cherry-cherry
18.07.12, 19:18
Jak i czy to mozliwe, zeby 40 latek o bardzo milej powierzchownosci (w mlodosci byl wrecz piekny) NIGDY nie byl zakochany, ani w powaznym zwiazku? Poznalam takiego jednego pare dni temu, jest bardzo obiecujacy : zadbany, fajne cialko, wyksztalcony, kulturalny, oczytany, gentleman, z pasjami i z tego co deklaruje spragniony znalezienia tej jedynej. Pracuje z mlodzieza problematyczna, wiec nie jakis wiecznie zaszyty w 4 scianach geek. Ale, jak twierdzi, nigdy nie spotkal tej jedynej, wszystkie do tej pory kobiety okazywaly sie niewypalami. Dla scislosci : prawiczkiem nie jest, przygody mial, po prostu nie zakonczyly sie one niczym trwalym.
W lozku jeszcze nie testowalam, przyznam ze sie troche cykam, bo przeraza mnie ta jego czterdziestka i zero jakiegokolwiek zwiazkowego stazu. Bo ponoc nic nie dzieje sie bez przyczyny. No i przyznam sie, ze chcac niechcac jade troche stereotypem, ze niby taki towar bez atestu :) Mowiac precyzyjniej, takim troche freakiem i nieudacznictwem mi to zalatuje, choc niby facet jest normalny, na psychola nie wyglada.
Pytanie : dac szanse, wchodzic w te znajomosc? Czy raczej dac sobie spokoj, bo to nie wrozy nic dobrego?