0riana
06.08.12, 17:49
Otoz robi sie ze mna coraz gorzej. Na poczatku roku przestalam brac antydepresanty - bylo ciezko zarowno fizycznie jak i psychicznie. Ale juz myslalam ze wychodze na prosta, bo przez kilka miesiecy bylo dobrze.
Niestety od 2 miesiecy czuje sie psychicznie obrzydliwie. Po czesci wiem jakie sa tego powody, ot samotnosc, kompletny brak przyjaciol. Wspominalam o tym facetowi ale on nie potraktowal tego zbyt powaznie (uwaza ze jak to zwykle baby sie poklocily jak dzieci i takie tam) a ja nie chcialam wychodzic na dziecinna wspominajac o tym co chwile. Ale we mnie to poczucie samotnosci roslo i roslo az w koncu polaczone z tesknota za Polska i slabszym dniem wybuchlo. W awanture ktora wymknela mi sie spod kontroli. Jedyne co udalo mi sie zahamowac to to zeby go nie uderzyc, ale ciskanie przedmiotami wokolo, trzaskanie drzwiami a nastepnie spazmy i mysli o tym jak to by dobrze bylo gdyby mnie nie bylo mialy miejsce...
Nie to zebym sie miala zabic, ale boje sie ze znowu sie moge pokaleczyc. No i to uczucie do samej siebie po fantazjach nt. jak by to bylo gdyby mnie nie bylo... Spirala nienawisci do samego siebie nakreca sie co raz szybciej.
I co tu robic? Nie chce brac proszkow, od proszkow przyjaciol mi nie przybedzie. Z pania doktor sobie moge pogadac ale w czym mi to pomoze? W internecie terapie odwalic i co z tego? I blagam, jak mi ktos napisze ze mam sie na kurs jezyka zapisac to za siebie nie recze...