see.berja
16.07.12, 17:29
Tak mnie wzięło na "filozowanie" po rozmowie z kolegą na temat wiary, Kościoła, życia partnerskiego, przyjaźni, etc. Kolega jest bardzo konserwatywnym katolikiem, o zdecydowanie prawicowych poglądach. Ja natomiast po okresie żarliwej wiary (gimnazjum/liceum) w uniwersalne idee zaczęłam od paru lat żyć inaczej, moje poglądy nie są już tak zdecydowane i klarowne jak kiedyś.
Ogólnie daje się zauważyć 3 dominujące postawy ludzi. Jedni są zwolennikami postrzegania świata w sposób zero-jedynkowy, albo ktoś jest dobry, albo zły... Albo postępujesz według ściśle określonych reguł, albo jesteś nikim. Ta grupa rozbija się na dwie takie podgrupy - można by rzec "gorący lub zimni". I w ten sposób mamy skrajne lewicę i prawicę, ludzi bardzo religijnych i zdecydowanych ateistów. No i jest ta trzecia grupa ludzi, którzy nie umieją bądź NIE CHCĄ stanowczo opowiadać się po żadnej ze stron.
W wyniku różnych doświadczeń życiowych, zaczęłam stopniowo wyzbywać się swojego fundamentalizmu. Doszłam do wniosku, że w codziennym życiu trudno odnaleźć "czyste idee", że tak naprawdę wiele razy coś, co wydawało mi się dobre, okazywało się czymś negatywnym w skutkach i na odwrót - jeżeli w młodości pewne zjawisko kojarzyło mi się ze złem w czystej postaci i upadkiem moralnym, tak dziś wiem, że "nie taki diabeł straszny, jak go malują". Dopuszczam oczywiście istnienie zjawisk intersubiektywnie dobrych ( np. miłość i szacunek w rodzinie) i złych (np. narkomania), ale ogromna, czy wręcz przeważająca część życia polega na sztuce umiaru, znajdowaniu "złotego środka". Coś jak z lekarstwem, które w odpowiedniej dawce pomaga, ale w innej proporcji szkodzi zdrowiu, czy wręcz pozbawia go.
No i zastanawiam się, jak reszta ludzi postrzega świat. Ja dopiero wchodzę w dorosłość, nie wiem jeszcze zbyt wiele i z chęcią poczytałabym Wasze opinie na ten temat.
Czy macie radykalne poglądy w większości dziedzin życia? Czy uznajecie, że albo coś jest czarne, albo białe i dyskutowanie tego jest tylko i wyłącznie próbą usprawiedliwienia swojego postępowania ( znamienne: "to nie jest takie proste, jakby mogło się wydawać") ?
A może tak jak ja teraz (kiedyś należałam do konserwatywnego "obozu") twierdzicie raczej, że nie należy uzurpować sobie prawa do oceniania czyjegoś życia, że wszystko zależy od przyjętej perspektywy, a codzienność nie składa się z białych i czarnych elementów, lecz z odcieni szarości?
och, jak to romantycznie wszystko zabrzmiało, przepraszam :P
Jeżeli ktoś ma ochotę podzielić się swoimi poglądami, to będę wdzięczna :)