zlotylotos
06.03.02, 15:14
Ależ mam dzisiaj dylematy :-)
Chodzi o to, że mam autentyczny problem z terminologią dotyczącą różnych
intymnych organów, kiedy rozmawiam z moimi (małymi jeszcze) córeczkami.
Większość określeń nie przechodzi mi przez gardło - albo są ohydnie zimno-
medyczne (pochwa, wagina) albo ordynarne (wszyscy wiemy...) albo... no
właśnie. Brakuje ładnych, ciepłych i precyzyjnych słow na nazwanie tej,
skądinąd ważnej części ciała.No bo przecież mówienie, że to "pupa" to robienie
z dziecka balona... Macie może jakieś pomysły? Naprawdę będę wdzięczna
:-)