sorbitan
05.12.12, 11:01
Mam lat 35, syn rok, praca w domu jako grafik, zarobki na podstawowe potrzeby choć na czynsz już sama nie zarobię bo mieszkanie z czynszem z kosmosu.
Mąż. Uwielbia syna, zajmuje się nim prawie idealnie a przynajmniej najlepiej jak potrafi. I jest niezwykle empatyczny. I to koniec listy zalet.
Nie zarabia. Nie to żeby zarabiał mało, nie zarabia w ogóle lub sporadyczne. Potrafi pracować w jednym miejscu miesiąc, dwa i nawet nie wiem czy to jemu nie pasuje czy on nie pasuje pracodawcy. Bo kłamie w kwestiach pracowych notorycznie. Jest technikiem informatykiem i choć z wykształceniem szału nie ma to i byle co to też nie jest. Zresztą z braku laku pracę podejmuje się jakąkolwiek: na produkcji, w magazynie (ma uprawnienia na wózki), w sklepie z marchewką. On wysyła 2 zgłoszenia dziennie do pracy, interesuje się stanowczo za mało jak na bezrobotnego. Ja wiem, że o pracę trudno, ale bez przesady żeby przez rok nic nie znaleźć na dłużej niż 2 miesiące. Stroi notorycznie fochy, że chcę dostępu do jego konta, w czym go rozumiem, bo to święto gdy cokolwiek na tym koncie ma.
Mieszkamy u moich rodziców, ale dostaliśmy mieszkanie lokatorskie z czynszem ponad 800 zł. I nie wiem jak bym kombinowała z dzieckiem nie dam rady zarobić jeszcze na czynsz. Babcia może się zajmować wnukiem, ale niecodziennie, a żłobek kosztuje. Zresztą mąż też powinien zarabiać. Moi rodzice nam pomagają, teściowie pomagają, mieszkając z rodzicami mam psychiczny luz, że nie będzie opcji zębów w ścianie. Wiem, że dla mojego męża mieszkanie z teściami nie wygląda już tak fajnie bo, jak twierdzi, wtrącają się. Owszem, pytają o pracę, w końcu mieszkamy u nich i się nie dokładamy. Bo czekają aż łaskawca znajdzie coś godnego do wykonywania.
I teraz to mieszkanie, do którego po wstępnym remoncie (opłaconym przez moich rodziców) mamy się wyprowadzić. Mieszkanie jest zapuszczone, ale wiele osób marzy o czymkolwiek do mieszkania. I czynsz 800 zł. I facet, który nie zarabia i kłamie, że pracuje. Przestałam mu ufać, nie mam w nim wsparcia finansowego, ma dwie lewe ręce. Jest tylko synek, który owszem, powinien mieć ojca, ale nie wyobrażam sobie, że będzie jako wzór traktował kłamstwa i lenistwo. Syn, no cóż, wpadka, nawet w moim wieku zdarzają się wpadki. Lekarz stwierdził na podstawie wysokości moich hormonów, że z zajściem będzie bardzo trudno, a chciałam mieć dziecko. Po trzydziestce, zwłaszcza gdy wiadomo że bdą problemy, trzeba się z zajściem spieszyć. I wiem, że wybrałam mu egoistyczną matkę i nieodpowiedzialnego ojca.
Miałam depresję, znam symptomy, dlatego nie chcę przekreślać małżeństwa choć praktycznie nie ma logicznych przesłanek na ciągnięcie jego. Bo on najwyraźniej depresję ma, ale to taki typ, że zawsze jest zdrowy nawet gdy jest umierający. I pewnie, że trzeba go skłonić do pójścia na terapię (może siłą), ale tymczasem czeka mnie nie tyle zaciskanie pasa co miesiące niepłacenia czynszu z braku środków, i mieszkanie do remontu, którego nie ma za co wyremontować, i przyszłość do dupy z facetem, który leczyć się nie chce, do roboty iść nie chce, a na moje gadanie o pieniądze stroi fochy, że sam może pójść pod most. A to ucieczka przed odpowiedzialnością.
Tak się wygadałam i kurde wcale mi nie lepiej