october.fest
11.04.12, 10:45
jestem stara i głupia, w ub. roku wdałam sie w romans z kolegą. Oczywiscie problem w tym, że oboje jestesmy w kilkunastoletnich związkach. I teraz odwieczne pytanie poziomu nastolatki, skąd wziąc siłę, by to zakończyć, skoro wydaje mi się, że go kocham, pociąga mnie niesamowicie, uwielbiam z nim spedzac czas na długich rozmowach. I chyba własnie tych rozmów brakuje mi bardziej niż samych doznań fizycznych, które oczywiście tez są cudowne. Na wspólna przyszłośc szans nie ma, każdy z nas ma w miare poukładane zycie rodzinne, których zburzenie naszym wspólnym zdaniem zabiłoby uczucie, które nas łaczy. Może zabrzmi to cynicznie, materialistycznie itp, ale gdy byłoby nas stac na wspólne zamieszkanie już bylibyśmy razem. Chwilami potrafię nad tym wszystkim przejśc do porzadku dziennego, ale cześciej bardzo mi go brakuje, żałuje, że nie jest mój na codzień.
Wylejcie na mnie kubeł zimnej wody, pomyj albo coś wymyślcie.