po_primo_balerina
30.01.12, 14:08
Głowię się od dłuższego czasu nad wstępem, więc może po prostu zacznę od początku.
Mam brata, jesteśmy super rodzeństwem z naprawdę dobrym kontaktem (ja 26 on 29 lat). Możemy na siebie zawsze liczyć i wszystko sobie powiedzieć. Zawsze był moim autorytetem. Jest przystojny, inteligentny, z poczuciem humoru, świetnie wykształcony, ma bardzo dobrą pracę. Ja to raczej nie wyróżniająca się z tłumu osoba ale zadowolona z życia. Nigdy mu niczego nie zazdrościłam, jestem z niego bardzo dumna.
Jedyne, w czym mu się nie wiedzie to życie uczuciowe. Ja Od 5 lat jestem w przecudownym związku, z mężczyzną którego kocham, ufamy sobie, kupiliśmy razem mieszkanie, nie jesteśmy zazdrośnikami. Brat i mój przyszły mąż bardzo się lubią, wychodzą razem na piwo i generalnie wszystko się układa. Brat bardzo się cieszy na nasz ślub, angażuje się we wszystkie przygotowania i otwarcie mówi, że jest to moment życiowy, na który i on czeka.
Mój brat również od 5 lat jest w związku. Diametralnie różnym od mojego. Są tam wyzwiska, zdrady, przemoc psychiczna i fizyczna (z obu stron). Wierzę, że jest tam również miłość - ale uważam, że nie zawsze to uczucie prowadzi do happy endu - czasem też do zagłady. Uprzedzam od razu ataki na mnie iż jestem wpierdzielającą się w cudzy związek z butami babą. Brat Opowiada mi wszystko sam, prosi o rady. przez te 5 lat rozchodzili się i wracali do siebie przynajmniej 50 razy. za każdym razem stwierdzali, że nie potrafią bez siebie żyć. Zawsze starałam się brata wspierać - służyć radą (zawsze w zgodzie z moim sumieniem). Zdarzało się, że w tych okresach jego partnerka wyzywała mnie, obwiniała o rozpad, ale były także sytuacje, w których oni nie rozmawiali a my potrafiłyśmy przystanąć na drodze i kompletnie niezobowiązująco pogawędzić. Nigdy go nie podburzałam, doradzałam nawet w pewnych okresach, jak ma do niej wrócić, bo widziałam, jak mu bez niej źle. Potrafiłam schować urazę do kieszeni po wielu afrontach z jej strony, więc nie chciałabym być posądzana o jakąś ślepą nienawiść do niej. Dla brata mogę zrobić wiele, więc zawsze z partnerem po każdym ich powrocie chodziliśmy do nich na kolacje i udawaliśmy, że nic się nie dzieje.
Przyznam szczerze, że ostatnio kompletnie straciłam wiarę w ich związek. Złożyło się na to kolejne zwierzenia mojego brata dotyczące jej zdrady oraz kolejne baardzo niemiłe zachowanie w moim kierunku. Brat Wygląda jak wrak - bardzo go dobija ta sytuacja. W ich związku jest bardzo dużo alkoholu i widzę, że to doprowadza też jego zdrowie do ruiny. Doradziłam bratu, żeby poszedł do psychologa. Chcę, żeby nauczył się być sam i żeby pomógł mu fachowiec. Nie minął tydzień i mój brat chce do niej wrócić, twierdząc, że nikogo takiego jak ona nie znajdzie. Najbardziej mnie martwi, że nie chce pójść do psychologa. Z jednej strony przyznaje mi racje, a z drugiej ciągnie go do niej.
Pierwotnie chciałam zakończyć mój wpis pytaniem jak mu pomóc, ale po przeczytaniu myślę, że powinnam poprosić o radę jak się odciąć od tego ich związku. Jestem dla brata oparciem, ale za dużo mnie to wszystko kosztuje bo widzę jak on się sam niszczy, a z drugiej strony naprawdę nie chcę być jakimś babonem, który uzurpuje sobie prawo do decydowania o czyimś życiu!
Jeśli ktoś doczytał to napisze otwarcie. Mam się odpalantować od ich związku, czy w zgodzie z własnym sumieniem próbować mu pomóc?