Gość: Basia38
IP: *.dynamic.chello.pl
10.03.12, 21:04
pracowałyśmy razem w firmie, ja się zwolniłam, potem utrzymywałyśmy kontakt telefoniczyny w sumie codzienny - babskie plotki. Ona jedna wiedziała jak to było z moim mężem, dlaczego się rozwiodłam, jej szlochalam w słuchawkę, pojechala ze mna na sprawę rozwodową. Obie byłyśmy singielkami, jeździłyśmy sobie na wycieczki, plotkowałyśmy itp.Przeważnie jednak to ja "zabiegałam" o kontakt, ja odzywałam się pierwsza.Pewnego razu stwierdziłam że mam dość, dlaczego ciągle ja mam się odzywać. Długo nie rozmawiałyśmy ze sobą, po jakimś czasie wyjaśniłyśmy sobie wszystko, ja wyżalilam się mówiąc o co mam do niej żal ona przeprosiła przyznając sie że to jej wina, i że jak milczy to nie znaczy że nie myśli o mnie. Niby ok wszystko, przez jakiś czas znowu kontakt był fajny, czułam że mam znowy tę swoją bratnią duszę. I znowu do samo cisza.....7 miesięcy temu urodziła się mi córeczka a moja "przyjaciółka" jeszcze do mnie nie dotarła. Jest mi żal i jest mi przykro. Po co mi ktoś taki skoro nie mogę się jej wyżalić czy po prostu pogadać bo się nie odzywa? ok mogłabym znowu ja się odezawać ....ale po co? nie lubię się narzucać ale jest mi przykro. Nie chce dzwonić i mówić po raz kolejny że mi jest przykro itp.usłyszę to samo że ja wiem Baśka że to moja wina, ale że milcze to nie znaczy że nie myslę o Tobie....itp. Ale co mi z tego? że ona myśli? nie ma jej wtedy kiedy chce się pożalić, albo tak po prostu pogadać po babsku ..... i to jest przyjaźń? wg mnie nie. Jeszcze bardziej mi jest przykro z tego powodu że lata temu byłyśmy bardzo blisko że sobą, zwierzałyśmy się sobie. Nie jest to kwestia obowiązków z jej strony bo dalej jest singielką ani odległości . Faktem że mieszka w innym mieście ale tj pól godziny drogi i ona jeszcze jest mobilna bo ma samochód.
eh...musiałam się wyżalić bo siedzi to na mnie:(