girl.anachronism
19.08.12, 11:22
Doszłam dzisiaj do wniosku, że straszna ze mnie ignorantka, w zasadzie w każdej kwestii. W szkole nigdy nie miałam potrzeby uczyć się niczego ponad to, co było ode mnie wymagane, w większości przypadków miałabym szanse na o wiele lepsze stopnie z niektórych przedmiotów, ale nie chciało mi się uczyć niczego więcej, niż było naprawdę niezbędne. Teraz mam wiedzę na wiele tematów związanych z moimi zainteresowaniami, wiedza jest w sumie ponad przeciętną, bo każdemu umiem doradzić w tych tematach, ale nigdy nie czułam potrzeby bycia "pionierką", dowiadywania się naprawdę czegoś więcej, studiowania mądrych książek na ten temat albo rozwijania swojej wiedzy na własną rękę. Uparłam się, że nauczę się kilku języków obcych, ale w sumie poza zajęciami nie chce mi się samodzielnie uczyć słówek albo robić powtórek z gramatyki. Poza tym nie lubię np. zwiedzać. Jak jestem w jakimś fajnym kraju, to bardziej mnie interesuje żeby poleżeć nad basenem albo pójść na spacer po okolicy, niż wybrać się do muzeum albo na zwiedzanie jakichś zabytków. Nie interesuje mnie historia, literatura, "ambitne kino" to dla mnie horror. Czytam lekkie książki o interesującej mnie tematyce, oglądam odmóżdżające filmy i reality shows. Lubię filmy dokumentalne, ale też nie wszystkie - te naukowe mnie usypiają. Na razie nie pracuję, ale chciałabym mieć w przyszłości pracę która będzie dla mnie przyjemnością, nie zależy mi kompletnie na awansach i wyścigu szczurów, chcę po prostu zarabiać na życie i nie być przy tym wiecznie zmęczonym kłębkiem nerwów.
Źle ze mną chyba. Robić coś z tym, czy pogodzić się z realiami?