czerwonasofa
06.09.12, 10:55
Sprawa ciągnie się już sporo czasu, ja nadal nie umiem sobie z tym poradzić, nikomu o tym nie mówiłam, bo uważam, że znajomi nie powinni o tym wiedzieć, ale ten temat ciągle powraca. Pomyślałam, że opiszę to na forum, bo może to ze mną i z moim postrzeganiem sprawy jest coś nie tak?
2 lata temu mój chłopak wyjechał na stypendium za granice. Ma swoje mieszkanie, umowa była taka, że w czasie jego wyjazdu ja zamieszkam w jego mieszkaniu, bo i tak musiałabym wynajmować mieszkanie, więc będę opłacała opłaty mojego chłopaka. Po jego powrocie mieszkałabym w innym miejscu. (które było załatwione).
W trakcie jego nieobecności ojciec chłopaka stwierdził, że zrobi tam remont. Kiedy pojechałam do chłopaka w odwiedziny po powrocie zastałam zdarte tapery ze ścian, rozryte ściany (coś s elektryką) szafę przesuwaną z rozmontowanymi drzwiami, wszystko w pyle, brudne, na moim łóżku był worek z gruzem (!!!!).
Kiedy rozmawiałam z jego tatą przez telefon powiedziałam, że szkoda, że o tym remoncie nie wiedziałam, i szkoda, że nie przykrył moich rzeczy, nie pochował, bo wszystko mam brudne, ogromna warstwa kurzu i brudu jest na moich ubraniach, na wszystkim. Odpowiedział tylko ironicznie "ojej, ciuszki ci sie pobrudziły!!".
Mój chłopak po tym zdarzeniu rozmawiał przez telefon z ojcem, doszło do kłotni, w ktorej ojciec powiedział mu, że "będzie tak, jak on(ojciec) chce".
Doszło do tego, ze po kilku dniach zadzwonił ojciec i powiedzial, że mam oddać klucze, bo ekipa budowlana potrzebuje.
Chodziłam po mieście i płakałam, pomogli mi znajomi, do których musiałam wyprowadzić się następnego dnia (!!!!).
(w między czasie mój chłopak, K. rozmawiał z mamą mówiąc, że nie chce tego remontu, żeby rodzice nei uszczęśliwiali go na siłę, ze chce sobie wszystko sam urządzić, po swojemu. Jego mama mówiła, ze ten remont jest po to, zeby po powrocie ze stypendium wrócił do wyremontowanego mieszkania - tu trzeba dodać, ze po powrocie ze stypendium zastal mieszkanie całe "rozwalone" nie było kuchni, więc przez ponad miesiąc korzystał z kuchni w moim mieszkaniu. K. powiedział, że nie chce pomocy rodziców, ze nie chce, zeby rodzice wybierali mu drzwi, panele, kolor ścian, itd. Na co mama K. odpowiedziała, że dobrze, wszystko sobie sam wybierze, ale zeby nie odsuwał od tego remontu ojca, bo jemu na pewno będzie bardzo przykro. (Celem wyjaśnienia należy dodać, że ojciecto despota, ktory wielokrotnie zdradzał mamę, mama za każdym razem do niego wracała, on jest typem który niczego i nikogo nie szanuje, więc tym bardziej prośba mamy, aby nie "odtrącać" ojca wydała mu się dziwna. Skończyło się tak, że rodzice i tak postawili na swoim, sami powybierali wszystko (nie skomentuję wyglądu tych rzeczy, chociaż K. na pewno wybrałby inaczej).
Po powrocie K. i dość dużej aferze K. wyjaśnił sobie "wszystko" z ojcem.
I teraz sprawa:
ojciec nie przeprosił, ani mnie, ani K.
K. ma do niego żal i ich relacje nie są dobre,
ale udaje, ze nic się nie stało. Mama K. dzwoni i mówi "synku, zadzwon z zyczeniami na dzień ojca" i on dzwoni. Synku, tatuś ma urodziny, i on dzwoni.
Podczas świąt Bożego narodzenia składanie życzeń między nimi trwało może 3 sekundy.
Po całej tej aferze z wyrzuceniem mnie z mieszkania widziałam ojca K. na jakiejś uroczystości rodzinnej. Nawet nie powiedział mi "dzień dobry".
Jaki jest mój problem? Mam cały czas ogromny żał do K. że mnie nie obronił. Że nie postawił się ojcu i pozwolił na to, żebym w 1 dzień spakowała wszystkie swoje rzeczy i się wyprowadziła.
Że nie zachował się po męsku. Ze nie "zmusił" ojca, żeby przeprosił za swoje zachowanie (nawet, jeśli te przeprosiny dla ojca byłyby nic nie warte).
Mam też ogromny żal do jego mamy, że zawsze staje po stronie ojca, mimo że ojciec krzywdzi dzieci, zdradza, obraża. Ona zawsze opowie się po jego stronie, nigdy po stronie dzieci. A kwituje to swierdzeniem "daj spokój, wiesz jaki jest ojciec".
Mam żal do K. że nie umiał tego załatwić. Że przez to nie czuję się przy nim bezpieczna. On mówi, że drugi raz na takie coś nie pozwoli. A ja sobie myślę: przecież to była tak oczywista sytuacja, że nie powinien do niej dopuścic za pierwszym razem. To chyba nie sprawa z gatunku "za pierwszym razem pozwoliłem wyrzucić cię z domu, ALE za drugim będę już wiedział, co robić". Że nie stać go na to, aby pokazać mamie i tacie, że nie jest w porządku. Że te relacje są udawane. Że te życzenia urodzinowe są nieszczere.
No i nie wiem, czy to ze mną coś nie tak?
Czy ja to źle odbieram?
Jeśli coś opisałam niedokładnie lub coś jest niejasne, to wyjaśnię.
Bardzo proszę o szczere odpowiedzi. Chciałabym w końcu z kimś na ten temat porozmawiać.
Nie mówiłam o tym wcześniej nikomu, bo nie chciałam, żeby znajomi wiedzieli, jak K. się zachował, jaki jest jego ojciec. Nie chciałam, żeby ludzie w okół nas źle go postrzegali.