twojabogini
29.11.12, 11:39
Wieczór zapowiadał się spokojnie. Panowie oglądali film, zajrzałam na forum, wylogowałam się. Zadzwonił telefon, wyszłam do drugiego pokoju. Musiałam skończyć rozmowę, bo dobiegły mnie krzyki i przekleństwa. Krzyczał mój mąż, dzieci były przestraszone. Uspokoiłam i rozładowałam sytuację. Stwierdziłam, że sama choć nad sobą panuję, to jestem zdenerwowana, więc nie ma sensu rozmawiać, i że dogłębniej zajmę się sprawą jutro - czyli dzisiaj.
Nigdy wcześniej nie zdarzyło się, aby mój mąż wybuchł w taki sposób - bardzo agresywnie, z głośnym krzykiem, przekleństwami (on nie przeklina nawet na codzień, to raczej mi się czasem coś urywa, no co on zawsze zwraca uwagę, nie lubi tego). Poszło o jakieś głupoty, szkoda czasu żeby to opisywać. Po wszystkim on zachowywał się jakby nigdy nic - jakby taki wybuch był czymś normalnym. Dzieci uspokajały się znacznie dłużej.
Od jakiegoś czasu z moim mężem dzieje się coś złego. Wycofał się z odpowiedzialności, z obowiązków domowych, coraz więcej zrzucając na mnie. Były z tego powodu konflikty - ale na poziomie rozmów, a nie wrzasków, wyładowywania swojej frustracji na dzieciach itp. Atmosfera w domu była normalna. Aż do wczoraj.
Owszem, od paru dni był nerwowy, niesympatyczny, było widać, że coś go gryzie, że czasem aż gotuje się w środku. Starłam się nie dokładać mu, unikać sytuacji konfliktu, odciążyć, tak żeby po pracy mógł pobyć sam, odpocząć. Sama czasem mam zły okres, rozumiem, że czasem człowiek potrzebuje spokoju, wyciszenia. Próbowałam mu zwrócić uwagę na to, co się z nim dzieje, porozmawiać - bez efektu. Aż wybuchł - w najmniej oczekiwanym momencie, z powodu jakiejś dupereli.
Nie ma we mnie zgody na takie zachowania. Nie zgadzam się na to, aby dzieci były obiektami agresji ze strony ojca, przekleństw, wrzasków. Nie wiem, co dzieje się z tym człowiekiem. Mam zamiar poprosić go po jego powrocie z pracy o to, żeby się wyprowadził na jakiś czas i ułożył sam ze sobą. Jeśli wybuchł w ten sposób raz, może wybuchnąć i kolejne razy. Jedynym sposobem jak sądzę jest przerwać coś takiego, zanim się rozkręci.
Mam jeszcze parę godzin na zastanowienie. Czy propozycja czasowej wyprowadzki to dobry pomysł? Czy informować wtedy nasze rodziny - jego i moich rodziców (zostając sama z dziećmi, nawet na krótki czas, będę potrzebowała ich pomocy)?
Ja widzę to tak - cokolwiek dzieje się z moim mężem, nie jest to nic dobrego. Nie jestem psychologiem, psychoanalitykiem ani nikim takim. Cokolwiek się z nim dzieje musi sam sobie z tym poradzić (albo jeśli go to przerasta, przy pomocy specjalistów), jest dorosłym człowiekiem. Nie ma prawa kumulować swoich problemów i rozładowywać ich na dzieciach. Dlatego sądzę, że czasowa izolacja może mu pomóc, a z drugiej strony - ochronić dzieci przed ewentualnymi dalszymi wybuchami.