dziecka.Długo trwała ta sytuacja. na dobre zmieniało się długo. zaciskałam zęby jak mogłam,bo nie znoszę bałąganu. powoli mąż zrozumiał że musi choś trochę pomóc. ale najleprzym lekarstwem była chroba malucha. mąż wziął parę dni wolnego,żeby odpocząć... pech chciałże mały zachorował, a ja w pracy miałąm urwanie głowy. maluszek zostałz tatusiem na całę 9 godzin dziennie. wracałam i bezczelnie pytałam co na obiad.(dokładnie powtarzałam jego scenariusz) jak było przygotowane nic brałam dziecko i mówię zjadłabym spagetti........ poszłom pobawić się z synuisem a mężuś do obiadu. i te cztery dni spedzone z synkiem odmieniły mojęgo męża......
          • zuzi.1 Re: do bzdurka78 20.10.11, 12:50
            Piękne, b. mi się podoba to co napisałas poezja, na dłuższą metę w takich beznadziejnych przypadkach TYLKO żelazna konsekwencja...
        • martishia7 Re: ch... z małżeństwem 20.10.11, 15:02
          Tak. Przepraszam, że nazwałam Twojego faceta idiotą, ciśnienie mi skoczyło jak przeczytałam Twój wątek, to tyle. Pal sześć jego, ale jak czytam, że komuś nie przeszkadza syf przy raczkującym dziecku, to we mnie dość mocno buzuje.
    • lonely.stoner Re: ch... z małżeństwem 19.10.11, 18:06
      uwazam ze w koncu szlag cie trafi i sie wyprowadzisz do czystego mieszkania. Bron Boze syfu nie sprzataj, co najwyzej wrzuc mu do pokoju hehe.
      • fuks0 Re: ch... z małżeństwem 19.10.11, 18:13
        A co jeżeli mają wspólny?
      • zuzi.1 Re: ch... z małżeństwem 19.10.11, 21:45
        Można zatrudnic panią do sprzątania 1 w tyg. i zapłacic po połowie a wolny czas wykorzystac na przyjemności wspólne.
        • twojabogini Re: ch... z małżeństwem 19.10.11, 22:08
          Można zatrudnić panią do sprzątania, opiekunkę na całą dobę do dziecka, zwierzać się psychologowi po 300 zł na godzinę, a do tego opłacić sobie młodego kochanka...tylko w małżeństwie nie o to chyba chodzi.
          W dobie zmywarek, pralek i odkurzaczy nie jest problemem utrzymanie porządku w domu. Problemem jest jeśli jedna ze stron uzna, że jej jakaś część wspólnego życia nie dotyczy. Bo niektóre rzeczy to "sprawa kobiet" albo dlatego, że kobieta więcej czasu spędza w domu.
          • six_a Re: ch... z małżeństwem 19.10.11, 23:19
            > Można zatrudnić panią do sprzątania, opiekunkę na całą dobę do dziecka, zwierza
            > ć się psychologowi po 300 zł na godzinę, a do tego opłacić sobie młodego kochan
            > ka...tylko w małżeństwie nie o to chyba chodzi.

            no teraz to zasunęłaś tekstem jak, nie przymierzając zbyt długo, mój zaprzeszły monsz.

            czyli co, małżeństwo, które zatrudnia gosposię, to takie z problemami pewnie?

            to jest proste, twój facet znalazł wymówkę - nie ma go w domu, nie może sprzątać. też sobie znajdź wymówkę i niech sprząta kto inny.
            • twojabogini Re: ch... z małżeństwem 20.10.11, 10:54
              małżeństwo które zatrudnia wszystkich ww wymienionych włącznie z płatnymi kochankami może być szczęśliwe. ale w sytuacji gdy problemem jest brak współpracy i szowinistyczne poglądy zatrudniając panią nie rozwiążę problemu tam gdzie on rzeczywiście jest.
              Bo następnym razem będzie brak współpracy przy chorobie dziecka, oczywiście można wziąć wtedy pielęgniarkę do pomocy. A jak synowi zepsuje się rower to do serwisu. I tak do usranej śmierci. To nie jest wojna o porządek, to wojna ideologiczna - czy mężczyzna w domu to osoba do obsługi czy partner, który odpowiada za dom w równym stopniu - co może oznaczać właśnie decyzje o zatrudnieniu gosposi, opiekunki itp. i wcale niekoniecznie równy podział obowiązków, ale podział czymś uzasadniony i wspólnie wypracowany
              • six_a Re: ch... z małżeństwem 20.10.11, 13:13
                >to wojna ideologiczna
                brednie. nikt nie lubi sprzątać z wyjątkiem porąbanych pedantów. podciąganie sprzątania pod fundament małżeństwa jest raczej komiczne.

                > Bo następnym razem będzie brak współpracy przy chorobie dziecka, oczywiście moż
                > na wziąć wtedy pielęgniarkę do pomocy.
                z igły widły zdaje się. a czy coś z tego już się dzieje czy tak sobie fantazjujesz?
                poza tym, oczywiście są przypadki, kiedy bez pielęgniarki ani serwisu nie ruszysz. możesz to sobie chyba wyobrazić?

                a jeśli faktycznie poślubiłaś wielbiciela idei "pani domu niech się zajmie sama", to pagib. od razu wynajmij cały personel, bo materiał jest niereformowalny.
    • kitek_maly Re: ch... z małżeństwem 19.10.11, 18:10
      O nieeeee, jak Ty (taka mądra kobieta) tak mówisz, to faktycznie to małżeństwo to strasznie kiepski interes musi być.

      A a propos tematu - może dopiero spadły mu z nosa różowa okulary?
      • twojabogini Re: ch... z małżeństwem 19.10.11, 22:17
        Przed małżeństwem żyło mi się łatwiej. jak mnie ktoś z kim byłam w związku wkurzał to zmieniałam na inny model. Nie musiałam się z nikim liczyć, uwzględniać w planach itp. Lekko, łatwo i przyjemnie.
        Stała obecność drugiej osoby w życiu bywa wkurzająca. W społeczeństwach patriarchalnych dodatkowo w małżeństwie dochodzi problem określenia ról i kto co i ile będzie robił. Z badań wynika, że nawet w Szwecji, która teoretycznie jest państwem pełnej równości kobiety w małżeństwach znacznie więcej czasu poświęcają na prace domowe i na opiekę nad dziećmi.
        Oczywiście debile powiedzą, że to dlatego, że takie są biologiczne uwarunkowania. No ja ni chu chu nie czuję się uwarunkowana biologicznie do szorowania kibla.
        Ale ogólnie małżeństwo ma swoje plusy - ogromne wyzwanie, okazja do rozwoju osobistego. A że czasem gorzej - to trzeba wrzucić na luz.
        • harrison_bergeron Re: ch... z małżeństwem 20.10.11, 11:18
          Chodzi o próg syfu. U większości facetów jest on ustawiony bardzo wysoko.
          Nikt nie lubi robić czegoś co nie ma sensu.
    • alpepe Re: ch... z małżeństwem 19.10.11, 18:20
      łączę się w bólu, wystawiłam gada na dwór, i tak już kruszeje od miesiąca, a mrozy idą. Srał go pies.
      • twojabogini Re: ch... z małżeństwem 19.10.11, 22:19
        mrozem go mrozem...heheeh
    • vandikia Re: ch... z małżeństwem 19.10.11, 18:29
      twojabogini napisała:

      > Nie zamierzam poświęcić się, żeby było "dobrze".

      cóż, tylko później nie płacz gdy będzie za późno
      czasem poświęca się jedna strona, czasem druga i to poświęcanie może trwać miesiącami i latami, niekoniecznie 3 wieczory, gdy drugą stronę boli głowa czy chce zwyczajnie odpocząć
      • twojabogini Re: ch... z małżeństwem 19.10.11, 22:25
        Za późno na co? Za późno to by było jakbym zgodziła się na układ ja biorę obsługę domu i dzieciaki, a mąż zajmuje się z tym z doskoku i jak akurat nie ma nic innego do roboty i nie jest zmęczony. Nikt by na tym dobrze nie wyszedł. Kto chce mieć zatyraną zaniedbaną i wiecznie wściekłą żonę?
        Nie zamierzam nigdy się poświęcać. Co nie znaczy, że jak będzie miał gorszy dzień to wcisnę mu dzieciaka i pójdę balować, czy każe mu odkurzać jak akurat będzie go bolała głowa - bo akurat wypada jego kolej.
        W ogóle takie koleje to bez sensu. Trzeba zrobić co jest do zrobienia, raz w tygodniu ogarnąć dokładnie chałupę, ustalając podział na bieżąco i nie syfić wokół siebie. I tyle. A dzieciami się zajmować jak komu wypadnie. Swoje dni to ludzie ustalają po rozwodzie - ja mam dzieci na tygodnie ty na weekendy - i nic dobrego z tego nie wychodzi.
    • mahadeva Re: ch... z małżeństwem 19.10.11, 19:59
      jak najbardziej sie zgadzam, nie ma sensu zamieniac sie w służacą
    • czadroman ch.. z tym ch.. z tamtym 19.10.11, 20:08
      nie tak, panie, Amerykie budowano, nie tak
    • six_a Re: ch... z małżeństwem 19.10.11, 20:19
      pono do trzech razy sztuka.

      a pani do sprzątania gdzie?
      • tanahoe Re: ch... z małżeństwem 19.10.11, 21:16
        Chyba Ci kapliczkę wystawię i na piedestale postwię :) Normalnie szacun i podziw za twardość. U mnie to trochę długo trwało ale dałam sobie spokój bo nie ma sensu być osobistą służącą. Bunt maszyn w końcu zawsze kiedyś nadejdzie :P Ileż można ulegać :) A życie w bajzlu też na dłuższą metę nie służy :)
        Ja jakieś porozwalane narzędzia jak się zaczynałam o nie potykać skwapliwie zwlekałam i wrzucałam pod łóżko. A rosnącą stertę ciuchów pakowałam w worki po śmieciach i wynosiłam do pomieszczenia gospodarczego :) No ale ileż można przyszedł czas wyniesienia się do innego pokoju :) I teraz jak sobie sama naśmiecę to po sobie sama sprzątam :)
    • fanka_forum Re: ch... z małżeństwem 19.10.11, 21:57
      Mój mąż, dopóki mu nie odbiło był całkiem fajny.

      Mój w sumie też, teraz nie wiem jaki jest, trzebaby zapytać tej, do której poszedł.
      Rozwód raz dwa.
    • marguy Re: ch... z małżeństwem 19.10.11, 22:21
      Moj maz nigdy nie byl matcho ale podejrzewam, ze wydawalo mu sie, ze pracujac w domu mam slodkie zycie i kupe czasu. Do czasu gdy mialam w pracy ogromny kociol i wisialam na telefonach, faxach i compie 18/24. Kociol byl tak obledny, ze gdy wrocil z pracy zdziwilam sie, ze juz jest w domu i " to juz w pol do siodmej?". Spytalam czy chce jesc, chcial, poszlam do lodowki a tam tylko swiatlo wiec powiedzialam "to idz do knajpy a mi przynies cos, bo przez nastepne dwa dni musze tyrac". Poszedl, kupil jak umial i na co mial chec i zrozumial, ze miodu to ja nie mam.
      Dla wyjasnienia dodam, ze pracowalam w firmie ale nie chcialo mi sie dojezdzac codziennie 140 km wiec urzadzilam sobie biuro w domu, a w firmie pojawialam sie raz czy dwa w tygodniu.
      • twojabogini Re: ch... z małżeństwem 19.10.11, 22:29
        No właśnie żeby się "nie wydawało" - to jutro wyjeżdżam na weekend. Ale rzeczywiście, wielu ludziom się wydaje, że jak ktoś pracuje w domu, to w zasadzie jakby nie pracował, tylko miał czas dla siebie.

    • twojabogini Re: ch... z małżeństwem 19.10.11, 22:46
      Swoją drogą strategia skutkuje, bo szacowny małżonek nie lubi syfu, no i jest dobrym tatusiem i nie chce żeby maluch zasuwał po brudnej podłodze. Więc syf w domu się nie gromadzi.
      Problem jest gdzie indziej - mój m... jest aktualnie wewnętrznie przekonany, że jest krzywdzony, bo ja powinnam się zajmować domem i dzieckiem w większym stopniu niż on. Powodem pierwszym - w jego mniemaniu - jest to, że ja więcej czasu spędzam w domu (prawda, ale tylko dlatego, że pracuję w domu), a drugim - bo jestem kobietą (czyli bardziej się nadaję do np. zajmowania się małym dzieckiem).
      Żeby nie było jest dobrym ojcem, ale umówmy się - ja też jeśli ktoś da mi wybór wolę spędzić popołudnie na relaksie, niż ganiając roczniaka, który niedawno nauczył się chodzić (tego nie ruszamy...wrzask...chodź zobaczymy tam kotka? radocha - i tak w kółko, każdy woli w takim przypadku siąść i film obejrzeć dobry).
      A patriarchalne odbicie skąd się wzięło - tego mogę się tylko domyślać. Albo zmiana środowiska - faktycznie w naszym nowym otoczeniu jest dużo ściślejszy podział na rzeczy męskie i kobiece, początkowo mnie to szokowało, teraz bawi. Jeśli to tylko to - jest szansa że szybko minie.
      Gorzej jeśli dotychczasowe partnerstwo było grą - a teraz odsłania się obraz prawdziwy (będę za to mogła napisać książkę w stylu "żona araba", nawet nieźle płacą).
      Jakby nie było służącą nie będę.
      • leziox Re: ch... z małżeństwem 19.10.11, 22:53
        Kobiecy terroryzm,nic innego.
        Wcale sie nie dziwie ze tyle malzenstw sie rozwala.
        Mówicie ciagle o równosci a chcecie jednak dominowac i byc tymi,które wydaja,a nie otrzymuja rozkazy.
        A przeciez chodzi tylko o to,aby umiec sie dogadac.
        U ciebie Bogini,jak widac,skutkuje na razie twój terroryzm.
        Probowalas rozmawiac z m.na spokojnie-tzn.dajac mu dojsc do slowa dluzej niz na 10 sekund?
        • twojabogini Re: ch... z małżeństwem 19.10.11, 23:05
          Cholera, może i faktycznie to terroryzm. Ale nauczyłam się go od kolegów, nie od koleżanek. To w męskim zwyczaju jest oznajmiać - "jutro wieczorem wychodzę" i nie zostawiać pola do dyskusji, czy tez przyjmować za naturalne, że druga strona ma obowiązek zrobić to czy tamto - bez wcześniejszych uzgodnień.
          Wcześniej wszystko grało, porządki robiły się same dzieci były zaopiekowanie i nikt nigdy nie zastanawiał się nad jakimś podziałem. problem zaczął się dopiero w momencie w którym m. uznał, że równy podział jest niesprawiedliwy, bo on wykonuje męskie prace - raz na jakiś czas wywierci dziurę, przyniesie coś ciężkiego itp. Ja zatem powinnam robić kobiece, bo on robi męskie i nie domaga się przy tym pomocy.
          Próbowałam rozmawiać - nie skutkuje. Po zakończeniu rund rozmów przeszłam do etapu dwa - jak określasz terroryzmu. To nawet dobre określenie - bo tak to pewnie z jego punktu widzenia wygląda. Stąd ch.. atmosfera.
          Tyle, że wolę położyć ch... na atmosferę i mieć trochę czasu dla siebie, niż dać się przerobić na sprzątaczkę, w zamian za to że mój nowo odkryty macho raz do roku przyniesie choinkę.
          Nie ukrywam, ze wolałabym inne rozwiązanie. Wolałam jak w związku było przyjaźnie.
          • leziox Re: ch... z małżeństwem 19.10.11, 23:31
            Nie wiem,takich klopotów nie posiadam.Jak lezy co w zlewie,zmyje naczynia,bo mnie widok nieumytych irytuje.Pojde tez po zakupy,zalatwie co musze w urzedzie i przyslowiowa dziure wywierce-jesli trzeba a potem zabije.Kolkiem.Tá dziure oczywiscie.
            Sa rzeczy których nie lubie za cholere,np.prasowanie i o tym wiadomo,bo mam jezor i umiem mowic o tym,co mnie przeszkadza,a co mnie pasuje.
            Nie oznacza to iz w razie potrzeby/partnerka w szpitalu np/nie wyprasuje sobie czegos,no bo wyzsza koniecznosc etc.
            Wiem jedno,jesli zaczynaja sie takie rozmowy,lub koniecznosc zmuszania kogos do czegos w otoczce terroryzmu-no bo nie idzie inaczej-to cos w zwiazku nie gra.
            Albo ktos zrobil sie w miedzyczasie gluchy,albo tumiwisizm zapuscil juz tak gleboko korzenie,ze ogniem i mieczem nie da sie wyplenic.
            Zaden papier nie gwarantuje tego,ze ludzie do konca zycia beda ze soba zyc.
            Wrecz przeciwnie.Lepiej sie pokaleczyc przy rozwodzie,niz ciagle nalepiac sobie plastry w dowolnym miejscu i udawac ze wierzy sie w to,ze ten ktos sie jeszcze zmieni.
            Ludzie,to zakichane zycie jest po prostu za krótkie na udreczanie sie z czyjegos powodu.
            • buuenos Re: ch... z małżeństwem 20.10.11, 00:06
              Gdybym nie byla pewna,ze moj maz na forum nie siedzi to pomyslalabym,ze to jego slowa:-)
              My tez uwielbiamy ulatwiac sobie zycie.Bez zmuszania i terroru.Tak sama z siebie ta zyczliwosc wychodzi.Rozmawiac tez ze soba umiemy bez zgryzliwosci i roszczen.I przede wszystkim sie kochamy:-)
            • to.niemozliwe Re: ch... z małżeństwem 20.10.11, 02:31

              > Wiem jedno,jesli zaczynaja sie takie rozmowy,lub koniecznosc zmuszania kogos do czegos w otoczce terroryzmu-no bo nie idzie inaczej-to cos w zwiazku nie gra.

              Alez gra, poznaja swoje prawdziwe oblicza. To cenne.
              • twojabogini Re: ch... z małżeństwem 20.10.11, 11:14
                Bardzo cenne. Jesteśmy małżeństwem dwa lata - i dobrze że żadne nie musi grac i może autentycznie wyrażać swoje potrzeby emocje, bez obawy przed tym że ewentualny konflikt zakończy związek. Bez takiej szczerości mogłoby się po paru latach okazać że żyję z człowiekiem którego nie znam - i który nie zna mnie.
                Nie gra raczej w związkach w których brak jest konfliktów i wszystko wulukrowane - ktoś tam gra. A kto sieje wiatr zbiera burzę. Odkładanie konfliktu na później nie jest metodą.
    • bylemrogaczem [...] 19.10.11, 22:59
      Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
      • leziox Re: ch... z małżeństwem 19.10.11, 23:06
        Ciesz sie.Bycie singlem tez ma swoje zalety.
      • alpepe Re: ch... z małżeństwem 19.10.11, 23:46
        a fe, straganiarzu, zachwalasz tę swoją pietruszkę, choć ona już zgnita.
        • leziox Re: ch... z małżeństwem 19.10.11, 23:49
          Ni z gruszki ni z pietruszki,nie wiadomo do kogo i dlaczego i nie wiadomo jak sie do tego odniesc,Alpepe.
          • alpepe Re: ch... z małżeństwem 20.10.11, 00:05
            ale o so chozi? Nie lubię spamu i tyle.
            • buuenos Re: ch... z małżeństwem 20.10.11, 00:11
              widzisz ja tez nie rozumiem tej metafory o zgnilej (zgnitej?)pietruszce.Raczysz wytlumaczyc:-)?
    • qw994 Re: ch... z małżeństwem 20.10.11, 06:44
      Trzymam za ciebie kciuki :)
    • funny_game Re: ch... z małżeństwem 20.10.11, 09:32
      Wszystko fajnie, nie chcę się czuć wykorzystywana jako darmowa siła robocza, ale nie chcę też żyć obok kogoś, zamiast z tym kimś, z powodu nieumytej podłogi. Z dwojga złego wolę syf, niż utratę M.
      I co teraz? ;)
      • twojabogini Re: ch... z małżeństwem 20.10.11, 10:58
        a ja wolę w miarę ogarnięty dom i dobre relacje w małżeństwie - takie w których nikt się nie poświęcił i każdy się realizuje - pokój trzeba czasem wywalczyć
        • funny_game Re: ch... z małżeństwem 20.10.11, 11:17
          Jasne, że chcesz i tego i tego i jeszcze pewnie tamtego :) Myślisz, że ja nie?
          Tylko właśnie "walka o pokój" mi tu jakoś nie gra, bo coś, prędzej czy później, pójdzie się je...ć w tym ferworze bitewnym. I nie piszę tak, bo potępiam, po prostu ja bym takiej metody nie umiała zastosować. Może ze strachu, że w pierdołach coś ważnego zagubię.
    • berta-death Re: ch... z małżeństwem 20.10.11, 10:29
      A nie lepiej się rozwieść i mieć święty spokój zamiast marnować życie na awantury, wojny podjazdowe i ogólne rozpieprzenie miłej atmosfery?
      • twojabogini Re: ch... z małżeństwem 20.10.11, 11:10
        Zgłaszają się do mnie małżeństwa, które nigdy się nie pokłóciły, zawsze się nawzajem szanowały, ludzie się bez słowa poświęcali, szli na kompromisy - przychodzą po rozwód, bo albo wszystko w takiej letniej temperaturze wygasło, albo długo skrywane żale wylały się w jednej chwili - jak w greckim dramacie bywa wtedy, krew, trupy i zniszczenie totalne
        na awantury nie szkoda życia, jeśli są to awantury konstruktywne. Nie kłócą się albo ludzie średnio zaangażowani w związek, albo tacy ostrożni, albo nie czujący się w związku pewnie (ja mu wypomnę śmierdzące skarpety,a on pójdzie do młodszej...).
        Żeby kłócić się na bij zabij w związku, upierać przy swoim i lansować swoją wersję trzeba mieć ogromne poczucie bezpieczeństwa w związku i miłości swojej do partnera i nawzajem. Osoby, które mówią że szkoda czasu na kłótnie maja nierealne oczekiwania - nie przeżyjesz z kimś całego życia w ciągłych uśmiechach - kota można by dostać i się porzygać z tego lukru.
        Mój mąż skoro znając moje poglądy odważył się lansować zmianę modelu w zakresie podziału ról w małżeństwie jest odważny i podziwiam go za to.
        A kłócić trzeba się umieć. Niekoniecznie oznacza to wrzaski przy dzieciach, przekleństwa i zaniedbywanie dzieci. mamy spór o pryncypia, ścieramy się, ustalamy nową relację i wyniknie z tego jakaś nowa jakość - może taka w której mój mąż bardziej się odnajdzie - bo być może uświadomił sobie że dotychczasowy podział mu nie odpowiada.
        Ja mam swój priorytet - ani kawałka ziemi nie oddam. Może i skończy się jakąś panią do sprzątania - ale w oczyszczonej atmosferze, gdzie wszystko będzie wyjaśnione, przerobiony i każdy będzie wiedział czego oczekiwać.
        • bzdurka78 Re: ch... z małżeństwem 20.10.11, 11:35
          twojabogini napisała:
          > Żeby kłócić się na bij zabij w związku, upierać przy swoim i lansować swoją wersję trzeba mieć ogromne poczucie bezpieczeństwa w związku i miłości swojej do partnera i nawzajem.>

          Dodałabym jeszcze, że trzeba też mieć dużo szacunku do partnera, żeby uważać, że można z nim o takich "ideologicznych" sprawach rozmawiać - nawet jeżeli ta "rozmowa" ma charakter walki.
      • stephanie.plum Re: ch... z małżeństwem 20.10.11, 12:00
        rozwód z powodu chwilowego kryzysu na tle mycia kibla?
        uciekać, bo przez chwilę zrobiło się mniej przyjemnie?

        to byłoby tchórzostwo.
        • berta-death Re: ch... z małżeństwem 20.10.11, 12:08
          Życie składa się z szeregu takich pierdółek jak mycie kibla czy garów. Jak ludzie robią sobie dzisiaj mniej miłą atmosferę chociażby z jednej z nich, to jest olbrzymie prawdopodobieństwo, że jutro sobie zrobią powtórkę z rozrywki dotyczącą innej pierdółki, pojutrze z kolejnej i tak w nieskończoność. Nie mówiąc o tym, że sam fakt zwracania uwagi na drobne rzeczy, które na początku związku były niedostrzegalne a teraz urastają do rangi apokalipsy, świadczy, że związek się wypalił i nie ma sensu ciągnąć go dalej.
          • stephanie.plum Re: ch... z małżeństwem 20.10.11, 12:16
            e, nie.
            świadczy o wyczerpaniu absorbującą obecnością rocznego dziecka.

            ludzie mają prawo do chwilowych nieporozumień, zaćm na umyśle (mąż) i spadków formy (żona).

            dziecko podrośnie, da się wyspać, pójdzie do przedszkola.
            restart związku po kryzysie jest bardzo pozytywnym doświadczeniem, i nie warto się go pozbawiać, rozwodząc na hurra.
            • chersona Re: ch... z małżeństwem 20.10.11, 13:02
              eh, z tym podrośnięciem dziecka to różnie bywa. znajomy mówił mi o syndromie pustego gniazda, który w nich uderzył. syn się usamodzielnił, a oni znaleźli się z żoną w mieszkaniu z nadmiarem czasu, którego nie umieli zagospodarować. dwoje obcych sobie ludzi.
              • berta-death Re: ch... z małżeństwem 20.10.11, 13:07
                I w ramach zmiany zwyczajów mąż zaproponował, żeby zaadoptowali jakąś ponętną nastolatkę, która wypełniłaby pustkę po odfruniętych dzieciach?
    • maly.jasio mam tak samo :) 20.10.11, 11:25
      robie swoje , a reszte olewam.
      druga strona zreszta podobnie.

      zyjemy obok siebie, a nie ze soba.
      trwa to juz 20 lat,
      obu stronom tak wygodnie.
      nikt nie chce rozwodu, bo to tylko nowe problemy.

      jezeli ten schemat Ci odpowiada - to polecam :)
      • twojabogini Re: mam tak samo :) 20.10.11, 11:41
        No to masz jednak inaczej - nic nie wiąże ze sobą ludzi tak i nie angażuje nawzajem jak konflikt.
        Po jego pojawieniu się żyjemy ze sobą bliżej niż kiedykolwiek dotąd. jesteśmy zaangażowani w to samo przedsięwzięcie i mamy nawet wspólny cel- postawic na swoim.
        U ciebie jest letnio i nic was nie łączy. Proponuję zawiązanie konfliktu - od razu się ruszy.




















        jak ci nudno żyć obok zony to jej powiedz żeby się za siebie zabrała, bo zaczęła się ostatnio bardzo starzec i tyje. Kobiety są czułe na punkcie swojego wyglądu, więc konflikt masz murowany. Małżeństwo ożyje i seks nabierze nowej jakości. Pod warunkiem oczywiście przestrzegania zasad miłości - bez ranienia drugiej strony, z szacunkiem i okazywaniem wsparcia, bez głupich fochów.
        • maly.jasio Re: mam tak samo :) 20.10.11, 11:50
          twojabogini napisała:
          U ciebie jest letnio i nic was nie łączy.

          - oj laczy . wspolna kasa :)

          Proponuję zawiązanie konfliktu - od razu się ruszy.

          - to juz przerabialem. nie to nie daje, a tylko zabiera nerwy i czas,
          ktory to lepiej przeznaczyc na wlasne hobby :)

    • 0ion Re: ch... z małżeństwem 20.10.11, 11:32
      Dom ogarnąć dziś to żaden problem ale niektóre kobiety leniwe są i tyle. Do tego nieprzyjemne z natury i jak już muszą coś zrobić to sobie wyliczają, żeby było "sprawiedliwie". I oczywiście lubią w takich wypadkach dorabiać teorię o straszliwym tłamszeniu:)
      Standard, pełno takich na rynku.
      • bylemrogaczem Re: ch... z małżeństwem 20.10.11, 11:44
        parytei i emancypancja ...:))) niektóre tak , policzą pranie i prasowanie , sprzątanie domu i musi być "sprawiedliwie " czyli równo . Ale jak trzeba koło w samochodzie zmienic to już jest to Twoje zadania .
      • twojabogini Re: ch... z małżeństwem 20.10.11, 11:46
        i dodaj jeszcze ze są starymi pannami, bo im się w głowach poprzewracało i zamiast zająć się babską robotą to zajęły się liczeniem.
        w dup.e mam czy jest sprawiedliwie, nigdy nic nie liczyliśmy i nie było sztywnego podziału obowiązków. było ok, dopóki mąż nie uznał, że będzie sprawiedliwie jak ja zrobię więcej, bo jestem w domu więcej.
        • 0ion Re: ch... z małżeństwem 20.10.11, 11:57
          No najcześciej faktycznie zostają starymi pannami ew. rozwódkami.
          Po co dorabiasz jakieś teorie jak gołym okiem widac, że pracy nie lubisz jeśli nie jest to lekka praca biurowa.
          Takie kombinowanie kończy się tym, że facet zaczyna się zastanawiać po co mu właściwie kobieta.
      • kitek_maly Re: ch... z małżeństwem 20.10.11, 11:55
        > Dom ogarnąć dziś to żaden problem ale niektóre kobiety leniwe są i tyle.

        Nikt nie mówi, że to problem, chyba że chodzi Ci o facetów- leni z dwiema lewymi rączkami.

        W ogóle to jak trollujesz to mógłbyś to robić z głową - wynika z tego, że jesteś strasznie niestabilny w poglądach. Kobieta mądra - ble. Kobieta głupia - ble. :)
        • 0ion Re: ch... z małżeństwem 20.10.11, 12:05
          Facet inaczej funkcjonuje stąd mniej inteligentnej kobiecie, która nie wie jak go używać wydaje sie, że jest leniwy. Kobieta świetnie nadaje się do zmywania, sprzątania, prasowania itp a facet do cieższych prac remonty, kopanie w ogródku, noszenie drzewa do kominka itp. Jak nie ma dla niego roboty to nie powód, żeby zajmował się czymś co do niego nie należy bo nie jest do tego stworzony.
          • wredn.a.malpa Re: ch... z małżeństwem 20.10.11, 12:35
            A jak ogrodka do kopania nie ma, kominka tez brakuje, a do remontow wynajmuje sie specjalistow?
            Czyli jak nie ma pracy do faceta, to nie musi sie niczym zajmowac? Wystarczy jak lezy i pachnie?
            • 0ion Re: ch... z małżeństwem 20.10.11, 12:41
              A jak masz w domu psa i kota i nie masz dla nich pracy to też Cię to męczy?
              Rób to co do Ciebie należy a nie zazdrość komuś kto ma lepiej.
              Jeśli pracuje i przynosi kasę do domu to już robi swoje. Nie musisz robić więcej od niego, możesz się zajmować tylko domem i dziećmi. Jesłi chcesz do tego pracować Twoja sprawa.
              • twojabogini Re: ch... z małżeństwem 20.10.11, 12:59
                Jesteś kosmitą i jesteś odjechany. Fascynują mnie twoje poglądy na naturę. Jak rozumiem natura stworzyła kobietę tak, że ma większe predyspozycje do mycia garów?A facet bardziej nadaje się do remontów?jeszcze sto lat ewolucji a baby będą się rodzić z kompletem zmywaków, a chłopy z wiertłami do bosha i piłą tarczową.
                Przez wiele lat swoje gospodarstwo domowe prowadziłam sama razem ze składaniem mebli, remontami itp. To naprawdę żadna filozofia ułożyć kafelki czy odmalować pokój. Nie ma prac męskich i kobiecych.
                Co do mnie preferuję pracę intelektualną - i taką wykonuję. Przy lekkich pracach biurowych zanudziłabym się na śmierć. Aby zrealizować potrzeby rodziny potrzebne są dwie pensje moja i męża. Aby prowadzić dom i wychować dzieci potrzebne jest również zaangażowanie obu stron. I nie chodzi o to aby było sprawiedliwie, czyli po równo. chodzi o to aby tak wszystko zorganizować, żeby każdy miał czas na zrealizowanie swoich planów i zamierzeń - ale nie kosztem drugiej strony.
                A prowadzenie domu i wychowanie w nim dzieci jest ograniczające i czasem póki dzieci nie podrosną trzeba te ograniczenia przetrwać. A nie zwalać robotę na partnera, żeby uwolnić się od ograniczeń.
                • simply_z Re: ch... z małżeństwem 20.10.11, 13:21
                  czyli psycholog jak ten szewc bez butow chodzi;)
              • wredn.a.malpa Re: ch... z małżeństwem 20.10.11, 13:39
                Nie nie moge sie zajmowac sie tylko domem i dziecmi. Dwie wyplaty sa potrzebne zeby sie utrzymac. Oboje pracujemy i przynosimy kase do domu. I w zwiazku z tym oczekuje ze inne obowiazki tez bedziemy wypelniac wspolnie.

                I nie chodzi o zazdrosc ale o poczucie sprawiedliwosci.
    • ladymama2828 mój też 20.10.11, 13:55
      Podpiszę jak poprzedniczka.
      Mój też był fajny do czasu jak mu nie odbiło.

      Jestem za równouprawnieniem i uważam, że facetowi rączki nie odpadną jak umyje kibel:)
      Ale o wszystkim trzeba po prostu rozmawiać:)
    • anna_sla Re: ch... z małżeństwem 21.10.11, 08:27
      ano przychodzi taki moment, że im odbija ;) Mojemu odbiło 2 razy, wkrótce po tym gdy urodziło nam się pierwsze dziecko a potem gdy zaszłam w ciążę bliźniaczą. Zapewniał gdy ryczałam, że damy radę a potem o mało nie rozwalił nam małżeństwa jeszcze w trakcie tej ciąży :D która okazała się za trudna psychicznie na jego barki ;)
    • kochanic.a.francuza Re: ch... z małżeństwem 23.10.11, 06:30
      Ja ju to dawno przerabialam: zadne podziy nie wchodziy w gre. mezczyzni sa cwaniacy i kazdy sprawiedliwy podzial odslanialby jego nienadazanie z obowiazkami domowymi.
      Nie wiem czy dobrze rozwiazalam, ale na razie u mnie wyglada to tak: maz zajmuje sie wszelkimi obowiazkami zwiazanymi z jedzeniem, a ja z czystoscia. Nie, ze mu kazalam. Po prostu jak juz sie umeczylam z mopem i odkurzaczem to nie mialam sily na zakupy i gotowanie. A mezys godny, sam pobiegl do samu, kupil, ugotowal, nakarmil, zadowolony, ze tak czysto. Kilka razy sie tak powtorzylo naturalnie i tak juz zostalo. Maz lubi zrobic jedzenie pod warunkiem, ze nie musi wyciagac talezy z brudnej sterty. Kuchni wysprzatana, podloga umyta, toaleta pachnaca i maz bez gadania wstaje o szostej, robi sniadanko. Obiady jadamy w szkole,pracy, kolaca tez maz.
      Wyszlo tak jak chcialam: waska specjalizacja w przydzielonym zakresie obowiazkow skraca czas pracy i wydajnosc. Maz swietnie i zdrowo gotuje, ja szybko i ladnie sprzatam. Kiedys probowala wszystko sama bo to szybciej niz sie klocic: oczywiscie konczy sie to zaniedbaniem i zrzedzeniem. Teraz posprzatam i lece do salonu kosmetycznego.
      • cytrusowa Re: ch... z małżeństwem 26.10.11, 14:06
        dziekuje za ten watek:-)

        robie ostatnie podejscie do ratownaia malzenstwa
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka